Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 43
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Ocaleni Rozdział I ikonka kopiowania

Autor: Rockerss twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




ROZDZIAŁ I
Wstyd, gniew i nienawiść smakują jak krew, teraz to wiem. Nie ważne ile wody bym wypił, metalowy posmak ciąży mi na języku, podniebieniu i dziąsłach.
Leże w szpitalnym łóżku już piąty dzień, ale dopiero teraz się obudziłem, i dopiero teraz zadać sobie mogę pytanie, jakim cudem przeżyłem? Ktoś, kto wziął taką końską dawkę leków nasennych i za jednym zamachem popił litrem czystej wódki, nie miał prawa przeżyć. Powinienem zasnąć, albo zatruć się alkoholem, albo po prostu udusić się rzygowinami. Nigdy bym nie przypuszczał, że przydrożna prostytutka poznana w obskurnym klubie uratuje mi życie. Spodziewałbym się raczej ucieczki z pokoju hotelowego przy okazji zabierając mi portfel, jednak tak się nie stało. Wezwała pogotowie i do przyjazdu karetki starała się przywrócić mi czynności życiowe, widocznie nie każda prostytutka musi okazać się kurwą.
Podobno płukali mi żołądek całą noc, a potem zapadłem w śpiączkę, tak przynajmniej powiedział mi lekarz krótko po tym jak się obudziłem.
- Miał pan sporo szczęścia, minuta zwłoki i…
Nie dokończył, zrobił poważną minę, sprawdził

1




kroplówkę i wyszedł. Stary doktor, który nie jedno widział, świeżo upieczony student na pewno zacząłby się rozwodzić nad sensem życia i zadawałbym pytania, na które nie udzieliłbym odpowiedzi, ale starzy doktorzy już dawno zrozumieli, że dla niektórych ludzi, życie, które oni starają się za wszelką cenę ratować, jest po prostu nie warte wiele.
Nie potrafiłbym odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego?” Bo sam za bardzo nie wiem, dlaczego tak postąpiłem, ale nie żałuję, tylko żal, że się nie udało. Chciałem umrzeć, chciałem oczyścić świat, z chociaż jednego śmiecia, z chociaż jednej szmaty, lub jak nazwała mnie kiedyś moja dawna przyjaciółka „Męskiej dziwki”
No właśnie Ola, moja dawna przyjaciółka przynajmniej tak kiedyś sądziłem. Zawsze myślałem, że tacy ludzie jak ja, którzy nie mają uczuć i serca nie zakochują się. Dla mnie kobiety były obiektem zarobku nie uczuć. Nazwała mnie „Męską dziwką” bo chyba nie mogła się pogodzić z tym, że nie chcę się zmienić, że nie widzę powodu dla którego warto się zmienić, nie mogła pogodzić się z tym, że ona mnie kocha, a ja nie potrafiłem

2




odwzajemnić jej uczuć.
To nie tak, że mi się nie podobała, wprost przeciwnie, była najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. Ale najważniejsze było to, że była mi najbliższą osobą na świecie, jedyną taką, przed którą otwierałem trochę mojego wnętrza. Myślałem, że jesteśmy bliscy, ale w sposób platoniczny, nigdy bym nie przypuszczał, że taka kobieta jak ona, ciepła, miła i dobra zakocha się w takim draniu jak ja. To chyba pierwszy taki przypadek na świecie, kiedy to mężczyzna wrzuca kobietę do strefy przyjaźni. Ale teraz to nie ma zbytnio znaczenia.
Nie zapomnę naszej ostatniej rozmowy w barze, czuję się jakby to było dawno temu.
EWOKACJA I
Połowa lipca a deszcz pada niemiłosiernie. Jak co piątek siedzę teraz w barze, pora taka, że ludzi mało, mimo że jest to piątek. Przyzwyczaiłem się do faktu, że to miejsce nigdy nie będzie przynosiło obrotów jak na przykład podrzędny klub w Warszawie, to nie są czas na bar. Ale pieniądze nie są dla mnie najważniejsze, mogę nawet dopłacać do tego lokalu stać mnie. To miejsce jest dla mnie jak dom, ostoją

3




spokoju, no i także cieszę się, że jestem blisko Oli, chciałbym się komuś wygadać.
W milczeniu nalewa mi drinka, chyba coś ją gryzie, zawsze, kiedy wchodzę wita mnie z uśmiechem na ustach i woła „Dobry wieczór, panie kierowniku” Uwielbia mnie prowokować, wie dobrze, że nienawidzę, gdy tak do mnie mówi, ale podobno „Uroczo się złoszczę”
Cisza robi się powoli nie do wytrzymania, jedynie, co rozbrzmiewa w lokalu to dźwięki z maszyny grającej, którą kupiłem kiedyś w jakimś komisie za marne grosze. Lubię takie starocia, mam całkiem dużą kolekcję płyt winylowych i starych książek, jak ja dawno nie czytałem i nie słuchałem winyli, ale odkąd poznałem Olę to ona stała się moją rozrywką.
- Popadłem w nie łaskę? – Tym naiwnym żarcikiem przerwałem ciszę między nami. – Coś nie tak? Zostawiłem bajzel w kiblu?
Westchnęła głośno, a na twarzy nie pojawił się cień uśmiechu. Chyba naprawdę zrobiłem coś nie tak.
- Jeśli mówisz tak do swoich klientek, to dziwię się, że masz jeszcze zlecenia. – Odpowiedziała niemiłym tonem.
Ola ma to do siebie, że gdy w sercu nosi urazę od razu uderza z grubej rury,

4




bez owijania w bawełnę mówi to, co czuje i myśli, i za tę bezpośredniość ją najbardziej ceniłem.
- Wiesz, wdzięk i urok osobisty, no i spójrz na mnie, wyglądam jak młody bóg!
Uderzyłem ręką w blat śmiejąc się z własnego dowcipu, ale na nią to nie podziałało. Zamówiłem jeszcze jedną kolejkę i poprosiłem by od razu powiedziała, co się stało, ona westchnęła i rzekła.
- Wiesz, co jest najgorsze? To, że ty naprawdę wierzysz w to, co mówisz i podoba ci się takie życie.
- Mam bardzo dobre życie. – Odpowiedziałem z uśmiechem i pociągnąłem łyk ze szklanki. – Mam wszystko, czego mi trzeba.
- Pieniądze to wszystko, czego ci trzeba? – Zakpiła
Gdybym może nie był tak wstawiony wyczułbym, że przez tę powłokę oschłości i gniewu kryje się nutka żalu i rozpaczy. Ale rzadko, kiedy rozmawiałem z nią na trzeźwo, w końcu widzieliśmy się trzy razy po za miejscem pracy. Raz u niej nawet nocowałem, kiedy za dużo wypiłem odprowadziła mnie do swojego mieszkania i pozwoliła spać na kanapie, do niczego rzecz jasna nie doszło, bo nie sypiam z kobietami za darmo, szkoda mojego talentu i energii.
-

5




Władza, tylko to się liczy moja droga, a wiesz, co daje władzę? Seks i pieniądze, pan Bóg dał mi talent w tej pierwszej rzeczy to i z niego korzystam. Nie rozumiem, dlaczego kłuję cię w oczy? Nigdy ci to nie przeszkadzało.
Nie odpowiedziała od razu, od pięciu minut czyściła tę samą szklankę.
Odszedłem od baru i podszedłem do szafy grającej, na chybcika włączyłem byle, jaki utwór, przynajmniej tak mi się zdawało. Z szafy wypłynęły dźwięki „Missisipi w ogniu” i właśnie w tej chwili rozpętało się piekło.
Usłyszałem tylko huk i dźwięk tłuczonego szkła, Ola rzuciła we mnie szklanką, dzięki Bogu nie trafiła.
- Pojebało cię?! – Krzyknąłem jednocześnie śmiejąc się do łez, jak można nie było trafić z tej odległości. – Zrobisz mi krzywdę!
Chwyciła drugą szklankę i znów wycelowała we mnie, znowu nie trafiając. Podbiega do mnie a na twarzy jej maskuje się wściekłość zmieszana z bezradnością. Chwyta mnie za klapy kurtki i trzęsie całą sobą.
- Tak! Pojebało mnie i to jest najgorsze, bo pojebało mnie na twoim punkcie! Gdyby to coś zmieniło zdrapałabym skórę z twojej twarzy, z twojej

6




pięknej twarzy! Ale nic to nie da, bo ty i tak niczego nie rozumiesz! – Krzyczała płacząc jednocześnie.
Chwyciłem ją za dłonie i odepchnąłem od siebie. Musiałem mocno ją ścisnąć, bo od razu zaczęła masować sobie nadgarstki. Stała teraz metr ode mnie, pochlipując cicho. A ja zacząłem poprawiać kurtkę jednocześnie szukając uszkodzeń, gdy dostrzegłem ślady po wbitych paznokciach, przekląłem siarczyście.
- Wariatka! Za te szklanki odliczę ci z pensji.
- Pierdol się
- Co ty powiedziałaś? – Zaśmiałem się, żadna kobieta nigdy tak mi nie powiedziała.
- Pierdol się Alek. – Powtórzyła, pociągając jednocześnie nosem. Taka cała załzawiona z twarzą czerwoną od wściekłości wydawała mi się jeszcze piękna, niczym narowista klacz. – Tak jestem wariatką nie wiedziałeś? Przecież widziałeś wypis ze szpitala.
To prawda, widziałem wypis ze szpitala psychiatrycznego. Co oznacza, że Ola jest niestabilna emocjonalnie, wiele razy nie przychodziła do pracy będąc w stanie apatii, ale zawsze w piątki stała za barem i czekała na mnie i zwykle zachowywała się normalnie. Może przez to bar źle prosperuje? Przez

7




walniętą barmankę?
Ta cała sytuacja trochę mnie otrzeźwiała, wziąłem głęboki wdech i podszedłem do niej, chciałem ją dotknąć, ale ona od razu rzuciła mi się w ramiona i przytuliła mocno. Nie odwzajemniłem uścisku, bałem się, co teraz zrobi, ale ona tylko zaczęła mówić.
- Jestem wariatką to prawda, poddawano mnie terapii, nawet terapii szokowej, karmili lekami, lecz to wszystko na nic się zdało. Dopiero, gdy ciebie poznałam, przestałam się bać siebie innych, ty jesteś moim lekarstwem, sam twój widok sprawia, że jestem zdrowa, że chcę być zdrowa dla ciebie…
- Ola…
- Kocham cię.
Wiele kobiet w życiu miałem, ale żadna nigdy nie powiedziała mi, że mnie kocha, w końcu nikt nie płaci mi za miłość, tylko za przyjemność. Nigdy nie usłyszałem od nikogo tych słów, toteż nie wiedziałem jak się zachować. Czy powinienem coś czuć? Miłość znana jest mi z książek, piosenek i filmów, ale nie z podłoża empirycznego. Co się mówi w takiej sytuacji? Co się czuje? Co mam teraz zrobić.
Chwile milczę, staram się poukładać wszystko w mojej już trzeźwej głowie. Nie dociera do mnie nic, tylko cisza, nawet nie

8




jest mi ciepło, wręcz przeciwnie, czuję się jakbym tulił bryłę lodu, a przecież ta bryła lodu powiedziała, że mnie kocha. W końcu biorę się w garść i odsuwam ją od siebie, patrzę prosto w oczy i mówię coś, czego nigdy nie powinienem był powiedzieć, gdybym był normalny i sprawnie emocjonalnie.
- Jestem draniem, a drań nie może kochać wariatkę. To by była szalona miłość. Mogę dać ci wszystko, co chcesz, tylko powiedz, czego pragniesz? – Bezczelnie uśmiechałem się, niestety bez wzajemności.
Odsunęła się ode mnie i wbiła wzrok w podłogę.
- Chciałam nie myśleć o tym, kim jesteś.
- Co to znaczy? Że jestem draniem?
- Że jesteś męską dziwką. – Swoimi słowami uderzyła mnie jak obuchem prosto w łeb, aż zadźwięczało mi w uszach. – A dziwka nie potrafi kochać.
To były jej ostatnie słowa do mnie, chwyciła kurtkę z wieszaka i wyszła, a ja stałem przez chwilę jak osłupiały.
„Męska dziwka...Męska...Dziwka” Te słowa brzmiały mi w uszach, jak świat światem nigdy czegoś takiego nie usłyszałem, a zwłaszcza wobec mojej osoby.
Kim jestem? Jestem męską dziwką. Kim jestem? Jestem nikim.

9




Zawsze byłem, choć myślałem, że gdy ucieknę z domu, z tego gnoju, będę kimś. Kim bym był, gdyby nie moje ciało? Czymś jeszcze gorszym niż teraz jestem? Czy można być gorszym od nikogo? A może… A może nie boli to, że jestem, kim jestem, ale to, że ona mi to powiedziała? Czy to możliwe żebym…
Kochał?

     

     

I dalej pamiętam tylko dwie butelki whisky, telefon do Samanty, hotelowy pokój i… Dalej już nic, tylko ciemność i tylko Ola.
Trzydzieści lat jak już chodzę po tym świecie, ja zawsze myślałem, że robię dobrze i właściwie dla siebie. Sam jestem kowalem swego losu i dobrze operowałem młotem, mimo iż dostała mi się od życia sama rdza. Sam wszystko musiałem wyrwać pazurami inaczej dalej żyłbym na roli i razem z wujem despotą i alkoholikiem wyczekiwałbym żniw. Nigdy nie myślałem o sobie, jako o dziwce, nazywałem siebie „Panem do towarzystwa” Obracałem się w zacnym towarzystwie, byłem mile widziany w każdym Warszawskim klubie i do tego miałem furę szmalu. Ale w ustach Oli moja profesja zabrzmiała jak coś złego i uwłaczającego, jak przyczyna wszelkiego zła na świecie, a mnie potraktowała jak najgorsze

10




siedlisko grzechu.
Musiałem połknąć garść tabletek, popić wódką, przeżyć płukanie żołądka i pięciodniową śpiączkę by zdać sobie sprawę z tego, że ona naprawdę mnie kochała i nie chciałabym czuł się tak jak się poczułem, chciał bym był tylko jej i dla niej, a ona by była dla mnie jedyną na świecie. Gdybym inaczej potoczył tę rozmowę w barze, byłby teraz z nią, ale czy byłbym szczęśliwy? Czy wyzbywając się swoich przyzwyczajeń i stylu życia byłbym szczęśliwy? Nie wiem, ale wiem jedno, człowiek boi się szczęścia.

      Przez cały dzień łudziłem się, że Ola o niczym się nie dowiedziała, niestety. Zdałem sobie sprawę z tego, gdy odwiedził mnie najmniej spodziewany człowiek na całym świecie.
Wuj Joachim bez słowa wszedł i usiadł na krześle przy szpitalnym łóżku, a ja poczułem się jakby każda część mojego ciała nawet włosy zrobiły się sztywne z przerażenia. Tylko Ola wiedziała o istnieniu tego człowieka, tylko ona znała moją historię, tylko ona wiedziała o mnie wszystko. Powiadomiła mojego wuja, bo nie chciała bym był sam, jednocześnie nie chcąc mnie odwiedzać, nie potrafię tego pojąć.

11





Grobowa cisza staje się dla mnie powoli uciążliwa, wujek był zawsze człowiekiem, który wzbudzał wobec mnie mieszane uczucia. Nie wiedziałem czy mam się bać czy cieszyć na jego widok, ale wiedziałem jedno, Joachim Rokiewicz jest na mnie wściekły.
- Wuju ja…
- Powinienem cię zmłócić cepem za łzy twojej ciotki. – Suchy warkot silnika jest niczym wobec jego tonu.
Joachim jest starszym bratem mojej świętej pamięci matki, podobno zmarła zaraz po porodzie, jakiś miesiąc później urodził się mój kuzyn Kacper, z którym spędzałem każdą wolną chwilę. Tylko dzięki Kacprowi życie na wsi nie było tak uciążliwe, potrafił codziennie wymyśleć nową zabawę i bardzo dużo się śmiał, tak Kacper cały czas się śmiał, nawet w dniu swojej śmierci na placu rozbrzmiewał jego śmiech. Mój wuj był surowym i trochę zgorzkniałym człowiekiem, ale miał parę zalet, nie, co to dziadek Nestor. Dziadek dla mnie i wtedy i dzisiaj jest uosobieniem samego diabła, największą radość sprawiało mu, kiedy uderzał mnie swoją laską, a jak na starego grzyba miał sporo pary rękach. Nawet, gdy staruch umierał musiał dobić mnie,

12




opowiadając, kim był mój ojciec, nigdy tego nie zapomnę. Drugą najlepszą osobą w naszej rodzinie była ciocia Klara, kobieta o gołębim sercu, z biegiem lat jak dojrzewałem zastanawiałem się, co taka ciepła i dobra osoba widziała w takim mężczyźnie jak Joachim, może czuła wobec niego to, co Ola czuła do mnie?
- Przepraszam, ja… Nie chciałem – Tylko przy nim musiałem wymusić skruchę, choć teraz to schorowany staruszek to wciąż trochę się go obawiam, choć nigdy ani mnie, ani Kacpra nie uderzył. – Wuju, wybacz mi proszę.
Kłamstwo, niczego nie żałuję i nikogo nie proszę o wybaczenie, to moje życie skoro mogłem je spierdolić mogę je także skończyć, ale mam słabość do tego człowieka, bądź, co bądź wychował mnie, słabo, bo słabo, ale jednak. Gdyby przyszła ciotka Klara, na pewno wymusiłbym jakieś fałszywe łzy.
- I co teraz masz zamiar zrobić? – Spytał cicho.
- Nie długo powinienem wyjść.
Dobrze, że ratownicy medyczni nie spisali mojego przypadku, jako „Próbę samobójczą” Od razu trafiłbym do Psychiatryka, nie wiem, jakim cudem udało mi się tego uniknąć.
- A potem? – Ciągnął

13




dalej, wciąż na mnie nie patrząc.
- Wrócę do normalności.
- Wrócisz do domu.
- Tak, muszę ogarnąć mieszkanie.
- Wrócisz do Liskowa. – To szczeknięcie zabrzmiało jak rozkaz nie odwołalny, ale mimo to chciałem trochę powalczyć.
- Ja tam nie wrócę. – Odparłem z uśmiechem.
Spojrzał na mnie a w oczach jego płonęły dwa ogniki. Już wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji. Joachim miał to do siebie, że albo będzie tak jak on powie, albo nie będzie niczego. Dał mi niemy warunek „Albo wracasz do domu, albo załatwię ci pobyt w domu wariatów” Wuj jest ostatnią osobą, z którą mógłbym się nie zgodzić, bo nie było innego wyjścia. Chociaż nasza chałupa niewiele różni się od psychiatryka, to wolę być wokół wariatów, których znam, niż na odwrót.
- Jutro zabieram cię do domu. – Powiedział, wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Na koniec dodał tylko. – Żniwa niedługo.
I wyszedł, zostawiając mnie samego.
A więc wszystko na nic, na nic uciekałem z domu. Jutro wracam do dawnego domu, dawnego życia, dawnych wspomnień i dawnych krzywd. O tak, to na pewno mi pomoże zostać przy życiu.

14




Wyrazy: Znaki: