Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 24
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Żółw, słomki i langusta, czyli dlaczego powinniśmy dbać o naszą planetęikonka kopiowania

Autor: Mała Mi twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Jak co dzień żółw Klemens udał się na wycieczkę po okolicy. Miasteczko, po którym wędrował, było niewielkie, lecz niezwykle urokliwe. Było tutaj kilka domków z muszelek i kamieni. Pośród nich wiła się ścieżka. Ten widok uzupełniały rośliny morskie. Niestety, ludzie zaśmiecali całą planetę, więc odpadki trafiały także do małego, podwodnego świata Klemensa. Robił on co w jego mocy, aby miasteczko było czyste, ale z dnia na dzień śmieci przybywało. Mimo tego, że nie wyglądało to najlepiej żółw był optymistą i starał się cieszyć małymi rzeczami. W ten sposób mógł na chwilę zapomnieć o męczących go problemach środowiska. Tego dnia rozglądał się zainteresowany na boki. Wczorajszego dnia włożył dużo pracy w to, aby było czysto i, żeby żadne śmieci nie psuły widoku. Mimo tego pośród domków było widać kilka pływających odpadów. Były to plastikowe reklamówki, słomki, butelki i inne odpadki wyprodukowane przez człowieka. On jednak starał się nie zwracać na nie uwagi i cieszyć się porankiem. Oprócz tego Klemens był bardzo ciekawskim żółwiem, więc podczas wędrówki patrzył na budzących się sąsiadów.

1




Witał się z przyjaciółmi wyglądającymi z okien swoich domków i pozdrawiał ich serdecznie. Pomógł Pani Krab w zmywaniu naczyń, a Panu Languście w nakarmieniu jego dzieci. Z natury był niezwykle życzliwy i mieszkańcy bardzo go za to cenili.
Kiedy Klemens skończył wędrówkę po podwodnej mieścinie udał się na poszukiwanie śniadania. Wiedział, że jest ono najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia, więc z ochotą je spożywał. Gdy tak sobie pływał i rozglądał się na boki nagle zauważył niezwykle dorodny okaz zieloniutkiej trawy morskiej. Zjadł go szybko i powrócił do swojego domku w miasteczku.
Po powrocie zabrał się za porządkowanie swojej niewielkiej posiadłości. Kiedy już skończył postanowił pomóc w miejscowym szpitalu. Wiedział od Pani Krab, że Pan Konik Morski źle się ostatnio poczuł. Okazało się, że zjadł on słomkę, myśląc, że jest to roślina. Klemens nie miał pojęcia do czego służyła ludziom słomka, ale był świadomy, że jest ona niezwykle szkodliwa dla zwierząt żyjących w wodzie, w tym dla niego i jego przyjaciół. Wiedząc o niebezpieczeństwie ze strony plastikowych rurek starał się jak mógł

2




uświadamiać swoich sąsiadów, aby uchronić ich od niepożądanych wizyt w szpitalu.
Wieczorem, kiedy zrobił wszystko co miał w planach, została mu chwila. Spotkał się wtedy ze swoją przyjaciółką- Adelajdą- która była morświnem. Wypłynęli daleko od miasta i morskich stworzeń, aby w spokoju porozmawiać. Nagle Klemens zasłabł. Było to niezwykle dziwne, ponieważ żółw prowadził zdrowy tryb życia i nie zdarzyło mu się to nigdy wcześniej. Adelajda zachowała zimną krew i zabrała go do jego domku, w małym miasteczku. Na szczęście jej przyjaciel dość szybko wrócił do siebie. Mimo jego wielkiego protestu została u niego na noc, aby upewnić się, czy stan Klemensa się nie pogorszy. Wolała nie ryzykować pozostawienia go samego, ponieważ wciąż nie wyglądał najlepiej. Na jego pyszczku było widać osłabienie i zmęczenie. Okazało się, że zrobiła bardzo słusznie, ponieważ żółw miał mdłości i widocznie coś mu dolegało. Rano, do Klemensa przyszedł lekarz, który gruntownie go zbadał. Zalecił Klemensowi pozostanie w domu przez kilka dni. Do niewielkiego żółwiego domku przypływało bardzo dużo morskich stworzeń, aby

3




odwiedzić życzliwego mieszkańca małego, podwodnego miasteczka. Wszyscy bardzo martwili się o swojego sąsiada. Na szczęście po kilku dniach objawy ustały i Klemens o własnych siłach opuścił domek, aby dalej pomagać innym.
Kiedy kilka dni później żółw przechadzał się po miasteczku, morskie stworzenia jak co dzień uśmiechały się do Klemensa, ale widać było, że są nieco zaniepokojone. Jeżeli można powiedzieć tak o żółwiu to wyglądał on blado i chorobliwie. Nadal miał, już nieco mniejsze, problemy żołądkowe. W końcu nadszedł czas odwlekanej wizyty w szpitalu. Doktor zbadał Klemensa dokładnie. Dużą uwagę zwrócił na jego brzuch. Okazało się, że Klemens miał w swoich wnętrznościach plastik. Była to zielona, plastikowa reklamówka. Tamta „soczysta, zielona trawa morska” nie okazała się tym, czym się żółwiowi z początku wydawało. Pozory często mylą, a Klemens niestety musiał doświadczyć tego na własnej skórze. Czuł się bardzo niesprawiedliwie, ponieważ ludzie zanieczyszczali planetę kosztem innych organizmów ją zamieszkujących. Mimo tego, że nie czuł się najlepiej, bo bolał go brzuch, cały czas myślał

4




o tym jak mógłby wybić ludziom raz na zawsze pomysł zatruwania Ziemi. Niestety, czuł się bardzo osłabiony, więc nie udało mu się wymyślić nic interesującego, ale obiecał sobie, że gdy tylko wyjdzie ze szpitala wymyśli plan ocalenia naszej wspólnej planety.
Mimo licznych protestów i wymówek żółw pozostał w szpitalu. Został otoczony niezwykle troskliwą opieką. Zszokowani mieszkańcy odwiedzali biednego Klemensa. Uśmiechali się do niego i próbowali go pocieszyć, ale w głębi duszy odczuwali smutek na myśl, że tak dobrego, życzliwego mieszkańca podwodnego miasteczka spotkała taka tragedia.
Lekarze robili co w ich mocy, aby uleczyć Klemensa, ale jego stan się pogarszał. Mieszkańcy wspierali go jak mogli. Adelajda odwiedzała go codziennie, bez względu na wszystko. Wierna przyjaciółka nie zostawiła Klemensa w tym trudnym momencie.
Pewnego dnia gdy morświnia przyjaciółka żółwia przyszła do niego, wydarzyło się coś, czego wszyscy od dawna się obawiali. Klemens powiedział:
-Adelajdo, dziękuję ci, że zawsze byłaś przy mnie bez względu na wszystko. Zawsze mogłem na ciebie liczyć i… jesteś ze mną także teraz.
Jej oczy

5




zaszły łzami. Złapała Klemensa za płetwę.
-Proszę też- kontynuował żółw- abyś przekazała wszystkim mieszkańcom, że byli niezwykle ważni w moim życiu. Podziękuj im także ode mnie za wszystko co dla mnie zrobili…
Po czym zamknął oczy i zasnął wiecznym snem.
Od kiedy sąsiedzi żółwia dowiedzieli się o jego śmierci zapanowała żałoba. Pogrążeni w swoich smutkach, ze spuszczonymi głowami włóczyli się po mieścinie. Nie dziwne więc, że nikt się nie uśmiechał podczas trwającej zadumy. Żałoba po przyjacielu to czas bardzo smutny. Mieszkańcy czuli pustkę po utracie tak dobrego sąsiada i przyjaciela. Jak każdy może się domyślić, pozbieranie się po tak trudnym przeżyciu wymaga czasu.
Pewnego dnia córka Pana Langusty, o imieniu Miriam, zgromadziła całą zwierzynę morską z okolicy. Mimo, że brakowało jej trochę do osiągnięcia dorosłości, wygłosiła bardzo dojrzałą mowę:
-Dlaczego nie możecie otrząsnąć się z tego wszystkiego? Czemu nie zaczynacie działać? Myślicie, że Klemens by tego chciał? Żeby nic w związku z tym nie zrobić?
Zapanowało poruszenie po słowach dziewczyny.
-Myślę, że mój pomysł jest

6




szalony. Ponadto ryzykowny i niezmiernie niebezpieczny, ale i tak jestem w stanie zacząć go realizować. Chcę oduczyć ludzi raz na zawsze zatruwania naszej planety. Nie mogą decydować o naszej zagładzie! Musimy wziąć sprawy w swoje ręce! Kto jest ze mną?!
Odezwały się liczne głosy zmotywowanych przemową mieszkańców. Zabrali się za realizację swojego wspólnego celu.
Okazało się, że zrealizowanie zamierzenia nie jest takie proste jak im się z początku wydawało. Nikt nie miał konkretnego pomysłu co mieliby zrobić, aby zmienić podejście ludzi do planety. Tak naprawdę to nawet Miriam nie wiedziała co będą robić. W końcu młoda aktywistka zorganizowała spotkanie, podczas którego przeprowadzili burzę mózgów. Powoli zaczął się kształtować plan. Był on śmiały, szalony i niebezpieczny, ale nikt nie wycofał się z jego realizacji.
Prawdę mówiąc, Miriam nie była okazem bohaterskiego i odważnego stworzonka. Z natury była cicha i spokojna, ale jak widać w środku krył się ogromny temperament. Nie była też zbyt rozmowna. Zazwyczaj nieśmiałość nie pozwalała jej, na częste pogaduszki z sąsiadami. Jej charyzma objawiła się

7




dopiero podczas gorącej przemowy do mieszkańców podwodnego świata.
Po kilku tygodniach przygotowań do zmieniania świata, mieszkańcy podwodnego miasteczka wyruszyli na wyprawę. Plan składał się z czterech dość prostych punktów:
1. Ułożyć zasady, według których ludzie mieliby żyć w zgodzie z naturą.
2. Dostać się do miejsca zamieszkiwanego przez ludzi.
3. Opowiedzieć o zasadach z punktu pierwszego człowiekowi
4. Wrócić do domu.
Z realizacją pierwszego punktu mieli drobne problemy, ponieważ nie znali zwyczajów ludzi zamieszkujących Ziemię, ale ostatecznie jakoś udało im się ułożyć te zasady. Z wcieleniem w życie punktu drugiego było nieco więcej komplikacji niż mogłoby się wydawać. Morze Bałtyckie, w którym mieszkali było dość duże. Dość duże to nie jest określenie oddające jego rzeczywiste rozmiary. Prawdę mówiąc, Bałtyk był ogromny i nie mieli pojęcia jak dotrzeć na ląd. W końcu z pomocą przyszła łódź. Nie mieszkali na szczęście w samym środku Morza Bałtyckiego, z którego nie widać nawet brzegu, a trochę bliżej osad ludzkich, stąd też tak dużo śmieci w ich domu. Kiedy usłyszeli szum silnika wiedzieli

8




już co to jest. Podążyli więc za maszyną, która zmierzała właśnie w stronę portu.
Po dość niedługiej podróży dotarli na miejsce. Zobaczyli ogromne statki, budynki i samochody przejeżdżające drogą w pobliży brzegu. To zrobiło na nich ogromne wrażenie. Zdecydowanie nie byli też przygotowani na hałas towarzyszący temu wszystkiemu. Nieco oszołomieni znaleźli kryjówkę wśród skrzyń przegotowanych do załadowania na statki. Czuli się bezradni, nie wiedząc co robić dalej. Miriam doszła do wniosku, że należy porozmawiać z ludźmi, uświadomić ich co powinni zrobić. Od razu zabrała się do realizacji, jednak jej starania nie dały oczekiwanych skutków. Ludzie kompletnie ją ignorowali! Próbowała do nich krzyczeć, machać, ciągnąć za nogawki spodni, ale to wszystko na nic. W końcu doszli do tego, że przedstawiciele gatunku homo sapiens najwidoczniej nie rozumieją mowy zwierząt. Mimo wyciągniętych wniosków Miriam dalej próbowała swoich sił w rozmowach. Ostatecznie okazało się, że nie wszyscy ludzie byli głusi na mowę langusty. Po wielu nieudanych próbach zrezygnowana Miriam zagadnęła dziewczynkę z ciemnymi

9




warkoczami:
-Przepraszam, czy mogłabyś mi pomóc?
Dziewczynka obróciła się w jej kierunku. Zobaczywszy langustę przyklękła i przedstawiła się:
-Cześć! Jestem Greta. W czym mogłabym ci pomóc?
Zaskoczona Miriam wytłumaczyła dziewczynce cel, w jakim przybyła tu ze swoimi przyjaciółmi. Wspomniała o cierpieniu morskich zwierząt z powodu plastikowych śmieci, które za sprawą człowieka lądują w morzu. Opisała śmierć Klemensa po zjedzeniu plastikowej reklamówki. Mówiła o tym, jak niebezpieczne są te odpadki. W ten sposób pokazała dziewczynce jak dużo zła jest w tym całym plastiku. Greta po wysłuchaniu opowieści langusty, powiedziała, że ona także jest zmartwiona ociepleniem klimatu i zaśmiecaniem planety. Obiecała pomóc.
Rozmowa z Gretą bardzo podniosła Miriam na duchu. Wróciła do przyjaciół i wszystko im opowiedziała. Pogratulowali languście udanej rozmowy. Potem pełni nadziei powrócili do swojego podwodnego świata.
Po powrocie do domu Greta długo myślała o rozmowie z Miriam. Bardzo chciała pomóc swoim nowym przyjaciołom i zadbać o planetę. W końcu wpadła na pomysł.
Następnego dnia zamiast do szkoły Greta Thunberg

10




powędrowała pod budynek szwedzkiego parlamentu z tabliczką głoszącą: „Szkolny strajk dla klimatu”. Idąc tam ciągle myślała o swoich morskich przyjaciołach. To dla nich się tam udała. Rozmowa z Miriam bardzo zachęciła ją do działania. Pomyślała, że nie może dalej stać bezczynnie, kiedy być może dla Ziemi za kilkanaście lat nie będzie już żadnego ratunku. Młoda Szwedka zapoczątkowała w ten sposób strajk w pojedynkę. Od tego dnia co piątek udaje się w to samo miejsce, z tą samą tabliczką. Wypowiadała się w wielu miejscach w całej Europie. Jej słowa były bardzo dojrzałe. Mimo tego, że jej strajk od sierpnia nie dał jeszcze nie doczekał się oczekiwanej odpowiedzi ze strony polityków to nadal się nie poddaje. Działa dla przyszłości swojej, innych ludzi i organizmów. Działa dla przyszłości naszej planety. Za jej przykładem poszło wiele dzieci. One także wzięły udział w strajku. Bo my, dzieci, nie zgadzamy się, aby dorośli decydowali o świecie, w którym to my będziemy żyli. Każdy z nas może zacząć choćby dziś. Każdy z nas może już dziś powiedzieć „nie” dla zmian klimatycznych.

11




Wyrazy: Znaki: