Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Ikarikonka kopiowania

Autor: BonjurBuonegiorno twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Rozdział piąty

Niebawem oprzytomniał w wyrytym przez siebie płytkim parowie. Łapał wdech za wdechem próbując ogarnąć myślami to co się w ogóle stało. Powoli otworzył oczy. Wolno poruszył dłonią i wymacał coś co gęstością przypominało pustynną ziemię. Ledwo przetarł szybę skafandra, a w jego prześwicie odbił się czerwony półmrok nieba. Chmury płynęły z wolna i nawet w cyfrowym obrazie wyglądały błogo. Patrzył się cierpliwie przed siebie szukając połyskującej mikroskopijnej linii. Niczego nie znalazł, promienie słońca wciąż jeszcze były zbyt intensywne. Minęło kilka minut nim w pełni odzyskał świadomość. Przewrócił się na bok i zaczął badać swoje ciało. - Komputer, jesteś tam?
- Jestem.
- Gdzie...?
- Wielka Kotlina w stanie Nevada.
Przeturlał się z boku na bok i zamarł na czworaka odzyskując normalne tempo oddychania. Klęczał jeszcze przez jakiś czas z rękoma na kolanach wyczuwając smak krwi w ustach.
- Powiedz mi dokładniej gdzie jesteśmy.
- Najbliższe miasto Eureka połódniowy-zachód.
- Udało się. - Nie mógł uwierzyć w to co się właśnie działo. - Możesz mnie wypuścić? Muszę

1




sięgnąć po telefon.
- Zatrzaski są stopione.
- Musimy złapać stopa.
Wstał w końcu zauważając, że jest w pełni sprawny choć czuł, że gdzieś pod spodem jest pełen obtarć i guzów. Jęknął kiedy ból przeszył go od nogi po biodro. - No to idziemy pieszo. Którędy do drogi?
- Zdjęcia terenu w podczerwieni.
- Pokaż.
Na monitorze wyświetlił się zbiór jaskrawych zdjęć z lotu ptaka.
- Jak ja mam to... - na zdjęciach pojawił się czerwony punkt - ...aha. Żadnych pomysłów?
- Możesz poczekać. Pół godziny temu został nawiązany kontakt ze szpiegowskim satelitą.
- Nie! Tylko nie to - zajęczał. - Nie chcę mieć do czynienia z CIA.
Rozpoczął ślamazarny marsz. - Powiedz mi ile jesteś w stanie wydobyć energii z baterii?
- Względnie do zastosowań. Po przekroczeniu pewnego progu natężenia ten model wywołuje reakcję łańcuchową.
- Chcesz powiedzieć, że to coś w rodzaju baterii atomowej?
- Nie. To M-bateria.
- Czy zgodziłabyś się gdybym ci to po prostu wyjął?
- Bateria wbudowana jest w skafander, jej wyjęcie równoznaczne jest z utratą stabilności.
Zastanawiał się przez chwilę.
- Czy mogę nazwać cię Alice?
-

2




Jestem Alice.
- Idziemy na południe. Zmierzamy do miasta, pożyczamy samochód i jedziemy do kryjówki. Nie zostawiaj żadnych śladów. Nie nawiązuj kontaktów z satelitami, wyłącz GPS, nie dzwoń. Kierujemy się na góry, zaznacz... - spojrzał na widok szarych wzgórz - teraz.
- Zaznaczam.
- Alice, co wiesz o swoich stwórcach?
- Znam ich biologię.
- Przypominają jaszczury. Czytałem coś o nich, ale myślałem, że to bujda. Ludzie nazywają ich Alfa Draconis.
- Dobrze.

      Zapadł zmierzch. Niebo rozświetliło się miriadami gwiazd, a ziemia blaskiem księżyca w trzeciej kwadrze. Rey maszerował przed siebie bez odpoczynku.
- Napiłbym się. Ile drogi przed nami?
- 35 minut na południe i 25 na zachód co daje około 49 mil w linii prostej.
- Kawał drogi. Myślisz, że ktoś nas może w tej chwili namierzać?
- Nie koniecznie. Jestem w pełni autonomiczną jednostką.
- Skoro tak, to jesteś sztuczną inteligencją.
- Autonomia to nie wszystko Rey. Jestem dziełem przypadku.

      - Możesz mi wskazać skąd pochodzą twoi stwórcy?
Interfejs w błyskawicznym tempie przeczesał wszystkie konstelacje północnego nieba poruszając przy tym w koło głową

3




obsługującego. Nie zajęło to dłużej niż trzydzieści sekund, gdy przez syntetyczny wizjer wyświetliła się konstelacja Oriona. Obraz został natychmiast wyostrzony i renderowany w kilku spektrach promieniowania elektromagnetycznego tak, że wyłoniła się spośród gwiazd pasa Oriona purpurowo-różowa Wielka Mgławica uprzednio niewidoczna gołym okiem. Maszyna dokonała przekładu symboli ze smoczych na angielskie, ściągnęła Nowy Główny Katalog z jego suplementami Index Catalogue. - Domowa planeta orbita epsilon orionis.
- Założę się, że ktoś nas przed nimi broni.

      Po godzinach efektywnego marszu przedarł się na wskroś przez wyjątkowo płaski łańcuch górski. Godzinę później przemierzył drogę, którą uczęszczał jedynie pył i dotarł do miejsca, gdzie widać było delikatną łunę świateł miasta.
- Mam dość. Alice, możesz wykonać połączenie telefoniczne?
- Tak.
Podał numer telefonu. - Wykonaj szyfrowane połączenie.
- Słucham? - W uszach rozbrzmiał zaspany głos.
- Monic, to ja Rey. Musisz po mnie przyjechać.
- Co się stało? Gdzie jesteś?
- I tak mi nie uwierzysz. Przyjedź do Nevady, do Eureki, będę tam na ciebie

4




czekał i weź ze sobą szlifierkę.
- Że jak?
- Proszę cię, nie zadawaj pytań tylko wsiadaj do samochodu zanim umrę z pragnienia. Utknąłem w czymś.
- Co ty robisz w Nevadzie? Jeszcze przed chwilą jechałeś do Miami.
- Teleportowałem się.
- Nie świruj pawiana Rey, tylko mów o co chodzi.
- Monic, proszę. Dowiesz się wszystkiego na miejscu jak zobaczysz to coś.
- Co zobaczę?
- Skafander obcych.
- Że jak? Jaja sobie ze mnie robisz? Mów mi prawdę Rey, martwię się o ciebie.
- Znalazłem coś co może zostać użyte jako źródło zasilania magnetronu. Dokonamy inżynierii wstecznej i odpalimy lightninga.
- A co jest tym źródłem zasilania? W ogóle nie mogłeś poczekać z tym do rana? Jestem strasznie zmęczona.
- Monic, proszę cię, zrób to co mówię. Sprawy wymknęły się spod kontroli.
- Dlatego, że jesteś moim szefem, czy w ramach jakiejś przysługi?
- Wołanie o ratunek.
- Dobrze. Niech już ci będzie. Przyjadę tam, ale jeśli to jakaś... kpina? Rey? Jesteś tam? Halo! Ale dupek, znowu się rozłączył.
- Alice? Dlaczego mnie rozłączyłaś?
Do Reya dotarł nieznośny hałas. - Alice? Co to jest? Co ty robisz?
- Helikopter

5




39 stopni 31 minut północ 115 stopni 57 minut zachód. Zmierza w naszym kierunku.
- Nie damy rady. Znajdą nas.
- Mogę otworzyć przejście do pararelnego wymiaru. Mam dane skoordynowane z poprzednią lokalizacją.
- Masz na myśli statek?!
- Tak.
- A nie może to być Pasadena?
- Bez systemu naprowadzania nie dokonam obliczeń.
- Masz jakieś inne pomysły?
- Brak danych.
Z miejsca zaczął biec. - A gdybyś otworzyła tunel bez naprowadzania, co by się stało?
- Skok będzie kwestią przypadku. Mogę jedynie szacować.

Helikopter miał już tuż na swojej szóstej. Nie minęło dziesięć minut, a ze strony z której nadlatywał zaczęły błyszczeć światła reflektorów. Zdawałoby się, że zbliża się coraz szybciej. Nagle rozbrzmiał głos z megafonu. - Zatrzymaj się albo otworzymy ogień!
Zatrzymał się, ale nie z własnej woli. Boleśnie uderzył w coś czego nie widział. Przewrócił się. Przed jego oczami zamanifestował się trójkątny pojazd, który został przez niego rozpoznany już wcześniej w magazynie obcych. Nie zastanawiając się ani chwili, wskoczył na statek obcych, a ten natychmiast z nieopisaną prędkością uniósł się ku

6




górze tak, że Rey nieomal stracił przytomność i z opóźnieniem wysłał komendę. - Alice. Otwórz przejście!
- Ładowanie międzywymiarowego przyśpieszenia. Status F- point. Sprawdzanie barier grawitacyjnej kontroli. Sprawdzanie systemów nawigacji. Kontrola zdalna. Sekwencja inicjująca za 3... 2... 1... 0. Moduł R aktywowany.
Natychmiast zauważył kilka rozbłysków i formowanie się krzywizny wokół skafandra. Po chwili nastąpiła zmiana oświetlenia. Noc przemieniła się w dzień. Zaczął szybować z gigantyczną prędkością w dół tak jakby jego pęd został odwrócony, ale zaraz zaczął zwalniać dzięki tarciu powietrza. Przed nim przewijał się majestatyczny widok klifów i bezkres wód czego nie mógł widzieć. Rozpostarł ręce żeby znaleźć przeciwwagę.
- Alice... Alice jesteś tam? Odpowiedz. Musimy pomachać skrzydłami.
[Twój komputer przeszedł w tryb uśpienia]
Zauważył, że cały interfejs przestał się wyświetlać pozostawiając go na moment niewidomym. Zaczął manewrować rękoma i tułowiem tak by przestać wirować. Wybrzeża były białe. Na niebie malowała się zorza wschodzącego słońca, które wciąż było za

7




horyzontem.

      Po uderzeniu w wodę skafander wypłynął na powierzchnię jak kłoda. Rey wyczerpany z resztek sił bezwiednie dotarł na brzeg pełen głazów i spoczął na plaży słuchając elektronicznego szumu fal.

     
Rozdział szósty

     - Przeprowadzono próbę próżniową oceniającą charakterystykę impulsu wzdłużnego wnęki o częstotliwości radiowej wzbudzonego w trybie poprzecznym dwustu dwunastej wielkości przy częstotliwości tysiąca...
Słuchał z niesmakiem Paul. - Przepraszam, że panu przerywam, ale czy myśli pan, że dałoby się tego użyć do powiedzmy samolotu naddźwiękowego?
- W artykule IAC13 opisano dynamiczną pracę nadprzewodzącego pędnika Emdrive drugiej generacji. Opracowano model matematyczny i model ten został użyty do rozszerzenia zakresu działania technologii.
- Rozszerzenia zakresu działania technologii - technik powtórzył w myślach ledwo nadążając.
- Oceniane są trzy projekty silników... Jeden służy jako silnik podnośnikowy do pojazdu startowego, drugi jako silnik orbitalny do wyrzutni, a trzeci jako silnik główny do sondy międzygwiezdnej. Silniki oparte są na nadprzewodzących wnękach YBCO, a

8




wydajność jest ...
Paul odsłuchał matematyczny bełkot. Choć z matematyką był obeznany na co dzień, dane nie docierały do jego układu analizy.
- Teoretyczny pojazd startowy jest całkowicie elektrycznym jednostopniowym kosmolotem,wykorzystującym dziewięćset megahertzowych osiem wnęk i całkowicie zawieszony silnik dźwigowy. Stały silnik orbitalowy o częstotliwości 1,5 GHz zapewnia poziomą składową prędkości.
- Wie pan, muszę już iść. Przede mną mnóstwo pracy. Czy mógłby pan ...yyy... Czy pojazd napędzany Emdrive poleci? A jeśli tak, to czego można się po nim spodziewać?
- Teoretycznie ,a raczej hipotetycznie, bazując na matematycznych opisach statek kosmiczny o wadze dziewięciu ton, który zawiera jedną tonę ładunku naukowego, osiągnie prędkość końcową sześćdziesiąt siedem setnych prędkości światła. W 2018 napęd został zamontowany jako przyśpieszacz międzynarodowej stacji kosmicznej.
Naukowiec rozmarzył się na moment przypominając sobie dawne założenia firmy o nadchodzącym półwieczu, w którym prognozowano, bądź planowano podróże wewnątrz układu słonecznego.
- Dziękuję za informacje, były bardzo

9




pomocne - Paul wyciągnął dłoń w geście pożegnania by jak najszybciej opuścić placówkę. Skierował się ku wyjściu, przy bramce pokazał plakietkę wizytatora i wydostał się na zewnątrz.
Teoria, czy fakty - nie miał już więcej wątpliwości co do możliwości tego napędu, choć wolał gdyby mu to pokazano na własne oczy. Paul odjechał z dziwnym uczuciem nadziei.

      Rozdział siódmy

      Obudził się na skałach po szyję zalewany falami. Za nim zgromadził się malutki tłum gapiów. Niektórzy robili zdjęcia, inni nagrywali filmy. Zauważył, że skafander na nim ciąży.
- Rey - reagował interfejs.
Nie odpowiadał. Próbował zrozumieć co się stało. Musiał zasnąć. Szybko dotarło do niego, że jest w niebezpieczeństwie. Lekko wygięty wpół przez dwóch Ugandczyków, którzy ciągnęli go za ramiona, widząc do góry nogami białe ściany klifów za sobą myślał, że jest w Pourville, które zawsze mu się marzyło. Tym razem jednak zrzedła mu mina na myśl o kolejnej tułaczce.
Być może stałem się zarzewiem wojny. Wykradzenie technologii. Zabójstwo. Zastanawiał się nad tym co on w ogóle w tym wszystkim robi, jaką

10




przyszło mu odgrywać rolę. Teraz uwezmą się na niego i rozpoczną polowanie. Może tamta sytuacja w biurze nie była wymierzona przeciwko mnie, tylko celem było zapobieżenie powielania technologii Emdrive. Skoro tak, to ich celem może być każda placówka przeprowadzająca badania.
Łudził się, że nie chodziło o niego samego.
- Zostawcie mnie.
Mężczyźni poruszyli się przestraszeni myśląc, że ciągną trupa. - Kim jesteś? - Spojrzeli po sobie.
- Muszę pozostać w wodzie. - Mówił tak leżąc na drobnym żwirze.
- Bracie niedługo przypływ, utopisz się.
- Zostawcie mnie i zabierzcie tamtych ludzi, bo będziecie mieli przez to kłopoty.
- Nie denerwuj się, chcieliśmy ci pomóc. - Odezwał się jeden z Ugandczyków.
- Nie potrzebuję pomocy. Dam sobie radę.
- Jesteś pewien?
- Tak. Leżę sobie, odpoczywam. Co w tym nie tak?
- Co to jest?
- Skafander obcych. - Odpowiedział jednocześnie z pytaniem.
Roześmieli się.
Kto zrozumie ten rodzaj śmiechu?
- Alice, jaki jest poziom baterii?
- Sześćdziesiąt siedem procent.
- Włącz koordynowanie ruchów, bo nie wstanę - pogroził.
Mężczyźni podeszli do swoich znajomków i

11




opowiedzieli im to samo co przed chwilą usłyszeli. Jedna z kobiet zasłoniła rozchylone usta dłonią. Po chwili wahania podeszła powoli w kierunku, gdzie spoczywał leżący.
- Jak ci na imię? - Zapytała.
Zobaczył i rozpoznał Angielkę, podparł się na boku łokciem i rozejrzał wokół.
Albion!
- Nie powiedziałbym ci nawet gdybyś przypalała mnie ogniem. Najlepiej byłoby gdybyście nikomu nie rozpowiadali o tym co widzieliście. Możecie mieć przez to kłopoty.
- Co to jest?
- Proszę? ...A. Przebranie na bal.
- Możesz się pokazać?
- Może później... Masz może samochód?
- Mam.
- Tak się składa, że potrzebuję by mnie podwieźć, ale jest pewien problem. Nie możesz wiedzieć dokąd jedziemy.
- Dlaczego?
- Nie, przepraszam. To głupie. Słuchaj, potrzebna mi twoja pomoc, ale obiecaj, że nikomu o tym nic nie powiesz. Ok? Muszę się ukrywać.
- Jesteś dezerterem?
- Mam kłamać?
- Nie kłam.
- Albert jestem, miło mi. - Wyciągnął połyskującą srebrnie w promieniach słońca, mokrą dłoń.
- Rozumiem, że nie chcesz zdradzać swojej tożsamości...
- Że jak?
- ...I masz jakieś kłopoty, ale widzę, że potrzebna ci pomoc.

12




Niektórzy widzieli jak spadasz do wody i leżysz tu już jakiś czas.
- Rey - odezwała się Alice - będziemy w jutrzejszych wiadomościach, czy wyczyścić ...
- Wyczyścić.
Po ludziach rozszedł się skowyt ogólnego niezadowolenia. Klepali swoje telefony, inni unosili je ku górze jakby szukali zasięgu. To jednak sprawiło, że jeszcze bardziej skupili swoją uwagę na dziwaku.
- Alice, miałaś koordynować ruchy.
- Wszystkie systemy sprawne.
To niemożliwe żebym był aż tak zmęczony. Coś jest nie tak. Może to przez promieniowanie...
- Tam mam samochód. - Wskazała kobieta palcem na grzbiet klifu. - Dokąd mam cię zawieźć? Tak przy okazji, jestem Margaret.
Mimo przeżyć, Reya wypełniało jakieś zadowolenie. - Springset. - Odpowiedział - Dlaczego chcesz mnie podwieźć?
- Bo dostrzegam, że potrzebujesz pomocy. Leżysz od kilku godzin w wodzie, bez ruchu. Pomyślałam, że nie masz sił wstać...
- Ale wstałem.
- ...Albo masz jakiś problem z tym czymś. Tak w ogóle co to jest? Katapultowałeś się, czy jak?
- Jestem szczerym człowiekiem Margaret, ale twój mózg nie zniósłby prawdy. - Czuł, że robi z niej głupka i odezwały się w

13




nim wyrzuty sumienia. Z uszanowaniem przemilczał razem z nią bardzo długą chwilę.
- Drogi taki kombinezon?
- A chcesz taki sam?
Roześmiała się. - Więc twój samolot się rozbił, a ty się katapultowałeś? W jakiej jednostce służysz?
Bał się mówić prawdę. - Jestem byłym polotem sto sześćdziesiątej SOAR. Wyskoczyłem w czasie lotu. Musimy w ogóle o tym rozmawiać?
- Dlaczego nikt się po ciebie nie pofatygował?
- Ciekawi cię to? - Z nieznanych przyczyn czuł do niej sympatię? Więcej. Czuł coś więcej.
- Jeśli wokół mnie dzieje się coś dziwnego to wolę upewnić się, czy nie dzieje się nic złego.
- Wiesz co? Zatrzymaj się. Wezmę taksówkę.
- Dlaczego?
Milczał.
- Pachniesz trochę jak przypalona patelnia. - Uśmiechnęła się. - Mieszkasz w Springset?
- Gdyby ktoś cię o mnie wypytywał to nigdy się nie spotkaliśmy. Obiecaj mi to dobrze? Obiecaj.
- Czy z tym związane jest jakieś zagrożenie?
- Wprawdzie rzecz ujmując, chyba...
- Co?
- Ten skafander... Ukradłem go, a teraz muszę się ukrywać.
- Komu go wykradłeś? Możemy mieć przez to kłopoty?
- My? Jesteś przesympatyczna Margaret, ale nawet nie próbuj myśleć

14




w ten sposób.

      Wsiedli do Mini Cooper’a. Rey z trudem zmieścił się do środka.
Nie powinienem... - Dopadły go wątpliwości. Wysiądź natychmiast.
Margaret wyjechała z parkingu smaganego wietrzyskiem. Sunęła powoli przepuszczając każdego kto chciał dołączyć się do ruchu, wesoło machając do kierowców.
- W lewo zjedź proszę, tędy będzie szybciej.
Zjechała w boczną drogę.
A gdyby tak sprowokować wojnę i zmusić rząd do odtajnienia informacji.
- Alice.
- Słucham. - Odezwał się interfejs.
- Masz koordynaty statku?
- Tak, ale nie dokonamy skoku przy tym poziomie energii.
- Nie szkodzi. Potrzebny mi szybko mutujący wirus, którego Alfa Draconis się nie pozbędą.
- Są odporni na większość ziemskich wirusów.
- Alfa Draconis? - odezwała się Margaret.
- Margaret...
- Słucham? - Zapytała melodyjnie.

Patrzył się jak oniemiały na butelkę pełną wody w drzwiach samochodu. Ciepłe popołudnie dawało się we znaki, a Słońce na złość nie chciało zajść za horyzont.
- Dobrze się czujesz?
- Tak. Muszę się tylko z tego wydostać. - Ułożył się w poprzek i zaczął ciężko oddychać.
- Ej! Co się dzieje? -

15




Nachyliła się nad nim jednym okiem zerkając na drogę.
Dopiero teraz zauważył delikatne piegi na jej twarzy, był zbyt zmęczony żeby czemukolwiek się przyglądać.
- Nic. Zamyśliłem się tylko. Rey jestem.
- Rey?
- Nie w tym rzecz, że... Obawiam się po prostu, że nie przeżyję następnej doby.
- To chyba niedobrze. A kto to jest Alice?
- Alice to jest to coś. Interfejs tej maszyny. - Kontynuował.
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz.
- Rozumiem.

      - Margaret, myślisz...
- Słucham.
- Myślisz, że wojna to dobry pomysł? - Zapytał wypowiadając bezwiednie to co myślał.
- O boże, nie. Żadnej wojny. Do czego zmierzasz?
- Nieważne.

      Milczeli oboje podziwiając zielone wzgórza i ruiny zamków widoczne niemalże na horyzoncie. Mijali szlacheckie dworki, które przypadły szczęśliwcom, pola golfowe, zajazdy, puby, kaledońskie lasy mieszane pełne jeleni, lisów, borsuków, wydr i gronostai - pozostałości po przetrzebionej faunie. Resztki pięknych lasów zawsze dawały Reyowi do myślenia. A najbardziej ze wszystkiego uwielbiał krajobraz polodowcowy. W wolnych chwilach wyjeżdżał latać paralotnią - lubił to bardziej niż zawrotną prędkość w

16




podniebnej przestrzeni - zawieszona na linkach, niczym nie ograniczona uprząż dostarczała wielu wrażeń.
Skręcili wjeżdżając na niemalże pustą autostradę. Przed ich twarzami rozbłysła żółta kula ognia. Rey rozmyślał o tym co przyjemne, uspokajał się.

      - Margaret Pojedziesz ze mną do Francji? Zawsze chciałem zobaczyć Paryż.
- Ledwo się znamy.
- Byłem dziś w kosmosie...
- Może dadzą ci drugi samolot. Nie martw się.
- Mogę pogrzebać w bagażniku? Złożył tylne siedzenie i nieomal wszedł do środka. Znalazł niewielką skrzynkę z której wygrzebał śrubokręt.
- Alice, gdzie jest zatrzask maski?
Wbił sobie grot w okolicach ucha i wykonał zamach ręką.
- Co robisz?
Wymierzył cios, zatrzask pękł wysokim brzdękiem uwalniając twarz zamkniętego w środku. Natychmiast rzucił się do butelki z wodą.
- Przeszkadzasz mi prowadzić.
Wypił łapczywie całą butelkę.
- Jedźmy nad La Manche.
Uśmiechnęła się.
- Mówię serio. Jedźmy tam.
- Zaraz. Miałam cię podwieźć do Springset. Jeśli chcesz, mogę cię podwieźć i nad kanał, ale...
Pomyślał o broni i z rękawa wysunęły się dwie szyny w kolorze matowego tytanu.

17




Niczym nie przypominały ziemskiej technologii. - Widzisz to?
- Co to?
- Margaret posłuchaj. To jest skafander obcych.
- Hahaha! - Roześmiała się w głos, powodując u niego mimowolny uśmiech.
Szkoda...
- Oni kontrolują nasze życie.
Uśmieszek zszedł z jej wąskich, ale pięknych ust.
- Każdego dnia jesteśmy poddawani hipnozie. Ludzie żyją w strachu, ogłupiani telewizją, wegetują jak warzywa.
- Jestem dla ciebie pełna podziwu, ale jak tak możesz mówić o innych?
Dopiero przyszło mu na myśl, że jej nie zna, a wraz z nią jej życia, jej przyjaciół, rodziny, znajomych. Paradoksalnie to on przeżył właśnie chwilę gnozy nad tym, o czym zwykł rozmyślać. Może był zbyt egocentryczny, albo głupi. Brakowało mu szczęścia, a to właśnie biło od dziewczyny znad przeciwka; młodej, pięknej, zabawnej.
- Nie wiem o czym mówisz Rey.
Może jednak lata doświadczeń nie zrobiły z niego głupka. Może gdzieś w tym chaosie miał jakąś rację, ziarno prawdy. Tylko na co jej te wszystkie wywody, które prowadził ze sobą w samotności. Esencją prawdy jest poszukiwanie szczęścia.
- Mówię, że jestem głupi.
Odwróciła się w tył i nie

18




przestawała patrzeć mu w oczy z jakimś dziwnym zachwytem i niezgłębionym spokojem.
Też patrzył z wolna zwieszając głowę jakby czegoś żałował.
- Oczy nie kłamią Rey.
Roześmiał się. - Jedź ze mną do Francji, proszę cię.
- Ale dlaczego?
- Muszę przepłynąć kanał żeby naładować baterię. Wiesz? To tak działa.
Patrzyła się przed siebie długą chwilę podziwiając asfalt podczas kiedy on patrzył się na nią. Obejrzała się jakby nie chcąc, by ją obserwowano.
- Ale...
- Musisz zmienić kierunek jazdy.
- Przyjechałam nad klify żeby odpocząć.
- Wystarczy, że mnie podwieziesz. Nie musisz ze mną jechać do Paryża jak nie chcesz. - Poczucie niebezpieczeństwa jednak w nim nie minęło - Chcę się tylko dostać się na północ Szwajcarii.
- Ale do Springset już niedaleko.
Położył jej mechaniczną dłoń na przedramieniu - skręć.
Zatrzymała się na poboczu, odwróciła się.
- Słucham.
Zapomniała co chciała powiedzieć. Po chwili podjęła. - Musiałbyś zamówić prom...
- Uczepię się promu.
- Co ty właściwie chcesz zrobić?
- Być może wzbudzam w tobie niechęć, ale posłuchaj...Wszechświat jest wielki

19




Margaret... - Podjął kolejną próbę wyjaśnienia jej swojej sytuacji.
- Boję się o nim myśleć. Jak dla mnie jest ogromniaście... uuh. Napewno jesteś głodny. Nawet nie odpoczniesz.
Zdecydowanie miała rację. - To co według ciebie mam zrobić? - Zapytał z ciekawości.
- Chodźmy coś zjeść.
- Nie mogę w tym nigdzie wyjść. Wszyscy się gapią.
- Musisz się z tym jakoś uporać.
- Margaret, nie chcę jechać na wczasy. Trochę zszedłem z tematu. Wybacz mi. Chcę jechać do CERN, na północ Szwajcarii. Musimy dojść do ładu w tej dyskusji. Nie jestem żołnierzem, a to - uderzył pięścią w metaliczną pierś - to nie jest własność rządu, żadnego ziemskiego rządu. Mam już plan działania, a przynajmniej tak mi się wydaje... - Powiedział na jednym wdechu i kiedy skończył, nagle naszła go myśl o jego projekcie samolotu. - Dobrze, zmieńmy priorytety, jedźmy do Springset.

      Po dwóch godzinach jazdy i długiej dyskusji dojechali do celu. Rey gdy tylko wszedł do domu odsłuchał wiadomości z automatycznej sekretarki.
- Rey, z tej strony Monic. Oddzwoń do mnie proszę.
Odłożył to na później. Kolejna wiadomość była od Ann i kilku

20




innych osób, które Rey usystematyzował jako „ważne“.
- Margaret rozgość się, za chwilę wracam.
Zszedł do garażu. Z dołu dobiegały dźwięki piłowania, szlifowania i dziwnego popiskiwania.
Margaret znudzona czekaniem postanowiła zejść na dół. - Jak ci idzie?
- Jest jak nowy. - Stwierdził stojąc przed skafandrem. - Wszystko sprawne. Zastanawia mnie po co te panele z tyłu. - Po głowie wciąż plątały mu się myśli, czy to on był celem obcych, czy ta sprawa z policją miała z nim coś wspólnego i czy sama wizyta w UK Intellectual Properties w jakiś sposób była powiązania z jego własną osobą. Mógł być śledzony i nie miał o tym zielonego pojęcia.
- Widzę, że masz guzy na głowie. - Odezwała się w końcu Margaret. Przyniosę ci coś zimnego z lodówki.

      Wieczorem usiadł w fotelu i wsparł ręce o podbródek walcząc ze snem. Musiał mieć pewność, że jest bezpieczny.

     *
Dziennik pokładowy 09:08. 16-05-2097
W końcu go spotkałem. Nazywa się Rain. Jest rozpoznawalną w świecie polityki ważną osobistością. Na plecach nosi modułowany karabin automatyczny skonstruowany przez Russel Brand, wyposażony w system

21




samoczynno-samopowtarzalny. Konstrukcja nie najnowszej generacji, ale w czasach, kiedy blisko milion ludzi strzela z łuku, robi co do niego należy.
Rain słynie z niebywałej szybkości posługiwania się bronią, ale niewielu o tym wie. Ci którzy się o tym dowiedzieli, gryzą ziemię. Takie przynajmniej o nim krążą pogłoski.
W tych dość nietypowych czasach nietypowo się ubiera. Nosi cały biały kombinezon. Już gdzieś taki widziałem, albo mi się zdaje. O nic go więcej nie pytałem. Czasem dziwnie się zachowuje. Szczury gadają, że to czarownik.

     
Rozdział ósmy

      - Ile to można do ciebie dzwonić? - Domagała się wyjaśnień Monic.
- Telefon mi się rozładował. Skąd mogłem wiedzieć, że dzwoniłaś?
- Rey, dzwonię do ciebie od tygodnia.
Zdziwił się tą rewelacją tak samo jak i tonem jej głosu.
- Gdzie ty jesteś? Wszyscy myślą, że sobie odpuściłeś.
- Monic, co... co się stało? Jesteś dziwnie spokojna.
- Nie jestem spokojna, martwię się o ciebie, gdzie jesteś?
- W domu.
- To przyjeżdżaj do Pasadeny.
- Monic, brałaś coś? Ktoś tam jest z tobą?
- Nie. Dlaczego zadajesz mi takie dziwne pytania?
- Pamiętasz jak do

22




ciebie dzwoniłem dziś w nocy?
- Chyba coś ci się przyśniło. Od tygodnia nie dajesz znaku życia. Co się z tobą dzieje?
Spojrzał na datę w telefonie. Wszystko się zgadzało. - Monic, który dzisiaj mamy?
- Piątek 27 lipca.
Spojrzał jeszcze raz na swój telefon [Niedziela]
- Daj mi chwilę - rozłączył się. Siedział tak przez chwilę lekko orzeźwiony brakiem poczucia czasu. Po chwili wybrał numer telefonu. Siedział nasłuchując sygnał przez równe siedem minut.
- Ile to można do ciebie dzwonić? - Wściekała się Monic.
Milczał chwilę. Uznał to jednak za bezcelowe i zaraz podjął - telefon mi się rozładował. Skąd mogłem wiedzieć, że dzwoniłaś? - Wyostrzył słuch.
- Już chciałam tam jechać szukać cię jak igły w stogu siana. Masz szczęście, że przed chwilą oddzwoniłeś, bo chciałam zgłosić twoje zaginięcie.
- Monic, nie denerwuj się, jestem już w domu cały i zdrowy.
- Jak to w domu? Gdzie?
- W moim domu. - Zapadła złowroga cisza. - Monic, posłuchaj. Musisz do mnie przylecieć i sprowadzić naszych mechatroników do Springset. - Patrzył w drewnianą podłogę cierpliwie wyczekując.
- Dlaczego? Powiesz mi w końcu

23




co się tam u ciebie dzieje?
- Daj mi chwilę - rozłączył się.
Jednym skokiem znalazł się na dole w garażu. Wszedł do kombinezonu. - Uruchom system.
[System sprawny]
- Alice, który dziś jest?
- 29 lipca.
- Przed chwilą zadzwoniła do mnie przyjaciółka i twierdziła, że jest Piątek dwudziestego siódmego. - Zaczął się przechadzać po garażu.
- To inicjacja fali czasowej biegnącej wstecz. Rozpoczyna się z chwilą kreacji protonów izotopu węgla o ujemnej energii, czyli anihilacji w poprzednim Wszechświecie.
- Co to znaczy? Przecież nie da się cofnąć czasu.
- Stworzony z cząstki izotopu węgla o ujemnej energii zawieszonej w M-baterii operator czasowy zmieniony na unitarny i jako złożenie z jego operatorem sprzężonym, staje się identycznością. Wszechświaty łączą się w wyższych przestrzeniach w których przeszłość, przyszłość, teraźniejszość mogą zdarzać się równolegle, a odległe od siebie punkty, linie i pola w tym wymiarze, mogą się łączyć. Identyczność nazwałeś tunelem, a jest to tesserakt. Istnieje więcej przestrzeni wektorowych niż te, które widzisz. Doskonale obrazuje to tensor metryczny Riemanna.
-

24




Czyli jednak jestem w innym Wszechświecie.
- Dokładniej co chwila w innym. Macierz poprzedniego Wszechświata załamała się na poziomie symetrii słabych oddziaływań. Istnieje nieskończona ilość paralelnych rzeczywistości i wersji ciebie samego jako fala prawdopodobieństwa, czyli coś co już się ujawniło, ale jeszcze nie urzeczywistniło. Nie da się zmienić biegu czasu, ale pogwałcenie praw supersymetrii daje o sobie znać jako trwała zmiana współczynnika materii do antymaterii. To znaczy, że zmiany są nieodwracalne.
- Ale jak to możliwe, że ktoś do mnie zadzwonił stamtąd?
- Powtórzę. Zostaje zmieniony współczynnik materii do antymaterii, a raczej zimnej ciemnej materii. Promieniowanie elektromagnetyczne; niepełna struktura, jakbyś to nazwał, ontologiczna. Jest to twór będący wynikiem energii życiowej poddany wcześniej wytworzonym artykulacjom i formom ekspresji, co ze swojej zasady jest pamięcią.
- Więc to coś nie istniało samoistnie?
- To wpływ twoich neutralino i chargina z tej paralelnej rzeczywistości; wirtualne połączenie w niezależnym, odrębnym od świadomości kosmosie. Tak się dzieje, gdy fale się wytłumiają.
-

25




A co z falą czasu biegnącej wstecz? To oznacza malejącą entropię - większy stopień uporządkowania. Wszystko jest na wspak.
- W świecie fizycznym nie zachodzi symetria względem odwrócenia czasu, wszystko idzie naprzód. Ten fantom to tylko odbicie ładunkowe powstałe w skutek pogwałcenia odbicia czasowego. Nie ma cię w tamtej rzeczywistości i jakby jesteś. Fale czasu powinny niebawem się wytłumić.
- Więc jednak przemieściłem się w czasie. A przecież nie podróżowałem...
- Szacując, rzeczywistą wartością jest femtosekunda. Przestrzenie są pełne oddziaływań, dlatego skok jest wysłaniem samej informacji bez masy. Zwrot masy następuje automatycznie zgodnie z obowiązującymi prawami w danym Wszechświecie. Innymi słowy, jesteś o kilka bądź kilkaset memów informacyjnych cięższy.
- A skąd wziąć cząsteczki o ujemnej wartości?
- Nie posiadam danych na ten temat, są utajone.
- No tak. Ale anihilacja...

26




Wyrazy: Znaki: