Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Poszukiwanie cz.5 Koniecikonka kopiowania

Autor: Wiktor twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Tydzień i dwa dni później.
– Został nam tylko urząd wojewódzki jak tam go nie będzie to zaczynamy przeszukiwać hale i galerie. – Powiedział Jurij.
– Tak. Faktycznie z miesiąc nam tu zejdzie. Jak nie więcej. – Odpowiedział Piotr.
Podeszli pod wejście urzędu wojewódzkiego. Dawniej jej fasada robiła wrażenie nowoczesna bryła, drewno i marmur. Połączenie nowoczesności i starych sprawdzonych materiałów. Teraz porośnięty bluszczem, i zasłonięty przez wysoką trawę nie była taka efektowna. Nagle usłyszeli przeraźliwy skrzek. Spojrzeli w górę.
– O jasna cholera. – Zaklął Jurij.
W górze zobaczyli coś, co wyglądało na orła tylko dziesięciokrotnie większego.
– Spierdalamy! – Krzyknął Piotr i ruszył do drzwi. – Zablokowane. Odsuń się. – Nie było czasu na odpinanie karabinu, wyciągnął P-99 i oddał trzy szybkie strzały w szklane drzwi. – Do środka szybko!
Wpadli do środka, Jurij już ściągnął mossberga z pleców wprowadził nabój do komory doładował, Piotr ściągnął kałasza, włączył latarkę i laser.
– Gdzie to ścierwo? – Spytał Piotr, i zaczął penetrować światłem hol. Nagle poczuł na twarzy

1




powiew wiatru. Skierował broń na sufit. – Cholera. – Dach był zbudowany ze szkła. No właśnie „był’’. – Spieprzamy! – Krzyknął i w tym momencie przez to, co pozostało z dachu wpadł orzeł. – Po lewej klatka, schodami w dół!
Wpadli na klatkę i skacząc po kilka schodków znaleźli się w suterenie.
– Przeczekamy może sobie pójdzie. – Powiedział Jurij wyciągając z plecaka latarkę i oświetlając suterenę. – Spójrz coś tam leży.
Faktycznie po drugiej stronie pomieszczenia coś było. Ruszyli w tamtą stronę z bronią gotową do strzału.
– Opuść broń Jurij – powiedział Piotr zabezpieczając broń i opuszczając ją. – On nic nam nie zrobi.
Podeszli pod ścianę. Tym czymś, co zobaczyli z drugiej strony pomieszczenia był zmarły człowiek, z raną postrzałową głowy.
– Samobójstwo – stwierdził Jurij, biorąc colta 1911 spoczywającego w ręce trupa. – Ładna broń. Spersonalizowana: lekki spust, światłowód w muszce i szczerbince, latarka i laser, okładzina drewniana z grawerem M.K.
– Jasna cholera. – Powiedział Piotr. – No to go znaleźliśmy.
– Jak my mu to powiemy. Przecież on wierzy, że jego syn

2




żyje.
– Sprawdźmy czy to na pewno on. – Piotr zaczął przeszukiwać zmarłego. – Coś jeszcze ma. List, adresatem jest Adam Kowalski. Jest drugi. – Zaczął czytać. – ,, Jeśli czytasz ten list to znaczy, że ktoś zawitał do miejsca, które stało się moim grobem, to coś nie pozwala mi wyjść, a mi został już tylko jeden nabój. Zrobię z niego użytek. Dziś skończyły mi się woda i jedzenie. P.S. Drugi list jest dla mojego ojca. Przekaż mu go, jeśli go spotkasz. Pokaż mu broń a wynagrodzi twój trud.” – Piotr skończył czytać. Schował oba listy i pistolet do metalowej skrzynki w plecaku. – Teraz trzeba zabić to bydle.
– Może go pochowamy? – Spytał Jurij, wskazując na zmarłego.
– Jemu już wszystko jedno, a wolałbym nie skończyć tak jak on. Masz jeszcze te granaty z komisariatu? – Spytał Piotr, Jurija.
– Mam.
– To, czemu żeś nie rzucał w tego skurwiela jak chciał nas wypatroszyć!
– Bo mam w plecaku!
– A ja mam w plecaku gołą babę!
– Po co taka złośliwość?
– Bo mogliśmy zginąć!
– Piotrze nie denerwuj się.
– Dobrze, już dobrze. Faktycznie zrobiłem się ostatnio trochę drażliwy.
– Wiem, co ci

3




pomoże.
– Co?
– Rozsmarowanie mutasa po ścianach. – Powiedział Jurij wręczając Piotrowi dwa z trzech granatów.
– Jaki plan? – Spytał Piotr doładowując kałasza i P-99.
– Prosty. Gdy pojawi się to bydle, ja otworzę ogień i zatrzymam go w miejscu, ty, gdy tylko otworzy paszczę, wrzucisz mu w nią granat.
– Tylko tyle? – Spytał Piotr uśmiechając się ironicznie.
– Nie, nie tylko. Potem musisz pamiętać żeby spieprzać za filar, albo gdzieś żebyś był osłonięty. Będzie niezła jazda jak pierdolnie.
– To może skleję granaty taśmą i wrzucę od razu dwa.
– Dobry pomysł. Tylko jak dupnie to chyba filar nie pomoże.
– Pomoże z tego, co widziałem to jest pół metra zbrojonego betonu. Nie ma chuja, że się nie uda.
– Poeta chędożony. – Podsumował Jurij i ruszyli.
Kilka chwil później byli już na parterze.
– No to let’s go. – Powiedział Jurij, i oddał dwa strzały z mossberga.
Kilka sekund później usłyszeli mutanta.
– To chyba nie był dobry pomysł. – Powiedział Piotr sprawdzając mocowanie granatów.
W chwili, gdy skończył zdanie do środka gmachu wpadł orzeł-mutant.
– Za późno. – Odpowiedział Jurij

4




i zaczął strzelać.
Uchwyć idealny moment, uchwyć idealny moment – powtarzał w głowie Piotr.
– Teraz! – Wrzasnął Jurij, i schował się za filarem.
Mutant ryknął. Piotr zareagował. W ułamku sekundy, pociągnął za zawleczkę, zakręcił sznurkiem przymocowanym do granatów, rzucił i schował się za filarem.
BUM!
Potężny wybuch wstrząsnął i tak już nie najlepiej trzymającą się budowlą. Po chwili Piotr i Jurij wyszli zza filarów. Dookoła leżały kawałki mutanta.
– Nie mam słów, aby to opisać. – Powiedział Piotr.
– No, ładnie walnęło. – Odpowiedział Jurij.
– Teraz możemy się zająć pogrzebem.
Pogrzeb jak można by się domyślać był ,,biedny”. Nie było organisty, konduktu żałobnego, księdza wygłaszającego mowę na temat życia po życiu. Były za to osoby niezbędne, dwóch grabarzy i zmarły. Grób też nie był szczególny ot dół z trumną przykryty ziemią a na tym wielki kamień z koślawo wykutym napisem ,,Marek Kowalski”.
– Wypadałoby coś powiedzieć w takiej chwili. – Powiedział Jurij.
– Czy to król czy to kmieć zdychają tak samo. – Zacytował Piotr.
– Doprawdy, ta wycieczka dobrze na ciebie

5




wpływa.
– Taa. Wracamy.
– Mission Complete. Czyli znów miesiąc drogi.
– Dokładnie, i nie marudź mogło być gorzej z Zakopanego z trzy byśmy wracali.




* * *



Po miesiącu podróży dotarli z powrotem do miasta. Po przybyciu od razu skierowali się do Adama.
– Wróciliście. – Zapytał Adam podekscytowany.
– Tak, mamy wieści o Pańskim synu.
– Gdzie on jest? Zawołajcie go, nie wiedziałem, że jesteście tacy efekciarscy, że nawet powrót syna do ojca musi być epicki.
– To dla Pana. – Powiedział Piotr i podał Adamowi metalową puszkę.
– Co to jest? – Spytał Adam.
– Proszę otworzyć. – Powiedział Piotr półgębkiem.
Adam otworzył i nic nie mówiąc pokazał ruchem ręki, aby poszli za nim.
– Tą broń, Marek dostał ode mnie na osiemnaste urodziny. Spersonalizowana pod niego. Oto pieniądze. – Powiedział mechanicznie Adam.
– Nie możemy.. – Zaczął Jurij, lecz Adam mu przerwał
– Umowa to umowa. – Powiedział twardo Adam i wcisnął Jurijowi skrzynkę. – Teraz zostawcie mnie samego. – Powiedział wyciągając z kieszeni płaszcza taki sam magazynek, jaki znaleźli przy Marku.
Wyszli, a gdy byli już przy klatce

6




schodowej, usłyszeli strzał i gruchot upadającego ciała.

     
KONIEC

7




Wyrazy: Znaki: