Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Pióro Demona ton Iikonka kopiowania

Autor: Irene Sabino twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Wiadomo, początki bywają trudne,  szczególnie po wojnie domowej. Dwudziestoletni Hugo, nie spodziewał się jednak, takiego obrotu sprawy... Ale po kolei.
Rok po zakończeniu wojny domowej w Barcelonie, początkujący pisarz, Hugo Matrax postanawia osiedlić, się w wynajętym za marne grosze, starym, wielki zamczysku, znajdującym się na obrzeżach miasta. Jego pasja literaturą zaczęła dawać się we znaki już w szkolę, gdy nastoletni Hugo zaczął pisać pierwsze wypracowania. Nauczyciele zawsze dziwili się, iż tak młody człowiek, potrafił tak się rozpisać na dorosłe tematy. Hugo miał trudne dzieciństwo, kiedy miał siedem lat, zmarła mu matka, piękna Izabella, która bardzo długochorowała na gruźlicę. Jego ojciec, ślepo zakochany w swojej zmarłej żonie, popełnił samobójstwo trzy lata po tragedii. Opiekę nad dziesięcioletnim sierotą przejęły siostry zakonne. Hugo chodził do przyklasztornej szkoły z bardzo wysokim poziomem nauki. Nie był zbyt urodziwy, ale był bardzo wygadany, już w wieku kilku lat potrafił prowadzić inteligentną rozmowę na każdy temat ze starszymi. Miał wielki potencjał na karierę powieściopisarza, niestety

1




był jeden mały problem, pisarzy było jak psów, a wydawców w owych czasach niewielu.
Owy dom, który pisarz wynajął, w rzeczywistości był rozpadającą się dawno ruiną. Dom ten owiany był bardzo dwuznaczną sławą: niegdyś mieszkał w nim młody bankier z piękną żoną. Wszystko było piękne, lecz do owej grudniowej nocy 1897 roku, gdy nieznany zbrodniarz zamordował bankiera wraz z żoną. Niektórzy jednak, uważają, iż doszło do tak zwanego samobójstwa rozszerzonego-gdzie bankier najpierw w przypływie złości lub jak mówili inni pod wpływem alkoholu, zamordował swoją żonę, a później dręczony wyrzutami sumienia popełnił samobójstwo.
Zamek od czasu tragedii był niezamieszkany i omijany przez wszystkich szerokim łukiem, nie dziwne więc, iż ludność była zdziwiona nowym lokatorem. Niektórzy powiadali nawet, iż w domu straszy. Hugo niedługo miał się o tym przekonać...
Barcelona, 12 luty 1940 roku
Młody pisarz miał dziś po raz pierwszy zobaczyć swój nowy dom. Wprowadzał się do niego jedynie z jedną walizką z marnymi ubraniami i rodzinnymi pamiątkami. Zamczysko wydawało mu się strasznie duże, dlategoż to dziwiła go

2




niezwykle niska cena za wynajem owego lokum. Kiedy otworzył wielkie wrota, a stare zawiasy zaskrzypiały niemiłosiernie, poczuł okropny smród ztęchlizny i jakby trucheł. Pomyślał wtedy, iż może to jakieś dzikie zwierzę przedarło się i zdechło w jego nowym domostwie. Przekraczając progi domu, czuł się bardzo nieswojo i jakby przez kogoś, lub coś obserwowany. Dom w środku wydawał się bardzo mroczny, toteż Hugowi włos zjeżył się na głowię, na myśl o samotnych nocach, które będzie musiał spędzić w owym starym zamczysku.
Zamczysko miało dwa piętra, osiem sypialni, dwie łazienki, wieżyczkę z gabinetem, osiemnaście pokoi, ogromną jadalnie, kuchnię i pokoje dla służby. Pisarz z tego wszystkiego najbardziej ucieszył się z gabinetu, które przez swój tajemniczy i lekko mroczny klimat, wydawał mu się idealnym miejscem do tworzenia swoich wielkich dzieł. Cały dom wydawał mu się o wiele za duży, nie miła bowiem żadnej rodziny, ani nawet dziewczyny, czy przyjaciół. Wychował się w Kordobie, do której był bardzo przywiązany. Niestety z braku pracy musiał wyemigrować do Barcelony. Barcelona wydawała mu się za wielka, za mroczna i

3




zbyt oziębła. Nie rozumiał co wszyscy w niej widzą, lecz miał nadzieje znaleźć zatrudnienie w barcelońskim wydawnictwie. Niestety jedyna praca, jaka była wolna, to pisanie powieści w odcinkach do mało znanej barcelońskiej gazety zatytułowanej ''Noticias Calientes''. Praca ta nie dawała jakiś wielkich zysków, dawały one jednak Hugowi możliwość utrzymania się i starczała na zakup maszyny do pisania, czyli bardzo znanego w owych czasach Unterwooda.
Następnego dnia Hugo o ustalonej godzinie, siódmej rano stawił się w niewielkiej siedzibie wydawnictwa ''Noticias Calientes'' . Przywitał go rubaszny dyrektor, o dumnym nazwisku don Bastava. Mimo, iż wyglądał niezwykle chłodno i wydawało się, iż patrzy na wszystkich z góry, don Bastava okazał się niezwykle miłym i uczciwym człowiekiem. Mieszkał nie daleko wydawnictwa w niewielkim, lecz własnym mieszkaniu. Oprowadził pisarza po nie wielkim budynku, pokazał gdzie znajduje się jego biuro, oraz pokazał miejsce w gazecie, gdzie będą pojawiały się odcinki nowej powieści Hugo.
Hugo nareszcie mógł napisać własną powieść. Niezmiernie się z tego cieszył, szczególnie, że dyrektor nie

4




narzucił mu tematu czy kategorii dzieła. Postanowił zabrać się za pisanie od razu. Miał zamiar już jutro oddać don Bastavie pierwszy odcinek swojej powieści zatytułowanej ''Światło Mroku". Miał to być kryminał opowiadający o historii serii dziwnych morderstw odegranych w mieście światła- Paryżu.
Biegnę, uciekam przed mrokiem, który mnie otacza coraz gęściej i gęściej. I widzę setki postaci biegnących za mną. Próbują mnie dogonić, chcą mnie dopaść. Nic nie widzę! Wpadam w panikę. I widzę jak mrok przeszywa światłość, świetlista światłość. O błoga światłości, ratunku jedyny! I gdy już myślę, że jestem zbawiony, że te kreatury ciemności na pewno boją się jasności, widzę jak z tej jasności wychodzą setki, setki tych obrzydliwych stworów. Jestem zgubiony, przechodzą mi czarne myśli przez głowę. Nie mogę oddychać, nie mogę już biec. Już czuje jak szpony potworów ciemności wbijają się w moją skórę. Już mnie przeszywa niemiłosierny ból! I nagle budzę się cały spocony...
Budzę się o trzeciej nad ranem, zbudzony strasznym koszmarem. Jestem cały mokry od potu, a nos mam cały od dziwnie znanej mi

5




gęstej, lepkiej substancji. I nagle dociera do mnie, że to krew. Jestem zdezorientowany, pomału przypomina mi się mój straszny sen. Zaczyna do mnie docierać, że coś, lub co gorsza ktoś chodzi po domu. Słyszę wyraźnie jak to chodzi po dole, naglę słyszę huk, jakby coś uderzyło w drzwi od piwnicy. Przez głowę przechodzi mi historia miejscowych, mówiąca o tym, że w domu strasz. Ostrożnie podchodzę do drzwi mojego pokoju, by zamknąć je na klucz. Słyszę jak to wchodzi na górę i powoli zmierza w moją stronę. Kroki są coraz głośniejsze, w ostatniej chwili opamiętuję się i zamykam pokój na klucz. Zapalam światło i postanawiam czekać, aż to coś sobie pójdzie. Naglę to gwałtownie łapie klamkę i próbuje się dostać do mojej sypialni. Tracę oddech na chwilę, która dla mnie się dłuży się godzinami. To odchodzi od mojego pokoju, ale wiem, że jeszcze wróci, nie wiem tylko kiedy. Kładę się wygodnie na łóżku i staram się zasnąć, nic z tego, nie udaje mi się już zasnąć.
Rano robię obchód domu, to co widzę ścina mnie z nóg. Drzwi wejściowe są podrapane, meble, a raczej to co z nich zostało po rozwalane, a na ścianie w

6




jadalni ktoś namalował pentagram. Czuję, że robi mi się niedobrze, nie mogę oddychać, szybko ubieram się i wybiegam z domu. 
-Mam dość tej przeklętej Barcelony!- krzyczę sam do siebie.
Po nieprzespanej nocy, Hugo praktycznie nie mógł pisać. Od redaktora dowiedział się, iż jego dom po owej tragicznej śmierci właścicieli, przekształcił się w miejsce spotkań satanistów, a wprowadzenie się pisarza, oznaczało dla wyznawców diabła, iż muszą znaleźć inne miejsce na swoją siedzibę. Hugonowi włos się zjeżył na samą myśl o jakichkolwiek  siłach nieczystych. Bał się wrócić do domu, a o spaniu w ni samotnie nie było nawet mowy. Andreas, bo tak właśnie nazywał się redaktor, doradził mu, aby kupił sobie psa, który będzie mógł go ochronić. Tak też, więc postanowił młody pisarz, zamierzał zakupić czworonoga, jak tylko skończy pracę.
Było koło godziny osiemnastej, kiedy Hugo wyruszył w poszukiwaniu handlarzy, którzy sprzedawali psy. Mimo iż pisarzowi wydawała się to późna pora, nocne życie Barcelony miało się dopiero rozpocząć. Nie minęło piętnaście minut, a ten już znalazł sprzedawcę. Pies nie był tani,

7




kosztował go całą jego dniówkę, ale handlarz zapewniał, iż jest to jeden z najlepszych psów obronnych, jakie kiedykolwiek miał okazję posiadać. Hugo nazwał psa Marcus, jak jego nieżyjący już dziadek. Uważał, że w ten sposób poczuje się miej samotnie w wielkim mieście. Kiedy wrócił do domu, a było to koło godziny dwudziestej, Hugo udał się do swojego gabinetu, gdyż czuł, iż spływa na niego wena. 
Blisko godziny dwudziestej drugiej, Hugo skończył pisać. Dumnie stwierdził, że napisał właśnie jedno ze swoich największych dzieł. Była to krótka nowelka, opowiadająca o historii pewnej bogatej, egipskiej rodziny, oczywiście odgrywanej w czasach starożytnego Egiptu. Całość była zabawna i mówiła o życiu towarzyskim starożytnych Egipcjan. Hugo postanowił ją zachować na czasy, kiedy będzie mógł już publikować pod swoim nazwiskiem i na własną rękę. Nie chciał bowiem, by ktoś odkupił od niego prawa autorskie i wydał dzieło pod własnym nazwiskiem. 
Była około dwudziesta druga trzydzieści, kiedy Hugo ułożył się spać. Miał nadzieję, że nikt go w nocy nie nawiedzi, gdyż mimo, iż ufał Markusowi, obawiał się, że

8




bezwzględni wyznawcy Szatana, mogą skrzywdzić biednego psa. Doskonale wiedział, co oni robią z czarnymi kotami. W duchu cieszył się, że Markus jest biały.
Tej nocy nikt nie zakłócił snu pisarza, ale czy aby na pewno...
Po nieprzespanej nocy, Hugo praktycznie nie mógł pisać. Od redaktora dowiedział się, iż jego dom po owej tragicznej śmierci właścicieli, przekształcił się w miejsce spotkań satanistów, a wprowadzenie się pisarza, oznaczało dla wyznawców diabła, iż muszą znaleźć inne miejsce na swoją siedzibę. Hugonowi włos się zjeżył na samą myśl o jakichkolwiek  siłach nieczystych. Bał się wrócić do domu, a o spaniu w ni samotnie nie było nawet mowy. Andreas, bo tak właśnie nazywał się redaktor, doradził mu, aby kupił sobie psa, który będzie mógł go ochronić. Tak też, więc postanowił młody pisarz, zamierzał zakupić czworonoga, jak tylko skończy pracę.
Było koło godziny osiemnastej, kiedy Hugo wyruszył w poszukiwaniu handlarzy, którzy sprzedawali psy. Mimo iż pisarzowi wydawała się to późna pora, nocne życie Barcelony miało się dopiero rozpocząć. Nie minęło piętnaście minut, a ten już znalazł

9




sprzedawcę. Pies nie był tani, kosztował go całą jego dniówkę, ale handlarz zapewniał, iż jest to jeden z najlepszych psów obronnych, jakie kiedykolwiek miał okazję posiadać. Hugo nazwał psa Marcus, jak jego nieżyjący już dziadek. Uważał, że w ten sposób poczuje się miej samotnie w wielkim mieście. Kiedy wrócił do domu, a było to koło godziny dwudziestej, Hugo udał się do swojego gabinetu, gdyż czuł, iż spływa na niego wena. 
Blisko godziny dwudziestej drugiej, Hugo skończył pisać. Dumnie stwierdził, że napisał właśnie jedno ze swoich największych dzieł. Była to krótka nowelka, opowiadająca o historii pewnej bogatej, egipskiej rodziny, oczywiście odgrywanej w czasach starożytnego Egiptu. Całość była zabawna i mówiła o życiu towarzyskim starożytnych Egipcjan. Hugo postanowił ją zachować na czasy, kiedy będzie mógł już publikować pod swoim nazwiskiem i na własną rękę. Nie chciał bowiem, by ktoś odkupił od niego prawa autorskie i wydał dzieło pod własnym nazwiskiem. 
Była około dwudziesta druga trzydzieści, kiedy Hugo ułożył się spać. Miał nadzieję, że nikt go w nocy nie nawiedzi, gdyż mimo, iż

10




ufał Markusowi, obawiał się, że bezwzględni wyznawcy Szatana, mogą skrzywdzić biednego psa. Doskonale wiedział, co oni robią z czarnymi kotami. W duchu cieszył się, że Markus jest biały.
Tej nocy nikt nie zakłócił snu pisarza, ale czy aby na pewno...

11




Wyrazy: Znaki: