Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 83
Dzisiaj w pracowni: 3
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wyprawa do Petersburga - część IIikonka kopiowania

Autor: Mroffka twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




- Cześć wszystkim! - zawołała od progu ale w oczach Dimy i Zoi nie dostrzegła entuzjazmu - Co się stało? Umarł ktoś, że macie takie smętne miny?
- Nie, nic się nie stało ale idź do Prałowa. Chce cię widzieć - odparła niechętnie Zoja.
- Nie wiecie dlaczego? - Sonia zwietrzyła podstęp. Pokiwali przecząco, acz mało przekonywująco.
- Chciał mnie pan widzieć - powiedziała wchodząc do biura Prałowa.
- Tak, siadaj - wskazał jej krzesło. Kiedy usiadła chwilę się wpatrywał w jej oczy. Pomyślał, że żal mu tej młodej, sympatycznej dziewczyny nie tylko dlatego, że musi ją zwolnić ale też dlatego, że jest ofiarą manipulacji, a do tego ze strony swojego narzeczonego, czyli człowieka, z którym zamierza związać swoje dalsze życie. Wiedział, że nie działa to na korzyść ich wspólnej przyszłości.
- Soniu - powiedział - Widzisz, mamy przejściowe problemy finansowe. Musimy szukać oszczędności gdzie się da.
- A co ja mam z tym wspólnego?
- Musimy ciąć etaty. Muszę cię zwolnić...
- Ale jak to? - krzyknęła - Przecież był pan zadowolony z mojej pracy. Niedawno pan mnie zatrudnił, a teraz zwalnia?
- Tak, Soniu. Jestem zadowolony z

1




twojej pracy, ale to nie o to chodzi. Rozumiesz, że jak się tnie etaty, to zaczyna się od pracowników z najkrótszym stażem, a w naszym przypadku niestety, to jesteś ty.
- Dobrze - Sonia się poddała. Załatwili formalności, wstała i jakby dźwigając olbrzymi ciężar na swoich barkach, wyszła zamykając za sobą cicho drzwi. Kiedy przechodziła obok baru, rzuciła do Zoi i Dimy:
- Zwolnił mnie. Już z wami nie pracuję. Powiedział, że są problemy finansowe i musi ciąć etaty.
Dima i Zoja wymienili spojrzenia.
- Nieprawda! - powiedziała w końcu Zoja - Nie ma żadnych problemów finansowych! Twój narzeczony tu był i wymógł na Prałowie twoje zwolnienie!
- Zoja! - krzyknął Dima - Weź się do pracy!
- Co?! - Sonia zaniemówiła - Igor tu był?
- Tak, był. I to jego zasługa, że już z nami nie pracujesz.
- Zoja, zamknij się i do roboty! - Dima stracił cierpliwość. Zoja z wściekłością złapała tacę i podeszła do stolika, przy którym właśnie usiadła młoda para.
- To prawda, co ona mówi? - Sonia miała iskierkę nadziei, że to jedna wielka pomyłka, a Igor wpadł tu tylko na kawę.
- Przykro mi - powiedział DIma zdejmując kolejny

2




kieliszek ze stojaka - Był tu. Nie wiem o czym rozmawiali ale tak, to on załatwił ci zwolnienie.
- To do widzenia - powiedziała cicho. Wyglądała jak anioł, komu ktoś brutalnie obciął skrzydła. Kiedy wyszła, usiadła na najbliższej ławce. Miała mętlik w głowie. Spojrzała gdzieś w dal. Zdawała się patrzeć ale nie widzieć. Czuła się taka samotna, bezradna i opuszczona. Osaczona i ubezwłasnowolniona. Niemalże jak w jakimś reality show pod nadzorem Igora. Po chwili jakby sobie o czymś przypomniała. Wsiadła do auta i energicznie wcisnęła pedał gazu. Było już ciemno, kiedy zajechała pod dom Siergieja. Niemalże wyskoczyła z auta. Czuła, że on ją zrozumie, że będzie się mogła wypłakać w jego ramię, a on okaże jej wsparcie. Tego w tej chwili pragnęła. Zrozumienia i wsparcia, które było jej teraz bardzo potrzebne. Chciała, by ją przytulił i pocieszył, zapewnił poczucie bezpieczeństwa, które zawsze u niego znajdywała. Energicznie zapukała do drzwi. Doznała szoku, kiedy otworzyła jej Nina w krótkim, błękitnym szlafroku.
- Czego tu chcesz, przybłędo? - zapytała, a wrogość w jej głosie była aż nadto wyczuwalna.
- Co ty

3




tutaj robisz? - Sonia nawet nie próbowała ukryć zaskoczenia.
- Ja tu mieszkam - na twarzy Niny pojawił się triumfalny uśmiech.
- Od kiedy?
- Nie twoja sprawa. Ale coś ci powiem, bo widzę że nie wiesz. Spodziewamy się z Siergiejem dziecka, rozumiesz?
- Nie wierzę - wybełkotała Sonia - Kiedy to się stało?
- A czy to ważne? - Nina wzruszyła ramionami - Ale jak chcesz wiedzieć, stało się to po gali. Czekał w szatni na mnie, dlatego się tak szybko ciebie pozbył.
Sonia nie była w stanie wykrztusić słowa. To, co mówiła Nina miało sens.
- Jeszcze jakieś pytania? - Nina oparła się o futrynę - To szybko, bo idę robić kolację.
- Który to miesiąc?
- Trzeci. Policz sobie, chyba pamiętasz kiedy była gala. Za pół roku zapraszam na chrzciny. A póki co, won z mojego domu!
Sonia poczuła się pokonana. Nina, z szyderczym uśmiechem na twarzy patrzyła, jak młoda dziewczyna wsiada do auta i odjeżdża.
Siergiej odłożył sztangę na stojak. Sięgnął po ręcznik i przetarł spoconą twarz. Wychodząc z siłowni zobaczył, że Nina zamyka drzwi wejściowe.
- Był tu ktoś?
Nina aż podskoczyła. Szybko jednak odzyskała zimną krew.
- Nie, nikogo nie

4




było - odparła z uśmiechem - Wydawało mi się, że ktoś pukał.
Siergiej, dla pewności, podszedł do drzwi, ale po aucie Soni nie było już śladu. Tymczasem ona pokonywała drogę powrotną z zawrotną prędkością, zdecydowanie wyższą od dozwolonej. Zdawała sobie doskonale sprawę, że jedzie za szybko, ale było jej już wszystko jedno. Nie miała pomysłu co dalej począć, gdzie pójść, komu zaufać. Miała wrażenie, że w którą stronę by nie poszła, wszędzie zderzała się z murem. Dokąd ma wracać? Do Igora? Do Leny? Miała dość.
- Jak oni mogli mi to zrobić?! - zapytała samą siebie - Igor, to twoja wina!
Sięgnęła do leżącej na siedzeniu obok torebki.
- Teraz ode mnie usłyszysz - pomyślała, że jest gotowa by mu wszystko powiedzieć i że nie będzie czekała. Powie mu teraz, w tej chwili. Zaczęła przeszukiwać jedną ręką torebkę, drugą trzymając kierownicę. W końcu udało jej się zlokalizować telefon, jednak szamocząc się z torebką uzyskała tylko tyle, że cała jej zawartość, w tym telefon, wysypała się na podłogę.
- Cholera! - zaklęła i schyliła się, by go podnieść. Przez ułamek sekundy straciła drogę z

5




oczu. Ten ułamek wystarczył, by nie zauważyła zakrętu, na którym jej auto przebiło barierkę i sturlało się z ostrego zbocza. Sonia już po pierwszym uderzeniu głową w sufit straciła przytomność. Po kilku obrotach, auto w końcu zatrzymało się na jakimś drzewie. Wokół panowała cisza i mrok.
Tymczasem w Petersburgu Lena nerwowo chodziła od okna do okna. Na dźwięk telefonu aż podskoczyła.
- Sonia? - zapytała z nadzieją - A, to ty - jej entuzjazm wyraźnie osłabł, gdy usłyszała głos Igora.
- Jest już w domu?
- Nie, nie ma. I nie wiem gdzie jest. Nie odbiera telefonu, w restauracji też nie mają pojęcia gdzie może być. Ta kelnerka, która z nią pracowała mówiła, że była bardzo przybita, kiedy wychodziła. Zwolnili ją.
Igor już wiedział, że to on stoi za zniknięciem Soni, że wiąże się to ściśle z jego wizytą w restauracji. Ale mleko się już rozlało.
- Jezu, gdzie ona jest - powiedział łamiącym się głosem - To moja wina. Kurwa, moja wina...
- Co ty zrobiłeś?
- To ja kazałem im ją zwolnić. Nie chciałem jej narażać, chciałem dobrze.
- Igor, ty popadasz w paranoję. Po tym, co mówisz myślę, że masz rację. To

6




twoja wina. I Sonia też ma rację. Kiedyś byłeś inny. Było spokojnie, a ona szczęśliwa.
- Po co ona tu przyjeżdżała, po co? - pytał bardziej sam siebie niż Lenę - Siedziałaby w tym swoim Wrocławiu. Może ja bym tam się przeprowadził. A teraz nie mam pomysłu, gdzie jej szukać...
- Dobrze - Lena postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, bo zauważyła, że Igor traci zdrowy rozsądek - Obdzwonię szpitale, a ty podzwoń po komisariatach policyjnych.
- Policja? Oszalałaś?
- Nie. Może nic się nie stało i na przykład aresztowali ją tylko za włóczęgostwo - spojrzała na zegarek - Dochodzi północ, więc są szanse...
- Nie. Ja zadzwonię do szpitali, a ty po komisariatach - powiedział zdecydowanie - Jestem prawnikiem...
- Dobrze, to na razie - Lena zakończyła rozmowę nim Igor zdążył odpowiedzieć. Otworzyła laptop i wpisała w wyszukiwarkę frazę "komisariaty policji Petersburg". Sięgnęła po telefon, który zadzwonił jak na zawołanie. Zobaczyła, że to Sonia.
- Jezu, gdzie ty się Soniu podziewasz?! - niemalże krzyknęła - My tu z Igorem odchodzimy od zmysłów - wzięła wdech ale w słuchawce panowała głucha cisza.
- Sonia? -

7




zapytała niepewnie. Usłyszała niemalże niesłyszalny szept.
- Lena... ja umieram....
- Boże - krzyknęła do słuchawki Lena - Gdzie jesteś?! Powiedz, gdzie jesteś, a ja zaraz tam będę! Skarbie, przyjadę po ciebie, tylko powiedz gdzie... - wytarła rękawem łzy. W słuchawce ponownie zapadła cisza.
- Nie wiem... nie wiem, gdzie jestem... miałam wypadek... wszędzie jest mnóstwo krwi... Lena...
- Tak, skarbie - Lenie łzy płynęły jedna za drugą.
- Powiedz Igorowi...
- Wszystko - Lena rozmawiała z Sonią, druga ręką wystukując numer Igora na telefonie stacjonarnym - Mów do mnie, słonko. Nie zasypiaj, rozmawiaj ze mną...
- Powiedz mu, że ja... - Lena delikatnie odłożyła telefon komórkowy na kanapie, wzięła słuchawkę stacjonarnego i wyszła do drugiego pokoju.
- Halo - odezwał się Igor.
- Igor, Sonia dzwoniła...
- Dzięki Bogu - odetchnął z ulgą.
- Nie ciesz się, miała wypadek samochodowy.
- Jaki wypadek?! - krzyknął.
- Zamknij się i słuchaj - przerwała mu - Mam ją na komórkowym. Możesz chyba namierzyć jej telefon?
- Że też sam na to nie wpadłem. Bez problemu go znajdę.
- To zrób to i wyślij tam karetkę. Ja będę z nią

8




rozmawiać - zakończyła rozmowę nie dając Igorowi szansy wypytania o stan Soni. Poszła do pokoju i wzięła telefon komórkowy akurat w chwili, kiedy Sonia mówiła:
- ... i dlatego teraz mnie to spotkało.
- Słoneczko, wszystko będzie dobrze, pomoc jest w drodze. Wytrzymaj, błagam cię wytrzymaj...
- Wiesz, tu jest tak zimno...
- Boże, Sonia - Lena rozpłakała się w głos - Co ja bym dała, żeby być teraz przy tobie.
- To kara boska...
- Jaka kara? Co ty mówisz?
- Tak. Za Igora i Siergieja.
- Soniu, a powiedz mi, co widzisz przed sobą? - Lena zganiła się, że wcześniej na to nie wpadła - Rozejrzyj się i powiedz, co widzisz.
- Ciemno... widzę gwiazdy i las...
- Co ty w lesie robiłaś? - wyrwało się Lenie.
- Byłam... ja byłam u Siergieja...
- No i co ci powiedział? - Lenę to nieszczególnie interesowało, ale chciała by Sonia z nią rozmawiała. Była przekonana, że dzięki temu nie straci przytomności - O czym rozmawialiście?
- Nie... rozmawialiśmy... On...on będzie miał dziecko z tą Niną... Są razem...
- Jesteś pewna?
- Ona mi to powiedziała... Mieszka u niego... Lena...
- Tak, kotku...
- Ja nie mam siły... Nie czuję nóg...
Lena

9




zamknęła oczy, a po policzkach znów popłynęły jej łzy.
- Nie rozłączaj się, tak ci się tylko wydaje. Soniu błagam, nie rozłączaj się! - krzyczała, ale w słuchawce słyszała tylko, jak Sonia usiłuje rozpaczliwie oddychać.
- Sonia! - krzyknęła ale odpowiedziała jej głucha cisza.
Tymczasem Igor trzęsącymi się rękoma usiłował namierzyć na komputerze telefon Soni. Gdy mu się to udało, złapał za słuchawkę i wybrał numer alarmowy. Kiedy zgłosiła się dyspozytorka powiedział:
- Moja narzeczona miała wypadek samochodowy.
- Jakie ma obrażenia? Czy jest przytomna?
- Kurwa! - wrzasnął do słuchawki - Nazywam się Igor Szołow, a teraz podaję ci namiar, gdzie się znajduje, więc bierz długopis i pisz bo was rozniosę na strzępy!
- Proszę podać - powiedziała ostrożnie kobieta. Była wyraźnie wystraszona, chociaż z pewnością niejedno już słyszała - Już wysyłam karetkę, proszę poczekać na linii - po chwili ponownie zwróciła się do Igora - Karetka w drodze. Czy teraz jest mi pan w stanie powiedzieć coś więcej o jej stanie? Będę to mogła przekazać ekipie ratunkowej, żeby wiedzieli czego się mogą spodziewać.
Uświadomił

10




sobie, że właściwie nic o obrażeniach i stanie Soni, nie wie.
- Proszę poczekać, zaraz się dowiem - przełączył telefon i zadzwonił do Leny.
- I co z nią?
- Igor, jest źle - Lena nie owijała w bawełnę - Chyba straciła przytomność. Powiedziała, że nie czuje nóg, a wokół jest dużo krwi...
- Jezu - zakrył dłonią twarz, wrócił do dyspozytorki i przekazał drastyczne szczegóły, a do Leny rzucił:
- Jadę tam. Wiem, która to droga.
- Igor, poczekaj! - zawołała
- Mów szybko!
- Ona była u Siergieja. Od niego wracała...
Igor z trudem przełknął ślinę. Zabolało.
- To nie ma teraz znaczenia. Najważniejsze, żeby wyszła z tego cało. Na ile to jest możliwe - dodał z trudem - Reszta nie jest teraz ważna. Jadę do niej - rzucił i zakończył rozmowę.
Lena ukryła twarz w dłoniach.
Karetka pogotowia zbliżała się do feralnego zakrętu rozświetlając migającym, niebieskim neonem mrok. Z rzadka mijali jakiś samochód. Dojechali do zakrętu, a wyrwana barierka była potwierdzeniem, że dobrze trafili. Z karetki wybiegł lekarz i sanitariusze.
- Wezwijcie straż pożarną! - krzyknął do kierowcy jeden z sanitariuszy - Trzeba wyciągnąć

11




auto!
- Najpierw ją trzeba wyciągnąć - odparł lekarz wpatrując się w kontury pogiętej blachy - Nie mamy czasu na czekanie - dał znak kierowcy by ustawił karetkę tak, aby jej reflektory oświetlały możliwie najlepiej miejsce wypadku. Wziął w rękę spora torbę ze sprzętem. Kiedy dotarli na miejsce, pojęli skale zniszczeń. Auto praktycznie nie miało przodu. Boki były poobijane w wyniku sturlania się ze zbocza. Sonia była nieprzytomna. Miała rozbita głowę i sądząc po ilości krwi, znaczne obrażenia dolnych części ciała. Lekarz złapał, bez większych nadziei, za klamkę powyginanych drzwi od strony kierowcy. Niestety, otwarcie ich było niemożliwe.
- Nie pomożemy jej, jeśli nie otworzymy tych pieprzonych drzwi! - krzyknął.
- Zaraz - powiedział jeden z sanitariuszy - Tędy można - wszedł na zgniecioną maskę, złapał za odstającą ramę przedniej szyby i szarpnął z całej siły. O dziwo, szpara powiększyła się. Po drugim szarpnięciu rama puściła i wraz z popękaną, ale w jednym kawałku, szybą odpadła od auta. Jeden z sanitariuszy ustawił na masce nieduży, przenośny reflektor. Lekarz z trudem wszedł do wraku. Złapał Sonię

12




za przegub dłoni.
- Żyje, jest puls! - krzyknął. Wyjął z torby ampułkę i strzykawkę. Odpiłował szyjkę, ułamał, napełnił strzykawkę i zrobił Soni zastrzyk. Zaczął opatrywać rany. Sonia powoli otworzyła oczy.
- Słyszy mnie pani? - nieznacznie kiwnęła głową - Proszę uścisnąć moją rękę - poczuł delikatny uścisk.
Igor zbliżał się do miejsca wypadku z prędkością nie mniejszą, niż karetka. Z piskiem opon zatrzymał auto obok niej, wyskoczył, podbiegł do krawędzi zbocza i spojrzał w dół. Poczuł, jak krew w jego żyłach się gotuje. Nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłaby z tego nie wyjść, ale patrząc na pobojowisko wiedział już, że jest to bardzo realne.
- Boże - wyszeptał i zbiegł na dół. Odepchnął jednego z sanitariuszy.
- Sonia! - zawołał i wskoczył na maskę.
- Co pan, do cholery robi? - krzyknął lekarz.
- To moja narzeczona!
- Jeden z sanitariuszy złapał go za ramię i zapytał spokojnie, ale stanowczo:
- W tej chwili ratujemy ofiarę wypadku. Czy chce pan, żebyśmy w raporcie musieli wpisać "wypadek ze skutkiem śmiertelnym"?
Podziałało. Igor zbladł i odskoczył od auta jak oparzony, a

13




ekipa wróciła do swoich zajęć. Nagle wszyscy usłyszeli głośną syrenę wozu strażackiego. Strażacy byli przygotowani na to, co zastaną. szybko i sprawnie zabrali się do pracy. Po kilku minutach nożyce do cięcia blachy wbiły się w ukochane Mini Soni, które teraz nie było niczym innym, niż kupą złomu. Igor patrzył, jak drzwi od strony kierowcy są cięte bezlitośnie, a sanitariusze wyjmują nieprzytomną Sonię z auta. Usiadł pod najbliższym drzewem. Nie mógł utrzymać się na nogach. On, zawsze silny, nie okazujący żadnych emocji czy słabości. Jedyną jego słabością była ona. Nie wyobrażał sobie świata bez Soni. I nagle stało się to bardzo realne, możliwe. Czuł się taki bezradny. Miał wrażenie, że to koszmarny sen i zaraz się z niego obudzi, że to nie dzieje sie naprawdę, albo nie dotyczy jego. Poniósł się z trudem, kiedy sanitariusze umieścili Sonię bezpiecznie na noszach. Zwrócił uwagę, że jej jasne dżinsy niemal w całości pokryte były krwią. Wolał nie myśleć, w jakim stanie muszą być jej nogi. Wspiął się za nimi na szosę.
- Mogę z wami jechać? - zapytał z nadzieją.
- Niestety, nie - sanitariusz już miał

14




zamknąć drzwi, ale Igor je przytrzymał.
- Do którego szpitala ją zabieracie? - kiedy sanitariusz podał adres, Igor puścił klamkę. Patrzył jak karetka znika za zakrętem, a strażacy pakują sprzęt. Chwiejnym krokiem podszedł do swojego Audi. Ruszył szybko za karetką. Zdawał sobie sprawę, że nie podniósłby się po śmierci Soni. Nigdy nie byłby już tym, kim jest. Do szpitala dotarł krótko po karetce. Wbiegł na oddział ratunkowy. Rozejrzał się i dostrzegł coś na kształt recepcji.
- Szukam narzeczonej. Przed chwilą ją przywieziono z wypadku - powiedział szybko.
Dziewczyna spojrzała na niego ze współczuciem.
- Tamte drzwi na końcu korytarza, tam jest... - Igor nie słuchał więcej, ale puścił się biegiem we wskazanym kierunku. Energicznie złapał za klamkę, otworzył drzwi i zamarł. To, co zobaczył sprawiło, że bezradnie osunął się na podłogę. Zobaczył Sonię, nieprzytomną, podłączoną do aparatury monitorującej funkcje życiowe, a wykres pracy jej serca przedstawiał linię ciągłą. Nawet on wiedział, co to oznacza. Widział, jak lekarz bierze uchwyty defibrylatora, pielęgniarka smaruje je żelem, przykłada do piersi Soni

15




i mówi:
- Strzelamy! - po czym ciało Soni wygina się nienaturalnie na moment, ale linia pozostaje niewzruszona. Igor ukrył twarz w dłoniach i rozpłakał się. Czuł, jak część jego serca także umiera. Spojrzał na lekarza powtarzającego procedurę z defibrylatorem. Kiedy powiedział:
- Strzelamy! - Igor zamknął oczy.
- Wróć do mnie - pomyślał - Soniu wróć, do kogokolwiek, ale wróć.
Po chwili usłyszał jak lekarz mówi:
- Mamy ją - a linia monitora pokazała, że Sonia rzeczywiście wróciła.
- Co pan tu robi?! - zawołała pielęgniarka - Proszę stąd iść i nie przeszkadzać, proszę poczekać na korytarzu!
Igor wyszedł z sali, nie miał już siły by się z nią kłócić. W innej sytuacji postawiłby na swoim ale teraz już nie był w stanie. Usiadł na najbliższym krzesełku i wyjął telefon. Miał kilkanaście nieodebranych połączeń. Wszystkie od Leny. Oddzwonił.
- Sonia jest w szpitalu - powiedział, kiedy odebrała - Ale nie przyjeżdżaj tutaj. Jak będzie wiadomo co i jak to dam ci znać - nie czekając na odpowiedź, rozłączył się. To była najdłuższa noc w jego życiu. Snuł sie po korytarzu jak cień. Owszem, mógł wykorzystać

16




swoje koneksje i nazwisko, by dowiedzieć się wszystkiego, ale nie chciał. Po prostu się bał. Bał się tego, co mógł usłyszeć. Pocieszał sie jedynie tym, że skoro nikt nie wyszedł i nie powiedział, że Sonia nie żyje, to znaczy, że walczy. Walczy ona i lekarze. Walczą o nią, czyli jest szansa, że może nie jest aż tak źle. Kiedy z sali wyszedł lekarz, dobiegł do niego i złapał za rękę niczym rozbitek łapiący tratwę ratunkową.
- Co z nią, panie doktorze? Będzie żyć? Wyjdzie z tego? - zasypał go gradem pytań. Lekarz spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem.
- A pan kim jest?
- Jestem narzeczonym.
- Narzeczony... - po chwili dodał - Tak, będzie żyła.
Igor jednak nie usłyszał w jego głosie tej nuty satysfakcji, jaka towarzyszy lekarzowi, kiedy uratuje życie człowieka. Pojął, że coś jest nie tak.
- Będzie żyła, ale...
- Zapraszam do gabinetu. Nie będziemy o tym rozmawiać tutaj.
Igor poszedł za lekarzem jak skazaniec prowadzony na szafot. Kiedy zamknął za sobą drzwi gabinetu, lekarz wskazał mu krzesło i powiedział:
- Pana narzeczona miała naprawdę dużo szczęścia. Nie ma żadnych złamań. Jest to wręcz niepojęte. Nie

17




wiem jednak czy pan wie, ale była w ciąży. Niestety, nie udało się uratować dziecka. To jakiś drugi miesiąc był...
Igor spojrzał na lekarza jakby zobaczył ducha.
- W ciąży? - wydukał ciężko.
- Tak. Niestety, w wyniku wypadku, poroniła.
- O Boże...
- Przykro mi. Nic nie mogliśmy zrobić. Kiedy ją do nas przywieziono, już było po wszystkim. Myślę, że to się stało krótko po wypadku. I tak straciła dużo krwi. Jest w stanie stabilnym. Będziemy ją monitorować.
- Matko Boska - Igor ukrył twarz w dłoniach. Usiłował pozbierać myśli. Przestawał panować nad sytuacją. Powoli podniósł się z krzesła - Coś jeszcze chce mi pan powiedzieć?
- Nie, to na razie wszystko. Gdyby coś się zmieniło...
Igor wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki wizytówkę i podał lekarzowi.
- Będę jakiś czas w szpitalu, gdyby jednak jej stan... Gdyby się coś zmieniło, proszę dzwonić.
- Oczywiście.
- Do widzenia - wyszedł z gabinetu i usiadł na najbliższym krzesełku. Nie był w stanie wysłuchać więcej ponad to, co już wiedział. Zastanawiał się, jak powiedzieć Soni o czymś tak strasznym. Tak bardzo chciała mieć dziecko. On też. Nigdy nie

18




planowali, ale wychodzili z założenia, że jeśli będzie, to będą szczęśliwi. Pytał siebie dlaczego akurat teraz zaszła w ciążę? Dlaczego nie wtedy, kiedy on bywał w Polsce? Tylko teraz. Był pogrążony w myślach, kiedy podeszła do niego pielęgniarka.
- Proszę pana - położyła mu rękę na ramieniu. Zerwał się na równe nogi.
- Boże, co się stało?!
- Nic. Wszystko w porządku. Pana narzeczona jest na intensywnej terapii. Jest w śpiączce farmakologicznej. Teraz jej pan nie pomoże. Proszę wrócić do domu i samemu wypocząć. Nic tu po panu.
- A mogę... Chciałbym na chwilę chociaż... - pielęgniarka pojęła, o co chciał zapytać.
- Proszę iść ze mną, zobaczy pan ją ale tylko na chwilę.
Kiedy ubrał fartuch i maseczkę i wszedł do sali, w której stało łóżko z nieprzytomną Sonią, zamarł. Wyglądała strasznie. Była blada, na rozciętym łuku brwiowym widniały trzy niewielkie szwy. Okolica lewego oka nabierała coraz ciemniejszych kolorów i nienaturalnej wielkości.
- Wystarczy, idziemy - zadecydowała pielęgniarka. Nie protestował. Poszedł na parking, wsiadł do auta i pojechał do Leny.
- Matko Boska - ukryła twarz w

19




dłoniach, kiedy skończył opowiadać - I co teraz będzie? Kto jej o tym powie?
- Nie wiem, Lena. Po prostu nie wiem. Chyba pierwszy raz w życiu nie mam pomysłu jak to zrobić. Tak bardzo chciałem mieć z nią dzieci. Właśnie z nią, z nikim innym. To był mój syn, albo moja córka. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co będzie czuła, gdy się o tym dowie. Gdy pojmie, że straciła dziecko.
- Może lepiej by było, żeby jej o tym teraz nie mówić?- zaproponowała Lena.
- Tez o tym pomyślałem. Niech najpierw dojdzie do siebie.
- Nie mów jej - Lena położyła dłoń na ramieniu Igora - Bardzo ci współczuję, Igor. Obydwojgu wam współczuję...
Igor rozpłakał się jak dziecko.
- Lena, nie chce iść do domu. Mogę przenocować u ciebie? Nie chcę być sam, boję się Lena...
- Jasne, że możesz. Chodź, pokój Soni jest pusty, tam się prześpisz.
Irina Strugowa zamknęła leżącą przed nią teczkę. Uśmiechnęła się i powiedziała do siedzącego przed nią prawnika:
- No, teraz Czukow trafi za kratki. Z tego się już nie wyłga. Mam nadzieję, że wreszcie się to wszystko skończy.
- Rzeczywiście, to cud. Ale skąd pani ma to nagranie?
- To

20




nieistotne. Ważne, że jest. Dzięki niemu Czukow dostanie to, na co zasłużył.
- Nie boi się pani, że dotrze do sędziego? Wie pani, o co mi chodzi.
Irinie uśmiech zniknął z twarzy.
- Szczerze mówiąc, trochę się tego obawiam. Ale w tej kwestii nic nie mogę zrobić. Sędzia Morozow nie ma najlepszej opinii. Istnieje szansa, że Czukow będzie chciał na niego wpłynąć.
- I co wtedy zrobimy?
Irina spojrzała na mężczyznę z politowaniem.
- Czy ja muszę o wszystkim myśleć? Może, dla odmiany, ja usłyszę od pana jakąś propozycję?
- Noo... - zaczął nieporadnie.
- Tak myślałam - strzepnęła papieros do popielniczki i rozsiadła się wygodnie w fotelu. Zdała sobie sprawę, że nie może liczyć na jego pomoc.
Kiedy Igor otworzył oczy, Lena jeszcze spała. Wziął szybki prysznic. Spojrzał w lustro. Miał podkrążone oczy, był niewyspany, miał w nocy koszmary, budził się kilkakrotnie. Ubrał się i cicho wymknął z mieszkania Leny. Od razu skierował się do szpitala. Po drodze, w szpitalnej kwiaciarni, kupił wielki bukiet białych róż. Zanim poszedł do Soni, wstąpił do gabinetu lekarza.
- Panie doktorze, mam prośbę - powiedział siadając -

21




Moja narzeczona straciła dziecko, oboje straciliśmy - poprawił się - Jednak nie chcę, by się o tym dowiedziała. Przynajmniej na razie. Chcę, aby doszła do siebie.
Lekarz chwilę myślał, po czym powiedział:
- Dobrze. Myślę, że to w obecnej sytuacji nie jest złym pomysłem. Przekażę to pielęgniarkom. Acha, pana narzeczona jest przytomna.
- Wspaniale! - ucieszył się. Nie czekał na to, co jeszcze ma do powiedzenia lekarz, tylko złapał bukiet i pobiegł do Soni. Cicho otworzył drzwi sali. Spojrzała na niego.
- Kotku, dzień dobry - powiedział, przysunął krzesło i usiadł obok łóżka. Wyglądała koszmarnie, ale nie dał tego po sobie poznać. Dla niego i tak była najpiękniejsza. Wziął jej dłoń i ucałował - Jak się czujesz kochanie?
- Słabo mi - powiedziała niemal szeptem - Co mi się stało? Powiedzieli, że miałam wypadek samochodowy.
- Tak kotku, to prawda. Twoje auto wypadło z drogi na zakręcie - popatrzył w jej migdałowe oczy, które tak kochał - Ale wszystko będzie dobrze, wyjdziesz z tego.
- Igor - wyciągnęła dłoń ku jego twarzy i otarł spływającą po policzku Igora łzę - Ja ci muszę coś powiedzieć. Ja wracałam...
-

22




Wiem skarbie, skąd wracałaś. Ale to nieważne. Najważniejsze jest teraz twoje zdrowie, reszta się nie liczy.
- Wiesz? - zdziwiła się - Skąd?
- Nie pamiętasz? Powiedziałaś Lenie, a ona mi.
- Rzeczywiście, zapomniałam - spojrzała w sufit, a z oczu spłynęły jej łzy. Odwróciła twarz w stronę Igora - Przepraszam. To nie tak jak myślisz. Ja...
- Skarbie - przerwał jej - To naprawdę nie ma znaczenia. Ważne, że żyjesz - skłamał. Bardzo go zabolało, że akurat u Siergieja szukała ukojenia.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Tak, Soniu. Właśnie tak myślę - uśmiechnęła się do niego.
- Wstaw kwiaty do wody, bo zwiędną. Są takie piękne - po chwili jednak na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
- Co ci jest? Gorzej się czujesz? - zapytał nerwowo.
- Boli mnie głowa.
- Może pójdę po pielęgniarkę? Da ci jakąś tabletkę.
- Nie trzeba - spojrzała na Igora, a w jej oczach dostrzegł wyrzut - Ja wiem, że to ty kazałeś mnie zwolnić.
Poczuł się przyparty do muru.
- Kto ci powiedział? Ten menadżer?
- A jakie to ma teraz znaczenie? Liczy się fakt, że mnie osaczasz i kontrolujesz. Nie mogę się nigdzie ruszyć bez twojej wiedzy, nic zrobić bez

23




twojej zgody.
- Soniu, zapomnijmy o tym. Zacznijmy wszystko od nowa.
- Wiesz, co jest ostatnią rzeczą, jaką pamiętam sprzed wypadku?
- Co takiego?
- Telefon. Chciałam do ciebie zadzwonić. Byłam zła i chciałam ci to wszystko powiedzieć. Telefon wypadł mi z ręki, schyliłam się, by go podnieść. To się chyba wtedy stało. To wtedy auto musiało wypaść z drogi.
Igor zamknął oczy. Każde jej słowo było niczym nóż wbity w serce. Wiedział jednak, że na to zasłużył.
- Nie wiedziałem...
- To już wiesz. Tak się Igor nie da żyć.
- Dobrze skarbie, wszystko się zmieni.
- Tylko... - spojrzała Igorowi w oczy z obawą - Tylko ja nie wiem, czy mi jeszcze na tym zależy.
- Soniu - pobladł, a głos mu się łamał - Co ty mówisz?
- Tak. Nie wiem. Muszę to przemyśleć.
- Nie przekreślaj nas - żebrał ze łzami w oczach - Zawalczmy jeszcze...
- Idź już - spojrzała w okno - Chce mi się spać.
- Dobrze - pocałował Sonię w czoło - Przyjdę potem - wiedział, że nic tu po nim. Ociężale wstał i wyszedł z sali. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi, jego bystry umysł przestawił się na zupełnie inne tory. Pomimo tragedii jaka spotkała jego i

24




Sonię, nie zapomniał o Irinie Strugowej i Czukowie, który wystosował pod adresem Soni konkretne groźby, a tego Igor nie wybaczał. Wyjął z kieszeni telefon. Wybrał numer i skierował się na parking.
- Cześć Wołodja, co dzisiaj robisz? - zapytał - Może zjemy dzisiaj obiad. co ty na to? W tej restauracji za rogiem, koło nas? Ok, to jesteśmy umówieni.
Igor pojechał do mieszkania, wziął szybki prysznic. Zmienił garnitur, ogolił się. Najbliższe spotkanie wiąże się ze sprawami zawodowymi i nie może być po nim widać, że ma jakiekolwiek problemy. Igor ich nigdy nie miał, a jeśli były, to nikt o nich nie wiedział. Nigdy nie był bohaterem żadnego skandalu, czy imprezy mimo, że jego koledzy takie zdarzenia mieli na koncie. Widywał wielu, którym przysłowiowa woda sodowa uderzyła do głowy. On był zawsze taki sam, dzięki czemu budził respekt i szacunek. Jako wyjątkowo przystojny mężczyzna, był obiektem westchnień wielu kobiet, jednak on był zawsze wierny Soni. Nie zdarzały mu się skoki w bok. Swego czasu Lenę podejrzewano o romans z nim, co bawiło ich obojga. Nigdy jednak nie złapano ich na kontaktach innych, niż te wynikające z

25




relacji asystentka - przełożony. Nigdy się z tego nie tłumaczyli i po jakimś czasie temat upadł.
Włodzimierz Wołkow był dobrym znajomym sędziego prowadzącego sprawę Czukowa. Igor nie mógł sobie pozwolić na łut szczęścia podczas ogłaszania wyroku. Musiał mieć pewność, że wszystko pójdzie po jego myśli. W jego planach nie było miejsca na przypadek. Po godzinie był już w kancelarii. Lena powitała go smętną miną.
- Byłeś u Soni?
- Tak, ale teraz nie chcę o tym mówić. Jeśli załatwisz najpilniejsze sprawy, to możesz iść wcześniej do domu. Jak chcesz, to wpadnij do niej. Ja mam dzisiaj pilne spotkanie.
- Jakie? - zapytała zdziwiona, jako że większość biznesowych spotkań Igora umawiała właśnie ona.
- Spotykam się na obiedzie z Wołodją Wołkowem.
- Nie przypominam sobie, żebyście się jakoś szczególnie lubili, więc zakładam że zawodowo?
Igor uśmiechnął się znacząco.
- Zapominasz o tym co o mnie mówią. Mnie podobno nikt nie lubi. Ale masz rację, spotkanie służbowe.
- A o czymś nie wiem? Jakie my mamy sprawy z Wołkowem?
- A jak się nazywa sędzia od sprawy Czukowa?
- No, Morozow.
- A kto jest najlepszym kolegą

26




Morozowa?
Lena pokiwała głową z uznaniem.
- Jezu Igor, ty to masz łeb. Myślisz, że to się uda?
- Na pewno. Morozow to tchórz, a Wołkow powtórzy mu każde słowo naszej rozmowy.
- Dobra - Lena spojrzała na leżący przed nią spory segregator - To rób, co chcesz, bo ja chcę dzisiaj wcześniej skończyć i jechać do Soni. Nie chcę wiedzieć, co ty jeszcze jesteś w stanie wymyślić.
Igor pewnym krokiem wszedł do restauracji, w której czekał na niego Wołodja Wołkow. Wołkow był młodym, dobrze zapowiadającym się prawnikiem. Z powodu ograniczeń czasowych, spotykali się rzadko. Wołkow, w przeciwieństwie do Magorskiego, miał w sobie więcej pokory i ciężko pracował na to, co do tej pory osiągnął. Nie miał tak błyskotliwego i lotnego umysłu jak Magorski, ale z powodzeniem nadrabiał skrupulatnością, profesjonalnym podejściem do pracy i pracowitością. Igor był zdania, że jeśli Magorski nie zacznie panować nad emocjami, Wołkow z pewnością odniesie znacznie większy sukces.
- Witaj Wołodja - uścisnęli sobie dłonie.
- Cześć.
- Zamówiłeś już coś? - zapytał Igor siadając na przeciw.
- Nie, czekałem na ciebie. Podobno dobry

27




strogonow tu mają.
Akurat podeszła młoda kelnerka, która przyjęła zamówienie.
- I dwie kawy do tego - Igor posłał jej jeden ze swych uśmiechów, powodujących szybsze krążenie krwi u każdej kobiety. Kiedy odeszła Wołkow nie wytrzymał i zapytał:
- Podobno zostawiłeś sprawę Czukowa. To prawda?
- Tak, rzeczywiście. Widzę, że dobre wieści szybko się rozchodzą.
- Czukow byłby pewnie odmiennego zdania. Jeśli to nie tajemnica, dlaczego to zrobiłeś? Takiego klienta się nie zostawia z dnia na dzień...
- Powiedzmy, że pojawił się niemożliwy do rozwiązania konflikt interesów. A ty nad czym pracujesz?
- Proszę bardzo, panów kawa - kelnerka sprawnie zdjęła z tacy filiżanki - Reszta zamówienia będzie za chwilę.
Odprowadzili wzrokiem jej długie nogi. Igor zreflektował się pierwszy.
- Sprawa rozwodowa. Winniccy się rozwodzą.
- I kogo trafiłeś?
- Alinę Winnicką. Wiesz, majątek ogromny, to i jest się o co bić.
- No, fakt - Igor wziął łyk pysznej, świeżo parzonej, mocnej kawy.
- A ty jak przewidujesz? Czukow się wywinie? Magorski podoła?
- Gdyby się przyłożył, to by podołał. Ale wątpię. Wszystko zależy od Morozowa. A propos,

28




wy się chyba przyjaźnicie?
- Przyjaźń to zbyt duże słowo - powiedział wyraźnie zmieszany Wołkow. Igor jednak doskonale wiedział, że obie rodziny się przyjaźnią i spotykają na gruncie prywatnym. Sędzia Morozow był wieloletnim znajomym rodziców Wołkowa.
- Powiem ci - zaczął Igor - Że swoją drogą, to ja Morozowa podziwiam. Odważny facet jest.
- Czemu? - Wołkow nie krył zdziwienia.
- Wiesz, o ile dobrze słyszałem, to kilka lat temu, kiedy jeszcze nie był tak znany, miał głośną sprawę związaną z molestowaniem dwóch dziewczynek.
Wołkow pobladł. Igor już wiedział, że trafił w samo sedno.
- Skąd o tym wiesz? - wyrwało się młodemu chłopakowi.
- Nie uwierzysz - ciągnął Igor - Jakiś czas temu, niedawno ktoś do mnie zadzwonił i opowiedział o tym. Facet powiedział, że jeśli jestem zainteresowany, to podeśle mi materiały, dokumenty, zdjęcia potwierdzające zarzuty, w zamian za nagłośnienie sprawy.
- Co to za facet? Nie przedstawił się?
- Nie. Zostawił tylko numer telefonu. Gdzieś w biurze go miałem. Wiesz, bo sobie tak myślę, że jeśli komuś zależy na zaszkodzeniu Morozowowi, to pewnie chętnie mu to wywlecze.

29




Szczególnie jeśli uzna, że Czukow jest winny, a mimo to omija go kara. Uważam, że nieprzypadkowo facet skontaktował się właśnie teraz. Wiesz przecież jak opinia publiczna jest żądna krwi i jak domaga się skazania Czukowa.
Wołkow nic nie odpowiedział. Igor wiedział zaś, że analizuje każde jego słowo.
- O, idzie nasze zamówienie - uśmiechnął się do kelnerki - Strasznie zgłodniałem.
Lena cicho przysunęła krzesło i usiadła przy łóżku przyjaciółki. Była przerażona tym, co zobaczyła. Soni twarz była opuchnięta, a wokół oczu widniały bordowo - żółte sińce. Zresztą i ręce miały podobne barwy. Lena rozpłakała się. Sonia powoli otworzyła oczy na tyle, na ile to możliwe i odwróciła twarz w stronę Leny.
- Lena... - wyszeptała.
- Tak, słonko? Jak się czujesz?
- Bywało lepiej - usiłowała żartować i uśmiechnąć się, ale opuchlizna twarzy skutecznie jej to uniemożliwiała.
- Może chcesz kogoś powiadomić? Może zadzwonię do twoich rodziców? - zapytała Lena, a Sonia ożywiła się.
- Nie! Nie chcę, żeby wiedzieli!
- Może jednak powinni wiedzieć? Jak zadzwonią, to co im powiem?
- Jak się do mnie nie będą mogli

30




dodzwonić, to zadzwonią do Igor, a on już z pewnością coś wymyśli. Najwyżej ustalcie wspólną wersję - powiedziała smutno, gdyż było to kolejne kłamstwo. Przez chwilę zapanowała cisza, po której Sonia powiedziała, jakby chcąc ulżyć swojemu cierpieniu. Nie fizycznemu, ale temu duchowemu.
- Jechałam tam z nadzieją... Tak bardzo pragnęłam pocieszenia...
- Gdzie?
- Do Siergieja. Tak bardzo chciałam, by wziął mnie w ramiona i zwyczajnie przytulił, zapewnił, że wszystko się jakoś ułoży, że będzie dobrze. Przy nim zawsze czuję się taka spokojna i bezpieczna. Nie spodziewałam się zastać tam Niny...
- Może ona tylko do niego wpadła? Może nie mieszkają...
- Mieszkają. Gdybyś ją widziała... Była taka pewna siebie. Nazwała mnie przybłędą i kazała się wynosić.
- Szmata jedna! - Lena nie potrafiła zapanować nad językiem po takim określeniu Soni przez Ninę.
- Nie mów tak. Wiesz, będą mieli dziecko. Powiedziała, że to się stało wtedy, po gali i że Siergiej pozbył się mnie tak szybko, bo czekał na nią.
- Może z tą ciążą to ściema? - zapytała Lena podejrzliwie.
- Nie, ona to miała wypisane na twarzy.
- To co teraz

31




zrobisz? Wrócisz do Polski? Czy dasz szansę Igorowi i wrócisz do domu?
- Lena, ja nie mam domu.
- Jak nie masz, a... - zaczęła ale urwała w pół słowa. Uświadomiła sobie, że w pewnym stopniu Sonia ma rację. Mieszkanie Leny nie było jej domem. Podobnie jak to kupione przez Igora. Nachyliła się nad przyjaciółką, pocałowała w czoło i powiedziała:
- Słoneczko, mój dom jest twoim domem, wiesz o tym.
- I co? Będę u ciebie mieszkała? Za darmo? Bo jak widzisz, jeśli podejmę pracę, Igor sprawi, że mnie zwolnią.
- Soniu, ja myślę że on żałuje - Lena nie chciała mówić przyjaciółce o groźbach Czukowa i dokładać jej stresu.
- A ja nie Ja myślę, że nie żałuje i że drugi raz postąpiłby tak samo.
- Ale on się po prostu o ciebie martwi. Nie chce, żeby ci się coś złego przytrafiło.
- Tak? Równie dobrze może mnie samochód na pasach rozjechać. I co, zamknie mnie w domu? Chyba tak najchętniej by postąpił.
Lena westchnęła. Wiedziała, że Sonia ma wiele racji.
- Soniu, ja sie będę zbierać. Jutro do ciebie przyjdę. Odpoczywaj. Potrzebujesz czegoś?
- Przepraszam, że cię obarczam swoimi problemami, ale wygląda na to, że tylko ty

32




chcesz mnie słuchać - usiłowała być zabawna - Zdrzemnę się, dali mi coś na sen, bo nie mogę zasnąć.
- Mów, co chcesz. Zawsze cię wysłucham - pocałowała Sonię w czoło - Wyśpij się, pa!
Sonia nie czuła się dobrze. Mimo, że dostawała środki przeciwbólowe, do pozbycia się bólu całkowicie była daleka droga. Zastanawiała się czy powinna poinformować rodziców o wypadku, jednak doszła do wniosku, że to nie ma sensu. Będą się denerwowali, a na odległość i tak nic nie pomogą.
- Ty już po pracy? - zapytała Lena mijając Igora w drzwiach szpitala - I jak spotkanie z Wołkowem?
- Bardzo dobrze. Czukow się nie wywinie - odparł, a na jego twarzy dostrzegła satysfakcję.
- Sonia teraz odpoczywa. Daj jej się wyspać.
- Ok, idź już.
Kiedy się pożegnali, Igor wszedł cicho do sali, w której leżała. Spała. Przysunął krzesło i usiadł. Wpatrywał się w jej poranioną twarz Soni, a i tak wydawała mu się najpiękniejszą kobietą na świecie. Zastanawiał się nad tym, co powiedziała. Analizował każde słowo. Czy naprawdę chce go opuścić? Co zrobi? Czy wróci do Polski, a może... - poczuł ukłucie w sercu na myśl, że mogłaby

33




związać się z Siergiejem. Przypomniał sobie, że to od niego wracała nocą. Igora zabolało, że właśnie u Siergieja szukała oparcia i to jemu chciała się wypłakać w przysłowiowy rękaw. Dlaczego nie zwróciła się do kogokolwiek innego, tylko do niego? Wiedział, że zawiódł. Wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer.
- Dzień dobry, mówi Szołow.
- Dzień dobry - powiedział Siergiej - Czemu zawdzięczam pana telefon?
- Czy jest pan może w Petersburgu?
- Niestety nie. Jestem u siebie w domu.
- Chciałbym, żeby pan przyjechał do Petersburga. Konkretnie szpitala...
- Coś się stało? Coś z Sonią? - przerwał mu Siergiej zanim zdążył dokończyć.
- Tak, chodzi o Sonię?
- Coś jej się stało? - Siergiej nawet nie próbował kryć niepokoju w głosie. Nawet Igor to zauważył - Może mi pan powiedzieć coś więcej?
- Nie. Dowie się pan wszystkiego na miejscu - wycedził Igor.
Siergiej wiedział, że prośby nie zrobią na Igorze większego wrażenia, a najwyżej dadzą satysfakcję.
- Dobrze - powiedział spokojnie - Postaram się przybyć jak najszybciej.
- Dobrze. Czekam - Igor zakończył rozmowę nim Siergiej zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Kto

34




dzwonił? - zapytała Nina schodząc po schodach. Siergiej nawet na nią nie spojrzał.
- Nieważne. Jadę do Petersburga - sięgnął po leżące na stole kluczyki do auta - Nie czekaj na mnie z kolacją.
- Czemu tak nagle? Co się stało? Kto dzwonił? - zarzuciła go gradem pytań.
- Nieważne, rozumiesz?! - podniósł głos. Rzucił jej spojrzenie pełne irytacji. Patrzyła jak wsiada i wciska pedał gazu wzniecając tumany kurzu. Trasę do Petersburga Siergiej pokonał w rekordowo krótkim czasie. Już przy wejściu czekał na niego Igor.
- Gdzie ona jest? - Siergiej przeszedł od razu do konkretów.
- Proszę za mną - Igor odwrócił się i zaprowadził Siergieja pod drzwi sali, w której leżała Sonia. Spojrzał mu w oczy, po czym pchnął drzwi. Oczom Siergieja ukazał się przerażający widok. Podszedł do łóżka i wpatrywał się zszokowany w twarz śpiącej Soni. Nie był w stanie wykrztusić słowa. Igor szedł za nim jak cień.
- Patrz - wycedził przez zaciśnięte zęby - To twoja wina, od ciebie wracała.
Siergiej nie zwrócił uwagi na jego słowa. Wyciągnął dłoń, by pogładzić Sonię po głowie, ale powstrzymała go ręka Igora.
- Nawet nie próbuj. Co

35




ona u ciebie usłyszała? Co jej powiedziałeś?
Siergiej spojrzał na niego zdezorientowany.
- Ale Soni u mnie nie było. Przysięgam.
- Łżesz jak pies! Powiedziała, że od ciebie wracała. Nie skłamałaby w takiej sprawie.
- Nie zarzucaj mi kłamstwa - Siergiej wyprostował się i spojrzał w oczy Igorowi - Rozumiem twój ból i złość, ale to nie daje ci prawa zarzucać mi, że nie pamiętam kto odwiedził mój dom... - chciał coś jeszcze dodać, ale przypomniał sobie Ninę zamykającą drzwi.
- Kiedy do tego doszło? - zapytał rzeczowo.
- Wczoraj wieczorem. Jej auto wypadło z drogi na zakręcie. Powiedziała, że wracała od ciebie. Droga, na której się to stało prowadzi do twojego domu. Co teraz powiesz? Zaprzeczysz?
Siergiej nic nie odpowiedział. Już wiedział, że Sonia rozmawiała z Niną. Nie znał treści tej rozmowy, ale wiedział, że wypadek był prawdopodobnie jej wynikiem. Tego jednak Igorowi nie powiedział. Poczuł wyrzuty sumienia i wściekłość na Ninę, która niemal doprowadziła do jeszcze większej tragedii. Nachylił się nad Sonią. Miał ochotę ją teraz przytulić. Ponownie wyciągnął rękę w jej kierunku. Igor chciał go

36




powstrzymać, jednak poczuł na przegubie swojej dłoni mocny uścisk ręki Siergieja. Wymienili spojrzenia.
- Moja cierpliwość ma swoje granice - powiedział spokojnie Siergiej - Zapewniam cię, że nie chcesz ich przekroczyć. I przypominam, że to ty mnie tu ściągnąłeś.
Chwile się na siebie wpatrywali. Stali nad łóżkiem kobiety, która była bardzo ważna dla nich obu. Chcieli, aby jak najszybciej wyzdrowiała i zapomniała o tym, co przeszła. Ale tylko jeden z nich zdawał sobie sprawę, że tak się nie stanie. Igor wiedział, że straty dziecka nie zapomni żadna kobieta. To było też jego dziecko. Za to, co ich spotkało, obwiniał Siergieja.
Kiedy wyszli z sali, Siergiej zapytał:
- Jakie ma obrażenia? Co mówią lekarze?
- Nieważne - burknął Igor - Nie twoja sprawa.
- Gdyby to nie była moja sprawa, nie byłoby mnie tutaj.
Igor w duchu przyznał mu rację.
- Wyjdzie z tego. Miała wiele szczęścia. Nie jest połamana, kręgosłup cały - odparł zdawkowo.
- Przykro mi - Siergiej tylko tyle w tej chwili był w stanie powiedzieć.
- Wyjdźmy - powiedział Igor i nie czekając wyszedł z sali. Kiedy znaleźli się na korytarzu wykrzyczał Siergiejowi w

37




twarz:
- Przykro ci?! Naprawdę?! Co jej powiedziałeś, że była w takim stanie?! Co tam się wydarzyło?! - Igorowi chciał dowiedzieć się, bardziej co mówiła Sonia, niż to, co Siergiej - Sonia jest bardzo dobrym kierowcą i bez powodu nie wypadłaby z zakrętu przy oblodzonej jezdni, a tu pogoda była idealna! Co się u ciebie wydarzyło?!
- Nie wiem. Ze mną nie rozmawiała - odparł krótko Siergiej. Nie wiedział po prostu, co powiedzieć. Nie miał pojęcia, co powiedziała Nina, ale prawdopodobnie nie było to nic przyjemnego. Wzburzenie Igora uniemożliwiało rozsądną dyskusję. Teraz chciał jak najszybciej skonfrontować wersję z Niną, chciał poznać prawdę.
- Będę się zbierał - powiedział do Igora.
- Idź i więcej tu nie wracaj. Mam nadzieję, że zapłacisz za to, co jej zrobiłeś.
Siergiej nawet nie skomentował jego słów, tylko odwrócił się i poszedł na parking.
Drogę do domu pokonał równie szybko. Kiedy tylko przekroczył próg, wrzasnął:
- Nina!
Zbiegła przerażona na dół.
- Boże, co się stało? Czemu tak krzyczysz?
Podszedł, złapał Ninę za podbródek i uniósł, po czym mocno ścisnął. Na jej twarzy zobaczył grymas

38




bólu. Próbowała się wyrwać, ale na próżno.
- Coś ty jej powiedziała? - zapytał szeptem, ale wiedziała, że jest wściekły, a taki rzadko bywał. Ostatni raz widziała go w takim stanie w dniu, kiedy nakrył ją z kochankiem w łóżku.
- Komu? - zapytała usiłując się wyswobodzić z żelaznego uścisku.
- Soni. Przyznaj się, była tu. Rozmawiałaś z nią.
Nina zrozumiała, że jakimś cudem Siergiej dowiedział się o wizycie Soni.
- Tak! - krzyknęła kiedy wreszcie udało jej się wyrwać. Rozmasowała obolały podbródek - Była! Rozmawiałam z tą małą dziwką. I co z tego?!
Siergiej stanął jak wryty. Spojrzał na Ninę z niedowierzaniem.
- Jak ty ją nazwałaś? - zapytał szeptem. Wyczuła, że przesadziła.
- Prawdę tej dziewczynie powiedziałam! Że jestem w ciąży i będziemy mieli dziecko!
- To daleko naciągana prawda! - krzyknął - Ta dziewczyna leży teraz w szpitalu! Mało śmiercią nie przypłaciła rozmowy z tobą!
- Jak to? - Nina przez chwilę wydawała się być zaskoczoną, ale po chwili odzyskała rezon - A co, tak ją ta wiadomość zszokowała? Zawał?
Tego było dla Siergieja za wiele. Złapał Ninę za rękę, zaciągnął na

39




piętro, wepchnął siłą do pokoju, zamknął drzwi i przekręcił klucz, który schował do kieszeni.
- Wypuść mnie! - zaczęła krzyczeć i walić pięściami w drzwi.
- Możesz krzyczeć i walić w drzwi. Sąsiadom zapewne przeszkadzać nie będzie, a ja trochę odetchnę! - rzucił schodząc na dół. Usiadł przy stole w kuchni, ukrył twarz w dłoniach. Potrzebował chwili ciszy i spokoju na pozbieranie myśli. Tyle się wydarzyło w tak krótkim czasie. Po pewnym czasie krzyki Niny ustały. Najwyraźniej poszła spać. On też wziął szybki prysznic i położył się na kanapie w salonie, przykrył kocem i szybko zasnął. Było już jasno, kiedy otworzył oczy. Chwilę nasłuchiwał. Panowała kompletna cisza, najwyraźniej Nina jeszcze spała. Postanowił się upewnić. Cicho otworzył drzwi. O dziwo, nie spała, siedziała z obrażoną miną na łóżku.
- Skoro mam tu jeszcze siedzieć jakieś pół roku, to rozumiem, że śniadanie będziesz mi przynosił do łóżka?
- Ciąża to nie choroba, sama sobie poradzisz. Ja muszę zrobić parę rzeczy przy samochodzie, więc zorganizuj sobie jakoś dzień.
Nic nie odpowiedziała. Ostentacyjnie odwróciła się do niego

40




plecami, nie zrobiło to jednak na Siergieju większego wrażenia. Wyszedł przed dom, otworzył maskę swojego UAZ - a, wziął narzędzia i zabrał się do pracy. Po niecałej godzinie pod jego dom zajechał tak dobrze znany czarny Mercedes. Siergiej podniósł się znad maski, wytarł szmatą brudne ręce i wziął ze skrzynki wielki klucz francuski. Czukow i jego dwóch ochraniarzy wysiedli z auta.
- Czego tu szukacie?
- Ja tym razem do Niny - uśmiechnął się - Bo słyszałem, że jest w ciąży i bawicie się w rodzinę.
- Czego od niej chcesz?
- Zawołaj ją, to ci powiem, bo to czego od niej chcę, dotyczy i ciebie?
- Nie sądzę, żeby cokolwiek nas łączyło. Nina u mnie mieszka bo spodziewa się mojego dziecka.
- Zawołaj ją, bo widzę, że żyjesz w nieświadomości.
Słowa Czukowa dały jednak Siergiejowi do myślenia. Poczuł niepokój.
- Nina! - krzyknął - Chodź tu!
Nina nieufnie otworzyła drzwi i wyszła na taras.
- Czego znowu chcesz? Zamierzasz nadal się na mnie wydzierać? - zapytała, jednak gdy zobaczyła Czukowa, poczuła napięcie.
- Chyba macie do pogadania - powiedział Siergiej wskazując na Czukowa.
- Ninoczka! - Czukow uśmiechnął się i

41




rozłożył ręce jakby chciał ją serdecznie uścisnąć. Zrobiła krok w tył.
- Czego chcesz? - zapytała nieufnie.
- Moja droga, chciałem powitać matkę, być może mojego dziecka.
- Co ty bredzisz? Jakiego twojego? To dziecko Siergieja! - usiłowała być twarda, ale przeczuwała już zbliżające się kłopoty.
- Nie za dużo sobie pozwalasz? - zapytał Siergiej.
Czukow jednak wydawał się pewny i niezrażony.
- Nina powiedziała, że zmajstrowałeś jej dzieciaka po gali, prawda?
Siergiej spojrzał na Ninę. Najwidoczniej kontaktowała się z Czukowem i sama poinformowała go o ciąży. Ta szczerość mu się nie spodobała. Co prawda było mu wstyd za tą chwilę słabości, w wyniku której Nina zaszła w ciążę, ale nie zamierzał się uchylać od odpowiedzialności.
- Tak, ale to nie twoja sprawa.
- Otóż widzisz Sierjoża, być może bardziej moja niż ci się wydaje.
Nina już wiedziała do czego zmierza Czukow. Pojęła jak wielkim błędem była szczerość wobec Czukowa. Czuła gromadzące się nad nią czarne chmury nie zwiastujące niczego dobrego. Zrozumiała, że ojcostwo Czukowa jest równie prawdopodobne.
- Wynoś się stąd! - rzuciła - Chodź

42




Sierjoża - złapała Siergieja za rękę - Nie ma sensu z nim rozmawiać.
To była bardzo ryzykowna gra. Czukow nie był przyzwyczajony do takiego traktowania, ale ona miała za dużo do stracenia. Nie mogła pokazać, że się waha. Siergiej wyrwał rękę z jej uścisku.
- Poczekaj - spojrzał na Czukowa - Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ano to, że Nina kilka dni wcześniej była równie miła dla mnie i że równie dobrze może to być moje dziecko - na jego twarzy zagościł triumfalny uśmiech.
- Łżesz! - krzyknął Siergiej.
- Tak? - spytał niezrażony Czukow - Spójrz na nią - wskazał na Ninę - No, Ninoczka, może powiesz mu prawdę?
Nina była wściekła. Czuła jak jej misternie tkana sieć właśnie rozpada się na kawałki.
- Będę matką i to ja najlepiej wiem czyje to dziecko! - grała już bardziej na zwłokę, niż parła ku zwycięstwu - Jego ojcem jest Siergiej! - powiedziała próbując zachować niezłomny ton, podczas gdy tak naprawdę przeczuwała, że wszystko stracone.
Cierpliwość Czukowa się wyczerpała. Nie miał ochoty na dalsze gierki słowne.
- Koniec zabawy - powiedział - Minął jedenasty tydzień. Można zrobić badania DNA

43




jednoznacznie wskazujące ojca. Umówiłem cię na nie. Wtedy nie będzie wątpliwości.
Siergiej spojrzał z niedowierzaniem na Ninę.
- Nina, zrobiłaś to? Poszłaś z nim do łóżka? - nie mógł uwierzyć, że znowu go tak perfidnie oszukała. A on naiwnie znowu jej uwierzył.
Jednak jej sytuacja była teraz nie do pozazdroszczenia. Nie wytrzymała.
- Tak! - ryknęła Siergiejowi w twarz - Spałam z nim! Zadowolony?! Teraz możesz sobie iść do tej małej gówniary!
Siergiej był zszokowany jej zachowaniem.
- Wsiadaj do auta, Nina! - powiedział Czukow. Zacisnęła zęby.
- Nigdzie z tobą nie pojadę! To dziecko Siergieja! Tracisz czas, na żadne badania się nie zgodzę!
- Owszem, zgodzisz się - powiedział Czukow i spojrzał znacząco na swoich towarzyszy. Jeden z nich ruszył w kierunku Niny, jednak Siergiej zastąpił mu drogę i wyszeptał:
- Wasyl, nawet nie próbuj. To moja ziemia - spojrzał na Ninę. Na jej twarzy nie dostrzegł śladu poczucia winy czy zwyczajnie wstydu. Chwilę się zastanawiał.
- Zrobisz te badania, Nina - powiedział po namyśle - Tobie nie można ufać.
- No - Czukow klasnął w dłonie - Idź i zabierz najpotrzebniejsze rzeczy. Zawiozę

44




cię na badanie. Do otrzymania wyników zostaniesz u mnie.
- Czukow, jeśli... - zaczął Siergiej.
- Nie martw się - uspokoił go Czukow - Nie będę wychowywał cudzego bachora, nawet jeśli jest synem takiego ojca. Jak dostanę wyniki, dam ci znać - spojrzał na Ninę bez cienia współczucia - Masz kwadrans.
Nie miała wyjścia. Wróciła do domu, spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy do niewielkiej walizki, ubrała się i wyszła przed dom. Posłusznie poszła w kierunku auta Czukowa. Już miała wsiąść, kiedy zatrzymała się i spojrzała na Czukowa i Siergieja.
- Nienawidzę was! - krzyknęła i rozpłakała się. Wiedziała, że jej beztroskie życie właśnie dobiegło końca i uratować ją może jedynie ojcostwo Siergieja. Przez najbliższe dni będzie modliła się tylko o to. Nigdy co prawda nie była zbyt religijna, ale pomyślała, że chcąc ją nawrócić do swojego stada owieczek, Bóg wysłucha jej modlitw i zechce się ukazać w ich spełnieniu.
Igor wyszedł z kancelarii. Był wykończony po całym dniu pracy. Ostatni czas obfitował w tak wiele wydarzeń, że czuł permanentne zmęczenie. Niedługo sprawa Czukowa. Irina z pewnością użyje

45




nagrania, a sędzia nie zaryzykuje ujawnienia skandalu sprzed lat. A co jeśli jednak wszystko zawiedzie i Czukow jakimś cudem się wywinie? Igora przeszły ciarki na sama myśl o tym. Zdawał sobie sprawę z zagrożenia jakie to za sobą niesie. Rozpatrywał nawet opcję przeprowadzki do Polski, razem z Sonią. Odpędził od siebie czarne myśli. Planował pojechać do szpitala, więc nie mógł wyglądać na załamanego. Musiał być wsparciem dla Soni i umacniać w niej chęć powrotu do zdrowia. Po drodze, jak zawsze, kupił kwiaty - spory bukiet frezji. Bardzo je lubiła. Stanął przed drzwiami, poprawił marynarkę, z uśmiechem wszedł do sali.
- Dzień dobry kochanie - pocałował Sonię w policzek - To dla ciebie - wskazał na kwiaty. Jednak Sonia nie odezwała się ani słowem. Nawet na niego nie spojrzała. Nie spodziewał się wylewnego powitania ale znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć że coś się wydarzyło. Przysunął bliżej krzesło, usiadł, wziął jej zimną rękę w swoje dłonie i czule ucałował.
- Coś się stało? - zapytał widząc, że wzrok Soni wciąż błądzi gdzieś po suficie.
- Zabierz mnie stąd - jej szept był ledwo słyszalny - Zabierz

46




mnie do innego szpitala.
- Ale dlaczego? - nie krył zaskoczenia - Co ci się tu nie podoba? To naprawdę bardzo dobry szpital.
- Nieprawda! - gwałtownie zaprzeczyła i spojrzała z wyrzutem na Igora. Dostrzegł w jej oczach łzy i poczuł niepokój - Tu jest niekompetentny personel!
- Ale skarbie dlaczego tak uważasz?
- Oni... - zaczęła, a po jej policzkach popłynęły łzy - Oni mówią, że byłam w ciąży.
Igor zamarł. Wyraźnie prosił, by jej tego nie mówiono. Jeszcze nie teraz. Poczuł wściekłość, ale nie dał tego po sobie poznać. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Po przepracowaniu i zmęczeniu nie pozostał najmniejszy ślad. Pogłaskał Sonię po głowie dając sobie czas by jak najlepiej przygotować się na to, co się za chwilę stanie. Wiedział, że już tego nie odsunie w czasie.
- Przecież to nieprawda - prawie płakała - Przecież ja bym dziecka nie straciła - nie odrywała wzroku od sufitu - To podłe kłamstwo! Ja nie byłam w ciąży!
- Ciii... - zbliżył usta do jej czoła i delikatnie pocałował. Spojrzała na niego pytającym i przerażonym wzrokiem.
- Nie byłam, prawda? - zapytała cicho oczekując odpowiedzi. W jej

47




pięknych oczach zobaczył ból, cierpienie i nadzieję. Wiedział, że za chwilę to właśnie on zabije te nadzieje, a jej wbije nóż w serce. Nie mógł jednak nic zrobić, oprócz powiedzenia jej prawdy.
- Niestety skarbie - wyszeptał i objął Sonię czule - Byłaś...
Sonia zerwała się z łóżka, zawyła jak zranione zwierze. Wyrwała z ręki wenflon. Igor złapał ją i mocno przytulił do siebie.
- Nieprawda! - chciała się wyrwać ale był silniejszy - Nie byłam w żadnej ciąży! Wam się wszystkim zdaje! Okłamujecie mnie! Ja bym nie straciła swojego dziecka!
- Soniu - powiedział spokojnym i czułym tonem chcąc ją uspokoić - To był wypadek, to nie twoja wina.
Do sali wbiegła zdezorientowana pielęgniarka, zaalarmowana krzykami. Igor spojrzał na nią z wściekłością.
- Niech jej pani da coś na uspokojenie! - wycedził, a kobieta zniknęła za drzwiami, by po chwili powrócić ze strzykawką.
- Niech jej pan przytrzyma rękę - powiedziała do Igora, który jedną ręką przycisnął Sonię do siebie, drugą przytrzymał przegub jej dłoni, by pielęgniarka mogła zrobić zastrzyk.
- Gotowe - powiedziała przecierając wacikiem ślad po ukłuciu.
-

48




Proszę wyjść! - zażądał od kobiety, a ona bez słowa opuściła salę. Po krótkim czasie poczuł, że Sonia opada z sił. Nadal płakała, ale już nie wyrywała się i nie krzyczała. Nie protestowała, kiedy położył ją delikatnie na łóżku.
- Zaraz do ciebie wrócę - powiedział i pocałował ją w czoło. Kiedy tylko wyszedł z sali, wyraz jego twarzy uległ diametralnej zmianie. Wpadł do dyżurki pielęgniarek jak huragan i wrzasnął:
- Co za kurwa powiedziała jej o ciąży?!
Jego krzyk usłyszał lekarz idący korytarzem. Wszedł do dyżurki i zamknął za sobą drzwi.
- To nie ma już teraz znaczenia. Pielęgniarka, która jej powiedziała, chciała dobrze. Pracuje tu od roku, wczoraj wróciła z urlopu i nie wiedziała nic o pana prośbie. To, że ja pan teraz zwymyśla niczego już nie zmieni.
- Więc to pielęgniarka? - rozejrzał się po personelu - Która z was?
Jego wzrok zatrzymał się na stojącej w kącie, ze łzami w oczach, młodej dziewczynie. Domyślił się, że to ona. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, doskoczył do dziewczyny, złapał za klapy fartucha i wrzasnął prosto w twarz:
- Powinienem cię za to zabić! - dziewczyna nie

49




wytrzymała i wybuchnęła głośnym płaczem.
- Ja naprawdę nie chciałam. Nie wiedziałam, że pana narzeczona o niczym nie wie, przepraszam... - łkała. Lekarz niemal siłą odciągnął Igora na bok.
- Proszę stąd natychmiast wyjść!- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu - Ani pana pozycja, ani przeżycia nie tłumaczą takiego zachowania! Proszę wyjść!
Igor wiedział, że przeholował ale nie zamierzał przepraszać. Rozejrzał się jeszcze raz po wszystkich.
- Gdybym wiedział, że ją to pocieszy, puściłbym ten szpital z torbami.
- Ale wie pan doskonale, że jest to ostatnia rzecz jaka pocieszyłaby pana narzeczoną po stracie dziecka.
Igor nic nie odpowiedział, obrócił się na pięcie i wyszedł.
Los Niny, sprawczyni nieszczęść Soni, też był nie do pozazdroszczenia. Kiedy dojechali do domu Czukowa, została zaprowadzona do obszernego, luksusowo wyposażonego pokoju z łazienką i po prostu ją tam zamknięto. Bez słowa wyjaśnień i tłumaczenia. Rozejrzała się wokół. Pośrodku stało duże łóżko przykryte narzutą w kolorze mięty, światło wpadało przez dwa obszerne okna. Na ścianie wisiał telewizor, pod którym stała szafka ze

50




sprzętem grającym i płytami. Najwyraźniej Czukow był przygotowany na taki obrót spraw i wszystko szło po jego myśli. Podeszła do białej szafy i rozsunęła drzwi. Znajdowało się tam kilka sukienek i innych ubrań w jej rozmiarze. Wysunęła niechętnie jedną z szuflad i zaczęła przeglądać bieliznę. Skrzywiła się z obrzydzeniem.
- Ty gnoju - powiedziała do siebie - Zaplanowałeś wszystko...
Podeszła do okna i spojrzała na podjazd pod domem, gdzie goryle Czukowa myli auta. Nagle usłyszała przekręcanie klucza w zamku. Odwróciła się. W drzwiach stanął Czukow. Na jego twarzy próżno było szukać uśmiechu czy owej dobroduszności, którą widziała gdy przyjechał po nią do Siergieja. Spojrzała na niego nieufnie. Usiadł na łóżku.
- Chodź tutaj - powiedział rozkazującym tonem. Wiedziała, że opór i tak nie miałby sensu. Ostrożnie usiadła obok niego. Chwilę się jej przyglądał, po czym złapał za włosy, przyciągnął jej twarz do swojej i powiedział:
- Słuchaj, latawico jedna - wysyczał - Za długo obchodziłem się z tobą jak z jajkiem. Matki się nie wybiera. Jeśli dziecko jest moje, spędzisz tu najbliższe pół roku, a potem

51




won!
- A co z dzieckiem? - rozpłakała się.
- W życiu nie uwierzę, że ci na nim chociaż trochę zależy. Każda byłaby lepszą matką od ciebie. Znam cię doskonale. A już na pewno lepiej, niż głupi Orłow. Za godzinę obiad. Przygotuj się. Musisz się zdrowo odżywiać - wstał, poprawił marynarkę i wyszedł.
Siergiej naprawił auto i usiadł na schodach. Był zły. Nina znowu go oszukała. Była na tyle nieostrożna, by oszukać także Czukowa, a to było niebezpieczne posunięcie. Zastanawiał się, na ile to co zrobiła, było grą, a na ile przypadkiem. Tak się cieszył z perspektywy bycia ojcem, nawet pomimo tego, że matką miałaby być Nina. Miałby wreszcie kogoś bliskiego, związanego z nim więzami krwi. Jego rodzina - matka i siostra - mieszkały daleko, na północy Rosji i rzadko go odwiedzały. Wziął siekierę i z całej siły uderzył w duży kawał drewna, który rozpadł się na wiele kawałków.
Irina zamknęła szarą teczkę i uśmiechnęła się do siebie. Niedługo odbędzie się decydująca rozprawa mordercy jej męża. Przedstawiła nagranie, widziała jak spanikowany był Czukow i Magorski. Czukow zresztą nadal wierzył, że Igor nie

52




dopuści do jego skazania. A i sędzia nie miał wesołej miny. Wiedziała, że nagranie otrzymane od Igora, stanowiło potężny atut w jej rękach. Co prawda ostatnio funkcjonowała właściwie tylko dzięki lekom uspokajającym i nasennym, ale była dobrej myśli. Chciała zemsty. Chciała, by Czukow cierpiał tak, jak cierpiała ona. Może jeszcze jakoś pogodziłaby się ze śmiercią męża, ale straty dziecka nie mogła i nie chciała wybaczyć.
Za oknem świeciło piękne, majowe słońce, ale Soni to zupełnie nie cieszyło. Nie umiała się już uśmiechać. Nie zależało jej już na nikim i niczym. Najwięcej trudu sprawiały rozmowy z rodzicami. Musiała udawać promienną i radosną, podczas gdy tak naprawdę chciało jej się wyć. Nie lubiła wizyt Leny i Igora, chociaż im tego nie powiedziała. Przypominali jej o przeżytym dramacie. Igor starał się być silny w obecności Soni, ale ona odbierała to zupełnie inaczej. Uważała, że widocznie on aż tak tego nie przeżywa jak ona, że być może nie cieszyłby się z dziecka tak, jak zawsze deklarował. Zobojętniała na cały świat. Doszły już ją słuchy o awanturze, którą Igor zrobił pielęgniarkom.

53




Miała też żal do Siergieja, że nie wyszedł do niej i nie obronił się chociaż jednym słowem. Czuła się ofiarą rozgrywek otaczających ją osób. Zaczynało ją to wszystko przerastać. Sonia pragnęła odciąć się od świata. Nie chciała nikogo oglądać, niechętnie wdawała się z kimkolwiek w dyskusję, jej odpowiedzi były krótkie i zdawkowe. Nie bardzo wiedziała co dalej zrobić ze swoim życiem. Wydawało jej się, że stoi na rozstaju życiowych dróg, ale nie ma ochoty iść dokądkolwiek. Zaczęła rozważać powrót do Polski, do rodziców. Na pewno za nią tęsknili. Chciała, żeby ją ktoś przytulił i powiedział, że wszystko się ułoży, że będzie jeszcze dobrze i żeby byli to rodzice. Sięgnęła do szuflady szafki stojącej przy łóżku w poszukiwaniu telefonu, ale go nie znalazła. Domyśliła się, że zabrał go Igor. Gdzie by się nie ruszyła i czego by nie zrobiła, on był wszędzie, osaczał ją. Podczas ostatniej rozmowy z lekarzem dowiedziała się, że ma złe wyniki i przytrzymają ją jeszcze w szpitalu. Nawet się z tego ucieszyła. Nie wiedziała, co by miała robić w pustym domu. Zresztą nie miała pomysłu, gdzie ma teraz

54




wrócić. Do Leny czy do Igora?
Witalij Czukow siedział w fotelu i oglądał ze wszystkich stron sporą kopertę, na której widniała pieczątka szpitala. Były to wyniki zleconych badań DNA. Było pięćdziesiąt procent szans, że ojcem jest on.
- Nadia! - zawołał na gosposię. Po chwili do pokoju weszła starsza kobieta w wieku około sześćdziesięciu lat, która prowadziła mu dom - Nadia powiedz chłopakom, że jedziemy. I pani Nina też niech się zbiera.
- Dobrze, już idę - powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Tymczasem Siergiej właśnie wrócił z Petersburga. Był zmęczony i chciało mu się spać. Marzył o gorącej kąpieli i miękkim łóżku. Otworzył klapę bagażnika i wyjął torbę, kiedy zobaczył nadjeżdżający samochód Czukowa. Bez problemu go rozpoznał.
- Witaj, Sierjoża - powiedział Czukow wysiadając z auta - Dzisiaj to dostałem - pomachał kopertą. Była nieotwarta - Chciałem to otworzyć przy tobie, żeby nie było wątpliwości.
Z auta wysiadła Nina. Spojrzała na Siergieja. W jej oczach próżno było szukać tej buty i pewności siebie, którą miała gdy opuszczała dom Siergieja. Była blada i smutna, cień dawnej Niny.

55




Zrobiło mu się jej żal. Wyrządziła mnóstwo krzywdy, nie tylko jemu, ale teraz jej po prostu żałował. Siergiej domyślił się, że Czukow ją złamał. Nawet wolał nie myśleć jakimi sposobami to osiągnął. W tej chwili Siergiej chciał, by to było jego dziecko. Byłoby to błogosławieństwem także dla Niny.
- Proszę, jesteśmy w komplecie - powiedział Czukow i rozerwał kopertę. Przejrzał pobieżnie dokumenty i podał je Siergiejowi. Ten, z wypiekami na twarzy, czytał uważnie każdy wers. Powoli, z grobową miną, spojrzał na Ninę. Wiedziała już. Ukryła twarz w dłoniach, rozpłakała się i opadła na ziemię.
- No, Sierjoża - powiedział Czukow z uśmiechem - Do bycia ojcem najwyraźniej musisz sobie jeszcze poczekać - spojrzał bez cienia współczucia na płaczącą Ninę - Do auta! - rozkazał, a ona bez słowa wykonała polecenie.
- Czukow - powiedział Siergiej zanim ten zniknął za przyciemnianymi szybami Mercedesa - Traktu ją dobrze. Wiem, jaka była, ale teraz to matka twojego dziecka. Nie rób jej krzywdy.
- Matka? - Czukow roześmiał się w głos - Ty naprawdę uważasz, że Nina byłaby dobrą matką?
- Daj jej szansę.
- Oj, naiwny

56




jesteś - rzucił Czukow, wsiadł do auta i wszyscy odjechali. Siergiej patrzył jak samochód Czukowa znika w oddali. Był przybity. Tak bardzo liczył, że dziecko które nosi Nina, jest jego. Zdawał sobie sprawę, jakim piekłem dla niej będzie najbliższe kilka miesięcy.
Tymczasem kiedy Nina i Czukow wrócili do domu, zaprowadził ją prosto do obszernego salonu. Podał jakieś dokumenty i długopis.
- Podpisuj to - rozkazał.
- Co to jest? - zapytała i zaczęła przeglądać kolejno kartki.
- Zrzeczenie się praw do dziecka - poinformował ją. Nina spojrzała na niego z przerażeniem w oczach.
- Nie zrobisz tego - w jej oczach zobaczył łzy. Próżno jednak Nina oczekiwała zrozumienia czy litości.
- Podpisuj! - wrzasnął.
Nina poczuła, że musi się przeciwstawić. Ostatnimi czasy coraz częściej myślała o tym dziecku. O dziwo, coraz czulej. Przestała postrzegać ciążę jako coś uciążliwego. Nie przeszkadzały jej poranne nudności, wahania nastroju. Zaczynała kochać to życie, które nosiła pod sercem, bez względu, który z nich byłby jego ojcem.
- Nie podpiszę! - zadecydowała i postawiła wszystko na jedną kartę. Zdawała sobie sprawę, jak

57




tym posunięciem rozwścieczy Czukowa - Nie wyprę się swojego dziecka!
- Ty szmato! - złapał ją za włosy i przyciągnął jej twarz do swojej - Pasy z ciebie każę drzeć jak tego nie podpiszesz. Więc bierz ten pierdolony długopis i podpisuj!
- Nie! - krzyknęła ze łzami w oczach - Nie zmusisz mnie!
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Ty naprawdę straciłaś resztki rozumu - powiedział spokojnie i z całej siły uderzył Ninę w twarz. Spadła z fotela i upadła na podłogę. Gdy tylko się podniosła, spadło na nią następne uderzenie i kolejne. Straciła siły.
- Błagam, nie pozbawiaj mnie praw do dziecka. Zrobię, co zechcesz ale nie zabieraj mi go. Nie zabieraj mi cząstki serca.
Czukow jednak pozostał na jej prośby niewzruszony.
- Liczę do trzech, a ty masz podpisać te dokumenty - powiedział beznamiętnie - W przeciwnym razie zatłukę cię, zanim to dziecko zobaczysz.
Nina się poddała. Czuła jak jej serce rozpada się na kawałki. Posłusznie wzięła do ręki długopis i płacząc podpisała dokumenty pozbawiające ją wszelkich praw do jej własnego dziecka. Tak bardzo żałowała, że jego ojcem nie jest Siergiej.
Igor zatrzymał auto na

58




szpitalnym parkingu. Oparł głowę o kierownicę. Pomyślał, że gdyby mógł, chętnie przejąłby ból i cierpienie Soni. Zawsze sobie z tym lepiej radził, niż ona. Dla wielu był człowiekiem - zagadką, którego myśli próżno byłoby próbować odgadnąć. Jego prawdziwe oblicze znało zaledwie kilka osób - brat, rodzice no i Sonia. Czasem sam się zastanawiał, jak doszło do tego, że tak bardzo ją pokochał? Wcześniej przecież spotykał się z kobietami piękniejszymi od Soni, ale żadna na dłużej nie zagościła w jego sercu. A Soni się to udało. Ba, nawet nie musiała się specjalnie wysilać. Po prostu stało się. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i było po wszystkim. Kiedy ktoś w obecności Igora mówił o miłości od pierwszego wejrzenia, wybuchał śmiechem. Nigdy w to nie wierzył. To ironia losu, że właśnie to stało się jego udziałem. Był pewny, że to właśnie z Sonią chce spędzić resztę życia. Tyle by teraz dał, żeby zabrać chociaż część jej cierpienia. Kiedy przekroczył próg sali, zobaczył że łóżko Soni jest puste. Z niepokojem wybiegł na korytarz.
- Gdzie jest pani Krasicka? - zapytał przechodzącą obok

59




pielęgniarkę.
- Niedawno podłączyłam jej kroplówkę - powiedziała zdumiona - Miała leżeć w łóżku.
- Ale jej tam nie ma! - zirytował się.
- Może jest w łazience. Patrzył pan tam?
- Nie - odparł i szybko pobiegł w kierunku damskiej toalety. Wszedł i pchnął pierwsze z brzegu drzwi. Sonia siedziała na opuszczonej klapie deski sedesowej z głową opartą o ścianę, trzymając w drugiej ręce stojak z kroplówką.
- Nie mam siły wstać - powiedziała cicho - Siku mi się chciało...
- Chodź, pomogę ci wstać - złapał ją wpół i podniósł - Trzymaj tylko stojak.
Kiedy znaleźli się w sali, położył ją do łóżka i przykrył kołdrą. Pocałował w czoło.
- Poczekaj skarbie, zaraz do ciebie wrócę - po czym udał się prosto do gabinetu lekarskiego.
- Można? - zapytał otwierając drzwi.
- Proszę, niech pan siada - lekarz wskazał krzesło po drugiej stronie biurka.
- Moja narzeczona jest bardzo słaba. Przed chwilą znalazłem ją w łazience. Nie była w stanie samodzielnie wrócić do łóżka. Jest tu już jakiś czas, czy nie wydaje się to panu niepokojące?
- Rzeczywiście, nie jest zbyt dobrze. Ma złe wyniki. Musi u nas jeszcze pobyć.

60




Musimy ją ustabilizować, żeby mogła żyć normalnie.
- Oczywiście, zostanie w szpitalu tak długo, jak będzie to konieczne.
- No i tu jest problem. Ona chce się wypisać na własne żądanie. Sam pan widzi jak ona wygląda. Niech jej pan przemówi do rozsądku.
- Dobrze, porozmawiam z nią. Proszę się nie martwić, nigdzie się nie wypisze.
- Mam nadzieję - powiedział lekarz - Proszę mi wierzyć, robimy wszystko co można, by ją postawić na nogi.
- Wiem i dziękuję - Igor wstał i skierował się do drzwi, gdy nagle przystanął, odwrócił się do lekarza i powiedział - I przepraszam za to zajście z pielęgniarkami.
- Nie mnie powinien pan przepraszać. A dla narzeczonej proszę być wsparciem, bo tego wsparcia potrzebuje teraz jak nigdy.
- Jeszcze raz dziękuję - Igor uścisnął dłoń lekarza i wyszedł. Kiedy wrócił do Soni, ta od razu zapytała:
- Zabierzesz mnie stąd? - spojrzała na niego wyczekująco.
- Kotku, musisz jeszcze zostać w szpitalu. To dla twojego dobra, wiesz o tym.
Odwróciła twarz ku oknu.
- Wolałbyś syna czy córkę? - zapytała znienacka.
- Co? - myślał, że go słuch myli - Co powiedziałaś?
- Nie zastanawiałeś się czy to

61




był chłopiec czy dziewczynka?
- Soniu, proszę...
- Chciałbyś, żebyśmy mieli dziecko?
- Kotku, o niczym innym nie marzę. Będziemy jeszcze mieli dzieci ale wszystko w swoim czasie.
- To przez ciebie mnie zwolnili z restauracji.
- Tak, wiem już że popełniłem błąd. Przepraszam. To moja wina. Nie chciałem, żeby ci się coś stało.
- Ale co mi się miało stać?
- Soniu - westchnął, bo uznał, że prawda przyniesie mu ulgę - Czukow mi groził.
- Co? - była wyraźnie zaskoczona - Jak to groził?
- On nie tyle mi, ile tobie groził. Wiedział, że krzywdząc ciebie ukarze mnie o wiele bardziej, niż nastając na moje życie.
- Czemu mi o tym wcześniej nie powiedziałeś? - zapytała z wyrzutem.
- Kiedy? Nie mieszkaliśmy wspólnie, a poza tym nie chciałem cię martwić.
- Właśnie. Załatwiasz wszystko ale mi nic nie mówisz. Ukrywasz wszystko przede mną.
- To nie tak...
- A jak Igor? - zapytała, a w jej oczach pojawiły się łzy - Ja już cię nie poznaję. Jesteś zupełnie innym człowiekiem niż ten Igor, którego znałam. Nie mogę wprost uwierzyć, że w tak krótkim czasie zmieniłeś się aż tak bardzo. Ja chcę...
- Wszystko, czego tylko zapragniesz

62




- ujął jej dłoń i czule pocałował.
- Ja chcę do Polski, chcę do rodziców.
- Dobrze kotku. Pojedziemy, kiedy tylko wrócisz do zdrowia.
- Nie, Igor. Nie "my" ale ja. Ja wracam do Polski.
- Jak to? - zapytał zaskoczony - A ja? Co ze mną?
Nic nie odpowiedziała. Zrozumiał.
- Soniu - ukrył twarz w dłoniach, a głos mu się łamał - Nie zostawiaj mnie. Zostań ze mną albo pojedźmy razem. Dla ciebie zostanę dozorcą, byle by być przy tobie. Nikogo nie kochałem i nie pokocham tak, jak ciebie.
- Nie utrudniaj tego - zakryła dłonią oczy - Przepraszam Igor, ale mnie to już przerosło. Chciałabym móc o tym koszmarze chociaż zapomnieć ale przy tobie nie dam rady. Nie widzisz, że przestajemy się dogadywać?
- Proszę cię o ostatnią szansę - powiedział ale na jego twarzy malowała się rezygnacja - Spróbujmy po raz ostatni.
- Chcę do Polski - powtórzyła - Chcę stąd wyjechać.
Igor czuł, że świat wali mu się na głowę. Nic nie powiedział, tylko wstał i wyszedł. Wrócił do biura i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wyjrzał przez okno. Do Petersburga wielkimi krokami zbliżało się lato, jednak jego to zupełnie nie cieszyło. Chciałby

63




cofnąć czas o rok. To mniej więcej wtedy postanowił się Soni oświadczyć. Długo nie mógł się zdecydować na wybór pierścionka zaręczynowego. Chciał, żeby był wyjątkowy i niepowtarzalny, tak jak Sonia. W końcu znalazł piękny diament w ślicznej, złotej oprawie. Uznał, że czas najwyższy. Przypomniał sobie jaki był szczęśliwy, kiedy powiedziała "tak". Nieświadomie ścisnął długopis tak mocno, że pękł.
- Nie pozwolę jej nigdzie wyjechać - powiedział do siebie - Po moim trupie. Chyba że ze mną.
- Igor - z zadumy wyrwał go głos Leny.
- Czego chcesz? - zapytał niechętnie.
- Wkrótce sprawa Czukowa, nie stresujesz się?
- Nie - odparł beznamiętnie - Wiem, jaki będzie wyrok - powiedział, chociaż w rzeczywistości nie był tego tak pewny.
- Aż taki pewny jesteś? Wiesz co ci grozi, jeśli ktoś dowie się co zrobiłeś? - Lena była przekonana, że jednak Czukow się wywinie i nie zostanie skazany. Nie wierzyła, by Igor miał taką moc sprawczą, by wpłynąć na wyrok w tak głośnej sprawie.
- Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Mam teraz na głowie inny problem.
- Igor nie bagatelizuj Czukowa. Nawet jeśli go skażą,

64




nadal jest niebezpieczny. On ma brata w Moskwie.
- No i co z tego? Oni są mocni w stosunku do tych, którzy się ich boją, a ja do tej grupy nie należę.
- A powinieneś się bać. Ten człowiek jest niebezpieczny bez względu na to, gdzie się znajduje.
- Lena - powiedział, a w jego głosie usłyszała irytację - Zajmij się czymś. Możesz przestudiować akta, a jutro popatrzeć jak Magorski robi z siebie durnia w sądzie.
Wstała i westchnęła.
- Jak chcesz. Byłeś u Soni? Jak ona się trzyma?
- Byłem - odwrócił się tyłem do Leny. Nie chciał, by widziała łzy w jego oczach - Sonia chce wracać do Polski.
- Co?! - zawołała - Kiedy jedziecie?
- Ona chce wracać. Nie chce, żebym z nią jechał. Tak, dobrze słyszałaś - zapanował nad emocjami i spojrzał na Lenę - Sonia chce ode mnie odejść.
- Nie wierzę - z powrotem opadła na fotel - Ona cię kocha, Igor.
- Jak widać, niezbyt mocno - odparł ironicznie - Idź już. Chcę zostać sam.
Lenie nie pozostało nic innego, jak spełnić prośbę Igora. Spędził w biurze jeszcze jakąś godzinę, wrócił do domu i położył się spać. Nie pojechał też do szpitala, mimo że miał taki plan. Chciał Soni dać

65




czas na przemyślenia w nadziei, że zmieni zdanie i zrezygnuje z tego niedorzecznego, w jego mniemaniu, pomysłu.
Tymczasem w szpitalu Sonia rzeczywiście traciła pewność w stosunku do swoich postanowień i sama nie wiedziała, co zrobić. Nadeszła noc, szpital był jakby uśpiony, czasem tylko gdzieniegdzie po korytarzu przemknęła pielęgniarka z nocnej zmiany. Za oknem widać było łuny świateł wielkiego miasta. Cisza dawała Soni odpoczynek i wytchnienie. Wiedziała, że nikt jej wtedy nie odwiedzi i będzie miała spokój. Zamknęła oczy i ujrzała twarz Siergieja. Sama nie wiedziała dlaczego akurat jego obraz stanął jej przed oczami. Wtedy, kiedy zapukał w szybę auta i wręczył karteczkę z numerem telefonu. Uśmiechnęła się mimowolnie. Następnym wspomnieniem były karaluchy w hotelowej łazience. Na tą myśl jednak przebiegły ją dreszcze. Westchnęła cicho, kiedy przypomniała sobie, jak czule się nią opiekował w chorobie. Mając tak miłe wspomnienia, Sonia szybko pogrążyła się we śnie.
Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca, kiedy Igor otworzył oczy. Miał ciężkie powieki i czuł potworny ból głowy. Usiadł na łóżku

66




zrzucając z hukiem pustą butelkę po winie, które wypił wieczorem. Stres i poczucie winy dawały mu się mocno we znaki. Wstał i przeciągnął się. Rozsunął białe zasłony i spojrzał w okno. Było pięknie i słonecznie, ale nie wywołało to u niego szybszego bicia serca. Rzucił okiem na pokój. Był urządzony gustownie i pieczołowicie przez Sonię. Niejeden dekorator by się nie powstydził. Zaczął się zastanawiać czy jest ono ich wspólne, czy już tylko jego. Wziął szybki prysznic i ogolił się. Wyciągnął z szafy błękitną koszulę i grafitowy garnitur. Spoglądając przez okno powiedział do siebie:
- Panie Czukow, pójdziesz pan siedzieć.
Przeczesał dłonią włosy i naniósł na nie niewielką ilość żelu. Tylko on był w stanie zapanować nad niesfornymi lokami opadającymi na czoło. Sonia zawsze powtarzała, że są niesamowicie seksowne. Odpędził jednak od siebie myśli o niej. Dzisiaj rozstrzygająca rozprawa Czukowa, musiał mieć otwarty umysł. Szybko się ubrał i pojechał do kancelarii.
Siergiej wrzucił torbę do bagażnika. Emocje ostatnich dni zaczynały opadać, a życie wracać na swoje monotonne tory. Pogodził się z

67




faktem, że nie będzie ojcem. Żal mu było Niny, ale przyznał, że uczciwie sobie na to zapracowała. Westchnął i przekręcił kluczyk w stacyjce, a silnik zaczął cicho pracować. Zamyślony pokonywał kilometry drogi do Petersburga. Nagle jego oczom ukazał się zakręt, na którym Sonia wypadła z szosy. Widać było powyginaną barierkę i połamane drzewa. Zawsze, kiedy tędy przejeżdżał serce biło mu mocniej, a smutek towarzyszył do końca podróży. Zaczął się zastanawiać, jak się czuje i czy wróciła do zdrowia. Nie mógł jednak zadzwonić i zwyczajnie o nią zapytać. Wiedział, że z pewnością Igor zakazał udzielania informacji o jej stanie zdrowia osobom postronnym, a taką właśnie był.
- Cześć - powiedział do Andrieja przekraczając próg klubu.
- Cześć Sierjoża - przyjaciel serdecznie poklepał go po plecach.
- Nie mam dzisiaj ochoty na sparingi. Powiedz chłopcom, że ograniczę się do teoretycznej aktywności.
- Coś się stało?
- Nie... właściwie tak. Sonia jest w szpitalu. Miała wypadek.
- Coś poważnego?
- Tak, bardzo. Wypadła na zakręcie z szosy. Bardzo się poturbowała. Pewnie jest jeszcze w szpitalu, bo kiedy ją

68




widziałem, nie wyglądała dobrze.
- Skąd się o tym dowiedziałeś?
- On do mnie zadzwonił. Jej narzeczony. A wszystko to poniekąd przeze mnie.
- Jak to przez ciebie? - zapytał Andriej nie próbując nawet ukrywać zaskoczenia.
- Wracała ode mnie. Rozmawiała z Niną. Resztę sobie możesz dopowiedzieć.
Andriej nic nie powiedział, tylko ciężko westchnął. Znał Ninę i wiedział co Siergiej ma na myśli.
Igor nerwowo chodził po swoim biurze, co chwila spoglądając na zegarek. Trwała rozprawa, na której miał zapaść wyrok w sprawie Czukowa. Frustrowało go, że nie mógł do nikogo zadzwonić i zasięgnąć informacji. Zrobił wszystko co mógł, by Czukow został skazany i trafił do więzienia. Jednak zawsze pozostaje jakiś mały procent szans, że wszystkie zabiegi pójdą na marne i plan spali na panewce. Pocieszało go, że Irina Strugowa jest osobą bardzo skuteczną, zdeterminowaną i z pewnością łatwo nie odpuści. Igor doskonale zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli Czukow zostanie skazany, dostanie wyrok niższy niż w każdym innym przypadku. Lena i Magorski z pewnością zrobią wszystko co się da, by do tego nie dopuścić. Szczególnie

69




zapewne Magorski, ale Igor już wiedział, że się do tego nie przyłożył i nie posłuchał jego rad, co w obecnej sytuacji działało na korzyść planów Igora. Nie mieli pojęcia jaki sabotaż im zgotował. Nawet Lena niczego nie podejrzewała. Jednak na groźby pod adresem swoim lub Soni, Igor nie mógł pozwolić. Usiadł w fotelu i zaczął się bawić długopisem. Napięcie sięgało zenitu, gdy drzwi się otwarły i do gabinetu weszła Lena. Jej mina mówiła wszystko. Igor odetchnął z ulgą. Opadła na fotel, zakryła oczy dłonią i ciężko westchnęła.
- Nie uwierzysz - zaczęła - Czukow został skazany.
- Jak to się stało? - zapytał Igor nie dając po sobie poznać, jakie targają nim uczucia.
- Nie wiem - bezradnie rozłożyła ręce - Po prostu nie wiem. Magorski mało zawału nie dostał. Czukow zresztą też. Był wściekły. To co się dzisiaj stało... Po prostu w głowie się nie mieści. Już widzę te jutrzejsze nagłówki gazet. Przyznam ci się, że nie wierzyłam, że go skażą, nawet pomimo twojej rezygnacji.
- Ile dostał?
- Osiem lat. W jego przypadku to i tak dużo.
- No to widzę, że Magorski się nie popisał. Zapraszam cię na kawę,

70




powinno cię to podnieść na duchu.
- Dzięki ale przed chwilą już piłam, bo myślałam, że mi głowę rozsadzi.
- Jak zareagował Czukow?
- Normalnie, jak na powstałe realia. Zaczął wykrzykiwać jakieś obelgi pod adresem sędziego, nam ubliżał.. - spojrzała na Igora jakby sobie o czymś przypomniała - On i tobie groził.
- Co mówił? - zapytał z niepokojem Igor.
- Jak go wyprowadzali, krzyknął do tych swoich goryli: "Szołow ma za to zapłacić. Wiecie co robić". Igor, tobie grozi niebezpieczeństwo...
- Mnie nic nie grozi - usiłował zebrać myśli - Mnie nic... - spojrzeli po sobie - Sonia... - wyszeptał Igor. Lena pobladła. Złapał słuchawkę i wybrał numer szpitala.
- Kurwa mać! - wrzasnął - Pierdolona infolinia! Lena, jedź do niej do szpitala! Po jaką cholerę lazłaś na tą kawę?! Kiedy wyszłaś z sądu?
Spojrzała na zegarek.
- Jakąś godzinę temu.
- Jadę do szpitala, bierz ten telefon i dzwoń tam bez przerwy! Niech nikogo do niej nie wpuszczają! - Lena była tak zszokowana, że nie była w stanie się poruszyć.
- Dzwoń, do kurwy nędzy! - ryknął i wsadził jej w dłoń telefon, po czym puścił się biegiem w kierunku

71




parkingu. Podczas gdy Lena bezskutecznie usiłowała się dodzwonić do szpitala, Igor stał w korku. Czuł straszną bezsilność, przerażenie i lęk. Bał się, że może Sonię stracić, że w wyniku jego postępowania może jej sie stać coś złego. Po jego policzkach popłynęły łzy. Znał rozkład miasta i wiedział, że odległość kancelarii od szpitala jest mniejsza niż ta, która dzieliła szpital i budynek sądu. To dawało nadzieję. Jednak gasła ona, gdy uświadomił sobie, że stracił czas podczas którego Lena była na kawie. Odsunął obliczenia czasowe od siebie, bo były dla niego niekorzystne.
- Boże, pomóż mi - wyszeptał. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Z ciężkim sercem sięgnął po telefon.
- Mówi Szołow - powiedział, kiedy uzyskał połączenie.
- Czego pan ode mnie chce? - zapytał Siergiej.
- Potrzebuję pana pomocy...
Siergiej zrozumiał, że stało się coś złego i z pewnością wiąże się to z Sonią. Inaczej Igor nigdy by do niego nie zadzwonił.
- Słucham.
- Jest pan w Petersburgu?
- Tak, jestem teraz w klubie.
Igor odetchnął z ulgą.
- Błagam, niech pan jedzie do szpitala. Ma pan go tuż za rogiem. Czukow

72




został skazany. Groził mi i Soni. Odwieźli go do aresztu, ale wie pan, że on ma kolegów. Prawdopodobnie są w drodze do szpitala. Ja stoję w pierdolonym korku. Nie zdążę... Ale pan... - westchnął ciężko - Panu na niej zależy. Niech ją pan ratuje...
- Boże - Siergiej czuł jak krew zaczyna mu szybciej krążyć w żyłach - Już tam jadę - rzucił i zakończył rozmowę.
Igor oparł głowę o kierownicę. Więcej zrobić nie mógł. Pożałował, że zabrał Soni telefon. Mógłby teraz zadzwonić i spróbować ją ostrzec.
Siergiej zamienił tylko spodenki na długie spodnie dresowe, wybiegł z klubu, wsiadł do auta i ruszył z piskiem opon.
- Boże, żeby nie było za późno - powtarzał w myślach. Już po kwadransie był w szpitalu. Biegnąc oszklonym korytarzem spojrzał w okno. Zobaczył podjeżdżające pod szpital auto goryli Czukowa. Zauważyli jego UAZ - a, wiedzieli więc, że również jest w szpitalu. Szybko wbiegli do szpitala. Siergiej zdawał sobie sprawę, że ma mało czasu. Miał nad nimi jednak małą przewagę - on wiedział, w której sali leży Sonia. Wbiegł do środka, zerwał z niej kołdrę i potrząsnął.
- Soniu! Obudź

73




się!
Ospale otworzyła oczy.
- Siergiej? Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.
- Posłuchaj - powiedział uważnie - Grozi ci niebezpieczeństwo. Wszystko ci wyjaśnię, ale nie teraz. Teraz proszę cię jedynie, byś mi zaufała i robiła to, o co cię poproszę. Kiedyś już mi zaufałaś, zrób to teraz, dobrze?
Nie do końca rozumiejąc jego słowa twierdząco pokiwała głową.
Siergiej owinął ją szczelnie szlafrokiem, wziął na ręce i skierował się do wyjścia.
- Proszę pana, co pan robi?! - krzyknęła za nim pielęgniarka i złapała za rękę - Proszę zostawić pacjentkę, bo wezwę ochronę!
Siergiej jednak nie zważał na jej słowa. Nie było czasu na tłumaczenia. Pobiegł w kierunku wyjścia ewakuacyjnego. Kiedy pchnął drzwi zobaczył, jak z dołu po schodach wchodzi Wasyl. Rozejrzał się. Spostrzegł drzwi pracowni RTG. Nie miał innego wyboru. Wszedł do środka i posadził Sonię na jednym z krzesełek w poczekalni pod pracownią. Dwóch czekających pacjentów dziwnie mu się przyglądało. Przez szparę w drzwiach widział jak Wasyl nieświadomy, biegnie dalej. Odetchnął z ulgą, złapał Sonię ponownie na ręce i zbiegł na dół. Wsadził

74




Sonię do auta, zamknął drzwi. Już miał wejść do auta, gdy usłyszał za sobą głos dawnego kompana.
- Zostaw ją, Siergiej - odwrócił się i zobaczył jak Wasyl przykręca tłumik do pistoletu. Wykorzystał moment i nie słuchając dalej wskoczył do auta i wcisnął pedał gazu.
- Pochyl głowę i jej nie podnoś, póki ci nie powiem! - krzyknął do Soni skracając sobie drogę przez szpitalny trawnik. Posłusznie wykonała polecenie, a chwilę później usłyszał odgłos kuli trafiającej w karoserię. Wiedział, jak poważna jest sytuacja. Postanowił zawieźć Sonię do swego domu. Nic innego w tej chwili nie przyszło mu na myśl. W domu miał broń, co dawało jakieś nadzieje.
- Mogę sie podnieść? - zapytała po dłuższym czasie.
- Tak, możesz - odparł nie odrywając wzroku od kierownicy.
- Co się stało? Czemu zabrałeś mnie ze szpitala? Czy Igor..
-Tak, Igor wie o wszystkim. To on mnie o to poprosił. Grozi ci niebezpieczeństwo.
- Jakie? - zapytała nie kryjąc zdziwienia.
- Igor ci wszystko wytłumaczy. Zaufaj mi.
- Ufam ci...
Igor dotarł do szpitala krótko po tym, kiedy Siergiej i ludzie Czukowa opuścili szpitalny parking. Spocony i przerażony

75




wbiegł do sali Soni, ale jej nie zastał. Przeciągnął dłonią po pustym łóżku, jakby chcąc się upewnić, że jej tam nie ma.
- Matko Boska - poluzował krawat i z trudem przełknął ślinę. Wybiegł na korytarz i złapał za rękę pierwszą napotkaną pielęgniarkę - Gdzie moja narzeczona?
Wydawała się być speszona.
- Ona została porwana. Był tu taki mężczyzna... Po prostu wziął ją na ręce i wyniósł... Ale ona nie protestowała.
- Jak wyglądał?! - zapytał nerwowo Igor.
- No wysoki, dobrze zbudowany, wytatuowany, z brodą, w sportowych spodniach...
- Dziękuję - przerwał jej Igor i odetchnął z ulgą. A więc Siergiej zdążył.
- Lekarz chyba już powiadomił policję - dodała, jakby na usprawiedliwienie.
- Niech ją odwoła. To nie było porwanie - rzucił i wyszedł. Domyślił się, że Siergiej najprawdopodobniej zabrał ją do siebie. Igor nie wiedział dokładnie, gdzie on się znajduje, ale mniej więcej znał okolice i wiedział jak tam dojechać. Zresztą w tamtych okolicach nie było za dużo ani ulic, a tym bardziej domostw. Postanowił tam pojechać.
Siergiej gwałtownie zatrzymał auto pod domem. Wybiegł, wyniósł Sonię i zabrał

76




do domu. Położył na łóżku, które zajmowała będąc u niego ostatnim razem. Uniósł jej brodę i spojrzał w oczy.
- Soniu, posłuchaj mnie uważnie. Bez względu na to, co się stanie, nie wychodź z tego pokoju, rozumiesz? - pokiwała twierdząco głową i zapytała:
- Ale dlaczego? Co się tu wokół mnie dzieje?
- Czukow został skazany.
- A co ja mam z tym wspólnego? Przecież to nie moja wina.
- Oczywiście, że nie twoja - nie miał teraz czasu tłumaczyć jej wszystkiego - Ale teraz proszę, nie wychodź stąd - rzucił i wybiegł z pokoju zostawiając Sonię samą. Na dole skierował się od razu do szafy pancernej, ukrytej za przewodem kominowym. Wstukał szyfr i otworzył ciężkie drzwi. Spojrzał na sporą kolekcję broni. Zastanawiał się, co sprawdzi się najlepiej w tej sytuacji. Wiedział, że scenariusz może przybrać nieoczekiwany obrót. Wziął do jednej ręki strzelbę myśliwską, do drugiej - spory karabin. Podobnego używają żołnierze jednostek specjalnych. Miała spory kaliber i jak na posiadane parametry była w miarę lekka i cicha. Uznał, że będzie odpowiednia. Już miał zamknąć szafę, gdy jego wzrok zatrzymał się na niewielkim

77




pistolecie. Nie namyślając się długo, sięgnął po niego i udał do pokoju Soni. Leżała w łóżku. Była blada. Usiadł obok i zapytał:
- Posłuchaj, może być różnie. Czy miałaś kiedykolwiek do czynienia z bronią?
- Że co? - podniosła się na łóżku myśląc, że słuch ją myli - Z jaką bronią? Karabin czy coś w tym stylu?
- Tak, dokładnie. O to mi chodzi.
- Noo... Kiedyś strzelałam do puszek z wiatrówki.
- A pistolet? - zapytał i pokazał jej trzymaną w ręku broń.
- Tylko taki na wodę - odparła nie odrywając wzroku od tego trzymanego przez Siergieja.
- Trudno, musisz się nauczyć i tego prawdziwego. Patrz, tak go odbezpieczasz - instruował ją - Tak przeładowujesz. A jeśli pociągniesz za spust, broń wypali. Uważaj, gdzie celujesz, żeby nie zrobić sobie krzywdy.
- Ale po co mi pistolet? - wzdrygnęła się.
- Być może, że będziesz potrzebowała pomocy i będziesz zdana tylko na siebie. Nie chcę, żebyś stała na z góry przegranej pozycji - Sonia pobladła. Bez słowa wzięła do ręki pistolet, który jej podał.
Igor odzyskiwał panowanie nad sytuacją i emocjami. Jechał bardzo szybko szosą pomiędzy gęstym, świerkowo -

78




jodłowym lasem, do domu Siergieja. Droga była prosta i niemalże pusta. Od czasu do czasu mijał go jakiś samochód. Po godzinie jazdy spojrzał we wsteczne lusterko. Zauważył, że od jakiegoś czasu daleko za nim, jechał inny samochód. Jego sylwetka była słabo widoczna, ale nie miał wątpliwości, że to ciągle jedno i to samo auto. Poczuł dziwny niepokój. Wreszcie dojechał do rozstaju dróg. Chwilę się zastanawiał, po czym obrał kierunek i skręcił w prawo. Po jakimś czasie zobaczył, że jadące za nim auto skręciło w przeciwnym kierunku. Odetchnął z ulgą. Jednak po kwadransie wiedział, że popełnił błąd. Droga stawała się coraz gorsza, by w końcu zamienić się w żwirowy trakt. Pomyślał, że jeśli on obrał złą drogę, to jadący za nim samochód nie popełnił tego błędu. Oczywiście, to mógł być zbieg okoliczności i mogli być to zwyczajni okoliczni mieszkańcy, jacyś myśliwi czy kłusownicy, ale równie dobrze - ludzie Czukowa.
- Jasna cholera - zaklął i zakręcił energicznie wzniecając tuman kurzu i ostro wcisnął pedał gazu.
Wasyl zatrzymał auto pod domem Siergieja i rozejrzał się. Wokół panowała kompletna cisza,

79




nie licząc śpiewu ptaków. Dom wyglądał na opuszczony, ale UAZ pod domem świadczył o tym, że gospodarz na pewno jest blisko. Szukał jakiegoś podstępu czy zasadzek, chociaż biorąc pod uwagę ograniczoną ilość czasu, było to mało prawdopodobne. Jego kompan, Jura już miał wysiąść ale go powstrzymał.
- Poczekaj. Rozejrzyjmy się najpierw. Orłow nie jest idiotą, na pewno się nas spodziewa.
- A niech spróbuje - odparł Jurij i przeładował pistolet - Od razu poślę go do świętego Piotra.
- Gamoniu - Wasyl spojrzał na kolegę - Ty chyba nie wiesz, z kim masz do czynienia. Nie wiesz o Orłowie tego, co ja. Poza tym musimy się dowiedzieć, gdzie jest dziewczyna, więc zamknij mordę i myśl, co robisz - wysiadł z auta trzymając w ręku odbezpieczony, gotowy do strzału, pistolet. Jurij uczynił to samo.
- Orłow!
Po chwili drzwi domu otworzyły się powoli i na taras wyszedł Siergiej z wycelowanym w nich karabinem. Zdawał sobie sprawę, że siły nie są równe.
- Jedź stąd Wasyl, a nikomu nic się nie stanie - powiedział spokojnie.
- Sierjoża, nic do ciebie nie mam - odparł Wasyl z nieszczerym uśmiechem na twarzy - Zawsze cię lubiłem...
-

80




Szczerze mówiąc, zupełnie mi nie zależy na twojej sympatii - powiedział Siergiej nie opuszczając broni.
- Oddaj nam dziewczynę i każdy pójdzie w swoją stronę Wiemy, że u ciebie jest.
- Po co wam ona? - zapytał udając naiwnego - Nic wam nie zrobiła.
- Wiesz doskonale, nie udawaj idioty. Nie o nią chodzi, ale o Szołowa. Ten pies musi zapłacić za zdradę. Jak może wiesz, Czukow poszedł siedzieć.
- To tym bardziej powinniście odpuścić.
- O nie - roześmiał się Wasyl - Ja wolę ją zabić, niż zginąć z ręki brata Czukowa. To co, oddajesz dziewczynę?
- Nie - padła odpowiedź, ale zanim Wasyl zdążył zareagować zza zakrętu wyjechało z dużą prędkością Audi Igora. Wszyscy spojrzeli w tym kierunku. Igor zahamował gwałtownie i rozejrzał się. Szybko ocenił sytuację. Zorientował się, że Sonia jest w domu, bezpieczna. Na razie. Czy nadal tak będzie nie było już takie oczywiste. Powoli wyciągnął ze schowka pistolet, jaki zawsze ze sobą woził i włożył z tyłu, za pasek spodni. Wysiadł i wysoko podniósł dłonie.
- Szołow - Wasyl się roześmiał - No to mamy komplet! - przez chwilę sie zastanawiał, czy nie skorzystać z okazji

81




i pozbawić życia Igora, ale doszedł do wniosku, że skoro szef kazał zabić Sonię, to na niej się skoncentruje.
- Wynoście się stąd, póki nikomu nic się nie stało! - krzyknął Siergiej, który nie wiedział, czy cieszyć się z obecności Igora, czy nie. Doszedł do wniosku, że teraz tym bardziej siły przeważają na stronę ludzi Czukowa. Nie zdawał sobie sprawy, że Igor ma broń i myślał, że jedyną pomoc ze strony Igora może być walka wręcz, a tej wygrać Igor nie ma szans.
- Nie groź nam! - Wasyl wydawał się tracić cierpliwość. Chciał coś jeszcze dodać, ale nagle drzwi domu się otwarły i stanęła w nich blada Sonia, z pistoletem w ręku. Od tego momentu wypadki potoczyły się błyskawicznie. Wasyl doszedł do wniosku, że prośby nic nie dadzą i Siergiej dobrowolnie nie wyda im Soni. Uznał jednak, że skoro sama przyszła to lepsza okazja się nie trafi. Wycelował i bez zastanowienia pociągnął za spust. Siergiej znając doskonale Wasyla wiedział, że ten się nie zawaha i gdy tylko wycelował w Sonię, pchnął ją w bok. Niestety, spóźnił się o ułamek sekundy i kula, która była wycelowana w jej serce, trafiła w prawe ramię,

82




raniąc ją dotkliwie. Krzyknęła z bólu i omdlała osunęła się na podłogę. Siergiej pociągnął za spust strzelby, pozbawiając życia kompana.
- Ty gnoju! - krzyknął Jurij i wycelował w Siergieja, jednak nim pociągnął za spust, kula z pistoletu Igora przedziurawiła jego czaszkę. Opadł bez życia na ziemię.
- Sonia! - Igor podbiegł do dziewczyny, uniósł ją - Skarbie, powiedz coś... Otwórz oczy...
Powoli uniosła ciężkie powieki.
- Boli... - wyszeptała z grymasem bólu na twarzy. Siergiej, nie czekając, wziął ją na ręce.
- Otwórz mi - nakazał Igorowi, a ten posłusznie wykonał polecenie. Siergiej położył ją w salonie na kanapie i zdjął przesiąknięty krwią szlafrok.
- Soniu, skarbie - Igor pogładził ją czule po policzku - Powiedz coś...
- Zdejmij jej bluzkę - polecił Siergiej - Trzeba opatrzyć ranę - i nie czekając na reakcję Igora poszedł do kuchni po środki opatrunkowe. Igor powoli zaczął zdejmować z Soni górę od piżamy.
- Kurwa, czemu ta pierdolona piżama nie jest rozpinana - zaklął do siebie i po prostu rozerwał materiał. Siergiej przyniósł miskę z wodą i niewielką apteczkę.
- Odsuń się - Igor

83




posłusznie zrobił miejsce. Siergiej przemył i zdezynfekował ranę i założył opatrunek - Nie wygląda to najlepiej. To nie jest zwykłe draśnięcie - powiedział do Igora.
- Co to oznacza?
- Tyle, że trudno przewidzieć jak zachowa się organizm. W jej przypadku jest on osłabiony pobytem w szpitalu.
Igor nic nie powiedział. Siergiej nie wiedział, jak bardzo organizm Soni jest osłabiony nie tylko pobytem w szpitalu ale i poronieniem. Sonia to odzyskiwała, to traciła przytomność. Nie bardzo orientowała się, gdzie jest i co się z nią dzieje.
- Na razie nie możemy nic więcej zrobić. Czas pokaże jak zareaguje organizm. Teraz najlepiej zostawić ją w spokoju. Niech śpi.
- Nie zostawię jej - zaoponował Igor. Siergiej spojrzał na niego z wyrzutem.
- Mam przed domem dwa trupy. Potrzebuję pomocy w pozbyciu się ich.
- Co chcesz zrobić z ciałami? - zapytał rzeczowo Igor - Ktoś mógł słyszeć strzały.
- Włożymy ich do auta, które zepchniemy z pobliskiego urwiska. Podpalimy je.
- A jeśli auto nie stanie w płomieniach, dowody mogą nie spłonąć. Policja może dojść, co tu się stało i powiązać cię... Nas z ich śmiercią.
- Wiem, ale policja zna

84




ich doskonale i gwarantuję, że nie będą wnikać gdzie i z czyjej ręki zginęli.
Igor wstał, zdjął marynarkę i krawat, który nagle zaczął go cisnąć niczym powróz.
- Dobrze, co mam zrobić?
- Włóżmy ich do auta. Ja pojadę z nimi, ty za mną. Muszę jakoś wrócić. Pomożesz zepchnąć samochód.
Igor bez słowa wykonywał polecenia i po godzinie stali spoglądając w głąb urwiska. Była to spora przepaść, powstała w wyniku osunięcia skał. Ściana była stroma i wysoka.
- Tu będzie dobrze - Siergiej zaparkował jak najbliżej krawędzi. Przeniósł zwłoki Wasyla na przednie siedzenie, wyjął ze swojego auta, którym jechał Igor, karnister z benzyną i oblał wnętrze auta Wasyla.
- No, to przyjemnej podróży - powiedział i podpalił niewielką gałązkę, którą wrzucił do środka., wzniecając płomienie, które szybko zajęło wnętrze auta.
- Pchaj! - nakazał Igorowi i po chwili patrzyli jak dno wąwozu staje się miejscem ostatniej podróży Wasyla i Jurija. Nie ociągając się, wskoczyli do auta i wrócili do domu, gdzie Sonia nadal pogrążona była we śnie. Igor kucnął przy kanapie, wziął ją za rękę.
- Soniu, poznajesz mnie? -

85




zapytał gdy powoli podniosła powieki. Przez chwilę mu się przyglądała, ale nic nie odpowiedziała. Siergiej przyniósł z kuchni małą szklaneczkę i tak dobrze znany napój.
- Co to jest? - zapytał Igor patrząc jak Siergiej nalewa płyn do szklaneczki.
- Domowej roboty. Nie ma nazwy, ale na pewno jej pomoże. Unieś jej głowę - kiedy Igor przytrzymał Sonię w pozycji półsiedzącej, Siergiej wlał jej do ust pół szklanki płynu. Skrzywiła się bezwiednie - Teraz będzie spała - powiedział, odniósł butelkę i skierował się do drzwi.
- Dokąd idziesz? - zapytał Igor.
- Idę posprzątać krew z tarasu i podjazdu. Mało to estetycznie wygląda.
- Poczekaj! - Igor podniósł się - Pomogę ci. Jestem ci to winny.
- Nic mi nie jesteś winny. Nie dokonałem morderstwa dla ciebie, ale dla niej - wskazał głową śpiącą Sonię - Nie masz wobec mnie żadnego długu.
- Mylisz się. Nigdy nie będę w stanie zapłacić ci za to, co dzisiaj zrobiłeś.
Siergiej nic nie powiedział ale nie protestował przeciw pomocy ze strony Igora. Sprawnie uprzątnęli wszystkie ślady niedawnych wydarzeń.
- No - powiedział Siergiej - Potem jeszcze posypię ziemią i nie będzie

86




śladu.
- Przepraszam, że cię w to wszystko wciągnąłem ale nie widziałem innego wyjścia. Gdyby nie było cię wtedy w klubie, Sonia byłaby teraz martwa.
- Na szczęście tak się nie stało - odparł Siergiej wbijając w ziemię łopatę - Możecie zostać u mnie jak długo chcecie. Mój dom jest otwarty dla gości.
- Zrewanżuję się....
- Człowieku, daj spokój! - Siergiej roześmiał się w głos - Nie każdy za okazanie serca oczekuje rewanżu. Nie wiem, jak to wygląda w twoim świecie, ale dla mnie akurat tak.
Igor poczuł się, jakby ktoś uderzył go w twarz, jednak nie dał tego po sobie poznać.
Wieczorem, po kolacji, Siergiej zapytał:
- Myślę, że dobrze byłoby Sonię przenieść do pokoju. Tam możecie spać.
- Dobrze - przytaknął Igor.
Siergiej przygotował dla nich pokój, który zajmowała Sonia podczas pobytu u niego. Było w nim szerokie łóżko sypialniane, więc dla niej i Igora będzie bardzo odpowiednie. Kiedy zszedł z powrotem na dół, Igor oglądał pozostawiony na stole karabin. Dla niego taka broń też nie była nowością. Przeszedł szkolenie wojskowe, za które sam zapłacił.
- ADS - powiedział Siergiej.
- Po co ci karabin do

87




strzelania pod wodą? Skąd go masz?
- Powiedzmy, pamiątka po poprzedniej pracy.
Igor tylko mógł się domyślać jakiego rodzaju mogła być to praca. Nie zadawał więcej pytań.
- Myślę, że ona powinna coś zjeść. Zrobię coś lekkiego, a potem zaniesiesz ją do pokoju. Tam będzie miała spokój - powiedział Siergiej, a Igor się z nim zgodził. Kiedy Siergiej poszedł do kuchni, Igor usiadł koło Soni, uniósł ją do pozycji półsiedzącej.
- Kochanie, obudź się. Kotku - delikatnie uniósł jej podbródek - Słyszysz mnie?
Na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Była półprzytomna, zaspana i nie bardzo wiedziała co się wokół dzieje.
- Co się stało? - zapytała owtierając oczy.
- Musisz coś zjeść.
- Spać mi się chce...
- Dobrze, zjesz i pójdziesz spać. Usiądź - podłożył jej pod plecy poduszki - Zaraz dostaniesz kolację, zaniosę cie do pokoju i bedziesz nadal spać.
Otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Igora.
- Gdzie jest Siergiej?
Jej pytanie zaskoczyło go.
- Robi ci kolację - odparł z kamienną twarzą - Czemu o niego pytasz?
- Chciałam wiedzieć, że nic wam nie jest.
- Jesteśmy cali i zdrowi.
- A ja? - spojrzała na

88




unieruchomioną i zabandażowaną rękę.
- Masz ranę postrzałową. Rana nie jest głęboka, ale rozległa. Masz założony opatrunek.
- A masz coś przeciwbólowego? Bardzo mnie boli.
- Zaraz zapytam Siergieja. Ja przy sobie nic nie mam.
Zostawił ją i poszedł do kuchni.
- Masz jakieś tabletki przeciwbólowe? - zapytał patrząc jak Siergiej zalewa ugotowane na miękko jajka zimna wodą.
- Mam ale jej nie podam.
- Dlaczego? Ona cierpi...
Odwrócił się do Igora.
- Bo już ten płyn działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie i nasennie. Nie mogę jej nic innego dać, bo to by już było za dużo. Gdyby tego nie dostała, cierpiałaby o niebo bardziej. Musi to przejść. Nie ma innego wyjścia. Powinna większość czasu przespać. Wtedy organizm najlepiej się regeneruje.
Igor nic nie odpowiedział. Siergiej ułożył na tacy jajka w stojaczkach, chleb i wędlinę. Podał Igorowi.
- Zanieś jej i nakarm. Nawet jeśli będzie protestowała.
Igor i tym razem bez słowa protestu wykonał polecenie. Zaczynał inaczej patrzyć na Siergieja. Wcześniej postrzegał go jako człowieka nieokrzesanego, nie stroniącego od przemocy. Teraz zaś dostrzegał jego inną twarz.
- Soniu,

89




musisz coś zjeść - powiedział stawiając tacę na stoliku - I nie protestuj. Po prostu musisz, a potem zaniosę cię do łóżka.
- Ale ja nie jestem głodna... - zgodnie z przewidywaniami Siergieja, zaczęła oponować.
- Nie ma dyskusji. Musisz - podał jej kawałek jajka na łyżeczce - Masz to zjeść. Nie odpuszczę.
Soni nie pozostało nic innego, jak zjeść wszystko. Kiedy skończyła, Igor wziął ją na ręce i zaniósł na piętro. Drzwi jednego z pokoi były otwarte.
- Tu - powiedziała cicho Sonia i palcem wskazała tak dobrze jej znany pokój. Igor położył ją na łóżku, nakrył kołdrą - Śpij teraz. Musisz wypocząć.
Nic nie odpowiedziała. Z ulgą zamknęła oczy i szybko zasnęła.
Kiedy Igor zszedł na dół, Siergiej szykował kolację dla nich obu. Na zewnątrz panował mrok. Postawił na środku stołu talerz z kanapkami. Nie miał głowy do bardziej wymyślnych dań, zresztą pewnie Igor też nie będzie w stanie wiele zjeść.
- Kolacja - krzyknął do Igora. Kiedy ten zszedł, Siergiej powiedział:
- Zjedz coś - wskazał talerz z kanapkami - Mam nadzieję, że wystarczy.
- Na pewno - Igor usiadł za stołem, spojrzał na Siergieja.
- Zjedz

90




ze mną...
Siergiej bez słowa usiadł po drugiej stronie. Podczas kolacji nie padło ani jedno słowo, a atmosfera była ciężka.
- Dziękuję - Igor odsunął talerz - Pójdę się położyć. Jestem naprawdę zmęczony.
- Jasne. Na końcu korytarza jest łazienka. Ręczniki masz w szafce pod umywalką.
Igor nic nie odpowiedział. Poszedł na górę, wziął prysznic, wrócił do pokoju, w którym Sonia pogrążona była we śnie, rozebrał się i cicho wślizgnął pod kołdrę. Patrzył chwilę na jej posiniaczoną jeszcze twarz, spokojny sen i myślał, jak bardzo tą kobietę kocha. Opadł na poduszkę i utkwił wzrok w jakimś punkcie sufitu. Pogrążył się w myślach, po chwili jednak poczuł, że emocje zaczynają opadać, a zmęczenie bierze górę. Zasnął.
Była jeszcze ciemna noc, kiedy Sonia z trudem otworzyła oczy. Rozejrzała się wokół, jakby nie bardzo wiedziała gdzie się znajduje. Po chwili poznała pokój i odetchnęła z ulgą. Dopiero teraz dostrzegła śpiącego obok Igora. Przesunęła dłonią po jego gęstych włosach, upewniając się że to on. Usiadła na łóżku i poczuła przejmujący ból ręki. Powoli ześlizgnęła się z łóżka i

91




podeszła do drzwi, zerknęła na Igora raz jeszcze. Wydawało jej się, że nie śpi i zaraz coś do niej powie, ale nic się nie wydarzyło uznała więc, że jej się zdawało i wyszła cicho z pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, oparła o ścianę. Po chwili niepewnym krokiem podeszła pod drzwi sypialni Siergieja. Złapała za klamkę i cicho weszła do środka. Spał niedbale przykryty kołdrą. Usiadła i położyła dłoń na jego nagich plecach. Nie obudził się. Skrzywiła się, a na jej twarzy pojawił się grymas. Ranna ręka dała o sobie znać. Sonia poczuła, że robi jej się słabo. Wystraszyła się, że może stracić przytomność, więc położyła się obok Siergieja i spojrzała w mrok przed sobą. Nie zdawała sobie sprawy, że Igor rzeczywiście nie spał, kiedy wychodziła z pokoju. Słyszał i czuł każdy jej ruch. Na początku myślał, że idzie do łazienki, pomyślał nawet, żeby jej pomóc ale się wstrzymał. Kiedy jednak po dłuższym czasie nie wróciła, a on usłyszał jak stuknęły drzwi sąsiedniego pokoju, wiedział już, gdzie poszła. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku. Znowu u Siergieja szukała wsparcia, a nie u niego.

92




Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie. Sonia odwróciła się do Siergieja. Nie widziała jego twarzy, gdyż leżał odwrócony do niej plecami. Jednak i on nie spał. Kiedy dotknęła jego pleców obudził się i wiedział, że to ona. Czekał na najmniejszy ruch czy jej słowo. Po dłuższym czasie Sonia powoli wstała i wyszła tak nagle z pokoju, jak się w nim zjawiła. Nie wróciła jednak do Igora. Zeszła na dół, z trudem owinęła się kocem, wyszła na taras przed domem i usiadła na schodach. Siedziała tak dłuższy czas. O dziwo, nie bała się. Po jakimś czasie na jej twarzy pojawiło się coś na kształt ulgi. Sonia podjęła decyzję, już wiedziała, co powinna zrobić i jak dalej pokierować swoim życiem. Wróciła do pokoju, w którym zostawiła Igora, położyła się na łóżku i spokojnie zasnęła. Ta noc była ciężka dla wszystkich, poranek też nie należał do najłatwiejszych. Po przebudzeniu poczuła wyrzuty sumienia. Na spokojnie uświadomiła sobie, że Igor w nocy najprawdopodobniej nie spał i słyszał jak wychodzi. Zdawał sobie sprawę, że jeśli tak było, to po jej długiej nieobecności wie, że była u Siergieja. Teraz spał, więc

93




cicho zeszła na dół. Zerknęła przez okno w salonie i zobaczyła, jak Siergiej robi coś w stodole. Odwróciła się i poszła do kuchni. Zaczęła wyjmować z szafki talerze. Postanowiła zrobić coś na śniadanie, a przynajmniej przygotować produkty. Wyjęła dwa talerze, jednak trzeci wyślizgnął jej się z ręki i z hukiem roztrzaskał na podłodze.
- Jasna cholera! - zaklęła i zaczęła zbierać kawałki szkła z podłogi, gdy w drzwiach stanął Siergiej.
- Co ty robisz? - zapytał patrząc jak na klęczkach, lewą ręką usiłuje niezdarnie sprzątać. Nie czekając na odpowiedź podniósł ją, posadził na krześle, wyjął szufelkę z szafki i zaczął zamiatać. Nim skończył, w progu pojawił się zaspany Igor, najwidoczniej wyrwany ze snu hukiem. Sonia spojrzała na niego niepewnie. Napotkała jego smutny wzrok.
- Siadajcie, zaraz zrobię coś do zjedzenia - Siergiej wyjął z szafki patelnię, a jajka i warzywa z lodówki. Tym razem Igor nie zaproponował pomocy. Atmosfera była ciężka, a w powietrzu słychać byłoby muchę, gdyby się pojawiła. Po kwadransie na stole stała miska jajecznicy i półmisek z warzywami i pieczywem. Nikomu specjalnie nie

94




dopisywał apetyt, jednak kiedy skończyli, Sonia odsunęła talerz i powiedziała:
- Podjęłam decyzję - zaczęła.
- Jaką decyzję? - zapytał Igor.
- Jak tylko poczuję się lepiej... Jak rana się zagoi, wracam do Polski... Do szpitala nie wrócę, wytłumaczę, że nic mi nie jest.
- Ale Soniu - odezwał się Igor, ale dała znak ręką, żeby jej nie przerywał.
- Jak wrócimy do Petersburga, zabiorę swoje rzeczy z mieszkania Leny i.... twojego - spojrzała na Igora. Słowa, że to tylko jego mieszkanie zabolały najbardziej. Kupował je tylko i wyłącznie z myślą o niej - Przepraszam Igor - zdała sobie sprawę, że sprawia mu ból, ale to było nieuniknione - To mieszkanie nigdy nie było moje. Przez krótki czas tak mi się tylko wydawało. Teraz chcę wrócić do Polski i rodziców.
- Soniu proszę, przemyśl to - powiedział Igor, ale jego twarz pozbawiona była jakiegokolwiek wyrazu - Porozmawiajmy o tym, kiedy wrócimy do Petersburga, nie mieszkajmy w nasze sprawy Siergieja.
- To wy sobie porozmawiajcie - Siergiej sam się domyślił, że jego obecność z punktu widzenia Igora, jest mało pożądana - Będę na dworze - wstał i wyszedł z domu.
- Więc teraz

95




chcesz uciec? - zapytał ironicznie Igor.
- To nie jest ucieczka - zaprzeczyła oczywistym faktom.
- A co? - wysyczał i pochylił się nad nią - Jak to nazwiesz? Każdy z nas, i ja i on - wskazał Siergieja siedzącego na schodach - Mamy po jednym trupie na sumieniu, a ty po prostu pakujesz manatki i uciekasz?!
- To nie moja wina i wiesz o tym doskonale! - wykrzyczała mu w twarz - To na tobie Czukow chciał się zemścić!
Igor nic nie odpowiedział, wyprostował się na krześle.
- I co, nie zmienisz zdania?
- Nie - odparła cicho.
Wstał, podszedł do okna, chwilę myślał, po czym powiedział nawet na Sonię nie spoglądając:
- Więc to koniec? - nigdy nie przypuszczał, że przyjdzie mu zadać jej takie pytanie.
- Tak Igor, to koniec - spuściła wzrok - Przepraszam. Naprawdę nie chciałam, by to się wszystko tak skończyło.
- Tak - pokiwał głową, odwrócił się i oparł dłońmi o stół. Spojrzał jej w oczy i spokojnie powiedział - Trudno mi nawet opisać, jak się teraz czuję. Jest we mnie jedna, wielka pustka. Wraz z tobą odchodzi sens mojego życia. Nie będę cię już prosił i przekonywał bo wiem, jaka jesteś uparta ale chciałbym, żebyś miała

96




świadomość, jakie to spustoszenie wywołuje w moim sercu.
- Przepraszam - wydukała z poczuciem winy. Zdawała sobie doskonale sprawę, jak zraniła Igora i było jej przykro. Jednak wiedziała, że ten związek nie ma przyszłości. Miała poczucie, że to co robi, jest słuszną drogą mimo, że bolesną.
Igor nic nie odpowiedział. Odwrócił się i wyszedł z kuchni. Sonia widziała jak wychodzi i podchodzi do Siergieja.
- Podoba ci się, prawda? - zapytał Siergieja, ale zaraz dodał - Głupie pytanie. Wiem, że ci się podoba - Igor spojrzał Siergiejowi w oczy.
- Co mi się ma podobać? - zapytał zaskoczony.
- Sonia. Teraz masz wolną drogę. Nie jesteśmy już razem - nie czekając nim zszokowany Siergiej odzyska mowę, wsiadł do auta i wcisnął energicznie pedał gazu, wzniecając tumany kurzu spod kół. Igor chciał sobie wszystko poukładać w głowie. Potrzebował chwili ciszy i spokoju. Zaledwie wczoraj zabił człowieka. Co prawda gangstera, ale zawsze. Niewiele osób pewnie po nim będzie płakało. Zatrzymał się na tarasie widokowym usytuowanym na jednym z wielu zakrętów drogi, z którego rozpościerał się zniewalający widok na okoliczne lasy.

97




Normalnie cieszyłby się tym widokiem, jednak w tej chwili patrzył, ale nie widział. Spojrzał na leżący na siedzeniu obok telefon. W duchu liczył, że Sonia zadzwoni i powie, że zmieniła zdanie, przemyślała swoją decyzję. Zaczął przeklinać Boga za to, że najpierw dał mu tak wielkie szczęście jak jej miłość, a teraz zabiera wszystko w tak brutalny sposób. Przeklinał Boga z bezsilności i rozpaczy.
Sonia nadal siedziała w kuchni wpatrując w jakiś punkt na stole. Nie wiedziała co teraz ze sobą zrobić. Tysiące myśli kłębiło się w jej głowie. Miała ochotę wyć. Zraniła Igora tak bardzo mimo, że tego nie chciała, nie planowała. Miała świadomość, że jednym zdaniem przekreśliła całą przyszłość, jaką planowali i przeszłość jaka była ich udziałem. Nie miała jednak wyboru. Życie z nim zaczynało zagrażać jej życiu, a oni przestawali się już rozumieć. Wstała i wyszła przed dom, podeszła do Siergieja.
- Zerwałam z Igorem - powiedziała.
- Wiem, powiedział mi ale uznałem, że żartuje. Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo nasze drogi się rozeszły. Wiem, że bardzo cierpi, że teraz czuje się nieszczęśliwy, wierzę jednak,

98




że z czasem zapomni i ułoży sobie życie z inną.
- Bardzo cię kocha. Trudno będzie wymazać z pamięci takie uczucie.
- To mnie miało pocieszyć, czy chciałeś mi dokopać? - zirytowała się - Ja go po prostu już nie kocham. Gdybym z nim została, z czasem zrobiłabym mu piekło z życia. Bylibyśmy oboje nieszczęśliwi. To mu miałam zafundować? Jest wartościowym człowiekiem i wierzę, że znajdzie kobietę, która go pokocha tak, jak na to zasługuje. Ale to nie będę ja.
- Pytanie, czy on będzie kochał ją równie mocno, bo osobiście wątpię. A ty jak się czujesz?
- Dobrze, zważywszy na sytuację. Słabo, ale nie jest źle. Nie wiesz gdzie pojechał Igor? Widziałam, że z tobą rozmawiał.
- Nie wiem, tego mi nie powiedział.
- Powinnam was obu przeprosić - powiedziała. Poczuła się słabo, odwróciła, wróciła do domu, położyła na kanapie, przykryła kocem i zasnęła.
Igor wpatrywał się w telefon. W końcu wybrał numer.
- Lena?
- Jezu Igor, gdzie ty się podziewasz?! - wybuchnęła - Co się z wami dzieje?! Wiesz jak się denerwowałam?
- Przepraszam, że nie odezwałem się wcześniej....
- Wszystko w porządku? - niecierpliwiła się -

99




Sonia jest z tobą?
- No można tak powiedzieć.
- Jak to "można powiedzieć"? Jest czy nie?
- Jesteśmy w domu Siergieja. Aktualnie stoję na jakimś leśnym zadupiu i podziwiam jebane krajobrazy, jako że moja narzeczona parę godzin temu ze mną zerwała.
- Co ty gadasz? - wybełkotała zszokowana Lena - Sonia z tobą zerwała?
- No innej narzeczonej nie posiadam.
- Ale dlaczego?
- Myślę, że do nieodpowiedniej osoby kierujesz to pytanie. A dzwonię, żeby cię poprosić, żebyś spakowała jej rzeczy. Myślę, że niedługo wróci do Polski.
- A ty? - Lenie nadał przychodziło z trudem ogarnięcie tego wszystkiego, czego się właśnie dowiedziała.
- Ja zostaję. Do pracy wrócę za jakiś tydzień, więc na taki termin umawiaj wszystkie spotkania.
- Magorski cię szukał...
- Daj mi teraz spokój z tym idiotą - rzucił nie kryjąc irytacji - Wrócę, to się z nim spotkam, pa.
Tymczasem, tuż po skazaniu Czukowa, w jego domu rozgrywały się niemniej spektakularne wydarzenia. Nina stała przy oknie i wpatrywała w zbliżającego się szybko czarnego Mercedesa.
- Skurwiel - powiedziała do siebie, zasunęła firankę, odwróciła się od okna, usiadła na

100




kanapie i sięgnęła po książkę. Jednak już po kwadransie przerwała lekturę. Do jej uszu dobiegły najpierw podniesione głosy, potem krzyki, a na końcu do pokoju wbiegła zapłakana Nadia.
- Słyszała pani, co się stało? - zapytała ocierając łzy chusteczką.
- Nie. A co się stało? - Nina wydawała się być oazą spokoju. Przeszła już tak wiele w domu Czukowa, że uodporniła się na wszystko co wokół niej się działo.
- Pan Czukow został skazany i aresztowany! - wybuchnęła głośnym płaczem.
- Skazali tego gnoja? - na twarzy Niny pojawił się niemal euforyczny uśmiech - I co, teraz jest w areszcie?
- Tak. Ja wiem, że on panią źle traktował ale dla mnie był dobry - kobieta usiłowała usprawiedliwić przed Niną swój szczery żal z powodu aresztowania pracodawcy - Co ja teraz zrobię? - wysmarkała głośno nos.
- Co się pani martwi - odparła niezrażona Nina - Ktoś się musi domem zająć. Przecież jego brat nie przeprowadzi się tutaj. I tak ma go w dupie. A ile dostał?
- Osiem lat. Ja już pójdę. Przygotuję coś na kolację, chociaż apetyt to pewnie nikomu nie dopisze. Jura i Wasyl gdzieś pojechali i jeszcze ich nie ma.
Kiedy za

101




Nadią zamknęły się drzwi, Nina powiedziała do siebie:
- Osiem lat. Pewnie i tak tyle nie będzie siedział, ale że jakiś sędzia odważył się go skazać - pokiwała z uznaniem głową. Po chwili uzmysłowiła sobie, jakie możliwości daje jej nieobecność Czukowa. Wyjrzała przez okno, by upewnić się, że żadnego z jego ludzi nie ma w pobliżu. Zbiegła szybko do gabinetu piętro niżej. Cicho wślizgnęła się do środka i rozejrzała wokół. Doskonale wiedziała, czego szuka. Odsunęła szufladę biurka i zaczęła pobieżnie przeglądać jego zawartość.
- Jest - powiedziała, gdy znalazła mały, ale solidny kluczyk. Podeszła do wiszącego na ścianie obrazu Rembrandta - Co za klasyka - pokiwała z politowaniem głową, odsuwając obraz od ściany i odsłaniając solidne drzwiczki sejfu ukrytego za obrazem. Wbiła poprawnie kod, po czym włożyła kluczyk do zamka i przekręciła. Czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z klatki piersiowej. Z duszą na ramieniu szarpnęła za ciężkie drzwiczki. Ku jej radości bez problemu je otworzyła. Zaczęła nerwowo przetrząsać zawartość sejfu. Nie interesowały jej diamenty ani dolary - Mam! - wyciągnęła z sejfu

102




cienką teczkę, w której znajdowały się podpisane przez nią dokumenty, w których zrzekała sie praw do dziecka. Bez zastanowienia podarła je na małe kawałki, po czym spaliła w dużej, kryształowej popielniczce stojącej na biurku.
- Zobaczysz to dziecko gnoju, jak świnia niebo - powiedziała do siebie. Kiedy została z nich garść popiołu, wysypała zawartość do śmietnika stojącego pod biurkiem. Już miała wyjść, gdy jej wzrok zatrzymał się na otwartym sejfie.
- A co mi tam. Coś mi się należy za to, co tu przeszłam - złapała plik dolarów amerykańskich, a z welurowego woreczka wyjęła garść diamentów, które ukryła w biustonoszu. Pospiesznie, niezauważona przez nikogo, wróciła do pokoju i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy w największą torebkę, jaką udało jej się znaleźć w szafie. Nagle drzwi pokoju otwarły się i stanęła w nich Nadia. Nina błyskawicznie wyprostowała się zasłaniając torebkę. Zamarła. Czekała na ruch gosposi. Nadia bez problemu odgadła co się dzieje, ale nic nie powiedziała. Nie zauważyła, jak Nina sięga po solidny, mosiężny świecznik stojący na stoliku. Po chwili Nadia powiedziała:
-

103




Pani Nino, zejdzie pani na kolację?
- Nie, nie jestem głodna - odparła siląc się na naturalność - Boli mnie głowa - poczuła suchość w gardle. Serce biło jej tak głośno, że była pewna iż Nadia je słyszy. Gospodyni odwróciła się, złapała za klamkę, juz miała wyjść gdy zatrzymała się i nie odwracając do Niny powiedziała:
- Chłopcy już jedzą. Pewnie skończą nie wcześniej niż za pół godziny. Jury i Wasyla nadal nie ma. Do widzenia pani Nino - spojrzała na wystraszoną Ninę, która w oczach gosposi dostrzegła zrozumienie.
- Do widzenia Nadiu - powiedziała spokojnie i dodała - I dziękuję... Za wszystko.
Nadia nic nie powiedziała, tylko wyszła z pokoju. Nina wiedziała, że kobieta dała jej pół godziny na ucieczkę. Złapała torebkę i zbiegła na dół. Rozejrzała się. Wokół było pusto. Z jadalni dobiegały głosy rozprawiających o ostatnich wydarzeniach, domowników. Dowiedziała się tylko, że jego brat jest już w drodze do Petersburga. Nie wiedziała, czy wie o niej i dziecku, ale teraz to nie miało znaczenia. Tak czy inaczej musiała uciekać. Pobiegła do otwartego garażu. Rozejrzała sie po stojących tam kilku autach.

104




Owszem, wszystkie były otwarte ale próżno było w nich szukać kluczyków. Jej wzrok zatrzymał się na stojącym w kącie, niewielkim elektrycznym kładzie. Tylko on miał kluczyk w stacyjce. Był niemal niesłyszalny, a Ninie właśnie o to chodziło. Z drugiej jednak strony wiedziała, że daleko nie pojedzie, a i prędkość nie powalała. No i wielką niewiadomą pozostawała sprawa naładowania akumulatora. Nie miała jednak wyboru. Przekręciła kluczyk i wcisnęła pedał gazu. Kład powoli ruszył. Dom Czukowa leżał na obrzeżach Petersburga w cichej, spokojnej okolicy tonącej w zieleni. Skierowała się nie do głównej bramy ale do niewielkiej bramki na tyłach ogrodu. Niewiele osób o niej wiedziało ale z pewnością ludzie Czukowa do niedoinformowanych się nie zaliczali.
- Boże, wiem że byłam podła - mówiła do siebie, a po policzkach spływały jej łzy - Ale przysięgam, poprawię się, tylko spraw by ta pierdolona furtka była wystarczająco szeroka. Nikogo więcej nie skrzywdzę, a Siergieja i tą jego Sonię przeproszę.
Rzeczywiście, furtka wydawała się dość wąska i istniała możliwość, że kład się w niej nie zmieści. Była otwarta i

105




nie pilnowana przez nikogo. Nina odetchnęła z ulgą, kiedy kład przejechał przez furtkę z zapasem zaledwie kilku centymetrów po obu stronach. Nina nie posiadała się z radości. Cieszyła się jak dziecko, mimo że z oczu nadal płynęły jej łzy. Nie bardzo wiedziała gdzie się udać, więc pojechała na najbliższą stację metra, gdzie zostawiła kład. Wyszperała z torebki drobne. Postanowiła wrócić do swojego apartamentu, choć było to ryzykowne. Jeśli odkryto jej ucieczkę, właśnie tam będą na nią czekać ludzie Czukowa. Kiedy przekroczyła próg, zobaczyła że wszystko jest tak, jak zostawiła w dniu wyjazdu. Otworzyła laptop. Weszła na stronę linii lotniczych i wykupiła bilet na najbliższy lot do Paryża, gdzie od lat mieszkała jej siostra. Nie musiała się martwić o wizę. Spojrzała na zegarek. Mam niecałe dwanaście godzin. Zdążę - wyjęła z szafy niewielką walizkę, do której włożyła trochę ubrań, dokumenty, kosmetyki i wszystko co może jej się przydać w najbliższym czasie. Z szuflady komody wyjęła paszport. Zamówiła taksówkę. Czekając podeszła do okna by się trochę uspokoić. Z duszą na ramieniu rozglądała się

106




po okolicy, szukając czarnego Mercedesa. W domu na pewno odkryto jej zniknięcie, więc pościg był tylko kwestią czasu. Pomimo, że sam Czukow jest w areszcie, jego ludzie z pewnością będą jej szukać. Zobaczyła, że pod dom podjechała taksówka. Szybko zamknęła mieszkanie i zbiegła na dół. Wskoczyła do taksówki i niemal krzyknęła:
- Na lotnisko, byle szybko!
Kiedy zbliżali się do bramy wjazdowej na luksusowe osiedle, zobaczyła tak znane czarne auto. Schyliła głowę.
- Co pani robi? - zapytał zdziwiony kierowca.
- Zgubiłam kolczyk - burknęła - Jedź człowieku szybciej!
Poczuła ulgę, kiedy znalazła się na lotnisku. Spędziła na nim długie godziny ale w spokoju, delektując się widokiem startujących i lądujących samolotów.
- No, kochanie - powiedziała i pogładziła się po brzuchu - Teraz jesteśmy już bezpieczni.
Igor długo jeździł bez celu po okolicy. Kiedy wrócił do domu Siergieja, było już ciemno. Wszedł do domu nawet nie pukając. W kuchni zobaczył siedzącą przy stole Sonię i Siergieja zmieniającego jej opatrunek. Poczuł ukłucie zazdrości w sercu ale nie dał tego po sobie poznać.
- Dobry wieczór - powiedział i

107




usiadł na krześle. Był blady, miał podkrążone oczy. Doskwierał mu głód. Nie jadł praktycznie cały dzień.
- Dobry wieczór - odpowiedzieli niemal jednocześnie.
- Gotowe - powiedział Siergiej zakładając klamerkę zapobiegającą rozwinięciu bandaża - Wygląda dobrze i myślę, że szybko się zagoi, chociaż pewnie niewielka blizna zostanie.
- To nie ma znaczenia - odparła naciągając szlafrok na ramię. Igor śledził każdy jej ruch.
- Jutro wracam do Petersburga. Wracasz ze mną?
- A zawieziesz mnie do Leny? - zapytała cicho - Chciałam do niej zadzwonić ale nie mam swojego telefonu, a numeru nie pamiętam, więc nawet od Siergieja nie mogłam zadzwonić.
- Ja muszę coś jeszcze zrobić - Siergiej skierował się do wyjścia. Atmosfera była ciężka, więc chciał ich zostawić samych.
- Telefon jest w moim aucie. Zaraz ci go przyniosę - westchnął i uklęknął u jej kolan - Soniu, nie zostawiaj mnie. Daj mi jeszcze jedną szansę. Nie przekreślaj tego, co między nami było...
- Igor, proszę - otarła płynące po policzkach łzy - Nie utrudniaj tego. Nie ma już "nas". Jestem ja i ty ale nie "my". Ja cię już nie kocham. Tak

108




się nie da żyć na dłuższą metę i ty to wiesz. Chciałbyś, żebym była z tobą z litości, a nie miłości? Mógłbyś ze mną żyć z taką świadomością?
Poddał się. Wstał i zrezygnowany wyszedł z kuchni. Po chwili przyniósł telefon i położył bez słowa przed Sonią, na stole, po czym wyszedł. Wzięła telefon i wybrała numer.
- Lena? Ja jestem..
- Wiem, gdzie jesteś - przerwała jej spokojnie - Igor do mnie dzwonił. Powiedział też, że z nim zerwałaś.
- Prosił cie o mediację? - w głosie Soni Lena usłyszała nutę irytacji.
- Nie, o nic mnie nie prosił. W takich kwestiach Igor nigdy nie prosi o pomoc. Poinformował mnie tylko. Odchodziłam tu od zmysłów. Nie mogłam się do was dodzwonić. Nie mogliśmy się z Igorem dodzwonić do szpitala. I on zadzwonił...
- Wiem wszystko. Poprosił o pomoc Siergieja.
- Może nie powinnam ci tego mówić, ale zabierając cię ze szpitala Siergiej prawdopodobnie uratował ci życie.
- Więc uratowali mi życie dwukrotnie - pomyślała, a do Leny powiedziała - Wracam do Polski, jak pewnie wiesz. Mogę pomieszkać u ciebie jakiś czas, zanim poczuję sie lepiej i kupię bilet?
- Jasne, wiesz że tak.
- Lena...

109




ja zostałam postrzelona.
- Co? Jaka? - Lena myślała, że ją słuch myli - Postrzelona?
- No tak...
- Ale, że w sensie pistolet i te sprawy, czy tylko ci odbiło?
- Mam ranę postrzałową. Wystarczy?
- Boże, kto...
- Ludzie Czukowa. Byli tu. Ale to nie na telefon. Jak się spotkamy to ci opowiem.
- Dobrze, to do zobaczenia Soniu.
- Pa i dziękuję za wszystko.
- Nie ma sprawy. Nadal pamiętam jak pomieszkiwałam u ciebie i jak mnie twoja mama dokarmiała.
- Moja matka chętnie dokarmiałaby pól osiedla. Pa.
Sonia odłożyła telefon, wstała i spojrzała w duże kuchenne okno. Wokół rozpościerał się mrok, który rozjaśniała jedynie niewielka lampa z tarasu. Pomyślała o tym co się ostatnio wydarzyło. Nie mogła uwierzyć, że tak nieprawdopodobne wydarzenia są jej udziałem. Teraz pragnęła jedynie spokoju, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji którego Petersburg, mimo że bardzo kochała to miasto, nie zapewniał. Siedziała tak dość długo. W domu panowała całkowita cisza. Kiedy wyszła z kuchni, Igor drzemał na kanapie. Widocznie i jego dopadło zmęczenie. Sonia dostrzegła cienką smugę światła padającą spod drzwi siłowni. Domyśliła się,

110




że Siergiej zamknął się w swoim azylu. Poszła cicho do pokoju, wślizgnęła pod kołdrę i szybko zasnęła. Ranek obudził ją pierwszymi promieniami słońca wpadającymi przez okno. Niestety, pomimo pięknej pogody, pękała jej głowa. Kiedy zeszła na dół, Igor i Siergiej krzątali się po domu. Zobaczyła leżący na kanapie koc, domyśliła się że Igor spał tutaj, nie z nią. Poszła do kuchni i usiadła przy stole, na którym stała miska i twarożkiem ze świeżego sera, do którego Siergiej wkroił rzodkiewkę i szczypiorek.
- Gdzie Igor? - zapytała
- Nie wiem - odparł stawiając na stół koszyczek z pieczywem - Niedawno tu był. Powiedział, że nie będzie jadł, więc zostaje na nas dwoje - odwrócił się i otworzył drzwiczki szafki, chcąc wyjąć talerze. Nie zdążył, gdy poczuł na sobie jej dłonie. Zamknął oczy i znieruchomiał. Chciał, by ten stan trwał wiecznie.
- Pewnie już nigdy się nie zobaczymy - powiedziała w pewnym momencie Sonia, tuląc twarz do jego pleców. Jej słowa podziałały na Siergieja niczym kubeł zimnej wody. Odwrócił się szybko, a talerze mało nie wypadły mu z rąk.
- Wyjeżdżasz na stałe? Nigdy już nie

111




przyjedziesz do Petersburga? Do mnie?
W jego oczach dostrzegła przejmujący smutek i obawę.
- Nie sądzę. Kocham Petersburg ale największa tragedia mojego życia wydarzyła się właśnie tutaj, w tym mieście.
- Ale Soniu, przepraszam za to co powiem, ale przecież żyjesz. Nikt cię już nie skrzywdzi. Jesteś tu bezpieczna. Z czasem zapomnisz...
- Zapomnę o strzelaninie, zapomnę o trupach, zapomnę o bólu ale straty dziecka nie jestem w stanie zapomnieć...
Po tych słowach Siergiejowi talerze wypadły z rąk i z wielkim hukiem rozbiły się na kamiennej podłodze.
- O czym ty mówisz?
- Ja w tym wypadku straciłam dziecko. Moje i Igora - odparła cicho ale spokojnie.
Siergiej podszedł do niej objął ją swoimi olbrzymimi ramionami i przytulił. Nie był w stanie wydusić słowa. Czuł jej ciepło na swoim nagim ciele. Pocałował ją w głowę i powiedział:
- Nawet nie wiesz jak mi przykro. Oddałbym wszystko, żeby cofnąć czas. Gdybym wtedy ja otworzył drzwi, a nie Nina...
- Więc ty wiesz? - spojrzała na niego zdziwiona.
- Wiem. Igor mi powiedział. Wiem, że u mnie byłaś. Nie wiem co dokładnie powiedziała ci Nina, ale na pewno nie prawdę.
- Powiedziała,

112




że jest z tobą w ciąży.
- Owszem, jest w ciąży, ale to nie moje dziecko tylko Czukowa. Okłamywała nas obu. Ojca wskazały dopiero badania DNA.
- Więc jednak powiedziała mi prawdę. Powiedziała, że kochaliście się w szatni wtedy, po walce. I że to wtedy zaszła z tobą w ciążę. I że mnie się tak szybko pozbyłeś, bo czekałeś na nią.
Siergiej czuł się, jakby miał nóż na gardle. Wiedział, że Nina kłamała ale trudno było teraz jej kłamstwo obalić. Wyglądało bardzo wiarygodnie i przekonywująco. Postanowił jednak być z Sonią szczery, bez względu na konsekwencje. Przecież i tak się prawdopodobnie już nie zobaczą sądząc po tym, jak jest zdeterminowana by wrócić do Polski. Odsunął ją od siebie i posadził na krześle.
- Dobrze, powiem ci prawdę. Tak, kochałem sie wtedy z Niną i istniało prawdopodobieństwo, że dziecko jest moje. Jednak kilka dni wcześniej Nina uprawiała sex z Czukowem i to jego dziecka się spodziewa. Nie czekałem na nią i to nie dlatego powiedziałem, żebyś wyszła. Kochałem się z Niną, bo...bo nie mogłem z tobą - poczuł niewiarygodną ulgę, kiedy to powiedział, dlatego ciągnął dalej - Kiedy

113




zamykałem oczy wyobrażałem sobie że ona, to ty. Że to ciebie biorę w ramiona, całuję i że to twoje ręce mnie obejmują, nie jej. Byłem pewny, że tylko to mi zostało. Miałaś narzeczonego, byłaś szczęśliwa. Igor poza tobą świata nie widział i pewnie nadal nie widzi. I to jest prawda, a nie to co powiedziała ci Nina.
Zapanowała grobowa cisza.
- Na Boga, Soniu powiedz, że mi wierzysz...
- Wierzę, wierzę... - odparła spokojnie.
- Wyjedziesz? - zapytał z nadzieją, że po usłyszeniu prawdy zmieni zdanie.
Podeszłą do niego i objęła ramionami. Cicho powiedziała:
- Wyjadę.
- Cóż za romantyczny widok! - usłyszeli nagle głos Igora przepełniony ironią - Widzę, że przyszedłem nie w porę - usiadł przy stole i spojrzał na potłuczone talerze.
- Jakaś pierwsza kłótnia kochanków mnie ominęła? - zapytał z udawanym zdziwieniem.
- To nie tak, jak myślisz - powiedział Siergiej i zaraz zauważył, jak klasycznie i głupio to zabrzmiało.
- Nie? - Igor poczuł narastającą złość - To ja ci powiem, jak ja to widzę. Wczoraj moja narzeczona - wskazał palcem Sonię - Ze mną zerwała, a dzisiaj widzę ją obściskującą się z innym. Więc

114




albo jest zwykłą puszczalską, co jak wiemy obaj nie jest prawdą, albo została uwiedziona.
- Nie uwiodłem jej.
- Więc druga opcja? - Igor uniósł brwi z udawanym zdziwieniem.
- Jak możesz - powiedziała Sonia.
- Mogę! - krzyknął i z całej siły uderzył pięścią w stół - Mogę, bo myślałem, że masz chociaż tyle przyzwoitości, by mi oszczędzić takiego widoku. Wiesz jak bardzo cię kocham, a to, co przed chwila zobaczyłem... - urwał bo nie bardzo wiedział, co jeszcze powiedzieć. Siergiej podszedł do okna.
- Myślę, że powinieneś już jechać. Mój dom, jak mówiłem, jest otwarty, ale moja cierpliwość jest ograniczona.
- Dobrze - Igor wstał i poprawił wymiętą marynarkę - Soniu, zabierz swoje rzeczy.
- Nie - Siergiej, z kamienną twarzą, utkwił wzrok w Igorze - Ona zostaje.
- No pięknie! - Igor roześmiał się szyderczo, chociaż Sonia wiedziała, że jest to bardziej rozpacz - Jesteś zwykłą...
- Hamuj się!- Siergiej zrobił krok w kierunku Igora, ale Sonia zastąpiła mu drogę.
- Nie Sierjoża, nie możesz - jej wzrok mówił wszystko. Igor spojrzał na Sonię z politowaniem.
- Naprawdę myślałaś, że mógłbym nazwać cię

115




dziwką? Naprawdę aż tak mało mnie znasz? Naprawdę tak małe masz pojęcie o tym, co do ciebie czuję? - czuł się w tej chwili pokonany i przegrany. Podeszła do Igora, wyciągnęła dłoń w kierunku jego twarzy ale zrobił szybki unik.
- Przepraszam Igor. Nie chciałam, żeby się to wszystko tak potoczyło. Nie chciałam, żebyś cierpiał ale przez ostatnie miesiące tyle się wydarzyło.
Patrzył w jej oczy, w których zobaczył cierpienie, bezsilność i bezradność.
- I co, tu zamieszkasz? - rozejrzał sie po kuchni, jego wzrok zatrzymał się na Siergieju - Z nim?
- Nie. Wrócę do Petersburga, do Leny. Jak poczuję się lepiej, wrócę do Polski.
- To powadzenia - podszedł i mocno ja przytulił. Miał świadomość, że być może widzi ją po raz ostatni. Poczuł płynące po policzkach łzy. Tracił miłość swojego życia, wiedział że już nigdy nikogo tak nie pokocha jak ją - Do widzenia, Soniu - pocałował ją w policzek i skierował się do drzwi.
- Poczekaj! - zawołała i ściągnęła z palca pierścionek zaręczynowy z pięknym diamentem - Nie mogę go zatrzymać. Proszę, weź go.
- Ale Soniu, on jest twój bez względu na to czy jesteśmy razem,

116




czy nie. Należy do ciebie.
- Nie, weź go, proszę.
- Nie wezmę ale wiem co możesz z nim zrobić. Sprzedaj go, a pieniądze przeznacz na jakąś instytucje charytatywną. Zawsze wspierałaś takie inicjatywy.
- Dobrze, tak właśnie zrobię.
Igor bez słowa wyszedł z domu i skierował do auta. Już miał wsiąść, kiedy jego wzrok zatrzymał się na oknie, w którym dostrzegł smutną twarz Soni. Chwilę na siebie patrzyli, po czym wsiadł do auta i odjechał. Odprowadziła go wzrokiem aż czarne Audi zniknęło za niewielkim sosnowym młodnikiem. Wiedziała, że zostawia za sobą pewien etap życia. Nie wiedziała, co przyniesie jutro, ale była gotowa podjąć wyzwanie. Postanowiła wrócić do Polski i nie zamierzała zmieniać zdania. Odwróciła głowę i zobaczyła milczącego Siergieja opartego o futrynę.
- Zawieziesz mnie do Petersburga? - zapytała.
- Kiedy chcesz jechać?
- Jak najszybciej.
- Może być jutro? Muszę coś przy aucie zrobić i jechać po jedną część do miasteczka. Trochę czasu na to zejdzie.
- Oczywiście, nie ma pośpiechu, może być jutro.
Nie protestował, kiedy wyszła z kuchni i poszła na górę. Zdawał sobie sprawę, że pomimo

117




braku emocji, Sonia bardzo przeżywa całą sytuację.
Areszt śledczy w niczym nie przypominał luksusowej willi na obrzeżach Petersburga, chociaż miał dość dobre, zważywszy na sytuację, wyposażenie. Witalij Czukow wyjrzał przez zakratowane okno.
- On musi za to zapłacić. To wszystko jego wina - odwrócił się do siedzącego przy niewielkim stoliku brata - Te taśmy nigdy nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie Szołow. Nie doceniłem skurwiela. Zaimponował mi. Patrzyłem na niego jak w lustro. Myślę, że jego buta, arogancja i brak skrupułów pomogły mu wygrać niejedną sprawę.
- To brzmi jak psalm pochwalny pod adresem tego człowieka, podczas gdy my chcemy go zniszczyć.
- Tak, wiem Dima - podszedł do brata i poklepał go po ramieniu - Dobrze, że cię mam. Musisz się tym zająć. On musi za to zapłacić.
- Zapłaci, gwarantuję ci. Szołow pożałuje, że się urodził.
- Nie uwierzysz - powiedział w pewnym momencie Witalij Czukow - Ale on to podobno zrobił na prośbę narzeczonej.
- Żartujesz? - Dima nie ukrywał zdziwienia - Chcesz powiedzieć, że zrobił coś takiego dla jakiejś dupy? Postradał rozum?
- Też tak myślałem, ale wszystko

118




wskazuje na to, że właśnie tak było. Zajmij się wszystkim i sprawdź, czy mogę stąd jakoś wyjść.
- No niestety, marnie to widzę. Wyrok, to wyrok. Nie wiem, jak do tego mogło dojść.
- Acha, jeszcze Nina.
- Co Nina?
- Mieszka teraz u mnie. Spodziewa się dziecka.
- Twojego? - zapytał Dima i lekko się uśmiechnął.
- Oczywiście, że mojego - obruszył się Witalij - Nie trzymałbym tej latawicy, gdyby to było czyjeś dziecko.
- Jesteś pewien?
- Tak, zrobiłem badania DNA. Sam wiesz, że jej nie można ufać. Zajmij się nią. Jak nie wyjdę, to niech urodzi, daj jej dwa miesiące, a potem won.
Nagle zadzwonił telefon. Dima sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i odebrał. Niewiele mówił, a raczej słuchał. Kiedy skończył, spojrzał na Witalija.
- No z Niną to może być problem. Właśnie się dowiedziałem, że uciekła kiedy się dowiedziała, że cię skazano. Z sejfu zabrała trochę dolarów i parę diamentów, ale to wystarczająco dużo, by się gdzieś mogła urządzić do porodu. Zapewne wyjedzie za granicę.
Witalij Czukow uderzył pięścią w stół.
- Co za swołocz! W dupie mam dolary i diamenty! Zależy mi na dziecku! Macie jej

119




szukać - spojrzał bratu w oczy - Spod ziemi ją wyciągnij, ale ma wrócić. Szukajcie jej w Paryżu, ma tam siostrę.
- Dobrze - Dima wstał powoli. Miał dosyć wyrzutów brata i jego frustracji - Bądź spokojny, wszystko się jakoś ułoży. Szołow poniesie konsekwencje ryzykownej gry jaką podjął.
- Do widzenia, Dima - Witalij serdecznie uściskał brata. Był rozbity. Nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że może zostać skazany, a teraz nie dość że trafił za kratki, to jeszcze Nina zniknęła. Starał się pozbierać i zacząć panować nad sytuacją.
Lena zaparzyła herbatę, postawiła filiżankę na niewielkiej tacy obok talerzyka z kilkoma ciasteczkami, rozsiadła się wygodnie na kanapie i włączyła telewizor. Za oknem zapadał zmrok. Nagle usłyszała głośne pukanie do drzwi.
- Kogo diabli po nocy niosą? - niechętnie wstała i otworzyła drzwi - Igor?! Co ty tu robisz? Gdzie Sonia?
- Mogę wejść? Sąsiadka wchodziła i mnie wpuściła.
- Jasne - otworzyła szerzej drzwi. Igor podniósł z ziemi duży karton i wniósł do mieszkania Leny.
- To są rzeczy Soni. Te najważniejsze, myślę. Powiedz jej, że resztę wyślę na jej adres we

120




Wrocławiu. Przyjechała może do ciebie? - rozejrzał się z nadzieją.
- Nie, myślałam że to ty ją przywieziesz.
- Miała przyjechać ale nie ze mną - odparł chłodno, bo uświadomił sobie, że prawdopodobnie Sonia nadal jest u Siergieja.
- Może coś się stało? Może do niej zadzwonię?
- Nie - zaprotestował szybko - Jeśli została to z własnej woli i na pewno nic jej nie jest.
Lena westchnęła. Żal jej było Igora. Rzadko widywała go tak złamanego i przybitego.
- Chodź, napijesz się herbaty. Właśnie zaparzyłam.
- W zasadzie mogę się napić. W domu i tak nikt na mnie nie czeka. Chcę o niej zapomnieć. Ona dla mnie już nie istnieje - opadł zrezygnowany na kanapę. Kiedy wypił ostatni łyka, zapytał:
- Lena, mogę u ciebie przenocować? Nie chcę wracać do pustego domu.
- Jasne. Pokój Soni jest wolny.
- Dzięki. Pójdę się położyć. Wiem, że jest wcześnie ale jestem wykończony...
Siergiej wrócił do domu późnym popołudniem. Sonia siedziała na schodach ze wzrokiem utkwionym gdzieś w oddali.
- Cały dzień tak siedzisz? - zapytał wychodząc z auta.
- Nie. Niedawno skończyłam sprzątać. Niewiele byłam w stanie zrobić z tą ręką -

121




machnęła obandażowaną ręką - Ale zawsze coś.
- Nie musiałaś...
- Ale chciałam - przerwała mu - Chciałam się czymś zająć, żeby nie myśleć o wydarzeniach ostatnich dni.
Kiedy podszedł bliżej, zmierzyła go wzrokiem. Był ubrany w dżinsy i białą koszulkę z krótkim rękawem. Przy każdym ruchu widziała, jak pracują jego mięśnie. W tej chwili był jedyną osobą przy której czuła się bezpieczna. Pomyślała, że to wręcz niepojęte iż mężczyzna jego postury i wygładu może to zapewnić.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - i nie czekając na odpowiedź podniósł ją ze schodów i objął ramieniem - Chodź, zrobimy późny obiad.
Kiedy skończyli jeść, Sonia odsunęła talerz i powiedziała:
- Dziękuję, jesteś naprawdę świetnym kucharzem. Moje umiejętności przy twoich...
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest aż tak źle - roześmiał się - Może będę miał kiedyś okazję... - zaczął z nadzieją.
- Nie, Sierjoża - brutalnie sprowadziła go na ziemię - Nie zostanę, przykro mi. Nawet nie wiesz, jak bardzo.
- Bystra jesteś - wyprostował się na krześle.
Kiedy wieczorem Siergiej poszedł poćwiczyć na siłowni, Sonia podeszła

122




do biblioteczki i zaczęła przeglądać literaturę. Liczyła, że znajdzie coś, co pozwoli jej odciągnąć myśli od Igora i ostatnich wypadków. Jej wzrok zatrzymał się na tytule "Piękne ogrody - wyczaruj swój własny. Poradnik dla pasjonatów". Z zaciekawieniem sięgnęła po książkę i zaczęła przeglądać. Ogród w jej rodzinnym domu był duży i bardzo zróżnicowany. Można w nim było znaleźć grządki warzywne, rabatki kwiatowe, drzewa i krzewy owocowe obok brzóz, sosem i oczka wodnego. Królową tam była jej matka i Sonia miała znikomy wpływ na to, jak wyglądał. Zabrała książkę, poszła do swojego pokoju, wślizgnęła się pod kołdrę i pogrążyła w lekturze. Zobaczyła, że w książce jest mnóstwo zakładek. Na niektórych jakieś notatki. Domyśliła się, że najwidoczniej Siergiej planował zrobić ogród w pobliżu domu. Postanowiła zrobić mu psikusa i poprzekładała karteczki w miejsca, gdzie znajdowało się coś, co jej się podobało. Miała z tego świetną zabawę. Kiedy skończyła dochodziła północ. Wyszła z pokoju, zeszłą ze schodów i zobaczyła smugę światła padającą spod drzwi siłowni.
- Ma zdrowie -

123




powiedziała do siebie. Wróciła na górę i dziarskim krokiem pomaszerowała do łazienki, złapała energicznie klamkę i zamarła. Siergiej stał pod prysznicem, odwrócony do niej plecami i wycierał się ręcznikiem. Z bijącym sercem spojrzała na jego wytatuowane, szerokie ramiona, kształtne i jędrne pośladki oraz pięknie umięśnione łydki. Chłodne powietrze jakie wpadło do łazienki wraz z Sonią sprawiło, że gwałtownie sie odwrócił. Szybko owinął ręcznik wokół bioder.
- Przepraszam - powiedziała cicho - Myślałam, że jesteś w siłowni. Widziałam światło...
- Tak, wiem. Zapomniałem zgasić.
- Przepraszam za to wtargnięcie - juz miała wyjść, jednak nie zdążyła, bo Siergiej złapał ją za przegub dłoni i przyciągnął do siebie. Poczuła, że ma erekcję. Uniósł jej podbródek, by móc spojrzeć Soni w oczy. Sięgała mu zaledwie do ramion.
- Błagam, nie wyjeżdżaj. Zostań tu ze mną - wyszeptał.
- Nie mogę - powiedziała łamiącym się głosem - Po prostu nie mogę - wyrwała się z jego uścisku i ze łzami w oczach wybiegła z łazienki. Bała się, że może sama nie zapanować nad sobą i poddać się nastrojowi chwili.

124




Chciała się z nim kochać równie mocno, jak on z nią. Zdawała sobie jednak sprawę, że skoro postanowiła wyjechać, to nie powinna mu robić złudnych nadziei. Wbiegła do pokoju i schowała się pod kołdrę. Serce jej biło w oszalałym tempie. Przed oczami nadal miała obraz Siergieja pod prysznicem. Prawie całą noc nie zmrużyła oczu. Zaczęły ogarniać ją wątpliwości. Jak wytłumaczy swój powrót do domu? Co powie rodzicom gdy zapytają o Igora? Przecież go wręcz uwielbiają. Czy powinna powiedzieć o stracie dziecka? To im złamie serca. Siniaki będą jeszcze przez jakiś czas widoczne. Tych kilku szwów na łuku brwiowym też nie ukryje. Już widziała jak matka zasypuje ją gradem pytań. Zasnęła późno w nocy, ale i tak obudziła się po dwóch godzinach. Pozbierała swoje rzeczy do niewielkiej torby i zeszła do kuchni. Siergiej jeszcze spał. Zaparzyła sobie herbatę i usiadła przy stole. Spojrzała w duże, kuchenne okno, za którym rozpościerał sie widok na piękny las i polanę.
- Dawno nie śpisz? - z zadumy wyrwał ją głos Siergieja. Był ubrany i praktycznie gotowy do wyjścia. Nie czekając na odpowiedź wyjął z lodówki karton z

125




sokiem pomarańczowym i nalał sobie do szklanki - Chcesz?
- Nie, dziękuję - szybko dopiła herbatę - Pójdę się ubrać.
Odprowadził ją wzrokiem. Nie minęła godzina, a już byli w drodze do Petersburga. Drogę pokonywali w całkowitej ciszy. Sonia przypomniała sobie jak pokonywała tą drogę zimą, po raz pierwszy. Teraz prawdopodobnie jedzie nią po raz ostatni. Pamiętała jak się bała, kiedy przywiózł ją na to odludzie. Teraz postrzegała to jako niedorzeczność. Do Petersburga dotarli jeszcze przed południem. Siergiej zatrzymał auto pod kamienicą, w której mieszkała Lena. Kiedy wysiedli mocno ją przytulił i pocałował po ojcowsku w czoło. Sonia ledwo się powstrzymała by nie wybuchnąć głośnym płaczem.
- Do widzenia - powiedział i nie czekając na odpowiedź wsiadł do auta i odjechał. Po kilku metrach zwolnił mijając Audi Igora. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl, że może Igor zaplanował jakiś podstęp, ale to już nie była jego sprawa. Aż tak nie miał prawa ingerować w relacje pomiędzy nimi. Postanowił pojechać do klubu.
Sonia ze smętną miną wcisnęła na domofonie numer mieszkania Leny.
- To ja - powiedziała, kiedy

126




usłyszała głos przyjaciółki - Wpuścisz mnie?
- Jasne! Wchodź!
- Igor - Lena szarpnęła śpiącego Igora - Wstawaj, Sonia tu idzie.
- Sonia? - zapytał zaspany - Ona jest u tego swojego Siergieja - usiadł na łóżku i przeczesał dłonią włosy.
- Idzie tu, więc się ogarnij! wyglądasz okropnie. Idź i przepłucz chociaż twarz - złapała jego ubrania, wcisnęła mu je w garść i niemalże siłą wypchnęła go do łazienki.
Po chwili usłyszała dzwonek do drzwi.
- Wejdź!
- Muszę z kimś pogadać. Mam nadzieję, że mnie wysłuchasz, bo inaczej oszaleję - Sonia położyła torbę na podłodze - Jak pewnie wiesz, odeszłam od Igora i czuję się z tym strasznie.
Nagle drzwi łazienki się otworzyły.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Ani trochę nie żałujesz - wycedził Igor.
- Igor? - wyszeptała, jakby zobaczyła ducha.
- Igor przywiózł wczoraj wieczorem twoje rzeczy - wyjaśniła Lena - Nie chciał wracać do pustego mieszkania, więc przenocował u mnie.
- Więc zostałaś u niego na jeszcze jedną noc? - oparł się o futrynę - Lepiej ci z nim było niż ze mną? - wiedział, że zniża się do poziomu o jakim kiedyś by nawet nie pomyślał, ale

127




uczucie zazdrości wzięło górę.
Sonia na chwilę zaniemówiła po czym powiedziała spokojnie, ale zdecydowanie.
- Po tym jak powiedziałam, że odchodzę, miałam wątpliwości i wyrzuty sumienia, ale swoim zachowaniem dajesz mi pewność, że postąpiłam słusznie.
- Soniu, ja cię po prostu kocham! - złapał ją w ramiona i wtulił twarz w jej niedbale upięte włosy.
- Igor, przestań! - wyswobodziła się z jego ramion, weszła do pokoju i zatrzasnęła drzwi.
- Dałem jej wszystko - powiedział do Leny - Swoje serce, życie i wszystko, co mam. A ona co? Dla urozmaicenia chyba znalazła sobie jakiegoś steryda i zapragnęła atrakcji i dreszczyku emocji. A ja dla niej... - chciał dodać, że zabił człowieka, ale się powstrzymał. Uznał, że takimi rzeczami nie powinien się chwalić - Nie chcę jej więcej oglądać - ubrał się i wyszedł.
Kiedy Lena weszła do pokoju, Sonia siedziała na łóżku. Dyskretnie wytarła łzy. Usiadła obok i pogłaskała przyjaciółkę po włosach.
- Opowiesz mi, co się wydarzyło?
Sonia pokiwała twierdząco głową i zdała relację z ostatnich wydarzeń, począwszy od momentu, kiedy Siergiej wyniósł ją ze szpitala.
- O

128




matko boska - powiedziała Lena, kiedy Sonia skończyła - Gotowy scenariusz filmu. Pokaż ta ranę, może trzeba zmienić opatrunek?
- Nie, wszystko bardzo dobrze się goi. Jak na przysłowiowym psie.
- A nie powinien tego obejrzeć lekarz?
- Nie, nic się nie dzieje, a w szpitalu zaraz by dochodzili co się stało. Przecież dobry lekarz rozpozna ranę postrzałową.
- W sumie masz rację. Co teraz zamierzasz?
- Daj mi trochę czasu, niech te siniaki chociaż zbledną i wracam do Polski. Na koncie mam tyle pieniędzy, że na bilet na pewno mi wystarczy. Muszę też zadzwonić do rodziców, żeby po mnie na lotnisko wyjechali.
- Dobrze, to ja pójdę do pracy, a ty tu sobie jakoś czas zagospodaruj. Będę dzisiaj miała za zadanie parzyć Igorowi melisę. Oczywiście, jeśli się w pracy pokaże, co w obecnej sytuacji wcale nie jest takie oczywiste.
Kiedy Lena wyszła, Sonia sięgnęła po telefon.
- Dzień dobry, mamo - powiedziała gdy w słuchawce usłyszała głos matki.
- Jezu Sońka, co się z tobą dzieje?! Od kilku dni nie mogę się do ciebie dodzwonić! Wysłałam ci chyba ze sto maili! Gdzie ty się podziewasz?! Igor też nie odbierał! - nadawała jak katarynka

129




matka.
Kiedy na chwilę zamilkła, Sonia powiedziała:
- Mamo, nie jesteśmy już razem. Odeszłam od Igora.
Po drugiej stronie zapadła grobowa cisza. Sonia wiedziała, że matka doznała szoku i potrzebuje chwili, bo zareagować.
- Matko boska, co się stało? Dlaczego? Byliście taka piękną parą.
Sonia wiedziała, że matka uderzy w tą nutę. Wizualnie z pewnością stanowili przepiękną parę, ale na tym się ich dopasowanie kończyło. Matka zresztą nigdy nie zagłębiała się w ich bliższe emocjonalne relacje, a i Sonia niewiele mówiła.
- Tak mamo, byliśmy. Już nie jesteśmy, a ja wracam do Polski.
- Ale powiedz mi cokolwiek. Dlaczego? - zapytała, jednak po chwili jakby doznała olśnienia - Wiem! Na pewno cię zdradził! Wiedziałam, na pewno jakaś latawica go uwiodła!
- Nie mamo, nie zdradził mnie o ile mi wiadomo - Sonia podniosła głos - Ale to nie jest rozmowa na telefon. A jest tam gdzieś tato? - miała świadomość, że teraz to już na pewno z matką nic nie załatwi.
- Tak jest! - Anna nie kryła frustracji - Jak zwykle z ojcem wszystko załatwiasz, jemu mówisz, a mnie nic. Tylko z nim rozmawiasz!
- Mamo, nie zaczynaj! - krzyknęła Sonia.
-

130




Krzysztof! - usłyszała głos matki - Sonia dzwoni!
- Tato, zerwałam z Igorem i wracam do Polski - powiedziała gdy tylko usłyszała głos ojca. Była z nim bardzo zżyta.
- Po twoim głosie wnioskuję, że stało się coś złego.
- Tak! Zerwała z Igorem! - usłyszała głos matki gdzieś z oddali.
- Anno! Daj mi z nią porozmawiać!
Sonia zamknęła oczy. Miała dość odwiecznych zarzutów matki, że jest wobec niej skryta i nic jej nie mówi, za to ojcu - i owszem.
- Tato, ja dzisiaj postaram się kupić bilet i niedługo wrócę. Napisze ci maila kiedy wracam. Wyjedziesz po mnie na lotnisko?
- Oczywiście dziecko ty moje. Tylko powiedz kiedy. A tak poza Igorem, to wszystko w porządku?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
- Soniu?
- Nie, tato. Nic nie jest w porządku. Ale nie mów mamie, nie chcę jej panikowania.
- Oczywiście. Pamiętaj, że bardzo cię kochamy i że dla nas jesteś najważniejsza. Bez względu na to, co się wydarzyło czy wydarzy, zawsze będziemy stali po twojej stronie - mówił, a po policzkach Soni płynęły łzy - Dla nas jesteś oczkiem w głowie, wokół którego kręci się nasz świat.
- Do widzenia, tato - rzuciła i zakończyła rozmowę,

131




po czym wybuchnęła głośnym płaczem i ukryła twarz w poduszce.
Siergiej otworzył drzwi klubu ze smętną miną. Czuł się, jakby uszła z niego cała energia i chęć do życia. Miał świadomość, że czekają na niego chłopcy, dla których jest niemal bogiem, ale zupełnie go to nie cieszyło. Andriej od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Podszedł do przyjaciela.
- Sierjoża, coś smętnie wyglądasz. Co się stało?
- Nie chce mi się o tym opowiadać - udawanie przed Andriejem, że wszystko jest w porządku nie miało sensu - Pójdę się przebrać.
- Poczekaj - Andriej złapał go za ramię - Chodzi o tę dziewczynę od prawnika, prawda? Ty ją kochasz.
- To już teraz nie ma żadnego znaczenia. Wraca do Polski, temat zamknięty - powiedział i skierował do szatni.
- Ja wiedziałem - powiedział do siebie Andriej - Że z tej mąki chleba nie będzie, a ta dziewczyna tylko kłopoty na niego sprowadzi.
- Trzymaj się i pamiętaj zadzwoń jak wylądujesz - Lena chwyciła przyjaciółkę w ramiona - Nadal nie mogę uwierzyć, że wyjeżdżasz.
- Muszę, tak będzie najlepiej.
Sonia została u Leny dłużej, niż planowała. Dopiero po niemal dwóch tygodniach

132




siniaki zbladły na tyle, by można je było ukryć pod warstwą pudru. Szwy dawno zostały ściągnięte i rana pięknie się zagoiła. Nawet rana na ramieniu wymagała już niewielkiego opatrunku, którego nie widać było spod ubrania. Przez cały ten czas Sonia ani razu nie skontaktowała się z Siergiejem i Igorem. Wiedziała, że skoro wyjeżdża, to nie powinna. Lena mówiła jej, że Igor pytał jak się miewa, czy rany się goją i czy nie zmieniła zdania. Dzwoniła codziennie do domu. Dopiero teraz uprzytomniła sobie, jak bardzo za rodzicami tęskni. Za życiem jakie pozostawiła we Wrocławiu, przyjaciółmi. Przypomniała sobie awanturę, do jakiej doszło kiedy planowała całą eskapadę. Rodzice i Igor próbowali ją odwieść od tego pomysłu, ale postawiła na swoim. Pomimo tego wszystkiego co przeszła, nie żałowała. Ten wyjazd dużo ją nauczył i uświadomił, że jest w stanie podejmować wyzwania i trudne decyzje. Przyznała jednak, że pewnie postąpiłaby tak samo, gdyby jej córka planowała taką wyprawę. Sonia zaczęła na wszystko patrzeć zupełnie inaczej, z dystansem.
- Zadzwonię na pewno, Lena. Masz to jak w banku, obiecuję.
Pomachały

133




sobie ostatni raz, nim Sonia zniknęła Lenie z pola widzenia. Po odprawie Sonia spacerowała po okazałym terminalu lotniska Pułkowo. Stanęła przed olbrzymim oknem, z którego widać było podchodzące do lądowania i startujące samoloty. Jeszcze nie wyleciała, a już czuła, że tęskni za Petersburgiem. Była przekonana, że po tym wszystkim, co ją spotkała znienawidzi to miasto, ale tak się nie stało. Odetchnęła głęboko, kiedy zajęła miejsce w samolocie. Lot trwał niecałe dwie godziny. Wrocław powitał ją ołowianymi chmurami i rzęsistym deszczem. Nie miała kurtki przeciwdeszczowej, a jedynie porozciągany sweter. Odprawa przebiegła sprawnie i szybko. Zabrała bagaż i już z daleka dostrzegła rodziców. Ze łzami padła im w ramiona.
- Tak się stęskniłam! - rozpłakała się. Kiedy wytarła łzy, matka uważnie jej się przyjrzała.
- Co ci się stało? Matko boska, masz bliznę nad okiem. I siniak - Sonia przypomniała sobie, że przed lądowaniem miała poprawić makijaż, ale o tym zapomniała.
- Nic mi nie jest - próbowała zbyć pytania mamy.
- Chyba nie powiesz, że Igor cię...
- Nie, mamo - przerwała Sonia - Igor mnie nie bił, jeśli o to

134




chcesz zapytać. A teraz czy możemy wracać do domu?
Matka nie zadawała więcej pytań, chociaż z pewnością zostały one tylko odsunięte w czasie i na pewno jeszcze padną.
- No więc opowiadaj - powiedziała mama stawiając przed Sonią talerz z zupą - Albo najpierw zjedz, a potem opowiedz.
Sonia nie spieszyła się z jedzeniem dając sobie czas na ułożenie wersji najbardziej delikatnej. Musiała powiedzieć o wypadku, o tym, że już nie ma auta, a jej Mini zapewne zasila jakieś złomowisko. Uznała, że o dziecku nie wspomni.
- No więc? - zapytała mama, kiedy Sonia odsunęła pusty talerz.
- Skąd te siniaki? Ta blizna nad okiem? Co z tym Igorem się stało? - zarzuciła córkę gradem pytań.
- Miałam wypadek.. - zaczęła.
- Wiedziałam! Zawsze za szybko jeździłaś! To się musiało tak skończyć!
- Mamo, droga była śliska i auto wypadło z drogi.
- Czemu nie zadzwoniłaś?
- A co by to dało? Ty wpadłabyś w panikę, denerwowalibyście się, a to i tak by niczego nie zmieniło. Na pewno by mi lepiej nie było.
- Myślę, że Sonia powinna się wcześniej położyć. Na pewno jest zmęczona, a na rozmowy będzie jeszcze dużo czasu.
Anna nie oponowała,

135




więc Sonia z ulgą poszła na górę, wzięła szybki prysznic i wskoczyła pod kołdrę. Czuła się wykończona. Rozejrzała się po pokoju. Wszystko było tak samo jak wtedy, gdy wyjeżdżała.
- Nic nie zmienialiśmy - usłyszała głos ojca. Usiadł na łóżku, jakby na coś czekał.
- Tato, powiem ci coś ale nie mów mamie - Sonia uznała, że to odpowiednia chwila by wyrzucić z siebie to, co ją męczyło.
- Nie było tak łatwo, prawda?
- Tak. Zerwałam z Igorem, bo... bo stał się innym człowiekiem. Zaprzepaścił wszystkie ideały, w które wierzyliśmy.
- Co się stało, że tak postąpił?
- Na niego mówią "adwokat mafii". Broni gangsterów, oszustów, ludzi których kiedyś na pewno by nie bronił. I nie robi tego dla pieniędzy, chociaż na finanse narzekać nie może. On to robi dla poczucia władzy, jakie mu to zapewnia. Nigdy nie przypuszczałam, że będzie do tego zdolny. Myślę, że to Petersburg go tak zmienił i ta praca.
- I zostawiłaś go tylko dlatego?
- A czy to nie wystarczający powód? - zapytała z wyrzutem ale zaraz dodała - Nie, to nie jedyny powód. Podjął się obrony znanego gangstera, jednak zrezygnował z niego, kiedy go

136




o to poprosiłam. Właściwie to nie tyle poprosiłam, co po prostu wykrzyczałam. Niestety, takich rzeczy ludzie pokroju tego człowieka nie puszczają płazem. On wiedział, że Igor mnie bardzo kocha i chciał się na nim zemścić krzywdząc mnie.
Ojciec zbladł jak ściana, a w jego oczach pojawiło się przerażenie.
- Nie, wypadek nie był spowodowany przez tego gangstera, to była moja wina. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ja w tym wypadku straciłam dziecko.
- Żartujesz....
- Nie, tato. Ale nie chcę o tym mówić. Nie pytaj mnie już o nic. Nie będę o tym rozmawiać. Nie mogę. Po prostu nie jestem w stanie.
Ojciec wytarł łzy. Nic nie powiedział. Objął córkę i pocałował w czoło.
- Śpij - powiedział - Wypocznij. Jutro musisz matce stawić czoło.
Kiedy wyszedł Sonia zerknęła na zegarek. Godzina jeszcze nie była późna, więc zadzwoniła do Leny.
- Doleciałam szczęśliwie. Wszystko w porządku.
- No to całe szczęście. Wiesz, Igor mi dzisiaj powiedział, że zamierza sprzedać mieszkanie. Nie wiem dlaczego, przecież nie planuje przeprowadzki. Wspomniał, że wszystko przypomina mu ciebie, bo ty je meblowałaś.
- Jest jego,

137




może z nim zrobić co chce. Jak on to znosi?
- Nie wiem. Sama zresztą wiesz, że po Igorze nic nie widać. No chyba, że ci sam powie. Ty go chyba znałaś najlepiej. Tylko wobec ciebie potrafił być szczery. No, ostatnimi czasy parę razy i ja dostąpiłam tego zaszczytu, ale poza tym nikt.
- Przykro mi, że tak wyszło. Nie chciałam tego..
- Szkoda, że wyjechałaś. Tak tu teraz pustko, jak ciebie nie ma.
- Wiem, ale muszę teraz tu sobie jakoś życie poukładać. Chociaż będzie ciężko, bo w Petersburgu zostawiłam cząstkę swego serca. Zostawiłam miłość.
- Obydwu ich zostawiłaś - wypaliła Lena, ale szybko się zreflektowała - Przepraszam, głupio to zabrzmiało.
- Nie przepraszaj, masz rację. Zostawiłam ich ale inaczej nie potrafiłam. Może to podłe i egoistyczne ale czułam, że tak właśnie powinnam postąpić.
- A co rodzice na siniaki? Co na to mama?
- Mama zaczęła panikować mimo, że niewiele widać. Znasz ją.
- Noo.. Trudno zaprzeczyć.
- Tacie powiedziałam więcej. Ale i tak wersję znacznie okrojoną, z pominięciem akcji z ludźmi Czukowa.
- No nie byłaby dobra taka szczerość.
- No to kochana, wypoczywaj. I dzwoń czasem
-

138




Obiecuję, pa!
- Pa, Soniu.
Odłożyła telefon i poczuła opadające emocje. Zasnęła dość szybko.
Igor siedział w kancelarii przeglądając akta nowej sprawy. Uznał, że rzucenie się w wir pracy pozwoli mu skutecznie zająć myśli czymś innym, niż Sonią. Z zadumy wyrwał go ostry dźwięk telefonu.
- Słucham? - powiedział niechętnie.
- Cześć Igor, Misza mówi. Co u ciebie słychać?
- Cześć Misza, nic nowego. Ta sama kancelaria, ten sam Petersburg - Igor bez problemu rozpoznał dawnego kolegę ze studiów, Michaiła Sołowiowa.
- No właśnie - przerwał mu Misza - Słyszałem, że sprzedajesz mieszkanie w Petersburgu. Słuchaj, a może przeniósłbyś się do Moskwy? Mamy wakat, byłbyś idealny.
Igor dopiero dwa dni temu dał ogłoszenie o sprzedaży mieszkania. Był zaskoczony, że Misza tak szybko się o tym dowiedział. Najwyraźniej musiał mieć jakieś zaufane źródło informacji. Od razu pomyślał o Lenie.
- Widzę, że informacje szybko się rozchodzą. Ciekawe kto jest twoim źródłem informacji?
- Daj spokój Igor, wiesz że i tak nie powiem - roześmiał sie Misza - To co, byłbyś zainteresowany? Finansowo na pewno byś zyskał.
Igor chwilę

139




myślał, po czym odrzekł:
- Ja na finanse nie narzekam, klientów też mi nie brakuje. Czemu akurat teraz dzwonisz do mnie z tą propozycją?
- Mam klienta - przyznał niechętnie przyjaciel - Pewnie niedługo i do ciebie zadzwoni. Uparł się, że chce ciebie. My zresztą też przywitamy cię z otwartymi ramionami.
- Co to za klient? - zainteresował się Igor.
- Pranie brudnych pieniędzy, wymuszenia, oszustwa podatkowe, a na dokładkę prawdopodobnie morderstwo.
Igor zdawał sobie sprawę, że Misza jest człowiekiem jego pokroju i mają wiele cech wspólnych. Podczas studiów Misza był jego najbliższym przyjacielem. Mieli zacząć pracę w kancelarii moskiewskiej, obydwaj dostali ofertę i gdyby Igor nie poznał Soni, z pewnością pracowaliby dzisiaj razem.
- No rzeczywiście grubo - przyznał Igor - I co, chcesz żebym się tym zajął?
- Chciałbym, żebyś nam pomógł. Dajemy radę, ale zarekomendowałem cię jako najlepsze wsparcie. Zresztą dużo dodawać nie musiałem, tutaj też cię znają.
Igor zamilkł. Jego analityczny umysł pracował na najwyższych obrotach. Nigdy nie podejmował decyzji pod wpływem impulsu, musiał tę propozycję rozważyć.
- Może

140




niedługo odwiedzę rodziców, to wpadnę i porozmawiamy. Tyle na razie mogę zadeklarować. Tutaj, w Petersburgu, też mam parę spraw do załatwienia.
- No, to jesteśmy umówieni - Misza odetchnął z ulgą - To czekamy, na razie!
- Cześć - Igor odłożył telefon.
Uświadomił sobie, że dawno nie widział rodziców mieszkających na Rublowce. Z bratem kontaktował się tylko telefonicznie. Zaniedbał rodzinę i poczuł coś na kształt wyrzutów sumienia. Pomyślał, że rzeczywiście wizyta w Moskwie to dobry pomysł.
W moskiewskiej kancelarii, mieszczącej się niedaleko Kremla, Misza z uśmiechem rozsiadł się w fotelu.
- Przyjedzie do nas - powiedział do siwego mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka pamiętającego czasy caratu, w idealnie skrojonym garniturze firmy Oxxford Clothes.
- Świetnie - powiedział tamten - Masz go tu zatrzymać. Obiecaj wszystko, czego zechce.
- Dobrze, że chłopak jego sekretarki jest moim kolegą. Niewiarygodny zbieg okoliczności.
- To już sprawa drugorzędna - mężczyzna wstał, poprawił marynarkę i wyszedł. Misza z uśmiechem na twarzy podszedł do okna i spojrzał na czerwone mury Kremla i wszechobecnych turystów

141




spacerujących wzdłuż nich.
Minął prawie miesiąc od powrotu Soni do domu. Okazał się on o wiele trudniejszy, niż przypuszczała. Mimo protestów ze strony rodziców, przerwała studia. Wiedziała, że ostatnią rzeczą do jakiej w najbliższym czasie będzie zdolna, to nauka. Postanowiła poszukać jakiejś pracy, jednak CV rozsyłała bez przekonania, a rozmowy kwalifikacyjne zazwyczaj okazywały się klapą. Codziennie budziła się myśląc o Petersburgu i Siergieju. Tęskniła za nim o wiele bardziej, niż mogła to sobie wyobrazić. Nigdzie nie wychodziła, a większość czasu spędzała siedząc pod brzozami, przy sporym oczku wodnym na terenie ogrodu jej rodziców. Starała się ukrywać swój nastrój przed nimi ale czerwonych oczu i starty poniewierających się wszędzie, mokrych od płaczu chusteczek tak łatwo ukryć się nie da.
- Dziecko, spójrz na siebie - powiedziała Anna, gdy Sonia zeszła któregoś popołudnia na śniadanie - Wyjdź gdzieś do ludzi. Nie możesz siedzieć wiecznie w domu i płakać w poduszkę. Petersburg Petersburgiem, ale to już czas przeszły.
- Mamo, ja nie płaczę - poirytowana Sonia wyprostowała się na krześle i poprawiła

142




szlafrok - Zdaje ci się.
- Nie zdaje mi się. Znajomi pytają co się z tobą dzieje, kiedy się z nimi spotkasz. Monika mówi, że dzwoniła do ciebie wielokrotnie ale nie odbierasz. Co się dzieje?
- Monika przesadza - Sonia usiłowała bagatelizować sytuację, ale doskonale wiedziała, że matka ma dużo racji. Chciała uniknąć gradu pytań, jakimi z pewnością zasypałaby ją koleżanka. Co prawda, nie robiłaby tego w złej wierze, ale nie byłoby to przyjemne dla Soni.
- Soniu, to twoja przyjaciółka. Powiedziała, że jak tylko wróci z urlopu to tu przyjdzie, bez względu na to, czy będziesz chciała z nią rozmawiać, czy nie.
- Dobrze, dobrze. Jak przyjedzie to na pewno się z nią spotkam. Póki co, już dwa miesiące siedzi w Grecji, więc raczej przywiezie sobie jakiegoś Greka i będzie się miała kim zajmować - powiedziała Sonia bez entuzjazmu grzebiąc widelcem w gulaszu.
- Mam nadzieję, bo wiesz... - Anna nie zdążyła dokończyć, bo Sonia ze złością rzuciła widelcem i niemalże krzyknęła:
- Mamo, czy ty do cholery, możesz dać mi w końcu spokój!? Odczepcie wy się wszyscy ode mnie! - wstała i z płaczem wybiegła z kuchni.
W drzwiach

143




minęła zdziwionego ojca.
- Czego ona znowu płacze? Co się stało? - zapytał żony.
- Nie wiem już, co robić - matka załamała ręce - Dużo bym dała, żeby dowiedzieć się, co tam zaszło. Co się stało z Igorem?
- Musimy coś z tym zrobić - powiedział siadając przy stole - To nie może tak dłużej trwać.
- Ale co? Może zadzwonię do Igora?
- Nie. To nie jest dobry pomysł. Ona by tego nie chciała.
- A tam, ona teraz najwyraźniej nie myśli racjonalnie. Może gdyby przyjechał z kwiatami, przeprosił, to by się złamała?
- Aniu, ale my nie wiemy czy ma za co przepraszać. Bo z tego co wiem, o żadnej zdradzie nie może być mowy.
- Ty chyba nie zauważyłeś, że ten stan trwa już miesiąc i nie zanosi się, by miał ulec zmianie.
- Wiesz co, dzwoniła do mnie wczoraj Małgosia. Pytała czy Natalka może na trochę do nas przyjechać. Jak się dowiedziała, że Sonia wróciła to nie może się doczekać, aż ją zobaczy.
- Świetnie! - Anna klasnęła w dłonie - Niech przyjeżdża jak najszybciej. Świetny pomysł, jak Natalka zacznie za nią łazić jak cień, to może jej się humor polepszy.
Natalka była kuzynką Soni. Mimo, że miała dopiero

144




dziesięć lat, bardzo się lubiły. Obie były jedynaczkami, co bardzo je do siebie zbliżyło. Natalka zawsze powtarzała, że jak dorośnie to chce być taka jak Sonia i poznać kogoś takiego jak wujek Igor.
Sonia w pokoju padła na łóżko. Zdawała sobie sprawę, że mama ma rację, ale to niczego nie zmieniało. Zaczynała żałować decyzji o wyjeździe. Z bólem uświadomiła sobie, że nawet nie ma ani jednego zdjęcia Siergieja. Nic. Sięgnęła po laptop. Wpisała w wyszukiwarkę: "Siergiej Orłow". Zaczęła przeglądać pojawiające się linki. Zazwyczaj były to relacje z zawodów, w których sam walczył lub tych, w których uczestniczyli jego podopieczni. Po kwadransie zamknęła laptop. Co się stało, to się nie odstanie. Wyjechała i zamknęła ten rozdział swojego życia. Teraz żal i tęsknota już i tak nic nie zmienią.
Nina włożyła kolejne śpioszki dziecięce do szafki. Podeszła do białego łóżeczka i ułożyła w nim nowy, zapakowany jeszcze w folię, materac. Wyprawka dla dziecka była przygotowana, podobnie jak torba z rzeczami potrzebnymi do szpitala. Wiedziała już, że będzie miała syna. Postanowiła, że nigdy nie wyjawi

145




dziecku, kto jest jego ojcem. Uznała, że lepiej by chłopiec myślał iż jest owocem romansu matki. Wolała, by źle myślał o jej prowadzeniu się, niż miał w przyszłości jakikolwiek kontakt z biologicznym ojcem. Usiadła na łóżko i spojrzała w okno, z którego rozpościerał się piękny widok na Pola Marsowe i górującą nad wszystkim wieżę Eiffel'a. Sięgnęła po telefon
- Cześć Sierjoża, to ja.
Siergiej był co najmniej zdziwiony jej telefonem. Co prawda docierały do niego pogłoski, że Nina zniknęła, ale nie miał głowy by nad tym rozmyślać.
- Nie Nina, nie przeszkadzasz - złe emocje i żal do niej już dawno poszły w niepamięć. Uważał, że życie ją wystarczająco pokarało i nauczyło pokory - Co u ciebie słychać?
- W porządku, jestem u Mariny, w Paryżu. Ale dzwonię, żeby cię przeprosić za wszystko, co zrobiłam.
- Nina, nie ma sprawy. Nie żywię do ciebie urazy. Było, minęło.
- Ja nie tylko ciebie chcę przeprosić.
- A kogo jeszcze?
- Tą dziewczynę... Tą od prawnika, Sonię. Ja naprawdę nie chciałam, żeby miała wypadek.
- Wiem Nina. To był fatalny zbieg okoliczności. Wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle.

146





- A czy ty... Czy ona jest z tobą?
- Nie, nie ma jej tutaj. Sonia wróciła do Polski.
- Nie chcieli zostać w Petersburgu?
- Nie oni. Sonia wróciła, a Igor został w Petersburgu.
- Chciałam ją osobiście przeprosić.
- No niestety, tu pomóc nie mogę. A jak ty sobie radzisz? Słyszałem, że uciekłaś od Czukowa.
- Tak, Marina mnie przygarnęła. Nie zamierzam wracać do Petersburga, przynajmniej na razie. Będę miała syna.
- Gratuluję, naprawdę cieszę się, że ci się wszystko układa...
Nie zdążył dokończyć, bo Nina wybuchnęła:
- Sierjoża, jak ją kochasz... Jeśli ją kochasz tak, jak mnie kochałeś, jedź za nią do Polski.
Siergieja zamurowało. Prędzej by się spodziewał, że piekło zamarznie niż że usłyszy takie słowa od Niny. Pomyślał, że jej przemiana była diametralna.
- Nina, nie mogę. To już przegrana sprawa.
- Co ty pierdolisz?! - krzyknęła - Kochasz ją czy nie?
- Kocham - odparł spokojnie - Ale to naprawdę nie ma przyszłości. Ona chce o wszystkim zapomnieć i ułożyć sobie życie w Polsce. W jej życiu nie ma dla mnie miejsca.
- Nic nie wiesz! Nie znasz kobiet. Radzę ci dobrze, jeśli ją kochasz, jedź do Polski. Niczego

147




nie tracisz, a wiele możesz zyskać.
- Dobrze, Nina - zbył ją - Muszę kończyć, mam parę spraw.
- To do widzenia Siergiej, życzę ci szczęścia.
- Do widzenia, Nina.
Nina zasiała w umyśle Siergieja ziarno niepokoju. Zaczął zastanawiać się nad jej słowami. Czy rzeczywiście istniała szansa, że jego uczucie do Soni może być odwzajemnione? Nigdy nie rozmawiali o uczuciach, chociaż z pewnością wiedziała, że ją kocha i mu na niej zależy, jednak uczucia Soni były dla Siergieja nadal wielką niewiadomą. Jak każdy bał się odrzucenia, ale zaczął się zastanawiać czy realne jest, by byli razem? Czy gdyby pojechał, powiedział co czuje, czego pragnie, ona pokochałaby go równie mocno? Czy nie warto podjąć ryzyka? Jeśli istnieje chociaż ułamek szans, że tak się może stać, powinien spróbować. Z drugiej strony, gdyby jej choć trochę zależało, zadzwoniłaby, zapytała co słychać. Dałaby jakiś znak życia. Ale Sonia milczała. Jeśli chciała o nim zapomnieć, to nie miał prawa wkraczać z butami ponownie w jej życie.
- Natalia! - mama dziewczynki usiłowała zapanować nad córką, która ledwo przekroczyła próg domu Soni, rzuciła się

148




biegiem do pokoju kuzynki - Sonia pewnie jeszcze śpi! Wracaj tu!
Ale Natalia nie słuchała, tylko wpadła do pokoju Soni i z impetem wskoczyła na łóżko.
- Sonia! - krzyknęła.
- Co, do cholery - Sonia zerwała się, brutalnie wyrwana ze snu - Natalia? - przetarła zaspane oczy - Skąd się tu wzięłaś? Tak dawno cię nie widziałam, słoneczko ty moje! - złapała dziewczynkę i mocno przytuliła. Pierwszy raz od dłuższego czasu na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Przyjechałam przed chwilą z mamą, bo... - nie zdążyła, bo do pokoju wpadła jej mama.
- Chodź tutaj cholero jedna! - złapała córkę za rękę usiłując ściągnąć z łóżka - Daj się Soni wyspać! - jednak dziewczynka stawiła zaciekły i zdecydowany opór.
- Nie zejdę!
- Ciociu, spokojnie - powiedziała Sonia - Ona mi nie przeszkadza, zresztą już nie spałam - skłamała.
- Naprawdę? - zapytała podejrzliwie Małgorzata - Chcesz, żebym ci ją zostawiła?
- Zdecydowanie.
Kiedy Małgorzata zeszła na dół, Anna zapytała:
- I co? Mówiła coś?
- No ja tam nie widziałam różnicy. Natalia od razu uczepiła się jej jak rzep psiego ogona.
- Nie masz pojęcia Małgosiu przez co my tutaj

149




przechodzimy - Anna postawiła przed szwagierką filiżankę kawy - Od powrotu z tego pieprzonego Petersburga jest płacz, snuje się jak cień, siedzi w czterech ścianach. Ja już po prostu nie wiem, co robić.
- Chyba pozostaje nam czekać i dać jej więcej czasu - odezwał się Krzysztof.
- Krzysztof, ale na Boga, to trwa juz miesiąc! - spojrzała na Małgorzatę i powiedziała konspiracyjnym tonem - Jak ci mówiłam, z Igorem też zerwała.
- A taka z nich była piękna para - westchnęła Małgorzata - Jak sobie przypomnę ostatniego Sylwestra i ją w tej kobaltowej sukience. Wyglądali bajecznie.
- No i masz! - Anna sprowadziła wszystkich brutalnie na ziemię - We łbie się poprzewracało i go zostawiła!
- Aniu, może jednak były jakieś powody.
- Małgosiu, ale jakie? Wpatrzony w nią jak w obraz, świetny prawnik, przystojny, elegancki - wyliczała - Marzenie każdej normalnej dziewczyny... - urwała, bo zobaczyła stojącą w drzwiach, trzymającą za rękę Natalię, Sonię. Wiedziała, że popełniła błąd.
- Soniu...
Ale córka nie słuchała, tylko odwróciła się i uciekła.
- Ty jak już coś powiesz, to nie wiadomo do czego to przypiąć - powiedział

150




Krzysztof i poszedł za córką.
- Widzisz, co się tu dzieje - Anna ukryła twarz w dłoniach - Ja nie chciałam źle, chcę dla niej jak najlepiej...
- Wiem Aniu, ale czasem nasze chęci nie wystarczają. Wydaje mi się, że ona wam wszystkiego nie powiedziała. Coś musi być na rzeczy.
- Mnie to ona w ogóle niewiele mówi.
- Ona jest wrażliwą i mądrą dziewczyną. Nie podjęłaby takiej decyzji pod wpływem impulsu. Kochała Igora, więc skoro tak postąpiła, to musiała mieć powód. Daj jej jeszcze czas, nie naciskaj. Myślę, że z czasem bardziej się przed wami otworzy. Bądź cierpliwa. Jak zaczniesz ją krytykować i pouczać, to na pewno niczego się nie dowiesz. Musisz w nią wierzyć i dać jej wsparcie.
- Wiem Małgosiu, ale to takie trudne.
- Aniu, przypomnij sobie jakie myśmy były w jej wieku. Też nie zawsze reagowałyśmy na porady rodziców, a juz na pewno niezbyt często się do nich stosowałyśmy.
- Gdybym tylko wiedziała...
Dmitrij Czukow siedział w swoim podmoskiewskim domu popijając czerwone wino. Rozpiął guzik koszuli i poluzował krawat. Do pokoju weszła młoda kobieta, z burzą rudych loków na głowie, ubrana w czarne, koronkowe body i

151




czerwony satynowy szlafrok.
- O czym myślisz? - zapytała siadając mu na kolanach i oplatając dłońmi jego szyję. Spojrzał jej w oczy, pogładził po policzku, uśmiechnął się czule i powiedział:
- Myślę kochanie, jak zabić człowieka, żeby nikt nie wpadł na to, że mam z tym coś wspólnego.
Dziewczyna wybuchnęła głośnym śmiechem. Wydawała się szczerze rozbawiona.
- Nie żartuj, Dima. Ja poważnie pytałam o czym myślisz. Przecież nie myślisz o zabójstwie, prawda? To żart?
Dima westchnął i przez chwilę bez słowa się jej przyglądał. Odgarnął z czoła Suzany niesforny kosmyk włosów. Miała zaledwie 25 lat. Była taka młoda, piękna i niewinna. Wiedział, że go kocha. Nie do końca był przekonany czy to co czuje do niej, to jest miłość, ale Suzanie najwyraźniej to wystarczało. Suzana była z pochodzenia Angielką. Przyjechała kiedyś na wycieczkę z koleżanką. Dimę poznała w jakimś klubie. Świetnie się razem bawili. Zaprosił ją najpierw na wspólny weekend na Krym, a potem już stała się częścią jego życia. Nie miała pojęcia czym się zajmuje zarówno on, jak i jego brat, nawet nie miała pojęcia o istnieniu Witalija

152




Czukowa.
- Tak, skarbie. To oczywiście był żart. Musimy się zbierać, bo nie zdążymy do kina.
- Już biegnę włożyć sukienkę - zerwała się z jego kolan i zniknęła za drzwiami. W jej oczach widział czystą miłość. Pomyślał, że nawet rozumie Igora. On również dla Suzany zrobiłby wiele. Była najważniejszą kobietą w jego życiu, zaraz po matce. Odpowiadało mu, że była tak przewidywalna i nieskomplikowana. Do szczęścia potrzebowała niewiele, co jakiś czas bukiet kwiatów, biżuteria, kolacja, kino, deklaracje miłości, składane przez Dimę dość często, jednak bez większego przekonania. Zresztą nigdy nie miał czasu ani ochoty na specjalne zabiegi, by udowadniać jej swoje uczucie, a Suzanie najwyraźniej to odpowiadało. Cieszyło go, że była w niego tak wpatrzona. Po chwili weszła do pokoju ubrana w czarną, przylegającą do ciała, sukienkę, której długość kończyła się grubo powyżej kolan. Mając niewiarygodnie długie nogi, mogła sobie na taką kreację pozwolić.
- I jak wyglądam? Może być? - zapytała zalotnie.
- Wyglądasz wspaniale - podniósł się, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie - Mam ochotę wziąć

153




cię tutaj, na tym biurku ale wtedy nie zdążymy do kina, więc ograniczę się do tego - pocałował ją po ojcowsku w czoło - Chodźmy.
Wieczory były dla Siergieja najgorsze. Nie potrafił myśleć o niczym innym, jak tylko o Soni. Tak bardzo za nią tęsknił, tak mu jej brakowało. Zastanawiał się, czy ona go jeszcze wspomina. A może już sobie kogoś znalazła? Na tą myśl poczuł ukłucie w sercu. Musiał sobie jakoś wypełnić czas, zająć się czymkolwiek innym. Któregoś popołudnia sięgnął do swojej biblioteczki i wyjął książkę o ogrodach. Już po chwili zauważył, że karteczki, które tam powkładał znalazły się w zupełnie innych miejscach. Uśmiechnął się bo uświadomił sobie, że poprzekładała je Sonia. Zaczął przeglądać się jej propozycjom i bardzo mu one przypadły do gustu. Postanowił zagospodarować teren przed domem, na którym rosła wątpliwej urody trawa, rozjeżdżana regularnie przez auto samego Siergieja, jak i innych gości. Wokół było wystarczająco dużo miejsca, by zrobić jakiś ogród. Nie planował oczywiście grodzenia całej posiadłości, ewentualnie niewielkiej jej części. Spojrzał na zegarek. Godzina

154




jeszcze nie była późna, sięgnął po telefon. Po kwadransie był umówiony z firmą zajmującą się projektowaniem ogrodów w celu oględzin miejsca, ustaleniu kosztów i ewentualnych sugestii właściciela posesji. Z uśmiechem opadł na kanapę. Po chwili jednak z jego twarzy zniknął uśmiech. Siedział w bezruchu wpatrując się tępo w wygasły kominek. Spojrzał na trzymany w ręku telefon. Wybrał numer.
- Mamo, jak dobrze cię słyszeć. Co u was słychać?
- Siergiej, synku jak się cieszę, że dzwonisz. Tak dawno cię nie słyszałam. Ciągle o tobie myślimy. Kiedy do mnie przyjedziesz? Nastia dostała się na studia w Petersburgu. Chce coś wynająć.
- Niech poczeka i nie robi nic na własną rękę. Znajdę jej coś fajnego. Ale dzwonię w innej sprawie.
- Słucham synku.
- Pamiętasz, kiedyś mi coś obiecałaś. Mówiłaś, że muszę znaleźć kobietę, z którą będę chciał spędzić resztę życia.
- Oczywiście, pamiętam. I jest to nadal aktualne.
- Chyba znalazłem taką dziewczynę.
- Bardzo się cieszę - w głosie matki usłyszał szczery entuzjazm - Kiedy ją do nas przywieziesz? Bardzo chcę ją poznać. Na pewno jest niezwykłą osobą.
-

155




No tu jest pewien problem. Ja wiem, że chciałbym z nią dzielić życie, ale nie wiem czy ona tego chce.
- Jak to? Dlaczego miałaby nie chcieć?
- Ona mieszka w Polsce. Nie ma jej teraz w Rosji.
- Rozumiem - entuzjazm w głosie matki wyraźnie osłabł - Ale to co obiecałam, jest aktualne. Kiedy przyjedziesz?
- Daj mi z tydzień, na pewno się w tym terminie zjawię.
- Myślałam, że to będzie Nina.
- Niestety mamo, Nina to już przeszłość i z perspektywy czasu nie żałuję.
Igor pogrążony w myślach spacerował wzdłuż murów Kremla. Mimo, że wychował się w Moskwie i chodził tędy setki razy, zawsze świadomość decyzji jakie zapadały za tymi murami sprawiały, że czuł podziw i respekt dla tej okazałej budowli. Przyjechał do Moskwy dwa dni temu ale jeszcze nie był w kancelarii Miszy. Chciał dać rodzicom czas, by mogli się nim nacieszyć. W końcu dość dawno ich nie widział. Kiedy powiedział im, że już nie jest z Sonią, odetchnęli z ulga. Zrobiło mu się zwyczajnie przykro. Pomyślał, że wiedząc jak bardzo ją kochał, mogliby chociaż udawać, że mu współczują w jakikolwiek sposób. Najbardziej powściągliwy w ocenie Soni był Karol,

156




brat Igora, który wszystko skwitował krótkim "przykro mi" i powstrzymał się od dalszych komentarzy i krytyki osoby Soni. Igor wiedział, że nie może liczyć u rodziców na choćby minimalną empatię. W końcu wiedzieli, że był z nią szczęśliwy. Teraz, kiedy o tym wszystkim myślał, było mu jeszcze ciężej. Tak bardzo chciałby cofnąć czas. Odwiódłby Sonię od pomysłu wyprawy do Petersburga, pojechałby do niej, wymyślił cokolwiek, byle nie puszczać jej samej. Wtedy nie poznałaby Siergieja, nie odsunęłaby się od niego, wszystko byłoby inaczej. A teraz wszystko stracone. Został sam, stracił sens życia. Rodzicom tego nie powiedział, bo by ją w ogóle znienawidzili. Analizując wszystko doszedł do parkingu, na którym zaparkował auto. Złapał za klamkę, ale na chwilę się zatrzymał. Oparł czoło o futrynę drzwi. Czuł się tak strasznie samotny, bezsilny i opuszczony. Bezsilność to było to, co Igora bolało najdotkliwiej. Zawsze to on rozdawał karty, potrafił kontrolować sytuację, a teraz nie mógł kompletnie nic zrobić. Uderzył pięścią w dach swojego Audi. Potrzebował jeszcze chwili, by opanować emocje. Rozejrzał

157




się, czy nikt nie był świadkiem jego chwili słabości. Upewniwszy się, że nie odetchnął z ulgą i pojechał w kierunku domu rodziców. Rodzice Igora mieszkali na Rublowce - luksusowej dzielnicy na zachodnich przedmieściach Moskwy. Swoje rezydencje mieli tu znani politycy, milionerze i gwiazdy show biznesu. Dom rodziców Igora należał do skromniejszych w tej dzielnicy. Był z czerwonej cegły, z białymi okiennicami w stylu norweskim. Zupełnie nie pasował do innych posiadłości. Rodzice kupili go wiele lat temu po okazyjnej cenie. Prowadząc dobrze prosperujący rodzinny interes z branży motoryzacyjnej, osiągali dochody które wraz z kredytem pozwoliły na taką inwestycję. Dom otaczał spory ogród, w którym królowały różnej barwy róże, niektóre oplatały duże pergole tworząc kwiatowe ściany, inne, niskopienne, stanowiły pięką ozdobę wokół domu. Na rabatkach lilie kusiły roje pszczół. Zresztą cebulki mama sprowadzała z różnych miejsc na świecie.
- Dzień dobry - powiedział wchodząc do kuchni, w której właśnie matka stawiała na stole sporą, porcelanową miskę wypełnioną pielmieni, potrawą niegdyś wręcz uwielbianą przez Igora.

158




Obecnie jednak nawet najbardziej wykwintne ostrygi nie sprawiłyby, że stałby się bardziej głodny.
- Igor, dobrze że już jesteś - ucałowała syna w policzek - Obiad gotowy. Zjesz świeży, rozbieraj się.
Igor bez entuzjazmu zdjął marynarkę i powiesił na oparciu krzesła, poluzował krawat.
- Cześć - burknął do Karola dzierżącego w dłoni widelec niczym berło. Ponury nastrój Igora nie umknął uwagi reszty członków rodziny. Karol nic nie powiedział, ale matka nie okazała się równie wyrozumiała. Empatia nie była jej mocną stroną.
- Synku - powiedziała czule i położyła Igorowi dłoń na ramieniu - Nie bądź smutny. Ta latawica na ciebie nigdy nie zasługiwała.
- Mamo, proszę.. - powiedział spokojnie, ale ten spokój był tylko pozorny. Gdyby ktoś inny określił Sonię w ten sposób, poznałby szybko zemstę Igora, jednak matka to nie "ktoś inny".
- Ja wiem, że teraz to przeżywasz ale zobaczysz, znajdziesz inną, zapomnisz o Soni. Takie zwykłe pomiotło do piet ci nie dorastało.
- Mamo! - uderzył pięścią w stół tak mocno, że wszystkie naczynia na stole podskoczyły - Zapominasz mamo, że to pomiotło- jak raczyłaś

159




określić Sonię - sprawiło, że byłem szczęśliwy jak nigdy przedtem.
- Tak - odparła niezrażona matka - A teraz widzę, że jesteś nieszczęśliwy jak nigdy przedtem.
Igor czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach. Spojrzał na brata. Karol bacznie mu się przyglądał. Miał świadomość, że słowa matki to jak kopanie leżącego, jednak nie chciał się wtrącać. Karol zawsze był powściągliwy, co miało też pewne zalety. Nigdy nie angażował się w plotki, nie oceniał ludzi ale przyjmował ich takimi, jacy są. Igor właściwie do tej pory nie bardzo wiedział, jaki stosunek do Soni miał Karol. Zachowywał się wobec niej zawsze powściągliwie i kulturalnie. Nie był wylewny, ale jego zachowanie wobec innych, nie wyłączając rodziców, było takie same. Obaj mieli wiele wspólnych cech. Igor zdał sobie sprawę, że większość cech charakteru obaj odziedziczyli po matce. Upór i bezkompromisowość wyssał z jej mlekiem. Matka zawsze miała cięty język i ostre riposty o czym właśnie się boleśnie przekonał. Bardzo ją kochał, jednak zdawał sobie sprawę, że w jakimś sensie matka miała rację. Igora zawsze bolał fakt, że Sonia nie przypadła jej

160




do gustu, ale nawet dla niej nie wyrzekł się miłości. Matka zaś widziała u jego boku jakąś piękną, młodą i świetnie wykształconą Rosjankę.
Kidy wszyscy zjedli, a Igor bez celu dłubał widelcem w talerzu, trudną do zniesienia ciszę przerwał ojciec.
- Co zamierzasz? Chcesz się przenieść do Moskwy?

161




Wyrazy: Znaki: