Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 64
Dzisiaj w pracowni: 1
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Pamiraikonka kopiowania

Autor: TheBird twarz męska

grafika opisu

rozwiń




-Ej, Łukasz! Uspokój się i zostaw Patryka w spokoju. - mówi dziadek do małego Łukasza, który rzucił się na Patryka i ze śmiechem zaczął go ciągnąć po ziemi za nogę. Po jego krzyku od razu się uspokaja i pomaga wstać Patrykowi z podłogi, a następnie siadają na wielkiej, starej kanapie koło kominka.
-Coś masz dużo energii jak na tą godzinę. Ale no dobrze. - przesuwa duży, miękki fotel bliżej ognia i małego drewnianego stolika, na którym stała dzbanek z gorącą herbatą i trzema kubkami. Nalewa do każdej trochę herbaty i dwie daje chłopcom, a jedną bierze dla siebie, dodając cytrynę.
-O czym chcecie dzisiaj posłuchać?
Łuki i Patryk zastanawiają się chwilę. Wiele historii dziadek już im opowiedział, jedne straszne, ale kończące się dobrze, inne zabawne, ale dające pewną lekcję. Każda opowiastka dziadka ma jakiś przekaz.
-Coś nowego dziadku, coś dluugieeegooo
-Tak, tak! - przytakuje Patryk. - Coś czego nie było.
-Hmmm… Da się zrobić. - uśmiecha się dziadek. - Chyba nie mówiłem wam o Maritach, prawda?
-Nie, a kim oni są? - pytają z zaciekawieniem.
-Ohoho, dużo by mówić o nich, na świecie są od bardzo

1




długiego czasu, choć teraz jest ich coraz mniej, ale spróbuję wam coś niecoś o nich powiedzieć.
Marici są ludem spokojnym, nigdy nie angażowali się w wojny czy jakiekolwiek kłótnie bo uważali to za stratę czasu. Żyli w gęstych lasach wśród starych, spokojnych gór i dzikich rzek. Kochali wszystko, co mieszkało i żyło w zgodzie z naturą. Ludzie nazywali ich wręcz “prawą ręką Matki Natury” bo zawsze byli tam, gdzie jej być nie mogło i pomagali każdemu, kto tej pomocy potrzebował.
Maitki, żony Maitów, były przepięknymi istotami. Miały długie, sięgające bioder włosy, które w słońcu błyszczały niczym złoto, a nocą świeciły niczym księżyc. Każda Maitka miała inny kolor włosów.Nie należały do istot wysokich,może miały niecały 1,5 metra wzrostu. Ciała Maitek były idealne, bez jakiejkolwiek skazy bądź zadrapania a ich oczy były przepiękne. Dniem miały kolor zamarzniętego i popękanego lodu w świetle słońca a w nocy - zielony, niczym trawa w piękny poranek z małymi niebieskimi kropeczkami, wyglądającymi jak rosa.
Maici natomiast mają długie brody, każda w innym kolorze, tak samo włosy, które sięgały im do

2




ramion. Byli silni i mężni, niczego się nie bali a ma kłopoty zawsze znajdowali jakiś sposób. Nie byli za wysocy, ale także nie niscy. Na co dzień zajmowali się bieganiem po lesie, śpiewaniem i pilnowaniem spokoju. Maitki siedziały w domach, a dokładnie zajmowały się ogrodem i kwiatami.
Maici byli uczciwi, mądrzy i bardzo uprzejmi. Nie brakowało im także poczucia humoru oraz byli wspaniałymi pisarzami i tekściarzami. Kochali każdego i zawsze wybaczali. A żyli także bardzo długo i do końca swojego życia byli bardzo żwawi oraz uśmiechnięci.
Wśród nich żył młody Bagan, który zawsze wyróżniał się z tłumu. Można rzecz, że był najpiękniejszym Maitem chodzącym po tej planecie, nikt nie mógł odwieźć wzroku od jego pięknych oczu które miały co rusz nowy kolor, raz jak zachód słońca, a innym razem niczym tafla jeziora w bezchmurną noc. Miał idealne ciało i wspaniały charakter. Pomimo wieku był strasznie mądry, nawet jak na Maitów.
Wszystkie Maitki były nim zachwycone, a Maici czuli do niego wewnętrzny szacunek.
Jego najlepszą przyjaciółką była Samina, która tak jak on była wyjątkowa. Można rzec, że była nim, ale w

3




wersji kobiecej.
Jedna osoba szczerze nienawidziła tych dwoje, a był nim Pamir, który był straszliwie zazdrosny. Uważał, że to nieuczciwe, że ta dwójka przyciąga taką uwagę, że należy się ona jemu bo to on jest piękny i najlepszy. Jak wiecie chłopcy nic nie jest idealne i zawsze znajdzie coś, co psuje cały urok. Tak było i teraz. Pamir ze złości stworzył w tajemnicy przed wszystkimi kamień, który nazwał Pamira, na cześć jego imienia. Z pozoru wydawał się piękny i bardzo dobry, bo osobę, która go posiada obdarza szczęściem i dostatnim życiem.
Ale była także zła strona medalu.
Żeby wywołać to szczęście i radość, osoba go posiadająca musiała zrobić coś złego innej osobie chociaż raz, inaczej przynosiło samo zło przez cały czas. Pamir bardzo się zmienił po stworzeniu tego kamienia. Codziennie podkładał kłody pod nogi Bagana i Saminy. Utrudniał życie codzienne, zsyłał na ich ogrody okrutne czarne ptaki, które wszystko niszczyły. Z początku były to małe złośliwości, ale to Pamirowi nie starczało. W końcu pewnego razu posunął się do tego stopnia, że zabił rodziców Bagana i młodszego brata Saminy. Oboje

4




byli załamani i nie wiedzieli co zrobić, bo w końcu nic złego nie robili, pomagali jak mogli i byli uczciwi wobec każdego…
-Tato! Mieli iść spać, a ty im opowiadasz historyjki, jutro czeka ich ciężki dzień! - krzyczy mama Łukasza do dziadka.
-Masz rację, zapomniałem, przepraszam.
-Mamo, ale jeszcze chwilę, proszę! - prosi Łukasz.
-Nie, jest już późno, a musisz być wypoczęty. Dziadek jutro wam dokończy, teraz idźcie spać.
-No dobrze… - mruczą chłopcy ze smutkiem i zmierzają do swoich pokoi. Dziadek uśmiecha się, bierze do ręki książkę, okulary i zaczyna czytać
-Nie idziesz spać? - pyta mama.
-Nie córeczko, połóż się, jeszcze chwilę poczytam i się zdrzemnę.
-Dobrze. - uśmiecha się mama. - Dobranoc. - podchodzi do dziadka, całuje go w policzek i idzie do sypialni. Dziadek z uśmiechem na ustach czyta książkę, a drewno w kominku przyjemnie trzaska. Po chwili przestaje, zamyka oczy i przenosi się do świata Maitów, do spokoju i ciszy, której tak bardzo czasem mu brakuje…

     -Jakie to było super, co nie Patryk? - pyta Łukasz, gdy oboje leżą już w łóżkach.
-Taaak, twój dziadek ma wspaniałe opowieści. -

5




odpowiada.
-Nooo, zgadzam się z Tobą. Chciałbym poznać tych Maitów.
-Ja też! Szkoda że Igi nie było. - mówi Patryk ze smutkiem. - Tyle ją omija.
-Hm… Wiesz co? Zapytam się jutro mamy, czy ona też może u mnie nocować. Wtedy nic jej nie ominie!
- Dobry pomysł.
- Chodźmy już spać, mama ma rację, jutro czeka nas ciężki dzień w szkole.
-Nooo, mamy tyle lekcji że głowa mała, a potem jeszcze musimy zrobić ten projekt na muzykę.
-Jeszcze to! Zapomniałem o tym. A masz jakiś pomysł?
-Tak, mam, jutro Ci go powiem.
-Ok. Dobranoc
-Dobranoc niziołku
-Dobranoc karle
Oboje zaczynają się śmiać i od razu zasypiają, jakby byli pod wpływem jakiegoś czaru.

     Tymczasem z pokoju dziadka słychać ciche brzdąkanie gitary i jego śpiew.

“Niedaleko krzaczki, obok ognisko
Cichy śpiew ptaków i zapach lasu
A ty śpij słodko, moje dziecko
Oczka zamknij, nie bój już się.
Małe duszyczki, żyjące tutaj
Nie pozwolą by cię skrzywdzono.
Rano Cię zbudzą z uśmiechem
Wraz ze śniadaniem i mlekiem.
Dadzą siłę na nowy dzień,
Pomogą, w sprawie złej.
Bawić się będą razem z tobą
Na łąkach, wśród kwiatów
I pięknych drzew.

     Ptaki

6




Cię zaprowadzą do raju
Gdzie nie dotarło zło i panuje
Wieczny spokój.
Do kraju ślicznych istot
I pięknych ogrodów
Wiecznie rozśpiewanych kwiatów i rzek.
Gdzie słońce ogradza mrok i z księżycem spotyka się
Tam, gdzie dzieci się uczą i bawią.
Mogą robić co chcą i pomagają.
Uczą małe ptaki śpiewać,
Drzewa rosnąć, a kwiaty pielęgnować
Piękno, by szczęście nigdy nie skończyło się.

     Więc śpij już, moje dziecko.
Raj czeka jutro, teraz nadchodzi sen
Potrzebujesz sił i zapału
By szczęśliwym być i nie bać się. “
****
-Hej mamo! - krzyczy Łukasz ledwo wchodząc do domu. Rzuca plecak na drewnianą szafkę w przedpokoju, kurtkę zawiesza na małym haczyku, zrobionym specjalnie dla niego by nie musiał wchodzić na stołek.
-Cześć kochanie. - wita go mama gdy do niej podchodzi i go przytula. - Jak było w szkole?
-Super! Dziś z Patrykiem nawet zdążyliśmy zrobić projekt na muzykę.
-Ooo, to wspaniale. Usiądź teraz przy stole, zaraz opowiesz mi co wymyśliliście.
-Dobrze. - odpowiada i zajmuje miejsce przy stole. - A co dziś na obiad?
Mama uśmiecha się pod nosem.
-Zobaczysz.
-Proszę, mamo, powiedz, jestem strasznie

7




głodny.
-A co lubisz najbardziej?
-A to zależy.
-Tak? Więc powiedz co lubisz a ja Ci powiem, czy zgadłeś.
-Spaghetti?
-Nie - mówi mama.
-Naleśniki?
-Też nie.
-Już wiem, już wiem!
-No, co takiego?
-Pizza!
-Tak, zgadłeś - śmieje się mama.
-Sama robiłaś, co nie?
-A jak myślisz?
-Sama, bo nie lubię kupnych tak samo jak ty. Są bez smaku. - odpowiada Łukasz
-Dobrze myślisz. - mówi mama i wyciąga pizze z pieca. Ma wspaniały zapach i wygląda bajecznie.
Pieczarki są rozłożone na krawędziach i pokrojone na kształt małych serduszek, pomiędzy nimi w małych szczelinach znajduje się papryka w trzech kolorach : w zielonym, czerwonym i złotym. Na środku znajduje się dużo sera, ziarenka kukurydzy i wielkie plasterki szynki.
-Pyszne. - mówi Łukasz
-Dziękuję. A teraz opowiedz, co robiliście na projekt?
-Zrobiliśmy wielki plakat, były tam ptaki, drzewa, rzeki a potem Patryk gwizdał, bo udawał ptaka, a ja śpiewałem.
-A co takiego śpiewałeś?
-Tą piosenkę, co dziadek często śpiewa.
-Tą kołysankę?
-Tak. Dostaliśmy piątki i Pani nas pochwaliła. I jeszcze pytała, skąd wzięliśmy tą piosenkę, to powiedziałem że

8




dziadek ją śpiewa od czasu do czasu. Pani powiedziała, żebym pozdrowił dziadka i powiedział, że ta piosenka jest piękna.
Jeszcze miałem coś dziadkowi przekazać.
-A co takiego?
-Tajemnica! - Łukasz zaczyna się śmiać a mama go gilgocze. Gdy już się uspokaja, pyta:
-Mamusiu…
-Tak?
-Czy Iga może u nas dziś nocować razem z Patrykiem? Pytaliśmy się już mamy Patryka, zgodziła się. Mama Igi też się zgodziła. Więc jak, mogą nocować? Proszę!
-Hmmm… No dobrze, niech będzie. Zadzwonię jeszcze do ich rodziców i upewnię się, czy na pewno o tym wszystkim wiedzą.
-Dziękuję! - mówi Łukasz i całuję mamę w policzek. - Kocham cię.
-Ja Ciebie też. Idź już, muszę posprzątać. Dziadek jest u siebie, możesz iść z nim pogadać. - Łuki kiwa głową i zmierza korytarzem do pokoju dziadka. Puka do drzwi i gdy słyszy ciche “Proszę” wchodzi do środka.
Na biurku leży pełno doniczek, kwiatów, kilka małych łopatek a na krześle leży malutki worek z ziemią.
-Cześć dziadku!
-Ohoho, a kto to przyszedł? Szybciej ze szkoły?
-Nieee, tak jak zawsze dziadku.
-Tak? - dziwi się dziadek. - Ale czas mi szybko zleciał. Myślałem że

9




dopiero zacząłem.
-A co robisz?
-Muszę przyciąć kilka róż a niektóre wykopać bo zwiędły.
-Aha. Dziadku… Bo mam sprawę do Ciebie…
-Tak? A jaka to sprawa?
-No bo… Gdy siedzę z Igą i jej młodszą siostrą kiedy coś oglądamy, to jak Iga się do mnie przytula to czuję takie ciepło w brzuchu. Dlaczego tak jest?
-Oooo, widzę że to juz trochę poważna sprawa. Wiesz jak to się nazywa? To jest miłość.
-A co to takiego?
-To ty nie wiesz? Miłość to jedno z najlepszych uczuć i wartości na świecie. Łączy każde inne wartości ważne dla człowieka, na przykład takie jak rodzina.Twoja mama jest moją córką i oddał bym dla niej wszystko, tak samo ona dla Ciebie. Tak samo kocham twoją babcię, chociaż jej już z nami nie ma. Była wspaniałą kobietą.Kiedyś sam się przekonasz, co to za uczucie i zobaczysz, jakie jest piękne.Lecz także uważaj.Miłość potrafi być złudna i z przyjemności i radości, może zamienić się w wielkie nieszczęście, wyrządzić wiele szkód. Hm…-patrzy spod okularów na Łukasza. - Coś mi się wydaje, że i tak nie rozumiesz…Jakby to…- spojrzał na kwiaty.- Wiem. Widzisz te trzy róże ?
-Tak,

10




widzę.
-To z miłością jest tak samo jak z tą pierwszą.- wskazał na różę w pełnym rozkwicie w brązowej doniczce.- Jeżeli o nią dbasz i ją pielęgnujesz, będzie trwała długo i będzie piękna i przyniesie wiele dobrego.
- No dobrze, a co z tą drugą,w tej białej doniczce, co prawie zwiędła ? - zapytał zaciekawiony.
- Widzisz, jak już zauważyłeś, prawie zwiędła.Tak samo czasem jest z miłością.Kiedy podczas związku jest wiele problemów, ludzie zaczynają się kłócić, nie umieją sobie z nimi poradzić,wtedy uczucie jest takie, jak ta róża.Prawie zanika, lecz pomimo to, pod odpowiednim wpływem da się tą więź która łączy człowieka z drugą osobą uratować.Wystarczy tylko trochę cierpliwości, czasu, pielęgnacji. Jeżeli uczucie przetrwa i więź ich łącząca się utrzyma, to możemy mówić, że osoba, z którą pokonało się te problemy, jest tą jedyną.
-A co z tą zwiędłą, ostatnią ?
-Z miłością może stać się to samo, co z nią.Problemy mogą nas przerosnąć i kłótnie i słowa wypowiedziane podczas niej, mogą ją zepsuć, zniszczyć.Taka sama sytyacja dzieję się także wtedy, gdy zaniedbujemy miłość, nie dbamy

11




o tą więź, która nas łączy z tamtą osobą.Wtedy, z miłości przechodzimy do nienawiści.Nie możemy patrzeć na drugą osobę, brzydzi nas, nudzi.W takiej sytuacji nawet największe starania nic nie dadzą.Nic tego nie naprawi i musimy o niej zapomnieć, usunąć z pamięci,z naszego życia co często jednej stronie nie przychodzi łatwo.Podsumujmy.Wiesz, co łączy te wszystkie róże ?- Łukasz kiwa głową.- Nie? Mam na myśli te kolce. Są na każej z trzech.Możemy nazwać je właśnie tamtymi problemami ale także osobami, które z zazdrości dla własnej potrzeby chcą ją zniszczyć.Możemy się nimi nie przejmować i je olewać a codzienne problemy rozwiązywać wspólnie.Wtedy miłość będzie jak ta pierwsza róża. Lecz jeżeli się nimi przejmujemy i nie dajemy sobie z nimi rady, wtedy miłość będzie jak ta druga róża.Będzie można ją uratować, choć nie będzie lekko.Jeżeli jednak tak nie będzie, nie poradzimy sobie, to miłość będzie jak ta ostatnia róża.
-Chyba jestem jeszcze za mały na tą miłość…Jest za bardzo skomplikowana dziadku.-mówi Łukasz.
-A prawda, jest skomplikowana. – śmieje się dziadek.– Kiedyś sam się przekonasz

12




i wtedy sam uznasz, czy jesteś na nią gotów i czy ją zrozumiesz. A teraz chodź, pójdziemy jakoś uratować tą drugą różę.
-A co z tą ostatnią?
- Będziemy musieli ją wyrzucić i o niej zapomnieć. – mówi. - Chodź, podsadzę Cię. - podnosi Łukasza do góry i kładzie go w pustym miejscu na stole. Przez chwile oboje przesypuja ziemię z jednej doniczki do drugiej, dodają trochę wody i nawozu. Na koniec Łukasz schodzi ze stołu i razem z dziadkiem idą do przedpokoju się przebrać, wracają po kwiaty a na końcu wychodzą do ogrodu.
-Łukasz! - krzyczy Patryk wchodząc bramką na podwórko.
-Patryk! Cześć! Już jesteś? Co tak szybko? Gdzie Iga?
-Za jakiś czas przyjdzie, poszła do sklepu po zakupy dla mamy. Powiedziała że jak je zaniesie to od razu przyjdzie.
-Okej. Chodź z nami!
-Gdzie? - pyta Patryk.
-Do ogródka, idziemy z dziadkiem sadzić te kwiaty.
-No dobrze.
W tym samym czasie, gdy Patryk z Łukaszem i z dziadkiem byli w ogródku, Iga zdążyła przyjść do domu Łukiego i wraz z jego mamą zrobić dzbanek ciepłej herbaty i zrobić ciasto na babeczki. Kiedy Iga wkłada babeczki do piekarnika, chłopcy wchodzą do domu.
-Iga!
-Hej

13




chłopcy.
-Kiedy przyszłaś? - pyta Patryk.
-Gdzieś z 30 minut temu.
-Nawet do nas nie przyszłaś się przywitać.
-marudzi Łukasz
-Bo robiłam z Twoją mamą babeczki geniuszu. Wstawiliśmy je dopiero co do piekarnika.
-Aha - mówi Łukasz. - Jest coś do picia mamo?
-Jest, zrobiliśmy wam herbatę. Ale o dziadku nie zapominaj, to też dla niego. Weźcie kubki i idźcie do dziadka, zaraz przyniosę wam dzbanek i babeczki.
Jak mama powiedziała, tak zrobili. Cała trójka, z kubkami w rękach, poszła do pokoju dziadka. Grzecznie zapukali, poczekali aż dziadek powie “Proszę!” i weszli do środka gdzie ogień w kominku już huczał. Usiedli na wielkiej kanapie naprzeciw dziadka, który siedział na swoim fotelu. Mama przyniosła babeczki i herbatę, każdemu nalała jej do kubka i wyszła. Wszyscy wygodnie się rozsiedli na swoich miejscach, sącząc herbatę.
-Dziadku. - powiedział nagle Łukasz. - Dokończysz nam tą historię, co wczoraj zacząłeś?
-O Maitach?
-Taak. Już mówiliśmy Idze o tym, co wczoraj nam powiedziałeś.
-Dobrze. W takim razie… Na czym to ja skończyłem?...
-Mówiłeś o tym kamieniu.
-Aaa, tak, tak, masz rację… Więc Pamir

14




stworzył fałszywy kamień, który powodował nie tylko dobre, ale i też te złe rzeczy.
Nikt o tym nie wiedział. Wiele dni i nocy spędził na mieszaniu, gotowaniu i tworzeniu różnych magicznych składników by na sam koniec uzyskać swój cel. W trakcie trwania tworzenia tego kamienia Pamir był złośliwy, niemiły, z nikim nie rozmawiał a kto tylko próbował do niego zagadać, od razu stawał się odbiorcą wszelkich obelg znanych Maitom. Z początku inni brali to za zły humor, lecz z czasem zaczynali twierdzić, że Pamir zaczął zadawać się z okropnymi istotami zza gór, które zachowywały się tak samo jak on, stąd mieli wobec niego takie podejrzenia.
Tak naprawdę, Pamir nie miał przyjaciół. Nie zawsze był zazdrośnikiem i złośliwcem. Kiedy był mały, jego rówieśnicy byli wobec niego złośliwi, ciągle mu dokuczali, uważali go za nieudacznika. Często płakał kiedy nikt nie widział.
U Bagana było inaczej. On także nie miał przyjaciół, lecz nie miał ich z powodu swojego wyglądu. Wszyscy byli dla niego złośliwi bo był lepszy od nich. Samira także była niemiła wobec Bagana. Lecz pewnego dnia, stało się coś, dzięki czemu Bagan

15




stał się lubiany.
Pomimo że Maici byli bezkonfliktowi i unikali wojen, kilka razy zaatakowano ich państwo. Jednego razu, kiedy Wężle zaatakowali ich kraik, nasi bohaterowie byli w szkole. Samira akurat zazdrośnie patrzyła na Bagana, którego całkowicie pochłonęła lektura, którą ich nauczycielka w szkole im zadała. Tak, oni także chodzili do szkoły, uczyli się tam czytać i pisać, uczono ich dobrych manier oraz mieli lekcje praktyczne. Chłopcy zajmowali się lasem, a dziewczęta uczyły się wszystkiego o ogrodach, co można jeść a czego nie, kiedy można coś przyciąć, kiedy zasadzić.
Wróćmy jednak do historii. Gdy Samira patrzyła na Bagana, jeden z Wężli wywarzył drzwi, drugi zaatakował zaskoczoną nauczycielkę, która została ukąszona. Bagan jako pierwszy wyskoczył z ławki, podniósł krzesło i uderzył nim w głowę Wężla. Tamten od razu upadl na ziemię. Drugi zauważył Bagana stojącego z rozbitym krzesłem w rękach i z wolna ruszył w jego stronę. Bagan trzymał w ręce wykrzywioną nogę krzesła, by móc jakkolwiek się bronić.
-Uciekajcie wszyscy do Sali! - krzyknął do nich. - Zbierzcie kogo dacie radę i uciekajcie!
Sala

16




była miejscem, na które zbierano się zawsze podczas jakiś ważnych spraw. Za każdym razem podczas alarmów próbnych prowadzono ich tam, było to najbezpieczniejsze miejsce w szkole.
Wszyscy wybiegli a w klasie został tylko Bagan i Wężol. Samira nie uciekła z wszystkimi, cofnęła się spowrotem by zobaczyć czy Bagan da sobie radę. Stanęła za zburzoną ścianą, gdzie stały drzwi, które leżały na podłodze.
Wężol powoli, jakby chciał uśpić czujność Bagana, podchodził do niego. Czaił się na jego szyję, czekał na nieodpowiedni ruch, zagapienie się. Spróbował odwrócić jego uwagę by jakoś go ukąsić, jednak Bagan się nie dawał. Po chwili wpadł na pomysł. Postanowił ze będzie udawał, że coś widzi za oknem. Uśmiechnął się od ucha do ucha i spojrzał na okno. Wężol się zdezorientował i także spojrzał w tamtą stronę. A to był błąd. Bagan wymierzył cios prosto w krtań przeciwnika, ale nie było to mocne uderzenie. Wężol chwycił się za szyję, a wtedy Bagan kopnął go w lewą nogę, przeciwnik upadł na kolana a on chwycił go za głowę i dwa razy potężnie uderzył nią swoim kolanem. Wężol stracił przytomność a

17




Bagan od razu wybiegł z klasy ale kiedy tylko minął drzwi, stanął jak wryty.
-Co ty tu robisz Samira? Dlaczego nie uciekłaś z innymi?
-Nie lubię uciekać, nie należę do takich osób.
-Mogło Ci się coś stać
-Mówi to ten, który pokonał dwóch Wężoli
Bagan uśmiechnął się lekko.
-Chodźmy do reszty, nie stójmy tutaj
Samira kiwnęła głową i oboje pobiegli do sali.
Sala była ogromna. Sufit nie był zrobiony z betonu czy kamienia, pułap trzymały ogromne pnącza, upstrzone różnymi kolorami kwiatów. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że była to ogromna tęcza, a nie roślinność.
Ściany były zrobione drzewa, ale nie z takiego, które jest znane człowiekowi. Nie miało swojej nazwy, Maici nazywali je “drzewem radości”. Każdemu stworzeniu dawało wrażenie bezpieczeństwa i spokoju. Rozpędzało strach i dawało odwagę. W odpowiedniej odległości od siebie w ścianach znajdowały się filary z pięknie wyrzeźbionymi zwierzętami lub różnymi innymi zabawnym istotami.
Okna były ogromne. Nie były to takie okna, jakie są w naszych domach. To były przepiękne witraże lecz nie wyglądały jak te, które widujemy na przykład w

18




kościołach. Przedstawiały ptaki, kwiaty, drzewa, góry. Po prostu piękno natury.
We wnętrzu Sali znajdowały się dębowe stoły i wielkie sofy, w których można było odpocząć lub pomarzyć. Były strasznie wygodne, gdy ktoś na nich usiadł momentalnie zasypiał. Nawet ci, co mieli naprawdę silną wolę poddawali się czarowi tych sof.
W chwili ataku Wężoli, kilku nauczycieli ruszyło tutaj by przygotować ją na lawinę dzieciaków, która tam spływała. Wszystkie stoły poskładali i ułożyli pod jedną ze ścian a sofy poustawiali w dwóch rzędach pod oknem.
Do sali spływało coraz więcej osób. Wszyscy byli ustawiani pod jedną ze ścian, gdzie sprawdzano obecność.
Po 10 minutach prawie wszyscy stali na swoich miejscach oprócz dwóch osób - Samiry i Bagana. Nauczyciele wiedzieli o obronie Bagana i domyślali się, że nie dał rady ale zastanawiali się, gdzie jest Samira. Ostatecznie oboje spisano na straty i wszyscy ze smutkiem czekali na rozwój wydarzeń. Znajdowali się w najbezpieczniejszym miejscu na świecie, nic ani nikt nie mógł zniszczyć potężnych ścian i grubych okien. Wejście na salę strzegło zaklęcie nauczycieli, które mogło

19




zostać zniszczone po śmierci jednego z nich lub przez nich samych.
Lecz Wężole o tym nie wiedzieli. Każda osoba z zewnątrz próbująca wejść do środka została odrzucona na dużą odległość. Działało podobnie jak pole siłowe tylko że było znacznie potężniejsze.
W efekcie, każdy z Wężoli, chcący wejść do środka, ładował na ścianie. Próbowali wszystkiego : taranowali, rzucali się, próbowali czarów. Ale to nic nie dawało.
Kiedy Wężole próbowali wejść do sali, Bagan i Samira próbowali wezwać pomoc bo okazało się, że nie dadzą rady wejść na Salę. Była okrązona z każdej strony, od zewnątrz i wewnątrz. Ze szkoły uciekli przez okno tej klasy, w której mieli lekcje. Pobiegli do swoich rodziców, opowiedzieli co się stało. Rodzice powiadomili Straż Królewską, a Straż króla który wysłał swoje wojsko. Po 15 minutach akcja ratunkowa była przygotowana...
-Tato! - krzyknęła nagle mama z kuchni. - Mógłbyś tu podejść? Potrzebuję pomocy.
-Tak, już idę! - odpowiedział dziadek. - Dobrze moi drodzy, na dzisiaj to wszystko. Zrobiło się już późno, idźcie do łóżek.
-Dobrze. - odpowiedzieli chórem i poszli do

20




pokoju Bagana gdzie czekały na nich zaścielone łóżka. Byli tak zmęczeni, że połozyli się w ubraniach, nie przebierali się w piżamy i momentalnie zasnęli. Mama Łukasza jeszcze przez chwilę była w kuchni, zamiatała podłogę a dziadek zmywał naczynia.
Po pół godzinie prawie wszyscy w domu spali, tylko, dziadek siedział jeszcze przy kominku czytając książkę. W pewnym momencie jednak oderwał wzrok od niej wzrok i spojrzał na zegarek. "Czas na mnie, na starość zacząłem przesiadywać po nocach czytając książki. Wzrok już nie ten sam co kiedyś, oczy bolą. Czas tylko tracę a po ten rano będę znowu narzekał, że się nie wyspałem.No cóż, pora na mnie". Odłożył książkę na półkę, okulary schował do szafki. Wychodząc z pokoju spojrzał jeszcze na zegar i zapytał sam siebie "Tracę czas? Przecież i tak całymi dniami siedzę w domu. Czas w końcu wyjść do ludzi". Z takim postanowieniem poszedł do sypialni.

21




Wyrazy: Znaki: