Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 24
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Projekt ikonka kopiowania

Autor: wmysz twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Dwie dziewczyny w wieku gimnazjalnym siedzące na ławce w parku. Nic niezwykłego. Typowy, czerwcowy dzień. Ewentualnie trochę za ciepły, jak na nasz klimat. Ale nie miało to zbyt dużego wpływu na śródmiejskie otoczenie. Chłopcy dalej jeździli na rowerach lub grali w piłkę odsłaniając swoje nieogolone nogi. Dziewczyny nadal paradowały z pępkami na wierzchu i drugą twarzą rozmazującą się coraz bardziej z każdą kolejną kropelką potu. Gdzie nie gdzie dało się zobaczyć spódnice. To znaczy, dziewczyny w nie ubrane. Była to dopiero pierwsza połowa XXI wieku. Kobiety nosiły spodnie, mężczyźni nie ubierali spódnic, a togi odeszły do lamusa. Niestety.
Akurat tak się złożyło, że jedna z dziewczyn siedzących na ławce miała ubraną spódniczkę. Błękitną, ubrudzoną lodem, od którego patyczek właśnie skończyła wylizywać. Przybita brakiem jakiegokolwiek skutku ochładzającego, oraz szybkim spadkiem poziomu cukru we krwi, zaczęła obserwować.
W najbliższej okolicy znajdowała się jej koleżanka. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Lewej ręki. Siedziała tam i powoli lizała swojego loda. Z oślim uporem wpatrywała się w jakiś

1




odległy, bliżej nieoznaczony punkt i udawała, że spod jej brązowych loków pot wcale nie leje się strumieniami, oraz, że nie czuje, jak pod cienką bluzą i czarnymi spodniami coś się gotuje.
Długie, czarne spodnie, bez dziur ani niczego, w najgorętszym okresie w roku. Kto to widział! Dziewczyna w spódnicy, kiedy wreszcie nie była do reszty pochłonięta nędznymi próbami ochłodzenia, postanowiła wypomnieć to towarzyszce.
- Domiii~ - zaczęła tonem mdlącym bardziej, niż pięć lodów zjedzonych jeden po drugim – Czy jesteś masochistką?
Właśnie takie pytania z przysłowiowej dupy najlepiej zwracały uwagę większości ludzi. W tym Dominiki, która na moment zaprzestała miarowego delektowanie się już ciepłym lodem.
- No bo ty cały czas chodzisz w tych spodniach. – kontynuowała nastolatka po zdobyciu uwagi – Grubych, ciemnych… A mamy lato w pełni. Upał trzydzieści stopni w cieniu! Ja czuję jak się gotujesz, rozumiesz?! Przecież masz tyle ślicznych ubrań innych niż jeansy. Pamiętam tą kanarkową sukienkę… Ale ani razu nie widziałam jej na tobie. A dzisiaj mamy idealną okazję.
Po wysłuchaniu monologu koleżanki, Dominika

2




powróciła do wcześniejszego zajęcia. Upał spowalniał jej procesy myślowe, ale odpowiedzenie nie zajęło jej wcale zbyt długo.
- Nie lubię chodzić w sukienkach. Pogódź się z tym, Max.
I żadnych dalszych wyjaśnień. Dziewczyna była zdruzgotana. Po wypowiedzi, jaką zaprezentowała, oczekiwała czegoś więcej, niż dwóch zdań.
- Ale… - zaczęła, jednak nie było jej dane skończyć myśli.
- Pogódź się z tym, Max.
Max była rozdrażniona. Pulchnymi palcami przeczesała swoje blond włosy. Musiała znaleźć na to jakąś odpowiedź. Zaczęła nakręcać na palec jeden kosmyk. Ostatnie słowo musi należeć do niej. Palec z zakręconymi wokół niego włosami dotarł do czubka głowy. I jest!
- Domiii. – Burknęła dziewczyna – Zachowujesz się jak chłopak. Nie tylko teraz, ale praktycznie zawsze ! Nie malujesz się, nie nosisz spódnic ani niczego obcisłego… I te gry! Lubisz gry, których ja, jak i pewnie większość dziewczyn z naszej klasy bym się nigdy nie tknęła.
- Wiem. – padła odpowiedź – Ale to jeszcze nic nie znaczy. Ja po prostu…
Nagle Max głęboko wciągnęła powietrze. Towarzyszył temu głośny świst. Ale nie tak

3




głośny, jak słowa, które po nim padły.
- A może ty jesteś chłopcem! Może… Może ktoś na górze się pomylił i urodziłaś się w złym ciele! Albo ze złym hormonem. Bo jak chłopak to ty już wyglądasz.
- No dzięki bardzo!
- Ale powiedz mi, czy to nie prawda?!
Tym razem Domi już nie musiała zastanawiać się ani chwili.
- Trudno się nie zgodzić. – mruknęła z grymasem niezadowolenia na twarzy. – Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz.
To było jedno z ulubionych powiedzonek Dominiki. W teorii miało ono kończyć ich wszelkie rozmowy tego typu, w praktyce jednak podsycało ono zapał Max coraz bardziej. Zaczęła ona traktować tę sprawę jakby zależała od niej czyjaś śmierć i życie. Czyli jak każdą inną.
- A właśnie że tak! Zrobię z tym coś!
Dziewczyna poderwała się z ławki i zamyślona zaczęła krążyć wokoło. Jej sroga mina zdążyła wystraszyć już wszystkie gołębie w pobliżu. Domi skończyła wylizywać resztkę swojego ciepłego, roztopionego loda, gdy niespodziewanie rozległ się wrzask.
- Eureka! – Krzyknęła Max. Teraz to już na pewno przegoniła wszystkie ptaki z parku. Zaś inni ludzie dzielący z nimi tą

4




przestrzeń publiczną, jeszcze nie zaczęli uciekać. Ani o dziwo komentować. Puki co graniczyli się do niezadowolonych spojrzeń. – Mam to! Wiesz co zrobimy? – Domi ze szczerym przerażeniem zaprzeczyła. Nie podobał jej się ten uśmiech na twarzy koleżanki – Wyślemy cię do męskiej szkoły!
Dominika parsknęła śmiechem. Już bała się jakichś operacji i zmiany tożsamości, oraz ucieczki z kraju… Nie śmiejcie się, Max już miewała takie pomysły.
- Ale… - powiedziała Domi, kiedy jej atak śmiechu już minął – Ale ja jestem dziewczyną. Nie przyjmą mnie tam.
- Fizycznie jesteś dziewczyną. I politycznie też. Ale To drugie łatwo da się zmienić. Nawet nie będą tego wysokie koszty…
- Nie. Max, przestań. Nie chcę mieć z twoim wujkiem już nigdy więcej do czynienia.
- Co on ci takiego zrobił?
Padła niezręczna chwila ciszy.
- Nie pamiętasz? Zeszłe wakacje. Próbowałam u niego trochę zarobić jako dostawca…
- Ale przecież koniec końców nic się nie stało! Dalej masz czystą kartotekę.
Domi odchrząknęła i wróciła do ważniejszej kwestii.
- W każdym razie, musimy załatwić to legalnie.
- A co powiesz na… - normalnie

5




Dominika w tym miejscu krzyknęłaby „Stop! Nie mów już ani słowa więcej!”, jednak to teoretyzowanie było całkiem zabawne. I niegroźne, w porównaniu do zeszłotygodniowego obalenia rządu (potem dziewczyny nie spała całą noc, w podświadomym oczekiwaniu na telefon od tajnych agencji). – Co powiesz na projekt gimnazjalny?
Dominika nie do końca zrozumiała, o co jej chodzi. Na szczęście mimika oddała te uczucia bez pudła i Max zaczęła tłumaczyć.
- W przyszłym roku będziemy robić projekty edukacyjne, czy coś takiego. Z tego co wiem, inni będą robić o jakichś sportach, modzie czy zjawiskach paranormalnych. Ale pani Monika mówiła, że nie powinniśmy się ograniczać i możemy zrobić projekt praktycznie o wszystkim. – tak naprawdę, nauczycielka ujęła to nieco inaczej; w dobitny sposób powiedziała, aby postarać się być oryginalnym, utrzymując przy tym wszystko w dobrym guście, ponieważ pomysł zeszłego rocznika o używkach był o tyle pomysłowy, o ile przesadził podawaniem adresów sklepów, gdzie sprzedają papierosy i alkohol nieletnim. – Dlatego nasz będzie inny! Przedstawimy, czy człowiek jest w stanie zaadaptować się w

6




innym środowisku niż swoje naturalne… Czy jakoś tak.
Dominika nie miała serca uświadamiać koleżance, że takie badania były przeprowadzane już dawno temu, a jeszcze dawniej praktykowano takie „adaptacje” ze względów innych, niż naukowe. Tak więc Max kontynuowała:
- Naszym obiektem badań będziesz ty, która zasłoniwszy swą kobiecą naturę, w pełni odda się badaniu socjopa… socjolo… społecznemu! W imię nauki od wewnętrz będziesz badać funkcjonowanie społeczności męskiej i swoimi oczami będziesz porównywać je do społeczności damskiej. A poza tym wszystkim, będziesz prowadziła swe własne badanie. Będziesz poszukiwała samej siebie. Czyż to nie brzmi wspaniale?
Max cała trzęsła się z ekscytacji. Znając ją, pewnie najchętniej od razu wzięła się do roboty zmieniania Domi w chłopca, a by po tygodniu zapomnieć o tej zabawie. Była doskonałym przykładem „słomianego zapału”.
Po chwili dobierania odpowiednich słów, Dominika odważyła się odezwać.
- To brzmi bardzo ciekawie…
Koleżanka przezornie nawet nie dała jej dojść do fragmentu, w którym pada słowo klucz - „ale”.
- Tak więc kiedy idziemy

7




porozmawiać z Panią Moniką?
- Wydaje mi się, że zaraz mam autobus. – Dominika wstała z ławki tak, jakby na siłę spowalniała ten proces - Wiesz, nie mogę się spóźnić. Mam dzisiaj angielski…
- Phi. Ty po prostu się boisz.
Domi nagle stanęła w miejscu. Wyraźnie spięta odwróciła się w stronę towarzyszki.
- Że się spóźnię na angielski? A i owszem.
- Nie, nie tego. Boisz się tego o czym teraz rozmawiałyśmy.
- Heh. Niby dlaczego miałabym bać się kolejnego z naszych głupich planów. Kiedy rozmawiałyśmy o czystce – wtedy naprawdę się bałam…
- Nie zbaczaj z tematu. Doskonale wiesz, o co mi chodzi.
- Mylisz się. Nie mam zielonego pojęcia, o czym myślisz, że się boję. I wcale nie chcę…
- Boisz się, że znajdziesz odpowiedź na pytanie, którego boisz się zadać.
- Mogłabyś przestać gadać w ten dziwny sposób?! Naprawdę nie mam czasu! Przejdź do rzeczy, albo spadam. Nie nogę po raz kolejny się przez ciebie spóźnić.
- I widzisz? Znowu te wymówki! Boisz się poznać prawdę. Boisz się nawet zadać pytanie!
- A jak ono brzmi, do cholery!
- Ty mi powiedz.
Dominika dosłownie zgrzytała zębami. Nie była wściekła. Po

8




prostu ta rozmowa wkraczała na rejony, które bardzo jej się nie podobały.
- Jedynie pytanie, jakie teraz mogę sobie zadać, brzmi tak: Czy, czysto teoretycznie, udałoby mi się przetrwać rok w męskiej szkole i nadal pozostać niezauważoną? Czy komukolwiek by się to udało?
- Ale nie chcesz się o tym przekonać.
- Na własnej skórze? Za żadne skarby. Ale książkę o tym chętnie bym przeczytała.
- No dobrze. Widzę, ze już cię nie przekonam. Uciekaj wiec na ten autobus, jeżeli ci znajomości językowe miłe.
Dominika ochoczo pobiegła w stronę przystanku. Max została sama, ale ani trochę nie czuła się przegrana. Znała Domi na tyle długo aby wiedzieć, w jakie struny uderzyć, aby ją czymś zainteresować. I tym razem chyba jej się to udało. Teraz pozostaje tylko czekać. Do przyszłego tygodnia, a może do wieczora? Kto wie. W każdym razie haczyk został zarzucony we właściwe miejsce.
Max z krzywym uśmiechem na ustach odeszła od ławki i podjęła drogę do wyjścia z parku. Większość ptaków już powracała, a plama po lodzie na jej błękitnej spódnicy zdążyła już zaschnąć, zostawiając brązowy ślad, który wcale nie tak łatwo

9




będzie usunąć.

10




Wyrazy: Znaki: