Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wyprawa do Petersburgaikonka kopiowania

Autor: Mroffka twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Sonia zatrzymała auto na stacji benzynowej. Czuła przejmujące zimno. Klimatyzacja popsuła się kilkadziesiąt kilometrów temu. Zaczęło do niej boleśnie docierać, że wycieczka samochodowa zimą po bezdrożach Rosji była pomysłem - delikatnie mówiąc - nienajlepszym. Jednak było już za późno. Jej ukochany Mini Morris był u kresu sił. Sonia łudziła się jednak, że jakimś cudem dociągnie do Petersburga. Chciała w to wierzyć. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Podjechała do dystrybutora, zawinęła szczelnie szalik i wysiadła z auta. W twarz uderzyła ją fala zimnego powietrza. Termometr w samochodzie wskazywał temperaturę na zewnątrz -20 stopni. Wzięła wąż jedną ręką, drugą usiłowała odkręcić wlew paliwa. Niestety, korek ani myślał puścić. Mimo jej starań, wściekłości i włożonej siły, korek to starcie wygrał. Oparła zrezygnowana głowę o samochód. Czuła się tak bardzo bezsilna. Jej narzeczony Igor miał czekać w Petersburgu. Wielokrotnie usiłowała się do niego dodzwonić, jednak bez skutku. Jego telefon był wyłączony. Za każdym razem od razu odzywała się automatyczna sekretarka. Spojrzała na obskurny budynek

1




stacji. Dostrzegła mężczyznę przyglądającego się jej z ciekawością - stał za ladą, był więc bez wątpienia pracownikiem stacji. Jego czerwona, pyzata twarz zdradzała, że niewątpliwie był koneserem rosyjskiego samogonu.
- Co za obleśny typ - pomyślała i skrzywiła się. Weszła do środka i podeszła do lady. Mężczyzna wyglądał na jakieś 60 lat, był łysawy i odpychający.
- Odmrażacz jakiś pan ma? - zapytała bezbłędnym rosyjskim. Była wdzięczna nauczycielce rosyjskiego w liceum, która była surowa i wymagająca. Dzięki temu Sonia tak dobrze władała tym językiem. Dodatkową motywacją był Igor, z pochodzenia Rosjanin. Poznali się w jakimś klubie studenckim. Byli ze sobą już dwa lata, od kilku miesięcy była jego narzeczoną. Teraz Igor był gdzieś w Petersburgu, a ona nie miała z nim kontaktu.
- Do szyb? - zapytał sprzedawca ale zaraz dodał z lekceważącym uśmiechem - A kto tu używa odmrażaczy? Pani, żadne zachodnie świństwo nie złamie rosyjskiej zimy. My tu mamy swoje sposoby.
Sonia doskonale zdawała sobie sprawę, że tegoroczna zima była wyjątkowo mroźna. Tak niskie temperatury nie zdarzały się często, nawet w tym

2




rejonie Rosji. Zaczęła dochodzić do wniosku, że los jej nie sprzyja i generalnie ma pecha.
- Jakie sposoby? - zapytała z nadzieją
- A poskrob sobie pani trochę! - roześmiał się wulgarnie
- Cham! - wykrzyknęła i skierowała się energicznie do wyjścia. Wyhamowała jednak przed drzwiami. Musiała schować swoją dumę do kieszeni. Wizja nocy w aucie i brak perspektyw na ratunek zrobiły swoje. Wróciła do sprzedawcy wpatrującego się w nią triumfalnym wzrokiem. Udała, że tego nie widzi.
- A mechanik tu gdzieś jest?
- Pani, niedziela jutro, teraz już noc, to skąd ja pani wezmę mechanika?
- Jak to? - zawołała desperacko - To kto wam auta naprawia? Nie uwierzę, że wam się nie psują!
- Psują ale nasze zazwyczaj sami naprawiamy. To nie to co te wasze zachodnie cuda techniki - wskazał gestem na jej nowego Mini Morrisa, prezent od Igora. Chciał jej kupić większe auto ale uparła się na to, gdyż wydawało jej się bardzo kobiece, a że produkowane przez koncern BMW, w mniemaniu Soni - nie do zajechania. Pożałowała swojej decyzji ale teraz już żal niczego nie zmieni. Pokładała w tym aucie takie nadzieje, które z każdą chwilą okazywały się coraz

3




mniej realne. Nagle zauważyła, że na staje wjechało inne auto. Było znacznie większe od jej "popielniczki", jak miał w zwyczaju nazywać go Igor. Łańcuchy na kołach świadczyły, że niestraszne są właścicielowi zimowe bezdroża Rosji. Przednik zderzak był wzmocniony i zabezpieczony kratą. Z tyłu widniało koło zapasowe, na dachu połyskiwały dodatkowe reflektory. Auto rzeczywiście zrobiło na Soni wrażenie.
- O, takie auto jakby pani miała to nie byłoby problemu. UAZ patriot, co rosyjskie to na nasze drogi najlepsze - powiedział z dumą sprzedawca.
Stała i wpatrywała się niemo w ten rosyjski cud techniki. Nawet nie dostrzegła, kiedy Wołgi i inne poszły już na emeryturę. Z auta wysiadł kierowca, który na Soni zrobił wrażenie nie mniejsze niż samo auto. Miał - w jej ocenie - jakieś dwa metry wzrostu, potężną budowę, wyglądał na jakieś 32 - 36 lat. Niewątpliwie trenował kulturystykę, o czym świadczyły wyjątkowo szerokie ramiona, których nie zdołała ukryć luźna kurtka, zakończona u dołu ściągaczem. Do tego spodnie w kolorze khaki i buty na grubej podeszwie sięgające połowy łydki. Na głowie miał typową

4




rosyjską czapkę - uszatkę. Wąsy i broda dopełniały całości wizerunku. Sonia pomyślała, że spotkanie kogoś takiego w ciemnym zaułku u wielu wywołałoby atak serca. Mężczyzna zatankował i wszedł do środka. Zrobiła mu miejsce przy ladzie, nieświadomie wpatrując się w niego niczym przysłowiowa sroka w gnat, co nie uszło uwadze zainteresowanego.
- Czemu mi się pani tak przygląda? - zapytał i uśmiechnął się serdecznie. Zauważyła, że mimo nietypowego wyglądu ma wyjątkowo ciepłe spojrzenie - Brudny jestem czy co?
- Przepraszam - burknęła tylko.
Kiedy sprzedawca wydał resztę powiedział
- Sierjoża, pani popsuło się auto - wskazał gestem Mini - I nie wie co robić. Nie uwierzysz, szuka mechanika! - wybuchnął głośnym śmiechem. Sonia zacisnęła tylko zęby. Czuła jak narasta w niej gniew. Odwróciła się na pięcie, zostawiając obu mężczyzn. Wróciła i z powrotem wsiadła do auta.
- Co za bezczelny cham, granatem od pługa oderwany! - krzyknęła i uderzyła pięścią w kierownicę dając upust swojej frustracji. Oparła bezradnie czoło o kierownicę, zamknęła oczy
- Myśl, myśl... - mówiła do siebie. Nagle usłyszała pukanie w

5




szybę. Spojrzała i zobaczyła uśmiechniętą twarz brodacza. Spróbowała uchylić szybę ale na próżno. Otworzyła drzwi i wysiadła z auta
- Czego pan chce? - rzuciła - Jak się pośmiać, to proszę sobie darować
- Nie chcę się z pani śmiać. Chciałbym za to pomóc. Co się stało? Misza mówił, że pytała pani o odmrażacz.
W tym momencie cała kumulowana w Soni złość, frustracja i poczucie bezsilności wzięły górę i dały o sobie znać z całą mocą
- Wie pan co - spojrzała na niego - Sama sobie poradzę! Nie potrzebuję niczyjej łaski! Dałam radę do tej pory to i teraz wyjdę z tego cało! - odwróciła się, wsiadła do auta. Już miała zatrzasnąć drzwi ale je przytrzymał
- Niech pani poczeka - wyjął z kieszeni kawałek kartki i długopis. Coś na niej napisał i podał Soni - To jest mój numer telefonu - powiedział - Doceniam i szanuję pani wiarę we własne możliwości i mam nadzieję, że rzeczywiście sobie pani poradzi. Ale jest też możliwość, że będzie inaczej. Proszę to wziąć i dzwonić. Zapewniam, że niewiele osób w tej mieścinie będzie pani w stanie pomóc.
- A pan tu nie mieszka? - zapytała z dezaprobatą
- Nie. Ja

6




mieszkam gdzie indziej
- Dobrze - wzięła kartkę - A teraz pan wybaczy, zimno mi - zamknęła głośno drzwi. Mężczyzna chwilę jeszcze stał, jakby nie wierząc, że tak go potraktowała. Wrócił w końcu do swojego auta i odjechał. Sonia spojrzała na karteczkę. Przez chwilę myślała czy jej nie wyrzucić. Schowała ją jednak do skrytki w samochodzie.
- Nic, trzeba spróbować dojechać chociaż do hotelu - pomyślała, gdyż przypomniała sobie że niedaleko widziała budynek z napisem "hotel". Co prawda nie wyglądał zachęcająco ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Spróbowała uruchomić silnik ale usłyszała tylko rzężenie zamiast spokojnego, cichego szumu, który towarzyszył sprawnej pracy silnika jej auta. Spróbowała po raz kolejny ale bez skutku.
- O kurwa - powiedziała do siebie - Teraz to już pozamiatane...
Nie byłaby sobą gdyby się teraz poddała. Zawsze walczyła do końca
- No nic, będę się tym musiała jutro zająć - energicznie wysiadła z samochodu, wzięła niewielki plecak zastępujący jej w drodze torebkę. Podeszła do bagażnika chcąc wyjąć torbę. Po chwili jednak stwierdziła, że nie ma szans

7




na jego otwarcie. Już nie miała nawet siły by się złościć. Poszła do sklepu na stacji. Zobaczyła jak sprzedawca układa gazety na stojaku
- Pytanie mam - powiedziała bezceremonialnie. Sprzedawca spojrzał na nią zdziwiony
- To niech pani pyta - odłożył na chwilę gazety
- Czy jak zostawię tam auto - wskazała palcem mini - To rano je tu znajdę?
- A to to nie wiem - uśmiechnął się z politowaniem ale po chwili dodał - Niech się pani już nie denerwuje, przypilnuję go do jutra. Juz nie jesteśmy tacy źli jak pani myśli
- Ja nic takiego nie powiedziałam! - gwałtownie zaprzeczyła. Odniosła wrażenie, że sprzedawca chce zakopać "topór wojenny". Już miała odejść, gdy przypomniała sobie o czymś - Mam jeszcze jedno pytanie - sprzedawca spojrzał na nią wyczekująco - Czy... czy ten mężczyzna, ten Siergiej... czy jemu można ufać?
- A o co chodzi? Bo jeśli mnie pani pyta czy czułbym się bezpieczny gdyby obiecał mi ochronę domu to pani powiem, że drogocenne rzeczy mógłbym zostawić na stole - Sonia poczuła ulgę ale sprzedawca kontynuował - Ale jeśli mnie pani pyta czy powierzyłbym mu córkę... raczej wątpię... - tym razem

8




poczuła suchość w gardle
- Dobrze, dziękuję - powiedziała drżącym głosem - Tyle mi wystarczy, do widzenia.
Wyszła na zewnątrz i rozejrzała się. W oddali zobaczyła zielonkawy, zaniedbany budynek z napisem "Hotel". To znaczy domyśliła się, że jest to hotel, gdyż dwóch ostatnich liter nie było. Najpewniej żarówki także miały problem z przetrwaniem rosyjskiej zimy. Weszła do auta i zaczęła przepychać się na tylne siedzenie. Wymagało to wyjątkowej akrobacji, gdyż przebicie się między siedzeniami tak małego auta w grubej, puchowej kurtce nie było rzeczą łatwą. Kiedy wreszcie odchyliła siedzenie, wymacała swoją torbę, otworzyła ją i wyjęła kilka rzeczy, które były najbliżej w zasięgu jej ręki. Nie było tego dużo ale zawsze będzie się miała w co przebrać w hotelu. Udało jej się także wygrzebać nieduży ręcznik. Przynajmniej tu poszło po myśli Soni. Po pół godzinie doczłapała się do hotelu. Pchnęła drewniane ciężkie drzwi i weszła do środka. Wnętrze holu było dość obszerne, ściany pomalowano na kolor beżowy, tzn. taki się wydawał. Trudno było orzec czy to kolor czy brud. Żyrandol rzucał blade

9




światło na przestronny hol. Sonia podeszła do pochłoniętego lekturą recepcjonisty.
- Dzień dobry, chciałam wynająć pokój
- Dzień dobry - wstał i uśmiechnął się. Miał jakieś 20 lat i wydawał się miły - Jedno czy dwuosobowy?
- Jedno. Tylko dla mnie
- Oczywiście - odwrócił się i zdjął z tablicy klucz z kawałkiem oszlifowanego drewna i wypalonym na nim numerem - Proszę za mną, zaprowadzę panią - to mówiąc wyszedł zza lady i skierował w stronę schodów. Wzięła swoje bagaże i posłusznie za nim podreptała. Zauważyła też, że na tablicy wisiało wiele kluczy, co świadczyło o tym, że hotel aktualnie nie miał wielu mieszkańców. Pokój znajdował się na pierwszym piętrze. Na korytarzu, co jakiś czas, kinkiety przymocowane do ścian rzucały smugi światła na wąski korytarz wyłożony brązowo - bordowym chodnikiem, mającym już dawno za sobą lata świetności. Z pewnością pamiętał czasy Gorbaczowa.
- Proszę, tu jest pani pokój - przekręcił klucz i pchnął drzwi, które głośno zaskrzypiały. Sonia niepewnym krokiem przekroczyła próg. Wszedł za nią i zapalił światło.
- Gdyby jeszcze pani czegoś potrzebowała

10




proszę dać znać - spojrzał na nią przepraszająco.
- Dobrze, ale myślę, że niczego więcej mi nie będzie potrzeba
- To dobranoc - powiedział i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Sonia rozejrzała się po pokoju. Był nieduży, w rogu stał mały, okrągły stolik przykryty białą, grubą serwetą mającą ukryć obskubany blat. Łóżko stojące przy przeciwległej ścianie było starannie pościelone. Pod sztywnym kocem zobaczyła wykrochmaloną na sztywno pościel. O ile wyglądała nawet przyzwoicie, o tyle koc przywodził jej na myśl te, które widziała kiedyś w jakiejś noclegowni. Jednak teraz nie miała wyboru. Zapaliła lampkę przy łóżku. Usiadła na nim chwile się zastanawiając, po czym opadła na łóżko.
- Muszę jutro znaleźć kogoś, kto naprawi mi auto - powiedziała do siebie i przetarła dłonią zmęczone oczy - Cholera, pieniądze mi się kończą. Gdzie ja na tym zadupiu znajdę bankomat? - sięgnęła do torebki i wyjęła telefon. Z nadzieją wybrała numer Igora. Kiedy od razu włączyła się sekretarka, nie wytrzymała
- Co jest, do jasnej cholery?! Gdzie on się kurwa szlaja?! - rzuciła ze złością telefon na łóżko.

11




Leżała tak jeszcze chwilę, po czym wstała i zaczęła rozpakowywać bagaże. Wzięła ręcznik i niewielką kosmetyczkę. Na korytarzu zauważyła wspólną łazienkę. Kiedy do niej weszła jej oczom ukazał się widok, delikatnie mówiąc, porażający. Kafelki na ścianach były popękane i pomalowane ostrą turkusową farbą. Na podłodze nie było kafelek ale zwykły beton szarego koloru.
- Masakra - powiedziała i położyła ręcznik na blacie obok zlewu. Spojrzała w pęknięte lustro. Była blada, niewyspana, z podkrążonymi oczyma i do tego głodna. Teraz, kiedy emocje zaczynały opadać, poczuła jak bardzo doskwiera jej głód. Uświadomiła sobie, że niedługo będzie północ. Wyjęła z kosmetyczki mydelniczkę. Mimowolnie spojrzała na zlew i zobaczyła na nim czarny punkt, który szybko zniknął
- Jezu, mam halucynacje - pomyślała - Jestem przemęczona, muszę odpocząć - wyjęła mydło, odsunęła kotarę prysznica i aż podskoczyła.
- Jezu! - krzyknęła, podczas gdy kilkanaście karaluchów rozpierzchło się we wszystkich kierunkach - Karaluchy!! - wskoczyła z powrotem w klapki, złapała kosmetyczkę, ręcznik i wybiegła z łazienki. Zbiegła do

12




recepcji, gdzie recepcjonista oglądał na rozlatującym się telewizorze jakiś film.
- W łazience są karaluchy! - krzyknęła
- No wiem, mamy z nimi ostatnio trochę problemów - recepcjonista zupełnie się jej informacją nie przejął
- No ale skoro w łazience są to i w pokojach będą! - Sonia była co najmniej zdziwiona jego niewzruszoną postawą
- No tak, ale niech się pani nie martwi, w pokojach jest ich znacznie mniej
- Więc w pokojach wiecie, że też są? - Sonia zapytała z niedowierzaniem
- No tak... - odparł z wyraźną niechęcią
Nie czekając na to co jeszcze mogła usłyszeć, Sonia pobiegła do pokoju i zaczęła się pakować. Wrzucała do torby rzeczy wszystko dokładnie oglądając by nie zapakować sobie jakiegoś "pasażera na gapę". Ubrała się niedbale i szybko zbiegła na dół.
- Panie, masz pan tu sto rubli. Za ten czas, który u was spędziłam wystarczy - to mówiąc rzuciła recepcjoniście banknot i pobiegła w kierunku drzwi.
- Ale proszę pani, jest noc, gdzie pani pójdzie? - usłyszała za sobą wyraźnie zmartwiony głos recepcjonisty, ale go nie słuchała. Po kolejnej półgodzinie dotarła z powrotem do auta.

13




Szarpnęła przymarzniętymi drzwiami z trudem je otwierając. Przecisnęła się na tylne siedzenie, nie rozbierając z kurtki owinęła kocem, przytuliła niedużą poduszeczkę, jaką zawsze woziła w aucie i zasnęła. Śniło jej się, że idzie po śniegu w nieznanym kierunku, a wokół ciemny las i żywego ducha. Wydawało jej się, że w oddali słyszy wycie wilków. Nie wiadomo dlaczego weszła do lasu, gdzie rzeczywiście zobaczyła ich błyszczące oczy.
- Jezu! - krzyknęła i zerwała się z siedzenia boleśnie uderzając głową o sufit. Była zlana potem i roztrzęsiona. Przez moment nie wiedziała gdzie jest. Powoli przychodziło otrzeźwienie. Uświadomiła sobie, że ma dreszcze. Źle się czuła, a podświadomość podpowiadała, że ma gorączkę. Spojrzała na zegarek. Dochodziła trzecia w nocy. Opadła na siedzenie, poczuła całą beznadziejność sytuacji. Rozpłakała się.
- Nie mam wyboru... - szlochała. Po chwili wytarła łzy i sięgnęła do schowka, z którego wyciągnęła karteczkę z numerem brodacza.
- Mam tylko nadzieję, że się nie wkurzy i mnie nie oleje, bo wtedy to już kaplica - wytarła rękawem nos, sięgnęła po telefon i wybrała

14




numer. Po chwili usłyszała w słuchawce szorstki, zaspany męski głos
- Tak, słucham...
- To ja - powiedziała i urwała, gdyż uświadomiła sobie, że nie zna nawet jej imienia - Dał mi pan swój numer jakbym potrzebowała pomocy - wzięła głęboki wdech i dodała - No i właśnie potrzebuję.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Przez chwilę przebiegł jej przez myśl, że zaraz się rozłączy, a ona zostanie z niczym.
- Gdzie pani teraz jest? - zapytał
- W samochodzie, na stacji
- Nadal? - w jego głosie Sonia usłyszała zdziwienie - Nie była pani w hotelu? Tam niedaleko jest...
- Byłam - przerwała mu - Ale uciekłam, kiedy zorientowałam się, że nie jestem w pokoju sama
- Karaluchy? Boi się ich pani?
- Tak - odparła zirytowana - To pomoże mi pan czy nie?
- Dobrze, pomogę. Musi mi pani dać jakąś godzinę, może półtorej
- Tak długo? - wyrwało jej się
- Proszę pani, ja mam do wioski jakieś 40 km wątpliwej jakości drogami, do tego nocą...
- Przepraszam, oczywiście. Będę czekała. I tak nigdzie się nie wybieram
- Dobrze, juz się ubieram i po panią jadę - zakończył rozmowę.
- Po mnie? - zdziwiła się - A gdzie on chce mnie zabrać? -

15




przypomniała sobie słowa pracownika stacji o córce i poczuła lęk. Zaczęła się zastanawiać czy poproszenie go o pomoc nie było błędem. Postanowiła jednak zaryzykować. Nie widziała innego wyjścia.
- Igor, niech ja cię tylko dostanę w swoje ręce - pomyślała i poczuła narastający gniew. Obwiniała go za to w jakiej sytuacji się znalazła. Siedziała skulona na tylnym siedzeniu i rozmyślała. Przypomniała sobie jak planowali całą wyprawę. Igor był od półtora roku w Petersburgu. Ona musiała zdać wszystkie egzaminy sesji zimowej i miała dołączyć do niego. Zaproponowała, że przyjedzie swoim autem - kilkunastoletnim garbusem ale zdecydowanie zaprotestował. Chciał jej kupić jakieś porządne auto ale uparła się na Mini Morrisa, do którego zapałała miłością od pierwszego wejrzenia. Igor nie był zachwycony, gdyż uważał to auto za niewystarczające, ale w końcu uległ Soni. Wszytko szło dobrze ale jakieś dwa dni temu zatankowała paliwo na jakiejś podrzędnej stacji i od tej pory nic już nie było tak, jak powinno. Silnik pracował bardzo nierówno i czasem gasł. Uznała, że jeśli dotankuje dobre paliwo to wszystko wróci do normy.

16




Skoncentrowała się na szukaniu stacji i gdzieś musiała zboczyć z planu podróży, gdyż wszystko już szło nie tak. Na tę stację mini już ledwo dojechał. Przez moment przyszło Soni na myśl, że tu umrze zapomniana przez wszystkich. Gdzieś czytała o jakiejś Amerykance przetrzymywanej przez 15 lat w jakimś klasztorze starowierców na północy Rosji.
- Ja kurwa nie chcę do klasztoru! - wrzasnęła. Usłyszała nagle głośne pukanie w szybę, aż podskoczyła. Zobaczyła za oknem twarz brodacza. Szybko otworzyła drzwi.
- Ja myślę, że rzeczywiście szkoda byłoby pani do klasztoru - uśmiechnął się
- To miało być śmieszne? - skrzywiła się
- Absolutnie, przepraszam - otworzył drzwi swojego auta i wyjął grubą linę zakończoną dużym hakiem
- Proszę zabrać swoje rzeczy i przełożyć do mojego auta
- A moje? - mimo wszystko nie chciała zostawiać mini na pastwę losu
- Zaholujemy je do garażu mojego znajomego, tu w pobliżu.
- Nie mogę otworzyć bagażnika... zamek zamarzł...
Spojrzał na nią uważnie, sięgnął do schowka i wyjął mały pojemniczek z płynem. Podszedł do bagażnika mini i polał go płynem. Po chwili, bez problemu otworzył

17




klapę bagażnika.
- Proszę bardzo - powiedział i poszedł zaczepić linę do auta Soni. Sięgnęła po torbę. Wydała jej się znacznie cięższa niż kiedy ją wkładała do bagażnika. Złapała za uchwyt i z całej siły szarpnęła. Torba co prawda się ruszyła ale do wyciągnięcia jej było jeszcze daleko. Spróbowała jeszcze raz, wkładając w to całą swoją siłę. Zrobiło jej się czarno przed oczami. Kiedy je ponownie otworzyła zobaczyła nad sobą twarz Siergieja z wyraźnie wymalowaną troską.
- Co się stało? - zapytała cicho
- Usiłowała pani wyciągnął torbę i straciła przytomność. Ma pani wysoką gorączkę. Dobrze się pani czuje?
- Nie - dopiero teraz sobie uświadomiła jak bardzo jest słaba - Jest mi zimno... i gorąco... tak na zmianę...
- Temperatura pani rośnie ale musi mi pani pomóc. Ktoś musi siedzieć za kierownicą w pani aucie. Da pani radę?
- Tak. Proszę dać mi jeszcze chwilę - spojrzała na niego prosząco - Przepraszam za kłopot.. - czuła, że w tej chwili ma ochotę się rozpłakać i sama nie miała pojęcia czemu tego jeszcze nie zrobiła.
- Żaden kłopot. Trzeba sobie pomagać, prawda? - roześmiał się

18




serdecznie.
- Mam pytanie - powiedziała cicho. Spojrzał na nią uważnie - Ja przepraszam, ale od dawna nic nie jadłam... Ma pan coś do jedzenia?
Zamurowało go. Widok jej szklących się, migdałowych oczu, bladej twarzy i smutku wywołałby współczucie u każdego.
- Niestety, nie mam - poczuł coś na kształt wyrzutów sumienia - Gdybym tylko wiedział, gdyby mi pani powiedziała...
- Nie szkodzi - spróbowała się uśmiechnąć - Już mi lepiej, mogę kierować - uniosła się na siedzeniu. Pomógł jej wsiąść do auta.
- Gdyby było coś nie tak, gdyby poczuła się pani gorzej, proszę zatrąbić, dobrze?
- Dobrze - ścisnęła kierownicę
- W porządku, to jedziemy - Siergiej wsiadł do swojego auta i odpalił silnik, który głośno zawył. Wrzuciła luz i poczuła jak jej auto ruszyło powoli za UAZ-em Siergieja. Po około dziesięciu minutach zatrzymali się pod bramą. Była stara i pordzewiała ale wyglądała na mocną. Siergiej wysiadł, otworzył bramę, po czym wjechali na teren gospodarstwa. Szybko zamknął bramę za oba autami. Wokół stały jakieś budynki gospodarcze, wielka stodoła i blaszany barak. Sonia zastanawiała się, jakim cudem jeszcze

19




stoją. W głębi dostrzegła jeszcze jeden budynek. Najwyraźniej był domem gospodarza. W oknach zobaczyła blade światło z trudem przebijające się przez gęste firanki. Ze stodoły wyszedł mężczyzna. Miał około 40 lat, był wysoki, postawny, z nieogoloną twarzą wyglądał na zaniedbanego. Krótko rozmawiał z Siergiejem, po czym spojrzał w kierunku auta Soni. Poczuła, że powinna się przywitać, wytłumaczyć swoją obecność i sytuację, w jakiej się znalazła. Otworzyła drzwi i wysiadła z auta.
- Dzień dobry - powiedziała. Gdy tylko Siergiej usłyszał jej głos, szybko podszedł i niemal siłą wepchnął z powrotem do samochodu
- Co pani robi? - zapytał z wyrzutem
- O co panu chodzi? Chyba wypada się przywitać? - była oburzona
- Oszalała pani? Niech pani spojrzy - wskazał ręką gospodarza. Dopiero teraz dostrzegła stojące obok dwa olbrzymie owczarki kaukaskie. Były potężne, masywne, a zimowa sierść sprawiała, że posturą przypominały niedźwiedzie.
- Te psy mnie znają i nic mi nie grozi. Ale pani wychodząc z auta naraża życie. To nie są miśki, to mordercy. Wiem, co mówię. One już mają na swoim koncie śmierć człowieka.

20




Właśnie dlatego pani auto tu przywiozłem. Te psy są lepsze niż firma ochraniarska.
- O Boże - wyszeptała i spojrzała jeszcze raz w ich kierunku. Jeden z psów podszedł do auta. Siergiej szybko zatrzasnął drzwi. Zza szyby spojrzała w oczy zwierzęcia. W ułamku sekundy przyjazne spojrzenie psa zmieniło się w coś zupełnie odwrotnego, rzucił sie gwałtownie do szyby, aż Sonia podskoczyła. Z jego gardła wydobywało się bardziej wrogie rzężenia niż szczekanie. Siergiej spojrzał na nią jakby chciał powiedzieć
- A nie mówiłem?
- Zaraz wrócę - powiedział - Proszę na mnie poczekać. Tylko błagam, żadnego wychodzenia z auta.
Pokiwała tylko głową. Psy przestały zwracać na nią uwagę, skupiły się na dokładnym obwąchaniu auta. Biegały radośnie po podwórku oświetlonym przez dwie lampy zamocowane po jednej na stodole i baraku. Siergiej wrócił po jakimś kwadransie. Złapał kolejno psy i przywiązał do ciężkich łańcuchów, które wygrzebał ze śniegu przy stodole. Najwyraźniej znał to podwórko doskonale i bywał tu częstym gościem. Kiedy to zrobił, schował linę do swojego auta, przełożył do niego bagaże Soni, otworzył jej

21




drzwi i podał rękę
- Idziemy, da pani radę wysiąść?
- Tak, oczywiście - wzięła jego dłoń i powoli wysiadła. Poczuła silny uścisk potężnej dłoni. Jej wielkość była adekwatna do postury mężczyzny. Chwiejnym krokiem podeszła do czarnego UAZ - a, ale musiał ją podnieść by mogła do niego wsiąść. Pociągnął pas i jej zapiął. Wzięła głęboki wdech gdy się nachylił, a jej puls przyspieszył. Nie znała go i to co robiła było grą w rosyjską ruletkę. Nie miała pojęcia jak wszystko się potoczy dalej.
- Daleko stąd pan mieszka?
- Jakieś czterdzieści kilometrów
- A rzeczywiście, mówił pan już...
Siergiej uruchomił silnik i ruszyli przed siebie przez ośnieżone, puste ulice, otoczone brudnymi, odrapanymi budynkami, podwórkami, którym śnieg pomógł ukryć wszystkie zaniedbania właścicieli.
- Mam coś dla pani - Siergiej sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki i wyjął papierową torebkę, która podał Soni - Czeburek. Lepszego pani w okolicy nie znajdzie. To powinno zabić trochę głód zanim dojedziemy do domu. Zajrzała z zaciekawieniem do torebki i wyjęła coś na kształt niedużego, chrupkiego naleśnika,

22




złożonego na pół. Wewnątrz naleśnika był mięsny farsz oblany sosem. Z torebki buchnął zachęcający zapach. Ugryzła i w duchu przyznała, że w życiu nie jadła czegoś tak pysznego. Smakowało wręcz niewiarygodnie.
- Widzę, że smakuje - powiedział widząc jak w minutę zniknęły wszystkie trzy. Zrobiło jej się głupio, gdy uświadomiła sobie, że sposób jedzenia daleki był od ogólnie przyjętego w definicji "kulturalny".
- Tak, bardzo dobre. Nigdy czegoś takiego nie jadłam
- To tradycyjna gruzińska potrawa, ale od lat jest tak popularna u nas, że spokojnie można ją nazwać "rosyjską". Teraz proszę odpocząć.
Rzeczywiście nie czuła się najlepiej, właściwie źle. Stres opadał i zmęczeni dało o sobie znać z całą siłą. Patrzyła na zaspy białego, świeżego śniegu leżące co jakiś czas na poboczu. Ulice były niemalże wyludnione, tylko gdzieniegdzie pojawił się jakiś człowiek, chyłkiem przebiegający chodnikiem. Kiedy wyjechali poza miasto krajobraz stał się monotonny i mniej ciekawy. Jedyne, co widziała to wszechobecny śnieg oświetlany przez mocne reflektory auta Siergieja. Nawet nie poczuła, że

23




zasnęła. Obudziło ją szarpnięcie.
- Proszę się obudzić, dojechaliśmy - usłyszała ciepły głos swojego wybawcy. Rozejrzała się wokół. Auto stało przed dużym domem, z grubych drewnianych bali. Wyglądał na solidny, porządnie zbudowany. Był jednopiętrowy na kamiennej, wysokiej podmurówce, niemal w całości zasypanej obecnie śniegiem. Do domu wchodziło się po obszernych schodach, z kamiennego tarasu. Nad tarasem, na piętrze, był spory balkon obudowany prostą ale solidną balustradą. Dach wspierał się na dwóch grubych balach rozmieszczonych na dwóch rogach budynku. Trzeci, najdłuższy, wspierał złączenie skrzydeł dachu. Mimo swojej prostej konstrukcji, wyglądał ciepło i estetycznie. Sonia zauważyła, że obejście nie było ogrodzone, a niemal ze wszystkich stron otaczał je gęsty las. Z trudem przełknęła ślinę starając się nie wpaść w panikę. Zerknęła za dom. Zobaczyła wielką stodołę, a raczej budynek gospodarczy. Wielkością niemal dorównywał domowi, był drewniany, pokryty solidną blach falistą. Nie wiedziała dlaczego, ale przypomniała sobie kadry z filmu "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Film

24




beznadziejny, ale obrazy bardzo realne. Poczuła się bardzo nieswojo. Była na tym pustkowiu z mężczyzną postury niedźwiedzia, poznanym niecałą dobę temu. W dodatku zapewne bez żadnego kontaktu ze światem, gdyż zasięg telefonii komórkowej był bardzo wątpliwy.
- Idziemy? - wyrwał ją z zadumy głos Siergieja
- Tak, jasne - wyczłapała się ostatkiem sił z auta i posłusznie podreptała za nim do domu. Niósł jej ciężką torbę z taką lekkością, jakby zawierała styropian. Plecak zarzucił sobie na ramię. Spojrzał na Sonię z troską
- Da pani radę iść?
Zebrała w sobie wszystkie siły i spróbowała zrobić dziarską minę.
- Oczywiście, tak źle ze mną jeszcze nie jest - siliła się na uśmiech ale kiepsko jej szło. Taras oświetlały dwie mocne lampy uruchomione najwidoczniej fotokomórką, gdyż kiedy tylko Siergiej stanął na pierwszym stopniu, pojaśniało. Wbił kod dostępu w zamku szyfrowym drzwi głównych, następny w drzwiach prowadzących z wiatrołapu do dalszych pomieszczeń. Kiedy weszła do środka i rozejrzała się wokół, dosłownie odebrało jej mowę. Spodziewała się wiejskiej, prostej posiadłości, do czego zachęcało

25




również pierwsze wrażenie, tymczasem jej oczom ukazały się wnętrza, których by się nie powstydził niejeden majętny biznesmen. W pierwszym odruchu ogarnęła ją panika. Pomyślała, że trafiła do domu szefa rosyjskiej mafii i teraz z pewnością stanie sie małym ogniwem w handlu kobietami. Z każdą chwilą jej wyobraźnia w swych poczynaniach posuwała się coraz dalej, a Sonia czuła że nogi przyrosły jej do podłogi. Rozważała ucieczkę ale niby gdzie? Po chwili przyszła refleksja, że takie wnętrza nie mogą być pozbawione kobiecej ręki, a więc jest dla niej nadzieja i wizja handlu ludźmi, póki co, się oddaliła.
- Wejdzie pani wreszcie? - zapytał wyczekująco - Chętnie zamknąłbym drzwi. Zimno leci.
Dopiero teraz zauważyła, że stała na progu pomiędzy wiatrołapem, a pokojem. Szybko weszła i zamknęła za sobą drzwi.
- Pan tu mieszka sam? - zapytała trochę z niedowierzaniem, a trochę z przekonaniem, że zaraz pozna panią tego domu.
- A to takie dziwne? - zapytał i zaraz dodał - Tak, mieszkam tu zupełnie sam. Najbliższych sąsiadów mam w miasteczku.
- I nie boi się pan? - ona z pewnością po jednej dobie tutaj, w samotności,

26




byłaby przez miesiąc klientką jakiegoś psychoanalityka - Nie wiem, jakichś wilków, niedźwiedzi... złodziei?
Głośno się roześmiał.
- Nie - odparł wyraźnie rozbawiony - Nie boję się. Wilki owszem, czasem podchodzą ale umiem sobie z nimi radzić. Niedźwiedzie też się trafiają, ale rzadko. Co do złodziei, jeszcze nie było żadnego zainteresowanego - odwiesił czapkę i kurtkę na wieszak. Sonia zobaczyła, że jest ogolony na łyso i z jakiegoś powodu przypomniała jej się bajka z dzieciństwa o Rumcajsie. Ociągając się zdjęła kurtkę, czapkę i przemoczone buty. Było jej słabo, czuła że ma dreszcze. Spojrzał na jej stopy i podrapał się po głowie.
- Będzie problem z kapciami. Nie mam tak małych rozmiarów. Ale w domu jest ciepło, więc nie powinna pani zmarznąć. Oprócz kominka, mam piec, zaraz podkręcę temperaturę - powiedział i zniknął za niewielkimi drzwiami tuż przy wyjściu. Sonia miała więc chwilę by rozejrzeć się po domu. Z wiatrołapu wchodziło się od razu do obszernego salonu, pośrodku którego stał masywny przewód kominowy obudowany szarym kamieniem, z wbudowanym, tlącym sie obecnie, kominkiem. Na przeciw

27




kominka, w odległości jakichś dwóch metrów stał spory narożnik szarego koloru, z zestawem turkusowych poduszek, obok niewielki stolik z grubym, szklanym blatem. Pod ścianą, pomiędzy oknami, ustawiono stary, bogato rzeźbiony kredens ze szkłem. Po przeciwległej stronie zobaczyła dwudrzwiowe, rozsuwane drzwi w drewnianej ramie, z matowego szkła stylizowane na coś na kształt okna. Delikatnie je uchyliła i zajrzała z ciekawością. Za drzwiami znajdowała się duża i przestronna kuchnia. Pośrodku stał stół i cztery krzesła. Wszystko z litego drewna, najprawdopodobniej dębiny. Przez wielkie okno roztaczał się widok na podjazd i otaczający je niewielki młodnik. Na przeciw okna, pod ścianą stał rząd białych mebli kuchennych, lodówka, kuchenka, a na lśniących blatach z czarnego marmuru sprzęt niezbędny w każdym domu - ekspres do kawy, sokownik, mikrofalówka i inne. W wiszących szafkach dostrzegła kubki, talerze, kieliszki. Cicho zasunęła drzwi.
- Podoba się pani moja kuchnia? - na głos Siergieja zza pleców aż podskoczyła. Uświadomiła sobie, że musiał stać za nią od jakiegoś czasu.
- Przepraszam, nie chciałam być wścibska -

28




poczuła jak gorąco uderza jej do głowy.
- I tak chciałem panią zaprosić na kolację - jednym ruchem rozsunął powtórnie drzwi i wszedł do środka. Dopiero teraz zobaczyła, że jest tylko w spodniach dresowych i podkoszulku, a temperatura w domu zdawała się wzrastać. Usiadła przy stole, podczas gdy Siergiej wyjął z szafki patelnię i pudełko z jajkami z lodówki. Do tego dorzucił deskę serów, talerz wędlin, chleb z pojemnika. Zapalił gaz i postawił na nim patelnię.
- Nie jestem dobrym kucharzem - powiedział z uśmiechem - Ale mam nadzieję, że będzie zjadliwe.
- Na pewno. Nie jestem wymagająca - uśmiechnęła się. Zafascynowana przyglądała się jego umięśnionym ramionom, pokrytym w znacznej części tatuażami. Zaczęła im się uważniej przyglądać. Jedno ramię zdobił tułów smoka, którego głowa najwyraźniej skryta była pod koszulką. Kiedy sięgnął po sok do lodówki, zerknęła ukradkiem na drugie ramię. Gdy przyjrzała się uważniej dostrzegała, że tatuaż stanowi połowa twarzy pięknej kobiety, połowa pyska wilka. Było to dość oryginalne.
- Może to jego dziewczyna? - pomyślała, a jej ciekawość powstała z martwych.

29




Kiedy Siergiej krzątał się przy kuchence, Sonia zastanawiała się jak można mieszkać samemu na takim odludziu. I to z własnego wyboru. Jako osoba bardzo komunikatywna i towarzyska miała problem ze znalezieniem sensownego wytłumaczenia na to pytanie. Brakowałoby jej znajomych, rodziny i przyjaciół do których zawsze mogła wpaść na przysłowiową kawę.
- Proszę bardzo - wyrwał ją z zadumy stawiając na stole talerz z dwoma jajkami sadzonymi i warzywami na parze. Zawsze była szczupła i warzywa na parze nigdy nie stanowiły znaczącego elementu jej diety. Ale nie mogła wybrzydzać. Nie w tych okolicznościach. Poza tym nadal była głodna. Czeburek nie załatwił sprawy.
- A tu świeżo upieczony chleb - podsunął jej koszyczek z pieczywem.
- Pięknie pachnie - przyznała z uznaniem - Proszę mi mówić Sonia.
- Też chciałem zaproponować mniej oficjalny ton. Moje imię już pani... Soniu znasz - postawił drugi talerz przed sobą i sięgnął po sztućce - Rzadko miewam tu gości.
- Naprawdę nikt cię nie odwiedza? - zapytała smarując kromkę masłem. Po ugryzieniu kawałka już wiedziała, że i masło jest domowej roboty. Nie chciała już warzyw.

30




Wystarczyły jej jajka, chleb i masło. W pewnym momencie napotkała wzrok Siergieja i poczuła unoszące się wokół opary testosteronu. Ciężko przełknęła kolejny kęs. Zjadła jednak wszystko. Kiedy zaspokoiła głód, Siergiej pozbierał talerze i umieścił w zmywarce.
- Cieszę się, że ci smakowało - usiadł na krześle, rozsiadł się wygodnie i położył dłoń na oparciu sąsiedniego krzesła.
- Jest mi głupio - powiedziała cicho - Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Zazwyczaj nie zwalam sie ludziom po nocy do domów.
- Tak - powiedział powoli - Dla mnie to też nowość - spojrzał na zegarek - Co prawda jest ciemno ale dochodzi siódma rano. Może się położysz?
- Tak, bardzo chętnie - ucieszyła się, że to zaproponował - Jestem potwornie zmęczona - podparła głowę na rękach.
- Ale wcześniej co innego - wstał, podszedł do jednej z szafek i z szuflady wyjął termometr, podał Soni - Wystarczą 4 minuty.
Posłusznie go wzięła. Po 4 minutach termometr wskazał prawie 39 stopni.
- Cienko to wygląda - powiedział Siergiej. Chwilę myślał po czym z szafki wyciągnął butelkę oraz nieduży kieliszek. Nalał do pełna i podał Soni.
-

31




Wypij to. Do rana poczujesz się lepiej
- Nie wypiję - gwałtownie zaprotestowała - Nie ma akcyzy, a ja nie wiem co to jest - stała się czujna i od razu przypomniały jej się wszystkie opowieści z tabletką gwałtu w roli głównej. Nie chciała być kolejną naiwną.
- Naprawdę ci nie zaszkodzi, a pomoże - nalegał - Mikstura domowa na takie właśnie dolegliwości.
- Nie i koniec - postawiła sprawę jasno - Nie będę tego piła.
Poddał się. Odstawił butelkę do szafki.
- W takim razie chodź, pokażę ci pokój - skierował się w stronę schodów prowadzących na piętro, a Sonia posłusznie za nim poszła ciągnąc z trudem za sobą nogi.
Z drewnianych schodów wchodziło się na długi i przestronny korytarz, po którego bokach znajdowały się drzwi. Było ich kilka, więc Sonia założyła, że są to pokoje gościnne. Siergiej otworzył pierwsze po prawej i lekko pchnął.
- To będzie twój pokój - włączył światło, zrobił miejsce i puścił ją przodem. Weszła i się rozejrzała - Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Pasuje mi - odparła usiłując zmusić się do uśmiechu - Jest bardzo ładny i przytulny
- Dobrze, zaraz przyniosę ci bagaże, ale

32




wcześniej chodź, pokażę ci łazienkę.
Kolejny raz posłusznie za nim poszła. Pomyślała, że chyba wejdzie jej to w krew. Łazienka mieściła się na końcu korytarza. Idealnie była dopasowana stylem do reszty domu. Jednak nie brakowało nowoczesnych rozwiązań jak oświetlenie halogenowe w podwieszanym suficie czy czarny, marmurowy blat szafek łazienkowych z dwoma białymi prostokątnymi zlewami. Szafki ciągnęły się na całej długości łazienki. Po przeciwległej stronie była sporych rozmiarów, podłużna kabina prysznicowa z dwuskrzydłowymi, szklanymi drzwiami. Na końcu, przy oknie lśniła śnieżnobiała trójkątna wanna. Sonia nigdy tak dużej nie widziała, ale dla Siergieja o lepszą trudno by było. Siergiej podszedł do jednej z szafek, otworzył drzwiczki i powiedział:
- Tu masz ręczniki, jeśli będziesz potrzebowała
- Rozumiem - powiedziała ledwo słyszalnym głosem. Bardzo źle się czuła i nie myślała o niczym innym niż sen. Chyba i Siergiej to dostrzegł.
- Możesz znaleźć na meblach trochę kurzy ale w dziedzinie sprzątania domu mam pewne zaległości - uśmiechnął się ciepło - Dobrze, to zostawiam cię, pójdę po bagaże i

33




posprzątam po kolacji - to mówiąc zniknął za drzwiami. Wyjęła z szafki pierwszy z brzegu ręcznik, ściągnęła gruby sweter, spojrzała w olbrzymie lustro nad zlewem. Pod oczami miała sine ślady świadczące o zmęczeniu i braku snu. Jej gruby, długi warkocz był potargany. Z przerażeniem pomyślała o jego rozczesywaniu. Zdjęła gumkę i przeczesała włosy palcami, co przyszło jej z ogromną trudnością. Odkręciła wodę, nałożyła trochę mydła na dłonie i przemyła twarz. Poczuła przyjemne orzeźwienie, które spotęgowało jeszcze wtulenie w miękki ręcznik. Mimo chęci nie była w stanie wziąć kąpieli. Kiedy wróciła do pokoju, jej torba i plecak już w nim były. Wygrzebała z torby flanelową piżamę i szybko się przebrała. Miała okazję dokładniej przyjrzeć się wnętrzu pokoju. Był spory i gustownie urządzony. Tak jak z zewnątrz, tak i tu ściany stanowiły grube drewniane bale, wypełnione szczelnie jakimś spoiwem.
Pokój był spory i w jasnych kolorach. Królowała biel i różne odcienie szarości. Dach w pokoju był ścięty, a w nim wkomponowano dwa nieduże okna, przez które widać było wyjątkowo jasne gwiazdy w ilościach -

34




jak się Soni wydawało - nieograniczonych. Zaczęła pojmować sens określenia "bezmiar". Na przeciw drzwi były okna i drzwi balkonowe. Podeszła i odsunęła firankę. Z jej pokoju wychodziło się na spory balkon z widokiem na las, teraz niemalże czarny. Pod jedną ze ścian stało wielkie łoże, oczywiście drewniane, z grubym materacem i pościelą, nakryte jasnoszarą narzutą i kilkoma ciemnoszarymi poduszkami. Na podłodze, zamiast dywanu, położono grube owcze skóry. Były w dotyku niewiarygodnie miękkie. Pod przeciwległą ścianą lśniła bogato rzeźbiona, szeroka komoda. Jedynym oświetleniem była duża lampa stojąca na komodzie i spore kinkiety wiszące po obu stronach łóżka. W rogu znajdowała się niewielka kanapa z drewnianymi bokami z podnóżkiem stanowiącym najpewniej komplet. Sonia pospiesznie zrzuciła z łóżka narzutę, położyła ją na kanapie, wślizgnęła się w miękką, śnieżnobiałą pościel. Niemal od razu zasnęła. Jednak był to sen daleki od relaksującego odpoczynku. Śniło jej się, że przemierza śnieżne pustkowie. Nie wie gdzie jest i dokąd ma iść, bo krajobraz wszędzie wygląda tak samo. Odwróciła się

35




i zobaczyła twarz Siergieja. Usłyszała, że woła jej imię. W jego oczach widziała obawę i niepokój. Nagle sen się zmienił. Była w obcym domu. Wokół było wielu ludzi, których nie znała. Wszystkich pytała gdzie może znaleźć telefon. Gdy w końcu do niego dotarła, usiłowała dodzwonić się do Igora, jednak bez końca myliła numer przez co nie była w stanie uzyskać połączenia. Znów zobaczyła zaniepokojoną twarz Siergiej. Mówił do niej ale nie była w stanie zrozumieć jego słów. Po chwili znalazła się w domu rodzinnym. Matka opowiadała jej jakieś historie. Usiłowała jej przerwać aby opowiedzieć o przygodach w Rosji, jednak nie była w stanie powstrzymać słowotoku mamy. Odwróciła się i ponownie stanął jej przed oczami Siergiej. Nagle sen ten się urwał. Poczuła ostre szarpnięcie i powoli otworzyła oczy. Twarz Siergieja wydawała się realna i rzeczywista, jednak troska, którą miał na twarzy była zdecydowanie większa, niż ta we śnie.
- Obudź się! Otwórz oczy! - poczuła ponowne szarpnięcie. Powoli uniosła ciężkie powieki. Czuła się koszmarnie. Powoli odzyskiwała świadomość ale osłabienie, ogólny rozstrój

36




organizmu sprawił, że nie byłą w stanie się podnieść.
- Ja nie chcę umierać! - powiedziała nagle, rozpłakała głośno, uniosła resztkami sił i przylgnęła do jego masywnego ramienia niczym przerażone dziecko do ramienia matki - Nie chcę umierać - powtórzyła ciszej.
Siergiej sprawiał wrażenie wyraźnie zaskoczonego. Po chwili jej uścisk rozluźnił się. Rozejrzała się i dopiero teraz dostrzegła, że nie leży w ciepłym łóżku ale w łazience, w wannie, okryta chłodnym i mokrym prześcieradłem.
- Czemu tu jestem? Co się stało? - spojrzała pytająco na Siergieja.
- Miałaś ponad 40 stopni gorączki. Nie można było jej inaczej zbić niż za pomocą zimnej kąpieli. Miałaś koszmary, budziłaś się kilkakrotnie, krzyczałaś przez sen ale ze względu na wysoką gorączkę nie było z tobą kontaktu.
- Przepraszam - powiedziała i spojrzała przepraszająco na gospodarza, a z jej oczu popłynęły łzy.
- Nic się nie stało - pogładził ją po ojcowsku po głowie - Temperatura już spadła. Męczyłaś się kilka godzin, dziewczyno.
Wstał. Dopiero teraz zauważyła, że ma na sobie tylko luźne spodnie dresowe. Jego nagi tors pokryty był w

37




większości tatuażami. Były szczegółowe i dokładne. Rozchylił mokre prześcieradło. Piżama Soni była zupełnie przemoczona.
- Musisz to zdjąć - powiedział zdecydowanie - Masz inną piżamę?
- Nie - odparła cicho. Wyszedł, a po chwili wrócił z jakimiś ubraniami w dłoni.
- Nie mam mniejszego rozmiaru - podał jej szarą, bawełnianą podkoszulkę z długim rękawem. Spróbowała się podnieść ale nie dała rady. Druga próba również się nie powiodła. Oznaczało to, że Siergiej będzie się musiał tym zająć. Uświadomiwszy to sobie, Sonia podjęła ostatnią próbę. Zdołała jednak tylko nieznacznie unieść głowę. Siergiej widział jej skrępowanie ale nie miał wyboru. Zdecydowanym ruchem podniósł ją i posadził na obudowie wanny. Sprawnie zdjął górę i nałożył na Sonię swój podkoszulek. Poczuła ogarniający ją wstyd. Odwróciła wzrok. Oparł Sonię o ścianę i sięgnął po leżące na podłodze cienkie bawełniane spodnie. Gdy je zobaczyła zamarła i głośno przełknęła ślinę. Objął ją w pasie i uniósł. Spojrzała Siergiejowi w oczy i wyszeptała
- Wstydzę się...
- Nie ma czego - odparł - Zapewniam cię, że widok

38




nagiego, kobiecego ciała nie jest mi obcy - to mówiąc jednym ruchem zsunął z niej mokrą piżamę i z powrotem posadził na wannie. Delikatnie wsunął nogawki na jej szczupłe nogi. Czuła się taka bezsilna, odarta z intymności. Uniósł ją jeszcze raz i założył spodnie. Zawiązał sznurki zapobiegające zsunięciu się ich ze szczupłego ciała Soni. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, w łóżku szczelnie okrył kołdrą.
- Zaraz wrócę - powiedział i już po chwili był z powrotem ze znaną jej butelką, w której znajdował się płyn, którego wcześniej nie chciała wypić.
- Pij - powiedział zdecydowanym tonem podając jej szklankę w 1/4 wypełnioną płynem.
Tym razem nie protestowała.
- Masz mokre włosy, trzeba je podsuszyć - to mówiąc wyszedł by po chwili wrócić z suszarką. Uruchomił ja i zaczął powoli rozdzielać i suszyć Soni włosy.
- Ty tego używasz? Do czego? - zapytała zdziwiona.
- Nie, nie używam. Została, można powiedzieć, w spadku po kimś.
- Twojej dziewczynie? - wyrwało jej się i ugryzła się w język.
- Tak, mojej dziewczynie - uśmiechnął się. Sonia poczuła, jak zamykają jej sie oczy. Nie przeszkadzał

39




jej nawet szum suszarki. Zasnęła. Jednak tym razem był to sen spokojny, dzięki któremu jej organizm miał czas na regenerację.
Kiedy powtórnie otworzyła oczy, za oknem nadal panował mrok. Spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że od ponad doby nie widziała światła słonecznego. Nadal była osłabiona ale czuła się o niebo lepiej niż wcześniej. Powoli usiadła na łóżku. Koszula Siergieja była na nią o kilka numerów za duża. Rękawy kończyły się daleko za końcami jej palców, dekolt niemalże sięgał ramion, a spodnie wystawały zza jej stóp o kilkanaście przynajmniej centymetrów. Podwinęła nogawki i rękawy, zeszła z łóżka i powoli wyszła na korytarz. Zeszła na dół ale nigdzie nie zauważyła gospodarza mimo, że w salonie paliło się światło. Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk muzyki. Był ledwo słyszalny i dochodził spod drzwi znajdujących się pod schodami. Chwilę stała i nasłuchiwała. Muzyka klasyczna działa tak uspokajająco. Przez moment się wahała ale ciekawość wzięła górę. Delikatnie nacisnęła klamkę i uchyliła drzwi. Jej oczom ukazała się spora, w pełni wyposażona, siłownia. W rogu stała spora

40




wieża otoczona z obu stron dwoma wysokimi głośnikami. Rozejrzała się szukając wzrokiem Siergieja. Leżał na ławce do wyciskania ciężarów, a jego bicepsy napinały się za każdym razem kiedy unosił mocno obciążoną sztangę. Miał na sobie zgniłozieloną, przepoconą koszulkę na ramiączkach i spodnie sięgające kolan. Nie zauważył Soni. Chwile mu się przyglądała. Przez chwilę pomyślała, że z takim człowiekiem niczego by się nie bała. Otworzyła szerzej drzwi, wślizgnęła do środka powoli je zamykając. Błyskawicznie spojrzał w jej kierunku.
- Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać - poczuła, że jej policzki płoną.
- Nie przeszkadzasz - odłożył sztangę na stojak, usiadł okrakiem na ławce, sięgnął po leżący obok ręcznik i wytarł spływający po jego ciele pot. Sonia poczuła suchość w gardle. Nagle wstał, odwrócił się do niej tyłem i zdjął koszulkę. Widziała każdy mięsień pracujący pod skórą. Sięgnął po czystą koszulkę leżącą obok i szybko się w nią ubrał. Określenie "kaloryfer" nie oddawało w pełni tego co zobaczyła na brzuchu Siergieja. Przypomniała sobie ile potu wylała na siłowni

41




chcąc pozyskać taki sam efekt, jednak każda wizyta w tym miejscu tortur zakończona była wizytą w cukierni, więc i o "kaloryfer" było trudno.
- Jesteś kulturystą? - sama się zdziwiła, że zadała takie pytanie ale ciekawość była cechą nadzwyczaj u niej rozwiniętą. Do tego dodać mówienie zanim sie pomyśli i dziwne sytuacje gwarantowane. Podeszła bliżej, przejechała dłonią po rękojeści sztangi uważnie ją oglądając. Lekko się uśmiechnął.
- No nie do końca bym to tak określił. Jestem zawodnikiem MMA
- Że co proszę? - wyrwało jej się - Walki w klatkach, te sprawy? - po tak sformułowanym pytaniu gryzienie się w język nie miało juz sensu.
- No trafiało się - jej zaskoczenie wyraźnie go bawiło - A co w tym takiego strasznego? - usiadł ponownie na ławce i spojrzał jej prosto w oczy. Zerknęła ukradkiem w olbrzymie lustro za jego plecami i ujrzała swoje odbicie. Uznała, że bezdomni od razu potraktowaliby ją jak swoją gdyby tylko odwiedziła zakamarki jakiegoś dworca. W przydużym ubraniu, z rozczochranymi i brudnymi włosami sięgającymi pasa i pobladłą twarzą byłaby idealnym wyposażeniem każdej noclegowni.
- Nie

42




gryzę i nie jestem seryjnym mordercą - wyrwał ją z zamyślenia
- Ale nic nie mówię, po prostu zdziwiłam się. Nigdy nie znałam żadnego zawodnika MMA - powiedziała, a w myślach sama siebie zapytała - A co to w ogóle jest?
- Kiedyś walczyłem. Teraz uczę młodszych w Petersburgu. Są dzielnice w mieście gdzie to jedyne zorganizowane zajęcia dla młodych ludzi. Lepiej niech taki jeden z drugim uczy się na przykład tajskiego boksu niż zajmuje handlem narkotykami. Niektórzy są naprawdę utalentowani.
Sonia zupełnie nie rozumiała jak można być utalentowanym do bicia się po mordzie, jak postrzegała określenie "tajski boks". No chyba że talent mierzy się szerokością bicepsa.
- Zabiłeś kogoś w walce? - wypaliła bez zastanowienia.
- Nie, nie zabiłem. Nie na tym to polega, chociaż nie zaprzeczam, różnie bywało - podniósł się, podszedł do Soni, uniósł dłonią jej podbródek i spojrzał w oczy. Chwile się w nie wpatrywał, jakby nad czymś się zastanawiał. Sonia czuła przyspieszone bicie serca, była wręcz pewna że i on je słyszy. Wydawało jej się, że Siergiej zaraz ją pocałuje. Była tego wręcz pewna. Zaczęła się

43




zastanawiać, czy powinna mu na to pozwolić. Uznała, że chyba byłaby do tego zdolna w obecnej sytuacji. Jego dłoń na jej podbródku powodowała, że krew szybciej krążyła, a każdy włosek stał na baczność.
- Muszę się wykąpać, a potem zrobię jakąś kolację - powiedział i otworzył drzwi dając jej do zrozumienia, że powinna wyjść. Cały nastrój chwili zbudowany w jej głowie rozpadł się na maleńkie kawałki jak szczypiorek po uderzeniu pioruna.
- Ja... no... yyy... - bełkotała bez ładu i składu. Czuła się jak idiotka. Kiedy tylko wyszła drzwi siłowni się za nią zamknęły. Poczuła się jak intruz naruszający czyjąś strefę prywatności. Nie chodziło o dom, ale o siłownię, która w jej mniemaniu była tą strefą.
- Ciekawe czy jego dziewczyny też były stamtąd tak wypraszane? - przemknęło jej przez głowę. Zaraz jednak przyszło otrzeźwienie - Boże, co się ze mną dzieje? - przeczesała dłonią włosy i poszła do kuchni. Poczuła głód ale nie chciała myszkować w lodówce pod nieobecność gospodarza. Chwilę posiedziała przy stole po czym uznała, że powinna jednak zająć się włosami, bo niedługo powstaną piękne

44




dredy. Wróciła do swojego pokoju i zaczęła mozolnie rozczesywać pasmo po paśmie. Nie przerywając podeszła do okna. W szybie odbijało się światło lampy z pokoju. Niczego więcej nie była w stanie dostrzec. Wokół panował mrok. Uchyliła okno i spojrzała w niebo . Nigdy nie widziała tak czarnego, a gwiazdy nigdzie nie świeciły tak jasno. Przed oczami miała twarz Siergiej podtrzymującego jej podbródek.
- Boże, co ty dziewczyno robisz - powiedziała do siebie karcąco - Masz narzeczonego, którego kochasz. Ogarnij się. Fascynujesz się jakimś sterydem, który z litości ci pomógł - wzięła do ręki telefon, wybrała numer Igora ale bez większych nadziei. O dziwo, był sygnał. Po chwili w słuchawce usłyszała jego ciepły głos.
- Wreszcie dzwonisz. Dobry wieczór skarbie - odezwał się jako pierwszy - Gdzie ty jesteś?
- Jezu Igor, ile razy próbowałam się do ciebie dodzwonić! Nie masz pojęcia co się stało! - krzyknęła do słuchawki.
- Co się stało? - zapytał, a w jego głosie usłyszała zdenerwowanie - Mów!
- Auto się zepsuło. Do tego zabłądziłam i nie wiem gdzie jestem. Teraz auta pilnuje jeden facet ale jak ja mam się stąd

45




wydostać? Do rodziców nie dzwoniłam bo by matka zawału dostała - trajkotała jak katarynka. Kiedy skończyła odpowiedziała jej grobowa cisza.
- Igor, jesteś tam? - zapytała chcąc się upewnić czy cisza nie wynika z rozłączenia się.
- Kotku - zaczął - Skoro auto się zepsuło , pilnuje go jakiś facet, to gdzie ty teraz jesteś? Skąd dzwonisz?
Już miała się odezwać, gdy uświadomiła sobie jak to będzie wyglądać. Czy ma mu powiedzieć, że siedzi na kompletnym zadupiu, u dwumetrowego zawodnika MMA, który widział ją nagą, że auto jest jakieś 40 km stąd, a ona nawet nie ma pojęcia jak nazywa się ta dziura, nie mówiąc już o jej wybawcy. Stwierdziła szybko, że ta wersja nie byłaby dobrym pomysłem.
- Jestem... jestem w jakimś hotelu. Nie wiem jak się nazywa
- Nazwy miejscowości też nie znasz? - zapytał coraz bardziej zdziwiony.
- Nie, nie znam.
- To może zejdź do recepcji i zapytaj? - Igor nie bardzo wiedział, jakim cudem można nie znać nazwy miejscowości, do której się wjechało. Dość dobrze znał okolice Petersburga ale w ciemno nie było sensu jej szukać.
- Nigdzie nie będę schodziła. Jestem zmęczona. Tyle razy

46




dzwoniłam! - była poirytowana tym, że Siergiej jej nie pocałował mimo, że tego oczekiwała, a że nikt inny się nie nawinął, odreagowała na Igorze.
- Przepraszam kochanie, miałem problem z telefonem i kartą i przez kilka dni nie było ze mną kontaktu. Może jednak zejdziesz i zapytasz o nazwę hotelu, będzie mi łatwiej cię zlokalizować i jakoś pomóc.
- Nic mi nie będzie! - podniosła głos. Nie zauważyła jak drzwi jej pokoju się otworzyły i stanął w nich Siergiej, kiedy niemalże krzyknęła - Jestem w hotelu, auto odholował do mechanika jeden wiejski chłopek roztropek, dotarło? - sama nie wiedziała dlaczego użyła takiego określenia osoby Siergieja - Nic mi nie będzie. Zadzwonię potem! - odwróciła się do okna i zobaczyła w nim jego odbicie. Aż podskoczyła. Szybko zakończyła rozmowę z Igorem.
- Długo tu jesteś? - zapytała ciężko przełykając ślinę.
- Kolacja na stole - powiedział jakby nie słyszał jej pytania, po czym odwrócił się i wyszedł. Zrozumiała, że dużo słyszał.
- Kurwa! - rzuciła szczotkę na łóżko i ukryła twarz w dłoniach - Jak ja mam mu teraz w oczy spojrzeć? Jeszcze mnie z domu

47




wyrzuci...
Wiedziała jednak, że jej to nie ominie, postanowiła więc nie odwlekać tego co i tak nieuniknione. Z miną zbitego psa zeszła do kuchni. Na stole czekały dwa duże, śnieżnobiałe talerze, pośrodku stołu czekały świeżo usmażone naleśniki, w małych miseczkach zaś - konfitury.
- Przepraszam...
- Za co? - zapytał wkładając patelnię do zmywarki.
- No wiesz... za to co usłyszałeś na górze....
Zamknął drzwi zmywarki, wstał i odwrócił się do Soni.
- Nie musisz mnie za to przepraszać. Zrobiłaś tak, jak uważałaś za słuszne. Siadaj do kolacji - uśmiechnął się zachęcająco.
- Muszę - powiedziała zdecydowanie, gdyż chciała oczyścić sytuację - Rozmawiałam ze swoim narzeczonym. Jest w Petersburgu. Nie mogłam się do niego dodzwonić i wreszcie się udało, chociaż nie wiem jakim cudem jest tu zasięg. Nie potrafiłam... nie umiałam mu wytłumaczyć gdzie jestem. A ten... ten "wiejski chłopek roztropek"...Boże, sama nie wiem czemu tak powiedziałam...
- Rozumiem - powiedział spokojnie - Też nie byłbym szczęśliwy wiedząc, że moja narzeczona siedzi u jakiegoś chłopka roztropka na odludziu.
Odetchnęła z ulgą.

48




Siergiej wydawał się rozumieć jej rozterki. Kiedy zaczęli jeść zapytał:
- A ty czym się zajmujesz?
- Ja? - przełknęła zaskoczona pytaniem kawałek naleśnika - Ja studiuję inżynierię budowlaną.
- O - był wyraźnie zaskoczony - Mało kobiecy kierunek.
- Tak, to prawda - uśmiechnęła się na wspomnienie miny rodziców, kiedy oznajmiła, że nie zamierza iść na medycynę jak oczekiwali - Miałam być lekarzem, a będę budowlańcem.
- Bez urazy, ale trudno mi wyobrazić sobie ciebie w kasku i ubraniu roboczym na budowie.
- Nie martw się, nie ty jeden masz z tym problem. Mój narzeczony też.
- Również jest budowlańcem?
- Nie. Igor skończył studia prawnicze. Teraz pracuje w kancelarii prawnej, ale dokładnie nie pamiętam nazwy.
- Jest Rosjaninem?
- Tak - odparła krótko, gdyż nie miała ochoty rozmawiać teraz o Igorze - A ty masz dziewczynę? - sprytnie odbiła piłeczkę.
- Nie, nie mam.
- Czemu?
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo ciekawska - odsunął krzesło, wstał i zaczął sprzątać ze stołu.
- Ale miałeś? - Sonia nie dawała za wygraną.
- Tak, miałem ale nie chcę teraz o tym mówić - rzucił jej surowe spojrzenie mówiące "nie

49




pytaj bo i tak nic więcej nie powiem", po czym zapytał - Chyba się wyspałaś?
- Tak, wyspałam się - spojrzała na wiszący nad drzwiami zegar w żelaznej obudowie. Minęła dwudziesta pierwsza.
- Jeśli chcesz, mogę ci włączyć jakiś film - zaproponował - Kanapa w salonie jest duża i rozsuwana. Dołożę ciepły koc, zestaw płyt do wyboru i do rana możesz siedzieć.
- A ty?
- No ja niestety, aż tak wyspany nie jestem. Poza tym jutro rano jadę do miasteczka. Zobaczę co z twoim samochodem. Potem muszę jechać do Petersburga. Mam zajęcia. Jeśli chcesz, mogę powiadomić twojego narzeczonego gdzie jesteś - zaproponował czekając na odpowiedź.
- Nie, sama go poinformuję - odparła szybko - Teraz chętnie obejrzę jakiś film - dopiła sok pomarańczowy. Siergiej poszedł rozłożyć kanapę. Uświadomiła sobie, że ani razu nie pomyślała o swoim ukochanym Mini. Czuła się u Siergieja tak spokojna, że to odczucie zaskoczyło nawet ją samą. Zupełnie zapominała o problemach. W salonie wszystko było dla niej przygotowane. Kanapa, po rozłożeniu, była rzeczywiście olbrzymia. Leżał na niej miękki, gruby, beżowy koc. Chętnie się pod niego

50




wślizgnęła. Nie było jej zimno ale koc w dotyku był zachęcająco miękki i ciepły.
- Na co masz ochotę? - zapytał Siergiej i zaczął kolejno wyczytywać tytuły filmów. Kiedy skończył, wziął głęboki wdech i powiedział:
- Widzę, że moja filmografia nie bardzo ci odpowiada.
- No.. - przytaknęła - Nie bardzo...
- Chyba muszę poszukać gdzie indziej - schylił się i otworzył dolną szufladę w komodzie, wyjął pudełko wielkości opakowania na buty - Może tu coś znajdziesz - podał jej. Podniosła pokrywkę i zobaczyła o wiele bardziej zachęcające tytuły. Nagle zamarła
- Też po twojej dziewczynie? - zapytała bacznie mu się przyglądając.
- Tak - odpowiedział krótko i włączył pilotem wielki telewizor wiszący na ścianie. Przejrzała płyty, po czym wyjęła z pudełka jedną i mu podała.
- Ta może być.
Spojrzał i się skrzywił.
- "Wichrowe wzgórza"? Litości...
- Mi się bardzo podoba. Jak może się komuś nie podobać tak wielka miłość?
- Mało szczęśliwa ale proszę bardzo - włożył płytę do odtwarzacza - Miłego seansu.
- A ty nie będziesz oglądał? - zapytała zdziwiona i pożałowała swojego wyboru. Mogła

51




przecież wybrać "Wejście smoka" z Brucem Lee - Jak chcesz, możemy obejrzeć co innego - zaproponowała.
- Nie. Oglądaj sobie. Ja i tak muszę się spakować na jutro - rzucił i poszedł na górę.
Film już trwał, Sonia jednak miała problem z koncentracją. Co rusz w salonie pojawiał się Siergiej. A to niósł torbę do siłowni, a to rękawice. To znów dokładał do kominka. W końcu nie wytrzymała i powiedziała:
- Obejrzyj trochę ze mną. Zobaczysz, że ci się spodoba - uśmiechnęła się przymilnie. Podziałało.
- Dobrze, trochę mogę obejrzeć ale na okrzyki zachwytu nie licz.
- Jasne! - ucieszyła się i zrobiła mu miejsce na kanapie. W pozycji półsiedzącej rozpostarł ręce na oparciu kanapy. Podczas gdy Siergiej myślami był już w dniu następnym, Soni zaczynały ciążyć powieki. Kiedy Heathclif pukał do drzwi posiadłości Earnshawów, poległa. Siergiej, pogrążony w myślach, poczuł nagle na swojej piersi dłoń Soni. Ujął ją w swoją chcąc powstrzymać jej ewentualne zapędy, kiedy dostrzegł, że śpi. Zanim zdążył wstać, ręka Soni oplotła go na wysokości pasa, a jej twarz spoczęła niemalże na jego brzuchu.

52




Zastanawiał się co zrobić? Próbować wstać i ją obudzić, czy jakoś to przeczekać w nadziei, że zmieni pozycję lub po prostu sama się obudzi, co jednak może potrwać? Uświadomił sobie też, że dawno nie był tak blisko z kobietą. Poczuł, że brakowało mu takiej bliskości, że chciałby zasypiać się i budzić z kimś u boku, a nie tylko ciągle wracać do pustego domu. Sonia zaś niewątpliwie była kobietą, która podoba się wielu mężczyznom i nie trzeba być znawcą, by dojść do takiego wniosku. Miała prawie 1,70m wzrostu, długie kasztanowe włosy i migdałowe oczy. W czerwonej sukni od Versace, prezencie od Igora, wyglądała olśniewająco. Siergiej co prawda nie widział jej w tej kreacji, ale i tak uważał, że jest piękna. Upewniwszy się, że śpi, objął ją ramieniem, pogłaskał po ojcowsku po głowie, uśmiechnął się do siebie, oparł głowę o oparcie i zamknął oczy.
Sonia obudziła się jako pierwsza. Przez chwilę nie wiedziała gdzie jest. Spróbowała wstać ale nie mogła się z jakiegoś powodu podnieść. Dopiero po chwili dotarło do niej, że jest zamknięta w ramionach Siergieja, niczym w klatce. Przytuliła twarz do jego

53




dłoni, ręką przejechała po ramieniu. Leżał tuż za nią. Na szyi czuła jego oddech. Zachowując ostrożność, wyślizgnęła się z objęć i zeszła z łóżka. Przykryła Siergieja delikatnie kocem. Na paluszkach poszła do kuchni i szczelnie zasunęła za sobą drzwi. Otworzyła lodówkę i się rozejrzała.
- Już wiem co zrobię na śniadanie - powiedziała do siebie i zaczęła wyjmować z lodówki produkty. Kiedy skończyła, na drewnianej tacy znalazły się dwa jajka w stojaczkach, chleb z masłem i sałatka grecka. Do tego kawa z mlekiem i dwa wafelki jakie znalazła w szafce. Była z siebie dumna, jako że gotowanie nigdy nie było jej mocną stroną, nad czym ubolewała jej matka wyznająca zasadę "przez żołądek do serca mężczyzny". Tymczasem Sonia miała na swoim koncie wiele spalonych garnków, Igorowi jednak to nie przeszkadzało. Zaniosła tace do salonu i położyła na stoliku obok kanapy. Usiadła i powoli pogładziła Siergieja po ramieniu.
- Siergiej - powiedziała cicho - Śniadanie ci zrobiłam... Siergiej - lekko go szturchnęła. Ledwo skończyła, w ułamku sekundy, Siergiej złapał ją w pół, przerzucił nad sobą i z impetem

54




rzucił na łóżko.
- Poczekaj! - krzyknęła zakrywając głowę - To ja, Sonia!
Dopiero teraz dotarło do mężczyzny co zrobił i co się wydarzyło. Zerwał się z kanapy jak z procy, złapał dłońmi za głowę, zakrył twarz.
- Co ty, dziewczyno, robisz! - krzyknął - Nie masz pojęcia jak to się mogło skończyć!
Sonia się rozpłakała.
- Przepraszam, zrobiłam śniadanie, nie chciałam cię wystraszyć - łkała.
Poczuł wyrzuty sumienia, usiadł i ją objął ramieniem
- Nigdy więcej tak nie rób - powiedział cicho - Ja po prostu w życiu miałem do czynienia z różnymi ludźmi i w różnych sytuacjach bywałem. Taki nawyk mi został - spojrzał na tacę - Zrobiłaś wspaniałe śniadanie. Nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio dla mnie gotował.
- Naprawdę? - spojrzała mu w oczy - To jutro też ci zrobię.
- Wiesz co - powiedział i spoważniał - Zawiozę cię do Petersburga, do narzeczonego. Auto pewnie juz zrobione więc je zabierzecie kiedy będzie wam wygodnie. Myślę, że to w chwili obecnej najlepsze rozwiązanie - patrzył jej w oczy mając świadomość, że zupełnie ją zaskoczył. Sonia nic nie odpowiedziała. Nie miała pojęcia co byłoby w takiej

55




chwili odpowiednie. Siedzieli tak w ciszy, po czym Siergiej ociężale wstał i zniknął za drzwiami siłowni. Usłyszała przekręcanie klucza w zamku. Opadła twarzą w poduszkę. Po chwili jednak pozbierała się i poczłapała do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Na koniec wzięła szybki prysznic, pościeliła łóżko, a na narzucie ułożyła złożone w idealną kostkę podkoszulek i spodnie dresowe Siergieja. Słyszała jak chodzi po domu, nie zajrzał jednak do niej ani razu. Nie wszedł nawet na górę. Sięgnęła po telefon i wybrała numer Igora
- Kochanie - odezwała się kiedy odebrał - Będę wieczorem w Petersburgu.
- Naprawili ci auto? - zapytał. Uświadomiła sobie, że tego właściwie nie wie.
- Sprawdzę potem. Ale podobno jest stąd jakiś autobus do Petersburga więc w razie czego dojadę wieczorem. Ponoć bardzo rzadko jeździ - kłamała bez zająknięcia.
- Cieszę się, że przyjedziesz. Bardzo mi ciebie brakowało - przyznał szczerze.
- Mnie też - powiedziała bez entuzjazmu - Też tęskniłam.
Kiedy zakończyła rozmowę zdała sobie sprawę, że naprawdę się za Igorem stęskniła. Zapragnęła nagle znaleźć się w jego ramionach.

56




Poczuła, że nie była wobec niego w porządku. Ją pewnie by szlag trafił, gdyby dowiedziała się, że Igor nocował u jakiejś nieznanej kobiety. Tym bardziej nie chciała mu robić przykrości i postanowiła, że nie powie prawdy. Jednak w Siergieju było coś, co sprawiało, że miała wrażenie jakby znała go od lat. Instynktownie czuła, że jej nie skrzywdzi. Z każdą chwilą spędzoną w jego towarzystwie stawał się jej bliższy. Nie chodziło o pociąg fizyczny. Z jakiegoś powodu chciała zachować tę znajomość, a obawiała się, że jej powrót do Petersburga może ją zakończyć. Nie miała zupełnie pomysłu jak zmienić ten stan rzeczy. `Odpędziła na razie myśli o Igorze, zarzuciła plecak na ramię i zaczęła ciągnąć torbę w kierunku schodów. Siergiej akurat wchodził na górę.
- Poczekaj, wezmę torbę. Jest dla ciebie za ciężka - posłusznie podała mu uchwyt. Atmosfera była ciężka, a napięcie niemal namacalne. Wyszli przed dom, unikając swojego wzroku. Siergiej wrzucił jej torbę, plecak oraz swoją torbę ze sprzętem sportowym do bagażnika. Otworzył Soni drzwi swojego UAZ - a. Posłusznie wsiadła siląc się na uśmiech.

57




Rozejrzała się. Słońce oświetlało białe połacie śniegu skrzące się milionami kryształków. Wszystko wyglądało bajkowo. Rzuciła ostatnie spojrzenie na dom Siergieja. Prawdopodobnie nigdy go już nie zobaczy. W innym przypadku wpadłaby w zachwyt nad pięknem przyrody ale teraz jakoś nie umiała się na to zdobyć. Dusiła się w tej atmosferze. Była osobą bardzo komunikatywną i otwartą, ale kompletnie nie potrafiła się odnaleźć w obecnej sytuacji. Jechali tak od kwadransa, kiedy postanowiła przerwać dręczącą ją ciszę:
- Jesteś na mnie zły? - zapytała cicho.
- Zły? - spojrzał na nią zdziwiony - Dlaczego miałbym być na ciebie zły?
- Nie wiem. Tak mi się wydawało - utkwiła wzrok w splecionych na kolanach rękach - Powiedz mi... - urwała i wzięła głęboki wdech - Czemu mnie nie pocałowałeś? Wtedy, w siłowni? Nie podobam ci się? - w duchu przyznała, że uczucie odrzucenia za strony mężczyzny było dla niej czymś nowym. Niewielu byłoby w stanie zachować zimną krew jak Siergiej. Wcisnął gwałtownie pedał hamulca i zatrzymał auto pośrodku białych pól. Spojrzał w dal i powiedział:
- Zapominasz o czymś.
- O czym?
-

58




Zapominasz, że masz narzeczonego - spojrzał na nią z wyrzutem. Poczuła się, jakby ktoś uderzył ją w twarz.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęła - Wcale nie zamierzam zdradzić Igora, niech ci się nie wydaje, że...
- NIe twierdzę, że chciałaś - jego silny, niski głos wyraźnie górował nad jej piskliwymi krzykami - NIe mówię, że chciałaś to zrobić.
- Zasugerowałeś to! - zarzuciła mu, mając świadomość, że sama zapędza się w przysłowiowy kozi róg ale nie miała pomysłu jak z tego całego bałaganu wybrnąć z twarzą.
- Nieprawda - spojrzał na nią poważnie. Zdawał się tracić cierpliwość - Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałem.
Sonia nie mogła pojąć jakim cudem Siergiej jest w stanie zachowywać tak stoicki spokój, podczas gdy ona była mieszkanką wszystkich możliwych emocji.
- Ja myślę inaczej!
- Tak? - pochylił się w jej stronę - A co byś zrobiła gdybym cię pocałował? A gdybym spróbował czegoś więcej? Odmówiłabyś? Skoro czekałaś na pocałunek.
- Nie będę "gdybać" - orzekła zaczynając panować nad emocjami - Nie ma co do tego wracać - wlepiła wzrok w jakiś punkt za oknem. Siergiej

59




uruchomił silnik i auto powoli ruszyło w dalszą drogę. Po chwili, nie tracąc z oczu drogi, powiedział:
- Znalazłaś się w nieciekawej i stresującej sytuacji, do tego w chorobie. Potrzebowałaś czyjejś bliskości i to jest normalne. Kiedy wszystko zaczęło puszczać, choroba i stres, chciałaś po prostu wsparcia...
- Się Freud znalazł - burknęła pod nosem, chociaż w rzeczywistości było jej smutno.
- Nie mówię, że jestem Freudem. Po prostu nie było nikogo innego więc padło na mnie. Nie jestem facetem, który wykorzystuje takie okazje. Gdybym skorzystał czułbym się bardzo źle, a zapewniam cię, że i tobie po fakcie nie byłoby lekko. Nie znam twojego narzeczonego, ale na jego miejscu nie chciałbym, żeby ktoś całował moją narzeczoną. I to czy mi się podobasz czy nie, nie ma tu najmniejszego znaczenia.
- Zapomnijmy o tej rozmowie, dobrze?
- Dobrze, jak sobie życzysz.
Sonia zdawała sobie sprawę, że Siergiej był jej głosem rozsądku. Sama uważała, że jest w stanie z siebie zrobić idiotkę, ale w duchu przyznała, że na taką skalę - to rzadko.
Dalsza droga mijała w całkowitej ciszy. Kiedy zajechali pod dom gospodarza, u którego stało

60




Mini Soni, Siergiej wysiadł, wszedł na podwórko i przypiął psy do łańcuchów, po czym wjechał autem na posesję. Gospodarz wyszedł i porozumiewawczo uśmiechnął się do Siergieja. Mężczyźni chwilę rozmawiali żywo gestykulując. Sonia siedziała w aucie i niewiele słyszała. Nawet nie bardzo interesowało ją o czym rozmawiają. Przez myśl przemknęło jej, że usterka okazała się poważna i będzie musiała wracać do Petersburga z Siergiejem. Jakoś nie poczuła entuzjazmu na tą myśl. Po kwadransie Siergiej uścisnął dłoń gospodarza i poklepał po ramieniu. Odetchnęła z ulgą, bo zapowiadało to, że jej Mini wrócił do żywych. Siergiej podszedł do auta, otworzył drzwi od strony pasażera, już miał się do Soni odezwać, gdy mężczyzna roześmiał się i krzyknął:
- Sierjoża i co, fajna dziewczyna? Lepsza niż nasze? - po czym wybuchnął głośnym śmiechem, który w odczuciu Soni był lekceważący, wulgarny i chamski.
- Zamknij się! - krzyknął Siergiej, jednak na gospodarzu nie zrobiło to większego wrażenia.
- Co ty temu chamowi powiedziałeś? - wysyczała.
- Nic mu nie mówiłem. To jego nadinterpretacja. Wierz mi, dawno mnie nie

61




widział w towarzystwie kobiety, więc sobie dorobił teorię. Masz tu kluczyki - powiedział podając jej różowy pomponik z kluczami do auta - Auto jest w pełni sprawne i zatankowane. Jeśli nie jesteś pewna drogi do Petersburga to dobrze by było, żebyś jechała za kimś kto wskaże ci drogę.
- Za tobą?
- Możesz i za mną. Mogę cię zawieźć do Petersburga, a ty wrócisz z narzeczonym po auto. Jak chcesz?
- I co, mam uwierzyć, że nic mu o mnie nie mówiłeś? - Sonia nie wytrzymała.
- Możesz się wreszcie zainteresować tym, co mówię? - zapytał spokojnie - Nie odpowiadam za innych. Jedziesz za mną czy ze mną?
- Za tobą - powiedziała. Nie było sensu wracać tu z Igorem. Zacząłby wypytywać, dziękować gospodarzowi, którego ona przed chwilą uznała za chama. Pewnie by mu jeszcze postawił butelkę Jacka Danielsa.
- Rozumiem. Wsiadaj i jedziemy - przełożył jej bagaże - Gdyby coś się działo, zatrąb lub puść mi sygnał na komórkę, ok?
- Ok - burknęła i przekręciła kluczyk w stacyjce. Odetchnęła z ulgą na dźwięk miarowej pracy silnika, której tak dawno nie słyszała. Ruszyli oboje do Petersburga. Sonia nawet cieszyła się, że droga

62




jest dość monotonna i prosta. Dzięki czemu mogła pogrążyć się w myślach bez obaw o ewentualną stłuczkę. Myślała o Igorze, o planach jakie mieli po jej przyjeździe. Najważniejszy punkt to Ermitaż, na punkcie którego miała niemalże obsesję. Naczytała się tyle o skarbach tam się znajdujących, że zobaczenie tego stało się prawie sensem jej życia. Była podekscytowana tym, że wreszcie nacieszy wzrok tymi bogactwami. Chciała paść Igorowi w ramiona i cieszyła się, że niedługo tak się stanie. Humor nieco psuła jej myśl, że nie zobaczy już Siergieja. Nie chciała tracić z nim kontaktu, a powodów do podtrzymania tej znajomości było nad wyraz mało. Przez ten krótki czas stał się jej z jakiegoś powodu bliski. Nie miała zupełnie pomysłu jak to się stało ale tak właśnie czuła. Myślała o chwilach spędzonych w jego domu. O tym, jak ją przebierał w chorobie, jak się o nią troszczył, zupełnie jakby była dla niego kimś więcej niż przypadkowa sierotka, zagubiona w Rosji. Jak gotował dla niej. Przeszedł ją dreszcz na wspomnienie widoku jego spoconego ciała w siłowni czy chwili, kiedy spał tuląc ją do siebie. Jasne było,

63




że o tym wszystkim nie wspomni Igorowi. Do niczego nie doszło ale - w mniemaniu Soni - tylko idiota by w to uwierzył, a Igorowi można było dużo zarzucić, ale nie to, że jest idiotą. Pogrążona w myślach nie zauważyła, że jadą juz ponad 1,5 godziny. Nagle auto Siergiej zjechało na pobocze. Uczyniła to samo. Wyszedł z auta, podszedł do jej Mini i otworzył drzwi, kucnął.
- Gdzie mieszka twój narzeczony?
- Przy Newskim Prospekcie. Niedaleko stacji metra.
- Jak sie stacja nazywa wiesz?
- Tak. Majakovskaya.
- Dobrze. Wiem gdzie to jest. Mogę cię poprowadzić. Chyba, że sama trafisz?
- Nie. Nie trafię - odparła - Nigdy nie byłam w Petersburgu.
- Dobrze. Jesteśmy już blisko przedmieść miasta. Jedź za mną. Zaprowadzę cię w okolice stacji. Tam się pożegnamy - powiedział i wstał.
- Ale nie na zawsze? - wyrwało jej się - Będziemy w kontakcie, prawda? - zapytała i utkwiła w nim wzrok pełen nadziei. Nawet on to dostrzegł. Chciała wymóc na nim jakąś deklarację i ukoić nerwy. Nie zdołała.
- Soniu, to nie ma sensu - powiedział smutno - Tak będzie lepiej, naprawdę...
- Nie będzie! - odepchnęła go, wysiadła z samochodu i tupnęła nogą

64




w ośnieżony asfalt drogi jak rozwydrzone dziecko - Co, jestem taka beznadziejna, że nie warto ze mną utrzymywać kontaktu!? - bezczelnie zagrała na najniższych instynktach używając szantażu emocjonalnego z najniższej półki.
- Jezu! - złapał się za głowę i odwrócił do niej plecami - Nie mów już nic! Po prostu zamilknij!
- Ale czemu?! Co... - chciała dodać coś jeszcze ale nie zdążyła, bo Siergiej nagle odwrócił się, przycisnął ją do auta, że ledwo mogła złapać oddech i zaczął całować.
- Tego... - szeptał pomiędzy jednym, a drugim pocałunkiem - Tego chciałaś? O takim pocałunku myślałaś? - jego silne ramiona mocno zacisnęły się na jej plecach. Zagłębił palce w jej włosach pod czapką, oparł swoje czoło o jej i westchnął
- Tym razem ja przepraszam - powiedział szeptem - Tracę przy tobie głowę. To się nie powinno zdarzyć. Więcej się to nie powtórzy. Pożegnajmy się teraz. Nie ma sensu tego przedłużać. Ja też się śpieszę, na ciebie czeka narzeczony - wyzwolił ją ze swojego uścisku. Jeszcze przez chwilę trudno jej było zebrać myśli i złapać oddech. Jego zachowanie zupełnie ją zaskoczyło. Kiedy

65




zapanowała nad sobą, próbowała protestować.
- Ale przecież możemy się jeszcze kiedyś na kawę gdzieś spotkać? Przecież będziesz przyjeżdżał do Petersburga?
- Nie - uciął krótko i oschle - To nasze ostatnie spotkanie. Ja mam dużo pracy, nie mam zaś czasu. Wsiadaj, jedziemy! - nie czekając na odpowiedź, wsiadł do auta i ruszył. Soni nie zostało nic innego, jak zrobić to samo. Przejazd przez centrum Petersburga zajął ponad pół godziny. Zważywszy na wielkość metropolii, to i tak niewiele. Petersburg był piękny nawet o tej porze roku. Nie szpeciły go nawet znajdujące się gdzieniegdzie hałdy brudnego śniegu, czy plucha na chodnikach. Miasto nie traciło nic ze swojego uroku. Przejeżdżając mostem na Newie widziała zamarzniętą rzekę, po której chodzili ludzie. Mijając słynny Sobór Kazański otworzyła usta z wrażenia. Pomniki przy nabrzeżu rzeki przedstawiające mężczyznę i dzikiego konia w różnych pozach sprawiły, że zwolniła niemalże do 30 km/h, a oprzytomniała na dźwięk klaksonu samochodu jadącego za nią. Widać kierowca był zupełnie nieczuły na sztukę. Na chodnikach było głośno i tłoczno. Zupełnie jakby to nie

66




był środek zimy, a szczyt sezonu urlopowego. Marzyła, żeby zobaczyć to miasto ale okoliczności, w jakich się znalazła zgasiły nieco jej entuzjazm. Nagle auto Siergieja zatrzymało się przy krawężniku. Zjechała na pobocze tuż za nim. Już miała wysiąść, kiedy usłyszała w telefonie sygnał wiadomości sms. Sięgnęła po telefon i odczytała wiadomość od Siergieja: "stacja Majakovskaya, w prawo jakieś 50metrów. Żegnaj. Siergiej". Uniosła wzrok i zobaczyła tylko jak auto Siergieja znika za zakrętem. Poddała się. Nie odpisała, skręciła we wskazanym kierunku. Po chwili jej oczom ukazał symbol metra. Wybrała w telefonie numer Igora.
- Kochanie - powiedziała cicho kiedy odebrał - Zaparkowałam koło stacji. Wyjdziesz po mnie?
- Tak skarbie - ucieszył się - Daj mi parę minut, zaraz przyjdę i pojedziemy do domu.
Odłożyła telefon i rozejrzała się. Otaczały ją stare, misternie zdobione, kamienice, zadbane, czyste i schludne. Próżno było na nich szukać choćby kropki grafitti. Westchnęła głęboko. Nie minął kwadrans, kiedy z daleka zobaczyła idącego ku niej Igora. Na jego widok jej serce mocniej zabiło. Był zupełnym

67




przeciwieństwem Siergieja. Patrzyła na niego, gdy do niej pomachał. Widziała radość malującą się na jego twarzy. Był bardzo przystojny i czasem sama nie rozumiała czemu wybrał właśnie ją. Zauważyła, że musiał ubierać się pośpiesznie, gdyż wełniany szalik był niedbale zawiązany na jego eleganckim czarnym płaszczu, a takie zaniedbanie było u Igora rzadkością. Mroźny wiatr rozwiewał jego czarne, lekko kręcone włosy, które przeczesał dłonią. Pod wpływem impulsu Sonia wyszła z auta, pobiegła w jego kierunku i padła Igorowi w ramiona nie zamykając nawet drzwi auta.
- Igor - rozpłakała się - Kocham cię...
Igor bez słowa mocno przytulił Sonię do piersi, złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Po chwili odsunął ją od siebie, spojrzał w oczy i zapytał ocierając łzę spływająca po jej policzku
- Wszystko w porządku?
- Tak, wszystko w porządku - uśmiechnęła się przez łzy - Bardzo za tobą tęskniłam - powiedziała.
- Chodź - zaprowadził ją do auta, wsiadł od strony kierowcy i zawiózł pod przepiękną kamienice, na pierwszy rzut oka przypominającą mały dworek, gdzie Igor wynajmował mieszkanie. Miała bogato

68




zdobione gzymsy i łukowe wysokie okna. Na parterze znajdowała się restauracja i jakieś sklepy. Pośrodku zaś wjazd, zapewne na podwórko, który w tej chwili zamykała żelazna kuta ręcznie, brama. Igor otworzył ją pilotem i wjechali do środka. Tuż za nimi brama zamknęła się ponownie. Wysiadła i rozejrzała się. Obok zobaczyła czarnego mercedesa Igora. Podwórko było niewielkie, pełniło rolę parkingu dla mieszkańców. Pośrodku znalazło się miejsce dla niedużego kawałka ziemi z dużym drzewem nadającym z pewnością latem uroku temu miejscu. Igor wypakował bagaże.
- Choć kochanie, idziemy do domu. Na pewno jesteś głodna. W hotelu na opłotkach nie karmią dobrze - ujął jej dłoń i poszli.
Klatka schodowa była w kolorach szarości i bieli. Jasna i przestronna. Podłogę wyłożono płytami biało - szarego marmuru, na ścianach i wokół okien wzrok przyciągały przepiękne gzymsy i misterne sztukaterie. Mieszkanie Igora znajdowało się na pierwszym piętrze. Miało dwa pokoje ale dla jego jednego było w zupełności wystarczające. Nie kupował nic do tej pory bo postanowili, że wspólnie kupią jakieś mieszkanie, które będzie się

69




podobało im obojgu. Poza tym Igor zazwyczaj nie narzekał na nadmiar wolnego czasu. Był utalentowanym prawnikiem, którego wiedzę i umiejętności ceniono wysoko. Po studiach dostał ofertę pracy w dwóch kancelariach - w Moskwie i Petersburgu. Wiedział jednak, że Sonia zakochała się w Petersburgu nim go zobaczyła, wybrał więc Petersburg, z myślą o niej. Planowali wspólną przyszłość właśnie tu. Nie spieszyli się. Sonia była zdania, że są młodzi i całe życie przed nimi, a Igor w pełni tą opinię podzielał. Rodzice Soni nie byli zachwyceni faktem, że ich jedynaczka zamieszka tak daleko, jednak w obliczu miłości nie mogli oponować. Tym bardziej, że matka Soni była Igorem zachwycona. Mieszkanie było elegancko i gustownie urządzone. Nie rzucał się w oczy krzykliwy luksus ale raczej wyszukana elegancja. Zresztą Igor jakoś specjalnie nie przywiązywał do tego uwagi. Traktował wynajem jako stan przejściowy, a w domu bywał, szczególnie przed przyjazdem Soni, rzadko. Chciał jak najwięcej spraw zawodowych załatwić wcześniej, by po jej przybyciu mieć czas wolny by spędzić go wspólnie z narzeczoną. Był podekscytowany jak każdy młody

70




człowiek, który po dłuższym czasie weźmie w ramiona ukochaną.
- Tutaj jest sypialnia - zaniósł jej bagaże do pokoju w stylu vintage. Pod dużym oknem stało duże łóżko sypialniane, w białej ażurowej, drewnianej obudowie. Po obu stronach łóżka stały dwie niewielkie komódki na wysokich, lekko wygiętych, cienkich nóżkach, z niewielkimi lampkami stojącymi na koronkowych serwetkach. Biała, satynowa narzuta z falbaną była niedbale rzucona na łóżko.
- Przepraszam skarbie ale nie zdążyłem posprzątać - Igor podrapał się po głowie. Sonia weszła dalej, zajrzała do białej, czterodrzwiowej szafy. Zauważyła, że Igor przygotował już miejsce na jej rzeczy. Zresztą jego ubrania w większości znajdowały się na wieszakach i były to garnitury i koszule. Ewentualnie eleganckie płaszcze. Taki był Igor. Sonia na początku znajomości miała problem z zaakceptowaniem jego stylu. Jej zdarzało się chodzić w porozciąganym swetrze i dresie, natomiast kiedy Igor ubierał dres to i tak wyglądał w nim jak model z reklamy GAP. Starała się, co prawda, dostosować ubiorem do niego, szczególnie wtedy kiedy gdzieś razem wychodzili. Denerwowała się,

71




gdyż z jej strony wymagało to zachodu, podczas gdy u Igora ubiór "jak spod igły" to była norma. Jeszcze w szkole średniej wybrał sobie kierunek rozwoju zawodowego - prawo, do którego konsekwentnie dążył. Nie brał nawet pod uwagę innej profesji. Sonia zresztą zawsze wiedziała, że Igor miał wyjątkową cechę, która gwarantuje sukces w każdej dziedzinie - był perfekcjonistą, maksymalnie zdeterminowanym by osiągnąć zamierzony cel. Nie przypominała sobie wyznaczonego przez Igora celu, którego nie byłby w stanie zrealizować. Ona sama była jednym z "jego celów". To on ją wypatrzył w klubie studenckim. Przez jakiś czas starał się bywać tam, gdzie ona, chodzić na imprezy, na których bywała ona. Posunął się jednak, jak się później okazało, do niezbyt eleganckiego postępowania, które jednak pod wpływem jego uroku, zostało mu wybaczone. Krótko spotykał się z jej koleżanką tylko po to, by zebrać informacje o Soni. Co lubi robić, jak spędza czas, jakie ma zainteresowania, co jej się podoba. Chciał mieć pewność, że nie poniesie porażki. Opracował drobiazgowy plan zdobycia serca Soni. Nie wtajemniczał w niego

72




osób postronnych i postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Czuł instynktownie, że się uda, a instynkt Igor miał bardzo dobry. Czekał na właściwy moment. Kiedy dowiedział się, że Sonia lubi operę, a w Moskwie wystąpi jej ulubiony kwartet operowy nie wahał się ani chwili. Kupił dwa bilety w obie strony na trasie Wrocław - Moskwa oraz bilety na koncert w pierwszym rzędzie. Zaprosił ją na kolację do ulubionej restauracji, gdzie wręczył bukiet ulubionych białych anemonów i bilety. Soni po prostu odebrało mowę. Nie mogła się nie zgodzić, chyba żadna kobieta nie powiedziałaby "nie". Igor triumfował. Od tego czasu zaczęli się regularnie spotykać. Krótko po tym, kiedy Igor był pewny, że chce z Sonią spędzić resztę życia, oświadczył się w równie romantycznym stylu, a ona się zgodziła. Od tego czasu minęło pół roku. Sonia nie chciała przerywać studiów, więc to zazwyczaj Igor odwiedzał ją we Wrocławiu. Starał się robić to tak często jak tylko mógł ale obydwoje czuli mimo wszystko niedosyt. Wyprawa Soni była jej pomysłem. Kiedy Igor doszedł do wniosku, że nie da się jej zniechęcić, pomagał w

73




planowaniu. Wskórał tylko tyle, że Sonia zrezygnowała z garbusa. Jedyne ustępstwa jakie czynił zazwyczaj dotyczyły właśnie jej lub jego rodziny. Niestety, o ile w przypadku rodziców Soni byli kandydatem na zięcia zachwyceni, o tyle rodzice Igora już tak łaskawie nie patrzyli na Sonię. Matka wręcz starała się syna zniechęcić do wizji przyszłości z Sonią. Igor jednak postawił na swoim i krótko uciął dyskusję nad ich związkiem stwierdzając, że albo Sonię zaakceptują i będą szanować, albo będą go widywać sporadycznie. Nie mieli więc wyjścia.
- Na co masz ochotę? - wyrwał ją z zadumy - Kanapki, mam sałatkę. Jeśli chcesz możemy zjeść coś na mieście jak odpoczniesz albo zamówić pizzę.
- Mogą być kanapki - uśmiechnęła się, zdjęła kurtkę i rzuciła ją na stojące obok krzesło. Podeszła do Igora, zdjęła klamerkę spinającą jej długie włosy, które opadły kaskadą na ramiona i plecy, oplotła dłońmi jego szyję. Spojrzała głęboko w oczy i wyszeptała:
- Igor, kochaj się ze mną...
- Teraz? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Teraz. Kochaj się ze mną. Nie chcę czekać...
Igorowi nie trzeba było tego dwa razy

74




powtarzać. Zdjął swój czarny płaszcz i rzucił na podłogę. Równie szybko pozbył się marynarki i koszuli. Sonia jednym ruchem pozbyła się swetra i podkoszulka. Zarzuciła Igorowi ręce na szyję, po czym oboje opadli na łóżko. Zanim sie zorientowała Igor był już nagi. Niemalże zerwał z niej biustonosz i zaczął zdejmować spodnie. Usiłowała mu pomóc ale zamek się zaciął.
- Jasna cholera! - zaklął i po prostu je rozerwał. Ledwo nad sobą panował. Uwielbiał każdy centymetr ciała Soni i długo na tą chwilę czekał. Wsunął dłoń pomiędzy jej uda i znacząco się uśmiechnął. Cicho jęknęła, gdy jego palce sięgnęły celu. Opadł twarzą tuż przy jej uchu i wyszeptał:
- Rozsuń nogi najdroższa... Spełnię teraz każde twoje pragnienie, nawet to najbardziej nieprzyzwoite...
- Mam nadzieję - odparła ciężko dysząc. Wiedzieli, że obiad pewnie okaże się bardzo późną kolacją.
Siergiej przekroczył próg klubu sportowego z ponurą miną. Poszedł do szatni, rzucił torbę na podłogę i zaczął się rozbierać. Przed oczami miał twarz Soni i utkwione w nim migdałowe oczy. Miał wrażenie, że nadal czuje smak jej ust. Nagle z

75




zamyślenia wyrwało go trzaśnięcie drzwi. Do szatni wszedł Andriej, wieloletni przyjaciel i trener.
- Sierjoża, dawno cię nie widziałem. Miałeś być wczoraj. Co się wydarzyło, że nie przyjechałeś, nie zadzwoniłeś? Chłopcy byli zawiedzeni...
- Przepraszam Andriej. Po prostu gości miałem, nie mogłem ich zostawić. Zapomniałem zadzwonić...
- "Gości"? - zdziwił się Andriej wiedząc, że do Siergieja rzadko kto przyjeżdża, no chyba że ktoś z miasteczka, ale takich ludzi nie określiłby mianem "gości" - Kto cię odwiedził? Nastia? Znam tych "gości"?
- Nie Andriej, nie znasz - roześmiał się Siergiej - Po prostu ktoś potrzebował pomocy przy zepsutym aucie.
- Ale ty nie jesteś mechanikiem - Andriej znacząco się uśmiechnął, domyślając się, że owi goście to coś więcej.
- Tak, ale "przechowałem" kierowcę. Pięknego kierowcę - westchnął.
- A więc to tak! - przyjaciel roześmiał się głośno - Więc ładna jest?
- Nie Andriej. Nie jest ładna... Jest piękna.
- No to wspaniale! I co, znajomość rokująca? Niestety nie. Znajomość została zakończona i tyle.
- Co ty wygadujesz? - Andriej

76




usiadł na ławce koło Siergieja - Dlaczego?
- Jest juz zajęta. Ma narzeczonego.
- Przykro mi stary - Andriej poklepał Siergieja po ramieniu - Ale znajdziesz sobie jeszcze kogoś.
- Wiesz, myślę, że mam pecha do kobiet.
- Nie pecha. Po prostu trafiają ci się nie te, co powinny. A dziewczyna nie chce cię znać? To podłe, zważywszy na fakt, że jej pomogłeś.
- Ja nie chcę. Nie chcę oglądać kobiety, która nie może być moja. Nie jestem masochistą - roześmiał się, próbując robić dobra minę do złej gry.
- Boisz się powtórki tego, co było z Niną?
- Po prostu chcę tego uniknąć i dmucham na zimne - wstał, szybko się przebrał, wziął rękawice i poklepał Andrieja po ramieniu - Chodźmy, chłopcy i tak za długo czekają.
Sonia naciągnęła na siebie kołdrę i odwróciła do okna. Zerknęła na zegarek, dochodziła północ. Igor był pogrążony w głębokim śnie. Kochali się długo i namiętnie, dawno tego nie robili, nie dziwiło więc, że zasnął jak dziecko. Ona jednak zasnęła po dłuższym czasie. Tyle emocji towarzyszyło jej ostatnio, że jeszcze nie doszła do siebie. Wyślizgnęła się z łóżka, wzięła telefon i zamknęła się

77




w łazience. Łudziła się, że znajdzie w nim jakąkolwiek wiadomość od Siergieja. Niestety, niczego takiego nie było. Wróciła do łóżka, spojrzała na śpiącego Igora, chwile mu się przyglądała, po czym delikatnie pogładziła po policzku. Powoli otworzył oczy. Uśmiechnął się do Soni i ochrypłym głosem powiedział:
- Kochanie, jeśli masz ochotę na sex, to obawiam się że mogę nie powtórzyć tego z wieczora... Zajechałaś mnie...
Uśmiechnęła się
- Nie, nie będziemy się kochać. Chciałam po prostu na ciebie popatrzeć.
Chwile tak leżeli i wpatrywali się w siebie bez słów. Po kilku minutach Igor powiedział:
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo cię kocham. Każda chwila bez ciebie to nie życie tylko wegetacja.
- Oj tam, oj tam. Nie przesadzaj - cicho się roześmiała - Nie byłoby mnie, byłby kto inny.
- Soniu - spoważniał - Jak możesz tak mówić? Nie ma drugiej takiej jak ty. Nie dla mnie. Nigdy nie podchodź do tego w ten sposób. Jesteś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie. Chciałbym abyś o tym pamiętała...
- Obiecuję - uśmiechnęła się - teraz śpijmy. Dobranoc Igor - nakryła się szczelnie kołdrą. Nic nie

78




odpowiedział, tylko pogładził jej policzek
- Dobranoc Soniu...
Siergiej wrócił do domu wieczorem. Postanowił trochę poćwiczyć gdyż doszedł do wniosku, że dobrze mu to zrobi. Po jakiejś godzinie odłożył sztangę. Czuł się dzisiaj zmęczony bardziej niż kiedykolwiek. Starał sie odsunąć od siebie myśli o Soni. Miał inny problem. Jeden z jego podopiecznych - Sasza, miał poważne problemy. Chłopak był sierotą z południowo - zachodniej Rosji. Miał zaledwie 17 lat. Przyjechał do Petersburga w poszukiwaniu lepszego życia, kiedy rodzina ojca wyrzuciła go z domu rodzinnego. Dorabiał gdzie się dało, sypiał na dworcu albo na ławce w parku - co jednak bezpieczne nie było z uwagi na patrole policyjne - lub na którejś stacji metra. Tam właśnie pewnego popołudnia znalazł go Siergiej i zaproponował pomoc. Załatwił mu miejsce w jednym z hosteli za pół ceny. W zamian za to syn właściciela miał darmową wejściówkę do klubu. Sasza zaś został zatrudniony w klubie do sprzątania i różnych drobnych prac, z czego się bardzo ucieszył. Któregoś dnia wracał rowerem do hostelu, gdy zza zakrętu wyjechał czarny Lexus i z impetem wjechał w

79




chłopca. Sasza był mocno poturbowany, z rozciętej wargi leciała mu krew. Z auta wysiadł dobrze zbudowany, zataczający się mężczyzna w czarnej marynarce. Nie dało się ukryć, że był pod wpływem alkoholu. Zrobiło się zbiegowisko, ktoś zadzwonił po policję. Mężczyzna zaczął wymyślać chłopcu i grozić. Sasza powiedział, że mężczyzna jest pijany i to jego wina, wywiązała się krótka ale ostra wymiana zdań. Mężczyzna był wściekły, próbował Saszę uderzyć ale chłopak się nie dał przytrzymując masywną dłoń nim sięgnęła jego twarzy. Kiedy przyjechała policja, krótko rozmawiali z mężczyzną, który nie krył swojego wzburzenia. Jego wina nie podlegała dyskusji. Przynajmniej w opinii widzów i Saszy. Kiedy policjanci podeszli do chłopca poinformowali go, że został oskarżony o chęć wyłudzenia odszkodowania i zabierają go na komisariat. Na nic zdały się łzy i tłumaczenia wystraszonego chłopca oraz opinie świadków wygłaszane głośno i dobitnie. Przedstawiciele władzy zdawali się tego nie słyszeć. Sasza został zakuty w kajdanki i wsadzony do radiowozu. Siergiej i Andriej długo go szukali po tym, jak właściciel

80




hostelu zadzwonił z informacją, że chłopak pierwszy raz nie wrócił na noc. Znaleźli go dopiero w policyjnym areszcie. Tylko zamiłowaniu jednego z policjantów do walk MMA zawdzięczali możliwość rozmowy z chłopcem i poznania jego wersji. Wyglądał okropnie. Nie przyznał się, ale świeże siniaki świadczyły o tym, że wypadek nie był drobnym incydentem, a Sasza nie był zbyt dobrze traktowany. Siergiej najbardziej obawiał się, że policji uda się go złamać i Sasza przyzna się do zarzutów.
- Sasza pamiętaj, nie wolno ci się do niczego przyznać. Wyciągniemy cię stąd, wytrzymaj - mówił. W duchu zaś zastanawiał się jak to zrobić. Właścicielem Lexusa okazał się biznesmen z branży paliwowej. Siergiej wiedział, że człowieka jego pokroju stać na najlepszych prawników, a w przypadku wygranej chłopiec najprawdopodobniej trafi do więzienia, lub w najlepszym razie poprawczaka. A więzienia w Rosji były ciężkie i praktycznie jedynym prawem jakie tam obowiązywało było to stanowione przez najsilniejszych. Sasza nie miałby tam szans i zdawał sobie z tego sprawę zarówno on sam jak i Siergiej. Jeśli nawet udałoby mu się przetrwać w takim

81




miejscu, wyszedłby jako wrak człowieka. Do tego Siergiej nie chciał i nie mógł dopuścić. Podszedł do okna i spojrzał w ciemność rozciągającą się za oknem. Z zadumy wyrwał go ostry dźwięk telefonu. Kiedy odebrał usłyszał smutny głos Andrieja:
- Sierjoża, mam złe wieści w sprawie Saszy.
- Nie mów tylko, że się przyznał? - zapytał nerwowo Siergiej.
- Nie, nie przyznał się. Pamiętasz kiedy Sasza był jeszcze bezdomny, pomieszkiwał w metrze z innymi bezdomnymi, w tym z narkomanami?
- No pamiętam, ale nigdy nie brał...
- Nie brał. Ale raz został zatrzymany i wylegitymowany podczas nalotu policyjnego.
- Pamiętam, ale był czysty.
- No to właśnie dzwonił nasz prawnik. Chcą zrobić z niego narkomana...
- Żartujesz?! - krzyknął Siergiej do słuchawki i złapał się za głowę - Nie mogą tego zrobić!
- Mogą Sierjoża i zrobią. Wywloką mu też alkoholizm ojca, awantury w domu. Chcą wykazać, że jest zdemoralizowanym gnojkiem z patologicznej rodziny, do tego narkomanem - na chwilę zapanowała cisza, po której Andriej cicho dodał - Sierjoża... on już jest skazany....
- Nie! - Siergiej uderzył pięścią w lustro, które pękło - Nie

82




pozwolę na to! - krzyknął i rozłączył się. Traktował Saszę jak syna, dlatego bardzo go bolała taka niesprawiedliwość. Postanowił, że poruszy niebo i ziemię ale nie pozwoli, żeby niewinny człowiek trafił do więzienia.
Promienie słońca wpadały przez firankę, gdy Sonia otworzyła oczy. Spojrzała na Igora, jeszcze spał. Był bardzo przystojnym mężczyzną. Miał niemalże czarne włosy, a przy tym wyjątkowo jasną cerę. Delikatny zarost dopełniał wizerunku. Wzdychało do niego wiele kobiet, z czego Sonia zdawała sobie doskonale sprawę. W początkach ich znajomości nawet jej to trochę przeszkadzało. Była pewna, że taki przystojny chłopak to same kłopoty. Nie chciała by inne się za nim oglądały, a w jego przypadku inaczej być nie mogło.
- Już nie śpisz? - zapytał powoli otwierając oczy - Na co dzisiaj masz ochotę? - przeciągnął się - Co chcesz robić? Jakieś zwiedzanie? - zapytał pamiętając, że przez ostatni miesiąc godzinami słuchał listy miejsc, które ona musi zobaczyć. Jemu Petersburg zupełnie spowszedniał. Owszem, dostrzegał jego piękno i majestat czy wartość wydarzeń historycznych, które na przestrzeni dziejów

83




się tu rozgrywały, ale nie budziło to u niego szybszego bicia serca, czego z pewnością nie można było powiedzieć o Soni.
- Oczywiście, że zwiedzanie! Nie mogę się doczekać! - jednym susem wyskoczyła z łóżka i rozsunęła zasłony. Soni Petersburg jawił się niczym magiczny sezam z "Baśni Tysiąca i jednej nocy". Słowa "Ermitaż", "Sobór Kazański" czy "Carskie Sioło" rozpalały jej wyobraźnie do granic możliwości. Sonia w pełni doceniała poświęcenie Igora, kiedy wybrał kancelarię tutejszą, odrzucając lepiej płatną ofertę z Moskwy, chociaż wielu jego kolegów pukało się w czoło. Niektórzy posuwali się w krytyce dalej stwierdzając, że przez Sonię zaprzepaszcza szansę na karierę. Zazwyczaj taka krytyka kończyła się ograniczeniem kontaktów towarzyskich ze strony Igora do minimum. Otworzyła okno, a powiew zimnego powietrza wpadł do wnętrza.
- Skarbie litości. Pochorujemy się - Igor naciągnął na siebie kołdrę - Ja mam niedługo ważną sprawę i raczej wolałbym się nie przeziębić.
Sonia nie posłuchała. Zostawiając otwarte okno wskoczyła do Igora pod kołdrę, mocno się do niego

84




przytuliła - A co to za sprawa? Opowiedz! - zażądała posyłając mężczyźnie jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów.
- A nic specjalnego, chociaż klient znaczny - odgarnął jej z twarzy kosmyk włosów i pocałował w czoło - Jeden z członków zarządu koncernu paliwowego.
- A co mu się stało? Rozwodzi się? - uznała, że przy dużych pieniądzach często są trudne rozwody.
- Nie, głuptasie - roześmiał się - To co innego. Jechał po nocy i pod koła wjechał mu jakiś małolat na rowerze, który chciał wyłudzić odszkodowanie. Widział, że auto luksusowe to i pieniądze będą.
- Naprawdę? - spojrzała Igorowi w oczy z niedowierzaniem - Jak można być tak głupim i świadomie ryzykować życiem dla kasy? Głupi gówniarz - zawyrokowała i przytuliła się jeszcze mocniej do piersi narzeczonego.
- Jesteś jeszcze ładniejsza, kiedy się złościsz - uśmiechnął się czule - Tu nie chodzi o kasę ale o wizerunek. On chce uchodzić za wzór cnót. Planuje kandydować w nadchodzących wyborach. Tak więc rozumiesz, że taki wypadek nie wyglądałby dobrze. A chłopak zarzucił mu publicznie, że jest pijany i to jego wina.
- A był pijany? A

85




chłopakowi coś się stało? Połamał się? - zarzuciła Igora gradem pytań.
- Na szczęście nie. Skończyło się na wstrząsie mózgu, ogólnych potłuczeniach i kilku szwach, o ile wiem.
- I co, jest w szpitalu?
- Nie, jest w areszcie. Jakiś narkoman z patologicznej rodziny. I skończmy ten temat. Porozmawiajmy o nas. Chodź no tu! - podniósł się i położył na Soni, podparł na łokciach - Chciałbym teraz powtórzyć wczorajszy wieczór - namiętnie ją pocałował - Chciałbym... - powiedział i wsunął dłoń w jej spodnie od piżamy - Rozsuń nogi - szepnął Soni do ucha - Powtórzmy to...
- Oczywiście - odparła cicho i oplotła nogami jego nagie pośladki.
Siergiej z impetem wbił olbrzymią siekierę w gruby pień drewna z taką siłą, że rozpadł się na kilka części. Jego myśli w całości pochłaniał Sasza. Zastanawiał się, co jeszcze mógłby zrobić by pomóc chłopcu. Nagle, z daleka, dostrzegł czarną sylwetkę samochodu. Zbliżał się dość szybko. Rozpoznał auto. Czarny terenowy Mercedes gwałtownie zatrzymał się tuz przy nogach Siergieja.
- Sierjoża witaj! - z auta wysiadł postawny mężczyzna o azjatyckich rysach. Drugi mężczyzna

86




został w samochodzie - Przyjechałem cię odwiedzić. Rzadko wpadasz do miasteczka, a do mnie już nigdy - rozłożył szeroko ramiona, jakby chciał Siergieja uściskać. Ten tylko się cofnął.
- Czego chcesz? Po co przyjechałeś? - zapytał, a na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień.
- Oj, ty od razu tak oficjalnie i niemiło - uśmiechnął się, podszedł do Siergieja i poważnie dodał - Po co ci to? Po co ci ta cała szkółka? Ci gówniarze i tak skończą na ulicy albo w kryminale. A nam przydadzą się twoje umiejętności. Do tego jesteś stworzony. Do walki. Do zabijania. Może byś wrócił? Chłopcy się ucieszą.
Siergiej podniósł siekierę, na która przybysz spojrzał z obawą.
- Wynoś się stąd. To, że byłem częścią was jest dla mnie powodem do wstydu. Nigdy do ciebie nie wrócę. Zapomnij o mnie, Czukow. Precz! - prawie krzyknął i z wściekłością wbił siekierę w drewniany klocek.
- Jeszcze tego pożałujesz! - nieznajomy z wściekłością trzasnął drzwiami - Ludzie od nas odchodzą na naszych warunkach - krzyknął przez otwarte okno - Z tobą nie będzie inaczej! - to mówiąc dał znak kierowcy i auto energicznie ruszyło

87




wyrzucając spod kół kawałki śniegu z prędkością karabinu maszynowego.
- Boże, jaka ja jestem malutka! - Sonia zadarła wysoko głowę stojąc pod jedną z kolumn okazałego Soboru Kazańskiego. Zgodnie z obietnicą Igor zabrał ją na wycieczkę po mieście - Jak oni to kiedyś budowali bez dźwigów? Przecież to niemożliwe. Ciekawe ile jest tych wszystkich kolumn?
- Nie wiem, ale chyba kilkadziesiąt - Igor był szczęśliwy, że mógł sprawić jej taką radość. Wręcz promieniała - Zobacz, te rzeźby widziałam jadąc do ciebie - wskazała palcem cztery rzeźby nagiego mężczyzny z koniem, usytuowane przy wejściu na most, niedaleko Soboru Kazańskiego. Ukazywały próby zapanowania człowieka nad pięknem i majestatem dzikiego zwierzęcia, zapanowaniem nad żywiołem. Autor oddał w nich każdy najmniejszy szczegół. Musiał być wyjątkowym znawcą anatomii. Oddanie energii i ruchu w rzeźbach było wręcz porażające. Drogę z Soboru do mostu Sonia pokonała w niemalże kilka minut. Wpatrywała się w każdą żyłkę na ciele konia, w każdy włos na rozwianych włosach mężczyzny.
- Kochanie - Igor dogonił Sonię ledwo łapiąc oddech - Kotku... -

88




dyszał - Moja kondycja nie jest najlepsza... Litości...
- Przepraszam, misiu - wzięła jego twarz w swoje dłonie i czule pocałowała - Już nie będę biegała. Ale to emocje dodają mi energii.
- Chodź - złapał ją za rękę - Pójdziemy do jakiejś knajpy na sushi. Co ty na to?
- Jestem za! - uśmiechnęła się wesoło i poszli wzdłuż Newskiego Prospektu chłonąc gwar tętniącego życiem miasta.
- Jutro mam spotkanie z klientem. Co zamierzasz robić? - zapytał Igor topiąc kilka zamarynowanych plasterków imbiru w sosie sojowym - Może spotkasz się z Leną?
- A jest tu z tobą? Bo wspominała, że będzie przez jakiś czas u rodziców w Nowogrodzie - zapytała Sonia z entuzjazmem, starając się utrzymać między pałeczkami kawałek ryżu szczelnie owinięty łososiem - Powinni do tego dawać widelce - wybełkotała z ustami wypełnionymi kawałkiem sushi
- Jest - odparł Igor - Tez się ucieszyła, że przyjeżdżasz. Chyba się stęskniła. Tu masz- sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął wizytówkę - Telefon do niej. Zadzwonisz do niej i opracujecie plan na jutrzejszy dzień.
Po sutym posiłku pokonali następnych kilka kilometrów by dotrzeć na plac

89




Aleksandra II. Usiadła pod kolumną z postacią anioła. Spojrzała na bramę prowadzącą na dziedziniec Ermitażu.
- Muszę tu posiedzieć. Chcę się nacieszyć tym widokiem.
Igor stanął obok. Spojrzał w kierunku pięknej, kutej ręcznie, żelaznej bramy ze złotym, dwugłowym orłem Romanowów u szczytu bramy.
- Dzisiaj już nie będziemy szli do Ermitażu. zwiedzimy go kiedy indziej. Juz prawie noc. Chodź, przespacerujemy się po nabrzeżach Newy. Iluminacja miasta od strony rzeki robi wrażenie - wyciągnął do niej dłoń i pomógł wstać. Strzepnęła dokładnie śnieg ze spodni i poszli.
- Widzisz? - Igor wskazał palcem duży, szary okręt zacumowany po drugiej stronie rzeki - To krążownik "Aurora", symbol Rewolucji Październikowej.
Sonia przez chwilę wpatrywała się w okręt, po czym powiedziała:
- Ale wiesz co, to smutne. Ja rozumiem, że można nie lubić cara, ale żeby tak od razu mordować córki? - Sonia nawiązała do tragicznych losów ostatnich Romanowów, rozstrzelanych podczas rewolucji - Bardzo mi ich żal...
- Wiem kotku - objął ją - Ale wtedy było inaczej. Nie mogli ich zostawić, bo zawsze musieliby liczyć się z tym, że ktoś

90




kiedyś będzie chciał wskrzesić carat i będzie miał kogo na tronie posadzić. Tam - wskazał palcem - Jest Twierdza Pietropawłowska i Sobór Św. Piotra i Pawła. Są tam ich groby. Tez tam pojedziemy. Teraz wracajmy. Nie chciałaś brać auta, a droga daleka - powiedział i poszli kierując się w stronę Newskiego Prospektu.
- Padam - powiedziała, kiedy stanęli przed wejściem do kamienicy - Idź, wezmę z auta przewodnik po Petersburgu, bo kupiłam.
Igor przytaknął i wszedł do środka, Sonia natomiast skierowała się do swojego Mini. Wsiadła do auta i otworzyła schowek, z którego wraz z przewodnikiem wypadła mała karteczka. Spojrzała. Była to karteczka, na której Siergiej zapisał jej swój numer telefonu. Chwilę myślała wpatrując się gdzieś w dal, po czym sięgnęła do torebki i wyjęła telefon. Zmieniła ustawienia tak, by jej numer nie był widoczny. Bała się, że jeśli Siergiej zobaczy kto dzwoni - nie odbierze. Wcisnęła ikonę połączenia. Już po dwóch sygnałach w słuchawce usłyszała jego spokojny głos:
- Słucham? - nie odpowiedziała - Słucham, kto mówi? - zapytał ponownie, ale Sonia milczała. Przez chwilę panowała cisza,

91




którą przerwał Siergiej - Sonia... To ty...Wiem, że to ty... Nie rób tego... Zapomnij o mnie - po tych słowach szybko zakończyła rozmowę, oparła głowę o kierownicę, a z oczu popłynęły jej łzy. Nagle usłyszała pukanie w szybę. Spojrzała i zobaczyła jakiegoś starszego mężczyznę z miotłą w dłoni. Najpewniej dozorca.
- Wszystko w porządku? - zapytał - Nic pani nie jest?
Szybko otarła łzy, schowała karteczkę z powrotem do schowka, wzięła przewodnik i wyszła z auta.
- Tak, w porządku. Nic mi nie jest - odparła krótko i poszła do domu.
Kiedy weszła do domu usłyszała szum wody w łazience. Domyśliła się, że Igor bierze prysznic. Wyjęła z kieszeni wizytówkę, która jej dał i sięgnęła po telefon.
- Lena? To ja, Sonia. Jestem w Petersburgu.
- Sonia! Super, jak ja się cieszę! - Lena nie kryła entuzjazmu - Kiedy się spotkamy?
- No właśnie w tej sprawie dzwonię. Jutro Igor ma spotkanie z klientem, a ja czas wolny. Może tak koło południa gdzieś na mieście?-
- Jasne, przyjadę po ciebie. Mam ci tyle do opowiedzenia.
- Dobra, a znam go? - Sonia głośno się roześmiała.
- Ty zawsze wiesz co chcę powiedzieć. Nie, nie znasz

92




go. Jutro ci opowiem.
- Wiesz, gdzie mieszkam?
- Tak, byłam u Igora służbowo kilka razy. To się pewnie dozorca zdziwi, że widzi u niego kolejną kobietę!
- Od przybytku głowa nie boli! - krzyknął Igor, który słyszał ostatnie słowa Leny.
- Igor! Ja ogłuchnę! - oburzyła się Sonia - Dobra - zwróciła się do Leny - Tak koło południa będę na ciebie czekała. Pa, słonko! - zakończyła rozmowę.
- To się jutro całe popołudnie naplotkujecie - powiedział wycierając ręcznikiem zmierzwione włosy. Drugi ręcznik mocno opinał mu biodra. Sonia posłała mu powłóczyste spojrzenie. Zawsze ją bardzo pociągał, a sex z nim był nieziemski. Uśmiechnął się jakby czytając w jej myślach.
- Wiem, co oznacza to spojrzenie - powiedział, a Sonia dostrzegła pod ręcznikiem jego erekcję.
- Naprawdę? - zapytała niewinnie spuszczając wzrok - A co oznacza? - zapytała i jednym ruchem zdjęła sweter - Bo ja nie wiem o czym mówisz - delikatnie i powoli zsunęła jedno ramiączko biustonosza - Ale proszę, wytłumacz mi - równie szybko opadło drugie - Jestem taka śpiąca - odwróciła się do niego plecami i podniosła gruby warkocz - Odepniesz? - zerknęła

93




na Igora znacząco. Powoli do niej podszedł i złożył pocałunek na jej szyi. Potem drugi i następny. Delikatnie rozpiął zapięcie biustonosza odsłaniając kształtne piersi.
- Jezu, jak ty na mnie działasz - wyszeptał - Uwielbiam się z tobą kochać - objął Sonię jedną ręką i przycisnął do siebie tak mocno, że aż jęknęła. Wsunął dłoń w jej spodnie - Chodź! Zrobimy to pod prysznicem!
Siergiej postawił przed Andriejem szklankę kwasu chlebowego.
- A więc nie chcą ugody?
- Nie - Andriej miał w oczach łzy - Tak mi tego chłopca żal. Całe życie pod górkę. A już myślałem, że mu los zrekompensuje to, co do tej pory przeszedł.
- Nie poddawaj się. Kiedy jest rozprawa?
- Pojutrze. Jego prawnik powiedział, że interesuje ich tylko kara bezwzględnego więzienia. Młody szczyl chcący się wykazać.
- Boże - Siergiej podszedł do okna - Jak tacy ludzie mogą potem spojrzeć w swoje odbicie w lustrze? Acha - powiedział jakby sobie o czymś przypomniał - Czukow u mnie był.
- Sierjoża, nie mów... - Andriej spojrzał na przyjaciela z obawą.
- Nie Andriusza, nie wrócę do nich. Nie martw się, będzie dobrze.
- Nina do mnie dzwoniła, pytała

94




o ciebie.
- Nie będę i nie chcę o niej rozmawiać. Dla mnie to zamknięty rozdział.
- Ona cię nadal kocha.
- To ma pecha. Niech wraca do tego, z kim mnie zdradziła. Ja jej już nie kocham.
Zapanowała cisza, po której Andriej powiedział:
- Chodź, poćwiczymy. Niedługo zawody. Musisz wygrać, jak zawsze - poklepał serdecznie przyjaciela po plecach.
- Poproszę dwie gorące czekolady i cztery rurki z kremem - Lena złożyła zamówienie. Była szczupłą szatynką o włosach do ramion, zielonych oczach i figlarnym spojrzeniu. Sonia poznała ją, kiedy Lena była na wycieczce we Wrocławiu. Nawet jakiś czas pomieszkiwała u Soni i jej rodziców. Jako, że była z Petersburga, Igor - na prośbę Soni - zatrudnił Lenę i tego nie żałował. Była jego asystentką, a jej profesjonalizm doceniał nie tylko on ale i współpracownicy. Teraz zaś cała trójka bardzo się przyjaźniła, Lena jednak do Igora zawsze miała dystans i respekt. Wiedziała, chyba jako jedyna, że Igor ma dwie twarze - czułą i ludzką w stosunku do Soni i ta mniej ciekawą - w sprawach zawodowych. Sonię jednak Lena traktowała niemalże jak siostrę, której nigdy nie miała. Kiedy kelnerka się

95




oddaliła powiedziała:
- Wiesz, Igor bardzo za tobą tęsknił. Dużo gadaliśmy - położyła dłoń na ręce Soni i konspiracyjnie powiedziała - Robił za mój kącik zwierzeń i porad sercowych.
- Nie wierzę! - Sonia wybuchnęła głośnym śmiechem zwracając uwagę innych gości restauracji - Nie mów mi tylko, że się w tej roli sprawdził?
- No niestety, rady dawał beznadziejne, ale miałam przynajmniej się gdzie wygadać. Mówił, że w drodze miałaś perypetie. Podobno Mini się rozkraczył?
- Mini jest nie do zdarcia - rzekła dumnie Sonia - Ale fakt, miałam trochę przygód - spojrzała w okno i na chwilę zamilkła - Powiem ci coś, ale obiecaj, że zostanie to między nami. Igor nie może się o tym dowiedzieć.
- Boże, jak to zabrzmiało. Oczywiście, przysięgam, będę milczeć jak grób.
- Bo wiesz, to że się Mini rozkraczył to prawda. Ale potem wersja, którą zna Igor i rzeczywistość idą każda w inną stronę.
- Brzmi ciekawie - Lena wzięła łyk przyniesionej przez kelnerkę czekolady zagryzając rurką z kremem.
- Igor wie, że nocowałam w hotelu na zadupiu czekając, aż mechanik naprawi mi auto. W rzeczywistości pomógł mi przypadkowo

96




poznany facet. Zabrał mnie do siebie, a auto zostawił u kolegi do naprawy.
- O matko... Nie bałaś się?
- Właśnie sama się zastanawiam jak to się stało, że nie spanikowałam. Chyba tylko dlatego, że zachorowałam i miałam bardzo wysoką gorączkę. Czułam się tak źle, że właściwie było mi już wszystko jedno. W hotelu szalały karaluchy więc prędzej zbudowałabym sobie igloo, niż tam wróciła.
- Wow! Jestem z ciebie dumna.
- Ale to jeszcze nie wszystko. Gdybyś go zobaczyła... - przed oczami Soni stanął Siergiej krzątający się po kuchni. Lena dostrzegła, że oczy przyjaciółki się zaszkliły.
- Sonia, czy ty... No wiesz...
- Nie - Sonia gwałtownie zaprzeczyła - Nie zdradziłam Igora, jeśli o to pytasz.
- Uff... - Lena odetchnęła z ulgą - Bo wiesz, on by tego chyba nie przeżył.
- Ale zbliżyliśmy się do siebie przez ten krótki czas. Były sytuacje.... Bardzo osobiste.
- Nie bardzo rozumiem. Jakie "sytuacje osobiste"?
- Widział mnie nago, spędziliśmy razem noc, ale przez przypadek... Żadnego seksu.
- Nago?!- Lena się zakrztusiła - A jakim cudem? Jesteś bardzo chaotyczna. Możesz bardziej konkretnie?
- Mówię ci, miałam

97




gorączkę, byłam półprzytomna. Zbijał gorączkę przez zimne kąpiele. Przebierał mnie bo sama nie byłam w stanie.
- No miło z jego strony, że tak troskliwie się tobą zajął.
- A teraz wisienka - Sonia uśmiechnęła się do Leny - On jest zawodnikiem MMA. Gdybyś go widziała...
- Naprawdę? Wiesz jak oni są zbudowani? Sam testosteron.
- On, Sierjoża, właśnie tak jest zbudowany.
- Widzę, że coś jednak jest na rzeczy? - Lena mimo lekkiego podejścia do życia, była dobra obserwatorką.
- Tak Lena. Jas o nim nie mogę zapomnieć. To nie tak, że nie kocham Igora ale czuję, że Siergiej jest mi bliski, niezbędny do życia, jak powietrze.
- Ale...?
- Ale on nie chce mnie widzieć. Wie, że mam narzeczonego i nie chce stawać pomiędzy nami. Zerwał ze mną kontakt. Nie chce mnie znać, rozumiesz? Mówi, żebym o nim zapomniała. Ale ja nie chcę, chcę go widywać.
- Czekaj, czekaj - przerwała jej Lena - To w końcu poszłaś z nim do łóżka czy nie? Bo nie nadążam. Tu mówisz, że do niczego nie doszło, a tu że chcesz go widywać. To weź się zdecyduj.
- Kiedyś zasnęliśmy oglądając film, a rano obudziłam się w jego ramionach. To było... To

98




było wspaniałe.
- Lena chwilę wpatrywała się w przyjaciółkę, po czym poważnie powiedziała:
- Wiesz co, nie obraź się, ale będę szczera. Czego ty chcesz? Chcesz mięć ich obu? Tego całego Siergieja i Igora? To podłość i straszny egoizm. Gdyby Igor to słyszał, co ja przed chwilą...
- Obiecałaś..
- Tak i dotrzymam obietnicy. Ale też widziałam, jak Igor za tobą tęsknił. To była przelotna fascynacja. Facet ma widać więcej zdrowego rozsądku niż ty. I do tego jeszcze zawodnik MMA. A jesteś pewna, że to nie jakiś kryminalista?
- Na pewno nie! - Sonia gwałtownie zaprzeczyła - On by nikogo nie skrzywdził! Gdybyś wiedziała jak się mną troskliwie zajął...
- Moja droga, to akurat mało trafiony argument. Tobą to chętnie zająłby się każdy facet, więc wiesz...
- Dobra, już ty mnie nie ściemniaj - Sonia uśmiechnęła się, ale poczuła się dotknięta uwagami Leny. Wiedziała jednak, że przyjaciółka ma sporo racji - Dobra, a teraz mów, co to za jeden, ten który ci skradł serce?
Andriej zacisnął zapięcia na rękawicach Siergieja.
- Dobra, gotowe. Ty też gotowy? - zwrócił się do szczupłego chłopaka czekającego na ringu, który

99




twierdząco pokiwał głową. Był wpatrzony, jak większość, w Siergieja jak w obraz. Był dla niego wzorem do naśladowania.
- Ja bardzo dziękuję, że mnie pan wziął. To wiele dla mnie znaczy - powiedział poważnie.
- Mam tylko nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i nie zmarnujesz sobie życia. Mama zdrowa?
- Tak, o wiele lepiej. Za te pieniądze, które i pan dał kupiłem jej lekarstwa. Dziękuję panu...
- Dobra, to koniec gadania i bierzmy się do roboty - to mówiąc wyprowadził uderzenie, które sięgnęło twarzy młodego chłopaka - No młody, nie możesz dać się zaskakiwać - roześmiał się. Kiedy skończyli z chłopaka pot lał się strumieniami.
- Ale mi pan dał wycisk - powiedział z trudem łapiąc oddech.
- Trzeba popracować nad twoimi nogami - powiedział Siergiej - Zajmiemy się tym jutro.
Andriej wytarł czoło przyjaciela - No to który następny?
Po pracowitym dniu Siergiej czuł znużenie. Poszedł do szatni, wziął duży ręcznik i poszedł pod prysznic. Strumień ciepłej wody działał kojąco na wyeksploatowane wysiłkiem fizycznym ciało. Zamknął oczy. Przed oczami stanęła mu Sonia. Chora, bezradna i blada. Leżąca w wannie i okryta

100




prześcieradłem. Była taka bezbronna i zdana na jego łaskę. Przyznał w duchu, że wykazała się kompletną bezmyślnością ruszając samotnie w taką podróż, do tego autem kompletnie nie przygotowanym do takich eskapad. Z drugiej jednak strony był pełen podziwu dla jej odwagi i wiary we własne możliwości. Nagle przeszył jego serce niepokój, gdy przypomniał sobie swoją reakcję, gdy go obudziła przynosząc śniadanie. Mógł ją przecież bardzo skrzywdzić. Ciężko westchnął.
- Kiedy wyjdziesz? - z zadumy wyrwało go pukanie w drzwi i głos Andrieja - Ktoś na ciebie czeka.
- Kto? - zapytał zakręcając wodę. Owinął ręcznik wokół bioder, wziął kosmetyczkę i otworzył drzwi - Co ty tu robisz? - zapytał na widok Niny.
Nina była kiedyś narzeczoną Siergieja. Znali się od bardzo dawna, była jego wielką miłością. Długonoga blondynka o jaskrawoniebieskich oczach przykuwała uwagę każdego mężczyzny i Nina była tego świadoma. Swoje "atuty" wykorzystywała we wszystkich możliwych sytuacjach. Siergiej nie potrafił jej niczego odmówić. Miała jednak trudny charakter. Bywała podła i bezlitosna, o czym Siergiej przekonał się

101




wielokrotnie. Miłość do niej przesłaniała mu zdrowy rozsądek. Chciał jej rzucić świat do stóp, spełniał każdą jej zachciankę. To przez nią i dla niej popełnił największy błąd swego życia - wstąpił do lokalnej grupy gangsterskiej. Jego postura zazwyczaj działała tak, że opór restauratorów, właścicieli różnych lokali, znacznie malał. Z jego aktywności w grupie Czukowa i profitów z niej płynących, najbardziej korzystała Nina. Jednak któregoś dnia Siergiej wrócił do domu wcześniej. Kupił w kwiaciarni wielki bukiet czerwonych róż i pobiegł do ukochanej. Kiedy tylko przekroczył próg ich wspólnego apartamentu przy Newskim Prospekcie, doznał szoku. Nina była pogrążona we śnie, z głową opartą o pierś innego mężczyzny. Doszło do bijatyki, awantury, zakończonej rozstaniem. Nie pomogły płacze, obietnice i przeprosiny ze strony Niny. Dla Siergieja wszystko się skończyło. Jego budowany mozolnie świat legł w gruzach. Planował wspólną przyszłość, dom, dzieci, a nawet ślub. Wszystko w jednej chwili runęło niczym domek z kart. Spakował swoje rzeczy w jedną walizkę, zostawił Ninie apartament i samochód. Szybko

102




pojął, że współpraca z Czukowem to był błąd. Ciężko było od niego odejść ale się udało. Po jakimś czasie kupił ziemię z dala od Petersburga i wybudował dom. Aktywnie rozwinął swoją karierę sportową, która przez pewien czas była jedynym źródłem jego dochodów. Po jakimś czasie stało się jednak oczywiste, że nie będzie w stanie z tych środków wykończyć domu i normalnie żyć. Przypadkiem spotkał znajomego maklera giełdowego i zainteresował się tym. Założył rachunek maklerski. Przy pomocy przyjaciela i za jego radami zaczął inwestować. Po jakimś czasie zaczął na tym zarabiać. Najpierw były to niewielkie kwoty, potem większe. Z czasem giełda stała się głównym źródłem jego dochodu. Zostawił przeszłość za sobą. Był gotów otworzyć nowy etap w swoim życiu, z dala od Niny i Czukowa.
- Po co przyszłaś? - zapytał nakładając koszulkę.
- Chciałam cię zobaczyć. Tęsknię...
- Nina, marnujesz tylko czas. I swój i mój. Nic z tego nie będzie.
- Ale byliśmy tacy szczęśliwi...
- Nina, juz dawno nie ma "nas". I myślę, że nie było długo przed tym, jak dowiedziałem się o twojej zdradzie.
- Sierjoża

103




- powiedziała czułym głosem - Spróbujmy jeszcze raz. Wiele par daje sobie druga szansę i udaje im się. Dlaczego także nam miałoby się nie udać?
- Udaje im się bo oni chcą. A ja już nie chcę. Zrozum - nachylił się i spojrzał jej w oczy z kamienną twarzą - Ja cię nie kocham. Ty już dla mnie nic nie znaczysz. Im szybciej to pojmiesz i zaakceptujesz tym lepiej dla ciebie. Tracisz czas...
- Nie wierzę! - krzyknęła ze złością - A może masz kogoś innego?!
- Nie mam nikogo i z nikim sie nie spotykam, jeśli o to ci chodzi. A teraz czy mogłabyś wyjść, bo chcę sie przebrać?
- Kiedyś nie przeszkadzało ci to, że cię takim widziałam.
- Masz rację. To było kiedyś, a teraz jest teraz - to mówiąc otworzył drzwi szatni i wypchnął Ninę brutalnie za drzwi - Do widzenia! - trzasnął drzwiami, które o mało nie wypadły z futryną. Nina usłyszała tylko przekręcanie klucza w zamku. Wiedziała, że nic tu po niej.
Siergiej ubrał się i wyszedł z szatni. Zwrócił się do Andrieja układającego ciężarki na stojaku:
- Jeśli jeszcze raz wpuścisz ją do mnie, odejdę stąd. Chcę o niej zapomnieć i nigdy nie oglądać.
- Ale Sierjoża, może ona

104




ma rację, może powinieneś jej dać drugą szansę? Może zrozumiała, że popełniła błąd?
- Andriej, mnie to już naprawdę nie interesuje. Może niektórzy faceci potrafią takie rzeczy zapomnieć, ale ja do nich nie należę. Dla mnie ona już nie istnieje - poklepał przyjaciela po plecach i skierował się do wyjścia.
Kiedy Sonia przekroczyła próg mieszkania, Igor juz na nią czekał. Siedział w łóżku, z laptopem na kolanach i coś zawzięcie pisał.
- O, jesteś kotku? - powiedział, kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
- Co robisz? - zapytała i rzuciła torebkę na łóżko.
- Szykuje dokumenty do jutrzejszej rozprawy.
- Tak? - skrzywiła się - A mieliśmy iść zwiedzać Ermitaż. Nie pójdziemy?
- Ależ skarbie, oczywiście że pójdziemy. Rozprawa jest na 11.00, a potem mamy dzień wolny. Spotkamy się gdzieś na mieście.
- A mogę iść z tobą?
- Ze mną? - nie krył zdziwienia - A po co?
- A tak, z ciekawości. To sprawa tego chłopaka, który chciał wyłudzić odszkodowanie?
- Tak, to ta sprawa. I naprawdę chce ci się iść? Interesuje cię, jak prowadzę sprawy?
Sonia odwiesiła kurtkę na wieszak i zdjęła buty. Opadła na łóżko,

105




spojrzała na Igora i powiedziała:
- Interesuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie. Pójdę z tobą, a potem razem pójdziemy do Ermitażu, ok?
- No jeśli tak chcesz, to proszę bardzo. Lena też będzie, więc i ją możemy zabrać.
- Super! - klasnęła w dłonie - Razem pójdziemy!
Igor zaparkował swojego czarnego mercedesa pod budynkiem sądu. Razem udali się pod salę rozpraw, gdzie czekała na nich Lena oraz rosły mężczyzna, około lat sześćdziesięciu, ubrany w nienagannie skrojony granatowy garnitur. Był łysawy i miał niewątpliwie lekką nadwagę. Pod pachą trzymał czarną aktówkę. Lena w szarej garsonce siedziała na krześle i przeglądała jakieś dokumenty.
- Wreszcie pan jest - powiedział mężczyzna, kiedy Igor podszedł do nich. Uścisnęli sobie dłonie.
- To moja narzeczona, Sonia - przedstawił ją - A to pan Aleksandr Pietrenko.
- Miło mi - Sonia się uśmiechnęła i podała mężczyźnie dłoń, którą ten szarmancko ucałował. Spojrzał na Igora i powiedział:
- Pan to ma szczęście. Taki skarb na wyłączność. Gdzie pan ją chował do tej pory?
- Sonia niedawno przyjechała do Rosji - odparł zdawkowo - Wróćmy do sprawy. Mówi pan

106




to, co wcześniej ustaliliśmy. Zadbam by nie był pan dręczony nachalnymi pytaniami.
- Niech pan pamięta - Pietrenko spojrzał Igorowi w oczy - Ten gówniarz ma siedzieć. Przekaz ma być jasny. Kto mi zajdzie za skórę, poniesie konsekwencje. Nie będzie mi tu jeden z drugim publicznie na ulicy pijaństwa zarzucał.
- Oczywiście, rozumiem. Nie musi mi pan o tym przypominać.
Chwilę czekali. Sonia z Leną podeszły do okna, z którego rozpościerał się piękny widok na pomnik Piotra I, którego koń wdeptywał w ziemię węża.
- Zobacz - powiedziała Sonia - Tu nawet zimą jest magicznie. To miasto jest niezwykłe.
- Tu jest zimno, nie magicznie - Lena zapięła szczelnie żakiet - O, już jest oskarżony - powiedziała na widok młodego, wystraszonego chłopca, zakutego w kajdanki. Soni zrobiło się go żal. Wyraźnie można było dostrzec, że jego rozpacz i łzy są szczere i nieudawane. Wróciły do Igora i Aleksandra. W pewnym momencie drzwi windy ponownie się rozsunęły. Wszyscy automatycznie zerknęli w ich kierunku. Sonia zamarła.
- Jezus Maria - wybełkotała i zbladła jak ściana.
- Sonia? Co ty tu robisz? - wyrwało się Siergiejowi. Wzrok Igora

107




spoczął najpierw na Siergieju, potem na Soni.
- Ty go znasz? - zapytał.
- Tak - wyszeptała nie odrywając wzroku od Siergieja - To on mi pomógł z samochodem.
Siergiej błyskawicznie ocenił sytuację. Pokojarzył fakty. Narzeczony Soni, prawnik, to Igor. Ten, który chce posłać Saszę do więzienia. Nie mógł pojąć, jak mogła związać się z kimś tak bez skrupułów jak on. Po chwili przyszło otrzeźwienie. Odwrócił się do nich plecami.
- To on ci auto naprawił? - Igor wyrwał Sonię z zamyślenia. Pokiwała głową. Chwilę myślał, po czym podszedł do Siergieja.
- Chciałem panu podziękować, za pomoc jaką okazał pan mojej narzeczonej. W obecnych czasach nie jest to takie powszechne - wyciągnął do Siergieja rękę, którą ten uścisnął - Może kiedyś będę się w stanie panu zrewanżować. W każdym razie jeszcze raz dziękuję.
Igor domyślił się, że Siergiej przyszedł to dla Saszy i najprawdopodobniej jest jego krewnym lub przyjacielem.
- Przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach - dodał na zakończenie.
- Soniu, to on, prawda? - zapytała Lena - To o nim mi opowiadałaś?
- Tak, ale co on tu robi? Może ten chłopak to jego

108




syn?
- Zgłupiałaś? - rzekła po namyśle Lena - Musiałby naprawdę wcześnie zaczynać. On jest gdzieś dopiero po trzydziestce. Tak myślę.
- Nie mam pojęcia.
Stały tak obie chwilę. Soni miała wrażenie, że nogi przyrosły jej do podłogi. Nie mogła od niego oderwać wzroku. Owszem, cieszyła się, że zobaczyła Siergieja ale okoliczności w jakich się to stało, nie były już tak optymistyczne. Nawet nie zauważyła, kiedy zostali wezwani do sali rozpraw.
- Poczekasz tu? - zagadnęła ją Lena - Sonia, słyszysz? - potrzasnęła przyjaciółką - Oprzytomnij! Igor tu jest!
- Tak, tak. Oczywiście, poczekam...
- Dobra, lecę, to nie potrwa długo.
Korytarz opustoszał. Sonia podeszła do okna i spojrzała na pomnik Piotra I.
- Może powinnam wymazać obraz Siergieja ze swojej pamięci? - myślała - Może Lena ma więcej racji niż mi się wydaje? Czemu, kiedy zawołał moje imię, serce zaczęło mi bić jak oszalałe? Czy to jakiś znak? Czy to jest normalne? Jak mam nazwać to, co do niego czuję? Przecież kocham Igora. Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie?
Wpatrywała się w białe zaspy śniegu za oknem i turystów, którym niestraszne były

109




rosyjskie zimy, robiących sobie zdjęcia przy pomniku. Z zadumy wyrwały ją krzyki dochodzące z sali rozpraw. Kiedy do nich podeszła, te z impetem się otworzyły. Aleksandr wypadł z sali jak burza. Na jego twarzy malowała się wściekłość. Zatrzymał się, a jego wzrok spoczął na Soni.
- Pani narzeczony... - wziął wdech po czym dodał - On jest skończony! Ja mu nie daruję, a pani współczuję! - odwrócił się na pięcie i poszedł do windy, której drzwi niczym bramy sezamu, jak na zawołanie się rozsunęły. Sonia stała osłupiała. Nie bardzo wiedziała czego była świadkiem. Z sali wyszli Igor i Lena. Igor, w przeciwieństwie do swojego, zapewne byłego już klienta, wydawał się oazą spokoju. Jednak Sonia nie dała się zwieźć pozorom. Znała Igora i wiedziała, że za ta kamienną twarzą kryją się wszystkie negatywne emocje.
- Igor, co tam się stało? Czego on był taki wściekły? On mówił, że jesteś skończony.
Igor układał dokumenty w brązowej, skórzanej aktówce.
- Igor, mówię do ciebie!
- Kotku - odparł spokojnie i z uśmiechem - Nieważne, nie zaprzątaj sobie tym głowy. Wszystko jest w porządku. Choć, idziemy zwiedzać

110




Ermitaż. Mieliśmy to dzisiaj zrobić - wziął w jedną rękę aktówkę, a drugą dłoń Soni. Wyrwała rękę z uścisku.
- Nie traktuj mnie jak idiotkę!
- Nie traktuję cię tak i wiesz o tym. Powiedziałem ci, że nic się nie stało i temat zamknięty.
- Mówił, że jesteś skończony.
- Wiesz mi skarbie, on nie jest w stanie mi zaszkodzić - odparł pewnie, spoglądając Soni głęboko w oczy.
- Skazali tego chłopaka? - zapytała.
- Tak, ale dostał wyrok w zawieszeniu.
- To znaczy, że nie pójdzie do więzienia?
- Nie, nie pójdzie. Możemy już iść? - Igor wierzył, że Sonia wreszcie odpuści. Mylił się.
- To znaczy, że był w końcu winny czy nie?
- A jakie to teraz ma znaczenie?! Jest po sprawie, temat zamknięty. Ja chciałbym już stąd iść!
- Był winny czy nie? Odpowiedz mi? - zapytała cicho, niemalże szeptem, ale stanowczo.
Igor spojrzał w okno, w które niedawno spoglądała Sonia. Chwilę myślał, po czym nie odwracając od niego wzroku zapytał:
- A co, jeśli był niewinny?
Sonia pobladła. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Wzięła głęboki wdech i powiedziała nie kryjąc oburzenia:
- Więc gotowy byłeś posłać za kratki to biedne

111




dziecko, ze świadomością, że jest niewinny?
Nie mogła uwierzyć, że byłby do tego zdolny. Według niej była to podłość, do której Igor nigdy by się nie posunął.
- Kochanie... - Igor chciał coś odpowiedzieć gdy usłyszał za sobą głos Siergieja:
- Dziękuje panu. W imieniu swoim i Saszy.
- Nie ma za co. Teraz jesteśmy kwita. Do widzenia - Igor nie miał ochoty na dalszą konwersację. Wzrok Siergieja na chwilę zatrzymał się na Soni.
- Do widzenia - odparł i poszedł obejmując uśmiechniętego Saszę. Kiedy drzwi winy zamknęły się za nimi, zapytała:
- Dla mnie to zrobiłeś, prawda? Nie dlatego, że chciałeś sprawiedliwości ale dlatego, żeby spłacić dług wdzięczności? Gdyby nie to, ten chłopak poszedłby siedzieć, prawda? - czuła jak narasta w niej gniew.
- No i co z tego?! - Igor stracił cierpliwość - Tak, zrobiłem to za to, że ci pomógł, co w tym złego? Zrewanżowałem się i też mu pomogłem! To jakiś jego znajomy czy wychowanek.
- Ale tobie nie chodziło o sprawiedliwość! Życie i przyszłość tego chłopaka nie miały dla ciebie znaczenia! Gdyby Siergiej mi nie pomógł, niewinny człowiek trafiłby do więzienia, nie

112




rozumiesz tego? Co się z tobą stało?! Nigdy taki nie byłeś!
Igor nachylił się do Soni i wycedził przez zęby:
- Czego ty, kurwa, chcesz? Tak tu wygląda sprawiedliwość. Gdybym ja nie wziął tej sprawy, wziąłby ją kto inny. I tam nie byłoby takiego jak ja i takiej jak ty, a ten chłopak dzisiaj poszedłby nie do domu ale za kratki, rozumiesz?! Sprawiedliwości stało się zadość, więc powinnaś się cieszyć, a nie analizować wszystko jak jakiś pieprzony filozof!
Sonia stała z otwartymi ustami zszokowana i osłupiała, nie wierząc w to co usłyszała. Jeszcze nigdy nie doszło pomiędzy nimi do tak poważnej wymiany zdań.
- Idziesz? - zapytał rzeczowo.
- Idę - powiedziała i poszła w kierunku windy, nawet nie patrząc na Igora.
- Poczekajcie na mnie! - Lena wskoczyła w ostatniej chwili, nim drzwi windy się zamknęły.
- Gdzieś ty była? - zapytał Igor z nutą irytacji w głosie - Idziesz z nami do Ermitażu?
- Ja chcę do domu - odezwała się szybko Sonia, zanim Lena udzieliła odpowiedzi.
- Dobrze - powiedział Igor - Zawiozę was do wybranej knajpy, a sam wrócę do domu. Spojrzał na Sonię.
- Znam cię - spojrzał na zegarek - Godzina młoda. Tu

113




niedaleko jest dobra restauracja, mają świetną pizzę. Pasuje? - spojrzał na Sonię.
- Pasuje.
Czuła się pokonana. Znała Igora ale on także doskonale wiedział, jak z nią postępować. Spuściła głowę w geście kapitulacji.
- Sałatka grecka i pieczywo tostowe dwa razy - Sonia odłożyła kartę, a gdy kelner się oddalił dodała - Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że on tak postąpił. Byłaś tam, co się wydarzyło?
- Wiesz co, widziałam tylko, jak Igor nachylił się do Pietrenki i coś mu powiedział. Tamten najpierw pobladł, a potem zrobił się czerwony jak burak, zacisnął zęby ale nic nie powiedział.
- I nie słyszałaś co powiedział Igor?
- Nie. Właśnie nie wiem. Ale to musiało być coś ważnego, skoro Pietrenko nic nie powiedział, kiedy sędzia ogłaszał wyrok w zawieszeniu.
- Nie wiem co w niego wstąpiło. Kiedyś w życiu by tak nie postąpił. Nie broniłby kogoś, o kim wiedziałby, że jest winny, ani nie żądał wyroku dla kogoś, kto jest niewinny.
Lena bacznie obserwowała przyjaciółkę. Po chwili namysłu powiedziała:
- Nie obraź się, ale mi się wydaje, że to wszystko wyolbrzymiasz. Owszem, też bym nie była

114




uszczęśliwiona takim obrotem spraw ale trochę histeryzujesz. Igor miał rację, tu jest inaczej. Masz głowę pełną ideałów, ale to jest życie. I twoje obrażanie się nic nie zmieni. Nie chodzi mi o to, żeby cię krytykować, ale uzmysłowić jak to tutaj wygląda. No takie są realia. A poza tym odnoszę wrażenie, że szukasz pretekstu by się zobaczyć z tym całym Siergiejem.
- Nieprawda! - Sonia gwałtownie zaprzeczyła.
- Nie wiem jaka jest prawda, bo tylko ty ją znasz. Ale czasem zastanów się czy twoja ocena nie jest zbyt surowa i czy nie krzywdzisz kogoś. Bo, według mnie, dzisiaj przesadziłaś. Ja z nim rozmawiałam...
- Z kim? Z Igorem?
- Nie. Z Siergiejem.
- Z Siergiejem? - Sonia wyraźnie się ożywiła.
- Widzisz sama, jak na niego reagujesz. Ja cię tylko proszę o jedno. Bądź z Igorem szczera. Jeśli nie będziesz chciała z nim być, to mu to po prostu powiedz. On nie zasłużył na bycie oszukiwanym.
- Co ty bredzisz?! - Sonia wybuchnęła - Ja go nie oszukuję! Kocham Igora, ale trudno mi pewne rzeczy pojąć!
- Rozumiem..- Lena zamieszała łyżeczką swoją zieloną herbatę i wyjęła torebkę.
Sonia położyła rękę na dłoni

115




przyjaciółki.
- Lena, ja cię przepraszam za to, co powiedziałam. Zachowałam się jak świnia. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Wybacz mi...
- W porządku, zapomnijmy o tym.
- Ermitażu też mi się już nie chce zwiedzać. Nie dzisiaj.
- No to może jakieś zakupy?
- Czekaj - Sonia zaczęła wyciągać na stół zawartość torebki - Sprawdzę czy mam ze sobą kartę do konta Igora - Mam! - z dumą pokazała Lenie kartę. Mogły się teraz zrelaksować, bo zakupy zawsze sprawiały im przyjemność. Kiedy Sonia, obładowana torbami, wróciła do domu, panował w nim całkowity mrok.
- Co do diabła? Gdzie Igor? - pomyślała i włączyła światło. Aż podskoczyła na widok siedzącego w fotelu narzeczonego. Był pogrążony w myślach, wpatrując się w mrok panujący za oknem, rozjaśniony milionami gwiazd na bezchmurnym, nocnym niebie.
- To, co dzisiaj się wydarzyło nie daje mi spokoju. Przepraszam cię, że straciłem panowanie nad sobą. Nerwy mnie poniosły. To stres.
Sonia podeszła i oplotła rękoma jego szyję, usiadła mu na kolanach i przytuliła.
- Wiem, ja też przesadziłam. Tez nie jestem bez winy. Nie wiem dlaczego się tak zachowałam. Daj mi trochę czasu

116




na poznanie życia tutaj.
- Co tylko zechcesz - objął ją czule. Usłyszała westchnienie ulgi wydobywające się z piersi Igora.
- Sasza, możesz odetchnąć - Siergiej objął chłopaka po ojcowsku - Już wszystko w porządku, przestań płakać - uspokajał szlochającego chłopca, któremu wielki kamień spadł z serca.
- Kto by pomyślał, że to wszystko się tak skończy - Andriej rozsiadł się wygodnie na kanapie w domu Siergieja - Tylko dzięki tobie Sasza jest dzisiaj tutaj.
- Nie - Siergiej spojrzał w okno - Nie dzięki mnie, ale dzięki temu, że ten prawnik Sonię kocha tak bardzo. Gdyby jej tak nie kochał, nigdy nie zaryzykowałby swojej kariery dla Saszy. On to zrobił tylko dla niej.
- Dziwny facet - Andriej pociągnął łyk gorącej herbaty. Trudno mu było pojąć, że świetny prawnik dla takich pobudek aż tak zaryzykuje. Przecież wszyscy wiedzieli, że Pietrenko chce wyroku bezwzględnego więzienia.
- Nie dziwny, ale zakochany - odparł Siergiej.
- Bardzo panu dziękuję - powiedział dochodzący do siebie Sasza. Ostatnie dni były dla niego pasmem udręki, lęku i niepewności. Był szczupłym, wysokim chłopcem o spokojnym usposobieniu - Ja nie

117




wiem, co bym bez was obu zrobił - otarł łzy rękawem.
- Dobrze już, dobrze - Siergiej poklepał serdecznie chłopca po plecach - Jak chcesz, to możesz poćwiczyć na siłowni.
- Mogę? - zobaczył błysk w oczach chłopca, taki sam, jaki kiedyś gościł i w jego oczach - To ja pójdę...
- Tam, w szafce masz ręczniki i spodenki - po tych słowach Sasza zniknął za drzwiami siłowni Siergieja.
- Dobrze, że może o tym zapomnieć - powiedział Andriej - A przed nami turniej. Masz bardzo duże szanse na wygraną. Już od dawna na to pracujesz.
- Andriej - powiedział poważnie Siergiej - Takie same szanse ma każdy z zawodników. Serce do walki może zdziałać więcej niż mięśnie.
- Ale przecież tobie serca do walki nie brak.
- Zgadza się, ale innym również. Chodź, zrobimy coś na kolację. Jak młody poćwiczy, z pewnością będzie głodny.
Kiedy wszyscy poszli spać, Siergiej usiadł w salonie na kanapie. Z kominka padały jasnopomarańczowe smugi gasnącego żaru. Spojrzał na trzymaną w dłoni płytę z filmem "Wichrowe wzgórza". Przed oczami stanął mu obraz Soni opartej głową na jego piersi, obejmującej go rękoma. Przypomniał sobie co

118




wtedy czuł. Było to uczucie, którego dawno nie doświadczał, a za którym nieświadomie tęsknił. Uczucie bliskości drugiego człowieka. Serce nagle zaczęło mu bić szybciej, miał wrażenie, że krew w żyłach stała się bardziej gorąca. Na pozór wydawał się człowiekiem ze stali, z silnym charakterem i osobowością. Z niejednego pieca chleb jadł i wiele w życiu przeszedł. Tak bliski był mu Sasza, gdyż bardzo przypominał jego samego. Mimo, że życie obu nie rozpieszczało, zdarzało im się błądzić, to obaj nie zeszli na złą drogę i umieli się podnieść po upadku. Dla Siergieja sport był tym, co pozwalało mu przetrwać chwile zwątpienia w sens tego, co robi. Teraz tą drogą podążał Sasza. Siergiej był dla niego mentorem i wzorem do naśladowania. Ale Siergiej sam tęsknił za miłością, marzył o niej. Był przekonany, że to Nina będzie kobietą, przy której się zestarzeje, doczeka dzieci i wnuków. Nie wyobrażał sobie, by było inaczej. Nina zdradziła go ze swoim kolegą z pracy. Niewinny romans, jednak Siergiej takiej zdrady nie mógł i nie chciał ani wybaczyć ani zapomnieć. Uświadomił sobie, że ten krótki pobyt Soni w jego

119




domu obudził uczucia i potrzeby, o których już zapomniał, które pozostawały w uśpieniu. Chciałby jeszcze raz poczuć na sobie jej dłonie. Żałował, że jej wtedy w siłowni nie pocałował. Odłożył płytę do pudełka stojącego na podłodze. Postanowił teraz skoncentrować się wyłącznie na turnieju i przygotowaniach do niego. Poziom z pewnością będzie wysoki. Wstał, ociężale poszedł na górę, by się położyć. Ostatnie dni zapewniły wystarczająco dużo emocji.
Igor spojrzał na zegarek.
- Kotku, ja już muszę lecieć. Co dzisiaj zamierzasz robić? Znowu zwiedzanie? Bo przez ostatnie tygodnie nic innego nie robisz. Czy jest w tym mieście coś jeszcze, czego nie widziałaś?
Rzeczywiście, Sonia chłonęła całym sercem piękno i majestat Petersburga. Napawała się widokiem starych, wspaniale odnowionych i zadbanych, kamienic. Metrem mogła przejeździć cały dzień tylko dla obejrzenia każdego szczegółu stacji. Każda była inna, każda piękna i niepowtarzalna. Kiedy przekroczyła prób Soboru Kazańskiego, po prostu usiadła pod ścianą i patrzyła. Patrzyła na olbrzymie obrazy świętych, piękne ołtarze, a gdy wysoko zadarła głowę

120




jej oczom ukazała się gołębica otoczona wpadającymi promieniami zimowego słońca. Wiedziała, że żeby to piękno pojąć, trzeba je zobaczyć. Na nic zdają się opisy słowne.
- Oczywiście - uśmiechnęła się - Dzisiaj chyba przejadę się do Carskiego Sioła. W najbliższym czasie planuję Twierdzę Pietropawłowską. I tak długo na mnie czekała.
- Fakt, nie wiem jakim cudem się jeszcze uchowała. Masz ty zdrowie - zażartował - To zwiedzaj, a ja lecę. Pa, kotku - pocałował Sonię w policzek i zniknął za drzwiami.
- Pa - powiedziała. Podeszła do okna i patrzyła jak wsiada do swojego czarnego Audi. Kiedy auto Igora zniknęło za zakrętem, ubrała się i poszła na przystanek, z którego odchodził bus do Carskiego Sioła. Nie bardzo wiedziała gdzie wysiąść ale wyszła z założenia "koniec języka za przewodnika". Zazwyczaj wychodziła na tym dobrze. Kiedy wyjechali na obrzeża miasta, krajobraz stał się bardziej ponury. Zaczęła dostrzegać jego inną stronę. Blokowiska z wielkiej płyty, zaniedbane podwórka, odrapane, obskurne budynki. Jechali od dłuższego czasu, kiedy Sonia poczuła niepewność, czy aby na pewno dobrze jedzie. Z

121




obu jej stron siedziały typowe rosyjskie babcie - opatulone chustkami, w ciepłych paltach, z torbami. Nachyliła się do jednej z nich i zapytała:
- Carskie Sioło, dobrze jadę?
Babcia uśmiechnęła się serdecznie i odparła:
- Tak, tak. Puszkinskoje.
Sonia poczuła lekki niepokój ale nie dała po sobie nic poznać. Kulturalnie i z uśmiechem podziękowała babci. Po kolejnym kwadransie ten sam scenariusz powtórzyła wobec drugiej starowinki, która odparła:
- Puszkinskoje, dobrze, dobrze.
Już o nic nie pytała. Po kilkudziesięciu minutach wjechali do jakiegoś miasta. Kiedy tylko zobaczyła tabliczkę z napisem "Carskie Sioło", wysiadła na najbliższym przystanku. Okazało się, że musi jeszcze podejść spory kawałek, jeśli jej oczy mają ujrzeć Bursztynową Komnatę. W końcu podeszła do niewielkiej budki, w której siedziała mało sympatyczna kobieta sprzedająca bilety. Zmierzyła Sonię wzrokiem.
- Proszę bilet do pałacu - powiedziała Sonia.
- Obcokrajowiec? - zapytała podejrzliwie kobieta. Nie bez powodu. Bilety dla obcokrajowców były dwa razy droższe.
- Nie - skłamała. Nie chodziło o pieniądze ale chciała spróbować czy uda jej się

122




tubylców wprowadzić w błąd. Kobieta chwilę się jej przyglądała, po czym pokiwała głową i z politowaniem powiedziała:
- Cudzoziemiec - po czym podała jej droższy bilet. Sonia się poddała.
- Dziękuję - wzięła niechętnie bilet i poszła.
Siedziba rosyjskich carów znajdowała się kilkadziesiąt kilometrów za Petersburgiem. Była też miejscem, w którym znajdowała się replika Bursztynowej Komnaty. Oryginał zaginął w czasie prowadzonych tu działań wojennych i nigdy jej nie znaleziono. Sonia jednak głęboko wierzyła, że oryginalna Bursztynowa Komnata czeka na odkrycie i że nastąpi ono któregoś dna właśnie w Polsce, w którymś z korytarzy słynnego kompleksu Riese. Każdy, kto znał chociażby pobieżnie temat wiedział, że jest to bardzo realne. Ogrody pałacowe, tak piękne latem, teraz świeciły pustkami i grubą warstwa pokrywającego je śniegu. Skierowała się do pałacu. Był w kolorach biało - turkusowym, jego kopuły lśniły złotym kolorem. Sonia chciała wierzyć, że pokrywa je warstwa złota. Taki fakt dodawał temu miejscu jeszcze większej magii. Fasada zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Pałac, jeszcze zanim do

123




niego weszła, oczarował ją swoim majestatem. Mowę odebrała jej dopiero biała klatka schodowa, misternie zdobiona rzeźbami i ornamentami, dwoma rzędami okien, zasłoniętych czerwonymi, marszczonymi zasłonami. Na ścianach znajdowały się małe półeczki, również w białym kolorze, doskonale zlewające się ze ścianami, na których lśniła najwyższej jakości porcelana - głównie dzbany różnej wielkości. Co jakiś czas, pomiędzy nimi pomieszczenie rozjaśniały kinkiety. Schody, zapewne z najwyższej jakości marmuru, pokrywał czerwony, gruby dywan. Sufit, a jakże - zdobyły plafony pokryte różnymi malowidłami. Na podłodze, pod oknami, ustawiono wysokie, białe świeczniki. W kolejnych salach było już tylko piękniej. Tonęły w złocie. Sala balowa była czymś najpiękniejszym w tym pałacu. Przynajmniej w mniemaniu Soni. Ściany co prawda miała białe ale ilość misternych, dopracowanych po mistrzowsku i pokrytych złotem, sztukaterii niemalże w całości zakrywała biel ścian. Z dwóch stron światło rzucały dwa rzędy okien zwieńczonych łukami, a sufit był jednym, wielkim malowidłem. Właściwie był po prostu namalowany na płótnie.

124




Próbowała wyobrazić sobie piękne kobiety w balowych sukniach, przystojnych mężczyzn w carskich mundurach tańczących walca. Zapragnęła wygonić wszystkich zwiedzających by móc cieszyć się samemu tym, co widzi. Doszła w końcu i do Bursztynowej Komnaty, gdzie poczuła się zawiedziona. Sala nie była duża, a Sonia spodziewała się co najmniej takiej samej wielkości jak sala balowa. Ściany owszem, pokrywał pięknie oszlifowany bursztyn w różnych odcieniach, miała świadomość wartości materialnej, jednak wizualnie była rozczarowana.
Był późny wieczór, kiedy pełna wrażeń przekroczyła próg mieszkania. Igor siedział na kanapie, z nogami na stole, laptopem na kolanach, a wokół walała się starta papierów.
- Boże, co to za pobojowisko? - spytała odwieszając kurtkę i ściągając przemoczone buty.
- Kotku i jak było? - udał, że nie słyszał pytania - Podobało ci się?
- Jasne - opadła na kanapę obok Igora. Zrzuciła część papierów i położyła swoje nogi na stole.
- Skarbie - schylił się by pozbierać papiery - To są dokumenty, a ja pracuję.
- Wiem - szepnęła mu do ucha, zdjęła laptop z jego kolan i położyła na stole.
- O

125




nie - zaprotestował - Nic z tego nie będzie. Mam dużo pracy.
- Ale dlaczego? - zrobiła oczy spaniela, co zazwyczaj skutkowało.
- Nie dzisiaj - spoważniał - Ale mam dla ciebie coś, co powinno ci sprawić radość - to mówiąc odwrócił się i podał jej dużą kopertę - Otwórz.
Zdziwiona zajrzała i wyjęła z niej jakieś dokumenty. Zaczęła czytać.
- To jest akt własności mieszkania - uprzedził ją zanim skończyła czytać - Przy Newskim Prospekcie. Trochę ponad sto metrów. Zawsze chciałaś przy głównej ulicy. Udało mi się kupić po okazyjnej cenie.
Rzeczywiście, zawsze o tym myślała. Zrobiło jej się trochę smutno, bo umawiali się, że razem dokonają wyboru, a tu Igor sam zadecydował, ale uznała, że nie warto o taki drobiazg kruszyć kopii.
- Cudownie! - rzuciła mu się na szyję - To kiedy się przeprowadzamy?
- Nie tak szybko - odparł - Dzisiaj weszła tam dopiero ekipa remontowa. Mają przygotować wszystko do malowania, poszpachlują, odnowią. Potem wybierzesz sobie kolory farb i meble. Są tam trzy pokoje, łazienka i kuchnia. Jasne i dość ustawne. Jak chciałabyś je urządzić? - spojrzał jej w oczy i poczuł się szczęśliwy,

126




że mógł jej sprawić radość.
- Jak trzy to może zrobimy sypialnię, pokój dzienny i pokój dla gości. Jakby ewentualnie odwiedzili nas moi lub twoi rodzice. No albo twój brat - rozmarzyła się. Jednak Igor doskonale zdawał sobie sprawę, że jego rodzice prędzej zamieszkają w hotelu, niż w mieszkaniu, które dzieli z Sonią.
- No w sumie masz rację, ale myślę, że rodzice za często nie będą wybierać się w taką podróż, a Karol jest pochłonięty biznesem.
- A balkon jest? Chciałabym jakieś kwiatki posadzić. Chociaż kilka doniczek.
- No jest ale szału nie robi. Wiesz, to główna ulica. Co prawda widok na park, ale przez drogę.
Igor wiedział, że marzeniem Soni jest mały domek z dużym ogrodem i chciał jej taki kiedyś dać, ale na razie musieli ograniczyć się do mieszkania.
- I tak jest cudownie. To kiedy pójdziemy je obejrzeć?
- Jutro mam spotkanie z klientem, zejdzie mi na to trochę czasu. Pojutrze rano pojedziemy. Może być?
- Jutro zajmę się nicnierobieniem. Może pójdę na kawę z Leną, jak ją wcześniej wypuścisz.
- No niestety kochanie ale po spotkaniu z klientem Lena będzie mi potrzebna, ale postaram się żeby wyszła

127




chociaż trochę szybciej. Na spotkaniu z klientem nie musi być, ale potem juz tak.
- A co to za klient? - zaciekawiła się.
- Nieważne. W każdym razie nie jest to młody i niewinny chłopak.
- A o co jest oskarżony? Bronisz go?
- Soniu, nie powiem ci. Raz powiedziałem i przypłaciłem to awanturą. I wystarczy.
- Powiedz przynajmniej o co jest oskarżony.
- Kotku, to poważna sprawa. Jest oskarżony o wymuszenia, haracze, rozbój, pobicie ze skutkiem śmiertelnym i morderstwo.
- Matko Boska, to jakiś kryminalista! - powiedziała przerażona.
- Koniec tematu - powiedział Igor zanim zalała go gradem pytań. Wiedział, że nie powinien jej wtajemniczać w tą sprawę. Szczególnie w tą - Więcej ci nie powiem. Myśl teraz jak umeblować mieszkanie, bo ja się na tym nie znam i nie mam do tego głowy.
- Jesteś w świetnej formie! - powiedział Andriej widząc jak Siergiej posyła na deski kolejnego sparingpartnera - Masz w kieszeni wygraną w tym turnieju.
- Nie tak prędko. Wiem, że inni też nie zasypują gruszek w popiele. Też ciężko trenują i nie można ich lekceważyć.
- Nie mówię, żebyś ich lekceważył ale nie wiem co by się musiało stać, żebyś

128




przegrał.
- A co tam u Saszy? Jak sobie radzi?
- Przestał jeździć do pracy rowerem i przerzucił na komunikację miejską. Boi się, że może się coś takiego powtórzyć i wtedy może nie mieć tyle szczęścia. Wie, że wszystko zawdzięcza tobie. Gdybyś ty nie wyciągnął do niego ręki, to nie wiadomo gdzie by teraz był.
- Przykre, że tyle młodych dzieciaków nie ma szans na lepszy start. A czasem wystarczyłoby tak niewiele, żeby im pomóc.
Nagle drzwi siłowni otwarły się i stanął w nich Czukow.
- Sierjoża, widzę, że jesteś w życiowej formie! - mężczyzna podszedł do ringu - Może jednak rozważysz moją propozycję? Nie uwierzysz, kto mnie odwiedził. Nina u mnie była.
Twarz Siergieja przybrała kamienny wyraz.
- Czego chcesz? Jeśli nadal liczysz na naszą współpracę, to tracisz czas.
- Zastanów się - Czukow usiadł na krześle obok ringu - Pamiętaj, nikt nie zaoferuje ci lepszych warunków i finansów. Nigdzie więcej nie zarobisz.
- Skończyłeś? - Siergiej zszedł z ringu i stanął przed Czukowem. Chociaż ten ostatni ni należał do niskich, Siergiej przewyższał go niemal o głowę. Czukow, jakby przeczuwając kłopoty zerknął za

129




siebie, czy w pobliżu są jego kompani gotowi interweniować gdyby ich szef znalazł się w opałach. Siergiej też dostrzegł dwóch rosłych mężczyzn, ogolonych na łyso, w czarnych, skórzanych kurtkach, spod których wystawały słabo ukrywane rękojeści pistoletów. Znał ich, kiedyś byli jego kolegami.
- Co, sam się bałeś?
- Nie nazywaj ostrożności strachem. To na wypadek, jakby przyszły ci do głowy jakieś nierozsądne pomysły. Staram się być przewidujący.
- Co, mnie też zastrzelisz jak tego restauratora? Ja się ciebie nie boję, Czukow. Mnie tymi dwoma - wskazał na dawnych kolegów - Nie przestraszysz.
- Tamten restaurator też się nie bał - odparł z pogardą Czukow - Wiem, że nie masz nic do stracenia, dlatego jesteś dla mnie taki cenny. Nina u mnie była - dodał po chwili - Bardzo cierpi. Nadal cię kocha. Ta przygoda z tym gówniarzem to był błąd. Przecież kiedy dla mnie pracowałeś dobrze ci się powodziło, miałeś u boku piękną kobietę. Nie chciałbyś do tego wrócić?
- Skończyłeś? - zapytał zirytowany Siergiej - Nie wycofam się z raz podjętych decyzji. A Nina na skargę może iść do samego piekła, i tak nic nie wskóra.

130




Sama jest sobie winna. A teraz do widzenia, jestem zajęty.
- Jeszcze do mnie przyjdziesz i będziesz prosił, żebym pozwolił ci wrócić.
Siergiej stracił cierpliwość, złapał Czukowa za klapy sztruksowej marynarki. W jednej chwili poczuł przy skroni zimną lufę pistoletu.
- Nie robiłbym tego Sierjoża - powiedział cicho Wasyl, dawny druh - Jeśli będzie trzeba, zastrzelę cię.
Siergiej zobaczył triumfalny uśmiech na twarzy Czukowa. Odwrócił się i poszedł wściekły do szatni.
- On do was nie wróci - powiedział Andriej do Czukowa - To człowiek o żelaznym charakterze. Skoro tak postanowił, to nie złamie się przed nikim.
- To się jeszcze zobaczy - Czukow poprawił marynarkę, odwrócił się, dał znak kompanom, po czym wszyscy zniknęli za drzwiami.
- No i jak ci się podoba mieszkanie? - zapytał Igor - Ja wiem, że Hilton to to nie jest, ale myślę, że sto metrów na nas dwoje wystarczy. No i najważniejsze, przy Newskim Prospekcie.
- Igor, oczywiście, że wystarczy! Jest piękne! I te duże okna! - Sonia nie kryła zachwytu nad ich nowym, wspólnym gniazdkiem. Mieszkanie mieściło się w odrestaurowanej, starej kamienicy i było świeżo

131




odnowione.
- W starym budownictwie zazwyczaj takie są. Cieszę się, że ci się podoba - objął ją czule i pocałował w czoło - Teraz pani domu musi się zająć meblowaniem tego wszystkiego. Musisz się tym zająć sama, ja mam dużo pracy.
- Jutro zacznę się rozglądać - rzuciła mu się na szyję - Tak cię kocham!
Igor rzucił swoją czarną, skórzaną aktówkę na podłogę, objął Sonię i zaczął namiętnie całować. Oparł ją o ścianę, unosząc wysoko ręce.
- Igor... - wyszeptała pomiędzy jednym, a drugim pocałunkiem spadającym na jej twarz.
- Co skarbie? Tak bardzo cię kocham... Mógłbym dla ciebie zabić...
- Igor! - oprzytomniała - Co ty mówisz?!
Igor się zreflektował. Objął ją mocno.
- Żartowałem skarbie. To był tylko żart. A teraz musimy się chyba zbierać, bo jeszcze cię tu wezmę na podłodze...
Sonia rzuciła się w wir zwiedzania sklepów meblarskich w Petersburgu. Była zachwycona nowym mieszkaniem. Wymogła na Igorze żeby wcześniej puszczał Lenę z pracy, dzięki czemu mogła jej towarzyszyć i w razie potrzeby służyć radą.
- Zobacz, te meble są chyba najładniejsze - powiedziała oglądając zestaw białych mebli

132




kuchennych na wysoki połysk.
- Rzeczywiście są bardzo eleganckie i nowoczesne, ale chyba mało praktyczne. Wiesz, biały w kuchni...
- Najwyżej będę miała motywację do większej dbałości o czystość. Poza tym do tych szarych kafli na podłodze będą pasować - przejechała dłonią po szarym blacie - I taki blat też chcę. Do tego czarna płyta indukcyjna i będzie super, co? - spojrzała na przyjaciółkę szukając potwierdzenia.
- Musisz jakieś kolorowe dodatki mieć, żeby za smutno nie było.
- Wiem. Najwyżej jakieś wazoniki, kubeczki, zasłonki do okien - odwróciła się i znienacka objęła Lenę - Cieszę się, że tu ze mną jesteś. Igor ciągle zajęty, a samej to już nie jest taka atrakcja - spojrzała Lenie w oczy - Szkoda, że nie mam siostry. Na szczęście mam ciebie. Igor wziął jakąś ważną sprawę ale nic mi nie chce powiedzieć. Może ty uchylisz rąbka tajemnicy?
- A co ci powiedział? - zapytała niepewnie Lena.
- Mówił, że facet oskarżony jest o rozbój, wyłudzenia i haracze. To prawda?
- No wiesz, gość jest niezłe ziółko - Lena wiła się jak piskorz, na szczęście Sonia pochłonięta oglądaniem mebli tego nie

133




zauważyła.
- O, zobacz! Takie kwiatuszki mogą stać na parapetach, bo żywe u mnie długo nie pociągną - pomachała Lenie przed nosem białą doniczką ze sztucznym kwiatkiem.
- No, to pora na jakąś gorącą czekoladę - zadecydowała Sonia kiedy wyszły ze sklepu - Może pójdziemy... - nie zdążyła dokończyć kiedy za plecami usłyszała głos kobiety.
- Proszę pani! - odwróciła się i zobaczyła młodą, bladą dziewczynę. Była mniej więcej w jej wieku. Była zaniedbana, ale nie można powiedzieć, żeby była brzydka. Sonia spojrzała za siebie by upewnić się, że słowa dziewczyny kierowane są do niej.
- Chodź! - Lena szarpnęła ją za rękaw - To jakaś wariatka.
- Czekaj - Sonia wyswobodziła rękę.
- To pani jest narzeczoną Szołowa?
- Igora? Tak, to mój narzeczony. A co się stało? Skąd go pani zna?
- I jest pani z nim szczęśliwa? - zapytała znienacka dziewczyna. Sonia była taki pytaniem co najmniej zdziwiona.
- A co pani do tego? - przez myśl jej przemknęło, że to może kochanka Igora - Ale w sumie mogę pani powiedzieć. Tak, jestem z Igorem szczęśliwa skoro to panią interesuje.
Dziewczyna chwilę wpatrywała się w Sonię, po czym

134




powiedziała:
- Zazdroszczę pani. Ale to właśnie dzięki pani narzeczonemu ja już nigdy szczęśliwa nie będę. Wiele zła, które mnie w życiu spotkało zawdzięczam właśnie jemu. Ale cos pani powiem...
- Wynoś się stąd! - krzyknęła nagle Lena i złapała Sonię za rękę - Chodź, to wariatka!
- Poczekaj! - Sonia straciła cierpliwość - Dlaczego obwinia pani Igora za swoje nieszczęścia? Co on ma z tym wspólnego? Co pani zrobił?
- Naprawdę pani nie wie, czy udaje? - dziewczyna nie kryła zaskoczenia - Ten człowiek jest adwokatem mafii! To on robi z ofiar winnych, a rodziny pozbawia resztek godności. Nic do pani nie mam ale jemu życzę jak najgorzej!
- Pani się myli - wyszeptała zszokowana Sonia - Pani Igora z kimś pomyliła.. On nigdy by czegoś takiego nie zrobił... On broni niewinnych, on... - urwała, gdy przypomniała sobie sprawę Saszy.
- Widzę, że zupełnie nie zna pani człowieka, z którym wiąże przyszłość - dziewczyna roześmiała się ironicznie, by po chwili lodowatym tonem dodać - Nienawidzę was wszystkich! Nienawidzę! - krzyknęła, odwróciła się i odeszła.
Sonia stała jak osłupiała usiłując poukładać sobie to

135




wszystko, co przed chwilą się wydarzyło.
- Lena, o czym ona mówiła? - zapytała szeptem - Kim ona jest? Jaki adwokat mafii?
- Jezu, jakaś wariatka się przyczepiła - próbowała wszystko bagatelizować Lena, ale Sonia nie dała się zwieść.
- Lena, nie okłamuj mnie. Znała Igora. Wiesz o czym mówiła i wiesz doskonale, że nie jest wariatką. Powiedz mi o co tu chodzi.
Lena się poddała.
- Soniu, nie mogę. Igor by mnie zabił gdybym ci powiedziała. To sprawy zawodowe objęte klauzulą tajności. Nie mogę o tym rozmawiać.
- Dobrze - powiedziała po namyśle Sonia - Powiedz mi tylko, czy Igor rzeczywiście broni gangsterów? Krótko, "tak" albo "nie".
Sonia widziała, że Lena toczy ze sobą wewnętrzną walkę pomiędzy lojalnością wobec Igora, a przyjaźnią, jaką darzyła Sonię. Po dłuższej chwili spuściła wzrok i niemal niesłyszalnym tonem powiedziała:
- Tak, ta dziewczyna mówiła prawdę. Ale więcej ci powiedzieć nie mogę.
- Dziękuję, tyle mi wystarczy - Sonia czuła jak grunt usuwa jej sie spod nóg. Rzeczywiście, więcej by w tej chwili nie zniosła.
- Ja chyba juz pójdę do domu - powiedziała Lena - Ty pewnie też nie

136




masz juz na nic ochoty.
- Tak. Dziękuję za pomoc przy wyborze mebli. To do zobaczenia.
- Pa, Soniu - odparła Lena z wymalowanym na twarzy poczuciem winy.
Sonia planowała wziąć taksówkę, ale po wszystkim, co usłyszała postanowiła wrócić do domu pieszo. Kiedy wróciła minęła dwudziesta pierwsza. Była zmarznięta i zmęczona. Kiedy przekroczyła próg mieszkania, Igor złapał ją za ramiona i potrząsnął.
- Gdzieś ty była!? - krzyknął - Nie mogę sie do ciebie dodzwonić! Lena też nie odbiera! Dzwoniłem do trzech szpitali. Gdzie ty byłaś tyle czasu?!
- Spacerowałam - odparła cicho, rozebrała się, weszła do pokoju i usiadła na fotelu.
- Po nocy?!
- Spotkałyśmy dziewczynę...
- Jaką dziewczynę? - zapytał zdziwiony - Żebraczkę?
- Nie. Była zaniedbana ale nie żebrała.
- To czego chciała?
- Mówiła o tobie, Igor.
- O mnie? A co mówiła?
- Że jesteś adwokatem mafii - spojrzała na narzeczonego by zobaczyć jego reakcję. Pobladł, a jego twarz przybrała kamienny wyraz. Podszedł do okna, rozsunął firanki, oparł czoło o szybę.
- Co ci jeszcze powiedziała? - zapytał rzeczowo.
- Że cię nienawidzi, że życzy ci jak najgorzej i że

137




przez ciebie już nigdy szczęśliwa nie będzie. Igor, co ty jej zrobiłeś? Kogo ty bronisz?
- Nieważne - burknął - To sprawy zawodowe. Pewnie jest z obrotu spraw niezadowolona, to i narzeka - ożywił się i zasunął zasłony - Może pójdziemy gdzieś na późną kolację? - wziął Sonię za rękę i się uśmiechnął - Chciałbym zjeść kolację w towarzystwie mojej narzeczonej.
- Nie traktuj mnie jak idiotkę! Powiedz mi, kogo teraz bronisz?!
- Wiesz, że nie mogę. To są sprawy klienta, a ja nie mogę o nich rozmawiać z osobami postronnymi.
- Igor, nie przeginaj!
- Ok - wyprostował się - Facet nazywa się Witalij Czukow, tak jak ci już mówiłem, jest o wiele oskarżony, a ja mu pomagam wyjść z tego obronną ręką. Zadowolona?
- Chcesz zapewnić mu uniewinnienie, mimo że przy takich zarzutach nie może być niewinny?
- No, można tak powiedzieć.
- Czyli jest winny?
Igor nachylił się na Sonią, oparł swoje czoło o jej i powiedział:
- Uwierz mi, im mniej wiesz tym dla ciebie lepiej - wyprostował się - I mam dla ciebie niespodziankę - podał jej dużą kopertę.
- Co to jest? - otworzyła kopertę, wyciągnęła z niej złożoną na pół kartkę i

138




zaczęła czytać.
- Zaproszenie na galę MMA? - podniosła wzrok na Igora - Skąd to masz?
- A czy to ważne skąd? Dostałem, a właściwie dostała kancelaria. Chciałbym, żebyśmy tam poszli. Co ty na to?
Chwile się zastanawiała.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Możemy iść.
Igorowi ulżyło, że zdołał zmienić temat.
- To może jednak pójdziemy coś zjeść? Ja jestem głodny.
- No dobrze - poddała się - Chodźmy.
Sonia rozgrzebywała na talerzu swoją sałatkę krewetkową.
- Nie smakuje ci? - zapytał Igor zajadając swoje pielmieni.
- Smakuje, ale myślę o tej dziewczynie. Wiesz, ona miała rozpacz wymalowaną na twarzy. Co się takiego stało? Jaka krzywda ja spotkała? - spojrzała wyczekująco na Igora.
- Matko! - z irytacją odłożył sztućce i wziął łyk białego wina - Ile jeszcze będziemy wałkować ten temat?
- Ona mnie zaczepiła. Znała mnie, a o swoje nieszczęście obwiniała ciebie. To nie jest wystarczający powód?
Igor chwilę myślał, wziął głęboki wdech i powiedział:
- Jej mąż zginął w strzelaninie. Gdy się o tym dowiedziała była w trzecim miesiącu ciąży. Poroniła. Obwinia o to Czukowa, a ja go bronię.
- Bronisz

139




mordercy?!
- To był wypadek, a jej mąż tez święty nie był. I wyszło jak wyszło.
- Więc Czukow nie zabił jej męża?
- Nie. I tak ci już powiedziałem wystarczająco dużo. Wiesz doskonale, że nie powinienem.
- Wiem i doceniam to, co zrobiłeś - wróciła do swojej sałatki. Myślała o tragedii jaka spotkała dziewczynę. Poroniła. To chyba było coś najgorszego, co może spotkać kobietę. Po czymś takim człowiek nigdy nie jest już taki sam. Starała sie te ponure myśli od siebie odpędzić.
- Jak długo będzie trwała ta gala? W co mam sie ubrać? Są jakieś wymogi?
- Czy ja wiem? - Igor wytarł chusteczką usta i wyprostował się na krześle - Może dwie godziny, może więcej. Nie mam pojęcia. Wiesz, że takie imprezy to nie moje klimaty ale nie wypadało odmówić.
Sonia odgarnęła kosmyk czarnych, lekko kręconych włosów opadający na czoło Igora.
- Wiem, wiem. Pójdziemy i będziemy się dobrze bawić.
Kiedy wrócili do domu, Igor otworzył szafę i wyjął z niej czarną, papierową torbę w złote wzory i podał Soni.
- Mam tu jeszcze coś dla ciebie. Chciałbym, żebyś to założyła na galę.
Zajrzała do torby i zaczęła wyjmować jej

140




zawartość.
- Igor... - wybełkotała - Kiedy ty to zdążyłeś kupić?
- Widziałem to gdzieś w katalogu i po pracy pojechałem kupić. Podoba ci się?
Sonia oglądała piękną, czarną sukienkę. Jej urok tkwił w głębokim wycięciu na plecach, sięgającym pasa. Z tyłu, na szyi jedynie złoty łańcuszek zapobiegał zsunięciu się jej z ramion. Materiał na plecach tworzył falę i sukienka była bardzo zmysłowa.
- Rozumiesz, że suknia wieczorowa nie pasuje na imprezę, gdzie testosteron będzie unosił się w powietrzu.
- No według mnie ta tez jest wieczorowa, tyle że na nietypowy wieczór - roześmiała się głośno.
- A buty ci się podobają?
- Są wspaniałe - co prawda nie do końca był to styl Soni, ale nie chciała Igorowi robić przykrości. Podniosła do góry kozak z cienkiej, lakierowanej skóry, na wysokiej szpilce, którego koniec sięgał powyżej kolana - W tym stroju zbiłabym majątek jako pani do towarzystwa!
- Co ty opowiadasz - zirytował się - Nie mów nawet takich głupot.
- Ale wiesz co - uśmiechnęła sie tajemniczo - Do tej sukienki nie zakłada się stanika.
- Jak jeszcze majtek nie założysz, to nasza obecność tam skróci się

141




do kwadransa - oboje wybuchli śmiechem.
- Ale czego ty Nina ode mnie oczekujesz? Że mu każę do ciebie wrócić? - Czukow rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał zirytowany na Ninę, która chodziła po pokoju w tą i z powrotem.
- Chcę, żebyś mi pomógł w jego powrocie do mnie, a może wtedy wróci i do ciebie? Oboje byśmy na tym skorzystali.
- Głupia jesteś, Ninoczka - Czukow strzepnął popiół z cygara do porcelanowej popielniczki.
- Nie waż się tak do mnie mówić! - krzyknęła z furią.
- No a jak nazwać numer, który mu wywinęłaś? Puściłaś się. I to z kim? Z jakimś gówniarzem z biura. Mam nadzieję, że przynajmniej sex miałaś udany.
- Nie twoja sprawa - burknęła - Wymyśl coś - trochę się uspokoiła i usiadła na kanapie. Czukow dorzucił drzewa do kominka i usiadł obok niej, spojrzał w oczy i powiedział:
- Mam coś, co cię może zainteresować - sięgnął do stolika stojącego obok kanapy i wyjął z niewielkiej szuflady złożoną na pół kartkę papieru wizytowego - Masz, czytaj - podał jej kartkę.
- Gala? - powiedziała zdziwiona - Siergiej też walczy?
- Tak. I będzie to walka wieczoru. Tak więc zrób się na bóstwo,

142




odwiedź fryzjera i kosmetyczkę. Być może wtedy ulegnie ponownie twoim wdziękom. A póki co - nachylił się i pocałował ją w szyję - Ja chciałbym móc się twoimi nimi nacieszyć - sięgnął dłonią i zaczął rozpinać guziki jej jedwabnej bluzki. Nina wydała jęk rozkoszy, gdy ręka Czukowa zniknęła w jej staniku.
- Coś ty jej nagadała? - Igor nie krył swojej irytacji pytając Lenę o treść jej rozmowy z Sonią - Musiałem się nieźle nagimnastykować, żeby jej to wytłumaczyć.
- Powiedziałam, że zapewne Irina jest niezadowolona z wyroku i że jest to związane ze sprawą, którą prowadzisz. Coś musiałam przecież powiedzieć. Igor odetchnął z ulgą, rozsiadł się w skórzanym fotelu w swoim biurze.
- I uwierzyła?
- Chyba tak. Nie mogłam jej przecież powiedzieć prawdy. A skoro już o tym mówimy, to jak zamierzasz go wybronić? Przecież to była egzekucja.
Przeczesał dłonią włosy, po czym spojrzał kamiennym wzrokiem na Lenę i powiedział cicho ale powoli:
- To był wypadek, rozumiesz? Nieszczęśliwy wypadek, a Iriną kieruje zemsta. I tej wersji masz się trzymać, zrozumiano? Nie chcę słyszeć o czym innym. A ty masz trzymać buzię

143




na kłódkę, szczególnie przed Sonią.
- Igor - powiedziała Lena prosząco - Zostaw tę sprawę, daj ją komu innemu. Nie pakuj się w to. To ryzykowne i niebezpieczne. Dla tego człowieka zabić to tak jak splunąć. Każdy wie, że Czukow ma na sumieniu wiele zabójstw.
Igor rzucił na stół spory segregator.
- Przejrzyj te dokumenty i zrób notatki. Będziesz mniej myśleć o Czukowie. Nim ja się zajmę. I zapewniam cię, z jego strony nic mi nie grozi. A teraz weź się za pracę.
Lena posłusznie wstała i wyszła z gabinetu, Igor sięgnął po telefon i wybrał numer. Po chwili jego głos stał się czuły i ciepły, zupełnie inny niż ten, którym rozmawiał z Leną.
- Dzień dobry skarbie, wstałaś już?
- Tak, właśnie się wykąpałam - usłyszał radość, która dodawała mu skrzydeł.
- Chciałem ci przypomnieć o dzisiejszej imprezie. Ja jak wrócę, to zdążę się tylko wykąpać i przebrać. Niedaleko jest dobry fryzjer, ale obawiam się, że nie będzie miejsc, chociaż mogę spróbować.
- Daj spokój - roześmiała się - Musiałby na mnie stracić ze dwie godziny. Żaden tyle nie wytrzyma. Sama sobie zaraz włosy nakręcę i pochodzę w wałkach. I tak

144




dzisiaj się niegdzie nie wybieram. Poczekam na ciebie. Do twojego powrotu fryzura będzie.
- No to do zobaczenia wkrótce.
- Pa, Igor.
Sonia pośpiesznie ale starannie nakręciła włosy na duże wałki i przygotowała sukienkę. Uprasowała też koszulę Igora, żeby wszystko na niego czekało. Jako, że została w domu, zrobiła obiad i czekała na powrót narzeczonego. Kiedy Igor przekroczył prób mieszkania, mowę mu odjęło. Sonia była co prawda w szlafroku, ale makijaż i fryzura były wręcz nieskazitelne. Podszedł i namiętnie ją pocałował.
- Nie przypuszczałem, że moja narzeczona jest aż tak ładna.
- Oj przestań - uśmiechnęła się - Rozbierz się, obiad na stole, a garnitur w szafie. Wszystko przygotowane. Chyba spodoba mi się rola kury domowej.
- Oj, ty moja kurko złotopiórko - pocałował Sonię w czoło i zasiadł do obiadu.
- Kochanie - rzekł z uznaniem kończąc ostatni kawałek faszerowanej cukinii - Jestem z ciebie dumny. Ale teraz muszę się szybko ubrać, bo za wiele czasu nie mamy - spojrzał na Sonię - Ty też chyba powinnaś się już zbierać?
- Ja tylko sukienka i buty i jestem gotowa - rozsunęła zmysłowo szlafrok i zobaczył

145




czarne pończochy zakończone szeroką koronką.
- O Boże... - westchnął ciężko - Musiałaś mi to teraz pokazywać? Jezu, trzeba było po powrocie do domu. Jak ja się mam teraz skoncentrować na czymkolwiek. Tylko spojrzę na ciebie, to będę widział te pończochy. Ty juz wiesz, jak rozpalić mężczyznę.... - westchnął, gdyż musiał przedłożyć galę nad przyjemności ciała.
Kiedy Igor i Sonia przygotowywali się do wyjścia, Siergiej i Andriej opracowywali taktykę na dzisiejszą walkę.
- Pamiętaj Sierjoża, musisz szczególnie uważać na jego nogi. Skubany, ma silne kopnięcie i jest szybki. Musisz być skoncentrowany i przewidujący. Czasem lubi walczyć nie fair, więc uważaj.
- Nie martw się, jestem skoncentrowany.
- Udzielisz jakiegoś wywiadu tym pijawkom?
- Żadnych wywiadów. Teraz muszę skupić się na walce, bo bez tego nie ma wyniku.
- Dobrze, zostawię cię samego. Pamiętaj, ty wychodzisz za jakieś dwie godziny, więc masz sporo czasu. Rozluźnij się.
Siergiej nic nie odpowiedział, tylko pokiwał porozumiewawczo głową. Zamknął oczy i oparł głowę o metalowe drzwi szatni. Jego sztab wiedział, że zawsze potrzebuje czasu przed walką

146




na zebranie myśli i opracowanie strategii. Do tej pory zawsze przynosiło to skutek. Zza drzwi dobiegały go to okrzyki uznania, to gwizdy dezaprobaty świadczące o emocjach towarzyszących widowni. Jego walka była ostatnią tego wieczoru. To na nią czekała większość przybyłych widzów.
Sonia i Igor oddali płaszcze do szatni i skierowali się do wnętrza olbrzymiej hali, w której odbywała się impreza. Pośrodku, dobrze oświetlony przez cztery mocne reflektory usytuowane wysoko na rusztowaniu, stał ring. Wokół stały rzędy na bieżąco zapełniających się krzesełek. Oni mięli bilety VIP, więc siedzieli w pierwszym rzędzie w odległości jakichś pięciu metrów od ringu. Sonia czuła się nieco nieswojo przemierzając ciasne korytarze i czując na sobie wzrok pobudzonych mężczyzn, czasem do jej uszu dochodziły jakieś niewybredne komentarze czy gwizdy wyrażające podziw. Bo też wyglądała zachwycająco, przynajmniej w oczach Igora. Mimo, że widział ją w wielu kreacjach, w tej chwili nie mógł od niej oderwać wzroku.
- Skarbie, wyglądasz obłędnie - powiedział, kiedy zajęli miejsce - Ale przyznam, że kiedy widzę jak na ciebie ludzie reagują,

147




to mam ochotę niektórym dać w mordę.
Zaczęli się rozglądać po hali. Sonia w pewnym momencie powiedziała:
- Naprawdę tak wielu ludzi zachwyca się tym sportem?
- No to są fani, którzy lubią takie imprezy. Niektórzy przychodzą by zobaczyć widowisko, a niektórzy po prostu jeżdżą za swoim idolem. Czasem bardzo daleko. Coś na kształt fanklubu.
- Żartujesz? - spojrzała na niego z niedowierzaniem - Za bokserami? To, że za piosenkarzami czy zespołami to wiem, ale że za bokserami...
Spojrzał na nią czule. Była tak niedoświadczona życiowo i naiwna w swoim postrzeganiu świata, który on kochał przed nią odkrywać. Czasem czuł się jak rzeźbiarz, który rzeźbi w glinie swoje dzieło. On był rzeźbiarzem, ona - podatną gliną, z której tworzył. Założył jej opadający kosmyk włosów za ucho.
- Tak skarbie. Za bokserami również.
- Boję się, że to będzie miazga. Nie lubię takich widoków.
- Kochanie, nie martw się. Ci zawodnicy stoczyli już niejedną walkę i są naprawdę zaprawieni w boju - spojrzał w kierunku drzwi - Idzie Witalij Czukow. Chciałbym żebyś go poznała.
- To TEN Czukow? - zapytała.
- Tak, ten. Chciałbym jednak,

148




żebyś dzisiaj nie poruszała przy nim moich spraw zawodowych. Bardzo cię o to proszę.
- Oczywiście, nie będę. A ta blondynka to jego żona? - zapytała wskazując głową towarzyszącą Czukowowi Ninę. Nina miała na sobie krwistoczerwoną, krótką i obcisłą sukienkę, spod której wystawała koronka pończoch. Ze swoją nieskazitelną figurą, Nina mogła sobie na takie kreacje pozwolić.
- Witam, jestem Nina - wyciągnęła najpierw rękę do Igora, którą ten uścisnął, a potem z uśmiechem przywitała się z Sonią.
- To pani jest narzeczoną Igora? - zapytał Czukow ujmując dłoń Soni - Gdzie on panią znalazł? Pytam, bo chciałbym wiedzieć gdzie szukać.
Sonia poczuła jak purpura zaczyna pokrywać jej twarz. Była zażenowana, że kieruje pod jej adresem takie komplementy mimo, że przyszedł z Niną.
- Daleko - odpowiedziała cicho - Daleko musiałby pan szukać.
Powoli, z namaszczeniem, nie odrywając od Soni wzroku, dotknął ustami jej dłoni. Zerknęła na Igora, jakby szukając ratunku. Widziała, że jest wściekły. Obojgu ulżyło, kiedy Czukow zajął miejsce obok Igora, a Nina koło Soni.
- Lubi pani takie walki? - zagadnęła Ninę Sonia -

149




Bo ja na takiej imprezie jestem pierwszy raz.
- Ja byłam wielokrotnie. Lubię ten sport - uśmiechnęła się - Nie wszędzie można zobaczyć niemal nagie męskie ciała ociekające potem i testosteronem - roześmiała się. Uważała to za dobry żart, który zupełnie nie trafiał do Soni - Poza tym mój znajomy będzie dzisiaj walczył.
- Tak? Który? - zapytała z ciekawością Sonia.
- Cicho! - zbeształ je Czukow - Potem pogadacie.
Rzeczywiście, na ring wszedł młody mężczyzna, ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i czarną muszkę. Trzymał w dłoni mikrofon. Przywitał gości, przybliżył widzom sylwetki mających wystąpić za chwilę bokserów. Zachęcał do kibicowania i mówił o jakie stawki będą walczyć. Zapowiedział pierwszą walkę. Przy dźwiękach głośnej muzyki, w smugach świateł i okrzykach gości na ring weszli pierwsi zawodnicy. Po około dwóch godzinach imprezy, Sonia wiedziała, że nie jest to sport, który kiedykolwiek przypadnie jej do gustu, Igor zaś, że przyjście tu było niewypałem. Cóż, oboje jednak musieli wytrwać do końca, na który niecierpliwie czekali. Wreszcie prowadzący zapowiedział walkę wieczoru. Zaczął

150




najpierw opowiadać o osiągnięciach zawodników, podkręcał skutecznie atmosferę. Wokół słychać było aplauz i krzyki tych najbardziej niecierpliwych. Nagle z głośników popłynęła ciężka, agresywna muzyka. Smugi świateł skierowały się na podest przy wyjściu, gdzie stał ubrany w krótki satynowy szlafrok, olbrzymi mężczyzna o śniadej cerze, ciemnych włosach i determinacją wypisaną na twarzy. Sonię przeszedł dreszcz na jego widok.
- No, to jego przeciwnik ma pozamiatane - powiedziała cicho do Niny. Ta jednak, rozluźniona odparła:
- Spokojnie, nie martw się. Nie byle kto z nim będzie walczył.
Kiedy mężczyzna znalazł się na ringu, z głośników znów popłynęła głośna, trudna do określenia muzyka. Sonia westchnęła z dezaprobatą.
- Boże - powiedziała do siebie - Ja tu chyba ogłuchnę.
Spojrzała znudzona na podest dla wychodzących zawodników i zamarła. W jednej chwili serce zaczęło jej bić w oszalałym tempie, zrobiło jej się słabo. Na podeście, z kamienną twarzą, stał Siergiej. W białym szlafroku i czarnych spodenkach. Sonia nawet nie słyszała co mówi prowadzący. Nie potrafiła zebrać myśli. Igor zauważył

151




zmianę na jej twarzy, zrozumiał, że Siergiej nie jest jej obojętny. Chciał cos powiedzieć, jednakże skutecznie utrudniali to Nina i Czukow siedzący pomiędzy nimi. Sonia śledziła każdy krok podążającego ku ringowi Siergieja. Z przerażeniem myślała o tym, czego zaraz będzie świadkiem. Grymas bólu na twarzy będący udziałem któregokolwiek z zawodników był jej zupełnie obojętny, jednak w tym przypadku na pewno będzie inaczej. I tego się obawiała. Siergiej był bardzo skoncentrowany, nie rozglądał się po widowni i nie zauważył ani Soni ani Niny, Igora czy Czukowa. Walka rozpoczęła się dość szybko i była na początku bardzo wyrównana. Z czasem jednak szala zwycięstwa zaczęła przesuwać się w stronę Siergieja. To on częściej wyprowadzał skuteczne ciosy, po których przeciwnik z trudem zachowywał równowagę. Każde uderzenie, które dosięgało Siergieja, bolało i Sonię. Trudno jej było na to patrzeć. W dziewiątej rundzie Sonia była u kresu wytrzymałości. Zerknęła na Ninę, która najwyraźniej świetnie się bawiła. W pewnym momencie przeciwnik Siergieja wyprowadził piękny atak, po którym Siergiej upadł. Tego było już

152




dla Soni za wiele. Zerwała się na równe nogi, podbiegła do ringu i histerycznym tonem krzyknęła:
- Siergiej!
Rozpoznał jej głos, spojrzał w kierunku z którego dochodził. Myślał, że mu się wydaje. Prędzej by się spodziewał, że piekło zamarznie niż że ją tu zobaczy.
- Boże, Siergiej, co on ci zrobił?! - rozpłakała się. Podniósł się szybko. Jednak ta chwila dekoncentracji wystarczyła, by przeciwnik to wykorzystał. Na Siergieja spadł grad silnych i celnych uderzeń. Próbował nad tym zapanować ale bez rezultatu. Igor złapał Sonię za rękę i pociągnął z powrotem na krzesło.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał z wyrzutem. Nic nie odpowiedziała, tylko spuściła głowę. Wszyscy słyszeli groźby i obelgi rzucane pod jej adresem. Najbardziej całą sytuacją zszokowana była Nina. Nie potrafiła sobie w żaden sposób wytłumaczyć reakcji Soni na upadek Siergieja. Nie wytrzymała do końca, złapała wystraszoną Sonię za rękę, spojrzała w oczy i zapytała:
- Skąd go znasz?
- Co? - Sonia zdawała się nie rozumieć słów Niny - Czego chcesz?
- Skąd znasz Siergieja?! Co cię z nim łączy?!
- Co?... Nic... Nic nas nie łączy - wyszarpnęła

153




rękę z uścisku Niny - Zdaje ci się...
Nagle na widowni rozległ się jeden wielki ryk. Jak przez mgłę widziała prowadzącego, który bierze ręce obu zawodników, by po chwili podnieść należącą do przeciwnika Siergieja. Wiedziała, że przegrał. Wiedziała, że przez nią. Widziała grymas bólu na jego twarzy i krew sączącą się z rozciętego łuku brwiowego. Zszedł szybko z ringu i poszedł do szatni. Kiedy ich mijał, spojrzał przelotnie na Sonię, po czym wzrok Siergieja spoczął na Ninie i Czukowie. Sonia dostrzegła w jego oczach wyrzut i żal. Siergiej był zupełnie zbity z tropu. Nie miał pojęcia jakim cudem Sonia się tu znalazła, w dodatku z Niną i Czukowem w komplecie. Teraz jednak nie było czasu na analizowanie tego. Szybko zniknął za drzwiami. Sonia chciała za nim pobiec, spróbować wytłumaczyć. Zerwała się z miejsca, ale poczuła jak ktoś łapie ją za rękę.
- Dokąd idziesz? - uścisk Igora był mocny i stanowczy. Doskonale zdawał sobie sprawę, gdzie zamierzała się udać.
- Ja... - spojrzała na niego rozbieganym wzrokiem - Ja muszę...
- Nic nie musisz. Idziemy stąd - zadecydował - I tak juz wystarczająco się dzisiaj

154




wydarzyło.
- Igor, proszę, daj mi chwilę. Zaraz wrócę... proszę...
- Nie rób tego - powiedział cicho, ale zdecydowanie. Zawahała się.
- Ja... Potem ci wszystko wytłumaczę... Wszystko powiem... - wyrwała rękę i pobiegła w kierunku drzwi, którymi przed chwilą wychodził Siergiej. Igor patrzył jak znika za zasłoną. Stał bezradny i opuszczony. Podszedł do niego Czukow.
- Czyżby występ Orłowa zrobił na pańskiej narzeczonej takie wrażenie, że poszła go opatrywać?
Igor spojrzał na niego z niechęcią.
- Myślę, że to nie pańska sprawa co robi moja narzeczona. Chciałbym, żeby nasze relacje ograniczały się wyłącznie do spraw zawodowych.
Czukow uśmiechnął się tylko. Igor mu się podobał. Szanował i cenił jego młodzieńczą butę i arogancję, tak przydatne w zawodzie prawnika. Wiedział, że Igor jest świadomy swojej wartości i nie ma problemu z byciem asertywnym. W świecie, w którym obracał się Czukow, Igor miał bardzo dobrą opinię człowieka dążącego do celu za wszelką cenę i zazwyczaj osiągającego ten cel. Czukow powtarzał, że gdyby miał syna, to chciałby żeby był taki jak Igor. Poklepał go po plecach.
- Niech się

155




pan nie unosi, nie miałem niczego złego na myśli. Wie pan, z kobietami nigdy nic nie wiadomo. Baby często nieprzewidywalne są.
- Dobranoc - odparł Igor i skierował się do szatni, gdzie kłębiły się tłumy. Nie miał ochoty stać w kolejce. Poszedł od razu na parking, wsiadł do swojego Audi Q7 i ruszył z piskiem opon. Doszedł do wniosku, że skoro Sonia postanowiła być teraz z Siergiejem, to proszę bardzo, ale on nie ma zamiaru bezradnie sie temu przyglądać. To, co dzisiaj zrobiło, było dla niego niedopuszczalne.
Tymczasem Sonia przemierzała kręte korytarze prowadzące do szatni. W końcu dotarła pod drzwi szatni Siergieja. Kłębiło się tam mnóstwo ludzi. Widziała reporterów czekających na wywiad, fanów ze zdjęciami w jednej i długopisami w drugiej ręce. Kilka osób wskazało ją palcem wymieniając między sobą znaczące spojrzenia. Nie zwracała na to jednak uwagi. Poczekała na odpowiednią chwilę i postanowiła zaryzykować. Nie miała już i tak nic do stracenia. Dobiegła do drzwi szatni, energicznie złapała za klamkę i weszła do środka. Siergiej siedział na ławce, z głowa opartą o ścianę i zamkniętymi oczami. Jakiś

156




mężczyzna przykładał worek z kostkami lodu do jego skroni.
- Co pani, do cholery, tutaj robi?! - krzyknął na nią nie próbując nawet ukrywać swojej niechęci wobec Soni - Po co pani tu przyszła? Mało pani już szkody dzisiaj wyrządziła?
Siergiej otworzył oczy i spojrzał smutno na Sonię.
- Ja? To nie moja wina! - zaprzeczyła oczywistym faktom.
- Ślepa pani jest, czy co?! - wysyczał Andriej przez zaciśnięte zęby - Przegrana Siergieja to tylko pani wina! On od kilku lat nie przegrał walki! Niech się pani stąd wynosi bo nie ręczę za siebie! Buzia ładna, ale we łbie sieczka! Won stąd!
- Andriej! - Siergiej przywołał przyjaciela do porządku - Nie wolno ci tak do niej mówić. To tylko i wyłącznie moja wina! - podszedł bliżej i spojrzał na roztrzęsioną Sonię - Myślę, że powinnaś stąd iść - dodał spokojnie - To nie jest najlepsze miejsce dla ciebie.
- Przepraszam - podeszła do niego, wzięła jego obolałą twarz w swoje dłonie - Boże, co on ci zrobił? Bardzo cię boli? - chciała dotknąć jego rozciętego łuku brwiowego ale powstrzymał jej dłoń - Nie, Soniu... Proszę..... - czuł, że ból jaki mu towarzyszy nie jest fizyczny,

157




bardziej bolało go to, co widział w jej oczach - Do widzenia... - powiedział wbrew samemu sobie.
- Nie wyrzucaj mnie! - przytuliła się do jego spoconego ciała. Czuł przez cienki materiał sukienki jej piersi - Ja wiem, że to moja wina... Wybacz mi... Powiedz, że mi wybaczasz... Ja zaraz sobie pójdę...
Odczekał chwilę i zanim emocje wzięły górę nad rozumem, delikatnie ją od siebie odsunął.
- Idź już. Chcę odpocząć - powiedział, pomimo że teraz, jak nigdy wcześniej, pragnął wziąć ją w ramiona i całować do utraty tchu. Zerwać z niej tą sukienkę i kochać się do nieprzytomności.
- Przepraszam... - wyszeptała i po raz ostatni spojrzała Siergiejowi w oczy.
- Do widzenia - tylko tyle w tej chwili był w stanie powiedzieć.
Soni nie pozostało nic innego, jak wyjść. Kiedy zaszła do szatni było tam już niewiele osób. Wzięła swój płaszcz i Igora. Domyśliła się, że wyszedł wzburzony, nie czekając na nią. Rozumiała go i nie miała prawa krytykować. Była wewnętrznie rozbita. Musiała pozbierać myśli. Kiedy dotarła do domu, była ciemna noc. Weszła cicho do mieszkania, odwiesiła oba płaszcze, przez chwilę nasłuchiwała.

158




Panował całkowity mrok. Przez myśl jej przeszło, że może Igor jest gdzieś poza domem, chociaż widziała jego auto na parkingu. Może poszedł sie przejść? Zapaliła światło. Siedział w fotelu z kieliszkiem wina w ręce. Marynarka leżała niedbale rzucona na kanapie, krawat walał się po podłodze. Widać było, że Igor na nią czekał.
- Igor, przepraszam - stanęła za fotelem, nachyliła i objęła go - Nie gniewaj się...
Nic nie odpowiedział. Nie odwzajemnił jej czułości. Po namyśle zapytał:
- Co cię z nim łączy?
- Co? - zapytała zaskoczona.
- Zależy ci na nim?
- Oszalałeś? Nic mnie z nim nie łączy. Tylko na tobie mi zależy.
- Nie rób ze mnie idioty! - wrzasnął, aż podskoczyła, zerwał z fotela i spojrzał Soni w oczy - Tylko o szczerość cię proszę! Co was łączy?
Czuła się przyparta do muru. Usiadła w fotelu na przeciw.
- Dobrze, powiem ci wszystko - po czym opowiedziała Igorowi całą historię począwszy od pierwszych problemów z autem, na dotarciu do Petersburga skończywszy. Przemilczała jednak epizody z filmem i swoją chorobą, szczególnie wstydliwy moment zmiany bielizny, gdy nie była w stanie się ruszyć. Po jej

159




zwierzeniach zapanowała całkowita cisza. Atmosfera była ciężka i nie do zniesienia. Igor nie odezwał się ani słowem. Musiał sobie poukładać to wszystko, co właśnie usłyszał. Jako bardzo dobry prawnik, wyrobił w sobie nawyk nieokazywania emocji. Nie działał on jednak w sprawach związanych z Sonią.
- Powiedz coś - zaczęła nie mogąc znieść dłużej ciszy - Nie wiem, zrób mi awanturę, nakrzycz, zwymyślaj ale na Boga, odezwij się...
Spojrzał na nią spokojnie, wstał, podszedł do barku i ponownie napełnił kieliszek. Śledziła każdy jego krok. Podszedł do okna, rozsunął zasłony i oparł czoło o szybę. Zamknął oczy i nie odwracając się do niej powiedział:
- Fakt, że mogłabyś mnie zdradzić nie przeraża mnie tak bardzo jak brak zaufania do ciebie. A ja Soniu, przestaję ci ufać. Jesteś mądra i wiesz, że w związkach to początek końca - odwrócił się i zapytał - Czy ty go kochasz? Nie da się kochać taką samą miłością dwóch mężczyzn. Wiesz o tym. Któregoś z nas kochasz bardziej, chociaż może jeszcze sama sobie z tego nie zdajesz sprawy...
Już otworzyła usta, by zdecydowanie zaprzeczyć ale się powstrzymała.

160




Wiedziała, że Igor ma rację. Ale nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby rzeczywiście Siergieja kochać bardziej niż Igora. Sama nie była w stanie określić tego, co czuła do Siergieja. Jedyne słowo, które jej przyszło na myśl to chemia. Ta chemia, o której czytała w książkach, a która cechowała dwoje kochanków. Nigdy nie przypuszczała, że będzie to i jej udziałem. Nie wiedziała co odpowiedzieć Igorowi. Przez krótką chwilę jej zastanowienia on dopowiedział sobie resztę.
- To moja wina - powiedział - Nie powinienem był puszczać ciebie samą w tą podróż. To był głupota i chwila słabości do ciebie. Sam sobie jestem winny.
- Igor - klęknęła u jego stóp, objęła dłońmi jego nogi, wtuliła czoło w idealnie wyprasowane na kant spodnie - Ja tylko ciebie kocham... - rozpłakała się.
Stał i patrzył na nią bez słowa. To była bardzo trudna chwila dla nich obojga. Nie wiedział, co powiedzieć.
- Naprawdę tylko ciebie kocham - powtórzyła mimo, że w głębi serca nie wiedziała czy tak naprawdę jest.
- Wstań - wyciągnął ku niej rękę, przytulił do siebie - Muszę ci wierzyć. Nie mam wyboru ale proszę cię o jedno...
- O

161




co tylko chcesz - spojrzała Igorowi w oczy.
- Proszę o szczerość. Jeśli kiedykolwiek poczujesz coś więcej do innego mężczyzny niż do mnie, powiedz mi o tym. Nie będę stawał na drodze do twojego szczęścia ale kłamstwa nie zniosę.
- Dobrze. Jeśli kiedykolwiek... Powiem...
- A teraz chciałbym się położyć. Jutro mam ciężki dzień - Igor odsunął Sonię, pocałował w czoło i poszedł do łazienki. Pojęła przesłanie. Oczekiwała czułości, słów wybaczenia, poczucia bezpieczeństwa ale zdawkowy pocałunek w czoło z pewnością tego nie zapewniał, o czym oboje doskonale wiedzieli.
Tymczasem zupełnie inne emocje były udziałem Siergieja. Krótko po tym jak Sonia opuściła jego szatnię, zjawiła się w niej wściekła Nina.
- Co to, do jasnej cholery, był za cyrk?! Jak mogłeś przerwać walkę?! Postawiłam na ciebie duże pieniądze! I po co ta lafirynda tu przyszła?!
- Masz pecha - odpowiedział zasuwając suwak szarej bluzy - Nie kazałem ci obstawiać. Nie miej do mnie pretensji - wrzucił rękawice do dużej, czarnej torby, nawet nie spoglądając na Ninę.
- Niech szlag trafi pieniądze! Co cię łączy z narzeczoną tego

162




prawnika?
Odwrócił się do niej i roześmiał lekceważąco.
- A co, zazdrosna jesteś?
- Może - powiedziała wyniośle.
- A jakie ty masz do mnie prawo, żeby czuć się zazdrosną? - zapytał i dodał - Bo według mnie masz takie samo prawo jak dziesiątki innych dziewczyn, które mijam na ulicy, albo które po walce przychodzą po autograf czy wspólne zdjęcie.
- Nieprawda! - wycedziła przez zaciśnięte zęby - Byłam twoją narzeczoną!
- Masz rację. Byłaś - sięgnął po kurtkę. Usłyszał jak Nina przekręca kluczyk w zamku. Gwałtownie się odwrócił i zaniemówił. Stała przed nim w samej tylko bieliźnie i wysokich, czarnych szpilkach.
- Nie brakuje ci tego? - zapytała uwodzicielsko i dumnie - Czy ta gówniara od prawnika ma takie ciało?
Zaniemówił. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Na swoich piersiach czuł jeszcze twarz Soni, a przed oczami miał jej migdałowe oczy. Nie potrafił nad sobą zapanować. Emocje i namiętność wzięły górę. Podszedł do Niny, objął mocno i zaczął namiętnie całować. Cicho jęknęła kiedy jego dłoń znalazła się pomiędzy jej udami. Zanurzył dłonie w jej jedwabistych włosach, zamknął oczy i ujrzał

163




twarz Soni. Nie zastanawiał się nad tym, że uprawia sex z kobietą, której nie kocha i z którą nie chce mieć nic wspólnego. Kiedy jej dłonie znalazły się na jego piersiach wróciły wspomnienia wieczoru spędzonego z Sonią na oglądaniu filmu. Kiedy ekstaza Siergieja osiągnęła apogeum, wyszeptał nieświadomie do ucha Niny:
- Sonia...
Zdecydowanym ruchem go odepchnęła.
- Co ty, kurwa gadasz?! - wrzasnęła - Żadna pieprzona Sonia!
- Przepraszam - bąknął chociaż nie było mu specjalnie przykro.
- Ty masz z nią romans - zawyrokowała, a brak wytłumaczenia ze strony Siergieja uznała za potwierdzenie swoich podejrzeń.
- Dobra, to była chwila słabości - powiedział - Zbieraj się stąd - otarł pot z czoła, podał Ninie sukienkę, którą szybko nałożyła, poprawił bluzę, wziął torbę i otworzył drzwi. Puścił Ninę przodem.
- Sex z tobą był dobry zawsze, szkoda tylko, że tak wielu z niego, oprócz mnie, korzystało.
- Ty gnoju! - rzuciła i z całej siły uderzyła go w twarz.
- Żegnam - powiedział kiedy go mijała w drzwiach.
- Niech ten dzień się wreszcie skończy - usłyszał za sobą głos Andrieja - Bo to ponad moje nerwy. Chodź,

164




jedziemy do ciebie. Tylko tam jestem w stanie się zrelaksować.
- No to mamy przed sobą jakieś dwie godziny drogi - Siergiej zatrzasnął za sobą drzwi szatni.
Kiedy Sonia otworzyła oczy, za oknem był już dzień. Spojrzała na zegarek. Wskazywał jedenastą trzydzieści.
- Boże! - zerwała się z łóżka - Dzisiaj mieli przywieźć kanapy!
Przypomniała sobie, że sama ten dzień i godzinę wybrała, by dowieziono kanapę do salonu i łóżko do sypialni w jednym transporcie. Pobiegła do łazienki, wzięła szybki prysznic, włosy niedbale związała gumką. Nie zdążyła nawet zrobić makijażu. Ubrała dżinsy i pierwszy sweter który wypadł z szafki. Igor zawsze powtarzał, że jest bałaganiarą ale specjalnie mu to nie przeszkadzało. Narzuciła na siebie płaszcz i zbiegła na dół. Złapała jakimś cudem taksówkę i modliła się, żeby dostawcy nie zostawili wszystkiego na chodniku. Kiedy taksówka podjechała pod kamienicę, w której znajdowało się ich mieszkanie, stał tam już samochód dostawczy i Audi Igora.
- Jasna cholera - powiedziała do siebie. Zapłaciła kierowcy, wyjęła z torebki telefon i dopiero teraz zauważyła kilka nieodebranych

165




połączeń. Ponadto pięć połączeń od Igora. Zapomniała, że wyłączyła dźwięk. Domyśliła się, że dostawcy nie mogli dodzwonić się do niej, więc zadzwonili do Igora.
- Igor, przepraszam - powiedziała, kiedy tylko przekroczyła próg mieszkania - Miałam wyłączony dźwięk.
- Dobrze kotku - pocałował ją w policzek - Dopilnuj, żeby ustawili wszystko tak, jak trzeba. Ja muszę wracać do pracy.
- Igor... - złapała go za rękę.
- Do zobaczenia - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami. Dystans i chłód w jego zachowaniu były aż nadto wyczuwalne. Z zamyślenia wyrwał ją jeden z robotników.
- To proszę pani, jak kanapę ustawić?
- Tutaj - wskazała dłonią miejsce - Przodem do okna ten dłuższy bok - rozejrzała sie po pokoju - Tak bliżej ściany.
Od pół godziny robotnicy składali kanapę, jednak jeden z robotników co jakiś czas na nią zerkał. Przybrało to taką częstotliwość, że trudno było jego zainteresowanie Sonią ignorować. Nie wytrzymała.
- Czemu mi się pan tak przygląda? Owszem, jestem nieumalowana, ale chyba nie ja jedna?
- Ja... Bo ja o pani czytałem... - wydukał zażenowany.
- O mnie? - nie kryła zdumienia - Chyba

166




mnie pan z kimś pomylił. Ja nie jestem gwiazdą, żeby o mnie pisano.
- Bo pani wczoraj była na tej gali MMA w naszej hali - odparł wystraszony.
- No byłam. I co? - odparła niepewnie wyczuwając zbliżające się kłopoty.
- No i piszą dzisiaj o pani i panu Szołowie.
- Piszą? - zrobiło jej się gorąco - Gdzie?!
- No ja mam gazetę w aucie.
- To niech pan po nią idzie! - zarządziła.
- Tylko złożymy kanapę..
- Niech pan zostawi kanapę i idzie po tą cholerną gazetę!? - krzyknęła, bo czuła, że zaraz zemdleje.
Chłopak bez słowa zrobił to o co prosiła. Po paru minutach wrócił niosąc w ręku gazetę, którą jej podał. Już po chwili drżącymi rękami trzymała gazetę, w której na głównej stronie widniał wielki, czerwony i agresywnie wyglądający napis: "Incydent na gali MMA". Zaczęła czytać i poczuła, jak robi jej się słabo. Autor artykułu pisał: "Na wczorajszej gali MMA, podczas finałowej walki, doszło do niecodziennego incydentu. Faworyt - Siergiej Orłow, uległ słabszemu rywalowi, kiedy jego uwagę odwróciła piękna kobieta, która podbiegła do ringu krzycząc jego imię. Można by dojść do wniosku, że to jedna

167




z wielu fanek Orłowa gdyby nie fakt, że kobietą tą była narzeczona znanego prawnika - Igora Szołowa, który nie dość, że siedział na widowni, to nie zareagował na całe zajście. Szołow znany jest w świecie prawniczym jako osoba zdeterminowana i bezkompromisowa. Jego krytycy zarzucają mu, że często broni ludzi, których wina jest ewidentna. Przez niektórych nazywany jest "adwokatem mafii", o czym ma świadczyć m.in. fakt, że prowadzi sprawę Witalija Czukowa oskarżonego o morderstwo, wymuszenia i haracze. Przypominamy, że oskarżycielem posiłkowym jest w procesie żona ofiary - Irina Strugova, która w wyniku stresu i śmierci męża, straciła dziecko. Soni Krasickiej, narzeczonej Szołowa, najwidoczniej nie przeszkadza opinia, jaką cieszy się jej przyszły mąż. Niedawno kupili mieszkanie w Petersburgu i chyba planują właśnie tu wspólną przyszłość".
Sonia z trudem przełknęła ślinę. Wzięła telefon i wyszła do drugiego pokoju zamykając za sobą drzwi. Wybrała numer Igora.
- Słucham - usłyszała jego spokojny głos. Pomyślała, że może nie widział artykułu.
- Igor - powiedziała cicho - Nie uwierzysz o czym właśnie

168




przeczytałam w gazecie.
- Uwierzę, skarbie - odparł spokojnie - A ile gazet czytałaś?
- No jedną... I piszą o nas...
- Kochanie, piszą o nas w większości dzisiejszych brukowców.
- O Boże - wyszeptała - Wiedziałeś o tym?
- Wiedziałem.
- Czemu mi nic nie powiedziałeś? - zapytała z wyrzutem.
- Nie chciałem cię martwić. Zresztą i tak by to już niczego nie zmieniło.
- Zaszkodzą ci te artykuły? - zapytała rzeczowo.
Po drugiej stronie zapanowała chwila ciszy.
- W każdym razie nie pomogą - powiedział po namyśle.
- Jezu, Igor przepraszam...
- Muszę kończyć - powiedział i zakończył połączenie.
Sonia wróciła do robotników. Udawali, że nie słyszeli jej rozmowy z Igorem, chociaż z pewnością nie do końca była to prawda. Spojrzała na gazetę i zaczęła czytać dalej: "Orłow jest jednym z najbardziej utytułowanych zawodników MMA w Rosji. Jego warunki fizyczne i odporność psychiczna na ringu sprawiają, że nie ma sobie równych, dlatego wynik wczorajszej walki był dla wielu szokiem. Co ciekawe, na widowni był obecny również Witalij Czukow, dla którego Orłow kiedyś pracował, a którego obrońcą, jak wspomniałem, jest

169




Szołow. Co łączy tych wszystkich ludzi i jakie są powiązania między nimi nie wiemy, jednak z pewnością nadal będziemy śledzić dalszy rozwój sytuacji, bo zapowiada się ciekawie". Spojrzała na podpis. Widniał tylko pseudonim - "bojar".
- Siergiej pracował dla Czukowa - odłożyła zszokowana gazetę - Boże, o czym ja jeszcze nie wiem?
Wyciągnęła z torebki mały notesik i spisała adres redakcji.
- Skończyliśmy - powiedział jeden z robotników.
- Dobra - powiedziała zniecierpliwiona - Macie tu napiwek i dziękuję.
- Jeszcze posprzątamy i gotowe - majster wskazał folię i kartony, w które zapakowane były poszczególne elementy kanapy.
- Dobra, nie trzeba. Zabierzcie tylko kartony, resztę sama posprzątam - wcisnęła majstrowi kilka banknotów.
- Pan Szołow nam już zapłacił za wszystko - powiedział.
- No to ja wam dokładam dla równego rachunku!
Kiedy robotnicy zabrali kartony i odjechali, zamiotła niedbale mieszkanie i wybiegła z kamienicy. Złapała taksówkę.
- Niech pan jedzie pod ten adres - podała karteczkę taksówkarzowi, który jeszcze wychodził z szoku, kiedy w akcie desperacji wbiegła na ulicę, by go zatrzymać.

170





- Dzień dobry - powiedziała do pierwszej spotkanej osoby, gdy tylko przekroczyła próg redakcji - Szukam dziennikarzyny ukrywającego się pod pseudonimem "bojar".
- Widzi pani te szare drzwi na końcu korytarza? - Sonia twierdząco kiwnęła głową - To jego biuro.
Pełna determinacji zapukała we wskazane drzwi i nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. Pośrodku niewielkiego pokoju, przy biurku, tyłem do okna, siedział łysawy mężczyzna w wieku około pięćdziesięciu lat. Wyglądał zupełnie przeciętnie - ubrany w szary sweter, z okularami na twarzy. Jednak jego spojrzenie przeszyło Sonię na tyle skutecznie, że jej pewność siebie znacznie spadła. Zanim zdążyła coś powiedzieć, odezwał się pierwszy:
- O, pani Krasicka, cóż za niespodzianka. Przyznam, że pani wizyta jest dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się bardziej pani narzeczonego z pozwem o coś w stylu "naruszenie dóbr osobistych". Co panią do mnie sprowadza? - zapytał i wskazał Soni krzesło po drugiej stronie biurka. Usiadła i powiedziała:
- Przyszłam w sprawie tych bzdur, które pan nawypisywał w tym waszym piśmidle.
- Bzdur? - zapytał i uniósł brwi

171




w geście zdziwienia - A co w tym artykule nie było prawdą?
- Noo... - zaczęła i nagle z przerażeniem uświadomiła sobie, że nie do końca wie, co potraktować za kłamstwo czy chociaż naciąganie prawdy - To, co pan zrobił było podłe! Oczernił pan mojego narzeczonego nazywając go "adwokatem mafii"! Jest poważanym prawnikiem, a nie kimś współpracującym z mafią!
- Pani chyba żartuje - rozsiadł się wygodnie na krześle i splótł ręce - Bronił wielu gangsterów i uzyskiwał dla nich żenująco niskie wyroki lub wręcz uniewinnienia. Za swoją, jakże skuteczną, pracę brał bajeczne, nawet jak na rosyjskie warunki, honoraria. Mieszkanie, które niedawno kupiliście kosztuje majątek, jednak on kupił je za pół ceny. Nie jest tajemnicą, że sprzedającym jest lokalny gangster, oskarżony o wymuszenia, którego od wyroku wybronił właśnie pani narzeczony. A co powie pani o Czukowie, w towarzystwie którego bawiliście się na gali? Wykonał wyrok na człowieku, który jako restaurator nie godził się na astronomiczny haracz?
- Pan się myli! - krzyknęła - To był wypadek!
- Nie, proszę pani - nachylił się i spojrzał jej w oczy - To była

172




zwykła egzekucja. Faceta znaleziono w kałuży krwi na zapleczu swojej restauracji. Zginął od trzech kul wystrzelonych z bliskiej odległości w potylicę. Jaki wypadek powoduje takie obrażenia? Znalazła go żona, która na drugi dzień poroniła.
- Jak pan śmie!? - zerwała się na równe nogi. Poczuła jak robi jej się słabo i ciemno przed oczami. Osunęła się na podłogę. Nie bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieje. Widziała, jak dziennikarz coś krzyczy, kogoś woła. Jakaś kobieta pomogła jej usiąść. Zapadła ciemność. Gdy ponownie otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą kobietę w białym fartuchu i stetoskopem na szyi.
- Halo, proszę pani - powiedziała do niej lekarka - Proszę coś powiedzieć - jednak spowolniała reakcja Soni wymagała bardziej stanowczych działań. Wyjęła z torby ampułkę, przepiłowała końcówkę, napełniła strzykawkę, podciągnęła Soni rękaw swetra i zrobiła zastrzyk. Po chwili Sonia zaczęła dochodzić do siebie. Wokół było zbiegowisko. Dziennikarz wyprosił wszystkich z pokoju. Spojrzała na niego i przez moment wydawało jej się, że w jego oczach dostrzegła realną troskę. Nagle drzwi biura gwałtownie

173




się otworzyły i stanął w nich przerażony i blady jak ściana Igor. W rozpiętym płaszczu, bez krawata. Klęknął przy krześle, na którym siedziała.
- Skarbie najdroższy, co ci się stało? Jak się czujesz? - złapał ją za lodowatą rękę.
- Igor... - wybełkotała z trudem - Ja cię przepraszam - tylko tyle w tej chwili była w stanie powiedzieć. Widziała jak wstał, podszedł do dziennikarza i wyciągnął do niego dłoń, którą tamten uścisnął.
- Dziękuję panu za ten telefon - powiedział - Co do artykułu, nie wiem co kierowało moją narzeczoną i nie znam powodu jej decyzji. Nie zamierzam także podejmować żadnych kroków prawnych przeciwko redakcji - urwał ale po chwili dodał - Przynajmniej na razie - podszedł do krzesła, na którym siedziała Sonia - Kochanie możesz iść? Lepiej się czujesz?
Powoli wstała i podpierając się na ramieniu Igora skierowali się do drzwi. Odwrócił się, wyjął z kieszeni marynarki wizytówkę i podał lekarce.
- Narzeczona nie jest jeszcze ubezpieczona. Proszę rachunki kierować na adres kancelarii. Do widzenia - opuścił pokój ostrożnie podtrzymując Sonię.
- Ja chciałam... Ja się zdenerwowałam jak

174




przeczytałam te bzdury, dlatego do niego poszłam - jej blada twarz niemal zlewała się z bielą pościeli.
- Odpoczywaj - pogładził ją po policzku - Jutro o tym porozmawiamy.
- Ale nie złość się na mnie. On kłamał, prawda? To w artykule, to nie była prawda?
- Nie, skarbie - uśmiechnął się - Nie była. Zwykłe wyssane z palca brednie, pisane dla zwiększenia poczytności gazety.
- Oskarżysz ich?
- Nie. Nie mam czasu by się nimi zajmować. Mam za dużo pracy. Niech sobie wypisują, co chcą.
- A czy to prawda, czy tego restauratora zastrzelono na zapleczu? Tego, którego podobno zabił Czukow. Mówiłeś, że to był wypadek..
- Skąd o tym wiesz? - zapytał szeptem - Ten dziennikarz ci powiedział?
- Tak. I powiedział, że zginął od strzałów w tył głowy. To prawda?
Igor usiadł na brzegu łóżka, podciągnął kołdrę Soni pod szyję.
- To nieprawda. Wiesz jacy są dziennikarze. Coś tam wiedzą, a resztę sobie dopowiedzą. Kotku, muszę już wracać do pracy. Jeśli będziesz potrzebowała czegokolwiek, dzwoń do mnie albo do Leny. Wrócę za kilka godzin - pocałował ją w czoło i wyszedł. Sonia poczuła jak emocje i adrenalina zaczynają opadać i

175




szybko zasnęła.
Igor wpadł do kancelarii jak burza. Rzucił płaszcz na krzesło. Mijając biurko Leny rzucił:
- Do mnie! Natychmiast! - Lena zerwała się jak oparzona, złapała notes i pobiegła za Igorem.
- Co się stało? - zapytała zamykając drzwi i patrząc jak ściąga marynarkę i z wściekłością rzuca ją na fotel.
- Kurwa mać! - krzyknął, przeczesał dłonią włosy i spojrzał w okno. Po chwili odwrócił się do Leny i krzyknął:
- Skąd, do kurwy nędzy, pierdolony Głaskow wie, w jakich okolicznościach zginął Strugov?! Skąd wie, że od strzałów w tył głowy?! Co za kurwa mu o tym powiedziała?
Lena nigdy nie widziała go tak wściekłego.
- Ja nie wiem kto mu powiedział... - odezwała się wystraszona - Ode mnie nic nie wyszło.
Podszedł do niej, spojrzał w oczy i wycedził przez zaciśnięte zęby:
- Mam nadzieję, bo gdyby to od ciebie wyszło, rozniósłbym cię na strzępy. Pożałowałabyś, że się urodziłaś.
Lena z trudem przełknęła ślinę.
- A jeśli... - zaczęła.
- Co "jeśli"?
- A jeśli Głaskow wie to od Iriny? Ona przecież wie, jak zginął jej mąż. Przecież to ona go znalazła.
Igor spojrzał na Lenę.
-

176




Że też sam na to nie wpadłem - powiedział z nieukrywaną ulgą - Gdzie ta suka teraz jest?
- Nie mam pojęcia. Wiem, że sprzedała dom, by opłacić prawników. Pewnie kupiła coś mniejszego, albo u znajomych pomieszkuje.
- Tak? Biedactwo. Pieniądze wyrzucone w błoto. Nie mają szans - rozsiadł się wygodnie w fotelu - Podzwoń trochę po ludziach. Ustal mi miejsce pobytu Iriny.
- Może damy jej spokój? Co teraz zmieni, że jej nawymyślasz? - Lenie było zwyczajnie żal kobiety, której udziałem były tak tragiczne wydarzenia, bała się jednak utraty pracy.
- Znajdź... Mi... Irinę... - powtórzył akcentując dobitnie każde słowo - Twoja opinia mnie nie interesuje.
Poddała się.
- Tak, rozumiem. Do jutra - Irina odłożyła słuchawkę i album ze zdjęciami, otuliła szczelnie kocem. Przejechała dłonią po pięknej, bogato zdobionej kanapie, jednym z nielicznych mebli zabranych z domu przed jego sprzedażą. W ciągu tak krótkiego czasu pojawiło się u niej wiele siwych włosów. Codziennie niemalże chodziła na cmentarz, gdzie pochowała męża. Jej nienarodzone dziecko nawet grobu nie ma. Otarła spływającą po policzku łzę. Czuła się tak

177




niewyobrażalnie samotna i opuszczona. Ale wiedziała, że nie może odpuścić. Wsadzenie Czukowa za kratki stało się celem jej życia. Mogło nawet być ostatnią rzeczą jaką w tym życiu zrobi. Za pieniądze z domu kupiła nieduże, dwupokojowe mieszkanie na obrzeżach Petersburga. Nawet jej odpowiadało, że jest z dala od zgiełku miasta. Znaczną jednak część uzyskanych pieniędzy wydała na opłacenie prawnika, który zgodziłby się reprezentować ją w sądzie. Jak trudne będzie to zadanie przekonała się już na początku szukając kancelarii, która podjęłaby się tego. Chętnych było nader mało, szczególnie biorąc pod uwagę, kto będzie reprezentował Czukowa. Znalazła dopiero kancelarię z Nowogrodu. Miała spotkać się ponownie z jej przedstawicielem, by omówić dalszy plan działania. Wzięła łyk herbaty i sięgnęła po leżącą na stole gazetę. Na stronie tytułowej były zdjęcia z gali MMA. Była to taka sama gazeta, która tak wytrąciła Sonię z równowagi.
- Szołow - powiedziała do siebie - Ja cię zniszczę. Zrobię to nawet wtedy, jeśli miałaby to być ostatnia rzecz jaką zrobię w moim życiu. Ciebie i Czukowa. Jak ja was

178




nienawidzę - jej wzrok zatrzymał się na osobie Soni - Masz dziewczyno pecha, ale skoro związałaś się z kimś takim...
Nagle zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę.
- To ja, Głaskow. Była u mnie dzisiaj narzeczona Szołowa.
- Naprawdę? - Irina nie kryła zdziwienia - I co mówiła? Po co przyszła?
- Wie pani co ja myślę?
- No niech mnie pan oświeci - powiedziała z irytacją.
- Ja myślę, że ona naprawdę nie wie czym zajmuje się jej narzeczony.
- Uważa pan, że jest aż tak niedoinformowana i nie ma pojęcia co się wokół niej dzieje?
- No właśnie tak uważam. Gdyby ją pani dzisiaj widziała, myślałaby pani podobnie.
- Ma w takim razie pecha. Zupełnie mi jej nie żal. Nikogo mi już nie żal. Pan doskonale wie, że ja nie mam już nic do stracenia. To, co było dla mnie najważniejsze, juz straciłam.
- Wiem, że pani bardzo cierpi.
- Niech się pan nie zajmuje moim cierpieniem. Nie potrzebuję niczyjego współczucia.
- Szołow był w szoku kiedy przyszedł po narzeczoną. Zemdlała u mnie w biurze, kiedy jej powiedziałem jak zginął pani mąż. Omdlenie trudno wiarygodnie upozorować, dlatego uważam że ona nic nie wie.
- Jeśli jedynym

179




sposobem, by wytrącić go z równowagi i sprawić by cierpiał, jest ona, to nie mam wyboru.
- Niech się pani dobrze zastanowi czy chce niszczyć życie niewinnej kobiecie.
- Do jasnej cholery! - Irina podniosła głos - Ona mnie nie obchodzi! Nie dociera to do pana? Nie interesuje mnie czy zrujnuję jej życie, czy nie. Moim życiem nikt się nie przejmował i nie martwił. Nie widzę powodu, bym miała litować się nad tą kobietą.
- Dobrze, rozumiem - Głaskow nie chciał dłużej kontynuować tej rozmowy. Współczuł Irinie ale nie mógł pojąć głębi jej nienawiści - To do widzenia.
- Do widzenia - Irina odłożyła słuchawkę i wróciła do lektury.
Sonia otworzyła oczy. Igora jeszcze nie było. Czuła się słabo, więc postanowiła, że resztę dnia spędzi w łóżku. Pogrążyła się w myślach. Po dłuższej chwili sięgnęła po telefon, wybrała numer.
- To ja, Sonia - powiedziała cicho.
- Soniu... Dzień dobry... Zaskoczyłaś mnie... - usłyszała w słuchawce niski, spokojny głos Siergieja - Co się stało, że dzwonisz?
- Chciałam zapytać... - zaczęła - Powiedz mi czy to prawda, że kiedyś pracowałeś dla Czukowa? Czy prawdą jest to, o czym

180




dzisiaj przeczytałam w gazecie?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
- A więc to prawda - powiedziała zrezygnowana - Pracowałeś dla gangstera, którego teraz broni Igor. A ja do końca łudziłam się, że to nieprawda, a Igor broni człowieka przed niesłusznymi oskarżeniami.
- Soniu, to nie jest tak jak myślisz...
- A jak? Pracowałeś dla Czukowa?
- Tak, ale...
- Ale co? - przerwała mu - Co tu może być do dodania? Jest mi smutno - powiedziała, a z oczu popłynęły jej łzy - Smutno, bo okazuje się, że kompletnie nie znam żadnego z dwóch ważnych dla mnie mężczyzn. Do widzenia, Siergiej - zakończyła połączenie i wyłączyła telefon.
- Sonia! - zawołał ale odpowiedział mu tylko sygnał w telefonie. Oddzwonił ale od razu odezwała się automatyczna sekretarka - Soniu tak, pracowałem dla Czukowa, ale to wszystko nie jest tak jak sobie wyobrażasz. Nie lubię gadać do automatu. Powiem ci wszystko, co łączyło mnie z Czukowem i jak wyglądała nasza współpraca. Czekam na telefon - zakończył rozmowę.
Tymczasem w głowie Soni kłębiło się mnóstwo myśli. Nie potrafiła sobie tego wszystkiego racjonalnie poukładać. Było popołudnie ale Igor

181




jeszcze nie wrócił. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Z kosmetyczki wyjęła dwie tabletki nasenne, które popiła szklanką wody.
- Nie chcę już o tym wszystkim myśleć - powiedziała do swego odbicia w lustrze - Jak Igor mógł mnie tak oszukiwać? Jak mogłam się tak pomylić co do Siergieja? - wróciła do pokoju, zaciągnęła szczelnie zasłony i położyła się do lóżka. Szybko zasnęła.
Igor cicho wszedł do mieszkania. Domyślił się, że Sonia śpi. Zajrzał do sypialni. Na poduszce, obok Soni, dostrzegł jej telefon komórkowy. Domyślił się, że z kimś rozmawiała. Upewniwszy się, że śpi wziął telefon i wyszedł do kuchni. Włączył telefon, wpisał poprawnie kod PIN. Uśmiechnął się do siebie. Sam kupił jej ten telefon i doskonale znał wszystkie hasła. Sonia tez nigdy nie czuła potrzeby ukrywania ich przed Igorem, ale nie byłaby zachwycona faktem, że bez jej wiedzy go przegląda. Ostatnie połączenie było do Siergieja i to ona je wykonała. Uśmiech zniknął z twarzy Igora. Zauważył powiadomienie o nowej wiadomości głosowej. Odsłuchał nagranie Siergieja.
- Żebyś się nie zdziwił - powiedział do siebie - Po moim

182




trupie. Niczego jej nie powiesz - Igor bez zastanowienia usunął zagranie z telefonu Soni, ponownie go wyłączył i odłożył na miejsce, z którego go wziął.
- Sierjoża, nie rób tego - powiedział Andriej, kiedy Siergiej zakończył rozmowę z Sonią.
- Jeszcze nic jej nie powiedziałem.
- Ale chcesz to zrobić, prawda? Nie mów jej takich rzeczy. Nie znasz tej dziewczyny, pomyśl z kim jest związana. Możesz sobie zaszkodzić.
- Ona mi nie zaszkodzi. Tego jestem pewien.
- Oprzytomnij! - Andriej podniósł wzrok w geście bezradności. Spojrzał na przyjaciela i dodał bez entuzjazmu"
- Ty się w niej zakochałeś - zawyrokował - Kochasz tę dziewczynę mimo, że wiesz iż nie masz szans na przyszłość z nią. Czemu to do ciebie nie dotrze? A do tego chcesz się dzielić z nią swoimi największymi tajemnicami.
- Ona zasługuje na szczerość.
- To nie szczerość, to głupota!
- To moja sprawa. Jak oddzwoni, powiem jej jak było z Czukowem.
- Obiecaj mi jedno - powiedział prosząco Andriej - Jeśli cię o to nie poprosi, to sam juz więcej nie będziesz wychodził z taką inicjatywą. Jeśli nie oddzwoni, więcej do tego tematu nie wrócisz. Obiecaj mi

183




to...
Siergiej chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:
- Dobrze. Jeśli nie oddzwoni, więcej nie wrócę do tego tematu. Zadowolony?
- Cieszę się, jeśli o to pytasz. To dla twojego dobra.
Czukow siedział w swoim skórzanym fotelu, pogrążony w lekturze porannej prasy. Zaciągnął się cygarem. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedział nie odrywając wzroku od gazety. Do pokoju weszło dwóch mężczyzn. Już ich widok nie budził zaufania. Byli krótko ostrzyżeni, mięli czarne, sportowe marynarki, spod których wystawały kiepsko ukrywane kolby pistoletów.
- I co? - zapytał Czukow.
- Wszystko w porządku, szefie - odezwał się jeden z nich - Już więcej nie złoży zeznań.
- Świetnie! - Czukow odłożył gazetę - Mam tylko nadzieję, że następnym razem nie będzie takich problemów.
- Nie, to był jednorazowy przypadek - powiedział drugi - Nikt nie przypuszczał, że ta kelnerka wróci do restauracji.
- To, kurwa, drugim razem macie być bardziej przewidujący! Teraz muszę się włóczyć po sądach - wziął głęboki wdech - Dobrze, że jest ktoś taki jak ten Szołow - pokręcił z uznaniem głową - Dobry gówniarz jest. Wart

184




pieniędzy, które na niego wydałem - spojrzał z politowaniem na mężczyzn - Profesjonalizmu powinniście się od niego uczyć.
- Tak szefie - nie pozostało im nic innego, jak przytaknąć.
- Dobra, idźcie już i zajmijcie się czymś pożytecznym.
Kiedy mężczyźni zamknęli za sobą drzwi, sięgnął po telefon.
- Ta kelnerka już nic nie powie. Nie złoży więcej żadnych zeznań - po drugiej stronie zapanowała cisza. Czukow pozwolił rozmówcy na chwilę zastanowienia.
- Dobrze - powiedział powoli Igor - Podważymy jej zeznania i poprosimy o ponowne przesłuchanie. Wspomnimy o epizodzie z kradzieżą w sklepie. Dokumenty policyjne z tego zatrzymania leżą przede mną.
- Świetnie! - Czukow był w świetnym humorze - Współpraca z panem to czysta przyjemność.
- Do widzenia. Będziemy w kontakcie - Igor zakończył rozmowę.
- Bezczelny gnojek - powiedział Czukow i uśmiechnął się do siebie.
- Jak to, do cholery, nie może jej pan znaleźć?! - Irina uderzyła pięścią w stół - Przecież dwa dni temu z nią rozmawiałam! Powiedziała, że powtórzy w sądzie to, co powiedziała policji! I nagle zapadła się pod ziemię?!
- Dokładnie - młody prawnik

185




reprezentujący Irinę w sprawie przeciwko Czukowowi bezradnie rozłożył ręce - Nie odpowiada na telefony, w domu jej nie ma, sąsiedzi jej nie widzieli od dłuższego czasu.
- Kurwa mać - Irina zakryła dłonią oczy - Bez jej zeznań leżymy, nawet ja to wiem. Była dla nas bezcenna. To ona nakryła Czukowa na gorącym uczynku, a do tego zgodziła się zeznawać. Jeśli się nie odnajdzie przez najbliższe dwa dni, możemy o niej zapomnieć.
- Chce się pani poddać? - zapytał mężczyzna. Irina spojrzała na niego z odrazą.
- Głupi pan jest czy tylko tak oderwany od rzeczywistości? Jeśli się nie znajdzie, co jest bardzo prawdopodobne, znaczy że nie ma jej wśród żywych. Najwidoczniej Czukow o to zadbał.
- Myśli pani, że ją zabił?
- To się nazywa "pozbyciem problemu".
- To co teraz zrobimy?
- Niech pan pomyśli! Nie wiem! Płacę wam takie honorarium, że takich pytań nie powinnam słyszeć! - zirytowała się.
- Dobrze - powiedział wstając od stolika - Wkrótce się z panią skontaktuję.
- Do widzenia - odpowiedziała nawet na niego nie patrząc. Kiedy wyszedł, wstała i poszła na zaplecze swojej restauracji, którą prowadziła po śmierci

186




męża. Restauracja nie była duża ale zlokalizowana w dobrym miejscu, lubiana przez mieszkańców i ciesząca się zainteresowaniem turystów. Miała swój klimat. Irina w jej wystrój włożyła całe swoje serce i dało się to odczuć. Po zabójstwie męża musiała stawić czoło prowadzeniu restauracji samodzielnie, a do tego stawić czoła Czukowowi w sądzie. Te wydarzenia zmieniły Irinę diametralnie. Z delikatnej, młodej dziewczyny stała się odporną, niewrażliwą na cokolwiek kobietą. Wydarzenia te postarzały ją o lata. Z twarzy bezpowrotnie zniknął beztroski i pełen szczęścia, uśmiech. Gdyby mogła cofnąć czas, zaniosłaby osobiście Czukowowi pieniądze. Wtedy jej mąż żyłby, a ona z niecierpliwością oczekiwałaby narodzin dziecka. Tak sie jednak nie stało. Los chciał jednak inaczej. Nocami studiowała dokumenty związane zarówno z restauracją, jak i akta sprawy. Nadzieje, jakie pokładała w reprezentującej ją kancelarii, zdawały sie być "na wyrost". Energicznie pchnęła drzwi kuchni.
- Kto widział ostatnio Lisę? - wśród personelu zapanowała cisza - Do nikogo nie dzwoniła? Z nikim z was nie rozmawiała?
- Jakiś tydzień

187




temu rozmawiałam z nią - zaczęła cicho jedna z dziewczyn.
- I co ci powiedziała?
- Mówiła, że się boi. Wydawało jej się, że ktoś ją śledzi, że jest obserwowana.
- Nic więcej? - Irina czuła, że jej przypuszczenia zaczynają się potwierdzać.
- Miałyśmy sie wybrać do kina dwa dni temu. Mówiła, że zadzwoni, ale do tej pory nie zadzwoniła. Nie odbiera telefonów i nie odpowiada na wiadomości, jakie jej zostawiłam.
- Dobrze, dziękuję za informację. Wracajcie do pracy - powiedziała spokojnie Irina. Już wiedziała, że los Lisy jest przesądzony. Wróciła do biura, wyjęła z szuflady spory notes, otworzyła na stronie wypełnionej notatkami. Wzięła długopis, przejrzała zapisy i wykreśliła z nich jedno słowo - "Lisa". Bezradnie opadła na krzesło.
Nina spojrzał triumfalnie w lustro i uśmiechnęła się.
- Teraz Siergiej, zapomnij o tej gówniarze - powiedział do swego odbicia. Ponownie spojrzała na leżący przed nią test ciążowy. Nie było żadnych wątpliwości, Nina była w ciąży. Wróciła do pokoju, rozsiadła się wygodnie w fotelu i sięgnęła po telefon.
- Siergiej, musimy się spotkać - powiedziała, kiedy

188




odebrał.
- Po co dzwonisz? - zapytał oschle - Nie mamy o czym rozmawiać, a już na pewno, by się spotykać - już miał skończyć, kiedy krzyknęła.
- Poczekaj! To naprawdę ważna sprawa. Obiecuję, będzie to ostatnie spotkanie o jakie cię proszę, ale jest dla mnie bardzo ważne. Więcej cię o nic nie poproszę i zniknę z twego życia, ale spotkaj się ze mną po raz ostatni - po drugiej stronie zapanowała cisza. Siergiej doszedł do wniosku, że jeśli jedno spotkanie ma wreszcie usunąć Ninę z jego życia, to nie jest to wygórowana cena.
- Dobrze - powiedział po namyśle - Wiesz gdzie jest taka mała cukiernia koło Soboru Św. Krwi?
- Wiem.
- Za godzinę. Ale uprzedzam, nie mam wiele czasu.
- Rozumiem - odparła z ulgą - To, co chcę ci powiedzieć, nie zajmie wiele czasu.
Podeszła do szafy i wyjęła z niej biało - czarną sukienkę pensjonarki.
- Będzie dobra - powiedziała przymierzając ją przed lustrem - Teraz z pewnością zmienisz zdanie, Sierjoża.
Już po niecałej godzinie Nina siedziała w cukierni niecierpliwie zerkając na zegarek.
- Słucham - Siergiej wyrósł spod ziemi niczym duch. Usiadł na przeciw niej - Co było aż tak ważne, że

189




ściągnęłaś mnie tutaj?
Zanim Nina odezwała się, do stolika podeszła kelnerka.
- Co państwu podać? - zapytała z uśmiechem.
- Dla mnie sok pomarańczowy - powiedziała Nina i spojrzała pytająco na Siergieja.
- Dla mnie nic, zaraz wychodzę.
- Niech pani przyniesie mocną kawę dla tego pana - uśmiechnęła się do kelnerki - Będzie mu potrzebna.
Kiedy odeszła, zapytał ponownie"
- Czego chcesz? Po co mnie tutaj ściągnęłaś?
Zamiast odpowiedzieć, Nina wyciągnęła z torebki test ciążowy i triumfalną miną podała Siergiejowi.
- Jestem w ciąży, Sierjoża - powiedziała bacznie go obserwując - Z tobą. Trzeci tydzień.
Siergiej miał przerażenie w oczach. Czuł jak robi mu się gorąco, a serce bije w szalonym tempie.
- W ciąży? - wyszeptał zszokowany - Jak to się stało? Kiedy? - z trudem przełknął ślinę.
- No jak to chyba nie muszę tłumaczyć. To było wtedy, w szatni po gali, pamiętasz?
Rzeczywiście powoli do Siergieja zaczęły docierać fakty. Tak, kochali się w szatni. To była chwila zapomnienia. Nie pomyślał o zabezpieczeniu. Najwidoczniej Nina również. A może tego chciała, może wykorzystała sytuację i w ten sposób

190




usiłowała go zatrzymać przy sobie?
- Zaplanowałaś to, prawda?
- Nie, ale tak wyszło - odparła szybko - Nie cieszysz się? Przecież chciałeś mieć dzieci.
To prawda, Siergiej skończył trzydziestkę, do roli ojca już dawno dorósł. Chciał mieć dzieci. Z Niną. Ale to było kiedyś, przed zdradą, przed rozstaniem. Nina nigdy nie chciała. Wołała korzystać z życia, a nie pakować się w pieluchy. Spojrzał na nią podejrzliwie.
- A ty jesteś pewna, że to moje dziecko?
- Ty świnio! - wycedziła - Nie martw się, kiedy tylko będzie można, zrobimy badania DNA. Wtedy będziesz wiedział.
Poddał się. Wiedział, że Nina nie zaproponowałaby badań, gdyby nie była pewna.
- Co zamierzasz? - zapytał biorąc łyk mocnej kawy przyniesionej przez kelnerkę - Chcesz urodzić?
- Oczywiście! Nie mówiłabym ci o tym, gdybym chciała usunąć ciążę.
Spojrzał w okno. Patrzył na ludzi mijających kawiarnię, na wszechobecnych o każdej porze roku turystów zmierzających do Soboru Św. Krwi. Kompletnie nie miał pomysłu co teraz zrobić. Nie miał pojęcia czego oczekiwała Nina.
- No i co teraz? - zapytał - Co zamierzasz?
- Nic - odparła beztrosko. Wiedziała,

191




że dotarło do niego, że będzie ojcem, a jego reakcja była zgodna z przewidywaniami - Chciałam ci tylko powiedzieć, że będziesz ojcem. Oczywiście jeśli nadal nie chcesz mnie widzieć, wychowam to dziecko sama. Będzie pewnie ciężko, ale jakoś dam radę - powiedziała z udawana powagą - Będę musiała być matką i ojcem - zagrała bezczelnie na emocjach.
- Nina, gadasz głupoty. Wiesz dobrze, że nie wyprę się własnego dziecka i że chcę być częścią jego życia. Ale nie zmienia to niczego pomiędzy nami. Dziecko nie sprawi, że znowu cię pokocham i o wszystkim zapomnę. To już nie wróci.
Zacisnęła zęby.
- Myślę - powiedziała dumnie - Że powinieneś ze mną zamieszkać.
- Oszalałaś?
- Nie. Po prostu źle się ostatnio czuję. Chciałabym, żeby ktoś przy mnie był. Wiesz, gdyby się coś złego działo...
- Nie gadaj takich rzeczy - powiedział z wyrzutem, ale w duchu przyznał, że słowa Niny nie są pozbawione sensu - Dobrze - powiedział po namyśle - Ale ja nie zamieszkam w twoim apartamencie.
- Naszym - poprawiła go - Naszym apartamencie.
- Nie, Nina. On już nie jest mój i ja więcej nie przekroczę progu tego mieszkania. Poza tym

192




częściej jestem u siebie w domu niż tu, w Petersburgu. Do rozwiązania zamieszkasz u mnie. Potem się zobaczy.
Bardzo trudno mu było podjąć tą decyzję. Wiedział, że to konsekwencje jego nierozważnego i nieodpowiedzialnego postępowania. Ta chwila słabości do Niny drogo go może kosztować. Cieszył się z dziecka, ale jego matka to same kłopoty. Nina natomiast w duchu cieszyła się z takiego obrotu spraw, właśnie na to liczyła. Miała nadzieję, że dziecko zbliży ich do siebie na tyle, że Siergiej rozważy powrót jej do swojego życia, że będzie jak kiedyś. W każdym razie będzie miała sporo czasu, by nad tym popracować. A przede wszystkim, będzie miała samego Siergieja na oku.
- Dobrze - odparła - Zamieszkam u ciebie. Kiedy mam się wprowadzić?
Westchnął ciężko. Ostatnie czego chciał, to Niny pod dachem swojego domu. Jednak teraz miał bardzo ograniczone pole manewru i czuł się przyparty do muru.
- Możesz się wprowadzić kiedy chcesz - odparł zrezygnowany - Podwieźć cię gdzieś? Potrzebujesz pomocy?
Chwilę się zastanawiał, po czym radośnie oznajmiła:
- Możesz mnie zawieźć do domu. Zacznę się pakować. Myślę, że w

193




przyszłym tygodniu będę się mogła do ciebie wprowadzić. Apartament wynajmę, żeby pusty nie stał.
Siergiej wstał, jednym łykiem dopił kawę, wyjął banknot z portfela i położył na stoliku.
- Musimy iść. Skoro masz się wprowadzić, musze załatwić kilka spraw.
- Tak, oczywiście - wstała i wzięła torebkę. Uśmiechnęła się do Siergieja i powiedziała - Tej gówniary od prawnika nie chcę u ciebie oglądać. Nie chcę się denerwować. To może zaszkodzić mojemu zdrowiu.
- Nie przeginaj - odparł z grobową miną - Oprócz dziecka nic nas nie łączy - skierował się do wyjścia.
- To sie jeszcze zobaczy - na szczęście Siergiej nie usłyszał jej słów. Kiedy jechali ulicami Petersburga do apartamentu Niny, Siergiej nie odezwał się ani słowem. Miał totalny mętlik w głowie. Chciał jak najszybciej wrócić do domu i wszystko sobie poukładać, zaplanować. Dom był jego azylem, do którego uciekał od zgiełku miasta, odpoczywał i regenerował siły. Teraz w ten azyl wkroczy ktoś, z kim wiązały się tak negatywne emocje - Nina. Kobieta, która wyrządziła mu tyle krzywdy, złamała serce i była powodem jego cierpień.
- Wiesz co -

194




zagadnęła Sonia stojąc przy oknie w kancelarii Igora - Ja już znam miasto na tyle dobrze, że mogę sama po nim jeździć. Nie musisz mnie już nigdzie wozić.
- Naprawdę? - wyjrzał zza trzymanej w ręku teczki - Jesteś tego pewna? Bo dla mnie nie jest problemem wożenie cię. Jeśli chcesz...
- Nie, dam sobie radę. Jak masz czas to możesz mnie najwyżej podwieźć do domu, to wezmę z parkingu auto. Zresztą jutro przywożą meble do kuchni. Nie będziesz musiał się urywać z pracy, a ja szukać taksówek.
- Kupiłaś te białe meble, o których mi mówiłaś?
- Tak, właśnie te. Mam nadzieję, że ci się spodobają. Nawet nie chciałeś ich zobaczyć.
- Kotku, wiesz że mam sporo zajęć. Zdaję się na twój gust i wiem, że dobrze wybrałaś. To co, zostało tylko umeblować pokoje?
- Tak - usiadła mu na kolanach i oplotła dłońmi jego szyję - Z większych zakupów meble do pokoi i dywany. A potem dodatki typu żyrandole, garnki, talerze.
- Jak będziesz robiła zakupy do kuchni to proszę, kup mi dobry eksperes do kawy. Bez niego nie będę mógł funkcjonować.
- Pijesz zdecydowanie za dużo kawy - pocałowała Igora w czoło - Ale kupię ci ten ekspres.

195




Wybiorę najlepszy. Zawieziesz mnie do domu?
- Oczywiście skarbie - zdjął Sonię z kolan, wziął marynarkę i skierowali się do wyjścia. Kiedy wyszli z biura, Sonia rzuciła do Leny nie kryjąc dumy:
- Moja droga, jadę po swój samochód! Będę sama jeździła!
- Niech pozakładają gumowe krawężniki - powiedział Igor nakładając płaszcz - Nie będę musiał finansować lokalnych mechaników - podał Soni płaszcz i rzucił do Leny:
- Zawiozę Sonię do domu i zaraz wracam.
- Weźcie mnie ze sobą - Lena zrobiła oczy spaniela - Mam auto w naprawie. Nie podrzucilibyście mnie w okolice metra?
Sonia spojrzała na Igora i zanim zdążył się odezwać powiedziała:
- Dobrze, ja cię mogę zawieźć do domu - zaproponowała - Wezmę auto i pojedziemy.
Lena spojrzała pytająco na Igora.
- A zrobiłaś to, o co cie prosiłem? Ustaliłaś mi adres? - zapytał.
- Tak - odparła - Mam wszystko w dokumentach - wskazała teczkę, którą trzymała w ręku - W domu uporządkuje te notatki i jutro rano ci wszystko dostarczę.
- Dobrze. To pakuj się i jedziemy!
Lena się ucieszyła chociaż nie do końca była przekonana do szczerości entuzjazmu Igora. Znała go doskonale i

196




wiedziała, że w obecności Soni jest zupełnie inny - ciepły, czuły i kochający. Sonia nigdy go innym nie widziała, Lena natomiast tak. Wiedziała, że potrafi być brutalny i bezlitosny. Widziała ludzi, którzy przez niego cierpieli, on jednak na ich cierpienie pozostawał niewzruszony. Owszem, honoraria jakie brał za swoją pracę były bardzo wysokie, nawet jak na warunki Petersburga, jednak Lena wiedziała, że dla Igora nie pieniądze są najważniejsze. Liczyła się władza, jaką posiadał, realizacja postawionego sobie celu. Chciał być tym, który rozdaje karty i czuł się świetnie, gdy tak się działo. Igor podwiózł dziewczyny pod kamienicę, w której wynajmował mieszkanie i wrócił do kancelarii.
- No, to w drogę! - Sonia spojrzała triumfalnie na Lenę - Jedziemy do ciebie, zaparzysz ziółek uspokajających, bo ja po pierwszej samodzielnej podróży będę ich potrzebowała.
- Masz to jak w banku!
- No to jedziemy! - Sonia przekręciła kluczyk w stacyjce. Już po godzinie dziewczyny przekroczyły próg mieszkania Leny.
- Poczekaj, nastawie wodę i przyniosę jakieś ciasteczka - Lena rozebrała się, rzuciła dokumenty na fotel w pokoju i poszła

197




do kuchni. Sona weszła i zaczęła rozglądać się po mieszkaniu. Było nieduże, ale gustownie urządzone. Ciepłe i przytulne. Sonia miała świadomość, że mieszkania w Petersburgu są drogie i Leny na nic większego nie stać. Nie słyszała jednak, żeby przyjaciółka kiedykolwiek narzekała na wielkość swojego mieszkania. Dla niej jednej było wystarczające.
- Masz naprawdę śliczne mieszkanie - powiedziała przeglądając płyty winylowe leżące obok nowoczesnego gramofonu.
- A tam, wymaga remontu - krzyknęła z kuchni Lena - Ale wiesz jak jest, albo czasu albo pieniędzy brak.
Nagle wzrok Soni zatrzymał się na dokumentach leżących na fotelu. Kiedy upewniła się, że przyjaciółka nadal jest w kuchni, otworzyła granatową teczkę i zajrzała do środka. W środku znalazła dokumenty z dopięta karteczką "Czukow". Zerknęła raz jeszcze do kuchni. Lena otwierała pudełko z ciasteczkami. Sonia pobieżnie przejrzała dokumenty. Niewiele z nich zrozumiała. Po chwili sięgnęła do torebki i wyjęła z niej mały notesik i długopis. Coś na nim zapisała i schowała ponownie do torebki akurat w chwili kiedy Lena weszła do pokoju niosąc na tacy

198




ciastka i herbatę.
- Piękna porcelana - powiedziała Sonia popijając łyk herbaty z miodem - Nigdy takiej nie widziałam.
- To prawda. Została mi w spadku po babci. Bardzo lubiła porcelanę i ją kolekcjonowała. Kiedyś, jak byłam u niej powiedziała, żebym sobie wybrała co chce i zabrała do Petersburga. Więc wzięłam ten komplet. Oryginalny Rosenthal - powiedziała z dumą.
- Boże! - roześmiała się Sonia - Strach brać ją do ręki!
Po odwiezieniu Leny i wspólnej herbaty, Sonia wróciła do auta. Chwilę siedziała i wpatrywała się gdzieś w dal, pogrążona w myślach. Po pewnym czasie jakby podjęła jakąś trudną decyzję. Przekręciła kluczyk w stacyjce. Po niecałej godzinie zatrzymała auto pod jedną z kamienic na przedmieściach Petersburga. jeszcze raz sprawdziła adres. Wszystko się zgadzało. Powoli wysiadła z auta i rozejrzała się. Kamienica była duża i zadbana. Jasnoróżowa, z białymi obramowaniami okien, bogato zdobiona arnamentami i płaskorzeźbami. Sonia zauważyła domofon. Podeszła, wzięła głęboki wdech i wcisnęła jeden z klawiszy. Po chwili w głośniku odezwał się spokojny, kobiecy głos"
- Słucham?
Soni głos

199




uwiązł w gardle. Przyszła do kobiety naznaczonej olbrzymim cierpieniem, do którego swój wkład miał jej narzeczony.
- Słucham - powtórzyła Irina.
- Dzień dobry - zaczęła niepewnie - Jestem... Nazywam się Sonia. Jestem narzeczoną Igora Szołowa. Zaczepiła mnie pani kiedyś pod sklepem meblowym. Pamięta pani?
Po drugiej stronie domofonu zapanowała cisza. Po chwili Sonia usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Niepewnie pchnęła bramę i weszła do środka. Chwiejnym krokiem pokonywała kolejne stopnie. Stanęła przed drzwiami z numerem 5. Nie miały żadnej tabliczki, anie wizytówki. Cicho zapukała. Irina otworzyła nieufnie. Trudno jej było pojąć, że Sonia do niej przyszła. Była to wyjątkowo nierozsądna decyzja.
- Proszę, niech pani wejdzie - szerzej otworzyła drzwi. Kiedy je za Sonią zamknęła, spytała:
- Po co pani przyszła? Po przeprosiny za to pod sklepem? Jeśli tak, to proszę nie mieć złudzeń. Żadnych przeprosin pani nie usłyszy.
- Nie, nie przyszłam po przeprosiny - Sonia gwałtownie zaprzeczyła - Chciałam porozmawiać.
- O czym? Narzeczony panią przysłał? Chce, żebym wycofała oskarżenia? Jeśli tak, to się grubo myli.
-

200




Nie, on nie wie, że tu jestem. Ja sama przyszłam. Chciałam porozmawiać o Czukowie, pani mężu i okolicznościach, w jakich zginął.
Irina chwilę wpatrywała się w twarz Soni. Przypomniały jej sie słowa Głaskowa, który uważał, że Sonia jest zupełnie nieświadoma co się wokół niej dzieje.
- Niech pani wejdzie - wprowadziła Sonię do pokoju. Był spory i gustownie urządzony. Wyposażenie stanowił stary, duży rzeźbiony kredens uzupełniony dwoma witrynami w rogach pokoju oraz kanapa z fotelami obita bordowo - złotym materiałem. Pośrodku pokoju stał stół, najwyraźniej komplet z kanapą i fotelami.
- Proszę usiąść - Irina wskazała Soni jeden z foteli, sama usiadła na kanapie. Sonia szybko ściągnęła buty by nie pobrudzić grubego beżowego dywanu. Była spięta i zdenerwowana, zebrała w sobie wszystkie siły i powiedziała:
- Ja wiem, że mój narzeczony... że Igor broni Czukowa...
- Nie "Czukowa" ale mordercy! Pani narzeczony broni mordercy - przerwała jej Irina.
- No właśnie. Igor mówi co innego. Twierdzi, że to był nieszczęśliwy wypadek. Ten dziennikarz Głaskow, on twierdzi, że to była egzekucja. Ja chciałam usłyszeć

201




pani wersję. Proszę mnie zrozumieć, chciałabym poznać prawdę...
- Proszę, proszę - Irina sięgnęła po papierosa - Zapali pani? - podała Soni paczkę papierosów, jednak ta zdecydowanie odmówiła.
- A ja palę - zaciągnęła się - Wie pani, rzuciłam kiedy byłam w ciąży. Ale, jak pani pewnie wie, moje rozstanie z papierosami nie trwało długo, zaledwie trzy miesiące. Potem poroniłam. I dzięki temu mogłam wrócić do nałogu - wypuściła dym wysoko. Sonia nie była w stanie wypowiedzieć słowa, Irina zaś kontynuowała - Chce pani wiedzieć jak było? - Sonia twierdząco pokiwała głową - Mój mąż umówił się na spotkanie z Czukowem wieczorem. Chciał, żeby w restauracji nikogo nie było. Chciał powiedzieć, że nie będziemy w stanie płacić więcej, że obroty pod koniec wakacji spadają.
- Wiedziała pani o spotkaniu?
- Tak - Irina strzepnęła papieros do kryształowej popielniczki - Mąż powiedział, że to zwykła rozmowa i nic mu nie grozi. Uwierzyłam. Jednak, gdy długo nie wracał, pojechałam do restauracji. Drzwi były zamknięte. Miałam swoje klucze, więc bez problemu weszłam do środka. Znalazłam męża.... - urwała na chwilę - A

202




właściwie to, co z niego zostało. Jego mózg walał się na podłodze, a czaszka była roztrzaskana w drobny mak - spojrzała bezlitośnie na Sonię - To chciała pani usłyszeć?
- Ale skąd pani wie, że to zrobił Czukow?
- Jedna z kelnerek zapomniała telefonu i wróciła do restauracji. Drzwi były otwarte więc weszła. Zobaczyła Czukowa ścierającego z rękawa kurtki krew mojego męża i jego zbirów przeglądających zawartość sejfu. Zobaczyli ją ale zdołała uciec. Krótko po tym jak wyszli, ja przyjechałam do restauracji. Zaczęłam krzyczeć, wezwałam policję i karetkę ale było już i tak za późno. Nad ranem wróciłam do domu. Położyłam się, ale po godzinie dostałam krwotoku. Kiedy karetka dowiozła mnie do szpitala było już po wszystkim. Już nie miałam dziecka. Kiedy wyszłam ze szpitala przyszła do mnie ta kelnerka i powiedziała, co widziała. Poszłyśmy na policję, gdzie powtórzyła swoje zeznania - Irina ponownie zaciągnęła się papierosem i spojrzała na Sonię - A wie pani co jest najlepsze?
- Co?
- Od kilku dni nikt tej kelnerki nie widział i nikt nie wie co się z nią dzieje.
- Co pani sugeruje? Że za jej zniknięciem stoi

203




Czukow?
- Ja nie sugeruję, ja to wiem. I jestem pewna, że już nigdy nikt jej żywej nie zobaczy.
Sonia pobladła. Nie wiedziała co powiedzieć. Wszystko co powiedziała Irina jawiło się Soni jako koszmar. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak człowiek jest w stanie cos takiego przejść.
- Żeby postawić Czukowa przed sądem sprzedałam dom i opłaciłam prawników. Nie uwierzy pani, jak skutecznie wszystkich odstrasza nazwisko pani narzeczonego. Gdyby Czukowa bronił inny adwokat, może miałabym większe szanse na skazanie go.
- Przykro mi...
- Teraz mieszkam w tych trzech pokojach , ale właściwie i dom mi już potrzebny nie był. Dla mnie samej byłby już za duży. Nawet dwa psy, które mięliśmy oddałam do adopcji. Gdzie ja bym tu pomieściła dwa charty? Musiałam dać łapówkę, żeby zrobić kopie zeznań Lisy. Gdybym tego nie zrobiła możliwe, że gdzieś by zaginęły. A na koniec wisienka. Pani narzeczony wywlókł kelnerce, że była kiedyś notowana za drobne kradzieże i wezwał ją na przesłuchanie po raz drugi mimo że z pewnością wie, iż się na nie nigdy nie stawi.
- Może nic jej nie jest, może gdzieś wyjechała? - powiedziała Sonia, chociaż

204




właściwie sama w to nie wierzyła po słowach Iriny.
- Nadal pani jest przekonana, że zna człowieka z którym zamierza spędzić życie? I powiem pani, że pani narzeczony ma więcej takich spraw jak ta. Teraz rozumie pani czym zasłużył sobie na swój przydomek? - zapytała.
- Ja już pójdę - Sonia jak oparzona zerwała się z fotela.
- Proszę bardzo - Irina wydawała się zupełnie nie przejęta emocjami targającymi Sonią, która szybko się ubrała, zbiegła po schodach i szybko wsiadła do auta. Oparła głowę o kierownicę i zaczęła płakać. Początkowy płacz przerodził się niemalże w krzyk rozpaczy. Trudno jej było pogodzić się z tym, co przed chwilą usłyszała, szczególnie to, że Igor świadomie broni mordercy z takim wyrachowaniem. Doszła do wniosku, że rzeczywiście najwidoczniej go nie zna i Irina ma rację. Poczuła, że związała swój los bardziej z wyobrażeniem Igora niż tym, jakim jest człowiekiem w rzeczywistości. To stwierdzenie ja przeraziło.
- I co teraz? - zapytała samą siebie, gdy udało jej się zapanować nad emocjami - Co ja mam teraz zrobić?
Po chwili uświadomiła sobie, że Lena musiała o wszystkim cały czas

205




wiedzieć. Sonia poczuła sie podwójnie oszukana. Łzy płynęły po jej policzkach jedna za drugą. Nie wiedziała, gdzie ma jechać. Nie chciała wracać do domu, do Igora. Nie chciała i nie umiała spojrzeć mu w oczy. Wyjęła z torebki telefon. Igor dzwonił trzy razy. Oddzwoniła.
- Gdzie ty się podziewasz?! Co się z tobą dzieje?! - krzyczał - Dopiero od dwóch dni jeździsz sama po mieście i jak nie odbierasz telefonu, to ja wychodzę z siebie! Myślałem, że ci się cos stało!
- Igor - przerwała mu spokojnie - Ja dzisiaj nie wrócę do domu.
- Co? - zapytał zdziwiony, jakby nie zrozumiał co powiedziała - Jak to nie wrócisz? Gdzie ty teraz jesteś? Nic ci nie jest?
- Nie. Jestem cała i zdrowa. Nic mi nie jest. Przenocuję w naszym mieszkaniu, dobrze?
- Gdzie jesteś? - zapytał oschle.
- Nieważne. Ale nie chcę dzisiaj wracać do... - urwała, bo jednak z trudem przechodziło jej przez gardło "do ciebie" - Do mieszkania.
- Jedziesz teraz do naszego mieszkania?
- Tak - odparła, a z oczu znowu popłynęły jej łzy - Jadę do... naszego mieszkania - ledwo panowała nad emocjami, ale i tak usłyszał, że coś jest nie tak.
- Soniu, ty płaczesz? -

206




powiedział cicho. Wiedział.
- Tak! - nie wytrzymała i wybuchnęła głośnym płaczem - Tak, płaczę, bo już nie mam siły!
- Matko Boska! Soniu, co się stało?! - w głosie Igora usłyszała desperację - Gdzie jesteś?! Zaraz po ciebie przyjadę, tylko powiedz gdzie jesteś?!
Sonia nie potrafiła przestać szlochać. Jakby puściła pewna tama, a wszystko co za nią było rozlało się z cała mocą.
- Sonia! - ryknął do słuchawki - Uspokój się i powiedz, do cholery, gdzie jesteś?!
Po tak nieoczekiwanym wybuchu Igora trochę się uspokoiła. Głośno wysmarkała nos i powiedziała:
- Nie powiem ci. Jadę do mieszkania.
- Dobrze - powiedział spokojnie - Tam się spotkamy.
Już po pół godzinie Sonia powoli pokonywał stopnie prowadzące do ich wymarzonego mieszkania. Po tym, czego się dowiedziała, przestało ją ono cieszyć. Kiedy przekroczyła jego próg, Igor już na nią czekał. Kiedy ją tylko zobaczył podbiegł i zaczął oglądać, jakby chciał się upewnić, że nic jej nie jest.
- Boże mój - mocno przytulił Sonię do piersi - Jak ja się denerwowałem - po chwili odsunął i spojrzał jej w oczy - Co się stało, dlaczego nie chciałaś wrócić do

207




mieszkania?
- Tu nie chodzi o mieszkanie, ale o ciebie Igor.
- O mnie? - zapytał zdezorientowany - Jak to o mnie?
- Ja nie chciałam wracać do ciebie.
- Do mnie? Dlaczego? Ktoś ci coś powiedział? Dowiem się w końcu, gdzie byłaś?
- Byłam - usiadła na kanapie, wzięła głęboki wdech i powiedziała - Byłam u Iriny Strugowej. Rozmawiałam z nią. Domyślasz się chyba, co mi powiedziała.
Igor zamarł. Chyba pierwszy raz w życiu nie wiedział co powiedzieć, kompletnie go zaskoczyła. Chwilę stał i patrzył na Sonię kamiennym wzrokiem, jakim patrzy na swoich klientów. Był wściekły. Usiadł w fotelu, założył nogę na nogę i odzyskując panowanie na sytuacją zapytał:
- I co ci ta suka powiedziała?
- Igor, jak śmiesz?! - wybuchnęła Sonia - Jak śmiesz nazywać suką kobietę, która tyle przeszła?!
Zerwał sie na równe nogi, podszedł do okna, przeczesał dłonią włosy. Wiedziała, że zawsze tak robi kiedy jest zdenerwowany.
- Przepraszam - powiedział o wiele spokojniej - No więc co ci powiedziała?
- Wszystko Igor. Jak zginął jej mąż, o kelnerce też, o tym że doskonale znasz prawdę, a mimo to go bronisz. O tym...O tym, że cały czas mnie

208




okłamujesz i że podobnych spraw masz na swoim koncie więcej.
Po tych kilku słowach w pokoju zapanowała kompletna cisza. Po dłuższej chwili Igor, nie odrywając wzroku od okna zapytał:
- Dobrze, co w związku z tym zamierzasz? - wiele go to pytanie kosztowało.
- Wyprowadzam się od ciebie - oznajmiła. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Wyprowadzasz się? Gdzie?
- Nie wiem jeszcze, ale nie mogę nadal z tobą mieszkać. Nie po tym, czego się dowiedziałam. Odnoszę wrażenie, że zupełnie cię nie znam. Muszę to przemyśleć.
Podszedł i klęknął u jej stóp. Wziął jej drobne dłonie w swoje, czule ucałował i spojrzał w oczy.
- Znasz mnie, skarbie. Jestem tym samym człowiekiem, z którym się zaręczyłaś.
- Nie - pokręciła przecząco głową - Tamten Igor nie broniłby kogoś takiego jak Czukow. Tamten Igor był człowiekiem prawym i wspaniałym, którego podziwiałam i za to pokochałam. A teraz okazuje się, że to nieprawda i że kochałam swoje wyobrażenie o tobie.
Igor ukrył twarz w dłoniach. Głęboko westchnął i powiedział:
- Dobrze, zrezygnuję z reprezentowania Czukowa. Przekażę jego sprawę komu innemu, a my o tym zapomnimy. Jeśli

209




chcesz, możemy stąd wyjechać. Może do Moskwy? Co ty na to?
- Ja nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Kocham, mimo wszystko, to miasto. To nie ma znaczenia, czy będziemy mieszkać tu, czy gdziekolwiek indziej. Znaczenia ma to, że sie od siebie odsunęliśmy.
Ciężko sie podniósł i ponownie usiadł w fotelu. Czuł na swoich barkach wręcz niewyobrażalny ciężar. Nigdy, przy żadnej sprawie w sądzie, nie było mu tak ciężko. Do sądu szedł przygotowany, na taki obrót spraw jak w tej chwili nie był przygotowany. Poczuł sie pokonany.
- Czego w takim razie ode mnie oczekujesz? Bo nie bardzo wiem...
- Dzisiaj tu przenocuję. Rano, kiedy będziesz w pracy, przyjadę po swoje rzeczy.
- Tutaj sie przeprowadzisz? - rozejrzał się - Przecież tu jest wszystko jeszcze nieumeblowane. Tylko kanapy i fotele.
- Nie szkodzi, mi wystarczy co jest.
- Dobrze, a co potem? Jak długo będziesz to ciągnąć?
- Nie wiem! - krzyknęła - Ja jeszcze nie wyszłam z szoku, a ty chcesz żebym ci grafik przedstawiła? Postaw sie na moim miejscu! - ukryła twarz w dłoniach - Boże, jak mogło do tego dojść? Gdzie popełniliśmy błąd? - pytała sama siebie.
Igor poczuł wyrzuty sumienia.

210




Wiedział, jak jest krucha i delikatna. Zdawał sobie sprawę jak bardzo czuje sie rozbita i załamana. Postanowił dać jej czas. Liczył, że sprawy się jakoś poukładają i przebrną przez ten kryzys. Pierwszy kryzys w ich związku.
- Dobrze - wstał i wziął swój czarny płaszcz - Zostań tutaj jeśli taka jest twoja decyzja. Mam jednak nadzieję, że przemyślisz wszystko jeszcze raz i zrezygnujesz z wyprowadzki...
- Dobranoc Igor - powiedziała cicho.
- Dobranoc - pocałował ją w czoło i wyszedł.
Sonia jeszcze chwilę siedziała w bezruchu na kanapie. Rozejrzała się wokół po pustym niemalże pokoju. Na suficie, w miejscu gdzie zazwyczaj wisi żyrandol, znajdowała się plątanina kabli z doczepioną niedbale żarówką. Położyła się w ubraniu na kanapie i przykryła płaszczem. Po wrażeniach ostatnich godzin, zasnęła błyskawicznie.
Igor wziął kieliszek w jedną rękę, a butelkę w drugą. Rozsiadł się wygodnie w fotelu, napełnił kieliszek, butelkę postawił obok. Chwilę wpatrywał się w swój telefon, leżący na stoliku. Po zastanowieniu sięgnął po niego i wybrał numer.
- Dobry wieczór - powiedział, kiedy Czukow odebrał - Musimy sie

211




jutro zobaczyć. Najlepiej rano. To pilna sprawa.
- Czy coś się stało? Jakieś nowe fakty? Nowi świadkowie?
- Nie - odparł spokojnie - W temacie sprawy nic się nie wydarzyło, ale jest jedna kwestia do omówienia. Ale to nie na telefon. Jutro, koło dziesiątej przyjdę do pana i porozmawiamy.
- Dobrze - odparł zdziwiony Czukow - Będę na pana czekał.
- Do widzenia - Igor zakończył połączenie i westchnął, jakby jakiś niewidziany ciężar spadł mu z serca. Nalał kolejny raz wina do kieliszka i szybko go opróżnił.
- Dzień dobry - Irina pewnym krokiem weszła do biura Głaskowa - Nie uwierzy pan, kto mnie wczoraj odwiedził.
- No to niech mnie pani oświeci - zamknął laptop, który przed nim leżał, rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał wyczekująco na Irinę.
- Otóż odwiedziła mnie narzeczona Szołowa. Niewiarygodne, prawda?
- Noo... Powiem pani, że mnie pani naprawdę zaskoczyła. Nigdy bym nie pomyślał, że do pani pójdzie.
- Tak. I wie pan o co mnie pytała?
- No domyślam się, że coś związanego ze sprawą Czukowa ale niech mnie pani już nie trzyma w niepewności.
- Pytała, jak zginął mój mąż i generalnie o całą sprawę.
- I

212




co jej pani powiedziała?
- Wszystko - na ustach Iriny pojawił się triumfalny uśmiech - Chyba muszę panu przyznać rację. Ta dziewczyna najwidoczniej nic nie wie. Zresztą jak się nad tym zastanowić, to trudno się dziwić Szołowowi, że jej nie powiedział. Tylko wyjątkowa suka chciałaby być z kimś takim jak on znając prawdę.
- I jak zareagowała?
- Była w szoku. Bacznie jej się przyglądałam. Zrobiła się blada jak ściana, ręce jej się trzęsły - Irina głęboko westchnęła i powiedziała z udawanym współczuciem - Ciekawe, czy teraz go rzuci? Może się tak stanie, a zdekoncentrowany Szołow popełni błąd?
- Naprawdę pani na to liczy?
- No mam taką nadzieję. Cóż mi innego pozostało?
- Dobrze - Głaskow nie chciał tracić czasu, a przejść do konkretów - Ale chyba nie przyszła pani tu tylko po to, by przyznać mi rację.
- Dokładnie - uśmiechnęła się - Przyszłam bo chcę, aby pan o tym napisał. Chcę pogrążyć Szołowa, a przynajmniej zdyskredytować go w oczach Czukowa.
- Aż tak go pani nienawidzi?
Irina zerwała się z krzesła i podeszła do okna. Na jej twarzy pojawił się smutek.
- Tak. Bardzo go nienawidzę - powiedziała

213




spokojnie - To, co zasugerował w swojej linii obrony to najgorsze skurwysyństwo. I to był jego pomysł. Jego, a nie Czukowa. Zasugerował, że zdradzam męża z jednym z menadżerów. Że się o tym dowiedział i chciał konfrontacji z chłopakiem. W tym celu umówił się z nim po godzinach pracy restauracji. I wie pan, od słowa do słowa wywiązała się awantura, chłopak wyciągnął pistolet...
- Tak, wiem. Też o tym słyszałem. A co z tym menadżerem?
- Zapadł się pod ziemię zanim się dowiedziałam, jaką wenę twórczą ma Szołow.
- Nie próbowała pani go szukać?
- Nie. Kiedy tylko zapoznałam się z ich wynaturzoną wersją dałam sobie spokój.
- Czyli chce pani, żebym napisał o wizycie Krasickiej u pani, tak?
- Tak. I skoro Szołow potrafił tak perfidnie łgać, to chciałabym, żeby pan zagrał jego metodami. Proszę napisać, że przyszła do mnie bo on ją wysłał. Niech pan napisze co chce, ale niech pan zasieje w opinii publicznej ziarno niepewności, u Szołowa wściekłość, a u Czukowa...
- Chęć zmiany prawnika? - dokończył jej myśl Głaskow.
- Nie wiem. Cokolwiek. Ale myślę, że Czukow nawet po takim artykule nie zrezygnuje z Szołowa.

214




On jest za dobry, a jeden artykuł za dużo nie zmieni. To co, napisze pan o tym?
Dłuższą chwilę się zastanawiał, po czym odrzekł:
- Dobrze, napiszę. Mam nadzieję, że nie będę miał przez to problemów. Postaram się, żeby artykuł brzmiał jak najbardziej neutralnie.
- Dobrze - Irina wzięła z fotela torebkę - Mam w takim razie coś dla pana - wyciągnęła z niej kopertę i podała Głaskowowi. Powoli ją otworzył i wyjął kilka zdjęć oraz płytę cd.
- Skąd pani to ma? - zapytał przeglądając fotografie.
- Nieważne. Są na płycie. Niech pan z tego zrobi odpowiedni użytek - wyciągnęła do niego dłoń, którą niechętnie uścisnął.
- Do widzenia - powiedział, a Irina szybko zniknęła za drzwiami jego redakcyjnego biura.
Podczas gdy Igor był w drodze do Czukowa, a Irina składała wizytę Głaskowowi, Sonia siedząc w mieszkaniu z zapakowaną torbą, zadzwoniła do Leny.
- Cześć, co za niespodzianka tak rano! Ale Igora nie ma - w głosie Leny usłyszała entuzjazm, którego próżno było szukać w jej głosie.
- To nawet lepiej, że go nie ma. Lena, mogę u ciebie zamieszkać?
Po drugiej stronie zapadła grobowa cisza.
- Ale to tylko na jakiś

215




czas, nie zwalę ci się na amen - Lena w głosie Soni usłyszała desperację.
- Nie o to chodzi, ale co się stało? Coś nie tak z mieszkaniem? Pokłóciliście się?
- No, można tak powiedzieć. Ale to nie na telefon. Jak się spotkamy, to ci wszystko opowiem. Jestem w domu, spakowana, muszę gdzieś pójść, ale nie do naszego nowego mieszkania. A nie mam tu nikogo innego. Przygarniesz mnie?
- Oczywiście. Tylko co na to Igor? Wie, że zamierzasz zamieszkać u mnie? Bo sądząc po tym, że nic nie mówił, to pewnie nie wie. Jak przyszłam, to się minęliśmy niemalże w drzwiach. Słowa do mnie nie powiedział, więc widzę że to coś poważnego.
- A gdzie on teraz jest?
- Nie mam pojęcia. Nic mi nie powiedział.
- To ja zaraz przyjadę do kancelarii i wzięłabym od ciebie klucze, dobrze? Nie chciałabym się z nim widzieć.
- No dobrze - powiedziała powoli Lena - Przyjeżdżaj.
Igor zatrzymał auto pod okazałą willą Czukowa. Długa droga od bramy wjazdowej do domu, wyłożona była kostką granitową. Wokół domu ciągnął się piękny ogród, misternie wkomponowany w starodrzew. Drzewa puszczały pąki i całość pokrywała się zielenią. Niedaleko domu

216




znajdował się niewielki staw i ogród w stylu chińskim. Igor nie miał jednak ani czasu, ani ochoty by podziwiać piękno ogrodu Czukowa. Wyszedł z auta, popatrzył lekceważąco na stojących przy czarnym Mercedesie dwóch mężczyzn, których widok nie budził zaufania. Zdecydowanym ruchem nacisnął dzwonek. Otworzył mu osobiście Czukow.
- Proszę, niech pan wejdzie - po czym zaprowadził Igora do salonu. Sięgnął po kryształową karafkę i nalał sobie do kieliszka koniaku, wskazał Igorowi fotel z łososiowej skóry - Napije się pan?
- Nie, dziękuję. Prowadzę - Igor założył nogę na nogę. Postanowił nie zwlekać - Muszę zrezygnować z reprezentowania pana przed sądem. Sprawę przejmie inny prawnik - powiedział krótko.
- Co?! - Czukow nie wierzył w to, co właśnie usłyszał - Zrezygnować?! Panu się chyba w tej główce od myślenia poprzewracało?! - krzyknął.
- Krzyki i obrażanie mnie nic nie pomogą - powiedział spokojnie Igor - Przykro mi.
- Wcale nie jest panu przykro - wycedził przez zęby Czukow - Cóż takiego się wydarzyło, że chce pan zrezygnować?
- Nieważne. Nie mogę dalej reprezentować pana interesów - na twarzy Igor próżno

217




było szukać oznak jakichkolwiek emocji.
- Posłuchaj - Czukow nachylił się nad Igorem, oparł dłonie o oparcie fotela, an którym siedział - Posłuchaj szczylu, nie będzie żadnej rezygnacji - mówił patrząc Igorowi w oczy - Nadal będziesz mnie reprezentował. W dupie mam twoje wyimaginowane powody. Chcesz większego honorarium? Proszę bardzo! Ale o rezygnacji możesz zapomnieć. Wiedziałeś w co się pakujesz. I tyle w temacie.
- Nie jestem jednym z pańskich pracowników na posyłki, który ślepo wykonuje polecenia. Na mnie to nie działa więc może sobie pan darować ten ton.
- Każdy z tych, jak to pan określił, pracowników na posyłki, może w każdej chwili pozbawić pana życia i zapewniam, nie będzie do tego potrzebował broni.
- Pan mnie straszy?
- Nie. Ja pana informuję. Żadnej rezygnacji nie będzie. Nadal pracuje pan dla mnie i jest pan moim prawnikiem. A teraz żegnam.
Igor chciał coś powiedzieć ale uznał, że to nie ma sensu. Wstał, poprawił marynarkę i skierował się do wyjścia. Czukow z zaciśniętymi ustami odprowadził go wzrokiem. Igor odetchnął kiedy zamknął za sobą drzwi. Wsiadł do swojego Audi i skierował się w drogę

218




powrotną do Petersburga.
Nina wygodnie rozsiadła się na kanapie w salonie, w domu Siergieja. Mieszkała tu już od jakiegoś czasu. Czuła się świetnie i liczyła na korzystny dla siebie obrót spraw. Siergiej większość czasu spędzał w domu, więc miała go pod stała kontrolą. Czasem wpadał Andriej czy ktoś z miasteczka, a ona zachowywała się tak, jakby była panią tego domu. Było to bardzo frustrujące dla gospodarza ale Siergiej postanowił wytrzymać do czasu porodu. Sam nie miał wizji co będzie potem. Nie potrafił wyobrazić sobie, że Nina zagości tu na dłużej. Włożył do torby rękawice i spojrzał na Ninę, obserwującą z uśmiechem każdy jego krok. W duchu przyznał, że ciąża jej służy. W czarnym dresie, burzy blond loków, wyglądała naprawdę olśniewająco. Jednak na niego jej urok już nie działał. Siergiej wiedział, że nie ma siły która sprawiłaby, aby jego serce znów mocniej zabiło dla Niny.
- Wrócę wieczorem - powiedział - Przywieźć ci coś z miasta? Czegoś potrzebujesz?
Leniwie się przeciągnęła.
- Nie. Nic mi nie trzeba - wstała, podeszła do Siergieja i oplotła dłońmi jego szyję - Ciebie mi potrzeba -

219




powiedziała zalotnie.
- Daj spokój - powiedział i sfrustrowany zdjął jej ręce ze swojej szyi - Tylko tu mieszkasz. Nic nas już nie łączy oprócz dziecka.
- Mylisz się - powiedziała i przesunęła dłoń w kierunku jego krocza - Dziecko to bardzo wiele.
- Powtórzę jeszcze raz - powiedział i zacisnął swoją masywną dłoń na przegubie jej ręki nim sięgnęła celu - Nas już nie ma i nie będzie. Do wiedzenia - powiedział, wziął do ręki torbę i zniknął za drzwiami. Widziała jak wsiada do auta i energicznie wciska pedał gazu.
- Mylisz się Sierjoża - powiedziała do siebie - Bardzo się mylisz.
Igor bez słowa, z kamienną twarzą przekroczył próg kancelarii. Był wściekły po rozmowie z Czukowem. Podjął już decyzję i nie miał zamiaru jej zmieniać. Minął Lenę bez słowa, nawet na nią nie spojrzał. Odprowadziła go wzrokiem, kiedy zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Chwilę wpatrywał się w okno i gwar panujący na ulicach Petersburga. Wrócił do biurka, podniósł słuchawkę.
- Lena, przyjdź do mnie. Niech przyjdzie też Magorski.
Po chwili do pokoju weszła Lena. Ciężka atmosfera i napięcie były niemalże namacalne.
- Magorski

220




jest w tej chwili w sądzie. Będzie za jakąś godzinę.
- Dobrze - powiedział i usiadł przy biurku - Od dzisiaj Magorski prowadzi sprawę Czukowa. Omówię to z nim kiedy wróci.
Lena pobladła.
- Co się stało? Czukow z ciebie zrezygnował?
- Nie - odparł spokojnie - To ja zrezygnowałem z Czukowa.
- Ty?! - nie mogła uwierzyć w to co przed chwila usłyszała - Ty sam odszedłeś? I co on na to?
- Nic. Nie zgodził się. Ale nie zamierzam ulegać jego groźbom.
- Igor, na litość boską - Lena opadła na fotel i ciężko przełknęła ślinę - Ty wiesz do czego on jest zdolny. Wiesz bardzo dobrze. To się może źle skończyć.
- Nic się nie stanie - na jego twarzy pojawił się blady uśmiech - Jestem dobrze zabezpieczony przed Czukowem. Tyle że on jeszcze o tym nie wie. Magorski zna sprawę bo pomagał mi wielokrotnie, więc da radę. Poza tym mam teraz na głowie inny problem...
- Sonia? - wyrwało się Lenie i zaraz tego pożałowała. Spojrzał na nią uważnie.
- Skąd wiesz?
Wiedziała, że nie ma sensu brnąć w kłamstwo.
- Rozmawiałam z nią rano. Powiedziała, że się od ciebie wyprowadza.
- Tak, tylko nie wiem dokąd pójdzie - spojrzał na Lenę,

221




jakby go olśniło - Do ciebie, prawda?
- Do mnie.
- Poprosiła cię, czy ty jej to zaproponowałaś?
- Prosiła mnie. Jak byłeś u Czukowa przyjechała i wzięła klucze. Ale nie jedź do niej, daj jej trochę czasu.
- Dobrze. Zawsze wie, gdzie mnie szukać - zamyślił się - Czego ona chce? O co jej chodzi? - pytał jakby sam siebie - Wszystko to robię z myślą o niej i naszej wspólnej przyszłości. Co jej nie pasuje? Staram się, ale zaczyna mnie to przerastać...
- Igor, ale tu nie o pieniądze chodzi. Dla Soni pieniądze nie są najważniejsze. Zrozum, ona została tak wychowana. Dla niej liczy się uczciwość, szacunek do drugiego człowieka. Znasz jej rodziców i wiesz o tym.
- A wiesz dlaczego się wyprowadziła? - wyraz twarzy Igora uległa zmianie, Lena zobaczyła w jego oczach wściekłość - Wiesz co było powodem?
- No nie. Powiedziała, że jak się spotkamy to mi wyjaśni.
- To ja ci teraz powiem. Sonia była u Iriny. Co ty na to?
- O Jezu... - wybełkotała Lena - Ale skąd ona wiedziała, gdzie jej szukać? Przecież Irina nawet w restauracji pojawia się rzadko, a do tego prawie nikt nie wie gdzie mieszka.
- Ale ty wiesz! - wskazał na nią palcem.
- No

222




wiem, ale tylko tobie o tym powiedziałam.
- A jak była u ciebie, miałaś dokumenty Czukowa w domu, prawda? - wycedził przez zęby.
- No... miałam - Lena zaczynała nadążać za Igorem - O Boże...
- Tak, do kurwy nędzy, myślałem! - uderzył pięścią w solidne biurko - Chyba nie muszę pytać już czy miałaś ją cały czas na oku?
Lena spuściła wzrok i powiedziała cicho:
- Nie musisz. Wyszłam na chwilę do kuchni zrobić herbatę. Wtedy musiała znaleźć adres Iriny.
- Kurwa, miałem ochotę cię zatłuc ale teraz i tak to już niczego nie zmieni. Mam nadzieję, że jej teraz nie wyrzucisz?
- Nie, oczywiście że nie wyrzucę - zaprzeczyła gwałtownie.
- Jedź juz do domu. Zajmij się nią, nie chcę żeby była teraz sama.
Lena w duchu ucieszyła się, że może opuścić biuro Igora. Kiedy był w takim stanie wolała mu schodzić z drogi. Po powrocie do domu czekała na nią Sonia z pysznym obiadem.
- Rozbieraj się. Zrobiłam kotlety z ziemniakami - wstawiła talerz z obiadem do kuchenki mikrofalowej - Zrobiłam z tego, co znalazłam w lodówce - położyła na stole dwa talerze - Zjemy razem. Jutro zrobię zakupy.
Lena rozebrała się, weszła do kuchni i

223




opadła zrezygnowana na krzesło. Sonia zauważyła, że coś jest nie tak.
- Co się stało? Coś z Igorem?
- Nie - odparła cicho Lena - Soniu, okłamałaś mnie. To z moich dokumentów wzięłaś adres Iriny i do niej poszłaś. Myślałaś, że to się nie wyda? Czemu mi to zrobiłaś?
Sonia powoli usiadła na przeciw Leny, która kontynuowała - Tak, to on mi o tym powiedział. Domyślił się po twojej wizycie u Iriny. Po co do niej poszłaś? Po co sobie tym głowę zaprzątasz?
- Chciałam wiedzieć - spojrzała na Lenę szklącymi się oczami - Po prostu chciałam znać prawdę. Oboje traktowaliście mnie jak kogoś obcego. Nie wiem, może za głupiego by to pojąć?
- Jak możesz?! - Lena podniosła głos - Jak możesz nas o to posądzać?! Nie mówiliśmy ci o tym dla twojego dobra. Nie znasz Czukowa i lepiej, żebyś nigdy nie poznała. A już na pewno lepiej, żebyś się od niego trzymała daleko.
- Wiem - Sonia wyjęła talerz z kuchenki - Ale po prostu chciałam wiedzieć ze względu na Igora.
- Teraz, kiedy już wiesz, odejdziesz od niego?
- Nie wiem. Nie myślałam jeszcze o tym. Ale powiem ci jedno. Czuję się bardzo samotna. Z pewnością się od siebie

224




oddaliliśmy. Nie wiem, co dalej zrobić. Nie wyprowadziłam się, bo chcę mu zrobić na złość, ale dlatego, że po prostu potrzebuję czasu. Chcę to wszystko przemyśleć i nabrać dystansu. Bierz i jedz, bo ostygnie.
Lena głęboko westchnęła i zaczęła jeść.
- To było pyszne - powiedziała kiedy talerz był pusty - Świetnie gotujesz.
- Wiesz, no moja mama raczej nie podzieliłaby twojej opinii. Wiesz, schabowego jednak trudno zepsuć. I udało mi się nie spalić - powiedziała Sonia z nieukrywaną dumą - Wiesz co, póki pamiętam - wyciągnęła z torebki leżącej na szerokim parapecie, kartę do konta Igora - Daj to Igorowi jutro w pracy.
- Oszalałaś? - Lenie kawałek kotleta uwiązł w gardle - Ja rozumiem, że jesteś ambitna ale ambicji i dumy do garnka nie włożysz. Musisz przecież z czegoś żyć - po chwili zreflektowała się - Nie zrozum mnie źle, ja cię wyżywię i opiorę, ale na pewno będziesz chciała mieć pieniądze na inne wydatki. Co wtedy?
- Spokojnie, znajdę jakąś pracę, a potem się zobaczy. Igor załatwił mi legalny pobyt więc mogę pracować. Nie będę siedziała u ciebie jak jakiś darmozjad.
- Wiesz, że nie to chodzi.

225




Możesz siedzieć, ile chcesz. Ale po co taki ostentacyjny i teatralny gest?
- Po prostu uważam, że to uczciwe wobec Igora. Dasz mu to, czy mam wysłać pocztą?
Lena się poddała. Wiedziała, że Sonia jest uparta i jej nie przekona.
- Dobrze, oddam mu ją jutro.
- Dziękuję - Sonia położyła dłoń na ręce Leny - Naprawdę ci za wszystko dziękuję. Daj mi trochę czasu na pozbieranie się i uporządkowanie wszystkiego.
- Masz to jak w banku.
Głaskow siedział w swoim biurze trzymając w ręce gazetę, która właśnie trafiała na sklepowe półki. Na stronie tytułowej znalazło się duże zdjęcie z monitoringu miejskiego, na którym Sonia stała pod drzwiami kamienicy Iriny Strugowej. Nad zdjęciem widniał czerwony, agresywny napis: "Narzeczona Igora Szołowa z nocną wizytą u Iriny Strugowej". Uśmiechnął się do siebie na myśl, jak dzięki tej okładce zwiększy się poczytność gazety. Sprawą Czukowa interesował się cały Petersburg. Była głośna, gdyż rzadko udawało się postawić gangstera przed sądem z takimi zarzutami. Jednak też nieczęsto znajdowały się osoby tak zdeterminowane jak Irina Strugowa. Jednak zaraz stanął mu przed

226




oczami widok omdlałej Soni i przejętego Igora. Poczuł nawet coś na kształt wyrzutów sumienia, ale stało się. Gazeta pachniała świeżą farbą drukarską. Spojrzał na zegarek.
- Właśnie w tej chwili trafia do sprzedaży - powiedział do siebie.
- Matko Boska - powiedział Igor trzymając w ręku ten sam numer gazety, którą kilka godzin wcześniej przeglądał Głaskow - Skąd te pierdolone gnidy wzięły te zdjęcia?!
- Na budynku był monitoring - odparła Lena, która przyniosła gazetę i jako pierwsza przeczytała artykuł - Irina wymogła na właścicielu zwiększenie liczby kamer. O tej akurat rzadko kto wiedział. Zamontowano ją niedawno.
- Ale, kurwa mać - spojrzał na podpis pod artykułem, chociaż i tak wiedział, że to robota Głaskowa - Skąd ten pierdolony Głaskow miał wgląd w ten monitoring? Skąd wiedział, że Sonia tam była? - po chwili jakby przyszło otrzeźwienie. Oparł się o fotel i spojrzał w okno - Ta suka poleciała do prasy - odłożył gazetę - Pytanie brzmi, co zrobi Czukow gdy przeczyta artykuł?
- Też się tego boję - odparła niepewnie Lena - Pójdę już - wstała i jakby sobie o czymś przypomniała, sięgnęła do

227




kieszeni szarego żakietu i wyjęła kartę kredytową, którą położyła na biurku przed Igorem - Kazała ci to oddać.
Spojrzał na Lenę z niedowierzaniem.
- Co ona wyprawia? Z czego będzie żyła?
- Powiedziała, że znajdzie jakąś pracę.
- Pracę? - uniósł brwi ze zdziwienia - Jedyna praca jaką wykonywała to opiekunka do dziecka albo korepetytorka rosyjskiego. Gdzie ona tu zamierza szukać pracy? Rosjanom będzie korepetycji udzielała?
- Nie wiem, ale jest uparta. Na siłę jej nie przekonasz - juz miała wyjść, ale ją powstrzymał.
- Poczekaj! Dobrze, wobec tego daję ci, jako mojej sekretarce, podwyżkę. Póki Sonia będzie u ciebie mieszkać, będziesz zarabiała więcej.
- Wiesz, że nie musisz...
- Wiem, ale chcę. Nie chcę wiedzieć, że będziecie sobie wszystkiego odmawiały by związać koniec z końcem. Wiem ile kosztuje życie w Petersburgu.
- Dobrze, jeśli tego chcesz.
- Zaraz powiem, żeby przygotowano zmiany twojego angażu. Jak będzie gotowy, to mi go podpiszesz. W papierach ma grać - schował kartę Soni do wewnętrznej kieszeni marynarki. Kiedy Lena wyszła z gabinetu Igora, zadzwoniła do Soni.
- No i co tam słychać? - usłyszała ciepły

228




głos przyjaciółki.
- Gdzie jesteś? - zapytała Lena słysząc, że Sonia nie jest w domu.
- W mieście, szukam pracy, a co?
- A czytałaś dzisiaj "Codziennie Petersburg"?
- Nie. A co w nim jest? - zapytała Sonia mając złe przeczucia.
- To kup. Myślę, że powinnaś przeczytać.
- Coś o mnie, prawda? - zapytała ledwo słyszalnym tonem.
- Tak Soniu, o tobie - Lena usłyszała pukanie do drzwi - Muszę kończyć, pa!
- Pa - Sonia chwiejnym krokiem poszła w kierunku pobliskiego kiosku.
- "Codziennie Petersburg" poproszę.
Już po chwili jej oczom ukazał się ostro brzmiący nagłówek. Bez problemu rozpoznała się na zdjęciu. Pożałowała, że poszła do Iriny, jeszcze zanim zapoznała się z tekstem. Wzięła głęboki wdech i zaczęła czytać: "Sprawa Witalija Czukowa robi się coraz ciekawsza. Nowych wątków i zwrotów akcji na pewno nie zabraknie. Pisaliśmy już o wieczorze, który Witalij Czukow spędził wraz ze swoim obrońcą Igorem Szołowem i jego narzeczoną Sonią Krasicką na gali MMA. Przypomnijmy, na Czukowie ciążą zarzuty rozboju, wyłudzeń o raz morderstwa Jurija Strugowa, znanego restauratora, który według jednych

229




nie chciał płacić Czukowowi za ochronę lokalu, według drugich stał się ofiarą kochanka swojej żony - Iriny. Jednak w znacznej mierze to dzięki jej staraniom i determinacji udało się postawić Czukowa przed sądem. Niedawno jednak, późnym wieczorem, odwiedziła ją Sonia Krasicka. Wizyta nie była długa, a pani Krasicka wybiegła z domu Iriny Strugowej bardzo zdenerwowana. Co mogło być przyczyną takiego zachowania, nie wiemy. Być może Sonia Krasicka była jedynie pośrednikiem pomiędzy Iriną, a Igorem Szołowem? Co łączy te obie kobiety, o czym rozmawiały, nie wiemy. Czego mógłby chcieć Igor Szołow od Iriny Strugowej, tego nie wiemy. Zbliża sie jednak data kolejnej rozprawy. Być może dowiemy się więcej".
- Ja pierdolę - Sonia usiadła na pobliską ławkę, złożyła gazetę i ukryła twarz w dłoniach. Miała świadomość, że skoro Lena to czytała, to Igor też. Sięgnęła po telefon.
- Tak, widziałem - powiedział spokojnie nim zdążyła się odezwać - Właśnie sprawdzam o co mogę ich oskarżyć, ale nie mam za wielu możliwości. A co u ciebie?
- Boże, co ja mam teraz zrobić? Może pójdę do tej gazety i powiem...
- Nigdzie już

230




nie chodź! - krzyknął ale zaraz ochłonął - Ja cię, Soniu proszę, nigdzie już nie chodź i nie próbuj niczego wyjaśniać na własną rękę.
- Dobrze, nie będę...
- No więc co u ciebie? Wiem, że mieszkasz u Leny. Czy niczego ci nie trzeba? Może jednak weźmiesz kartę z powrotem?
- U mnie w porządku - odparła cicho - Ale nie wezmę karty, póki do ciebie nie wrócę. To nie jest uczciwe, żebym teraz z niej korzystała. Muszę kończyć, śpieszę się, pa! - zakończyła połączenie, gdyż napływające do oczu łzy czyniły rozmowę niemożliwą. Nie chciała by wiedział, że płacze.
Igor odłożył telefon i spojrzał w okno. Poczuł się lepiej słysząc jej ciepły głos. Tak bardzo za nią tęsknił, tak bardzo mu jej brakowało.
Nina rozłożyła talerze na stole, poprawiła sztućce. Wiedziała, że Siergiej niedługo wróci do domu. Od kiedy zamieszkała u niego, starała się być wzorową panią domu, jednak póki co, jej starania nie robiły na Siergieju kompletnie żadnego wrażenia. Był zupełnie nieczuły na jej czułe słówka. Często czuła się sfrustrowana, a że miewała zmiany nastroju, tym bardziej ją to denerwowało. Usłyszała

231




silnik samochodu na zewnątrz. Podeszła do okna i zobaczyła jak Siergiej wyjmuje z auta sprzęta sportowy i zakupy. Nałożyła sweter i wybiegła przed dom. Podbiegła do Siergieja i rzuciła mu się na szyję.
- No, wreszcie jesteś. Obiad czeka - starała się, by jej głos brzmiał jak najmilej. Niestety, Siergiej bez słowa zdjął jej ręce ze swojej szyi.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał spokojnie i nie czekając odpowiedzi dodał - Idź do domu, bo się przeziębisz.
- Czekałam na ciebie - udała, że nie słyszy chłodu tonu jakim się do niej odezwał.
- Dobrze, więc jestem. Teraz możesz wrócić do domu - wziął w jedną rękę torbę ze sprzętem, w drugą reklamówki z zakupami. Nina, zrezygnowana poszła za nim. Siergiej ciężko znosił jej obecność w swoim domu. Nie mógł się do tego przyzwyczaić. Jej nachalność, czułość jaką mu okazywała, były nie do zniesienia. Nie kochał jej i wiedział, że to się już nigdy nie zmieni. Z jednej strony cieszył się, że będzie ojcem. Z drugiej jednak bardzo żałował tej chwili słabości, która doprowadziła do ciąży Niny. Żałował, że to właśnie ona będzie matką jego dziecka. Wiedział

232




doskonale, że ciąża nie zmienia zupełnie stosunku Niny do bycia matką. Było mu przykro gdyż wiedział, że gdyby nie chodziło o niego, Nina prawdopodobnie usunęłaby ciążę bez mrugnięcia okiem. Siergiej umył ręce, wszedł do kuchni i zobaczył pięknie nakryty stół.
- Siadaj - powiedziała z dumą Nina - Zrobiłam obiad. Na pewno jesteś głodny.
Stał chwilę i patrzył. Rzeczywiście, był głodny, ale nie poczuł entuzjazmu. Przypomniał sobie chwilę, kiedy Sonia zrobiła mu śniadanie i czym się to skończyło. Zrezygnowany opadł na krzesło. Ponadto Nina się napracowała, nie chciał jej robić przykrości.
- Proszę - podała m talerz z nieco przypalonym kotletem i niedogotowanymi ziemniakami. Wiedział, że się starała, chociaż efekt pewnie był inny od zamierzonego.
- Bardzo dobre, dziękuję - powiedział kiedy skończył jeść.
- Cieszę się, że ci smakowała - zabrała talerz i włożyła do zmywarki - Pewnie jesteś zmęczony, zaraz przygotuje ci kąpiel.
- Nina - złapał ją za rękę - Nic z tego nie będzie. Nie miej złudzeń. Wiem, że się starasz, ale z nas nigdy nie będzie kochającej się rodziny. Chciałbym, żebyś to

233




zrozumiała.
Zacisnęła z wściekłości zęby, wyrwała rękę i powiedziała spokojnie:
- Oczywiście. Rozumiem. Co, może ci jeszcze nie wywietrzała z głowy ta gówniara od prawnika? - czuła, że zaraz wybuchnie.
- Nie mów tak o niej, nie znasz jej.
- Bronisz jej! Nie udawaj, wiem że ci się podoba!
Spojrzał na Ninę zdziwiony.
- Szczerze? Tak, podoba mi się. Bardzo mi się podoba. To chciałaś usłyszeć? Tyle, że to już nie twoja sprawa. Tobie też ma prawo podobać się ktokolwiek.
- Tak?! - krzyknęła - To masz, bo widzę, że chyba nie czytałeś?! - schyliła się i wyjęła z szuflady nieaktualny numer "Codziennie Petersburg" - Poczytaj sobie o tej małej zdzirze! - rzuciła z wściekłością gazetą w Siergieja i wybiegła z kuchni. Siergiej pozbierał z podłogi kartki i z powrotem złożył w całość. Spojrzał na stronę tytułowa i zamarł.
- Soniu - powiedział do siebie - Co ty wyprawiasz?
Tymczasem Sonia zrezygnowana weszła do jednego z licznych w Petersburgu pubów. Był spory i popularny wśród mieszkańców i turystów. Cieszył się dobrą opinią, a w weekendy trudno było znaleźć wolne miejsce przy stoliku. Usiadła przy

234




stoliku, z boku. Zaraz zjawiła się uśmiechnięta kelnerka z tacą.
- Dzień dobry, co pani podać?
- Poproszę kawę i jakieś ciastko. Najlepiej bezę.
- Oczywiście. Mamy takie z malinami. Są pyszne, zaraz przyniosę - odwróciła się na piecie i już jej nie było. Sonia rozejrzała się po wnętrzach. Były w kolorach beżu i lawendy. W rogach stały białe, skórzane kanapy, pośrodku kilka drewnianych stolików koloru białego, z ażurowymi oparciami. Oświetlenie było stonowane dzięki beżowo - białym, nowoczesnym żyrandolom. W podobnym klimacie był także bar. Znalazło się też miejsce do tańców i dla DJ - a. Za barem stał młody chłopak w nienagannie wyprasowanej, czarnej koszuli i białej muszce, promiennie uśmiechając się do coraz liczniejszych gości. Za nim, na wielu półkach stały rzędami najróżniejsze alkohole, których butelki odbijały się w lustrzanej ścianie.
- Proszę bardzo - kelnerka postawiła przed Sonią delikatną, porcelanową filiżankę i dzbanuszek z mlekiem, obok położyła talerzyk z bezą. Już miała odejść, kiedy Sonia zapytała:
- Przepraszam bardzo, mam jeszcze pytanie.
- Tak, słucham.
- Nie potrzebujecie kogoś

235




do pracy? Wie pani, na zmywak albo do sprzątania? Bo ja szukam pracy...
- Trudno mi powiedzieć. Szef nic nie wspominał o brakach kadrowych, ale spytam menadżera i zaraz pani powiem.
- Dobrze, dziękuję - Sonia uśmiechnęła się blado. Wiele razy już słyszała ten tekst. Była pewna, że odprawią ją z kwitkiem, jak wszędzie. Spojrzała w kierunku baru. Widziała, jak kelnerka wskazuje ją palcem, rozmawiając z jakimś mężczyzną. Wyglądał na jakieś 40 lat. Miał idealnie skrojony szary garnitur i białą koszulę. Chwilę patrzył, po czym podszedł do jej stolika.
- Można? - zapytał i nie czekając na odpowiedź odsunął krzesło i usiadł do stolika Soni - Kostia Prałow, jestem menadżerem tej restauracji - podał Soni rękę, którą bez entuzjazmu uścisnęła - Słyszałem, że szuka pani pracy?
- Tak. Może coś na kuchni albo do sprzątania?
- Dobrze - odparł uważnie jej się przyglądając - Zatrudnię panią.
- Naprawdę?! - ze szczęścia niemalże zakrztusiła się bezą - To cudownie!
- Ale nie na zmywak - dodał - Pani u mnie zrobi karierę za barem. Pracowała pani kiedykolwiek w restauracji czy kawiarni?
- Niestety nie.
- Nie szkodzi. Nauczymy

236




panią. Z pewnością sobie pani poradzi. Proszę przyjść jutro na dziewiątą.
- Jutro? - zapytała zdziwiona.
- Tak - odpowiedział spokojnie - Jutro zaczyna pani pracę, omówimy też pozostałe szczegóły - wstał od stolika i ponownie wyciągnął do Soni rękę - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - wybełkotała, z trudem przełykając spory kawałek bezy, który uwiązł jej w gardle.
Siergiej uderzył siekierą w spory kawałek drewna, w efekcie czego rozpadł sie on na kilka kawałków. Sięgnął po następny.
- Jesteś taki męski - powiedziała Nina siadając na schodach przed wejściem - Masz takie seksowne ciało.
- Nina, proszę - powiedział poirytowany - Idź do domu, jeszcze nie jest tak ciepło.
- Nie martw się, nic mi nie będzie. Czuję się bardzo dobrze.
Siergiej czuł, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu. Wiedział jednak, że musi to przetrwać dla dobra dziecka. Pocieszał się, że do rozwiązania jeszcze droga daleka i zdąży jakoś to wszystko poukładać. Robił co mógł, by z jednej strony mieć Ninę na oku, z drugiej zaś - by być od niej jak najdalej, co się właściwie wykluczało. Nina, niezadowolona jak zazwyczaj, weszła do domu.

237




Usiadła w salonie, na kanapie i włączyła telewizor. Po chwili zadzwonił jej telefon. Spojrzała. Dzwonił Czukow.
- Czego chcesz? - zapytała szorstko, nawet nie siląc się na grzeczność.
- Ninoczka, czemu jesteś taka niemiła? - zapytał z udawaną czułością - Może się spotkamy? Ostatnio tak przyjemnie spędziliśmy czas.
Roześmiała się głośno.
- Musisz o tym zapomnieć!
- A czemuż to? Już na ciebie nie działam tak, jak poprzednio?
- Nie - odparła hardo - Teraz jestem przykładna panią domu. Wróciłam do Siergieja. Mieszkam w jego domu.
- No nie żartuj? - był rzeczywiście zaskoczony - Jak ty to zrobiłaś?
- Jestem w ciąży. Drugi miesiąc. Nie miał wyjścia, ale nie spodziewaj się zaproszenia na chrzest. A wiesz, tacy jak on w życiu nie wyprą się dziecka.
- Cwana z ciebie bestia, Ninoczka. Sprytnie to sobie wykombinowałaś. Kiedy to się stało?
- Po gali. I dziękuję za uznanie - podeszła do okna i spojrzała na Siergieja układającego kawałki drewna pod ścianą - Muszę kończyć. Mam coś do zrobienia - nie czekając na odpowiedź zakończyła rozmowę. Czukow uśmiechnął się do siebie. Wstał, odsunął szufladę biurka. Miał coś

238




z niej wyjąć, gdy zawahał się. Sięgnął po kalendarz stojący na biurku.
- Drugi miesiąc, powiadasz - powiedział do siebie - Czy ty się czasem nie pomyliłaś?
Siergiejowi jakoś udało się odwieść Ninę od pomysłu przygotowania mu kąpieli z masażem, chociaż z pewnością by nie zaszkodził. Zmęczona poszła spać. Wziął szybki prysznic i cicho wrócił do pokoju. Położył się do łóżka, zgasił światło i zamknął oczy. Pomyślał o Soni. Często o niej myślał. Po chwili sięgnął po telefon.
- Nie - powiedział do siebie - Ona ma narzeczonego. Nie mogę - odłożył telefon na miejsce, odwrócił się i szybko zasnął.
Michaił Magorski rozsiadł się w wygodnym fotelu w gabinecie Igora.
- Posłuchaj Misza - zaczął Igor - Jak ci pewnie Lena mówiła, przejmiesz sprawę Witalija Czukowa.
- Tak, mówiła. A dlaczego ty już nie chcesz go bronić? Uważasz, że to przegrana sprawa i uciekasz z tonącego okrętu, czy nie chcesz, żeby przegrana popsuła ci statystyki? - zapytał lekceważąco. W kancelarii nie było dla nikogo tajemnicą, że ci dwaj nie pałają do siebie sympatią, jednak z pewnością doceniali wzajemnie swoje umiejętności i

239




profesjonalizm. Michaił Magorski w duchu zawsze wiedział, że Igor to przysłowiowa "górna półka" i że mu samemu sporo jeszcze do Igor brakuje. Igor zaś widział w Magorskim potencjał, jednak uważał, że jego pycha i buta bywają zgubne dla niego samego. Znał Magorskiego jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, że tylko on sprosta wymaganiom Czukowa i może sprawę doprowadzić do pożądanego końca. Jeśli ambicje nie wezmą góry nad rozsądkiem.
- Nie, Misza - odpowiedział Igor bawiąc się trzymanym w ręku długopisem - Od niczego nie uciekam. A powody, dla których to robię to moja prywatna sprawa. Daję to tobie bo wiem, że jeśli się przyłożysz to uzyskasz dla Czukowa zawiasy. Pamiętaj jednak o jednym. Musisz zawsze starać się przewidzieć krok obrony. Musisz myśleć jednocześnie jako jego obrońca i oskarżyciel. Empatia ci w tym pomoże. Nie działaj pochopnie i impulsywnie, bo w naszym zawodzie bywa to zgubne. Uważaj też co mówisz i robisz przy Czukowie. Został wychowany w duchu starej, rosyjskiej mafii, nie cofnie sie przed niczym. Pamiętaj o tym. Lena ci we wszystkim pomoże.
- Nie pouczaj mnie, Igor! - Magorski nawet nie próbował

240




ukrywać frustracji i roześmiał się w twarz Igorowi - Znam Czukowa lepiej, niż ci się wydaje. Rozmawiałem z nim wielokrotnie, w tym o sprawie.
- No właśnie, Misza. To, co mówisz świadczy o tym, że jednak go nie znasz. Przemyśl to, co ci powiedziałem. Nie unoś sie ambicją, bo ja nie chcę twojej krzywdy.
Magorski wstał, skierował się do wyjścia. Już miał złapać za klamkę kiedy wyhamował, jakby sobie o czymś przypomniał. Odwrócił się do Igora i powiedział:
- Ty, a ta twoja rezygnacja to nie jest związana z twoją narzeczoną? W kancelarii mówi się, że jest niezadowolona, że prowadzisz sprawę Czukowa. Ta wizyta u Strugowej...
- Nie twoja sprawa - odparł spokojnie Igor, chociaż wiedział, że Magorski trafił w samo sedno. Obaj wiedzieli, chociaż żaden tego nie przyznał. Magorski wyszedł z gabinetu i zatrzymał się przy biurku Leny.
- To co, od dzisiaj pracujemy razem?
Spojrzała na niego niechętnie.
- Chciałeś coś, czy tak przyszedłeś pogadać? Bo jestem zajęta.
- Dobrze - wyprostował się - Umów mnie na jutro z Czukowem. Wymyśl coś.
- Jutro? - spojrzała na niego z niedowierzaniem - Nie za szybko? Zapoznałeś się już z

241




całością dokumentów?
- To co powinienem, już wiem. Muszę z nim porozmawiać.
- Dobrze, jak chcesz. Zaraz do niego zadzwonię.
- To na razie! - wyszedł trzaskając drzwiami. Lena weszła do gabinetu Igora.
- Myślisz, że ta gnida się do tej sprawy nada?
- Ale zdolna gnida - powiedział - Jeśli będzie myślał, co robi to da radę. Jeśli nie będzie działał emocjonalnie, to sobie poradzi.
- No nie wiem. Z niego to podła szuja jest i wiesz o tym. On cię nienawidzi, Igor.
Uśmiechnął się.
- Lena - powiedział z politowaniem - W tym mieście jest o wiele więcej ludzi, którzy mnie nienawidzą. Niech się ustawi w kolejce.
Sonia pracowała w restauracji już od kilku dni. Radziła sobie dobrze, choć czasem problemy nastręczało jej robienie drinków, nie wspominając o zapamiętywaniu ich nazw. Jednak barman - Dima i kelnerka Zoja, zawsze służyli jej pomocą. Gdy wieczorami w restauracji robiło się tłoczno, pełniła rolę kelnerki.
- Coś ci powiem - zagadnęła Zoja któregoś wieczoru - Widzisz ten stolik w rogu? - wskazała nieduży, biały stolik, niemalże niewidoczny, oddzielony od reszty niewielkim parawanem, stojący przy skórzanym narożniku.
-

242




No widzę.
- Ten stolik zawsze ma być pusty, rozumiesz?
- Jak to pusty? Nikt tam nie może siadać?
- On jest jakby stale zarezerwowany - rzeczywiście, Sonia dopiero teraz dostrzegła na nim karteczkę z napisem "rezerwacja".
- A dla kogo jest zarezerwowany? Kto tam przyjdzie?
- Widzisz, czasem przychodzą szczególni goście. I zawsze musza mieć stolik i do tego z dala od innych.
- A co to za szczególni goście?
- No wiesz - Zoja nie bardzo wiedziała jak tą definicje ubrać w słowa - No biznesmeni i inni tacy...
- Tacy znaczący - dodał z uśmiechem Dima przecierając kieliszki.
- No właśnie. Dzisiaj jest czwartek, więc może zobaczysz o co chodzi.
- Dzisiaj wieczorem powinien jeden taki przyjść. Zawsze w czwartki przychodzi - dodał Dima.
- Dobrze, będę pilnowała żeby nikt tam nie usiadł.
Zbliżał się wieczór, w restauracji robiło się coraz tłoczniej. Mimo, że dni i wieczory nie były jeszcze zbytnio ciepłe, ludzi wydawało się to nie zniechęcać. Dima uwijał się jak w ukropie, bo przy barze kłębiło się wielu klientów. Sonia i Zoja dwoiły się i troiły, by nikt nie musiał na realizację zamówienia czekać zbyt długo. Niewielką

243




pociechą był fakt, że oprócz nich były trzy inne kelnerki. Sonia co jakiś czas rzuciła okiem na żonglerkę Dimy butelkami. Przyznała, że robi to po mistrzowsku, co potwierdzały wybuchające co jakiś czas burze oklasków.
- Widzisz - Zoja szturchnęła Sonię w rękę i wskazała stolik w rogu - Przyszli. Sonia spojrzała na trzech mężczyzn, którzy usiedli przy stoliku. Dwóch było może w jej wieku, trzeci zaś był starszy, wyglądał na jakieś 45 lat. Kiedy usiedli, jeden z nich kiwnął na Zoję, a ta szybko podeszła do stolika. Sonia widziała, jak Zoja coś zapisuje, prawdopodobnie zamówienie, w notesiku. Kiedy podeszła do baru powiedziała:
- Dwie kawy i koniak - Sonia już wyjęła kieliszek, by nalać koniaku gdy Zoja dodała - Ale ty masz zanieść.
- Ja? - zapytała zdziwiona - A dlaczego ja?
- Nie wiem - Zoja bezradnie wzruszyła ramionami - Ale ty zaniesiesz - nalała kawy do filiżanek, nalała mleka do dzbanuszka, ustawiła wszystko na tacy i podała ją Soni - Do dzieła, kochana! Nie martw się, Pawłow nie gryzie, ale myśl co przy nim mówisz.
Sonia bez dyskusji wzięła tacę i zaniosła ją do stolika.
- Proszę, panów zamówienie -

244




powiedziała i zaczęła starannie wszystko ustawiać na stoliku. Siliła się na uśmiech, ale efekty były mizerne. Dwaj młodzi mężczyźni wstali bez słowa i odeszli od stolika.
- Nazywam się Wiktor Pawłow - powiedział mężczyzna, który został - Proszę, niech pani siądzie - powiedział, wskazując Soni miejsce obok.
- Przepraszam, ale nie mogę, jestem w pracy. Szef nie byłby zadowolony, gdybym spoufalała sie z gośćmi - uznała, że to załatwi sprawę, a ona wróci do swoich obowiązków. Myliła się.
- Z pewnością będzie jeszcze mniej zadowolony wiedząc, że mi pani odmówiła - odparł spokojnie. Sonia ciężko przełknęła ślinę. Pokojarzyła fakty. Poddała się i usiadła. Kątem oka widziała, że Dima i Zoja z uwagą jej się przyglądają.
- Dobrze, usiadłam. Czego pan ode mnie chce?
Pawłow przyglądał jej się uważnie. Nie dostrzegła w jego oczach negatywnych emocji, a raczej jakiś smutek.
- Zastanawiam się, czy Prałow zdaje sobie sprawę kogo zatrudnił?
- Nie wiem o czym pan mówi.
- Niech pani nie udaje. Kto by pomyślał, narzeczona Igora Szołowa kelnerką? I co narzeczony na to?
- To nie pańska sprawa - odparła butnie.
- Proszę

245




się nie unosić - powiedział pojednawczym tonem - Nie zamierzam pani z tego tytułu robić żadnych przykrości.
- Nie jest pan w stanie, zapewniam.
- Narzeczony nie martwi się o panią?
- Nie, nie martwi. Coś jeszcze? Bo musze wracać do pracy.
- Pani tutaj, a Szołow u Czukowa? - zapytał i usłyszała w tym pytaniu nutę złośliwości.
- A pan to kolega Czukowa, że taki doinformowany?
Twarz mężczyzny przybrała kamienny wyraz. Nachylił się do Soni i akcentując każde słowo wycedził:
- Czukow zabił mi syna. Nie spocznę, póki ten człowiek będzie chodził po ziemi.
- To powinien pan połączyć siły z Iriną Strugową - wyszeptała zszokowana.
- Myślałem o tym - nieco się rozluźnił - Ale Strugowa chce go widzieć za kratkami, ja chcę go widzieć martwym. Rozumie pani? - twierdząco pokiwała tylko głową.
- Dobrze, już pani nie zatrzymuję - zabrzmiało to jak odprawa. Wstała, ostatni raz spojrzała mężczyźnie w oczy.
- Bardzo mi przykro z powodu pana syna - powiedziała współczująco - Dla każdego rodzica śmierć dziecka to olbrzymia trauma.
Pokiwał głową.
- Pani chyba jeszcze nie ma dzieci?
- Nie, nie mam.
- Jest pani miła, ale pani

246




narzeczony...
- Niech pan nie kończy, proszę - zamknęła oczy - Już i tak nasłuchałam się o nim wystarczająco.
- Powiem pani tylko, że to pani narzeczony wybronił go przed wyrokiem za śmierć mojego syna. Myślałem, że to niemożliwe, a jemu się udało.
- Ja już pójdę - powiedziała zanim usłyszała jeszcze inne informacje na temat Igora. Odwróciła się i niemalże biegiem wróciła do Zoi i Dimy.
- I co chciał? - zapytała Zoja z wypiekami na twarzy - Bo rozmawiał z tobą, a on zazwyczaj z nikim nie rozmawia. Sonia jeszcze raz spojrzała w kierunku, w którym znajdował się stolik, przy którym siedział Pawłow. Zobaczyła, że dwaj młodzi mężczyźni wrócili do stolika.
- A nic - odparła zdawkowo - Pomylił mnie z kimś.
Czukow i Magorski siedzieli na ławce w ogrodach Peterhoffu, przy jednej z wielu fontann i podziwiając wiosenną zieleń rozpościerającą się wokół.
- Lubię tu przebywać - powiedział w pewnym momencie Czukow - Świadomość wagi decyzji, jakie w tym pałacu zapadały - wskazał głową pałac Katarzyny Wielkiej - Po prostu mnie poraża - spojrzał na Magorskiego - A pan ma takie miejsce?
- Nie... Nigdy się nad tym nie

247




zastanawiałem.
- A więc mówi pan, że Szołow pana do mnie przysłał? I uważa, że sobie pan poradzi? - spojrzał na Magorskiego jakby szukając odpowiedzi - I sądzi, że ja pogodzę się z jego rezygnacją tak łatwo?
- Oczywiście, że sobie poradzę - Magorski wyprostował się na ławce, jakby od postawy zależała jego wiarygodność.
- No dobrze, tylko jest jeden, mały problem - uśmiechnął się Czukow - Ja panu nie ufam. Ufam tylko jemu. Jeśli naprawdę zamierza zerwać współpracę, gorzko tego pożałuje. Proszę mu to powiedzieć. I powiedzieć, żeby więcej nie wysyłał do mnie takich na dorobku jak ty.
Magorski zacisnął z wściekłości usta. Czuł, jak wszystko się w nim gotuje. Zrozumiał, że nie ma szans na współpracę z Czukowem, a co za tym idzie, zdobycia pozycji podobnej do tej, jaką miał Igor. Wstał, poprawił marynarkę.
- Szołow zrezygnował ze współpracy z panem przez swoją narzeczoną - rzucił z pogardą - To ona nie chciała, żeby pana bronił.
Czukowowi odebrało na chwilę mowę. Spojrzał na Magorskiego z niedowierzaniem i powiedział:
- Chce mi pan powiedzieć, że rezygnuje ze mnie dla jakiejś dupy? - jego negatywne emocje

248




miały tendencję rosnącą - Że robi to, co mu jakaś ździra każe?!
- Szołow jest w niej bez pamięci zakochany. Zrobi dla niej wszystko.
Na twarzy Czukowa niespodziewanie pojawił się uśmiech. Poklepał zdezorientowanego Magorskiego po plecach.
- To niech pan wraca do kancelarii i powie Szołowowi, że jutro wpadnę. Niech się przygotuje, bo nadal dla mnie pracuje.
Magorski zrozumiał, że obnażając słabość Igora do Soni naraził ich życie. Wiedział już, że popełnił błąd, który może kosztować wiele, a którego już nie da się cofnąć. Było za późno.
- Do widzenia - Czukow nie czekał na odpowiedź, odwrócił się i udał do swojego auta, w którym, jak zawsze, czekali dwaj jego współpracownicy. Magorski zrozumiał, że nic tu po nim. Skierował się na przystań, z której za pół godziny miał wodolot do Petersburga. Bardzo lubił ten środek transportu. Musiał pozbierać myśli i zastanowić, co dalej.
Na drugi dzień rano Czukow zjawił się w kancelarii, w której pracował Igor i od razu skierował się do jego biura.
- Dzień dobry - rzucił do Leny - Szef u siebie? - zapytał i nie czekając na odpowiedź nacisnął klamkę i wszedł do

249




gabinetu Igora, który bez jakichkolwiek emocji, zamknął laptop i oparł się łokciami o biurko.
- Czego pan ode mnie chce? Chyba wszystko panu wyjaśniłem? Nie zmieniłem zdania.
- Panie Szołow - Czukow promiennie się uśmiechnął i rozłożył ręce, jakby chciał Igora po przyjacielsku uścisnąć - Ja wiem, co pan powiedział, ale proszę sobie wyobrazić, że mam argument, który przekona pana do zmiany decyzji - usiadł na przeciw Igora.
- A co to niby za argument? Bo nie sądzę, żeby taki istniał.
- Mój argument nazywa się Sonia Krasicka - powiedział Czukow triumfalnie. Magorski oczywiście nie powiedział Igorowi o rozmowie z Czukowem, nie przyznał się do swojego błędu, gdyż nie pozwalała mu na to ambicja. Nie przygotował Igora na to, co się właśnie stało. Kiedy usłyszał imię Soni, Igor pobladł. Czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach. Miał wrażenie, że jego głowa zaraz eksploduje, jednak nie dał po sobie nic poznać. Dopiero po chwili powiedział lodowatym tonem:
- Nie odważysz się...
- Nie chciej się przekonać - odparł radośnie Czukow. Wiedział, że celnie uderzył i że Magorski mówił prawdę. Wstał, poprawił marynarkę.
- No -

250




odetchnął - To ja się będę zbierał. Niech się pan przygotuje do następnej rozprawy. Cieszę się, że zmienił pan zdanie.
- Jeśli jej spadnie chociaż jeden włos z głowy... - zaczął Igor wpatrując się beznamiętnie w Czukowa.
- Ależ absolutnie! - przerwał mu Czukow - Moi chłopcy będą za nią chodzić krok w krok i dbać, by była cała i zdrowa - odwrócił się, już miał wyjść gdy zatrzymał się, jakby sobie o czymś przypomniał - Acha, wysłał pan do mnie idiotę, nie prawnika. Do widzenia - po tych słowach zniknął za drzwiami. Igor poluzował krawat. Wstał i podszedł do okna. Otarł pot z czoła. Dotarła do niego powaga sytuacji i zagrożenie, jakie czyha na Sonię. O sobie nie myślał. Stał chwilę w bezruchu, usiłował pozbierać myśli. Zdawał sobie sprawę, że jeśli Soni się coś stanie, to będzie to jego wina. Po kilku minutach odwrócił sie i podszedł do znajdującego się w rogu pomieszczenia niewielkiego sejfu. Wbił kod dostępu, a po krótkim sygnale pociągnął za grube, metalowe drzwiczki. Wyjął teczkę z dokumentami, otworzył ją i z koperty wyciągnął przenośną pamięć USB. Podłączył ją do telefonu i

251




skopiował jeden plik, po czym schował dysk do wewnętrznej kieszeni marynarki. Otworzył drzwi.
- Lena - powiedział do zdezorientowanej dziewczyny - Masz tam gdzieś numer do Strugowej. Połącz mnie z nią - i nie czekając na odpowiedź wrócił do gabinetu. Lena nie dała się zbyć. Weszła do gabinetu.
- Igor, czego ty od niej chcesz? Dalej pracujesz dla Czukowa?
- Połącz mnie ze Strugową. To, czy pracuję dla Czukowa nie ma znaczenia.
Lenie nie pozostało nic innego, jak wykonać polecenie. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, Igor rozsiadł sie wygodnie na fotelu i zamknął oczy. Podjął bardzo ryzykowną decyzję, ale postanowił, że się nie wycofa. Zaczął się zastanawiać nad sobą i tym, co mówiła Sonia. Czy naprawdę tak sprzeniewierzył ideały, w które kiedyś oboje wierzyli? Czy ona ma rację? Dokąd go to zaprowadzi? Z zadumy wyrwał go dźwięk telefonu.
- Łączę z Iriną - powiedziała Lena, po czym usłyszał głos Iriny Strugowej:
- Czego pan ode mnie chce? - zapytała agresywnie.
- Chcę się z panią spotkać - odparł ze stoickim spokojem.
- Po co? Chce mi pan nadal wmawiać romans i obwiniać za śmierć męża? Chcecie mnie z Czukowem

252




namawiać do odpuszczenia czy zastraszyć?
- Nie chcę pani o nic obwiniać. Mam coś dla pani. Coś, co z pewnością panią zainteresuje.
- Co takiego? - zapytała nieufnie.
- To nie na telefon. Spotkajmy się. Na neutralnym gruncie.
- Dobrze - odparła po chwili namysłu - Spotkam się z panem. Gdzie i kiedy?
- Proponuję - spojrzał na zegarek - Za dwie godziny w parku, koło budynku admiralicji. Ławka przy fontannie.
- Dobrze, będę.
- Tylko bez żadnych Głaskowów czy innych szumowin z prasy.
- Oczywiście, to do zobaczenia - Irina zakończyła rozmowę.
Igor siedział w fotelu i wpatrywał się w jakiś niewidoczny punkt pokoju.
- O nie, Czukow - powiedział do siebie - Ze mną się tak nie pogrywa. Nie ta liga. Za głupi na mnie jesteś - wyjął dysk z kieszeni i zaczął go oglądać, po czym powtórnie schował do kieszeni.
Nina rozsiadła się wygodnie na huśtawce ustawionej na tarasie. Majowe słońce grzało coraz mocniej. Wyglądała naprawdę pięknie. Nawet Siergiej obiektywnie to przyznawał, jednak nie miało to zupełnie żadnego wpływu na jego postrzeganie Niny. Nie widział żadnych szans na wspólną przyszłość, ona zaś liczyła, że z pomocą

253




dziecka zdoła go ponownie usidlić. Wyszedł przed dom i spojrzał na Ninę. W błękitnym, satynowym szlafroku, z burzą blond loków wokół twarzy promiennie się do niego uśmiechała.
- Usiądź ze mną - wskazała wolne miejsce na huśtawce.
- Nina, daj spokój...
- Czego się boisz? Przecież nie gryzę. Nic ci z mojej strony nie grozi.
Chwilę się zastanawiał, po czym usiadł obok niej.
- Jak je nazwiemy? - zapytała znienacka.
- Do decydowania o imieniu jest jeszcze dużo czasu. Nie wiesz nawet czy to chłopiec czy dziewczynka.
- A co, jak będą bliźniaki? Moja kuzynka miała, więc są szanse - roześmiała się.
- Nie Nina, z pewnością nie będą.
- A ty chciałbyś chłopca, czy dziewczynkę?
- Jest mi to zupełnie obojętne. Byle zdrowe było - męczyła go ta rozmowa. Uważał, że nie ma sensu nad tym w tej chwili dywagować.
Nina rozejrzała się wokół i nagle zmieniła temat.
- Tu, wokół jest mnóstwo miejsca. Będzie można wstawić jakiś mały basen dla dziecka.
Siergiej westchnął ciężko. Już wiedział jak trudne będą najbliższe miesiące.
Igor siedział na ławce w parku wpatrując się w wodę spływającą kaskadami z fontanny.
-

254




Dzień dobry - usłyszał nagle głos Iriny Strugowej, która usiadła obok. Nawet na niego nie spojrzała.
- Dla pani na pewno będzie dobry - odparł nie odrywając wzroku od fontanny.
- To co pan dla mnie ma? - tym razem odwróciła wzrok w stronę Igora.
Rozejrzał się, a upewniwszy się, że nikt ich nie śledzi, wyjął z kieszeni marynarki telefon, wyszukał w nim konkretny plik.
- Niech pani słucha - powiedział i włączył odtwarzanie.
Już po pierwszych słowach Irina zbladła jak ściana. Usłyszała głos swego męża, Czukowa oraz innych, nieznanych jej mężczyzn.
- Witaj Strugow.
- Czego chcecie?
- Za mało płacisz, a interes jak widzę kwitnie.
- Jakoś daję radę. Ale wiesz sam, że obroty pod koniec wakacji spadają i ludzi jest mniej, a ty chcesz więcej. Skąd mam ci to wziąć?
- Nie wiem. To już nie mój problem. Zapewniamy ci ochronę...
- Ja was o żadną ochronę nie prosiłem.
- A nie boisz się, że ci to wszystko może spłonąć w jakimś nieszczęśliwym wypadku? Wiesz, przypadki chodzą po ludziach. szkoda by było takiej pięknej restauracji.
- Nie boję się ciebie Czukow. Ani ciebie, ani tych twoich goryli
- Nie? A szkoda, bo powinieneś.

255




Wasyl, on mówi że się ciebie nie boi.
Po tych słowach na nagraniu słychać odgłosy bijatyki, po nich zmęczony, ciężki głos Strugowa:
- Nie... złamiecie.... mnie... - po czym następuje dalsza fala przemocy i bicia.
- Niech pan zatrzyma nagranie - powiedziała Irina. Zrobił to, o co prosiła. Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się. Po chwili spojrzała na Igora. Próżno szukała na jego twarzy oznak jakichkolwiek emocji, współczucia.
- Pan to słyszał wiele razy, prawda?
- To nie jest istotne. Istotne jest to, co pani może zrobić z tym nagraniem.
- Chce pan pogrążyć Czukowa? Dlaczego? Jest pan jego obrońcą.
- Już nie jestem, a powody to już moja osobista sprawa.
- Panem kieruje chęć zemsty, prawda?
Spojrzał na Irinę zniecierpliwiony.
- Chce pani to nagranie, czy nie?
- To, że mąż został przez nich pobity nie wystarczy na skazanie Czukowa, nawet ja to wiem.
- To niech pani słucha - Igor ponownie włączył odtwarzanie.
Irina ponownie usłyszała głos męża.
- Jezu... Czukow, nie rób tego... - jego głos był ledwo słyszalny, słaby.
- Będziesz płacił więcej? Pytam po raz ostatni.
- Nie - padła odpowiedź. Najwyraźniej Strugow

256




wiedział, że żywy z tej konfrontacji nie wyjdzie. Jego ostatnie słowo wypowiedziane było zupełnie inaczej. Hardo, pewnie, bez jakichkolwiek oznak wahania. Po nim słychać trzy strzały oddane z użyciem tłumika, jednak odgłos wystrzałów nie budził wątpliwości.
- Szefie, nie żyje - powiedział jeden z mężczyzn - Zastrzelił go pan.
- No i dobrze - powiedział spokojnie Czukow - Jego żona będzie chętniej płaciła.
- Skurwysyn - wycedziła Irina i znów się rozpłakała - Dość, to mi wystarczy.
Igor wstrzymał odtwarzanie. Wyjął z kieszeni marynarki dysk USB i podał go Irinie.
- Tutaj ma pani to nagranie. Mam nadzieję, że je pani dobrze wykorzysta - szybko schowała dysk do torebki.
- Pan go miał od początku, prawda?
- Tak - odparł krótko.
- A Czukow o nim wie?
- Nie. To moja powiedzmy, polisa ubezpieczeniowa.
- W każdej sprawie ma pan taką "polisę"?
- W każdej.
- Czym Czukow tak sie panu naraził?
- To już moja prywatna sprawa.
Irina wyprostowała się na ławce. Wyciągnęła z torebki papieros i zapalniczkę. Zaciągnęła się.
- Pan jest naprawdę bez skrupułów.
- Mnie to nie przeszkadza - odparł spokojnie.
- A skąd ma pan to

257




nagranie?
- Pani mąż je wykonał.
- Mój mąż? - spojrzała na niego zszokowana - Jakim sposobem?
- Pani mąż przed wizytą włączył dyktafon i umieścił w niedomkniętej szufladzie. Dyktafon sam sie wyłączył, gdy skończyła sie pamięć. Nikt nie wpadł na pomysł, by drobiazgowo przeszukać pomieszczenie. Dyktafon przyklejony był do spodu blatu, więc nawet po wysunięciu szuflady nie było go widać. Policja specjalnie się nie przykładała bo i tak wiedzieli, kto za tym stoi. Pani, jak widać, też...
- To jakim cudem to nagranie trafiło w pana ręce?
- A kiedy widziała pani ostatni raz menadżera swojej restauracji?
Irina zamyśliła się.
- Zniknął krótko po tym wszystkim i nigdy się ze mną powtórnie nie skontaktował. Po prostu zapadł się pod ziemię. Pan wie, gdzie on jest i co się z nim dzieje?
- Tak. To on dostarczył mi to nagranie. Pani mąż bardzo mu ufał. Tylko jego poinformował, gdzie schował dyktafon i że rozmowa będzie nagrywana.
- A czemu akurat panu?
- Bałby się zeznawać przeciw Czukowowi. Nie miał pewności, czy pani je odpowiednio wykorzysta ale chciał, by Czukow nie mógł liczyć na dobrego obrońcę, gdy będzie wiadomo,

258




że jego wina jest ewidentna. Naiwne myślenie młodego chłopaka. Chciał mieć pewność, że żaden dobry adwokat, a szczególnie ja, nie weźmie tej sprawy i że pani będzie bezpieczna.
- A pan nie dość że nie zrezygnował, to jeszcze schował dysk? - zapytała, a milczenie Igora było aż nadto wymownym potwierdzeniem jej teorii - Wie pan co - powiedziała po namyśle - Nawet nie przypuszczałam, że jest pan aż tak zepsuty. Trudno mi uwierzyć, że ludzie mogą być aż tak zdemoralizowani jak pan. Gdzie jest teraz mój menadżer?
Igor uśmiechnął się i spojrzał na Irinę.
- Chyba nie sądzi pani, że jej powiem. Ja nie mogę być w to w żaden sposób zamieszany.
- Swoją przyszłość też pan buduje na kłamstwie. Pana narzeczona o niczym nie wie, nie ma pojęcia jakim jest pan człowiekiem...
- Moje życie prywatne to nie pani sprawa - powiedział lodowato, wstał i poprawił marynarkę - Niech się pani przygotuje do rozprawy. Jeśli pani dobrze tego nagrania nie wykorzysta, to drugiej szansy nie będzie.
- Dziękuję.
- Żegnam. Nie sądzę, żebyśmy się jeszcze spotkali - rzucił i nawet na nią nie patrząc skierował się w stronę parkingu, na którym

259




stało jego Audi. Igor dużo ryzykował. Gdyby jego spotkanie ze Strugową ujrzało światło dzienne to nie dość, że Czukow byłby wściekły, to jeszcze jego wizerunek bardzo by ucierpiał. Ale groźby pod adresem Soni przelały czarę goryczy.
Sonia weszła do mieszkania Leny, które stało się teraz i jej domem, opadła na fotel i zrzuciła buty. Czuła się bardzo zmęczona po całym dniu i wieczorze w pracy. Spojrzała na zegarek, dochodziła dwudziesta trzecia. Lena już spała. Sonia co prawda czuła wszechogarniające zmęczenia, ale senności nie. Rozebrała się, poszła do łazienki i wzięła gorącą kąpiel. Zamknęła oczy i usiłowała zrelaksować. Woda w wannie delikatnie otulała jej ciało, a olejki eteryczne przyjemnie drażniły zmysły. Po kąpieli owinęła się szczelnie miękkim szlafrokiem, wzięła z szafki butelkę czerwonego wina, kieliszek i usiadła na kanapie. Nalała wina i spróbowała. Smakowało wybornie. Sięgnęła po telefon. Chwilę się zastanawiała, po czym wybrała numer Siergieja.
- Może jeszcze nie śpi - pomyślała.
Już po chwili usłyszała jego głos.
- Dobry wieczór, Soniu.
- Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Przecież

260




mam zapisany twój numer. Co u ciebie słychać?
- U mnie wszystko w porządku. Nic specjalnego się nie dzieje - skłamała, ale nie była w stanie powiedzieć Siergiejowi, co jej leży na sercu.
- Myślałem, że się na mnie obraziłaś. Tak się cieszę, że dzwonisz - powiedział w przypływie szczerości. Z każdym jej słowem, jego serce biło coraz mocniej.
- Dzwonię... - zaczęła - Chciałam się dowiedzieć co u ciebie - plotła bez ładu i składu - Dawno nie rozmawialiśmy...
- Ostatnia nasza rozmowa nie była miła.
- Wiem, przepraszam. Zachowałam się dziecinnie.
- Nie, Soniu. Twoje zachowanie było jak najbardziej zrozumiałe. Każdego by przerósł taki natłok informacji. I to jeszcze takich.
- Wiesz... - powiedziała nagle - Mi się wydaje... Chciałam powiedzieć... - wzięła głęboki wdech i powiedziała - Siergiej, ja za tobą tęsknię.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Zreflektowała się.
- Przeprasza, nie powinnam tego mówić.
- Soniu... kochanie... - szczerość wyzwoliła szczerość.
- Jak do mnie powiedziałeś? - poczuła, jak oblewa ją fala gorąca - Powiedziałeś "kochanie"?
- Przepraszam, tak mi sie wymknęło.
Po tych

261




słowach jej entuzjazm wyraźnie osłabł.
- Oczywiście, rozumiem. To nie będę ci przeszkadzała.
- Soniu - powiedział cicho - Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy lub będzie ci ciężko, dzwoń. Wiesz też gdzie mieszkam - chciał dodać, że zawsze będzie miłym gościem, ale wstrzymał się, gdy przypomniał sobie o Ninie - Zawsze ci pomogę...
- Dziękuję - powiedziała równie cicho - Dobranoc - już miała zakończyć połączenie, gdy pod wpływem impulsu dodała - Bardzo tęsknię i bardzo mi ciebie brakuje - rzuciła szybko i zakończyła rozmowę nie czekając na odpowiedź. Siergiej zaskoczony, nie wiedział co powiedzieć. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
- Tak, oczywiście. Rozumiem pani doktor, jedenasty tydzień. Oczywiście, przyjedziemy po tym terminie. To do widzenia - Czukow odłożył słuchawkę, siedząc w fotelu w swoim gabinecie - No, Ninoczka, jeszcze się możesz zdziwić. jeszcze się możecie wszyscy zdziwić.
Nieświadoma wszystkiego Nina układała wyjęte ze zmywarki talerze. Siergiej pakował najpotrzebniejsze rzeczy. Następnego dnia jechał na cały dzień do Petersburga.
Było już

262




ciemno, kiedy Siergiej zaczął przygotowywać się do jutrzejszego wyjazdu. Planował listę spraw, jakie miał do załatwienia. Nie bywał codziennie w mieście, więc starał się jak najwięcej załatwiać za jednym wyjazdem.
- Sierjoża - odezwała się Nina, kiedy wszedł do kuchni - Naprawdę nigdy mi tego nie wybaczysz? To była chwila słabości. Dlaczego mam za to płacić całe życie?
- Nina - jego ciepły glos zdradzał, że nie ma w nim cienia nienawiści do niej - Ja ci już dawno wybaczyłem. Ale wybaczyć nie znaczy zapomnieć, ja tego nigdy nie zapomnę - odwrócił się i wyszedł nie czekając na to, co miała do powiedzenia. Zresztą byłoby to pewnie to samo, co zawsze - że żałuje, że chce spróbować znowu. Nie miał ochoty już tego słuchać po raz setny. Chciał położyć się wcześniej, by móc rano wstać i wyjechać. Obudził się, kiedy pierwsze promienie zaczęły przedostawać się pomiędzy gęstym lasem iglastym, jaki otaczał jego dom. Szybko wstał, wziął prysznic. Ubrał się i zszedł do samochodu. Nina jeszcze spała. Jadąc do Petersburga myślami był przy Soni. Analizował każde słowo ich ostatniej rozmowy. Przypominał jej

263




słowa, kiedy mówiła że tęskni. Tak bardzo chciał by była to prawda. Nie miał zresztą powodów, by jej nie wierzyć. Domyślił się jednak, że coś jest nie tak. Wyczuł w jej głosie smutek i zagubienie. U osoby szczęśliwej takich rzeczy nie można usłyszeć. Gdyby z Igorem wszystko dobrze się układało, nie powiedziałaby czegoś takiego, prawdopodobnie nawet by nie zadzwoniła. Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się na przedmieściach Petersburga. W klubie powitali go stęsknieni podopieczni. Chłopcy z różnych środowisk, pozbawieni uwagi najbliższych, niektórzy nawet nie mający nikogo bliskiego. Dla wielu był kimś, kto wskazywał drogę, ich mistrzem i nauczycielem. Zdawał sobie sprawę jak duże jest to brzemię odpowiedzialności.
- Jak pana dawno nie było, już myśleliśmy, że nas pan opuścił - rzucił jeden.
- Nic z tych rzeczy, chłopcy. Miałem po prostu kilka spraw do załatwienia.
- A ja mam dla ciebie dobrą nowinę - Andriej poklepał Siergieja po ramieniu - Sasza dostał pracę.
- Naprawdę? - na twarzy Siergieja malowała się nieskrywana radość - Co to za praca?
- Firma remontowa potrzebowała kogoś do pomocy. Powiedzieli, że

264




jak się sprawdzi, to po ukończeniu osiemnastu lat, dostanie umowę o pracę. Póki co, umowa - zlecenie ale płacą dobrze. W klubie nadal będzie sprzątał, kiedy nie będzie chodził tam do pracy. A wiesz, co jest najlepsze?
- Nie - odparł Siergiej - Ale nie trzymaj mnie dłużej w niepewności.
- Powiedzieli, że jak dostanie umowę to i mieszkanie zakładowe. Mała klitka, ale własne.
- Sasza! - Siergiej złapał chłopaka w ramiona i mocno uściskał - Niech ci chłopcze pogratuluję!
- No chłopcy - rozejrzał się po sali - A teraz może jakieś lanie, żebyście nie odwykli?
Odpowiedział mu gromki śmiech.
Lena usiadła w fotelu w gabinecie Igora.
- Powiedz mi, Lena - odezwał się - Jak wam się razem mieszka?
- Dobrze, a czemu pytasz?
- Nie wiesz, co zamierza? Może teraz, kiedy mieszkam już w naszym mieszkaniu, a nie w wynajętym, rozważy opcję powrotu?
- Nie wiem, Igor. Musisz ją o to zapytać. Mi nic nie mówiła.
- Dobrze, zadzwonię do niej - sięgnął po telefon.
- Nie dzwoń teraz bo i tak nie odbierze - powiedziała szybko. Spojrzał na Lenę podejrzliwie.
- Czemu? - był zbyt dobrym obserwatorem, by przeoczyć nietypowe zachowanie swojej asystentki -

265




O czym nie wiem?
- Nie wiem o czym mówisz - Lena wzruszyła ramionami w nadziei, że wypadnie wiarygodnie. Myliła się. Igora nie dało się zwieść tak łatwo.
- Nie odbierze bo...
- Śpi - odparła zdawkowo.
- W dzień?
- Dobrze - Lena westchnęła ciężko w geście kapitulacji - Odsypia noc. Pracowała do późna...
- Co?! - Igora zamurowało - To gdzie ona pracuje?!
- Spokojnie Igor, nie gorączkuj się. Pracuje w pubie w centrum. Żadna mordownia, całkiem przyzwoity lokal. Taki pub - restauracja.
- Odbiło jej zupełnie! - Igor zerwał się z fotela i podszedł do okna. Przeczesał dłonią włosy, odwrócił do Leny - Co ona wyprawia?! Nie zdaje sobie sprawy, że to może być niebezpieczne?! - zrobiło mu się gorąco. W uszach zadźwięczały słowa Czukowa o tym, że jego ludzie będą za Sonią chodzić. Zdawał sobie sprawę, że to świetna okazja, a groźba może nie okazać się tylko czczą gadaniną.
- Ona musi rzucić tą pracę - powiedział po chwili namysłu - Musisz ją do tego przekonać.
- Wybacz Igor, ale nie zamierzam jej do niczego przekonywać. To jej decyzja. Jest dorosła i wie, co robi.
Zacisnął usta, oparł się rękami o biurko i utkwił w

266




niej lodowaty wzrok.
- Mówię ci - cedził każde słowo - Że masz ją do tego namówić. Masz to kurwa, załatwić!
- Nie! - zaprotestowała i zerwała się z fotela - To dorosła kobieta, daj jej żyć jak chce!
- Kurwa! - Igor walnął pięścią w stół - Ty nie rozumiesz niczego! Czukow mi groził! Groził, że ona zapłaci za moją rezygnację! Nadążasz, do jasnej cholery?!
Lena zbladła.
- Nie wiedziałam - wybełkotała.
- To wiesz! - nieco się uspokoił - Gdzie jest ta knajpa? - zapytał zaczynając panować nad emocjami.
- Jej nie ma teraz w pracy.
- To może i lepiej - powiedział do siebie. Wziął karteczkę i długopis, spojrzał na Lenę i powiedział:
- Adres... - wiedziała, że nie ma wyboru.
Po półgodzinie Igor zaparkował auto pod restauracją, w której pracowała Sonia. Zdecydowanym ruchem pchnął drzwi i zajął miejsce przy najbliższym stoliku. Rozejrzał się uważnie. Lokal zrobił na nim pozytywne wrażenie. Ludzi było jeszcze niewielu, więc mógł się rozejrzeć. Już po chwili Zoja, promiennie się uśmiechając, podeszła do stolika.
- Dzień dobry - podała mu kartę - Proszę, za chwilę przyjdę i przyjmę zamówienie.
- Proszę

267




poczekać - powiedział udając, że studiuje menu - Jest właściciel albo menadżer? - zapytał nie odrywając wzroku od karty.
- Jest menadżer - odpowiedziała zdziwiona.
- To proszę go poprosić - uśmiechnął się wreszcie spoglądając na dziewczynę - A na razie kawę, mocną, bez cukru.
Nim Zoja przyniosła kawę, do stolika podszedł Prałow. Bez trudu rozpoznał w Igorze prawnika, o którym w ostatnim czasie było w Petersburgu głośno.
- Dzień dobry, Konstatnin Prałow - podał Igorowi rękę, którą ten niechętnie uścisnął - Chciał pan ze mną rozmawiać.
- Tak, chciałem zapytać o jedną z kelnerek.
- Tak? A o którą?
- Ma na imię Sonia. Pracuje u was taka?
- Tak, pracuje. A czego pan od niej chce? Bo jeśli adres, telefon czy coś takiego to przykro mi, ale takich informacji nie udzielamy.
- Chcę, żeby ją pan zwolnił - Igor od razu przeszedł do rzeczy - W trybie natychmiastowym.
Prałow wziął głęboki wdech. Żądanie Igora było tak absurdalne, że nie bardzo wiedział jak zareagować. Dopiero po chwili odzyskał jasność umysłu.
- Pan wybaczy, ale jestem z jej pracy zadowolony i nie zamierzam jej zwalniać. Pana żądanie jest dla mnie

268




niezrozumiałe.
- Pan wie, kim jestem, prawda? - zapytał znacząco Igor.
- Oczywiście - odparł niezrażony Prałow - Doskonale zdaję sobie sprawę, kim pan jest. Igor Szołow, o ile się nie mylę.
- Tak. A ta kelnerka, to moja narzeczona. Chcę, żeby ją pan zwolnił.
Tą informacją Prałow był zaskoczony. Nie śledził gazet z wystarczającą uwagą, nie był też świadom tej informacji. Igor zaś kontynuował:
- Niech jej pan powie coś o redukcji etatów, braku środków. Cokolwiek, ale ma ją pan zwolnić.
Prałow chwilę się zastanawiał, po czym powiedział:
- Ona lubi tę pracę, a my lubimy ją. Chce jej pan to zabrać? Podejrzewam też, że nie wie o pana wizycie i zapewne ma się nie dowiedzieć?
- Dokładnie. Cieszę się, że się zrozumieliśmy - opróżnił jednym łykiem filiżankę, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki.
- Nie trzeba - powstrzymał go Prałow - Kawa na koszt firmy. A teraz niech pan już idzie.
Kiedy zamknęły się drzwi za Igorem, do stolika, przy którym nadal, pogrążony w myślach, siedział Prałow, podeszła Zoja.
- I co, zwolnisz ją?
- Podsłuchiwałaś? - zapytał z bladym uśmiechem - Tak, chyba będę musiał to

269




zrobić. Żal mi jej ale problemów też nie chcę. Kiedy Sonia przychodzi do pracy?
- Dzisiaj na osiemnastą.
- Dobrze, przygotuję dokumenty. Powiedz, żeby do mnie przyszła. A teraz weź się do pracy.
Nieświadoma niczego Sonia szykowała się do wyjścia z domu. Była zadowolona, że jest w stanie wspomóc domowy budżet. Lena nie wspomniała jej o podwyżce od Igora. Wsiadła do swojego Mini i skierowała się do restauracji.

     

     

     

     

     c.d.n.

270




Wyrazy: Znaki: