Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wyprawa do Petersburgaikonka kopiowania

Autor: Mroffka twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Sonia zatrzymała auto na stacji benzynowej. Czuła przejmujące zimno. Klimatyzacja popsuła się kilkadziesiąt kilometrów temu. Zaczęło do niej boleśnie docierać, że wycieczka samochodowa zimą po bezdrożach Rosji była pomysłem - delikatnie mówiąc - nienajlepszym. Jednak było już za późno. Jej ukochany Mini Morris był u kresu sił. Sonia łudziła się jednak, że jakimś cudem dociągnie do Petersburga. Chciała w to wierzyć. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Podjechała do dystrybutora, zawinęła szczelnie szalik i wysiadła z auta. W twarz uderzyła ją fala zimnego powietrza. Termometr w samochodzie wskazywał temperaturę na zewnątrz -20 stopni. Wzięła wąż jedną ręką, drugą usiłowała odkręcić wlew paliwa. Niestety, korek ani myślał puścić. Mimo jej starań, wściekłości i włożonej siły, korek to starcie wygrał. Oparła zrezygnowana głowę o samochód. Czuła się tak bardzo bezsilna. Jej narzeczony Igor miał czekać w Petersburgu. Wielokrotnie usiłowała się do niego dodzwonić, jednak bez skutku. Jego telefon był wyłączony. Za każdym razem od razu odzywała się automatyczna sekretarka. Spojrzała na obskurny budynek

1




stacji. Dostrzegła mężczyznę przyglądającego się jej z ciekawością - stał za ladą, był więc bez wątpienia pracownikiem stacji. Jego czerwona, pyzata twarz zdradzała, że niewątpliwie był koneserem rosyjskiego samogonu.
- Co za obleśny typ - pomyślała i skrzywiła się. Weszła do środka i podeszła do lady. Mężczyzna wyglądał na jakieś 60 lat, był łysawy i odpychający.
- Odmrażacz jakiś pan ma? - zapytała bezbłędnym rosyjskim. Była wdzięczna nauczycielce rosyjskiego w liceum, która była surowa i wymagająca. Dzięki temu Sonia tak dobrze władała tym językiem. Dodatkową motywacją był Igor, z pochodzenia Rosjanin. Poznali się w jakimś klubie studenckim. Byli ze sobą już dwa lata, od kilku miesięcy była jego narzeczoną. Teraz Igor był gdzieś w Petersburgu, a ona nie miała z nim kontaktu.
- Do szyb? - zapytał sprzedawca ale zaraz dodał z lekceważącym uśmiechem - A kto tu używa odmrażaczy? Pani, żadne zachodnie świństwo nie złamie rosyjskiej zimy. My tu mamy swoje sposoby.
Sonia doskonale zdawała sobie sprawę, że tegoroczna zima była wyjątkowo mroźna. Tak niskie temperatury nie zdarzały się często, nawet w tym

2




rejonie Rosji. Zaczęła dochodzić do wniosku, że los jej nie sprzyja i generalnie ma pecha.
- Jakie sposoby? - zapytała z nadzieją
- A poskrob sobie pani trochę! - roześmiał się wulgarnie
- Cham! - wykrzyknęła i skierowała się energicznie do wyjścia. Wyhamowała jednak przed drzwiami. Musiała schować swoją dumę do kieszeni. Wizja nocy w aucie i brak perspektyw na ratunek zrobiły swoje. Wróciła do sprzedawcy wpatrującego się w nią triumfalnym wzrokiem. Udała, że tego nie widzi.
- A mechanik tu gdzieś jest?
- Pani, niedziela jutro, teraz już noc, to skąd ja pani wezmę mechanika?
- Jak to? - zawołała desperacko - To kto wam auta naprawia? Nie uwierzę, że wam się nie psują!
- Psują ale nasze zazwyczaj sami naprawiamy. To nie to co te wasze zachodnie cuda techniki - wskazał gestem na jej nowego Mini Morrisa, prezent od Igora. Chciał jej kupić większe auto ale uparła się na to, gdyż wydawało jej się bardzo kobiece, a że produkowane przez koncern BMW, w mniemaniu Soni - nie do zajechania. Pożałowała swojej decyzji ale teraz już żal niczego nie zmieni. Pokładała w tym aucie takie nadzieje, które z każdą chwilą okazywały się coraz

3




mniej realne. Nagle zauważyła, że na staje wjechało inne auto. Było znacznie większe od jej "popielniczki", jak miał w zwyczaju nazywać go Igor. Łańcuchy na kołach świadczyły, że niestraszne są właścicielowi zimowe bezdroża Rosji. Przednik zderzak był wzmocniony i zabezpieczony kratą. Z tyłu widniało koło zapasowe, na dachu połyskiwały dodatkowe reflektory. Auto rzeczywiście zrobiło na Soni wrażenie.
- O, takie auto jakby pani miała to nie byłoby problemu. UAZ patriot, co rosyjskie to na nasze drogi najlepsze - powiedział z dumą sprzedawca.
Stała i wpatrywała się niemo w ten rosyjski cud techniki. Nawet nie dostrzegła, kiedy Wołgi i inne poszły już na emeryturę. Z auta wysiadł kierowca, który na Soni zrobił wrażenie nie mniejsze niż samo auto. Miał - w jej ocenie - jakieś dwa metry wzrostu, potężną budowę, wyglądał na jakieś 32 - 36 lat. Niewątpliwie trenował kulturystykę, o czym świadczyły wyjątkowo szerokie ramiona, których nie zdołała ukryć luźna kurtka, zakończona u dołu ściągaczem. Do tego spodnie w kolorze khaki i buty na grubej podeszwie sięgające połowy łydki. Na głowie miał typową

4




rosyjską czapkę - uszatkę. Wąsy i broda dopełniały całości wizerunku. Sonia pomyślała, że spotkanie kogoś takiego w ciemnym zaułku u wielu wywołałoby atak serca. Mężczyzna zatankował i wszedł do środka. Zrobiła mu miejsce przy ladzie, nieświadomie wpatrując się w niego niczym przysłowiowa sroka w gnat, co nie uszło uwadze zainteresowanego.
- Czemu mi się pani tak przygląda? - zapytał i uśmiechnął się serdecznie. Zauważyła, że mimo nietypowego wyglądu ma wyjątkowo ciepłe spojrzenie - Brudny jestem czy co?
- Przepraszam - burknęła tylko.
Kiedy sprzedawca wydał resztę powiedział
- Sierjoża, pani popsuło się auto - wskazał gestem Mini - I nie wie co robić. Nie uwierzysz, szuka mechanika! - wybuchnął głośnym śmiechem. Sonia zacisnęła tylko zęby. Czuła jak narasta w niej gniew. Odwróciła się na pięcie, zostawiając obu mężczyzn. Wróciła i z powrotem wsiadła do auta.
- Co za bezczelny cham, granatem od pługa oderwany! - krzyknęła i uderzyła pięścią w kierownicę dając upust swojej frustracji. Oparła bezradnie czoło o kierownicę, zamknęła oczy
- Myśl, myśl... - mówiła do siebie. Nagle usłyszała pukanie w

5




szybę. Spojrzała i zobaczyła uśmiechniętą twarz brodacza. Spróbowała uchylić szybę ale na próżno. Otworzyła drzwi i wysiadła z auta
- Czego pan chce? - rzuciła - Jak się pośmiać, to proszę sobie darować
- Nie chcę się z pani śmiać. Chciałbym za to pomóc. Co się stało? Misza mówił, że pytała pani o odmrażacz.
W tym momencie cała kumulowana w Soni złość, frustracja i poczucie bezsilności wzięły górę i dały o sobie znać z całą mocą
- Wie pan co - spojrzała na niego - Sama sobie poradzę! Nie potrzebuję niczyjej łaski! Dałam radę do tej pory to i teraz wyjdę z tego cało! - odwróciła się, wsiadła do auta. Już miała zatrzasnąć drzwi ale je przytrzymał
- Niech pani poczeka - wyjął z kieszeni kawałek kartki i długopis. Coś na niej napisał i podał Soni - To jest mój numer telefonu - powiedział - Doceniam i szanuję pani wiarę we własne możliwości i mam nadzieję, że rzeczywiście sobie pani poradzi. Ale jest też możliwość, że będzie inaczej. Proszę to wziąć i dzwonić. Zapewniam, że niewiele osób w tej mieścinie będzie pani w stanie pomóc.
- A pan tu nie mieszka? - zapytała z dezaprobatą
- Nie. Ja

6




mieszkam gdzie indziej
- Dobrze - wzięła kartkę - A teraz pan wybaczy, zimno mi - zamknęła głośno drzwi. Mężczyzna chwilę jeszcze stał, jakby nie wierząc, że tak go potraktowała. Wrócił w końcu do swojego auta i odjechał. Sonia spojrzała na karteczkę. Przez chwilę myślała czy jej nie wyrzucić. Schowała ją jednak do skrytki w samochodzie.
- Nic, trzeba spróbować dojechać chociaż do hotelu - pomyślała, gdyż przypomniała sobie że niedaleko widziała budynek z napisem "hotel". Co prawda nie wyglądał zachęcająco ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Spróbowała uruchomić silnik ale usłyszała tylko rzężenie zamiast spokojnego, cichego szumu, który towarzyszył sprawnej pracy silnika jej auta. Spróbowała po raz kolejny ale bez skutku.
- O kurwa - powiedziała do siebie - Teraz to już pozamiatane...
Nie byłaby sobą gdyby się teraz poddała. Zawsze walczyła do końca
- No nic, będę się tym musiała jutro zająć - energicznie wysiadła z samochodu, wzięła niewielki plecak zastępujący jej w drodze torebkę. Podeszła do bagażnika chcąc wyjąć torbę. Po chwili jednak stwierdziła, że nie ma szans

7




na jego otwarcie. Już nie miała nawet siły by się złościć. Poszła do sklepu na stacji. Zobaczyła jak sprzedawca układa gazety na stojaku
- Pytanie mam - powiedziała bezceremonialnie. Sprzedawca spojrzał na nią zdziwiony
- To niech pani pyta - odłożył na chwilę gazety
- Czy jak zostawię tam auto - wskazała palcem mini - To rano je tu znajdę?
- A to to nie wiem - uśmiechnął się z politowaniem ale po chwili dodał - Niech się pani już nie denerwuje, przypilnuję go do jutra. Juz nie jesteśmy tacy źli jak pani myśli
- Ja nic takiego nie powiedziałam! - gwałtownie zaprzeczyła. Odniosła wrażenie, że sprzedawca chce zakopać "topór wojenny". Już miała odejść, gdy przypomniała sobie o czymś - Mam jeszcze jedno pytanie - sprzedawca spojrzał na nią wyczekująco - Czy... czy ten mężczyzna, ten Siergiej... czy jemu można ufać?
- A o co chodzi? Bo jeśli mnie pani pyta czy czułbym się bezpieczny gdyby obiecał mi ochronę domu to pani powiem, że drogocenne rzeczy mógłbym zostawić na stole - Sonia poczuła ulgę ale sprzedawca kontynuował - Ale jeśli mnie pani pyta czy powierzyłbym mu córkę... raczej wątpię... - tym razem

8




poczuła suchość w gardle
- Dobrze, dziękuję - powiedziała drżącym głosem - Tyle mi wystarczy, do widzenia.
Wyszła na zewnątrz i rozejrzała się. W oddali zobaczyła zielonkawy, zaniedbany budynek z napisem "Hotel". To znaczy domyśliła się, że jest to hotel, gdyż dwóch ostatnich liter nie było. Najpewniej żarówki także miały problem z przetrwaniem rosyjskiej zimy. Weszła do auta i zaczęła przepychać się na tylne siedzenie. Wymagało to wyjątkowej akrobacji, gdyż przebicie się między siedzeniami tak małego auta w grubej, puchowej kurtce nie było rzeczą łatwą. Kiedy wreszcie odchyliła siedzenie, wymacała swoją torbę, otworzyła ją i wyjęła kilka rzeczy, które były najbliżej w zasięgu jej ręki. Nie było tego dużo ale zawsze będzie się miała w co przebrać w hotelu. Udało jej się także wygrzebać nieduży ręcznik. Przynajmniej tu poszło po myśli Soni. Po pół godzinie doczłapała się do hotelu. Pchnęła drewniane ciężkie drzwi i weszła do środka. Wnętrze holu było dość obszerne, ściany pomalowano na kolor beżowy, tzn. taki się wydawał. Trudno było orzec czy to kolor czy brud. Żyrandol rzucał blade

9




światło na przestronny hol. Sonia podeszła do pochłoniętego lekturą recepcjonisty.
- Dzień dobry, chciałam wynająć pokój
- Dzień dobry - wstał i uśmiechnął się. Miał jakieś 20 lat i wydawał się miły - Jedno czy dwuosobowy?
- Jedno. Tylko dla mnie
- Oczywiście - odwrócił się i zdjął z tablicy klucz z kawałkiem oszlifowanego drewna i wypalonym na nim numerem - Proszę za mną, zaprowadzę panią - to mówiąc wyszedł zza lady i skierował w stronę schodów. Wzięła swoje bagaże i posłusznie za nim podreptała. Zauważyła też, że na tablicy wisiało wiele kluczy, co świadczyło o tym, że hotel aktualnie nie miał wielu mieszkańców. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze. Na korytarzu, co jakiś czas, kinkiety przymocowane do ścian rzucały smugi światła na wąski korytarz wyłożony brązowo - bordowym chodnikiem, mającym już dawno za sobą lata świetności. Z pewnością pamiętał czasy Gorbaczowa.
- Proszę, tu jest pani pokój - przekręcił klucz i pchnął drzwi, które głośno zaskrzypiały. Sonia niepewnym krokiem przekroczyła próg. Wszedł za nią i zapalił światło.
- Gdyby jeszcze pani czegoś potrzebowała

10




proszę dać znać - spojrzał na nią przepraszająco.
- Dobrze, ale myślę, że niczego więcej mi nie będzie potrzeba
- To dobranoc - powiedział i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Sonia rozejrzała się po pokoju. Był nieduży, w rogu stał mały, okrągły stolik przykryty białą, grubą serwetą mającą ukryć obskubany blat. Łóżko stojące przy przeciwległej ścianie było starannie pościelone. Pod sztywnym kocem zobaczyła wykrochmaloną na sztywno pościel. O ile wyglądała nawet przyzwoicie, o tyle koc przywodził jej na myśl te, które widziała kiedyś w jakiejś noclegowni. Jednak teraz nie miała wyboru. Zapaliła lampkę przy łóżku. Usiadła na nim chwile się zastanawiając, po czym opadła na łóżko.
- Muszę jutro znaleźć kogoś, kto naprawi mi auto - powiedziała do siebie i przetarła dłonią zmęczone oczy - Cholera, pieniądze mi się kończą. Gdzie ja na tym zadupiu znajdę bankomat? - sięgnęła do torebki i wyjęła telefon. Z nadzieją wybrała numer Igora. Kiedy od razu włączyła się sekretarka, nie wytrzymała
- Co jest, do jasnej cholery?! Gdzie on się kurwa szlaja?! - rzuciła ze złością telefon na łóżko.

11




Leżała tak jeszcze chwilę, po czym wstała i zaczęła rozpakowywać bagaże. Wzięła ręcznik i niewielką kosmetyczkę. Na korytarzu zauważyła wspólną łazienkę. Kiedy do niej weszła jej oczom ukazał się widok, delikatnie mówiąc, porażający. Kafelki na ścianach były popękane i pomalowane ostrą turkusową farbą. Na podłodze nie było kafelek ale zwykły beton szarego koloru.
- Masakra - powiedziała i położyła ręcznik na blacie obok zlewu. Spojrzała w pęknięte lustro. Była blada, niewyspana, z podkrążonymi oczyma i do tego głodna. Teraz, kiedy emocje zaczynały opadać, poczuła jak bardzo doskwiera jej głód. Uświadomiła sobie, że niedługo będzie północ. Wyjęła z kosmetyczki mydelniczkę. Mimowolnie spojrzała na zlew i zobaczyła na nim czarny punkt, który szybko zniknął
- Jezu, mam halucynacje - pomyślała - Jestem przemęczona, muszę odpocząć - wyjęła mydło, odsunęła kotarę prysznica i aż podskoczyła.
- Jezu! - krzyknęła, podczas gdy kilkanaście karaluchów rozpierzchło się we wszystkich kierunkach - Karaluchy!! - wskoczyła z powrotem w klapki, złapała kosmetyczkę, ręcznik i wybiegła z łazienki. Zbiegła do

12




recepcji, gdzie recepcjonista oglądał na rozlatującym się telewizorze jakiś film.
- W łazience są karaluchy! - krzyknęła
- No wiem, mamy z nimi ostatnio trochę problemów - recepcjonista zupełnie się jej informacją nie przejął
- No ale skoro w łazience są to i w pokojach będą! - Sonia była co najmniej zdziwiona jego niewzruszoną postawą
- No tak, ale niech się pani nie martwi, w pokojach jest ich znacznie mniej
- Więc w pokojach wiecie, że też są? - Sonia zapytała z niedowierzaniem
- No tak... - odparł z wyraźną niechęcią
Nie czekając na to co jeszcze mogła usłyszeć, Sonia pobiegła do pokoju i zaczęła się pakować. Wrzucała do torby rzeczy wszystko dokładnie oglądając by nie zapakować sobie jakiegoś "pasażera na gapę". Ubrała się niedbale i szybko zbiegła na dół.
- Panie, masz pan tu sto rubli. Za ten czas, który u was spędziłam wystarczy - to mówiąc rzuciła recepcjoniście banknot i pobiegła w kierunku drzwi.
- Ale proszę pani, jest noc, gdzie pani pójdzie? - usłyszała za sobą wyraźnie zmartwiony głos recepcjonisty, ale go nie słuchała. Po kolejnej półgodzinie dotarła z powrotem do auta.

13




Szarpnęła przymarzniętymi drzwiami z trudem je otwierając. Przecisnęła się na tylne siedzenie, nie rozbierając z kurtki owinęła kocem, przytuliła niedużą poduszeczkę, jaką zawsze woziła w aucie i zasnęła. Śniło jej się, że idzie po śniegu w nieznanym kierunku, a wokół ciemny las i żywego ducha. Wydawało jej się, że w oddali słyszy wycie wilków. Nie wiadomo dlaczego weszła do lasu, gdzie rzeczywiście zobaczyła ich błyszczące oczy.
- Jezu! - krzyknęła i zerwała się z siedzenia boleśnie uderzając głową o sufit. Była zlana potem i roztrzęsiona. Przez moment nie wiedziała gdzie jest. Powoli przychodziło otrzeźwienie. Uświadomiła sobie, że ma dreszcze. Źle się czuła, a podświadomość podpowiadała, że ma gorączkę. Spojrzała na zegarek. Dochodziła trzecia w nocy. Opadła na siedzenie, poczuła całą beznadziejność sytuacji. Rozpłakała się.
- Nie mam wyboru... - szlochała. Po chwili wytarła łzy i sięgnęła do schowka, z którego wyciągnęła karteczkę z numerem brodacza.
- Mam tylko nadzieję, że się nie wkurzy i mnie nie oleje, bo wtedy to już kaplica - wytarła rękawem nos, sięgnęła po telefon i wybrała

14




numer. Po chwili usłyszała w słuchawce szorstki, zaspany męski głos
- Tak, słucham...
- To ja - powiedziała i urwała, gdyż uświadomiła sobie, że nie zna nawet jej imienia - Dał mi pan swój numer jakbym potrzebowała pomocy - wzięła głęboki wdech i dodała - No i właśnie potrzebuję.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Przez chwilę przebiegł jej przez myśl, że zaraz się rozłączy, a ona zostanie z niczym.
- Gdzie pani teraz jest? - zapytał
- W samochodzie, na stacji
- Nadal? - w jego głosie Sonia usłyszała zdziwienie - Nie była pani w hotelu? Tam niedaleko jest...
- Byłam - przerwała mu - Ale uciekłam, kiedy zorientowałam się, że nie jestem w pokoju sama
- Karaluchy? Boi się ich pani?
- Tak - odparła zirytowana - To pomoże mi pan czy nie?
- Dobrze, pomogę. Musi mi pani dać jakąś godzinę, może półtorej
- Tak długo? - wyrwało jej się
- Proszę pani, ja mam do wioski jakieś 40 km wątpliwej jakości drogami, do tego nocą...
- Przepraszam, oczywiście. Będę czekała. I tak nigdzie się nie wybieram
- Dobrze, juz się ubieram i po panią jadę - zakończył rozmowę.
- Po mnie? - zdziwiła się - A gdzie on chce mnie zabrać? -

15




przypomniała sobie słowa pracownika stacji o córce i poczuła lęk. Zaczęła się zastanawiać czy poproszenie go o pomoc nie było błędem. Postanowiła jednak zaryzykować. Nie widziała innego wyjścia.
- Igor, niech ja cię tylko dostanę w swoje ręce - pomyślała i poczuła narastający gniew. Obwiniała go za to w jakiej sytuacji się znalazła. Siedziała skulona na tylnym siedzeniu i rozmyślała. Przypomniała sobie jak planowali całą wyprawę. Igor był od półtora roku w Petersburgu. Ona musiała zdać wszystkie egzaminy sesji zimowej i miała dołączyć do niego. Zaproponowała, że przyjedzie swoim autem - kilkunastoletnim garbusem ale zdecydowanie zaprotestował. Chciał jej kupić jakieś porządne auto ale uparła się na Mini Morrisa, do którego zapałała miłością od pierwszego wejrzenia. Igor nie był zachwycony, gdyż uważał to auto za niewystarczające, ale w końcu uległ Soni. Wszytko szło dobrze ale jakieś dwa dni temu zatankowała paliwo na jakiejś podrzędnej stacji i od tej pory nic już nie było tak, jak powinno. Silnik pracował bardzo nierówno i czasem gasł. Uznała, że jeśli dotankuje dobre paliwo to wszystko wróci do normy.

16




Skoncentrowała się na szukaniu stacji i gdzieś musiała zboczyć z planu podróży, gdyż wszystko już szło nie tak. Na tę stację mini już ledwo dojechał. Przez moment przyszło Soni na myśl, że tu umrze zapomniana przez wszystkich. Gdzieś czytała o jakiejś Amerykance przetrzymywanej przez 15 lat w jakimś klasztorze starowierców na północy Rosji.
- Ja kurwa nie chcę do klasztoru! - wrzasnęła. Usłyszała nagle głośne pukanie w szybę, aż podskoczyła. Zobaczyła za oknem twarz brodacza. Szybko otworzyła drzwi.
- Ja myślę, że rzeczywiście szkoda byłoby pani do klasztoru - uśmiechnął się
- To miało być śmieszne? - skrzywiła się
- Absolutnie, przepraszam - otworzył drzwi swojego auta i wyjął grubą linę zakończoną dużym hakiem
- Proszę zabrać swoje rzeczy i przełożyć do mojego auta
- A moje? - mimo wszystko nie chciała zostawiać mini na pastwę losu
- Zaholujemy je do garażu mojego znajomego, tu w pobliżu.
- Nie mogę otworzyć bagażnika... zamek zamarzł...
Spojrzał na nią uważnie, sięgnął do schowka i wyjął mały pojemniczek z płynem. Podszedł do bagażnika mini i polał go płynem. Po chwili, bez problemu otworzył

17




klapę bagażnika.
- Proszę bardzo - powiedział i poszedł zaczepić linę do auta Soni. Sięgnęła po torbę. Wydała jej się znacznie cięższa niż kiedy ją wkładała do bagażnika. Złapała za uchwyt i z całej siły szarpnęła. Torba co prawda się ruszyła ale do wyciągnięcia jej było jeszcze daleko. Spróbowała jeszcze raz, wkładając w to całą swoją siłę. Zrobiło jej się czarno przed oczami. Kiedy je ponownie otworzyła zobaczyła nad sobą twarz Siergieja z wyraźnie wymalowaną troską.
- Co się stało? - zapytała cicho
- Usiłowała pani wyciągnął torbę i straciła przytomność. Ma pani wysoką gorączkę. Dobrze się pani czuje?
- Nie - dopiero teraz sobie uświadomiła jak bardzo jest słaba - Jest mi zimno... i gorąco... tak na zmianę...
- Temperatura pani rośnie ale musi mi pani pomóc. Ktoś musi siedzieć za kierownicą w pani aucie. Da pani radę?
- Tak. Proszę dać mi jeszcze chwilę - spojrzała na niego prosząco - Przepraszam za kłopot.. - czuła, że w tej chwili ma ochotę się rozpłakać i sama nie miała pojęcia czemu tego jeszcze nie zrobiła.
- Żaden kłopot. Trzeba sobie pomagać, prawda? - roześmiał się

18




serdecznie.
- Mam pytanie - powiedziała cicho. Spojrzał na nią uważnie - Ja przepraszam, ale od dawna nic nie jadłam... Ma pan coś do jedzenia?
Zamurowało go. Widok jej szklących się, migdałowych oczu, bladej twarzy i smutku wywołałby współczucie u każdego.
- Niestety, nie mam - poczuł coś na kształt wyrzutów sumienia - Gdybym tylko wiedział, gdyby mi pani powiedziała...
- Nie szkodzi - spróbowała się uśmiechnąć - Już mi lepiej, mogę kierować - uniosła się na siedzeniu. Pomógł jej wsiąść do auta.
- Gdyby było coś nie tak, gdyby poczuła się pani gorzej, proszę zatrąbić, dobrze?
- Dobrze - ścisnęła kierownicę
- W porządku, to jedziemy - Siergiej wsiadł do swojego auta i odpalił silnik, który głośno zawył. Wrzuciła luz i poczuła jak jej auto ruszyło powoli za UAZ-em Siergieja. Po około dziesięciu minutach zatrzymali się pod bramą. Była stara i pordzewiała ale wyglądała na mocną. Siergiej wysiadł, otworzył bramę, po czym wjechali na teren gospodarstwa. Szybko zamknął bramę za oba autami. Wokół stały jakieś budynki gospodarcze, wielka stodoła i blaszany barak. Sonia zastanawiała się, jakim cudem jeszcze

19




stoją. W głębi dostrzegła jeszcze jeden budynek. Najwyraźniej był domem gospodarza. W oknach zobaczyła blade światło z trudem przebijające się przez gęste firanki. Ze stodoły wyszedł mężczyzna. Miał około 40 lat, był wysoki, postawny, z nieogoloną twarzą wyglądał na zaniedbanego. Krótko rozmawiał z Siergiejem, po czym spojrzał w kierunku auta Soni. Poczuła, że powinna się przywitać, wytłumaczyć swoją obecność i sytuację, w jakiej się znalazła. Otworzyła drzwi i wysiadła z auta.
- Dzień dobry - powiedziała. Gdy tylko Siergiej usłyszał jej głos, szybko podszedł i niemal siłą wepchnął z powrotem do samochodu
- Co pani robi? - zapytał z wyrzutem
- O co panu chodzi? Chyba wypada się przywitać? - była oburzona
- Oszalała pani? Niech pani spojrzy - wskazał ręką gospodarza. Dopiero teraz dostrzegła stojące obok dwa olbrzymie owczarki kaukaskie. Były potężne, masywne, a zimowa sierść sprawiała, że posturą przypominały niedźwiedzie.
- Te psy mnie znają i nic mi nie grozi. Ale pani wychodząc z auta naraża życie. To nie są miśki, to mordercy. Wiem, co mówię. One już mają na swoim koncie śmierć człowieka.

20




Właśnie dlatego pani auto tu przywiozłem. Te psy są lepsze niż firma ochraniarska.
- O Boże - wyszeptała i spojrzała jeszcze raz w ich kierunku. Jeden z psów podszedł do auta. Siergiej szybko zatrzasnął drzwi. Zza szyby spojrzała w oczy zwierzęcia. W ułamku sekundy przyjazne spojrzenie psa zmieniło się w coś zupełnie odwrotnego, rzucił sie gwałtownie do szyby, aż Sonia podskoczyła. Z jego gardła wydobywało się bardziej wrogie rzężenia niż szczekanie. Siergiej spojrzał na nią jakby chciał powiedzieć
- A nie mówiłem?
- Zaraz wrócę - powiedział - Proszę na mnie poczekać. Tylko błagam, żadnego wychodzenia z auta.
Pokiwała tylko głową. Psy przestały zwracać na nią uwagę, skupiły się na dokładnym obwąchaniu auta. Biegały radośnie po podwórku oświetlonym przez dwie lampy zamocowane po jednej na stodole i baraku. Siergiej wrócił po jakimś kwadransie. Złapał kolejno psy i przywiązał do ciężkich łańcuchów, które wygrzebał ze śniegu przy stodole. Najwyraźniej znał to podwórko doskonale i bywał tu częstym gościem. Kiedy to zrobił, schował linę do swojego auta, przełożył do niego bagaże Soni, otworzył jej

21




drzwi i podał rękę
- Idziemy, da pani radę wysiąść?
- Tak, oczywiście - wzięła jego dłoń i powoli wysiadła. Poczuła silny uścisk potężnej dłoni. Jej wielkość była adekwatna do postury mężczyzny. Chwiejnym krokiem podeszła do czarnego UAZ - a, ale musiał ją podnieść by mogła do niego wsiąść. Pociągnął pas i jej zapiął. Wzięła głęboki wdech gdy się nachylił, a jej puls przyspieszył. Nie znała go i to co robiła było grą w rosyjską ruletkę. Nie miała pojęcia jak wszystko się potoczy dalej.
- Daleko stąd pan mieszka?
- Jakieś czterdzieści kilometrów
- A rzeczywiście, mówił pan już...
Siergiej uruchomił silnik i ruszyli przed siebie przez ośnieżone, puste ulice, otoczone brudnymi, odrapanymi budynkami, podwórkami, którym śnieg pomógł ukryć wszystkie zaniedbania właścicieli.
- Mam coś dla pani - Siergiej sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki i wyjął papierową torebkę, która podał Soni - Czeburek. Lepszego pani w okolicy nie znajdzie. To powinno zabić trochę głód zanim dojedziemy do domu. Zajrzała z zaciekawieniem do torebki i wyjęła coś na kształt niedużego, chrupkiego naleśnika,

22




złożonego na pół. Wewnątrz naleśnika był mięsny farsz oblany sosem. Z torebki buchnął zachęcający zapach. Ugryzła i w duchu przyznała, że w życiu nie jadła czegoś tak pysznego. Smakowało wręcz niewiarygodnie.
- Widzę, że smakuje - powiedział widząc jak w minutę zniknęły wszystkie trzy. Zrobiło jej się głupio, gdy uświadomiła sobie, że sposób jedzenia daleki był od ogólnie przyjętego w definicji "kulturalny".
- Tak, bardzo dobre. Nigdy czegoś takiego nie jadłam
- To tradycyjna gruzińska potrawa, ale od lat jest tak popularna u nas, że spokojnie można ją nazwać "rosyjską". Teraz proszę odpocząć.
Rzeczywiście nie czuła się najlepiej, właściwie źle. Stres opadał i zmęczeni dało o sobie znać z całą siłą. Patrzyła na zaspy białego, świeżego śniegu leżące co jakiś czas na poboczu. Ulice były niemalże wyludnione, tylko gdzieniegdzie pojawił się jakiś człowiek, chyłkiem przebiegający chodnikiem. Kiedy wyjechali poza miasto krajobraz stał się monotonny i mniej ciekawy. Jedyne, co widziała to wszechobecny śnieg oświetlany przez mocne reflektory auta Siergieja. Nawet nie poczuła, że

23




zasnęła. Obudziło ją szarpnięcie.
- Proszę się obudzić, dojechaliśmy - usłyszała ciepły głos swojego wybawcy. Rozejrzała się wokół. Auto stało przed dużym domem, z grubych drewnianych bali. Wyglądał na solidny, porządnie zbudowany. Był jednopiętrowy na kamiennej, wysokiej podmurówce, niemal w całości zasypanej obecnie śniegiem. Do domu wchodziło się po obszernych schodach, z kamiennego tarasu. Nad tarasem, na piętrze, był spory balkon obudowany prostą ale solidną balustradą. Dach wspierał się na dwóch grubych balach rozmieszczonych na dwóch rogach budynku. Trzeci, najdłuższy, wspierał złączenie skrzydeł dachu. Mimo swojej prostej konstrukcji, wyglądał ciepło i estetycznie. Sonia zauważyła, że obejście nie było ogrodzone, a niemal ze wszystkich stron otaczał je gęsty las. Z trudem przełknęła ślinę starając się nie wpaść w panikę. Zerknęła za dom. Zobaczyła wielką stodołę, a raczej budynek gospodarczy. Wielkością niemal dorównywał domowi, był drewniany, pokryty solidną blach falistą. Nie wiedziała dlaczego, ale przypomniała sobie kadry z filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Film

24




beznadziejny, ale obrazy bardzo realne. Poczuła się bardzo nieswojo. Była na tym pustkowiu z mężczyzną postury niedźwiedzia, poznanym niecałą dobę temu. W dodatku zapewne bez żadnego kontaktu ze światem, gdyż zasięg telefonii komórkowej był bardzo wątpliwy.
- Idziemy? - wyrwał ją z zadumy głos Siergieja
- Tak, jasne - wyczłapała się ostatkiem sił z auta i posłusznie podreptała za nim do domu. Niósł jej ciężką torbę z taką lekkością, jakby zawierała styropian. Plecak zarzucił sobie na ramię. Spojrzał na Sonię z troską
- Da pani radę iść?
Zebrała w sobie wszystkie siły i spróbowała zrobić dziarską minę.
- Oczywiście, tak źle ze mną jeszcze nie jest - siliła się na uśmiech ale kiepsko jej szło. Taras oświetlały dwie mocne lampy uruchomione najwidoczniej fotokomórką, gdyż kiedy tylko Siergiej stanął na pierwszym stopniu, pojaśniało. Wbił kod dostępu w zamku szyfrowym drzwi głównych, następny w drzwiach prowadzących z wiatrołapu do dalszych pomieszczeń. Kiedy weszła do środka i rozejrzała się wokół, dosłownie odebrało jej mowę. Spodziewała się wiejskiej, prostej posiadłości, do czego zachęcało

25




również pierwsze wrażenie, tymczasem jej oczom ukazały się wnętrza, których by się nie powstydził niejeden majętny biznesmen. W pierwszym odruchu ogarnęła ją panika. Pomyślała, że trafiła do domu szefa rosyjskiej mafii i teraz z pewnością stanie sie małym ogniwem w handlu kobietami. Z każdą chwilą jej wyobraźnia w swych poczynaniach posuwała się coraz dalej, a Sonia czuła że nogi przyrosły jej do podłogi. Rozważała ucieczkę ale niby gdzie? Po chwili przyszła refleksja, że takie wnętrza nie mogą być pozbawione kobiecej ręki, a więc jest dla niej nadzieja i wizja handlu ludźmi, póki co, się oddaliła.
- Wejdzie pani wreszcie? - zapytał wyczekująco - Chętnie zamknąłbym drzwi. Zimno leci.
Dopiero teraz zauważyła, że stała na progu pomiędzy wiatrołapem, a pokojem. Szybko weszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Pan tu mieszka sam? - zapytała trochę z niedowierzaniem, a trochę z przekonaniem, że zaraz pozna panią tego domu.
- A to takie dziwne? - zapytał i zaraz dodał - Tak, mieszkam tu zupełnie sam. Najbliższych sąsiadów mam w miasteczku.
- I nie boi się pan? - ona z pewnością po jednej dobie tutaj, w samotności,

26




byłaby przez miesiąc klientką jakiegoś psychoanalityka - Nie wiem, jakichś wilków, niedźwiedzi... złodziei?
Głośno się roześmiał.
- Nie - odparł wyraźnie rozbawiony - Nie boję się. Wilki owszem, czasem podchodzą ale umiem sobie z nimi radzić. Niedźwiedzie też się trafiają, ale rzadko. Co do złodziei, jeszcze nie było żadnego zainteresowanego - odwiesił czapkę i kurtkę na wieszak. Sonia zobaczyła, że jest ogolony na łyso i z jakiegoś powodu przypomniała jej się bajka z dzieciństwa o Rumcajsie. Ociągając się zdjęła kurtkę, czapkę i przemoczone buty. Było jej słabo, czuła że ma dreszcze. Spojrzał na jej stopy i podrapał się po głowie.
- Będzie problem z kapciami. Nie mam tak małych rozmiarów. Ale w domu jest ciepło, więc nie powinna pani zmarznąć. Oprócz kominka, mam piec, zaraz podkręcę temperaturę - powiedział i zniknął za niewielkimi drzwiami tuż przy wyjściu. Sonia miała więc chwilę by rozejrzeć się po domu. Z wiatrołapu wchodziło się od razu do obszernego salonu, pośrodku którego stał masywny przewód kominowy obudowany szarym kamieniem, z wbudowanym, tlącym sie obecnie, kominkiem. Na przeciw

27




kominka, w odległości jakichś dwóch metrów stał spory narożnik szarego koloru, z zestawem turkusowych poduszek, obok niewielki stolik z grubym, szklanym blatem. Pod ścianą, pomiędzy oknami, ustawiono stary, bogato rzeźbiony kredens ze szkłem. Po przeciwległej stronie zobaczyła dwudrzwiowe, rozsuwane drzwi w drewnianej ramie, z matowego szkła stylizowane na coś na kształt okna. Delikatnie je uchyliła i zajrzała z ciekawością. Za drzwiami znajdowała się duża i przestronna kuchnia. Pośrodku stał stół i cztery krzesła. Wszystko z litego drewna, najprawdopodobniej dębiny. Przez wielkie okno roztaczał się widok na podjazd i otaczający je niewielki młodnik. Na przeciw okna, pod ścianą stał rząd białych mebli kuchennych, lodówka, kuchenka, a na lśniących blatach z czarnego marmuru sprzęt niezbędny w każdym domu - ekspres do kawy, sokownik, mikrofalówka i inne. W wiszących szafkach dostrzegła kubki, talerze, kieliszki. Cicho zasunęła drzwi.
- Podoba się pani moja kuchnia? - na głos Siergieja zza pleców aż podskoczyła. Uświadomiła sobie, że musiał stać za nią od jakiegoś czasu.
- Przepraszam, nie chciałam być wścibska -

28




poczuła jak gorąco uderza jej do głowy.
- I tak chciałem panią zaprosić na kolację - jednym ruchem rozsunął powtórnie drzwi i wszedł do środka. Dopiero teraz zobaczyła, że jest tylko w spodniach dresowych i podkoszulku, a temperatura w domu zdawała się wzrastać. Usiadła przy stole, podczas gdy Siergiej wyjął z szafki patelnię i pudełko z jajkami z lodówki. Do tego dorzucił deskę serów, talerz wędlin, chleb z pojemnika. Zapalił gaz i postawił na nim patelnię.
- Nie jestem dobrym kucharzem - powiedział z uśmiechem - Ale mam nadzieję, że będzie zjadliwe.
- Na pewno. Nie jestem wymagająca - uśmiechnęła się. Zafascynowana przyglądała się jego umięśnionym ramionom, pokrytym w znacznej części tatuażami. Zaczęła im się uważniej przyglądać. Jedno ramię zdobił tułów smoka, którego głowa najwyraźniej skryta była pod koszulką. Kiedy sięgnął po sok do lodówki, zerknęła ukradkiem na drugie ramię. Gdy przyjrzała się uważniej dostrzegała, że tatuaż stanowi połowa twarzy pięknej kobiety, połowa pyska wilka. Było to dość oryginalne.
- Może to jego dziewczyna? - pomyślała, a jej ciekawość powstała z martwych.

29




Kiedy Siergiej krzątał się przy kuchence, Sonia zastanawiała się jak można mieszkać samemu na takim odludziu. I to z własnego wyboru. Jako osoba bardzo komunikatywna i towarzyska miała problem ze znalezieniem sensownego wytłumaczenia na to pytanie. Brakowałoby jej znajomych, rodziny i przyjaciół do których zawsze mogła wpaść na przysłowiową kawę.
- Proszę bardzo - wyrwał ją z zadumy stawiając na stole talerz z dwoma jajkami sadzonymi i warzywami na parze. Zawsze była szczupła i warzywa na parze nigdy nie stanowiły znaczącego elementu jej diety. Ale nie mogła wybrzydzać. Nie w tych okolicznościach. Poza tym nadal była głodna. Czeburek nie załatwił sprawy.
- A tu świeżo upieczony chleb - podsunął jej koszyczek z pieczywem.
- Pięknie pachnie - przyznała z uznaniem - Proszę mi mówić Sonia.
- Też chciałem zaproponować mniej oficjalny ton. Moje imię już pani... Soniu znasz - postawił drugi talerz przed sobą i sięgnął po sztućce - Rzadko miewam tu gości.
- Naprawdę nikt cię nie odwiedza? - zapytała smarując kromkę masłem. Po ugryzieniu kawałka już wiedziała, że i masło jest domowej roboty. Nie chciała już warzyw.

30




Wystarczyły jej jajka, chleb i masło. W pewnym momencie napotkała wzrok Siergieja i poczuła unoszące się wokół opary testosteronu. Ciężko przełknęła kolejny kęs. Zjadła jednak wszystko. Kiedy zaspokoiła głód, Siergiej pozbierał talerze i umieścił w zmywarce.
- Cieszę się, że ci smakowało - usiadł na krześle, rozsiadł się wygodnie i położył dłoń na oparciu sąsiedniego krzesła.
- Jest mi głupio - powiedziała cicho - Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Zazwyczaj nie zwalam sie ludziom po nocy do domów.
- Tak - powiedział powoli - Dla mnie to też nowość - spojrzał na zegarek - Co prawda jest ciemno ale dochodzi siódma rano. Może się położysz?
- Tak, bardzo chętnie - ucieszyła się, że to zaproponował - Jestem potwornie zmęczona - podparła głowę na rękach.
- Ale wcześniej co innego - wstał, podszedł do jednej z szafek i z szuflady wyjął termometr, podał Soni - Wystarczą 4 minuty.
Posłusznie go wzięła. Po 4 minutach termometr wskazał prawie 39 stopni.
- Cienko to wygląda - powiedział Siergiej. Chwilę myślał po czym z szafki wyciągnął butelkę oraz nieduży kieliszek. Nalał do pełna i podał Soni.
-

31




Wypij to. Do rana poczujesz się lepiej
- Nie wypiję - gwałtownie zaprotestowała - Nie ma akcyzy, a ja nie wiem co to jest - stała się czujna i od razu przypomniały jej się wszystkie opowieści z tabletką gwałtu w roli głównej. Nie chciała być kolejną naiwną.
- Naprawdę ci nie zaszkodzi, a pomoże - nalegał - Mikstura domowa na takie właśnie dolegliwości.
- Nie i koniec - postawiła sprawę jasno - Nie będę tego piła.
Poddał się. Odstawił butelkę do szafki.
- W takim razie chodź, pokażę ci pokój - skierował się w stronę schodów prowadzących na piętro, a Sonia posłusznie za nim poszła ciągnąc z trudem za sobą nogi.
Z drewnianych schodów wchodziło się na długi i przestronny korytarz, po którego bokach znajdowały się drzwi. Było ich kilka, więc Sonia założyła, że są to pokoje gościnne. Siergiej otworzył pierwsze po prawej i lekko pchnął.
- To będzie twój pokój - włączył światło, zrobił miejsce i puścił ją przodem. Weszła i się rozejrzała - Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Pasuje mi - odparła usiłując zmusić się do uśmiechu - Jest bardzo ładny i przytulny
- Dobrze, zaraz przyniosę ci bagaże, ale

32




wcześniej chodź, pokażę ci łazienkę.
Kolejny raz posłusznie za nim poszła. Pomyślała, że chyba wejdzie jej to w krew. Łazienka mieściła się na końcu korytarza. Idealnie była dopasowana stylem do reszty domu. Jednak nie brakowało nowoczesnych rozwiązań jak oświetlenie halogenowe w podwieszanym suficie czy czarny, marmurowy blat szafek łazienkowych z dwoma białymi prostokątnymi zlewami. Szafki ciągnęły się na całej długości łazienki. Po przeciwległej stronie była sporych rozmiarów, podłużna kabina prysznicowa z dwuskrzydłowymi, szklanymi drzwiami. Na końcu, przy oknie lśniła śnieżnobiała trójkątna wanna. Sonia nigdy tak dużej nie widziała, ale dla Siergieja o lepszą trudno by było. Siergiej podszedł do jednej z szafek, otworzył drzwiczki i powiedział:
- Tu masz ręczniki, jeśli będziesz potrzebowała
- Rozumiem - powiedziała ledwo słyszalnym głosem. Bardzo źle się czuła i nie myślała o niczym innym niż sen. Chyba i Siergiej to dostrzegł.
- Możesz znaleźć na meblach trochę kurzy ale w dziedzinie sprzątania domu mam pewne zaległości - uśmiechnął się ciepło - Dobrze, to zostawiam cię, pójdę po bagaże i

33




posprzątam po kolacji - to mówiąc zniknął za drzwiami. Wyjęła z szafki pierwszy z brzegu ręcznik, ściągnęła gruby sweter, spojrzała w olbrzymie lustro nad zlewem. Pod oczami miała sine ślady świadczące o zmęczeniu i braku snu. Jej gruby, długi warkocz był potargany. Z przerażeniem pomyślała o jego rozczesywaniu. Zdjęła gumkę i przeczesała włosy palcami, co przyszło jej z ogromną trudnością. Odkręciła wodę, nałożyła trochę mydła na dłonie i przemyła twarz. Poczuła przyjemne orzeźwienie, które spotęgowało jeszcze wtulenie w miękki ręcznik. Mimo chęci nie była w stanie wziąć kąpieli. Kiedy wróciła do pokoju, jej torba i plecak już w nim były. Wygrzebała z torby flanelową piżamę i szybko się przebrała. Miała okazję dokładniej przyjrzeć się wnętrzu pokoju. Był spory i gustownie urządzony. Tak jak z zewnątrz, tak i tu ściany stanowiły grube drewniane bale, wypełnione szczelnie jakimś spoiwem.
Pokój był spory i w jasnych kolorach. Królowała biel i różne odcienie szarości. Dach w pokoju był ścięty, a w nim wkomponowano dwa nieduże okna, przez które widać było wyjątkowo jasne gwiazdy w ilościach -

34




jak się Soni wydawało - nieograniczonych. Zaczęła pojmować sens określenia "bezmiar". Na przeciw drzwi były okna i drzwi balkonowe. Podeszła i odsunęła firankę. Z jej pokoju wychodziło się na spory balkon z widokiem na las, teraz niemalże czarny. Pod jedną ze ścian stało wielkie łoże, oczywiście drewniane, z grubym materacem i pościelą, nakryte jasnoszarą narzutą i kilkoma ciemnoszarymi poduszkami. Na podłodze, zamiast dywanu, położono grube owcze skóry. Były w dotyku niewiarygodnie miękkie. Pod przeciwległą ścianą lśniła bogato rzeźbiona, szeroka komoda. Jedynym oświetleniem była duża lampa stojąca na komodzie i spore kinkiety wiszące po obu stronach łóżka. W rogu znajdowała się niewielka kanapa z drewnianymi bokami z podnóżkiem stanowiącym najpewniej komplet. Sonia pospiesznie zrzuciła z łóżka narzutę, położyła ją na kanapie, wślizgnęła się w miękką, śnieżnobiałą pościel. Niemal od razu zasnęła. Jednak był to sen daleki od relaksującego odpoczynku. Śniło jej się, że przemierza śnieżne pustkowie. Nie wie gdzie jest i dokąd ma iść, bo krajobraz wszędzie wygląda tak samo. Odwróciła się

35




i zobaczyła twarz Siergieja. Usłyszała, że woła jej imię. W jego oczach widziała obawę i niepokój. Nagle sen się zmienił. Była w obcym domu. Wokół było wielu ludzi, których nie znała. Wszystkich pytała gdzie może znaleźć telefon. Gdy w końcu do niego dotarła, usiłowała dodzwonić się do Igora, jednak bez końca myliła numer przez co nie była w stanie uzyskać połączenia. Znów zobaczyła zaniepokojoną twarz Siergiej. Mówił do niej ale nie była w stanie zrozumieć jego słów. Po chwili znalazła się w domu rodzinnym. Matka opowiadała jej jakieś historie. Usiłowała jej przerwać aby opowiedzieć o przygodach w Rosji, jednak nie była w stanie powstrzymać słowotoku mamy. Odwróciła się i ponownie stanął jej przed oczami Siergiej. Nagle sen ten się urwał. Poczuła ostre szarpnięcie i powoli otworzyła oczy. Twarz Siergieja wydawała się realna i rzeczywista, jednak troska, którą miał na twarzy była zdecydowanie większa, niż ta we śnie.
- Obudź się! Otwórz oczy! - poczuła ponowne szarpnięcie. Powoli uniosła ciężkie powieki. Czuła się koszmarnie. Powoli odzyskiwała świadomość ale osłabienie, ogólny rozstrój

36




organizmu sprawił, że nie byłą w stanie się podnieść.
- Ja nie chcę umierać! - powiedziała nagle, rozpłakała głośno, uniosła resztkami sił i przylgnęła do jego masywnego ramienia niczym przerażone dziecko do ramienia matki - Nie chcę umierać - powtórzyła ciszej.
Siergiej sprawiał wrażenie wyraźnie zaskoczonego. Po chwili jej uścisk rozluźnił się. Rozejrzała się i dopiero teraz dostrzegła, że nie leży w ciepłym łóżku ale w łazience, w wannie, okryta chłodnym i mokrym prześcieradłem.
- Czemu tu jestem? Co się stało? - spojrzała pytająco na Siergieja.
- Miałaś ponad 40 stopni gorączki. Nie można było jej inaczej zbić niż za pomocą zimnej kąpieli. Miałaś koszmary, budziłaś się kilkakrotnie, krzyczałaś przez sen ale ze względu na wysoką gorączkę nie było z tobą kontaktu.
- Przepraszam - powiedziała i spojrzała przepraszająco na gospodarza, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Nic się nie stało - pogładził ją po ojcowsku po głowie - Temperatura już spadła. Męczyłaś się kilka godzin, dziewczyno.
Wstał. Dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie tylko luźne spodnie dresowe. Jego nagi tors pokryty był w

37




większości tatuażami. Były szczegółowe i dokładne. Rozchylił mokre prześcieradło. Piżama Soni była zupełnie przemoczona.
- Musisz to zdjąć - powiedział zdecydowanie - Masz inną piżamę?
- Nie - odparła cicho. Wyszedł, a po chwili wrócił z jakimiś ubraniami w dłoni.
- Nie mam mniejszego rozmiaru - podał jej szarą, bawełnianą podkoszulkę z długim rękawem. Spróbowała się podnieść ale nie dała rady. Druga próba również się nie powiodła. Oznaczało to, że Siergiej będzie się musiał tym zająć. Uświadomiwszy to sobie, Sonia podjęła ostatnią próbę. Zdołała jednak tylko nieznacznie unieść głowę. Siergiej widział jej skrępowanie ale nie miał wyboru. Zdecydowanym ruchem podniósł ją i posadził na obudowie wanny. Sprawnie zdjął górę i nałożył na Sonię swój podkoszulek. Poczuła ogarniający ją wstyd. Odwróciła wzrok. Oparł Sonię o ścianę i sięgnął po leżące na podłodze cienkie bawełniane spodnie. Gdy je zobaczyła zamarła i głośno przełknęła ślinę. Objął ją w pasie i uniósł. Spojrzała Siergiejowi w oczy i wyszeptała
- Wstydzę się...
- Nie ma czego - odparł - Zapewniam cię, że widok

38




nagiego, kobiecego ciała nie jest mi obcy - to mówiąc jednym ruchem zsunął z niej mokrą piżamę i z powrotem posadził na wannie. Delikatnie wsunął nogawki na jej szczupłe nogi. Czuła się taka bezsilna, odarta z intymności. Uniósł ją jeszcze raz i założył spodnie. Zawiązał sznurki zapobiegające zsunięciu się ich ze szczupłego ciała Soni. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, w łóżku szczelnie okrył kołdrą.
- Zaraz wrócę - powiedział i już po chwili był z powrotem ze znaną jej butelką, w której znajdował się płyn, którego wcześniej nie chciała wypić.
- Pij - powiedział zdecydowanym tonem podając jej szklankę w 1/4 wypełnioną płynem.
Tym razem nie protestowała.
- Masz mokre włosy, trzeba je podsuszyć - to mówiąc wyszedł by po chwili wrócić z suszarką. Uruchomił ja i zaczął powoli rozdzielać i suszyć Soni włosy.
- Ty tego używasz? Do czego? - zapytała zdziwiona.
- Nie, nie używam. Została, można powiedzieć, w spadku po kimś.
- Twojej dziewczynie? - wyrwało jej się i ugryzła się w język.
- Tak, mojej dziewczynie - uśmiechnął się. Sonia poczuła, jak zamykają jej sie oczy. Nie przeszkadzał

39




jej nawet szum suszarki. Zasnęła. Jednak tym razem był to sen spokojny, dzięki któremu jej organizm miał czas na regenerację.
Kiedy powtórnie otworzyła oczy, za oknem nadal panował mrok. Spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że od ponad doby nie widziała światła słonecznego. Nadal była osłabiona ale czuła się o niebo lepiej niż wcześniej. Powoli usiadła na łóżku. Koszula Siergieja była na nią o kilka numerów za duża. Rękawy kończyły się daleko za końcami jej palców, dekolt niemalże sięgał ramion, a spodnie wystawały zza jej stóp o kilkanaście przynajmniej centymetrów. Podwinęła nogawki i rękawy, zeszła z łóżka i powoli wyszła na korytarz. Zeszła na dół ale nigdzie nie zauważyła gospodarza mimo, że w salonie paliło się światło. Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk muzyki. Był ledwo słyszalny i dochodził spod drzwi znajdujących się pod schodami. Chwilę stała i nasłuchiwała. Muzyka klasyczna działa tak uspokajająco. Przez moment się wahała ale ciekawość wzięła górę. Delikatnie nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi. Jej oczom ukazała się spora, w pełni wyposażona, siłownia. W rogu stała spora

40




wieża otoczona z obu stron dwoma wysokimi głośnikami. Rozejrzała się szukając wzrokiem Siergieja. Leżał na ławce do wyciskania ciężarów, a jego bicepsy napinały się za każdym razem kiedy unosił mocno obciążoną sztangę. Miał na sobie zgniłozieloną, przepoconą koszulkę na ramiączkach i spodnie sięgające kolan. Nie zauważył Soni. Chwile mu się przyglądała. Przez chwilę pomyślała, że z takim człowiekiem niczego by się nie bała. Otworzyła szerzej drzwi, wślizgnęła do środka powoli je zamykając. Błyskawicznie spojrzał w jej kierunku.
- Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać - poczuła, że jej policzki płoną.
- Nie przeszkadzasz - odłożył sztangę na stojak, usiadł okrakiem na ławce, sięgnął po leżący obok ręcznik i wytarł spływający po jego ciele pot. Sonia poczuła suchość w gardle. Nagle wstał, odwrócił się do niej tyłem i zdjął koszulkę. Widziała każdy mięsień pracujący pod skórą. Sięgnął po czystą koszulkę leżącą obok i szybko się w nią ubrał. Określenie "kaloryfer" nie oddawało w pełni tego co zobaczyła na brzuchu Siergieja. Przypomniała sobie ile potu wylała na siłowni

41




chcąc pozyskać taki sam efekt, jednak każda wizyta w tym miejscu tortur zakończona była wizytą w cukierni, więc i o "kaloryfer" było trudno.
- Jesteś kulturystą? - sama się zdziwiła, że zadała takie pytanie ale ciekawość była cechą nadzwyczaj u niej rozwiniętą. Do tego dodać mówienie zanim sie pomyśli i dziwne sytuacje gwarantowane. Podeszła bliżej, przejechała dłonią po rękojeści sztangi uważnie ją oglądając. Lekko się uśmiechnął.
- No nie do końca bym to tak określił. Jestem zawodnikiem MMA
- Że co proszę? - wyrwało jej się - Walki w klatkach, te sprawy? - po tak sformułowanym pytaniu gryzienie się w język nie miało juz sensu.
- No trafiało się - jej zaskoczenie wyraźnie go bawiło - A co w tym takiego strasznego? - usiadł ponownie na ławce i spojrzał jej prosto w oczy. Zerknęła ukradkiem w olbrzymie lustro za jego plecami i ujrzała swoje odbicie. Uznała, że bezdomni od razu potraktowaliby ją jak swoją gdyby tylko odwiedziła zakamarki jakiegoś dworca. W przydużym ubraniu, z rozczochranymi i brudnymi włosami sięgającymi pasa i pobladłą twarzą byłaby idealnym wyposażeniem każdej noclegowni.
- Nie

42




gryzę i nie jestem seryjnym mordercą - wyrwał ją z zamyślenia
- Ale nic nie mówię, po prostu zdziwiłam się. Nigdy nie znałam żadnego zawodnika MMA - powiedziała, a w myślach sama siebie zapytała - A co to w ogóle jest?
- Kiedyś walczyłem. Teraz uczę młodszych w Petersburgu. Są dzielnice w mieście gdzie to jedyne zorganizowane zajęcia dla młodych ludzi. Lepiej niech taki jeden z drugim uczy się na przykład tajskiego boksu niż zajmuje handlem narkotykami. Niektórzy są naprawdę utalentowani.
Sonia zupełnie nie rozumiała jak można być utalentowanym do bicia się po mordzie, jak postrzegała określenie "tajski boks". No chyba że talent mierzy się szerokością bicepsa.
- Zabiłeś kogoś w walce? - wypaliła bez zastanowienia.
- Nie, nie zabiłem. Nie na tym to polega, chociaż nie zaprzeczam, różnie bywało - podniósł się, podszedł do Soni, uniósł dłonią jej podbródek i spojrzał w oczy. Chwile się w nie wpatrywał, jakby nad czymś się zastanawiał. Sonia czuła przyspieszone bicie serca, była wręcz pewna że i on je słyszy. Wydawało jej się, że Siergiej zaraz ją pocałuje. Była tego wręcz pewna. Zaczęła się

43




zastanawiać, czy powinna mu na to pozwolić. Uznała, że chyba byłaby do tego zdolna w obecnej sytuacji. Jego dłoń na jej podbródku powodowała, że krew szybciej krążyła, a każdy włosek stał na baczność.
- Muszę się wykąpać, a potem zrobię jakąś kolację - powiedział i otworzył drzwi dając jej do zrozumienia, że powinna wyjść. Cały nastrój chwili zbudowany w jej głowie rozpadł się na maleńkie kawałki jak szczypiorek po uderzeniu pioruna.
- Ja... no... yyy... - bełkotała bez ładu i składu. Czuła się jak idiotka. Kiedy tylko wyszła drzwi siłowni się za nią zamknęły. Poczuła się jak intruz naruszający czyjąś strefę prywatności. Nie chodziło o dom, ale o siłownię, która w jej mniemaniu była tą strefą.
- Ciekawe czy jego dziewczyny też były stamtąd tak wypraszane? - przemknęło jej przez głowę. Zaraz jednak przyszło otrzeźwienie - Boże, co się ze mną dzieje? - przeczesała dłonią włosy i poszła do kuchni. Poczuła głód ale nie chciała myszkować w lodówce pod nieobecność gospodarza. Chwilę posiedziała przy stole po czym uznała, że powinna jednak zająć się włosami, bo niedługo powstaną piękne

44




dredy. Wróciła do swojego pokoju i zaczęła mozolnie rozczesywać pasmo po paśmie. Nie przerywając podeszła do okna. W szybie odbijało się światło lampy z pokoju. Niczego więcej nie była w stanie dostrzec. Wokół panował mrok. Uchyliła okno i spojrzała w niebo . Nigdy nie widziała tak czarnego, a gwiazdy nigdzie nie świeciły tak jasno. Przed oczami miała twarz Siergiej podtrzymującego jej podbródek.
- Boże, co ty dziewczyno robisz - powiedziała do siebie karcąco - Masz narzeczonego, którego kochasz. Ogarnij się. Fascynujesz się jakimś sterydem, który z litości ci pomógł - wzięła do ręki telefon, wybrała numer Igora ale bez większych nadziei. O dziwo, był sygnał. Po chwili w słuchawce usłyszała jego ciepły głos.
- Wreszcie dzwonisz. Dobry wieczór skarbie - odezwał się jako pierwszy - Gdzie ty jesteś?
- Jezu Igor, ile razy próbowałam się do ciebie dodzwonić! Nie masz pojęcia co się stało! - krzyknęła do słuchawki.
- Co się stało? - zapytał, a w jego głosie usłyszała zdenerwowanie - Mów!
- Auto się zepsuło. Do tego zabłądziłam i nie wiem gdzie jestem. Teraz auta pilnuje jeden facet ale jak ja mam się stąd

45




wydostać? Do rodziców nie dzwoniłam bo by matka zawału dostała - trajkotała jak katarynka. Kiedy skończyła odpowiedziała jej grobowa cisza.
- Igor, jesteś tam? - zapytała chcąc się upewnić czy cisza nie wynika z rozłączenia się.
- Kotku - zaczął - Skoro auto się zepsuło , pilnuje go jakiś facet, to gdzie ty teraz jesteś? Skąd dzwonisz?
Już miała się odezwać, gdy uświadomiła sobie jak to będzie wyglądać. Czy ma mu powiedzieć, że siedzi na kompletnym zadupiu, u dwumetrowego zawodnika MMA, który widział ją nagą, że auto jest jakieś 40 km stąd, a ona nawet nie ma pojęcia jak nazywa się ta dziura, nie mówiąc już o jej wybawcy. Stwierdziła szybko, że ta wersja nie byłaby dobrym pomysłem.
- Jestem... jestem w jakimś hotelu. Nie wiem jak się nazywa
- Nazwy miejscowości też nie znasz? - zapytał coraz bardziej zdziwiony.
- Nie, nie znam.
- To może zejdź do recepcji i zapytaj? - Igor nie bardzo wiedział, jakim cudem można nie znać nazwy miejscowości, do której się wjechało. Dość dobrze znał okolice Petersburga ale w ciemno nie było sensu jej szukać.
- Nigdzie nie będę schodziła. Jestem zmęczona. Tyle razy

46




dzwoniłam! - była poirytowana tym, że Siergiej jej nie pocałował mimo, że tego oczekiwała, a że nikt inny się nie nawinął, odreagowała na Igorze.
- Przepraszam kochanie, miałem problem z telefonem i kartą i przez kilka dni nie było ze mną kontaktu. Może jednak zejdziesz i zapytasz o nazwę hotelu, będzie mi łatwiej cię zlokalizować i jakoś pomóc.
- Nic mi nie będzie! - podniosła głos. Nie zauważyła jak drzwi jej pokoju się otworzyły i stanął w nich Siergiej, kiedy niemalże krzyknęła - Jestem w hotelu, auto odholował do mechanika jeden wiejski chłopek roztropek, dotarło? - sama nie wiedziała dlaczego użyła takiego określenia osoby Siergieja - Nic mi nie będzie. Zadzwonię potem! - odwróciła się do okna i zobaczyła w nim jego odbicie. Aż podskoczyła. Szybko zakończyła rozmowę z Igorem.
- Długo tu jesteś? - zapytała ciężko przełykając ślinę.
- Kolacja na stole - powiedział jakby nie słyszał jej pytania, po czym odwrócił się i wyszedł. Zrozumiała, że dużo słyszał.
- Kurwa! - rzuciła szczotkę na łóżko i ukryła twarz w dłoniach - Jak ja mam mu teraz w oczy spojrzeć? Jeszcze mnie z domu

47




wyrzuci...
Wiedziała jednak, że jej to nie ominie, postanowiła więc nie odwlekać tego co i tak nieuniknione. Z miną zbitego psa zeszła do kuchni. Na stole czekały dwa duże, śnieżnobiałe talerze, pośrodku stołu czekały świeżo usmażone naleśniki, w małych miseczkach zaś - konfitury.
- Przepraszam...
- Za co? - zapytał wkładając patelnię do zmywarki.
- No wiesz... za to co usłyszałeś na górze....
Zamknął drzwi zmywarki, wstał i odwrócił się do Soni.
- Nie musisz mnie za to przepraszać. Zrobiłaś tak, jak uważałaś za słuszne. Siadaj do kolacji - uśmiechnął się zachęcająco.
- Muszę - powiedziała zdecydowanie, gdyż chciała oczyścić sytuację - Rozmawiałam ze swoim narzeczonym. Jest w Petersburgu. Nie mogłam się do niego dodzwonić i wreszcie się udało, chociaż nie wiem jakim cudem jest tu zasięg. Nie potrafiłam... nie umiałam mu wytłumaczyć gdzie jestem. A ten... ten "wiejski chłopek roztropek"...Boże, sama nie wiem czemu tak powiedziałam...
- Rozumiem - powiedział spokojnie - Też nie byłbym szczęśliwy wiedząc, że moja narzeczona siedzi u jakiegoś chłopka roztropka na odludziu.
Odetchnęła z ulgą.

48




Siergiej wydawał się rozumieć jej rozterki. Kiedy zaczęli jeść zapytał:
- A ty czym się zajmujesz?
- Ja? - przełknęła zaskoczona pytaniem kawałek naleśnika - Ja studiuję inżynierię budowlaną.
- O - był wyraźnie zaskoczony - Mało kobiecy kierunek.
- Tak, to prawda - uśmiechnęła się na wspomnienie miny rodziców, kiedy oznajmiła, że nie zamierza iść na medycynę jak oczekiwali - Miałam być lekarzem, a będę budowlańcem.
- Bez urazy, ale trudno mi wyobrazić sobie ciebie w kasku i ubraniu roboczym na budowie.
- Nie martw się, nie ty jeden masz z tym problem. Mój narzeczony też.
- Również jest budowlańcem?
- Nie. Igor skończył studia prawnicze. Teraz pracuje w kancelarii prawnej, ale dokładnie nie pamiętam nazwy.
- Jest Rosjaninem?
- Tak - odparła krótko, gdyż nie miała ochoty rozmawiać teraz o Igorze - A ty masz dziewczynę? - sprytnie odbiła piłeczkę.
- Nie, nie mam.
- Czemu?
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo ciekawska - odsunął krzesło, wstał i zaczął sprzątać ze stołu.
- Ale miałeś? - Sonia nie dawała za wygraną.
- Tak, miałem ale nie chcę teraz o tym mówić - rzucił jej surowe spojrzenie mówiące "nie

49




pytaj bo i tak nic więcej nie powiem", po czym zapytał - Chyba się wyspałaś?
- Tak, wyspałam się - spojrzała na wiszący nad drzwiami zegar w żelaznej obudowie. Minęła dwudziesta pierwsza.
- Jeśli chcesz, mogę ci włączyć jakiś film - zaproponował - Kanapa w salonie jest duża i rozsuwana. Dołożę ciepły koc, zestaw płyt do wyboru i do rana możesz siedzieć.
- A ty?
- No ja niestety, aż tak wyspany nie jestem. Poza tym jutro rano jadę do miasteczka. Zobaczę co z twoim samochodem. Potem muszę jechać do Petersburga. Mam zajęcia. Jeśli chcesz, mogę powiadomić twojego narzeczonego gdzie jesteś - zaproponował czekając na odpowiedź.
- Nie, sama go poinformuję - odparła szybko - Teraz chętnie obejrzę jakiś film - dopiła sok pomarańczowy. Siergiej poszedł rozłożyć kanapę. Uświadomiła sobie, że ani razu nie pomyślała o swoim ukochanym Mini. Czuła się u Siergieja tak spokojna, że to odczucie zaskoczyło nawet ją samą. Zupełnie zapominała o problemach. W salonie wszystko było dla niej przygotowane. Kanapa, po rozłożeniu, była rzeczywiście olbrzymia. Leżał na niej miękki, gruby, beżowy koc. Chętnie się pod niego

50




wślizgnęła. Nie było jej zimno ale koc w dotyku był zachęcająco miękki i ciepły.
- Na co masz ochotę? - zapytał Siergiej i zaczął kolejno wyczytywać tytuły filmów. Kiedy skończył, wziął głęboki wdech i powiedział:
- Widzę, że moja filmografia nie bardzo ci odpowiada.
- No.. - przytaknęła - Nie bardzo...
- Chyba muszę poszukać gdzie indziej - schylił się i otworzył dolną szufladę w komodzie, wyjął pudełko wielkości opakowania na buty - Może tu coś znajdziesz - podał jej. Podniosła pokrywkę i zobaczyła o wiele bardziej zachęcające tytuły. Nagle zamarła
- Też po twojej dziewczynie? - zapytała bacznie mu się przyglądając.
- Tak - odpowiedział krótko i włączył pilotem wielki telewizor wiszący na ścianie. Przejrzała płyty, po czym wyjęła z pudełka jedną i mu podała.
- Ta może być.
Spojrzał i się skrzywił.
- "Wichrowe wzgórza"? Litości...
- Mi się bardzo podoba. Jak może się komuś nie podobać tak wielka miłość?
- Mało szczęśliwa ale proszę bardzo - włożył płytę do odtwarzacza - Miłego seansu.
- A ty nie będziesz oglądał? - zapytała zdziwiona i pożałowała swojego wyboru. Mogła

51




przecież wybrać "Wejście smoka" z Brucem Lee - Jak chcesz, możemy obejrzeć co innego - zaproponowała.
- Nie. Oglądaj sobie. Ja i tak muszę się spakować na jutro - rzucił i poszedł na górę.
Film już trwał, Sonia jednak miała problem z koncentracją. Co rusz w salonie pojawiał się Siergiej. A to niósł torbę do siłowni, a to rękawice. To znów dokładał do kominka. W końcu nie wytrzymała i powiedziała:
- Obejrzyj trochę ze mną. Zobaczysz, że ci się spodoba - uśmiechnęła się przymilnie. Podziałało.
- Dobrze, trochę mogę obejrzeć ale na okrzyki zachwytu nie licz.
- Jasne! - ucieszyła się i zrobiła mu miejsce na kanapie. W pozycji półsiedzącej rozpostarł ręce na oparciu kanapy. Podczas gdy Siergiej myślami był już w dniu następnym, Soni zaczynały ciążyć powieki. Kiedy Heathclif pukał do drzwi posiadłości Earnshawów, poległa. Siergiej, pogrążony w myślach, poczuł nagle na swojej piersi dłoń Soni. Ujął ją w swoją chcąc powstrzymać jej ewentualne zapędy, kiedy dostrzegł, że śpi. Zanim zdążył wstać, ręka Soni oplotła go na wysokości pasa, a jej twarz spoczęła niemalże na jego brzuchu.

52




Zastanawiał się co zrobić? Próbować wstać i ją obudzić, czy jakoś to przeczekać w nadziei, że zmieni pozycję lub po prostu sama się obudzi, co jednak może potrwać? Uświadomił sobie też, że dawno nie był tak blisko z kobietą. Poczuł, że brakowało mu takiej bliskości, że chciałby zasypiać się i budzić z kimś u boku, a nie tylko ciągle wracać do pustego domu. Sonia zaś niewątpliwie była kobietą, która podoba się wielu mężczyznom i nie trzeba być znawcą, by dojść do takiego wniosku. Miała prawie 1,70m wzrostu, długie kasztanowe włosy i migdałowe oczy. W czerwonej sukni od Versace, prezencie od Igora, wyglądała olśniewająco. Siergiej co prawda nie widział jej w tej kreacji, ale i tak uważał, że jest piękna. Upewniwszy się, że śpi, objął ją ramieniem, pogłaskał po ojcowsku po głowie, uśmiechnął się do siebie, oparł głowę o oparcie i zamknął oczy.
Sonia obudziła się jako pierwsza. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest. Spróbowała wstać ale nie mogła się z jakiegoś powodu podnieść. Dopiero po chwili dotarło do niej, że jest zamknięta w ramionach Siergieja, niczym w klatce. Przytuliła twarz do jego

53




dłoni, ręką przejechała po ramieniu. Leżał tuż za nią. Na szyi czuła jego oddech. Zachowując ostrożność, wyślizgnęła się z objęć i zeszła z łóżka. Przykryła Siergieja delikatnie kocem. Na paluszkach poszła do kuchni i szczelnie zasunęła za sobą drzwi. Otworzyła lodówkę i się rozejrzała.
- Już wiem co zrobię na śniadanie - powiedziała do siebie i zaczęła wyjmować z lodówki produkty. Kiedy skończyła, na drewnianej tacy znalazły się dwa jajka w stojaczkach, chleb z masłem i sałatka grecka. Do tego kawa z mlekiem i dwa wafelki jakie znalazła w szafce. Była z siebie dumna, jako że gotowanie nigdy nie było jej mocną stroną, nad czym ubolewała jej matka wyznająca zasadę "przez żołądek do serca mężczyzny". Tymczasem Sonia miała na swoim koncie wiele spalonych garnków, Igorowi jednak to nie przeszkadzało. Zaniosła tace do salonu i położyła na stoliku obok kanapy. Usiadła i powoli pogładziła Siergieja po ramieniu.
- Siergiej - powiedziała cicho - Śniadanie ci zrobiłam... Siergiej - lekko go szturchnęła. Ledwo skończyła, w ułamku sekundy, Siergiej złapał ją w pół, przerzucił nad sobą i z impetem

54




rzucił na łóżko.
- Poczekaj! - krzyknęła zakrywając głowę - To ja, Sonia!
Dopiero teraz dotarło do mężczyzny co zrobił i co się wydarzyło. Zerwał się z kanapy jak z procy, złapał dłońmi za głowę, zakrył twarz.
- Co ty, dziewczyno, robisz! - krzyknął - Nie masz pojęcia jak to się mogło skończyć!
Sonia się rozpłakała.
- Przepraszam, zrobiłam śniadanie, nie chciałam cię wystraszyć - łkała.
Poczuł wyrzuty sumienia, usiadł i ją objął ramieniem
- Nigdy więcej tak nie rób - powiedział cicho - Ja po prostu w życiu miałem do czynienia z różnymi ludźmi i w różnych sytuacjach bywałem. Taki nawyk mi został - spojrzał na tacę - Zrobiłaś wspaniałe śniadanie. Nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio dla mnie gotował.
- Naprawdę? - spojrzała mu w oczy - To jutro też ci zrobię.
- Wiesz co - powiedział i spoważniał - Zawiozę cię do Petersburga, do narzeczonego. Auto pewnie juz zrobione więc je zabierzecie kiedy będzie wam wygodnie. Myślę, że to w chwili obecnej najlepsze rozwiązanie - patrzył jej w oczy mając świadomość, że zupełnie ją zaskoczył. Sonia nic nie odpowiedziała. Nie miała pojęcia co byłoby w takiej

55




chwili odpowiednie. Siedzieli tak w ciszy, po czym Siergiej ociężale wstał i zniknął za drzwiami siłowni. Usłyszała przekręcanie klucza w zamku. Opadła twarzą w poduszkę. Po chwili jednak pozbierała się i poczłapała do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Na koniec wzięła szybki prysznic, pościeliła łóżko, a na narzucie ułożyła złożone w idealną kostkę podkoszulek i spodnie dresowe Siergieja. Słyszała jak chodzi po domu, nie zajrzał jednak do niej ani razu. Nie wszedł nawet na górę. Sięgnęła po telefon i wybrała numer Igora
- Kochanie - odezwała się kiedy odebrał - Będę wieczorem w Petersburgu.
- Naprawili ci auto? - zapytał. Uświadomiła sobie, że tego właściwie nie wie.
- Sprawdzę potem. Ale podobno jest stąd jakiś autobus do Petersburga więc w razie czego dojadę wieczorem. Ponoć bardzo rzadko jeździ - kłamała bez zająknięcia.
- Cieszę się, że przyjedziesz. Bardzo mi ciebie brakowało - przyznał szczerze.
- Mnie też - powiedziała bez entuzjazmu - Też tęskniłam.
Kiedy zakończyła rozmowę zdała sobie sprawę, że naprawdę się za Igorem stęskniła. Zapragnęła nagle znaleźć się w jego ramionach.

56




Poczuła, że nie była wobec niego w porządku. Ją pewnie by szlag trafił, gdyby dowiedziała się, że Igor nocował u jakiejś nieznanej kobiety. Tym bardziej nie chciała mu robić przykrości i postanowiła, że nie powie prawdy. Jednak w Siergieju było coś, co sprawiało, że miała wrażenie jakby znała go od lat. Instynktownie czuła, że jej nie skrzywdzi. Z każdą chwilą spędzoną w jego towarzystwie stawał się jej bliższy. Nie chodziło o pociąg fizyczny. Z jakiegoś powodu chciała zachować tę znajomość, a obawiała się, że jej powrót do Petersburga może ją zakończyć. Nie miała zupełnie pomysłu jak zmienić ten stan rzeczy. `Odpędziła na razie myśli o Igorze, zarzuciła plecak na ramię i zaczęła ciągnąć torbę w kierunku schodów. Siergiej akurat wchodził na górę.
- Poczekaj, wezmę torbę. Jest dla ciebie za ciężka - posłusznie podała mu uchwyt. Atmosfera była ciężka, a napięcie niemal namacalne. Wyszli przed dom, unikając swojego wzroku. Siergiej wrzucił jej torbę, plecak oraz swoją torbę ze sprzętem sportowym do bagażnika. Otworzył Soni drzwi swojego UAZ - a. Posłusznie wsiadła siląc się na uśmiech.

57




Rozejrzała się. Słońce oświetlało białe połacie śniegu skrzące się milionami kryształków. Wszystko wyglądało bajkowo. Rzuciła ostatnie spojrzenie na dom Siergieja. Prawdopodobnie nigdy go już nie zobaczy. W innym przypadku wpadłaby w zachwyt nad pięknem przyrody ale teraz jakoś nie umiała się na to zdobyć. Dusiła się w tej atmosferze. Była osobą bardzo komunikatywną i otwartą, ale kompletnie nie potrafiła się odnaleźć w obecnej sytuacji. Jechali tak od kwadransa, kiedy postanowiła przerwać dręczącą ją ciszę:
- Jesteś na mnie zły? - zapytała cicho.
- Zły? - spojrzał na nią zdziwiony - Dlaczego miałbym być na ciebie zły?
- Nie wiem. Tak mi się wydawało - utkwiła wzrok w splecionych na kolanach rękach - Powiedz mi... - urwała i wzięła głęboki wdech - Czemu mnie nie pocałowałeś? Wtedy, w siłowni? Nie podobam ci się? - w duchu przyznała, że uczucie odrzucenia za strony mężczyzny było dla niej czymś nowym. Niewielu byłoby w stanie zachować zimną krew jak Siergiej. Wcisnął gwałtownie pedał hamulca i zatrzymał auto pośrodku białych pól. Spojrzał w dal i powiedział:
- Zapominasz o czymś.
- O czym?
-

58




Zapominasz, że masz narzeczonego - spojrzał na nią z wyrzutem. Poczuła się, jakby ktoś uderzył ją w twarz.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęła - Wcale nie zamierzam zdradzić Igora, niech ci się nie wydaje, że...
- NIe twierdzę, że chciałaś - jego silny, niski głos wyraźnie górował nad jej piskliwymi krzykami - NIe mówię, że chciałaś to zrobić.
- Zasugerowałeś to! - zarzuciła mu, mając świadomość, że sama zapędza się w przysłowiowy kozi róg ale nie miała pomysłu jak z tego całego bałaganu wybrnąć z twarzą.
- Nieprawda - spojrzał na nią poważnie. Zdawał się tracić cierpliwość - Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałem.
Sonia nie mogła pojąć jakim cudem Siergiej jest w stanie zachowywać tak stoicki spokój, podczas gdy ona była mieszkanką wszystkich możliwych emocji.
- Ja myślę inaczej!
- Tak? - pochylił się w jej stronę - A co byś zrobiła gdybym cię pocałował? A gdybym spróbował czegoś więcej? Odmówiłabyś? Skoro czekałaś na pocałunek.
- Nie będę "gdybać" - orzekła zaczynając panować nad emocjami - Nie ma co do tego wracać - wlepiła wzrok w jakiś punkt za oknem. Siergiej

59




uruchomił silnik i auto powoli ruszyło w dalszą drogę. Po chwili, nie tracąc z oczu drogi, powiedział:
- Znalazłaś się w nieciekawej i stresującej sytuacji, do tego w chorobie. Potrzebowałaś czyjejś bliskości i to jest normalne. Kiedy wszystko zaczęło puszczać, choroba i stres, chciałaś po prostu wsparcia...
- Się Freud znalazł - burknęła pod nosem, chociaż w rzeczywistości było jej smutno.
- Nie mówię, że jestem Freudem. Po prostu nie było nikogo innego więc padło na mnie. Nie jestem facetem, który wykorzystuje takie okazje. Gdybym skorzystał czułbym się bardzo źle, a zapewniam cię, że i tobie po fakcie nie byłoby lekko. Nie znam twojego narzeczonego, ale na jego miejscu nie chciałbym, żeby ktoś całował moją narzeczoną. I to czy mi się podobasz czy nie, nie ma tu najmniejszego znaczenia.
- Zapomnijmy o tej rozmowie, dobrze?
- Dobrze, jak sobie życzysz.
Sonia zdawała sobie sprawę, że Siergiej był jej głosem rozsądku. Sama uważała, że jest w stanie z siebie zrobić idiotkę, ale w duchu przyznała, że na taką skalę - to rzadko.
Dalsza droga mijała w całkowitej ciszy. Kiedy zajechali pod dom gospodarza, u którego stało

60




Mini Soni, Siergiej wysiadł, wszedł na podwórko i przypiął psy do łańcuchów, po czym wjechał autem na posesję. Gospodarz wyszedł i porozumiewawczo uśmiechnął się do Siergieja. Mężczyźni chwilę rozmawiali żywo gestykulując. Sonia siedziała w aucie i niewiele słyszała. Nawet nie bardzo interesowało ją o czym rozmawiają. Przez myśl przemknęło jej, że usterka okazała się poważna i będzie musiała wracać do Petersburga z Siergiejem. Jakoś nie poczuła entuzjazmu na tą myśl. Po kwadransie Siergiej uścisnął dłoń gospodarza i poklepał po ramieniu. Odetchnęła z ulgą, bo zapowiadało to, że jej Mini wrócił do żywych. Siergiej podszedł do auta, otworzył drzwi od strony pasażera, już miał się do Soni odezwać, gdy mężczyzna roześmiał się i krzyknął:
- Sierjoża i co, fajna dziewczyna? Lepsza niż nasze? - po czym wybuchnął głośnym śmiechem, który w odczuciu Soni był lekceważący, wulgarny i chamski.
- Zamknij się! - krzyknął Siergiej, jednak na gospodarzu nie zrobiło to większego wrażenia.
- Co ty temu chamowi powiedziałeś? - wysyczała.
- Nic mu nie mówiłem. To jego nadinterpretacja. Wierz mi, dawno mnie nie

61




widział w towarzystwie kobiety, więc sobie dorobił teorię. Masz tu kluczyki - powiedział podając jej różowy pomponik z kluczami do auta - Auto jest w pełni sprawne i zatankowane. Jeśli nie jesteś pewna drogi do Petersburga to dobrze by było, żebyś jechała za kimś kto wskaże ci drogę.
- Za tobą?
- Możesz i za mną. Mogę cię zawieźć do Petersburga, a ty wrócisz z narzeczonym po auto. Jak chcesz?
- I co, mam uwierzyć, że nic mu o mnie nie mówiłeś? - Sonia nie wytrzymała.
- Możesz się wreszcie zainteresować tym, co mówię? - zapytał spokojnie - Nie odpowiadam za innych. Jedziesz za mną czy ze mną?
- Za tobą - powiedziała. Nie było sensu wracać tu z Igorem. Zacząłby wypytywać, dziękować gospodarzowi, którego ona przed chwilą uznała za chama. Pewnie by mu jeszcze postawił butelkę Jacka Danielsa.
- Rozumiem. Wsiadaj i jedziemy - przełożył jej bagaże - Gdyby coś się działo, zatrąb lub puść mi sygnał na komórkę, ok?
- Ok - burknęła i przekręciła kluczyk w stacyjce. Odetchnęła z ulgą na dźwięk miarowej pracy silnika, której tak dawno nie słyszała. Ruszyli oboje do Petersburga. Sonia nawet cieszyła się, że droga

62




jest dość monotonna i prosta. Dzięki czemu mogła pogrążyć się w myślach bez obaw o ewentualną stłuczkę. Myślała o Igorze, o planach jakie mieli po jej przyjeździe. Najważniejszy punkt to Ermitaż, na punkcie którego miała niemalże obsesję. Naczytała się tyle o skarbach tam się znajdujących, że zobaczenie tego stało się prawie sensem jej życia. Była podekscytowana tym, że wreszcie nacieszy wzrok tymi bogactwami. Chciała paść Igorowi w ramiona i cieszyła się, że niedługo tak się stanie. Humor nieco psuła jej myśl, że nie zobaczy już Siergieja. Nie chciała tracić z nim kontaktu, a powodów do podtrzymania tej znajomości było nad wyraz mało. Przez ten krótki czas stał się jej z jakiegoś powodu bliski. Nie miała zupełnie pomysłu jak to się stało ale tak właśnie czuła. Myślała o chwilach spędzonych w jego domu. O tym, jak ją przebierał w chorobie, jak się o nią troszczył, zupełnie jakby była dla niego kimś więcej niż przypadkowa sierotka, zagubiona w Rosji. Jak gotował dla niej. Przeszedł ją dreszcz na wspomnienie widoku jego spoconego ciała w siłowni czy chwili, kiedy spał tuląc ją do siebie. Jasne było,

63




że o tym wszystkim nie wspomni Igorowi. Do niczego nie doszło ale - w mniemaniu Soni - tylko idiota by w to uwierzył, a Igorowi można było dużo zarzucić, ale nie to, że jest idiotą. Pogrążona w myślach nie zauważyła, że jadą juz ponad 1,5 godziny. Nagle auto Siergiej zjechało na pobocze. Uczyniła to samo. Wyszedł z auta, podszedł do jej Mini i otworzył drzwi, kucnął.
- Gdzie mieszka twój narzeczony?
- Przy Newskim Prospekcie. Niedaleko stacji metra.
- Jak sie stacja nazywa wiesz?
- Tak. Majakovskaya.
- Dobrze. Wiem gdzie to jest. Mogę cię poprowadzić. Chyba, że sama trafisz?
- Nie. Nie trafię - odparła - Nigdy nie byłam w Petersburgu.
- Dobrze. Jesteśmy już blisko przedmieść miasta. Jedź za mną. Zaprowadzę cię w okolice stacji. Tam się pożegnamy - powiedział i wstał.
- Ale nie na zawsze? - wyrwało jej się - Będziemy w kontakcie, prawda? - zapytała i utkwiła w nim wzrok pełen nadziei. Nawet on to dostrzegł. Chciała wymóc na nim jakąś deklarację i ukoić nerwy. Nie zdołała.
- Soniu, to nie ma sensu - powiedział smutno - Tak będzie lepiej, naprawdę...
- Nie będzie! - odepchnęła go, wysiadła z samochodu i tupnęła nogą

64




w ośnieżony asfalt drogi jak rozwydrzone dziecko - Co, jestem taka beznadziejna, że nie warto ze mną utrzymywać kontaktu!? - bezczelnie zagrała na najniższych instynktach używając szantażu emocjonalnego z najniższej półki.
- Jezu! - złapał się za głowę i odwrócił do niej plecami - Nie mów już nic! Po prostu zamilknij!
- Ale czemu?! Co... - chciała dodać coś jeszcze ale nie zdążyła, bo Siergiej nagle odwrócił się, przycisnął ją do auta, że ledwo mogła złapać oddech i zaczął całować.
- Tego... - szeptał pomiędzy jednym, a drugim pocałunkiem - Tego chciałaś? O takim pocałunku myślałaś? - jego silne ramiona mocno zacisnęły się na jej plecach. Zagłębił palce w jej włosach pod czapką, oparł swoje czoło o jej i westchnął
- Tym razem ja przepraszam - powiedział szeptem - Tracę przy tobie głowę. To się nie powinno zdarzyć. Więcej się to nie powtórzy. Pożegnajmy się teraz. Nie ma sensu tego przedłużać. Ja też się śpieszę, na ciebie czeka narzeczony - wyzwolił ją ze swojego uścisku. Jeszcze przez chwilę trudno jej było zebrać myśli i złapać oddech. Jego zachowanie zupełnie ją zaskoczyło. Kiedy

65




zapanowała nad sobą, próbowała protestować.
- Ale przecież możemy się jeszcze kiedyś na kawę gdzieś spotkać? Przecież będziesz przyjeżdżał do Petersburga?
- Nie - uciął krótko i oschle - To nasze ostatnie spotkanie. Ja mam dużo pracy, nie mam zaś czasu. Wsiadaj, jedziemy! - nie czekając na odpowiedź, wsiadł do auta i ruszył. Soni nie zostało nic innego, jak zrobić to samo. Przejazd przez centrum Petersburga zajął ponad pół godziny. Zważywszy na wielkość metropolii, to i tak niewiele. Petersburg był piękny nawet o tej porze roku. Nie szpeciły go nawet znajdujące się gdzieniegdzie hałdy brudnego śniegu, czy plucha na chodnikach. Miasto nie traciło nic ze swojego uroku. Przejeżdżając mostem na Newie widziała zamarzniętą rzekę, po której chodzili ludzie. Mijając słynny Sobór Kazański otworzyła usta z wrażenia. Pomniki przy nabrzeżu rzeki przedstawiające mężczyznę i dzikiego konia w różnych pozach sprawiły, że zwolniła niemalże do 30 km/h, a oprzytomniała na dźwięk klaksonu samochodu jadącego za nią. Widać kierowca był zupełnie nieczuły na sztukę. Na chodnikach było głośno i tłoczno. Zupełnie jakby to nie

66




był środek zimy, a szczyt sezonu urlopowego. Marzyła, żeby zobaczyć to miasto ale okoliczności, w jakich się znalazła zgasiły nieco jej entuzjazm. Nagle auto Siergieja zatrzymało się przy krawężniku. Zjechała na pobocze tuż za nim. Już miała wysiąść, kiedy usłyszała w telefonie sygnał wiadomości sms. Sięgnęła po telefon i odczytała wiadomość od Siergieja: "stacja Majakovskaya, w prawo jakieś 50metrów. Żegnaj. Siergiej". Uniosła wzrok i zobaczyła tylko jak auto Siergieja znika za zakrętem. Poddała się. Nie odpisała, skręciła we wskazanym kierunku. Po chwili jej oczom ukazał symbol metra. Wybrała w telefonie numer Igora.
- Kochanie - powiedziała cicho kiedy odebrał - Zaparkowałam koło stacji. Wyjdziesz po mnie?
- Tak skarbie - ucieszył się - Daj mi parę minut, zaraz przyjdę i pojedziemy do domu.
Odłożyła telefon i rozejrzała się. Otaczały ją stare, misternie zdobione, kamienice, zadbane, czyste i schludne. Próżno było na nich szukać choćby kropki grafitti. Westchnęła głęboko. Nie minął kwadrans, kiedy z daleka zobaczyła idącego ku niej Igora. Na jego widok jej serce mocniej zabiło. Był zupełnym

67




przeciwieństwem Siergieja. Patrzyła na niego, gdy do niej pomachał. Widziała radość malującą się na jego twarzy. Był bardzo przystojny i czasem sama nie rozumiała czemu wybrał właśnie ją. Zauważyła, że musiał ubierać się pośpiesznie, gdyż wełniany szalik był niedbale zawiązany na jego eleganckim czarnym płaszczu, a takie zaniedbanie było u Igora rzadkością. Mroźny wiatr rozwiewał jego czarne, lekko kręcone włosy, które przeczesał dłonią. Pod wpływem impulsu Sonia wyszła z auta, pobiegła w jego kierunku i padła Igorowi w ramiona nie zamykając nawet drzwi auta.
- Igor - rozpłakała się - Kocham cię...
Igor bez słowa mocno przytulił Sonię do piersi, złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Po chwili odsunął ją od siebie, spojrzał w oczy i zapytał ocierając łzę spływająca po jej policzku
- Wszystko w porządku?
- Tak, wszystko w porządku - uśmiechnęła się przez łzy - Bardzo za tobą tęskniłam - powiedziała.
- Chodź - zaprowadził ją do auta, wsiadł od strony kierowcy i zawiózł pod przepiękną kamienice, na pierwszy rzut oka przypominającą mały dworek, gdzie Igor wynajmował mieszkanie. Miała bogato

68




zdobione gzymsy i łukowe wysokie okna. Na parterze znajdowała się restauracja i jakieś sklepy. Pośrodku zaś wjazd, zapewne na podwórko, który w tej chwili zamykała żelazna kuta ręcznie, brama. Igor otworzył ją pilotem i wjechali do środka. Tuż za nimi brama zamknęła się ponownie. Wysiadła i rozejrzała się. Obok zobaczyła czarnego mercedesa Igora. Podwórko było niewielkie, pełniło rolę parkingu dla mieszkańców. Pośrodku znalazło się miejsce dla niedużego kawałka ziemi z dużym drzewem nadającym z pewnością latem uroku temu miejscu. Igor wypakował bagaże.
- Choć kochanie, idziemy do domu. Na pewno jesteś głodna. W hotelu na opłotkach nie karmią dobrze - ujął jej dłoń i poszli.
Klatka schodowa była w kolorach szarości i bieli. Jasna i przestronna. Podłogę wyłożono płytami biało - szarego marmuru, na ścianach i wokół okien wzrok przyciągały przepiękne gzymsy i misterne sztukaterie. Mieszkanie Igora znajdowało się na pierwszym piętrze. Miało dwa pokoje ale dla jego jednego było w zupełności wystarczające. Nie kupował nic do tej pory bo postanowili, że wspólnie kupią jakieś mieszkanie, które będzie się

69




podobało im obojgu. Poza tym Igor zazwyczaj nie narzekał na nadmiar wolnego czasu. Był utalentowanym prawnikiem, którego wiedzę i umiejętności ceniono wysoko. Po studiach dostał ofertę pracy w dwóch kancelariach - w Moskwie i Petersburgu. Wiedział jednak, że Sonia zakochała się w Petersburgu nim go zobaczyła, wybrał więc Petersburg, z myślą o niej. Planowali wspólną przyszłość właśnie tu. Nie spieszyli się. Sonia była zdania, że są młodzi i całe życie przed nimi, a Igor w pełni tą opinię podzielał. Rodzice Soni nie byli zachwyceni faktem, że ich jedynaczka zamieszka tak daleko, jednak w obliczu miłości nie mogli oponować. Tym bardziej, że matka Soni była Igorem zachwycona. Mieszkanie było elegancko i gustownie urządzone. Nie rzucał się w oczy krzykliwy luksus ale raczej wyszukana elegancja. Zresztą Igor jakoś specjalnie nie przywiązywał do tego uwagi. Traktował wynajem jako stan przejściowy, a w domu bywał, szczególnie przed przyjazdem Soni, rzadko. Chciał jak najwięcej spraw zawodowych załatwić wcześniej, by po jej przybyciu mieć czas wolny by spędzić go wspólnie z narzeczoną. Był podekscytowany jak każdy młody

70




człowiek, który po dłuższym czasie weźmie w ramiona ukochaną.
- Tutaj jest sypialnia - zaniósł jej bagaże do pokoju w stylu vintage. Pod dużym oknem stało duże łóżko sypialniane, w białej ażurowej, drewnianej obudowie. Po obu stronach łóżka stały dwie niewielkie komódki na wysokich, lekko wygiętych, cienkich nóżkach, z niewielkimi lampkami stojącymi na koronkowych serwetkach. Biała, satynowa narzuta z falbaną była niedbale rzucona na łóżko.
- Przepraszam skarbie ale nie zdążyłem posprzątać - Igor podrapał się po głowie. Sonia weszła dalej, zajrzała do białej, czterodrzwiowej szafy. Zauważyła, że Igor przygotował już miejsce na jej rzeczy. Zresztą jego ubrania w większości znajdowały się na wieszakach i były to garnitury i koszule. Ewentualnie eleganckie płaszcze. Taki był Igor. Sonia na początku znajomości miała problem z zaakceptowaniem jego stylu. Jej zdarzało się chodzić w porozciąganym swetrze i dresie, natomiast kiedy Igor ubierał dres to i tak wyglądał w nim jak model z reklamy GAP. Starała się, co prawda, dostosować ubiorem do niego, szczególnie wtedy kiedy gdzieś razem wychodzili. Denerwowała się,

71




gdyż z jej strony wymagało to zachodu, podczas gdy u Igora ubiór "jak spod igły" to była norma. Jeszcze w szkole średniej wybrał sobie kierunek rozwoju zawodowego - prawo, do którego konsekwentnie dążył. Nie brał nawet pod uwagę innej profesji. Sonia zresztą zawsze wiedziała, że Igor miał wyjątkową cechę, która gwarantuje sukces w każdej dziedzinie - był perfekcjonistą, maksymalnie zdeterminowanym by osiągnąć zamierzony cel. Nie przypominała sobie wyznaczonego przez Igora celu, którego nie byłby w stanie zrealizować. Ona sama była jednym z "jego celów". To on ją wypatrzył w klubie studenckim. Przez jakiś czas starał się bywać tam, gdzie ona, chodzić na imprezy, na których bywała ona. Posunął się jednak, jak się później okazało, do niezbyt eleganckiego postępowania, które jednak pod wpływem jego uroku, zostało mu wybaczone. Krótko spotykał się z jej koleżanką tylko po to, by zebrać informacje o Soni. Co lubi robić, jak spędza czas, jakie ma zainteresowania, co jej się podoba. Chciał mieć pewność, że nie poniesie porażki. Opracował drobiazgowy plan zdobycia serca Soni. Nie wtajemniczał w niego

72




osób postronnych i postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Czuł instynktownie, że się uda, a instynkt Igor miał bardzo dobry. Czekał na właściwy moment. Kiedy dowiedział się, że Sonia lubi operę, a w Moskwie wystąpi jej ulubiony kwartet operowy nie wahał się ani chwili. Kupił dwa bilety w obie strony na trasie Wrocław - Moskwa oraz bilety na koncert w pierwszym rzędzie. Zaprosił ją na kolację do ulubionej restauracji, gdzie wręczył bukiet ulubionych białych anemonów i bilety. Soni po prostu odebrało mowę. Nie mogła się nie zgodzić, chyba żadna kobieta nie powiedziałaby "nie". Igor triumfował. Od tego czasu zaczęli się regularnie spotykać. Krótko po tym, kiedy Igor był pewny, że chce z Sonią spędzić resztę życia, oświadczył się w równie romantycznym stylu, a ona się zgodziła. Od tego czasu minęło pół roku. Sonia nie chciała przerywać studiów, więc to zazwyczaj Igor odwiedzał ją we Wrocławiu. Starał się robić to tak często jak tylko mógł ale obydwoje czuli mimo wszystko niedosyt. Wyprawa Soni była jej pomysłem. Kiedy Igor doszedł do wniosku, że nie da się jej zniechęcić, pomagał w

73




planowaniu. Wskórał tylko tyle, że Sonia zrezygnowała z garbusa. Jedyne ustępstwa jakie czynił zazwyczaj dotyczyły właśnie jej lub jego rodziny. Niestety, o ile w przypadku rodziców Soni byli kandydatem na zięcia zachwyceni, o tyle rodzice Igora już tak łaskawie nie patrzyli na Sonię. Matka wręcz starała się syna zniechęcić do wizji przyszłości z Sonią. Igor jednak postawił na swoim i krótko uciął dyskusję nad ich związkiem stwierdzając, że albo Sonię zaakceptują i będą szanować, albo będą go widywać sporadycznie. Nie mieli więc wyjścia.
- Na co masz ochotę? - wyrwał ją z zadumy - Kanapki, mam sałatkę. Jeśli chcesz możemy zjeść coś na mieście jak odpoczniesz albo zamówić pizzę.
- Mogą być kanapki - uśmiechnęła się, zdjęła kurtkę i rzuciła ją na stojące obok krzesło. Podeszła do Igora, zdjęła klamerkę spinającą jej długie włosy, które opadły kaskadą na ramiona i plecy, oplotła dłońmi jego szyję. Spojrzała głęboko w oczy i wyszeptała:
- Igor, kochaj się ze mną...
- Teraz? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Teraz. Kochaj się ze mną. Nie chcę czekać...
Igorowi nie trzeba było tego dwa razy

74




powtarzać. Zdjął swój czarny płaszcz i rzucił na podłogę. Równie szybko pozbył się marynarki i koszuli. Sonia jednym ruchem pozbyła się swetra i podkoszulka. Zarzuciła Igorowi ręce na szyję, po czym oboje opadli na łóżko. Zanim sie zorientowała Igor był już nagi. Niemalże zerwał z niej biustonosz i zaczął zdejmować spodnie. Usiłowała mu pomóc ale zamek się zaciął.
- Jasna cholera! - zaklął i po prostu je rozerwał. Ledwo nad sobą panował. Uwielbiał każdy centymetr ciała Soni i długo na tą chwilę czekał. Wsunął dłoń pomiędzy jej uda i znacząco się uśmiechnął. Cicho jęknęła, gdy jego palce sięgnęły celu. Opadł twarzą tuż przy jej uchu i wyszeptał:
- Rozsuń nogi najdroższa... Spełnię teraz każde twoje pragnienie, nawet to najbardziej nieprzyzwoite...
- Mam nadzieję - odparła ciężko dysząc. Wiedzieli, że obiad pewnie okaże się bardzo późną kolacją.
Siergiej przekroczył próg klubu sportowego z ponurą miną. Poszedł do szatni, rzucił torbę na podłogę i zaczął się rozbierać. Przed oczami miał twarz Soni i utkwione w nim migdałowe oczy. Miał wrażenie, że nadal czuje smak jej ust. Nagle z

75




zamyślenia wyrwało go trzaśnięcie drzwi. Do szatni wszedł Andriej, wieloletni przyjaciel i trener.
- Sierjoża, dawno cię nie widziałem. Miałeś być wczoraj. Co się wydarzyło, że nie przyjechałeś, nie zadzwoniłeś? Chłopcy byli zawiedzeni...
- Przepraszam Andriej. Po prostu gości miałem, nie mogłem ich zostawić. Zapomniałem zadzwonić...
- "Gości"? - zdziwił się Andriej wiedząc, że do Siergieja rzadko kto przyjeżdża, no chyba że ktoś z miasteczka, ale takich ludzi nie określiłby mianem "gości" - Kto cię odwiedził? Nastia? Znam tych "gości"?
- Nie Andriej, nie znasz - roześmiał się Siergiej - Po prostu ktoś potrzebował pomocy przy zepsutym aucie.
- Ale ty nie jesteś mechanikiem - Andriej znacząco się uśmiechnął, domyślając się, że owi goście to coś więcej.
- Tak, ale "przechowałem" kierowcę. Pięknego kierowcę - westchnął.
- A więc to tak! - przyjaciel roześmiał się głośno - Więc ładna jest?
- Nie Andriej. Nie jest ładna... Jest piękna.
- No to wspaniale! I co, znajomość rokująca? Niestety nie. Znajomość została zakończona i tyle.
- Co ty wygadujesz? - Andriej

76




usiadł na ławce koło Siergieja - Dlaczego?
- Jest juz zajęta. Ma narzeczonego.
- Przykro mi stary - Andriej poklepał Siergieja po ramieniu - Ale znajdziesz sobie jeszcze kogoś.
- Wiesz, myślę, że mam pecha do kobiet.
- Nie pecha. Po prostu trafiają ci się nie te, co powinny. A dziewczyna nie chce cię znać? To podłe, zważywszy na fakt, że jej pomogłeś.
- Ja nie chcę. Nie chcę oglądać kobiety, która nie może być moja. Nie jestem masochistą - roześmiał się, próbując robić dobra minę do złej gry.
- Boisz się powtórki tego, co było z Niną?
- Po prostu chcę tego uniknąć i dmucham na zimne - wstał, szybko się przebrał, wziął rękawice i poklepał Andrieja po ramieniu - Chodźmy, chłopcy i tak za długo czekają.
Sonia naciągnęła na siebie kołdrę i odwróciła do okna. Zerknęła na zegarek, dochodziła północ. Igor był pogrążony w głębokim śnie. Kochali się długo i namiętnie, dawno tego nie robili, nie dziwiło więc, że zasnął jak dziecko. Ona jednak zasnęła po dłuższym czasie. Tyle emocji towarzyszyło jej ostatnio, że jeszcze nie doszła do siebie. Wyślizgnęła się z łóżka, wzięła telefon i zamknęła się

77




w łazience. Łudziła się, że znajdzie w nim jakąkolwiek wiadomość od Siergieja. Niestety, niczego takiego nie było. Wróciła do łóżka, spojrzała na śpiącego Igora, chwile mu się przyglądała, po czym delikatnie pogładziła po policzku. Powoli otworzył oczy. Uśmiechnął się do Soni i ochrypłym głosem powiedział:
- Kochanie, jeśli masz ochotę na sex, to obawiam się że mogę nie powtórzyć tego z wieczora... Zajechałaś mnie...
Uśmiechnęła się
- Nie, nie będziemy się kochać. Chciałam po prostu na ciebie popatrzeć.
Chwile tak leżeli i wpatrywali się w siebie bez słów. Po kilku minutach Igor powiedział:
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo cię kocham. Każda chwila bez ciebie to nie życie tylko wegetacja.
- Oj tam, oj tam. Nie przesadzaj - cicho się roześmiała - Nie byłoby mnie, byłby kto inny.
- Soniu - spoważniał - Jak możesz tak mówić? Nie ma drugiej takiej jak ty. Nie dla mnie. Nigdy nie podchodź do tego w ten sposób. Jesteś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie. Chciałbym abyś o tym pamiętała...
- Obiecuję - uśmiechnęła się - teraz śpijmy. Dobranoc Igor - nakryła się szczelnie kołdrą. Nic nie

78




odpowiedział, tylko pogładził jej policzek
- Dobranoc Soniu...
Siergiej wrócił do domu wieczorem. Postanowił trochę poćwiczyć gdyż doszedł do wniosku, że dobrze mu to zrobi. Po jakiejś godzinie odłożył sztangę. Czuł się dzisiaj zmęczony bardziej niż kiedykolwiek. Starał sie odsunąć od siebie myśli o Soni. Miał inny problem. Jeden z jego podopiecznych - Sasza, miał poważne problemy. Chłopak był sierotą z południowo - zachodniej Rosji. Miał zaledwie 17 lat. Przyjechał do Petersburga w poszukiwaniu lepszego życia, kiedy rodzina ojca wyrzuciła go z domu rodzinnego. Dorabiał gdzie się dało, sypiał na dworcu albo na ławce w parku - co jednak bezpieczne nie było z uwagi na patrole policyjne - lub na którejś stacji metra. Tam właśnie pewnego popołudnia znalazł go Siergiej i zaproponował pomoc. Załatwił mu miejsce w jednym z hosteli za pół ceny. W zamian za to syn właściciela miał darmową wejściówkę do klubu. Sasza zaś został zatrudniony w klubie do sprzątania i różnych drobnych prac, z czego się bardzo ucieszył. Któregoś dnia wracał rowerem do hostelu, gdy zza zakrętu wyjechał czarny Lexus i z impetem wjechał w

79




chłopca. Sasza był mocno poturbowany, z rozciętej wargi leciała mu krew. Z auta wysiadł dobrze zbudowany, zataczający się mężczyzna w czarnej marynarce. Nie dało się ukryć, że był pod wpływem alkoholu. Zrobiło się zbiegowisko, ktoś zadzwonił po policję. Mężczyzna zaczął wymyślać chłopcu i grozić. Sasza powiedział, że mężczyzna jest pijany i to jego wina, wywiązała się krótka ale ostra wymiana zdań. Mężczyzna był wściekły, próbował Saszę uderzyć ale chłopak się nie dał przytrzymując masywną dłoń nim sięgnęła jego twarzy. Kiedy przyjechała policja, krótko rozmawiali z mężczyzną, który nie krył swojego wzburzenia. Jego wina nie podlegała dyskusji. Przynajmniej w opinii widzów i Saszy. Kiedy policjanci podeszli do chłopca poinformowali go, że został oskarżony o chęć wyłudzenia odszkodowania i zabierają go na komisariat. Na nic zdały się łzy i tłumaczenia wystraszonego chłopca oraz opinie świadków wygłaszane głośno i dobitnie. Przedstawiciele władzy zdawali się tego nie słyszeć. Sasza został zakuty w kajdanki i wsadzony do radiowozu. Siergiej i Andriej długo go szukali po tym, jak właściciel

80




hostelu zadzwonił z informacją, że chłopak pierwszy raz nie wrócił na noc. Znaleźli go dopiero w policyjnym areszcie. Tylko zamiłowaniu jednego z policjantów do walk MMA zawdzięczali możliwość rozmowy z chłopcem i poznania jego wersji. Wyglądał okropnie. Nie przyznał się, ale świeże siniaki świadczyły o tym, że wypadek nie był drobnym incydentem, a Sasza nie był zbyt dobrze traktowany. Siergiej najbardziej obawiał się, że policji uda się go złamać i Sasza przyzna się do zarzutów.
- Sasza pamiętaj, nie wolno ci się do niczego przyznać. Wyciągniemy cię stąd, wytrzymaj - mówił. W duchu zaś zastanawiał się jak to zrobić. Właścicielem Lexusa okazał się biznesmen z branży paliwowej. Siergiej wiedział, że człowieka jego pokroju stać na najlepszych prawników, a w przypadku wygranej chłopiec najprawdopodobniej trafi do więzienia, lub w najlepszym razie poprawczaka. A więzienia w Rosji były ciężkie i praktycznie jedynym prawem jakie tam obowiązywało było to stanowione przez najsilniejszych. Sasza nie miałby tam szans i zdawał sobie z tego sprawę zarówno on sam jak i Siergiej. Jeśli nawet udałoby mu się przetrwać w takim

81




miejscu, wyszedłby jako wrak człowieka. Do tego Siergiej nie chciał i nie mógł dopuścić. Podszedł do okna i spojrzał w ciemność rozciągającą się za oknem. Z zadumy wyrwał go ostry dźwięk telefonu. Kiedy odebrał usłyszał smutny głos Andrieja:
- Sierjoża, mam złe wieści w sprawie Saszy.
- Nie mów tylko, że się przyznał? - zapytał nerwowo Siergiej.
- Nie, nie przyznał się. Pamiętasz kiedy Sasza był jeszcze bezdomny, pomieszkiwał w metrze z innymi bezdomnymi, w tym z narkomanami?
- No pamiętam, ale nigdy nie brał...
- Nie brał. Ale raz został zatrzymany i wylegitymowany podczas nalotu policyjnego.
- Pamiętam, ale był czysty.
- No to właśnie dzwonił nasz prawnik. Chcą zrobić z niego narkomana...
- Żartujesz?! - krzyknął Siergiej do słuchawki i złapał się za głowę - Nie mogą tego zrobić!
- Mogą Sierjoża i zrobią. Wywloką mu też alkoholizm ojca, awantury w domu. Chcą wykazać, że jest zdemoralizowanym gnojkiem z patologicznej rodziny, do tego narkomanem - na chwilę zapanowała cisza, po której Andriej cicho dodał - Sierjoża... on już jest skazany....
- Nie! - Siergiej uderzył pięścią w lustro, które pękło - Nie

82




pozwolę na to! - krzyknął i rozłączył się. Traktował Saszę jak syna, dlatego bardzo go bolała taka niesprawiedliwość. Postanowił, że poruszy niebo i ziemię ale nie pozwoli, żeby niewinny człowiek trafił do więzienia.
Promienie słońca wpadały przez firankę, gdy Sonia otworzyła oczy. Spojrzała na Igora, jeszcze spał. Był bardzo przystojnym mężczyzną. Miał niemalże czarne włosy, a przy tym wyjątkowo jasną cerę. Delikatny zarost dopełniał wizerunku. Wzdychało do niego wiele kobiet, z czego Sonia zdawała sobie doskonale sprawę. W początkach ich znajomości nawet jej to trochę przeszkadzało. Była pewna, że taki przystojny chłopak to same kłopoty. Nie chciała by inne się za nim oglądały, a w jego przypadku inaczej być nie mogło.
- Już nie śpisz? - zapytał powoli otwierając oczy - Na co dzisiaj masz ochotę? - przeciągnął się - Co chcesz robić? Jakieś zwiedzanie? - zapytał pamiętając, że przez ostatni miesiąc godzinami słuchał listy miejsc, które ona musi zobaczyć. Jemu Petersburg zupełnie spowszedniał. Owszem, dostrzegał jego piękno i majestat czy wartość wydarzeń historycznych, które na przestrzeni dziejów

83




się tu rozgrywały, ale nie budziło to u niego szybszego bicia serca, czego z pewnością nie można było powiedzieć o Soni.
- Oczywiście, że zwiedzanie! Nie mogę się doczekać! - jednym susem wyskoczyła z łóżka i rozsunęła zasłony. Soni Petersburg jawił się niczym magiczny sezam z "Baśni Tysiąca i jednej nocy". Słowa "Ermitaż", "Sobór Kazański" czy "Carskie Sioło" rozpalały jej wyobraźnie do granic możliwości. Sonia w pełni doceniała poświęcenie Igora, kiedy wybrał kancelarię tutejszą, odrzucając lepiej płatną ofertę z Moskwy, chociaż wielu jego kolegów pukało się w czoło. Niektórzy posuwali się w krytyce dalej stwierdzając, że przez Sonię zaprzepaszcza szansę na karierę. Zazwyczaj taka krytyka kończyła się ograniczeniem kontaktów towarzyskich ze strony Igora do minimum. Otworzyła okno, a powiew zimnego powietrza wpadł do wnętrza.
- Skarbie litości. Pochorujemy się - Igor naciągnął na siebie kołdrę - Ja mam niedługo ważną sprawę i raczej wolałbym się nie przeziębić.
Sonia nie posłuchała. Zostawiając otwarte okno wskoczyła do Igora pod kołdrę, mocno się do niego

84




przytuliła - A co to za sprawa? Opowiedz! - zażądała posyłając mężczyźnie jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów.
- A nic specjalnego, chociaż klient znaczny - odgarnął jej z twarzy kosmyk włosów i pocałował w czoło - Jeden z członków zarządu koncernu paliwowego.
- A co mu się stało? Rozwodzi się? - uznała, że przy dużych pieniądzach często są trudne rozwody.
- Nie, głuptasie - roześmiał się - To co innego. Jechał po nocy i pod koła wjechał mu jakiś małolat na rowerze, który chciał wyłudzić odszkodowanie. Widział, że auto luksusowe to i pieniądze będą.
- Naprawdę? - spojrzała Igorowi w oczy z niedowierzaniem - Jak można być tak głupim i świadomie ryzykować życiem dla kasy? Głupi gówniarz - zawyrokowała i przytuliła się jeszcze mocniej do piersi narzeczonego.
- Jesteś jeszcze ładniejsza, kiedy się złościsz - uśmiechnął się czule - Tu nie chodzi o kasę ale o wizerunek. On chce uchodzić za wzór cnót. Planuje kandydować w nadchodzących wyborach. Tak więc rozumiesz, że taki wypadek nie wyglądałby dobrze. A chłopak zarzucił mu publicznie, że jest pijany i to jego wina.
- A był pijany? A

85




chłopakowi coś się stało? Połamał się? - zarzuciła Igora gradem pytań.
- Na szczęście nie. Skończyło się na wstrząsie mózgu, ogólnych potłuczeniach i kilku szwach, o ile wiem.
- I co, jest w szpitalu?
- Nie, jest w areszcie. Jakiś narkoman z patologicznej rodziny. I skończmy ten temat. Porozmawiajmy o nas. Chodź no tu! - podniósł się i położył na Soni, podparł na łokciach - Chciałbym teraz powtórzyć wczorajszy wieczór - namiętnie ją pocałował - Chciałbym... - powiedział i wsunął dłoń w jej spodnie od piżamy - Rozsuń nogi - szepnął Soni do ucha - Powtórzmy to...
- Oczywiście - odparła cicho i oplotła nogami jego nagie pośladki.
Siergiej z impetem wbił olbrzymią siekierę w gruby pień drewna z taką siłą, że rozpadł się na kilka części. Jego myśli w całości pochłaniał Sasza. Zastanawiał się, co jeszcze mógłby zrobić by pomóc chłopcu. Nagle, z daleka, dostrzegł czarną sylwetkę samochodu. Zbliżał się dość szybko. Rozpoznał auto. Czarny terenowy Mercedes gwałtownie zatrzymał się tuz przy nogach Siergieja.
- Sierjoża witaj! - z auta wysiadł postawny mężczyzna o azjatyckich rysach. Drugi mężczyzna

86




został w samochodzie - Przyjechałem cię odwiedzić. Rzadko wpadasz do miasteczka, a do mnie już nigdy - rozłożył szeroko ramiona, jakby chciał Siergieja uściskać. Ten tylko się cofnął.
- Czego chcesz? Po co przyjechałeś? - zapytał, a na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień.
- Oj, ty od razu tak oficjalnie i niemiło - uśmiechnął się, podszedł do Siergieja i poważnie dodał - Po co ci to? Po co ci ta cała szkółka? Ci gówniarze i tak skończą na ulicy albo w kryminale. A nam przydadzą się twoje umiejętności. Do tego jesteś stworzony. Do walki. Do zabijania. Może byś wrócił? Chłopcy się ucieszą.
Siergiej podniósł siekierę, na która przybysz spojrzał z obawą.
- Wynoś się stąd. To, że byłem częścią was jest dla mnie powodem do wstydu. Nigdy do ciebie nie wrócę. Zapomnij o mnie, Czukow. Precz! - prawie krzyknął i z wściekłością wbił siekierę w drewniany klocek.
- Jeszcze tego pożałujesz! - nieznajomy z wściekłością trzasnął drzwiami - Ludzie od nas odchodzą na naszych warunkach - krzyknął przez otwarte okno - Z tobą nie będzie inaczej! - to mówiąc dał znak kierowcy i auto energicznie ruszyło

87




wyrzucając spod kół kawałki śniegu z prędkością karabinu maszynowego.
- Boże, jaka ja jestem malutka! - Sonia zadarła wysoko głowę stojąc pod jedną z kolumn okazałego Soboru Kazańskiego. Zgodnie z obietnicą Igor zabrał ją na wycieczkę po mieście - Jak oni to kiedyś budowali bez dźwigów? Przecież to niemożliwe. Ciekawe ile jest tych wszystkich kolumn?
- Nie wiem, ale chyba kilkadziesiąt - Igor był szczęśliwy, że mógł sprawić jej taką radość. Wręcz promieniała - Zobacz, te rzeźby widziałam jadąc do ciebie - wskazała palcem cztery rzeźby nagiego mężczyzny z koniem, usytuowane przy wejściu na most, niedaleko Soboru Kazańskiego. Ukazywały próby zapanowania człowieka nad pięknem i majestatem dzikiego zwierzęcia, zapanowaniem nad żywiołem. Autor oddał w nich każdy najmniejszy szczegół. Musiał być wyjątkowym znawcą anatomii. Oddanie energii i ruchu w rzeźbach było wręcz porażające. Drogę z Soboru do mostu Sonia pokonała w niemalże kilka minut. Wpatrywała się w każdą żyłkę na ciele konia, w każdy włos na rozwianych włosach mężczyzny.
- Kochanie - Igor dogonił Sonię ledwo łapiąc oddech - Kotku... -

88




dyszał - Moja kondycja nie jest najlepsza... Litości...
- Przepraszam, misiu - wzięła jego twarz w swoje dłonie i czule pocałowała - Już nie będę biegała. Ale to emocje dodają mi energii.
- Chodź - złapał ją za rękę - Pójdziemy do jakiejś knajpy na sushi. Co ty na to?
- Jestem za! - uśmiechnęła się wesoło i poszli wzdłuż Newskiego Prospektu chłonąc gwar tętniącego życiem miasta.
- Jutro mam spotkanie z klientem. Co zamierzasz robić? - zapytał Igor topiąc kilka zamarynowanych plasterków imbiru w sosie sojowym - Może spotkasz się z Leną?
- A jest tu z tobą? Bo wspominała, że będzie przez jakiś czas u rodziców w Nowogrodzie - zapytała Sonia z entuzjazmem, starając się utrzymać między pałeczkami kawałek ryżu szczelnie owinięty łososiem - Powinni do tego dawać widelce - wybełkotała z ustami wypełnionymi kawałkiem sushi
- Jest - odparł Igor - Tez się ucieszyła, że przyjeżdżasz. Chyba się stęskniła. Tu masz- sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął wizytówkę - Telefon do niej. Zadzwonisz do niej i opracujecie plan na jutrzejszy dzień.
Po sutym posiłku pokonali następnych kilka kilometrów by dotrzeć na plac

89




Aleksandra II. Usiadła pod kolumną z postacią anioła. Spojrzała na bramę prowadzącą na dziedziniec Ermitażu.
- Muszę tu posiedzieć. Chcę się nacieszyć tym widokiem.
Igor stanął obok. Spojrzał w kierunku pięknej, kutej ręcznie, żelaznej bramy ze złotym, dwugłowym orłem Romanowów u szczytu bramy.
- Dzisiaj już nie będziemy szli do Ermitażu. zwiedzimy go kiedy indziej. Juz prawie noc. Chodź, przespacerujemy się po nabrzeżach Newy. Iluminacja miasta od strony rzeki robi wrażenie - wyciągnął do niej dłoń i pomógł wstać. Strzepnęła dokładnie śnieg ze spodni i poszli.
- Widzisz? - Igor wskazał palcem duży, szary okręt zacumowany po drugiej stronie rzeki - To krążownik "Aurora", symbol Rewolucji Październikowej.
Sonia przez chwilę wpatrywała się w okręt, po czym powiedziała:
- Ale wiesz co, to smutne. Ja rozumiem, że można nie lubić cara, ale żeby tak od razu mordować córki? - Sonia nawiązała do tragicznych losów ostatnich Romanowów, rozstrzelanych podczas rewolucji - Bardzo mi ich żal...
- Wiem kotku - objął ją - Ale wtedy było inaczej. Nie mogli ich zostawić, bo zawsze musieliby liczyć się z tym, że ktoś

90




kiedyś będzie chciał wskrzesić carat i będzie miał kogo na tronie posadzić. Tam - wskazał palcem - Jest Twierdza Pietropawłowska i Sobór Św. Piotra i Pawła. Są tam ich groby. Tez tam pojedziemy. Teraz wracajmy. Nie chciałaś brać auta, a droga daleka - powiedział i poszli kierując się w stronę Newskiego Prospektu.
- Padam - powiedziała, kiedy stanęli przed wejściem do kamienicy - Idź, wezmę z auta przewodnik po Petersburgu, bo kupiłam.
Igor przytaknął i wszedł do środka, Sonia natomiast skierowała się do swojego Mini. Wsiadła do auta i otworzyła schowek, z którego wraz z przewodnikiem wypadła mała karteczka. Spojrzała. Była to karteczka, na której Siergiej zapisał jej swój numer telefonu. Chwilę myślała wpatrując się gdzieś w dal, po czym sięgnęła do torebki i wyjęła telefon. Zmieniła ustawienia tak, by jej numer nie był widoczny. Bała się, że jeśli Siergiej zobaczy kto dzwoni - nie odbierze. Wcisnęła ikonę połączenia. Już po dwóch sygnałach w słuchawce usłyszała jego spokojny głos:
- Słucham? - nie odpowiedziała - Słucham, kto mówi? - zapytał ponownie, ale Sonia milczała. Przez chwilę panowała cisza,

91




którą przerwał Siergiej - Sonia... To ty...Wiem, że to ty... Nie rób tego... Zapomnij o mnie - po tych słowach szybko zakończyła rozmowę, oparła głowę o kierownicę, a z oczu popłynęły jej łzy. Nagle usłyszała pukanie w szybę. Spojrzała i zobaczyła jakiegoś starszego mężczyznę z miotłą w dłoni. Najpewniej dozorca.
- Wszystko w porządku? - zapytał - Nic pani nie jest?
Szybko otarła łzy, schowała karteczkę z powrotem do schowka, wzięła przewodnik i wyszła z auta.
- Tak, w porządku. Nic mi nie jest - odparła krótko i poszła do domu.
Kiedy weszła do domu usłyszała szum wody w łazience. Domyśliła się, że Igor bierze prysznic. Wyjęła z kieszeni wizytówkę, która jej dał i sięgnęła po telefon.
- Lena? To ja, Sonia. Jestem w Petersburgu.
- Sonia! Super, jak ja się cieszę! - Lena nie kryła entuzjazmu - Kiedy się spotkamy?
- No właśnie w tej sprawie dzwonię. Jutro Igor ma spotkanie z klientem, a ja czas wolny. Może tak koło południa gdzieś na mieście?-
- Jasne, przyjadę po ciebie. Mam ci tyle do opowiedzenia.
- Dobra, a znam go? - Sonia głośno się roześmiała.
- Ty zawsze wiesz co chcę powiedzieć. Nie, nie znasz

92




go. Jutro ci opowiem.
- Wiesz, gdzie mieszkam?
- Tak, byłam u Igora służbowo kilka razy. To się pewnie dozorca zdziwi, że widzi u niego kolejną kobietę!
- Od przybytku głowa nie boli! - krzyknął Igor, który słyszał ostatnie słowa Leny.
- Igor! Ja ogłuchnę! - oburzyła się Sonia - Dobra - zwróciła się do Leny - Tak koło południa będę na ciebie czekała. Pa, słonko! - zakończyła rozmowę.
- To się jutro całe popołudnie naplotkujecie - powiedział wycierając ręcznikiem zmierzwione włosy. Drugi ręcznik mocno opinał mu biodra. Sonia posłała mu powłóczyste spojrzenie. Zawsze ją bardzo pociągał, a sex z nim był nieziemski. Uśmiechnął się jakby czytając w jej myślach.
- Wiem, co oznacza to spojrzenie - powiedział, a Sonia dostrzegła pod ręcznikiem jego erekcję.
- Naprawdę? - zapytała niewinnie spuszczając wzrok - A co oznacza? - zapytała i jednym ruchem zdjęła sweter - Bo ja nie wiem o czym mówisz - delikatnie i powoli zsunęła jedno ramiączko biustonosza - Ale proszę, wytłumacz mi - równie szybko opadło drugie - Jestem taka śpiąca - odwróciła się do niego plecami i podniosła gruby warkocz - Odepniesz? - zerknęła

93




na Igora znacząco. Powoli do niej podszedł i złożył pocałunek na jej szyi. Potem drugi i następny. Delikatnie rozpiął zapięcie biustonosza odsłaniając kształtne piersi.
- Jezu, jak ty na mnie działasz - wyszeptał - Uwielbiam się z tobą kochać - objął Sonię jedną ręką i przycisnął do siebie tak mocno, że aż jęknęła. Wsunął dłoń w jej spodnie - Chodź! Zrobimy to pod prysznicem!
Siergiej postawił przed Andriejem szklankę kwasu chlebowego.
- A więc nie chcą ugody?
- Nie - Andriej miał w oczach łzy - Tak mi tego chłopca żal. Całe życie pod górkę. A już myślałem, że mu los zrekompensuje to, co do tej pory przeszedł.
- Nie poddawaj się. Kiedy jest rozprawa?
- Pojutrze. Jego prawnik powiedział, że interesuje ich tylko kara bezwzględnego więzienia. Młody szczyl chcący się wykazać.
- Boże - Siergiej podszedł do okna - Jak tacy ludzie mogą potem spojrzeć w swoje odbicie w lustrze? Acha - powiedział jakby sobie o czymś przypomniał - Czukow u mnie był.
- Sierjoża, nie mów... - Andriej spojrzał na przyjaciela z obawą.
- Nie Andriusza, nie wrócę do nich. Nie martw się, będzie dobrze.
- Nina do mnie dzwoniła, pytała

94




o ciebie.
- Nie będę i nie chcę o niej rozmawiać. Dla mnie to zamknięty rozdział.
- Ona cię nadal kocha.
- To ma pecha. Niech wraca do tego, z kim mnie zdradziła. Ja jej już nie kocham.
Zapanowała cisza, po której Andriej powiedział:
- Chodź, poćwiczymy. Niedługo zawody. Musisz wygrać, jak zawsze - poklepał serdecznie przyjaciela po plecach.
- Poproszę dwie gorące czekolady i cztery rurki z kremem - Lena złożyła zamówienie. Była szczupłą szatynką o włosach do ramion, zielonych oczach i figlarnym spojrzeniu. Sonia poznała ją, kiedy Lena była na wycieczce we Wrocławiu. Nawet jakiś czas pomieszkiwała u Soni i jej rodziców. Jako, że była z Petersburga, Igor - na prośbę Soni - zatrudnił Lenę i tego nie żałował. Była jego asystentką, a jej profesjonalizm doceniał nie tylko on ale i współpracownicy. Teraz zaś cała trójka bardzo się przyjaźniła, Lena jednak do Igora zawsze miała dystans i respekt. Wiedziała, chyba jako jedyna, że Igor ma dwie twarze - czułą i ludzką w stosunku do Soni i ta mniej ciekawą - w sprawach zawodowych. Sonię jednak Lena traktowała niemalże jak siostrę, której nigdy nie miała. Kiedy kelnerka się

95




oddaliła powiedziała:
- Wiesz, Igor bardzo za tobą tęsknił. Dużo gadaliśmy - położyła dłoń na ręce Soni i konspiracyjnie powiedziała - Robił za mój kącik zwierzeń i porad sercowych.
- Nie wierzę! - Sonia wybuchnęła głośnym śmiechem zwracając uwagę innych gości restauracji - Nie mów mi tylko, że się w tej roli sprawdził?
- No niestety, rady dawał beznadziejne, ale miałam przynajmniej się gdzie wygadać. Mówił, że w drodze miałaś perypetie. Podobno Mini się rozkraczył?
- Mini jest nie do zdarcia - rzekła dumnie Sonia - Ale fakt, miałam trochę przygód - spojrzała w okno i na chwilę zamilkła - Powiem ci coś, ale obiecaj, że zostanie to między nami. Igor nie może się o tym dowiedzieć.
- Boże, jak to zabrzmiało. Oczywiście, przysięgam, będę milczeć jak grób.
- Bo wiesz, to że się Mini rozkraczył to prawda. Ale potem wersja, którą zna Igor i rzeczywistość idą każda w inną stronę.
- Brzmi ciekawie - Lena wzięła łyk przyniesionej przez kelnerkę czekolady zagryzając rurką z kremem.
- Igor wie, że nocowałam w hotelu na zadupiu czekając, aż mechanik naprawi mi auto. W rzeczywistości pomógł mi przypadkowo

96




poznany facet. Zabrał mnie do siebie, a auto zostawił u kolegi do naprawy.
- O matko... Nie bałaś się?
- Właśnie sama się zastanawiam jak to się stało, że nie spanikowałam. Chyba tylko dlatego, że zachorowałam i miałam bardzo wysoką gorączkę. Czułam się tak źle, że właściwie było mi już wszystko jedno. W hotelu szalały karaluchy więc prędzej zbudowałabym sobie igloo, niż tam wróciła.
- Wow! Jestem z ciebie dumna.
- Ale to jeszcze nie wszystko. Gdybyś go zobaczyła... - przed oczami Soni stanął Siergiej krzątający się po kuchni. Lena dostrzegła, że oczy przyjaciółki się zaszkliły.
- Sonia, czy ty... No wiesz...
- Nie - Sonia gwałtownie zaprzeczyła - Nie zdradziłam Igora, jeśli o to pytasz.
- Uff... - Lena odetchnęła z ulgą - Bo wiesz, on by tego chyba nie przeżył.
- Ale zbliżyliśmy się do siebie przez ten krótki czas. Były sytuacje.... Bardzo osobiste.
- Nie bardzo rozumiem. Jakie "sytuacje osobiste"?
- Widział mnie nago, spędziliśmy razem noc, ale przez przypadek... Żadnego seksu.
- Nago?!- Lena się zakrztusiła - A jakim cudem? Jesteś bardzo chaotyczna. Możesz bardziej konkretnie?
- Mówię ci, miałam

97




gorączkę, byłam półprzytomna. Zbijał gorączkę przez zimne kąpiele. Przebierał mnie bo sama nie byłam w stanie.
- No miło z jego strony, że tak troskliwie się tobą zajął.
- A teraz wisienka - Sonia uśmiechnęła się do Leny - On jest zawodnikiem MMA. Gdybyś go widziała...
- Naprawdę? Wiesz jak oni są zbudowani? Sam testosteron.
- On, Sierjoża, właśnie tak jest zbudowany.
- Widzę, że coś jednak jest na rzeczy? - Lena mimo lekkiego podejścia do życia, była dobra obserwatorką.
- Tak Lena. Jas o nim nie mogę zapomnieć. To nie tak, że nie kocham Igora ale czuję, że Siergiej jest mi bliski, niezbędny do życia, jak powietrze.
- Ale...?
- Ale on nie chce mnie widzieć. Wie, że mam narzeczonego i nie chce stawać pomiędzy nami. Zerwał ze mną kontakt. Nie chce mnie znać, rozumiesz? Mówi, żebym o nim zapomniała. Ale ja nie chcę, chcę go widywać.
- Czekaj, czekaj - przerwała jej Lena - To w końcu poszłaś z nim do łóżka czy nie? Bo nie nadążam. Tu mówisz, że do niczego nie doszło, a tu że chcesz go widywać. To weź się zdecyduj.
- Kiedyś zasnęliśmy oglądając film, a rano obudziłam się w jego ramionach. To było... To

98




było wspaniałe.
- Lena chwilę wpatrywała się w przyjaciółkę, po czym poważnie powiedziała:
- Wiesz co, nie obraź się, ale będę szczera. Czego ty chcesz? Chcesz mięć ich obu? Tego całego Siergieja i Igora? To podłość i straszny egoizm. Gdyby Igor to słyszał, co ja przed chwilą...
- Obiecałaś..
- Tak i dotrzymam obietnicy. Ale też widziałam, jak Igor za tobą tęsknił. To była przelotna fascynacja. Facet ma widać więcej zdrowego rozsądku niż ty. I do tego jeszcze zawodnik MMA. A jesteś pewna, że to nie jakiś kryminalista?
- Na pewno nie! - Sonia gwałtownie zaprzeczyła - On by nikogo nie skrzywdził! Gdybyś wiedziała jak się mną troskliwie zajął...
- Moja droga, to akurat mało trafiony argument. Tobą to chętnie zająłby się każdy facet, więc wiesz...
- Dobra, już ty mnie nie ściemniaj - Sonia uśmiechnęła się, ale poczuła się dotknięta uwagami Leny. Wiedziała jednak, że przyjaciółka ma sporo racji - Dobra, a teraz mów, co to za jeden, ten który ci skradł serce?
Andriej zacisnął zapięcia na rękawicach Siergieja.
- Dobra, gotowe. Ty też gotowy? - zwrócił się do szczupłego chłopaka czekającego na ringu, który

99




twierdząco pokiwał głową. Był wpatrzony, jak większość, w Siergieja jak w obraz. Był dla niego wzorem do naśladowania.
- Ja bardzo dziękuję, że mnie pan wziął. To wiele dla mnie znaczy - powiedział poważnie.
- Mam tylko nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i nie zmarnujesz sobie życia. Mama zdrowa?
- Tak, o wiele lepiej. Za te pieniądze, które i pan dał kupiłem jej lekarstwa. Dziękuję panu...
- Dobra, to koniec gadania i bierzmy się do roboty - to mówiąc wyprowadził uderzenie, które sięgnęło twarzy młodego chłopaka - No młody, nie możesz dać się zaskakiwać - roześmiał się. Kiedy skończyli z chłopaka pot lał się strumieniami.
- Ale mi pan dał wycisk - powiedział z trudem łapiąc oddech.
- Trzeba popracować nad twoimi nogami - powiedział Siergiej - Zajmiemy się tym jutro.
Andriej wytarł czoło przyjaciela - No to który następny?
Po pracowitym dniu Siergiej czuł znużenie. Poszedł do szatni, wziął duży ręcznik i poszedł pod prysznic. Strumień ciepłej wody działał kojąco na wyeksploatowane wysiłkiem fizycznym ciało. Zamknął oczy. Przed oczami stanęła mu Sonia. Chora, bezradna i blada. Leżąca w wannie i okryta

100




prześcieradłem. Była taka bezbronna i zdana na jego łaskę. Przyznał w duchu, że wykazała się kompletną bezmyślnością ruszając samotnie w taką podróż, do tego autem kompletnie nie przygotowanym do takich eskapad. Z drugiej jednak strony był pełen podziwu dla jej odwagi i wiary we własne możliwości. Nagle przeszył jego serce niepokój, gdy przypomniał sobie swoją reakcję, gdy go obudziła przynosząc śniadanie. Mógł ją przecież bardzo skrzywdzić. Ciężko westchnął.
- Kiedy wyjdziesz? - z zadumy wyrwało go pukanie w drzwi i głos Andrieja - Ktoś na ciebie czeka.
- Kto? - zapytał zakręcając wodę. Owinął ręcznik wokół bioder, wziął kosmetyczkę i otworzył drzwi - Co ty tu robisz? - zapytał na widok Niny.
Nina była kiedyś narzeczoną Siergieja. Znali się od bardzo dawna, była jego wielką miłością. Długonoga blondynka o jaskrawoniebieskich oczach przykuwała uwagę każdego mężczyzny i Nina była tego świadoma. Swoje "atuty" wykorzystywała we wszystkich możliwych sytuacjach. Siergiej nie potrafił jej niczego odmówić. Miała jednak trudny charakter. Bywała podła i bezlitosna, o czym Siergiej przekonał się

101




wielokrotnie. Miłość do niej przesłaniała mu zdrowy rozsądek. Chciał jej rzucić świat do stóp, spełniał każdą jej zachciankę. To przez nią i dla niej popełnił największy błąd swego życia - wstąpił do lokalnej grupy gangsterskiej. Jego postura zazwyczaj działała tak, że opór restauratorów, właścicieli różnych lokali, znacznie malał. Z jego aktywności w grupie Czukowa i profitów z niej płynących, najbardziej korzystała Nina. Jednak któregoś dnia Siergiej wrócił do domu wcześniej. Kupił w kwiaciarni wielki bukiet czerwonych róż i pobiegł do ukochanej. Kiedy tylko przekroczył próg ich wspólnego apartamentu przy Newskim Prospekcie, doznał szoku. Nina była pogrążona we śnie, z głową opartą o pierś innego mężczyzny. Doszło do bijatyki, awantury, zakończonej rozstaniem. Nie pomogły płacze, obietnice i przeprosiny ze strony Niny. Dla Siergieja wszystko się skończyło. Jego budowany mozolnie świat legł w gruzach. Planował wspólną przyszłość, dom, dzieci, a nawet ślub. Wszystko w jednej chwili runęło niczym domek z kart. Spakował swoje rzeczy w jedną walizkę, zostawił Ninie apartament i samochód. Szybko

102




pojął, że współpraca z Czukowem to był błąd. Ciężko było od niego odejść ale się udało. Po jakimś czasie kupił ziemię z dala od Petersburga i wybudował dom. Aktywnie rozwinął swoją karierę sportową, która przez pewien czas była jedynym źródłem jego dochodów. Po jakimś czasie stało się jednak oczywiste, że nie będzie w stanie z tych środków wykończyć domu i normalnie żyć. Przypadkiem spotkał znajomego maklera giełdowego i zainteresował się tym. Założył rachunek maklerski. Przy pomocy przyjaciela i za jego radami zaczął inwestować. Po jakimś czasie zaczął na tym zarabiać. Najpierw były to niewielkie kwoty, potem większe. Z czasem giełda stała się głównym źródłem jego dochodu. Zostawił przeszłość za sobą. Był gotów otworzyć nowy etap w swoim życiu, z dala od Niny i Czukowa.
- Po co przyszłaś? - zapytał nakładając koszulkę.
- Chciałam cię zobaczyć. Tęsknię...
- Nina, marnujesz tylko czas. I swój i mój. Nic z tego nie będzie.
- Ale byliśmy tacy szczęśliwi...
- Nina, juz dawno nie ma "nas". I myślę, że nie było długo przed tym, jak dowiedziałem się o twojej zdradzie.
- Sierjoża

103




- powiedziała czułym głosem - Spróbujmy jeszcze raz. Wiele par daje sobie druga szansę i udaje im się. Dlaczego także nam miałoby się nie udać?
- Udaje im się bo oni chcą. A ja już nie chcę. Zrozum - nachylił się i spojrzał jej w oczy z kamienną twarzą - Ja cię nie kocham. Ty już dla mnie nic nie znaczysz. Im szybciej to pojmiesz i zaakceptujesz tym lepiej dla ciebie. Tracisz czas...
- Nie wierzę! - krzyknęła ze złością - A może masz kogoś innego?!
- Nie mam nikogo i z nikim sie nie spotykam, jeśli o to ci chodzi. A teraz czy mogłabyś wyjść, bo chcę sie przebrać?
- Kiedyś nie przeszkadzało ci to, że cię takim widziałam.
- Masz rację. To było kiedyś, a teraz jest teraz - to mówiąc otworzył drzwi szatni i wypchnął Ninę brutalnie za drzwi - Do widzenia! - trzasnął drzwiami, które o mało nie wypadły z futryną. Nina usłyszała tylko przekręcanie klucza w zamku. Wiedziała, że nic tu po niej.
Siergiej ubrał się i wyszedł z szatni. Zwrócił się do Andrieja układającego ciężarki na stojaku:
- Jeśli jeszcze raz wpuścisz ją do mnie, odejdę stąd. Chcę o niej zapomnieć i nigdy nie oglądać.
- Ale Sierjoża, może ona

104




ma rację, może powinieneś jej dać drugą szansę? Może zrozumiała, że popełniła błąd?
- Andriej, mnie to już naprawdę nie interesuje. Może niektórzy faceci potrafią takie rzeczy zapomnieć, ale ja do nich nie należę. Dla mnie ona już nie istnieje - poklepał przyjaciela po plecach i skierował się do wyjścia.
Kiedy Sonia przekroczyła próg mieszkania, Igor juz na nią czekał. Siedział w łóżku, z laptopem na kolanach i coś zawzięcie pisał.
- O, jesteś kotku? - powiedział, kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
- Co robisz? - zapytała i rzuciła torebkę na łóżko.
- Szykuje dokumenty do jutrzejszej rozprawy.
- Tak? - skrzywiła się - A mieliśmy iść zwiedzać Ermitaż. Nie pójdziemy?
- Ależ skarbie, oczywiście że pójdziemy. Rozprawa jest na 11.00, a potem mamy dzień wolny. Spotkamy się gdzieś na mieście.
- A mogę iść z tobą?
- Ze mną? - nie krył zdziwienia - A po co?
- A tak, z ciekawości. To sprawa tego chłopaka, który chciał wyłudzić odszkodowanie?
- Tak, to ta sprawa. I naprawdę chce ci się iść? Interesuje cię, jak prowadzę sprawy?
Sonia odwiesiła kurtkę na wieszak i zdjęła buty. Opadła na łóżko,

105




spojrzała na Igora i powiedziała:
- Interesuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie. Pójdę z tobą, a potem razem pójdziemy do Ermitażu, ok?
- No jeśli tak chcesz, to proszę bardzo. Lena też będzie, więc i ją możemy zabrać.
- Super! - klasnęła w dłonie - Razem pójdziemy!
Igor zaparkował swojego czarnego mercedesa pod budynkiem sądu. Razem udali się pod salę rozpraw, gdzie czekała na nich Lena oraz rosły mężczyzna, około lat sześćdziesięciu, ubrany w nienagannie skrojony granatowy garnitur. Był łysawy i miał niewątpliwie lekką nadwagę. Pod pachą trzymał czarną aktówkę. Lena w szarej garsonce siedziała na krześle i przeglądała jakieś dokumenty.
- Wreszcie pan jest - powiedział mężczyzna, kiedy Igor podszedł do nich. Uścisnęli sobie dłonie.
- To moja narzeczona, Sonia - przedstawił ją - A to pan Aleksandr Pietrenko.
- Miło mi - Sonia się uśmiechnęła i podała mężczyźnie dłoń, którą ten szarmancko ucałował. Spojrzał na Igora i powiedział:
- Pan to ma szczęście. Taki skarb na wyłączność. Gdzie pan ją chował do tej pory?
- Sonia niedawno przyjechała do Rosji - odparł zdawkowo - Wróćmy do sprawy. Mówi pan

106




to, co wcześniej ustaliliśmy. Zadbam by nie był pan dręczony nachalnymi pytaniami.
- Niech pan pamięta - Pietrenko spojrzał Igorowi w oczy - Ten gówniarz ma siedzieć. Przekaz ma być jasny. Kto mi zajdzie za skórę, poniesie konsekwencje. Nie będzie mi tu jeden z drugim publicznie na ulicy pijaństwa zarzucał.
- Oczywiście, rozumiem. Nie musi mi pan o tym przypominać.
Chwilę czekali. Sonia z Leną podeszły do okna, z którego rozpościerał się piękny widok na pomnik Piotra I, którego koń wdeptywał w ziemię węża.
- Zobacz - powiedziała Sonia - Tu nawet zimą jest magicznie. To miasto jest niezwykłe.
- Tu jest zimno, nie magicznie - Lena zapięła szczelnie żakiet - O, już jest oskarżony - powiedziała na widok młodego, wystraszonego chłopca, zakutego w kajdanki. Soni zrobiło się go żal. Wyraźnie można było dostrzec, że jego rozpacz i łzy są szczere i nieudawane. Wróciły do Igora i Aleksandra. W pewnym momencie drzwi windy ponownie się rozsunęły. Wszyscy automatycznie zerknęli w ich kierunku. Sonia zamarła.
- Jezus Maria - wybełkotała i zbladła jak ściana.
- Sonia? Co ty tu robisz? - wyrwało się Siergiejowi. Wzrok Igora

107




spoczął najpierw na Siergieju, potem na Soni.
- Ty go znasz? - zapytał.
- Tak - wyszeptała nie odrywając wzroku od Siergieja - To on mi pomógł z samochodem.
Siergiej błyskawicznie ocenił sytuację. Pokojarzył fakty. Narzeczony Soni, prawnik, to Igor. Ten, który chce posłać Saszę do więzienia. Nie mógł pojąć, jak mogła związać się z kimś tak bez skrupułów jak on. Po chwili przyszło otrzeźwienie. Odwrócił się do nich plecami.
- To on ci auto naprawił? - Igor wyrwał Sonię z zamyślenia. Pokiwała głową. Chwilę myślał, po czym podszedł do Siergieja.
- Chciałem panu podziękować, za pomoc jaką okazał pan mojej narzeczonej. W obecnych czasach nie jest to takie powszechne - wyciągnął do Siergieja rękę, którą ten uścisnął - Może kiedyś będę się w stanie panu zrewanżować. W każdym razie jeszcze raz dziękuję.
Igor domyślił się, że Siergiej przyszedł to dla Saszy i najprawdopodobniej jest jego krewnym lub przyjacielem.
- Przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach - dodał na zakończenie.
- Soniu, to on, prawda? - zapytała Lena - To o nim mi opowiadałaś?
- Tak, ale co on tu robi? Może ten chłopak to jego

108




syn?
- Zgłupiałaś? - rzekła po namyśle Lena - Musiałby naprawdę wcześnie zaczynać. On jest gdzieś dopiero po trzydziestce. Tak myślę.
- Nie mam pojęcia.
Stały tak obie chwilę. Soni miała wrażenie, że nogi przyrosły jej do podłogi. Nie mogła od niego oderwać wzroku. Owszem, cieszyła się, że zobaczyła Siergieja ale okoliczności w jakich się to stało, nie były już tak optymistyczne. Nawet nie zauważyła, kiedy zostali wezwani do sali rozpraw.
- Poczekasz tu? - zagadnęła ją Lena - Sonia, słyszysz? - potrzasnęła przyjaciółką - Oprzytomnij! Igor tu jest!
- Tak, tak. Oczywiście, poczekam...
- Dobra, lecę, to nie potrwa długo.
Korytarz opustoszał. Sonia podeszła do okna i spojrzała na pomnik Piotra I.
- Może powinnam wymazać obraz Siergieja ze swojej pamięci? - myślała - Może Lena ma więcej racji niż mi się wydaje? Czemu, kiedy zawołał moje imię, serce zaczęło mi bić jak oszalałe? Czy to jakiś znak? Czy to jest normalne? Jak mam nazwać to, co do niego czuję? Przecież kocham Igora. Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie?
Wpatrywała się w białe zaspy śniegu za oknem i turystów, którym niestraszne były

109




rosyjskie zimy, robiących sobie zdjęcia przy pomniku. Z zadumy wyrwały ją krzyki dochodzące z sali rozpraw. Kiedy do nich podeszła, te z impetem się otworzyły. Aleksandr wypadł z sali jak burza. Na jego twarzy malowała się wściekłość. Zatrzymał się, a jego wzrok spoczął na Soni.
- Pani narzeczony... - wziął wdech po czym dodał - On jest skończony! Ja mu nie daruję, a pani współczuję! - odwrócił się na pięcie i poszedł do windy, której drzwi niczym bramy sezamu, jak na zawołanie się rozsunęły. Sonia stała osłupiała. Nie bardzo wiedziała czego była świadkiem. Z sali wyszli Igor i Lena. Igor, w przeciwieństwie do swojego, zapewne byłego już klienta, wydawał się oazą spokoju. Jednak Sonia nie dała się zwieźć pozorom. Znała Igora i wiedziała, że za ta kamienną twarzą kryją się wszystkie negatywne emocje.
- Igor, co tam się stało? Czego on był taki wściekły? On mówił, że jesteś skończony.
Igor układał dokumenty w brązowej, skórzanej aktówce.
- Igor, mówię do ciebie!
- Kotku - odparł spokojnie i z uśmiechem - Nieważne, nie zaprzątaj sobie tym głowy. Wszystko jest w porządku. Choć, idziemy zwiedzać

110




Ermitaż. Mieliśmy to dzisiaj zrobić - wziął w jedną rękę aktówkę, a drugą dłoń Soni. Wyrwała rękę z uścisku.
- Nie traktuj mnie jak idiotkę!
- Nie traktuję cię tak i wiesz o tym. Powiedziałem ci, że nic się nie stało i temat zamknięty.
- Mówił, że jesteś skończony.
- Wiesz mi skarbie, on nie jest w stanie mi zaszkodzić - odparł pewnie, spoglądając Soni głęboko w oczy.
- Skazali tego chłopaka? - zapytała.
- Tak, ale dostał wyrok w zawieszeniu.
- To znaczy, że nie pójdzie do więzienia?
- Nie, nie pójdzie. Możemy już iść? - Igor wierzył, że Sonia wreszcie odpuści. Mylił się.
- To znaczy, że był w końcu winny czy nie?
- A jakie to teraz ma znaczenie?! Jest po sprawie, temat zamknięty. Ja chciałbym już stąd iść!
- Był winny czy nie? Odpowiedz mi? - zapytała cicho, niemalże szeptem, ale stanowczo.
Igor spojrzał w okno, w które niedawno spoglądała Sonia. Chwilę myślał, po czym nie odwracając od niego wzroku zapytał:
- A co, jeśli był niewinny?
Sonia pobladła. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Wzięła głęboki wdech i powiedziała nie kryjąc oburzenia:
- Więc gotowy byłeś posłać za kratki to biedne

111




dziecko, ze świadomością, że jest niewinny?
Nie mogła uwierzyć, że byłby do tego zdolny. Według niej była to podłość, do której Igor nigdy by się nie posunął.
- Kochanie... - Igor chciał coś odpowiedzieć gdy usłyszał za sobą głos Siergieja:
- Dziękuje panu. W imieniu swoim i Saszy.
- Nie ma za co. Teraz jesteśmy kwita. Do widzenia - Igor nie miał ochoty na dalszą konwersację. Wzrok Siergieja na chwilę zatrzymał się na Soni.
- Do widzenia - odparł i poszedł obejmując uśmiechniętego Saszę. Kiedy drzwi winy zamknęły się za nimi, zapytała:
- Dla mnie to zrobiłeś, prawda? Nie dlatego, że chciałeś sprawiedliwości ale dlatego, żeby spłacić dług wdzięczności? Gdyby nie to, ten chłopak poszedłby siedzieć, prawda? - czuła jak narasta w niej gniew.
- No i co z tego?! - Igor stracił cierpliwość - Tak, zrobiłem to za to, że ci pomógł, co w tym złego? Zrewanżowałem się i też mu pomogłem! To jakiś jego znajomy czy wychowanek.
- Ale tobie nie chodziło o sprawiedliwość! Życie i przyszłość tego chłopaka nie miały dla ciebie znaczenia! Gdyby Siergiej mi nie pomógł, niewinny człowiek trafiłby do więzienia, nie

112




rozumiesz tego? Co się z tobą stało?! Nigdy taki nie byłeś!
Igor nachylił się do Soni i wycedził przez zęby:
- Czego ty, kurwa, chcesz? Tak tu wygląda sprawiedliwość. Gdybym ja nie wziął tej sprawy, wziąłby ją kto inny. I tam nie byłoby takiego jak ja i takiej jak ty, a ten chłopak dzisiaj poszedłby nie do domu ale za kratki, rozumiesz?! Sprawiedliwości stało się zadość, więc powinnaś się cieszyć, a nie analizować wszystko jak jakiś pieprzony filozof!
Sonia stała z otwartymi ustami zszokowana i osłupiała, nie wierząc w to co usłyszała. Jeszcze nigdy nie doszło pomiędzy nimi do tak poważnej wymiany zdań.
- Idziesz? - zapytał rzeczowo.
- Idę - powiedziała i poszła w kierunku windy, nawet nie patrząc na Igora.
- Poczekajcie na mnie! - Lena wskoczyła w ostatniej chwili, nim drzwi windy się zamknęły.
- Gdzieś ty była? - zapytał Igor z nutą irytacji w głosie - Idziesz z nami do Ermitażu?
- Ja chcę do domu - odezwała się szybko Sonia, zanim Lena udzieliła odpowiedzi.
- Dobrze - powiedział Igor - Zawiozę was do wybranej knajpy, a sam wrócę do domu. Spojrzał na Sonię.
- Znam cię - spojrzał na zegarek - Godzina młoda. Tu

113




niedaleko jest dobra restauracja, mają świetną pizzę. Pasuje? - spojrzał na Sonię.
- Pasuje.
Czuła się pokonana. Znała Igora ale on także doskonale wiedział, jak z nią postępować. Spuściła głowę w geście kapitulacji.
- Sałatka grecka i pieczywo tostowe dwa razy - Sonia odłożyła kartę, a gdy kelner się oddalił dodała - Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że on tak postąpił. Byłaś tam, co się wydarzyło?
- Wiesz co, widziałam tylko, jak Igor nachylił się do Pietrenki i coś mu powiedział. Tamten najpierw pobladł, a potem zrobił się czerwony jak burak, zacisnął zęby ale nic nie powiedział.
- I nie słyszałaś co powiedział Igor?
- Nie. Właśnie nie wiem. Ale to musiało być coś ważnego, skoro Pietrenko nic nie powiedział, kiedy sędzia ogłaszał wyrok w zawieszeniu.
- Nie wiem co w niego wstąpiło. Kiedyś w życiu by tak nie postąpił. Nie broniłby kogoś, o kim wiedziałby, że jest winny, ani nie żądał wyroku dla kogoś, kto jest niewinny.
Lena bacznie obserwowała przyjaciółkę. Po chwili namysłu powiedziała:
- Nie obraź się, ale mi się wydaje, że to wszystko wyolbrzymiasz. Owszem, też bym nie była

114




uszczęśliwiona takim obrotem spraw ale trochę histeryzujesz. Igor miał rację, tu jest inaczej. Masz głowę pełną ideałów, ale to jest życie. I twoje obrażanie się nic nie zmieni. Nie chodzi mi o to, żeby cię krytykować, ale uzmysłowić jak to tutaj wygląda. No takie są realia. A poza tym odnoszę wrażenie, że szukasz pretekstu by się zobaczyć z tym całym Siergiejem.
- Nieprawda! - Sonia gwałtownie zaprzeczyła.
- Nie wiem jaka jest prawda, bo tylko ty ją znasz. Ale czasem zastanów się czy twoja ocena nie jest zbyt surowa i czy nie krzywdzisz kogoś. Bo, według mnie, dzisiaj przesadziłaś. Ja z nim rozmawiałam...
- Z kim? Z Igorem?
- Nie. Z Siergiejem.
- Z Siergiejem? - Sonia wyraźnie się ożywiła.
- Widzisz sama, jak na niego reagujesz. Ja cię tylko proszę o jedno. Bądź z Igorem szczera. Jeśli nie będziesz chciała z nim być, to mu to po prostu powiedz. On nie zasłużył na bycie oszukiwanym.
- Co ty bredzisz?! - Sonia wybuchnęła - Ja go nie oszukuję! Kocham Igora, ale trudno mi pewne rzeczy pojąć!
- Rozumiem..- Lena zamieszała łyżeczką swoją zieloną herbatę i wyjęła torebkę.
Sonia położyła rękę na dłoni

115




przyjaciółki.
- Lena, ja cię przepraszam za to, co powiedziałam. Zachowałam się jak świnia. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Wybacz mi...
- W porządku, zapomnijmy o tym.
- Ermitażu też mi się już nie chce zwiedzać. Nie dzisiaj.
- No to może jakieś zakupy?
- Czekaj - Sonia zaczęła wyciągać na stół zawartość torebki - Sprawdzę czy mam ze sobą kartę do konta Igora - Mam! - z dumą pokazała Lenie kartę. Mogły się teraz zrelaksować, bo zakupy zawsze sprawiały im przyjemność. Kiedy Sonia, obładowana torbami, wróciła do domu, panował w nim całkowity mrok.
- Co do diabła? Gdzie Igor? - pomyślała i włączyła światło. Aż podskoczyła na widok siedzącego w fotelu narzeczonego. Był pogrążony w myślach, wpatrując się w mrok panujący za oknem, rozjaśniony milionami gwiazd na bezchmurnym, nocnym niebie.
- To, co dzisiaj się wydarzyło nie daje mi spokoju. Przepraszam cię, że straciłem panowanie nad sobą. Nerwy mnie poniosły. To stres.
Sonia podeszła i oplotła rękoma jego szyję, usiadła mu na kolanach i przytuliła.
- Wiem, ja też przesadziłam. Tez nie jestem bez winy. Nie wiem dlaczego się tak zachowałam. Daj mi trochę czasu

116




na poznanie życia tutaj.
- Co tylko zechcesz - objął ją czule. Usłyszała westchnienie ulgi wydobywające się z piersi Igora.

     
c.d.n.

117




Wyrazy: Znaki: