Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 173
Dzisiaj w pracowni: 2
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

IV.Rzym- Pokaz siły- Rozdział VIikonka kopiowania

Autor: Apostoł twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Rozdział VI
Wiadomość
Mocno poplątane są ścieżki losu. W przypadku Voga oraz Wiktora i Adama były już blisko. Można powiedzieć, że po wielu zakrętach, znów miały się spotkać. Zmierzały już w swoją stronę, jednak gdzieś po drodze rozminęły się. Kiedy Osaczony przez grupkę strażników Vog musiał skoczyć w dół, by przeżyć, dwójka jego przyjaciół musiała uciekać w górę. Powierzchnia była jedynym wyjściem z trudnej sytuacji, jaka zapanowała. Z dużą prędkością pokonywali kolejne piętra na klatce schodowej. Nie obracali się za siebie, ale mogli usłyszeć krzyki żołnierzy z dołu. Ich uwagę przykuły dopiero dźwięki wystrzałów, dobiegające do nich z półpiętra, znajdującego się trochę niżej. Zdezorientowani zatrzymali się, aby rozeznać się w sytuacji. Dopiero sierżant Karo podbiegł do swoich ludzi i powiedział pospiesznie:
-Na co czekacie? Ruszać się!
-Sir, kto strzela? -zapytali zdzwieni żołnierze. Myśleli, iż Trasko przyszedł im na pomoc, lecz przełożony szybko wyprowadził ich z błędu.
-Strażnicy dogonili Daxa, a znając go próbuje ich zatrzymać, żebyśmy mogli uciec. -po jego słowach rebelianci

1




popatrzyli się dookoła. Rzeczywiście brakowało jednego z członków oddziału, który nie zdążył dogonić reszty. Mężczyzna, swoje pesymistyczne nastawienie do planu dowódcy miał w tamtym momencie przypłacić życie.
-Nie możemy go tak zostawić! -odezwał się pewien powstaniec, widząc poczynania sierżanta. Ten z powrotem skierował się w górę. Jednak nim znikł za kolejnym rogiem odezwał się:
-Już nic nie jesteśmy w stanie, dla niego zrobić. Może brzmi to tekst z dennego filmu wojennego, ale takie już jest życie. Jeżeli nie ruszycie ze mną teraz, tylko zrobicie to dopiero po chwili namysłu, popełnicie ten sam błąd co on.
Po ułamku sekundy stania w bezruchu Adam ruszył za przełożonym. Po nim zrobił to Wiktor, a następnie cała reszta. Kiedy znaleźli się na kolejnym piętrze usłyszeli eksplozję grantu. Przerwała ona rytmiczne odgłosy strzałów. Przez uciekających powstańców przeszedł pewien dreszcz. Był to impuls spowodowany nagłym uświadomieniem sobie śmierci kolegi. Zmotywowało ono ich do zwiększenia tempa. Niedługo później dotarli do końca klatki schodowej. Drzwi wyprowadzające do głównego korytarza były

2




zamknięte, lecz Karo ni e zamierzał zastanawiać się nad ich ostrożnym i cichym otwarciem. Po tym jak nie poddały się one jego nodze, użył broni. Wystarczyły 3 strzały, a masywne drzwi same się otworzyły. Grupka rebeliantów wybiegła na szeroki korytarz. Na popękanych od bombardowań ścianach wciąż było widać ślady po ładnych zdobieniach. Niedaleko znajdowały się ruchome schody. Były niesprawne w takim samym stopniu, jak te na Zilu. Jedyna różnica była taka, że ta na Bagrze zostały zniszczone dwa dni wcześniej, a tamte stały w bezruchu od ponad dekady. Brak ruchu nie był jednak problemem małego oddziału. Większy problem stanowiły gruzy, które skutecznie zablokowały wyjście. Powstańcy znaleźli się w trudnej sytuacji. Wyjście zablokowane przez ruiny, a z każdej innej strony przybywali żołnierze. Wystraszeni tym wszystkim, mogli jedynie zająć odpowiednie pozycje i czekać, a było na co czekać. Minutę później słyszeli już biegnących strażników. Rytmiczne postukiwanie docierało do nich z każdych możliwych drzwi. Po chwili usłyszeli także krzyki. Wiktor poczuł się bezradny w całej sytuacji. Wiedział, że nie mają już

3




szans, a samobójcza obrona dałaby co najwyżej taki sam efekt, jak w przypadku Daxa. Całkiem inne zdanie miał sierżant. Mimo nieszczęsnego obrotu wydarzeń, cieszył się. Miał szans na jeszcze jedną zasadzkę. Najprawdopodobniej ostatnią, ale bardzo efektowną. Porozstawiał swoich żołnierzy w kilku miejscach wzdłuż korytarza. Powiedział co mają zrobić, gdy nadejdzie nieprzyjaciel, a następnie sam usadowił się najdalej od schodów. Zamierzał dać sygnał do ataku, ostrzałem z bliskiej odległości.
Krótko po tym jak wszyscy się schowali na swoich pozycjach do dużego pomieszczenia wbiegli strażnicy. Od razu rzucili na środek kilka granatów i otworzyli ogień, strzelając po ścianach. Dopiero uspokoił ich dowódca oddziału. Rozkazał im się rozejrzeć i poszukać chowających się powstańców. Kiedy wszyscy skupili się na poszukiwaniach z ukrycia wyskoczył Karo. Znajdował się akurat niedaleko od oficera i dużej grupy strażników. Nie zdążyli odpowiedzieć ogniem, więc ci, którzy nie zginęli na początku upadli na ziemię. Reszta strażników zaczęła strzelać do niepokornego rebelianta dopiero po chwili. Trwała ona tak długo, że

4




zdążył on przeładować broń i schować się za osłoną. Wtedy też ukazywali się kolejni rebelianci. Wybiegali na chwilę i zabijali niczego nie spodziewających się strażników, po czym znów chowali się i czekali na swoją kolej. Na początku dało to dobry efekt, jednak wrodzy żołnierzy szybko zorientowali się, gdzie ukrywają się powstańcy. Niewielki oddział szybko zaczął jeszcze bardziej maleć, aż w końcu Wiktor razem z Adamem, nie wstając, zamiast strzelać do strażników, zaczęli niszczyć lampy. Po chwili został jedynie całkowita ciemność i dźwięk spadającego na podłogę szkła. Pozostali przy życiu rebelianci skoncentrowali się przy schodach i stamtąd strzelali na oślep. Do pomieszczenia dostawało się jedynie światło przez szczeliny między gruzami. Tworzyło ono cienkie i ostre smugi, które przeszywały mrok. Zarówno powstańcy, jak i strażnicy mogli jedynie w ich zakresie spostrzec jakikolwiek ruch. Co chwile proste linie, wyznaczające granice między ciemnością, a jasnością zakrzywiały się na sylwetkach przebiegających postaci. Każda tak fala niosła za sobą rozbłyski wystrzałów. Przez kilka sekund cisza i harmonia

5




kontrastów zamieniały się w chaotyczną grę krzyków i migotających świateł. Po kilku sekundach znów ustawała, a biorący w niej udział czekali na kolejny ruch. Przerwał to dopiero strażnik uzbrojony w wyrzutnie. Znudziła go ta zabawa w kotka i myszkę. Kiedy znów zobaczył, jak szczelina zostaje zakryta przez, poruszającego się rebelianta, wystrzelił w jego stronę. Finał całej sytuacji był zasłużył na ów miano. W końcu finał ma być czymś wyróżniającym się od pozostałej części, większą mocą. Tak samo wtedy powstał nieporównywalnie większy hałas i błysk.
-Uwaga! -krzyknął Wiktor chowając głowę. Wszyscy jego towarzysze siedzieli w jednym miejscy, więc wystarczyłby jeden celny strzał, aby zmieść resztę oddziału z powierzchni ziemi. Na ich szczęście to nie był celny strzał. Niedoświadczony żołnierz nie docenił siły odrzutu. Właśnie ta siła spowodował, że przy wystrzale strażnikiem szarpnęło w górę. Pocisk przeleciał nad głowami powstańców i uderzył dopiero w gruzy. Eksplozja ogłuszyła wszystkich dookoła, ale nie to było najważniejsze. Wiktor bojąc się śmierci w wybuchu, nie przypuszczałby, jak

6




pomocny mógł się on okazać. Nagle mrok rozświetliła duża ilość świtała z zewnątrz. Gruz posypał się i utorował wyjście z korytarza. Mimo dezorientacji rebelianci szybko wybiegli na zewnątrz. Jedynie Adam warz z dwoma innymi został w środku, ponieważ nie chcieli zostawić tam swojego dowódcy. Kiedy znaleźli go leżącego przy swojej osłonie, wydawało im się, że wyzionął ducha. Dopiero po wyjściu spostrzegli, że oddycha.
Pomimo wyjścia z opresji nie mogli tracić czasu na odpoczynek. Strażnicy ruszyli w pogoni za nimi. Poza tym grupa powstańców znalazła się na placu przed stacją wysoka 4. Bez zwłoki ruszyli w tamtą stronę. Gdy byli w połowie drogi znaleźli się pod ostrzałem przeciwnika. Z pewnością nic by z nich nie zostało, gdyby nie Trasko i jego ludzie. Zaczęli oni osłaniać towarzyszy z budynku dworca. Zdumieni przeciwnicy ogień. Nie byli w stanie uwierzyć, że na stacji znajdują się rebelianci. Mimo informacji od sonarów i dowództwa wzięli wroga za swoich sprzymierzeńców, pilnujących budynku. Zmienili zdanie dopiero, kiedy po wyjściu na plac zostali przygwożdżeni ostrzałem. Bezradnie próbowali wydostać się z

7




otwartej przestrzeni. Tymczasem grupka powstańców dobiegła do stacji, gdzie spotkała swoich towarzyszy. Przebudzony Karo od razu po przyjściu ruszył do oficera. Wziął ze sobą także dwóch swoich ludzi. Byli to Wiktor oraz stary znajomy sierżanta o imieniu Olaf.
-Dawno tu dotarliście? -zapytał po krótkim przywitaniu Karo.
-Nie, jesteśmy tu dopiero od kwadransa. -odrzekł Trasko, a następnie dodał. -Czekaliśmy na was w umówionym miejscu, ale po kilku minutach usłyszeliśmy zbliżających się strażników i musieliśmy ruszyć dalej. Myśleliśmy, że was załatwili po drodze.
-Doszło do pewnych komplikacji, ale to już nie ważne. Skontaktowaliście się z kapitanem? -sierżant zadał swojemu rozmówcy kolejne pytanie, na co tamten zaczął tłumaczyć:
-Bezpośrednio nie, ponieważ szybko by wyłapali wiadomość i zaczęli ich szukać. Jednak wysłałem do dowódcy jednego ze swoich ludzi. Jeżeli dotarł, to na pewno ruszyli w stronę strażnicy.
-Czyli plan się powiódł. -powiedział z optymizmem w glosie Karo.
-Nasz plan się powiódł, ale był on jedynym co mogliśmy zrobić w tamtej sytuacji. Teraz musimy pomyśleć, jak przedostać się do

8




strażnicy. Musimy coś szybko wymyślić! Skoro nie udało im się do budynku wejść, to zrównają go z ziemią.
-Mam pewien pomysł. -odezwał się nieśmiało Wiktor.
-Znowu ty. Mów śmiało! Każda koncepcja się przyda. -odparł Trasko, po czym zamilknął, czekając na wyjaśnienia.
-Też wydaje mi się, iż po odparciu ataków już nie przyjdą, tylko użyją artylerii. Dzięki temu nie zauważą, jak znikniemy. -mężczyzna zaczął tłumaczyć, lecz przełożony przerwał mu:
-Gdzie twoim zdaniem mamy zniknąć, skoro wróg jest z każdej strony. Nawet jeżeli udało by się wyjść nigdy nie uda nam się dotrzeć do strażnicy.
-Właśnie nie z każdej strony. Co prawda obserwują nas z drona i sonarów, ale bombardowanie zakłóci sygnał, a to pierwsze możemy zestrzelić. Wtedy stracą nas z oczu na jakieś 10 minut. W tym czasie dotrzemy do celu za pomocą rampy, nad którą jeździł pociąg. -po zakończeniu Wiktor zaczekał na odpowiedź. Pierwszy przerwał ciszę Trasko:
-Na to nie wpadłem.
-Wydaje mi się, że to nie jest dobry plan. -skomentował krótko Karo, a drugi oficer dodał:
-A wiesz co jest najgorsze? To się może udać.
-Istnieje bardzo

9




mała szansa…
-Czyżbyś się bał? -Trasko wszedł przyjacielowi w słowo.
-No jasne, że niechętnie zobaczę, jak zastanawiają się, gdzie zgubili prawie kompanie powstańców. -odparł poirytowanym głosem sierżant.
Nie tracą więcej czasu przygotowali się do odwrotu. Kazali żołnierzom zejść pod perony, które nieco wystawały poza krawędź ulicy. Tam czekali na bombardowanie. W międzyczasie Trasko posłał kilku swoich ludzi na wysunięty punkt, aby za pomocą niewielkiego działka zestrzelili drona, unoszącego się w powietrzu. Niedługo później usłyszeli szum w powietrzu, który zamienił się po chwili w ogromny huk. Kolejne wybuchy rozrywały budynek stacji. Wraz z początkiem bombardowania oficer dął rozkaz do zejścia na rampę. Duży oddział szybko zaczął się przemieszczać. Sonary ani drony nic nie widziały, więc rebelianci nie musieli obawiać się wykrycia. Niespostrzeżenie przeszli pod nosem przeciwnika. Gdy strażnicy zaczęli przeszukiwać gruzy, dostali widomość od patrolu ze wschodu. Jego dowódca prosił o wsparcie, ponieważ został zaatakowany przez sporą grupę powstańców od strony drogi. Po tym komunikacie dowództwo

10




zaczęło rozumieć, dlaczego doszło do awarii drona. Rozkazali też zresetować sonary. Dopiero wtedy znaleźli zagubiony oddział powstańców.
Niedługo później rebelianci znaleźli się w strażnicy. W jej niewielkich pomieszczeniach musiały się pomieścić około 230 ludzi. Byli to zarówno żołnierze z oddziału Trasko, ale też oddział Pita, oddział dowódcy, ranni, a także kilkunastu powstańców trzymających posterunek. Wszystkim udało się do placówki bez większych strat, poza plutonem Trasko. Składał się on z 2 oddziałów. Pierwszy stracił ćwierć stanu osobowego, a w drugim przeżyło jedynie 5 osób. Oczywiście mowa tu o grupie rebeliantów pod dowództwem sierżanta Karo. Dostał najcięższe zadanie w całej operacji, więc jego przełożeni nie mieli prawa dziwić się, dlaczego została mu tylko jedna drużyna z czterech. Wszyscy wiedzieli jaki dostał rozkaz. Prawdopodobieństwo, że ktokolwiek z jego oddziału przeżyje było nikłe, a przetrwanie połowy ludzi było niemożliwe. Niedługo po przybyciu kapitan zrobił naradę ze wszystkimi oficerami. Wzięli w niej udział zarówno jego podwładni, jak i dowódcy odnalezionych po drodze

11




oddziałów. Musieli razem stworzyć nowy plan działania.
-Jesteśmy już chyba w komplecie. -kapitan rozejrzał się dookoła. Widząc dużą ilość oficerów wokół siebie, stwierdził, iż wszyscy się zjawili i może mówić dalej. -na początku chciałem podziękować tobie Trasko. Gdyby nie ty połowy z nas tutaj by nie było.
-Nie zrobiliśmy nic skomplikowanego. To raczej zasługa moich ludzi i miejskich, że dali się podejść. -odrzekł, wymieniony przez dowódcę oficer.
-W każdym razie dobrze się spisałeś. Przydzielę ci pluton oficer Faradda, w ramach uzupełnień. Reszta też dostanie uzupełnienia lub połączy się z resztkami innych oddziałów. Przejdźmy jednak do sedna sprawy. Mamy chwile odpoczynku, ale za niedługo wróg wróci. Dobrze wiedzą, gdzie jesteśmy i pod żadnym pozorem nie mogą pozwolić, na tak duże zgrupowanie na tyłach.
-Mogą przychodzić. Strażnica powstała z budynków komisariatu. Wcześniej był tu magazyn broni i amunicji oraz garnizon wojskowy. -Oznajmił pewien mężczyzna stojący w rogu. Był to dowódca placówki.
-To dobrze, że jesteśmy przygotowani atak frontalny, lecz musimy obronić także słabe punkty

12




strażnicy oraz wytrzymać ostrzał i bombardowanie. -odrzekł kapitan, po czym dodał. -Właśnie na tym chciałbym się skupić. Pan jest ze wszystkich najbardziej zorientowany i wie, czego możemy się obawiać.
-Jedynym zauważalnym, słabym punktem bazy jest problem z wentylacją. Łatwo ją zatkać albo, co gorsza, użyć do rozpylenia gazów trujących, czy wrzucenia ładunków, ale znajduje się w niej kilka zapór. Dodatkowo mamy całe skrzynie masek gazowych, jakby miało ich starczyć, dla całego Bagru. -oficer opisał problem skrupulatnie, nie tracąc pewności siebie. Wytłumaczenia nie wystarczyły jednak kapitanowi, który pytał dalej. Na wszystkie pytania otrzymywał natychmiastową odpowiedź.
-Bombardowanie?
-Dwa działka p.plot. ze starszego arsenału oraz sprawna wyrzutnia rakiet ziemia-powietrze. Oprócz tego kilka stanowisk, z których można użyć ręcznych wyrzutnia, ale to tylko na niski pułap i do ciężkiego sprzętu.
-Ostrzał artyleryjski?
-W miarę mocne stropy. Co najwyżej stracimy kilka stanowisk na górze oraz część komisariatu.
-Nocny atak?
-Nawet, jeżeli niczego nie zauważymy my, zauważą to zestaw dronów patrolujących z

13




czyjnikami oraz kamery na podczerwień.
-Jak zlikwidujemy wykrytego przeciwnika?
-Możemy ostrzelać wroga z naszych stanowisk, albo zdać się na drony. Mają one możliwość nie tylko identyfikacji, ale też likwidacji calu.
-Mają działka?
-Też tak myślałem, ale nie. Kiedy zaczęliśmy ich użytkować nie chciały działać. Wzięliśmy je za bezużyteczne, lecz jeden z moich ludzi zauważył, że uruchamiają one wyrzutnie oraz karabiny automatyczne. Wystarczyło to naprawić i działają bez zarzutu. Bez naszej ingerencji odparły atak plutonu z ciężkim sprzętem, nie tracąc ani jednego urządzenia.
-Imponujące. To co to za strażnica? Z tego co wiem reszta strażnic to prowizoryczne punkty obrony. -dowódca nie mógł uwierzyć w sprawność bojową całej placówki, ale jego rozmówca wszystko mu wyjaśnił:
-Udało nam się przejąć ją, dzięki nieuwadze miejskich. Na początku miałem 30 ludzi i broniłem się przed całą kompanią. Większość ludzi straciłem podczas ostatniego ataku, ponieważ nie wiedzieliśmy jeszcze o wentylacji. Wróg dostał się do środka, lecz udało nam się odeprzeć atak. Kolejne uderzenie by nas zrównało z ziemią, ale

14




skupiliście na sobie uwagę przeciwnika i mogliśmy naprawić szkody. Teraz jest nas ponad 200 ludzi i możemy całkiem zmienić sytuację. To tak jakby na tyłach wroga była ogromna bomba, którą wy uzbroiliście.
W tamtym momencie kapitan zrozumiał w jakiej znalazł się sytuacji. Przypomniał mu się także Wiktor. To w końcu wpadł na pomysł, by ruszyć w tym kierunku. Zuchwałe posunięcie opłaciło się. Dzięki niemu mały oddział zamienił się w dwie kompanie, tworzące front od drugiej strony. Dowódca mógłby jeszcze długo o tym rozmyślać, ale pewien oficer zadał mu pytanie:
-Jakie pozycje mamy zająć sir?
-Pit jesteś naszymi oczami. Weź swoich ludzi i obserwuj okolice. Louis oraz kilku innych uzupełnią obronę Strażnicy, a reszta może na razie odpocząć. Jednak musicie być gotowi w każdym momencie na wsparcie lub przeprowadzenie kontrataku. …
-Karlsen. -odezwał się dowódca strażnicy, widząc, że oficer znowu zapomniał, jak się nazywa.
-Czy mamy łączność z naszymi?
-Niestety nie. Próbujemy ją przywrócić, ale bez skutku. -odparł krótko mężczyzna.
-Musicie cały czas ponawiać próby. Mamy świetną pozycję, ale

15




wykorzystamy ją dopiero, gdy stworzymy wspólny plan działania.
-Z kim? -zagadnął nagle jeden z znajdujących się w pobliżu żołnierzy. Odpowiadał on właśnie za połączenie z kwaterą główną.
-Z kimkolwiek, byle by był powstańcem. -odpowiedział kapitan. Następnie milczał przez chwilę zamyślony. Dopiero po jakimś czasie spojrzał na stojące wokół niego grono i rzekł. -Jeżeli wszyscy wiedzą co mają robić, to można się rozejść.
Ledwie dowódca skończył swoją wypowiedź, a oficerowie poszli do swoich żołnierzy. Kapitan został sam i oddał się przemyśleniom. Dobrze wiedział, że musi starannie zaplanować każdy krok. Informacja o możliwościach strażnicy nie uspokoiła go, a raczej jeszcze bardziej wyostrzyła jego uwagę na każdy detal. Był doświadczonym żołnierzem i wiedział, że im wyżej się znajduje, tym bardziej boli upadek. Wiele razy słyszał o takich sytuacjach i nie zamierzał popełnić żadnego błędu.
Kiedy kapitan oddał się planowaniu reszta oddziału realizowała jego rozkazy, czyli właściwie odpoczywała. Jedynie Karlsen i jego ludzie biegali z góry na dół przenosząc rannych i zaopatrzenie. Sprawdzali

16




także wszystkie stanowiska i, co najważniejsze, próbowali odzyskać łączność z dowództwem. Zadanie było ciężkie do zrealizowania, więc grupa teleinformatyków pracowała na najwyższych obrotach. W całym zamieszaniu znalazł się Wiktor, który próbował zwrócić na siebie uwagę Karlsena. Nie odstępował oficera na krok, ale mimo to nie mógł z nim porozmawiać. Udało mu się to dopiero, gdy tamten chciał zrobić sobie krótką przerwę od obowiązków. Na początku próbował go spławić, ale żołnierz był zbyt uparty, żeby odpuścić.
-Mam bardzo ważne pytanie, a pan będzie znał na nie odpowiedź.
-O co chodzi? -oficer odezwał się zrezygnowanym głosem, wiedząc, iż o chwili wytchnienia może zapomnieć.
-Słyszałem, że w skład pańskiego oddziału wchodził mężczyzna o nazwisku Tunnen. Muszę mu przekazać bardzo ważną informację. -mężczyzna wyjaśnił starannie, tudzież szybko.
-Tak był tu jeden Tunnen, ale raczej nie wchodził w skład oddziału. Co najwyżej przez pewien czas. -odparł Karlsen, zatrzymując się na chwilę. Wyraźnie było widać, iż zwrócił wymienione nazwisko zwróciło jego uwagę.
-Jak to przez pewien

17




czas? -zagadnął Wiktor, nie rozumiejąc słów swojego rozmówcy. Nim jednak tamten zdążył mu odpowiedzieć dodał. -Nie mówi pan o nim w formie przeszłej, ponieważ już nie żyje, prawda?
-Przyznam szczerze, że właśnie dlatego tak o nim mówię. Po tym jak wróg wdarł się do środka podczas ostatniego natarcia, niejaki Tunnen był w małym oddziale, który wyprowadził kontratak. Niestety nikt nie wrócił. -przy ostatnim zdaniu oficer posmutniał i opuścił głowę. Drugi mężczyzna zareagował tak samo. Poczuł się, jakby kolejny raz nie spełnił swojego zadania. Widząc jego załamanie Karlsen dodał. -Z drugiej strony nie widziałem ciała, przez co nie możemy stwierdzić zgonu. Po prostu nie wrócił. Wcale nie musiał zginąć. Równie dobrze mógł trafić do niewoli lub zwyczajnie uciec.
-Nawet tak prostego zadania, jak przekazanie widomości, nie jestem w stanie zrealizować. -Wiktor kręcił głową, użalając się nad sobą. Oficer próbował postawić go na nogi, więc zapytał:
-Jaką informację miąłeś przekazać?
-Teraz to już nie ważne. -odrzekł krótko smutny mężczyzna. Przez cały czas wpatrując się w pustkę znów się odezwał.

18




-Jakieś fatum krążyło nad tą rodziną. Najpierw ginie syn, później ojciec.
-Tak to już jest na wojnie żołnierz… czekaj! -karlsen przerwał w środku słowa. -Chyba odwrotnie najpierw ojciec, później syn.
-To by było bezsensu, co ojciec czterdziestolatka robiłby na wojnie. -mężczyzna powiedział, jakby bez zastanowienia.
-Bardziej bezsensu było by, gdyby w walce zginął syn siedemnastolatka. -po tych słowach przez Wiktora przeszedł dziwny dreszcz. Gwałtownie wstał i zapytał:
-Czy w pańskim oddziale był Tunnen. Mężczyzna średniego wzrostu w średnim wieku i średniej długości, ciemnymi włosami?
-Nie, był to młody chłopak wysokiego wzrostu. Przyszedł do nas z jednym z oddziałów. Na imię miał… Hans! Jak miał na imię ten młody? -oficer krzyknął na koniec do jednego ze swoich podwładnych.
-Tunnen?
-Tak, Tunnen!
-Chyba Erik. –odpowiedział niepewnie żołnierz.
-To niemożliwe. -wtrącił się Wiktor. –Przecież on nie żyje.
-Czy jesteś pewien, że widziałeś jego zwłoki? –dowódca miał pewne wątpliwości co do jego stwierdzenia.
-Właściwie… to nie. –do mężczyzny nagle dotarło jak duży popełnił błąd,

19




mając pewność, co do tragicznego losu chłopaka. Uwierzył w słowa oficer, lecz dalej niewiele rozumiał. Wydawało mu się, że chłopak, w razie przetrwania dotrze do bazy i tam zostanie. Z drugiej strony może, jakimś cudem Erik wyszedł z upadku bez szwanku i ruszył za nimi, a gdy już dotarł na Bagr zgubił ich i dotarł do strażnicy na wysokiej 4.
-No właśnie! Równie dobrze teraz mógł przeżyć. –powiedział uroczyście dowódca. Wiktor chciał skomentować jego słowa, lecz całą jego uwagę zajął nagły i zdecydowany ruch ręką, wykonany przez rozmówcę. Zaskoczony mężczyzna odruchowo odsunął się. Dopiero potem zauważył, iż oficer chce mu podać złożoną kartkę. Zmieszany swoim zachowaniem wyciągnął dłoń po przedmiot, ale nim zdążył go złapać tamten cofnął rękę i odezwał się pod nosem. Wiktor nie usłyszał dokładnie co powiedział, jednak mógł się domyślić, że oficerowi nie spodobało się jego zachowanie. Ten chwile później wepchnął kawałek papieru mężczyźnie i dodał, tym razem wyraźniej.
-Ten wasz kolega zostawił to tutaj.
-I kazał nam to dać? –Wiktor zapytał niepewnie. Wiedział, że nie, lecz

20




mimo to niecierpliwie oczekiwał odpowiedzi od swego rozmówcy.
-Nic o was nie mówił. Raczej chodziło mu o kogoś z rodziny, ale widzę, że ojciec też znajduje się w nieznanym miejscu. –odparł dowódca.
-Skoro tak to, dlaczego mi pan to dał? –oficer nie odpowiedział od razu na pytanie. Milczał i patrzył się w bok. Mogło by się zdawać, że myśli nad odpowiedzią, ale po prostu słuchał komunikatu od stojącego nieopodal żołnierza. Przerwał ciszę odrzekając krótko:
-Nie ma w tym większej filozofii. Skoro się o niego pytasz, to oznacza, że go znałeś. Lepszego kandydata na przekazanie tego nie znajdę.
Nie czekając dłużej, Karlsen ruszył w stronę centrum dowodzenia. Udało mu się wykorzystać chwilę, kiedy jego rozmówca stał w bezruchu z wręczonym przedmiotem w rękach. Nie zauważył odchodzącego oficera i gdy chciał zadać jeszcze jedno pytanie ten był już daleko. On również nie miął czasu do stracenia. W końcu był częścią oddziału, a nie obserwatorem z ramienia ONZ. Wrócił na piętro, gdzie zbierali się wszyscy przydzieleni pod komendę Trasko. W tamtej części placówki sytuacja wyglądał zupełnie inaczej.

21




Zamieszanie, panujące wyżej dawało o sobie znać jedynie jako ciche echo. Na dole natomiast wszyscy spokojnie znaleźli sobie miejsce do odpoczynku i rozmawiali we własnym gronie. Wielu żołnierzy rozlokowało się na korytarzach i w znajdujących się przy nich pomieszczeniach. Odszukanie swoich towarzyszy zajęło chwilę czasu. Oni także siedzieli w jednym z pokoi, będącym wcześniej spiżarnią. Nim jednak ich znalazł wpadł przypadkiem na inną grupę. Nie byli to członkowie kompani, tylko znalezieni po drodze rebelianci. Próbowali oni zaczepić mężczyznę, lecz w tej samej chwili przechodził Trasko i wszedł z Wiktorem w krótką rozmowę. To ostudziło zapał grupy. Zrozumieli, iż trafili na jednego z „weteranów”, a może nawet jakiegoś oficera.
Kiedy mężczyzna dotarł do swojego oddziału wziął na bok Adama. Razem oddalili się od reszty, po czym Adam zapytał:
-I co? Znalazłeś ojca chłopaka?
-Powiem tak mam dwie wiadomości. Ciężko powiedzieć, czy dobre, czy złe, więc po prostu ponumeruje. – Wiktor zaczął z trudem tłumaczyć. –Pierwsze jest chyba dobra, ponieważ nie mam pewności, czy on nie żyje. Choć z drugiej wiadomości

22




mogłoby wynikać, że jest to bardzo prawdopodobne, ale z drugiej strony nie można tego stwierdzić, ponieważ nic nie można o nim stwierdzić…
-Był tu Tunnen, czy nie? –przerwał mu rozdrażniony przyjaciel.
-Nie, a raczej nie ten. –odparł tamten, będąc widocznie zamyślonym.
-Jak to nie ten? To który niby? –w odpowiedzi na te pytania Wiktor popatrzył się wymownie na towarzysza. Ten po krótkiej chwili zrozumiał przekaz. –O cholera! Jak to możliwe?
-No wiesz… w gruncie rzeczy… mogło mu się udać. - kolega Adama odrzekł niezdecydowanym głosem, jakby cały czas sam szukał odpowiedzi.
-Wiem, że mogło mu się udać, ale co by robił tutaj? Choć to już nie ważne. Zastanawia mnie jedynie co trzymasz w rękach i jaki związek ma to z tym wszystkim.
-Sam jestem tego ciekaw. –odparł Wiktor i zaczął rozkładać złożony papier. Był to plik kilku kartek połączonych ze sobą. Wszystkie były zapisane w całości.
-Wiadomość od Erika. Skąd wiedział, że tu będziemy?
-Napisał to dla ojca, lecz los chciał inaczej.
Mężczyźni już chcieli zacząć czytać, ale przeszkodziło im nadejście Karo. Sierżant podszedł do nich z

23




zaskoczenia i Wiktor odruchowo cofnął przedmiot w dół i złożył go na pół.
-Mamy się przygotować do walki. –powiedział podejrzliwym głosem dowódca, a następnie dodał. –Mówi się, że wróg jest w pobliżu.
Po tych słowach obrócił się i wrócił do reszty swoich żołnierzy. Adam odczekał chwile nim sierżant się oddali, a później nachylił się, by przeczytać wiadomość. Jednak jego przyjaciel nie wysunął ponownie kartek, tylko schował je do jednaj z kieszeni. Tuż po tym powiedział:
-Na razie dajmy sobie z tym spokój. Zajmiemy się przeczytaniem wiadomości, kiedy będziemy mieli chwilę czasu. Teraz chodźmy się przygotować.
-Tak jest sir. –Adam odparł ironicznie i stanął na baczność. Zdenerwowany towarzysz postarał się go zignorować i ruszył w stronę reszty oddziału. Tam wszyscy byli już gotowi do walki. Mimo tego, że mieli ruszyć dopiero później w kontrnatarciu, wiedzieli, że coś może pójść nie tak. Nim dwójka przyjaciół zdążył usiąść, została wysłana przez swojego dowódcę po amunicje. Nie było to zbyt łatwe, ponieważ trzeba było iść dwa pietra w górę i wziąć jedną skrzynię dla całego

24




plutonu. Z niechęcią ruszyli wypełnić rozkaz dowódcy. Niedługo później pojawił się pewien problem. Pojawił się tuż po tym, jak mężczyźni próbowali podnieść skrzynie. Wiktor w bardzo szybki oraz bolesny sposób przypomniał sobie o swoim rannym barku. Jęknął z bólu i puścił ciężki przedmiot, który z hukiem uderzył w ziemię. Następnie rebeliant niepewnym krokiem dotarł do ściany i opierając się o nią usiadł na podłodze. Od razu podszedł do niego Adam i podał mu rękę. On jednak odepchnął ją tylko, sygnalizując, iż woli posiedzieć.
-Na razie sobie odpocznę. –mężczyzna odezwał się przez zaciśnięte zęby. Przyjaciel dał mu jeszcze dwie minuty, po czym znów wyciągnął dłoń. Wiktor ponownie zrezygnował z pomocy, kiwając głową.
-O nie! –powiedział zniecierpliwiony towarzysz. –Zbierz się do kupy i idziemy do sanitariusza. On powinien cię poskładać.
-Cholera! –odparł z wyraźnym cierpieniem w głosie i złapał podaną rękę. Adam gwałtownym ruchem szarpnął go w górę, w rezultacie czego na korytarzu rozległ się donośny jęk. Gdy ranny mężczyzna stanął stabilnie na nogach, jego przyjaciel pomógł mu

25




przedostać się przez tłum gapiów, który zdążył zebrać się w kilka minut dookoła.
Punkt medyczny znajdował się piętro niżej, więc dwójka przyjaciół dotarła tam w krótkim czasie. Oczywiście nie mogli liczyć na szybką pomoc, ponieważ pomieszczenie, w którym znajdował się szpital polowy, było przepełnione rannymi żołnierzami. Wielu z nich było w dużo gorszej sytuacji, niż Wiktor, dlatego też musiał czekać na swoją kolej. Adam jednak rozpoznał jednego z sanitariuszy w pobliżu. Akurat nie był zajęty, ponieważ sam czekał w kolejce. Jego stan nie był poważny, więc mógł bez problemu pomóc. Zrządzenie losu sprawiło, że był to znajomy mężczyzny. Wystarczył niedługa rozmowa i medyk podszedł do Wiktor. Popatrzył się chwile na ramię żołnierza i spróbował nim ruszyć. Wystarczyło drgnięcie, aby twarz rannego zaczęła nabrała bolesnego wyrazu.
-Boli? –zapytał sanitariusz, samemu krzywiąc się z bólu.
-Boli to mało powiedziane. –odparł Wiktor i uśmiechnął się lekko. Tuż po tym pytający wstał i powiedział:
-Wygląda to dość poważnie, przynajmniej jak na tego typu uraz. Jak się czujesz?
-W sensie?

26




–mężczyzna zajęty obserwowaniem barku nie zrozumiał do końca pytania.
-W sensie, czy nie czujesz się słabo. –odrzekł spokojnym głosem medyk.
-Chyba wszystko dobrze. Może trochę opadłem z sił, ale wciąż mogę walczyć. –odpowiedział z wątpliwościami ranny.
-Obawiam się, że walka jest na razie niemożliwa, skoro nie jesteś w stanie ruszyć ręką. –stwierdził ponuro sanitariusz, znów zaciskając zęby.
-Nie mam teraz czasu na przerwę. Mój oddział mnie potrzebuje. –mężczyzna podniósł głos, słysząc tamte słowa.
-Posłuchaj! Chwilowa niedyspozycja to twój najmniejszy problem. Bardzie obawiałbym się zakażenia, ponieważ to może posłać cię do grobu. –medyk także odezwał się innym tonem niż przed chwilom. Wiktor próbował jeszcze się obronić, lecz Adam go wyprzedził i powiedział:
-Jak musisz zostać, to oznacza, że musisz i nic nie poradzisz, a o chłopaków się nie martw. Wytłumaczę im co się stało. Tymczasem sobie odpoczywaj i pilnuj się mojego znajomego. Z nim powinieneś szybciej się ogarnąć.
-Ale… -ranny próbował coś jeszcze powiedzieć, lecz jego przyjaciel już zdążył opuścić pomieszczenie. W

27




ten sposób Wiktor został zdany na nieznajomego sanitariusza. Wiedział, iż musi się z nim zakolegować, jeżeli ma z nim spędzić dłuższy czas.
-Tak w ogóle, to jestem Wiktor.
-Igor. –odpowiedział krótko tamten.
-Skąd jesteś? –mężczyzna zadał kolejne pytanie.
-Z Zilu2 oczywiście. Jak większość tutaj. A ty? Tylko nie mów, że z Turijiu. –medyk odbił piłeczkę w stronę mężczyzny.
-Też jestem z Zilu. –po tych słowach zapadła chwila milczenia. Stali obok siebie i wpatrywali się w ziemię. Przerwał to dopiero Wiktor kolejnym pytaniem. –Co właściwie tu robisz?
-Tak samo jak ty czekam na swoją kolej. –mężczyzna usłyszał odpowiedź, a następnie dodał:
-Śmieszny jest fakt, iż jako sanitariusz trafiłeś do kolejki rannych.
-Mnie to jakoś nie śmieszy. –odparł oschłym głosem Igor.
-Nie zrozum mnie źle. Po prostu myślałem, że skoro znasz się na rzeczy, to możesz sam sobie pomóc. –mężczyzna zaczął tłumaczyć się.
-W tym przypadku nikt nie poradziłby sobie w pojedynkę.
-To co właściwie ci się stało?
-Szkoda gadać. –sanitariusz odpowiedział wymijająco, a następnie dodał. –załatwiłem się

28




podczas obrony przed ostatnim natarciem.
-Czyli jesteś spod komendy Karlsena. –znajomy jedynie pokiwał na tak i powiedział:
-Idę zobaczyć, czy nie da się czegoś zrobić, żeby się szybciej tobą zajęli.
Igor zostawił Wiktora samego. Mężczyzna oparł się o ścianę i zamknął na chwilę oczy. Nie był w stanie zasnąć, ponieważ dookoła panował szum, więc starał się trochę odpocząć i zrelaksować. Spróbował zapomnieć o odczuwanym bólu i problemach. Znów przeniósł się do chatki ze swoich snów i opowiadań dziadka. Jak zwykle wyobrażał sobie leżące za nią jezior. Na lazurowej tafli wody odbijało się światło zachodzącego Słońca, które było inne niż zwykle. Wydawało mu się zdecydowanie większe i bardziej pomarańczowe. Na tle jego tarczy zarysowywała się czyjaś sylwetka. Mężczyzna nie mógł rozpoznać do kogo ona należ, ponieważ kontrastował z jasnym tłem. Po chwili zauważył, że ów osoba idzie w jego stronę. Stawiała kolejne kroki i robiła się coraz bardziej wyraźna. W ostatnim momencie Wiktor zauważył, że widzi Erika. Zdziwiony otworzył oczy. Okazało się, że przysnął mimo wszelkich przeciwności. To

29




chyba zasługa tego domku w górach. Kiedy ostatni raz spał śniło mu się to samo, tylko bez dodatkowego gościa w postaci prześladującego go chłopaka. Wtedy zdał sobie sprawę, iż był to jego pierwszy spoczynek od wieżowca. Co prawda nie minęło strasznie dużo czasu, ale organizm domagał się chociaż krótkiej chwili. Tuż po przebudzeniu mężczyzna myślał, że minęło co najmniej pół godziny. Kiedy jednak spostrzegł, iż kolejka prawie w ogóle się nie przesunęła zrozumiał jak szybko się obudził. Następnie jeszcze raz przeanalizował swój sen. W sumie ucieszył się z powodu niespodziewanego „nawiedzenia”. Dzięki temu przypomniał sobie o wiadomości od Erika. Wyciągnął schowane w kieszeni kartki i rozłożył je. Już na sama myśl, że list zajmuje kilka stron zaskoczył Wiktora. Jeszcze raz przetarł zaspane oczy i zaczął czytać.
„Treść ów wiadomości stanowią zapiski z mojego dziennika.
Spadając winda to zdecydowanie nic fajnego. Wygląda wtedy groźnie i przy uderzeniu w ziemię zrobi się ogromny huk. Dlatego też nie polecam nikomu znaleźć się w takiej sytuacji. Co jest gorsze od tamtej, spadającej windy? Inna

30




spadając winda, w której akurat się znalazłem. W ostatnim momencie wskoczyłem do środka, dzięki czemu uniknąłem zrywających się lin mocujących. Potem zaczęła się zabawa. Na krótką chwilę wszystko przestało się chwiać i zastygło w miejscu. Jedynie ja upadłem na ziemię. Tuż po tym gwałtowny ruch szarpnął mną i powoli winda ruszyła w dół. Można powiedzieć, że na początku poruszała się wolno, lecz ten początek trwał zaledwie ułamek sekundy. Później leciałem w dół z piorunującą prędkością. Przykuty do podłogi modliłem się, by jakoś z tego wyjść i skoro to czytasz, to już wiesz, że moje błagania do niebios zostały wysłuchane. Co więcej nie tylko przeżyłem, ale i nie poturbowałem się za bardzo. To nie zmienia faktu, że spadająca winda, w której się znalazłem, to nic fajnego. Szybko zauważyłem jeszcze inny problem. Co może być gorsze od spadającej z dużą prędkością windy, w której się znalazłem? Oczywiście spadająca winda, w której się znalazłem i dzięki której spadłem o kilka poziomów w dół. Powinienem się cieszyć, że wciąż żyję, ale marne jest to pocieszenie, biorąc pod uwagę powrót

31




do samego początku. Przynajmniej z izometrycznego punktu widzenia.
Nie tracąc czasu ruszyłem znów w górę, by odnaleźć moich kolegów. Przez to, że automatyczny środek transportu roztrzaskał się ze mną w środku, zostały mi schody. Zacząłem żmudną „wspinaczkę”. Gdy dotarłem do punktu wyjścia, po moim dowódcy i reszcie oddziału nie pozostał żaden ślad, więc próba wyśledzenia ich wydala mi się bez sensu. Zamiast tego ruszyłem na jeszcze na górę, by rozejrzeć się, co spowodowało całe to zamieszanie. Na powierzchnie dotarłem jeszcze przed zachodem słońca. Kiedy tam dotarłem straciłem ostatki sił na wdrapanie się w krótkim czasie na poziom E. Dlatego winda spadająca daleko w dół, że mną w środku nie jest niczym fajnym. Szybko okazał się, że zdyszany miałem doznać kolejnego szoku, na zastany widok. No bo co może być jeszcze gorsze od spadającej gdzieś głęboko w dół windy, w której się znajduję? Czarna śmierć? Chyba tez, lecz chodzi mi o coś innego. Mianowicie myślę o lecącej gdzieś w odmęty tej zapadłej dziury windzie, jak wiadomo ze mną w środku, która robi wrażenie wielkiej tragedii. Oprócz zmęczenia

32




i bólu (to, że nic sobie nie połamałem, nie oznacza, że wylądowałem jak na mięciutkich poduszkach i nie uderzyłem się w głowę) pojawiło się także pewne poczucie winy. Użalałem się nad sobą, jakbym był największym poszkodowanym. Tymczasem bezbronni cywile na górze, próbujący ewakuować się z atakowanej dzielnicy nie mogli nic zrobić podczas bombardowania. Łączyła nas jedynie ta niemoc i beznadziejne obserwowanie spadających przedmiotów. Ostatecznie jednak wydaje mi się, iż bomba jest gorsza od spadającej windy, choć to jest kwestia sporna.
Po dotarciu na górę nie musiałem długo szukać, by znaleźć rannych leżących na deptakach i skwerach. Ci, którzy umieli chodzić pomagali reszcie. Ja też starałem się pomóc, jak tylko mogłem, lecz nie było to łatwe. Z jedne strony niewiele widziałem, ponieważ dym z pożarów zasłonił blask słońca. Przez to też ciężko było w jakikolwiek sposób zorganizować chaotycznie zachowujących się cywili. Najgorsi byli ci, którzy prze ataku paniki biegali i krzyczeli „Nadlatują”. Nie dość, że robili przez to zamieszanie to deptali rannych. Chwile się wahałem, ale w końcu przekonałem

33




się do tego, by obezwładnić ich jednego po drugim. Jednak z drugiej strony sam byłem potencjalnym zagrożeniem. Starałem się nie myśleć za dużo, bo wiedziałem, iż jest to podstawa do paniki. Niestety w końcu nasunęło mi się pytanie „Co, jeżeli w obszarze bombardowań znaleźli się Ole, Adela, Marta, mama i reszta?”. Ta myśl zaczęła mnie prześladować. Na początku uważnie obserwowałem leżących rannych, lecz po chwili zorientowałem się, jak wielu robi to samo co ja. Naprawdę ponury widok. Ziemia pokryta gęsto proszącymi o pomoc, a nad nimi pojedyncze osoby, które były w stanie chodzić. Głusi na błagania ostrożnie stawiali kroki między ciałami leżących i uważnie przyglądali się twarzom. Wtedy spanikowałem. Stwierdziłem, że muszę iść do domu sprawdzić, gdzie jest moja rodzina, ale nim zdążyłem zrealizować mój pomysł ludzi dookoła zwrócili na mnie uwagę. Odbiegałem mocno od reszty, ponieważ, nie wyglądałem na umierającego ani rannego. Do tego miałem na ramieniu opaskę powstańczą, przez co wszyscy wzięli mnie za wysłaną pomoc. Niestety prawda była taka, iż ani jeden żołnierz nie dotarł z odsieczą do tamtej

34




chwili. Z tego co wiem minęło naprawdę dużo czasu nim ktoś zajął się rannymi. W obliczu sytuacji w jakiej się znalazłem przestałem panikować i zebrałem resztki sił. Dłuższy czas próbowałem, chociaż w pewnym stopniu, dostarczyć ofiarą bombardowań potrzebną pomoc. Kiedy to robiłem przynajmniej nie myślałem o rodzinie, w związku z czym z każdą kolejną minutą byłem spokojniejszy. Biegałem po okolicy, przenosząc ciężko rannych w jedno miejsce. Znalazłem jakiś sklep, w którym było dość dużo wolnego miejsca. Powoli zbierałem tam ludzi w poważnym stanie. Przed zbitą witryną siedzieli lekko ranni. Zaczęli się tam zbierać na mój rozkaz, ponieważ myśleli, że jestem jednym z żołnierzy. Wykorzystałem to i zebrałem grupkę mężczyzn do pomocy. Po tym poszło o wiele szybciej. Zachęcony sprawnością działanie ruszyłem na sąsiedni plac, aby tam zając się ofiarami. Niestety zgubił mnie mój wiek i nawet opaska powstańcza na ramieniu nie pomogła. Najpierw wszyscy myśleli, że jestem zwykłym powstańcem, a nie jednym z rebeliantów. Gdy już próbowałem coś powiedzieć nikt mnie nie słuchał. Ci, którzy do tamtej pory nie

35




stracili przytomności zaczęli działać na własną rękę. Chyba zrozumieli, iż nie mogą liczyć na właściwa odsiecz ze strony władz powstańczych. Przez to też niedługo później nikt nie zwracał na mnie uwagi. Jeszcze jakiś czas pomagałem osamotnionym rannym, ponieważ nie mogli oni liczyć na ratunek ze strony znajdujących się w pobliżu nieznajomych. Miałem świadomość, iż wielu dookoła także prosiło o to, bym się nimi zajął. Nie mogłem jednak pomóc każdemu, ponieważ nie starczyło by dnia. Ostatecznie spędziłem tam jeszcze kwadrans (przynajmniej tak mi się zdaje), a następnie oddaliłem się. Stamtąd ruszyłem w stronę centrum Zilu1. Nie był to co prawda cel mojej podróży, lecz nie znałem dobrze tamtej części dzielnicy i musiałem wrócić się do głównej ulicy, aby zorientować się w sytuacji. Kiedy do niej dotarłem zrobiłem zwrot na północ i ruszyłem na Bagr. Może wydać się dziwne, że nie zmierzałem do domu, lecz nie miało by to sensu. Moja rodzina z pewnością poradziła sobie lepiej z ewakuacją niż ja, mimo gromady dzieci do upilnowania. Przez to też stwierdziłem, iż najpierw muszę zadbać o siebie, a dopiero

36




później martwić się o rodzinę. Co najwyżej mogłem bać się o ojca, ponieważ znalazł się na froncie, ale w gruncie rzeczy zmierzałem w jego stronę…”
Wiktor już przerzucił kartkę i miał czytać dalej, lecz zauważył, że w jego stronę idzie dwójka mężczyzn z Igorem na czele. Ten drugi też wyglądał na sanitariusza. Widząc nadchodzących medyków, złożył kartkę i schował ją pospiesznie do kieszeni. Wiedział, iż nowemu znajomemu pewnie udało się wyegzekwować szybsze przyjęcie, więc nie miał już więcej czasu na czytanie.
-Dobra załatwiłem ci szybsze przyjęcie. Kiedy się tobą zajmą zwiększy się twoja szansa przeżycia. –oznajmił Igor, tuż po podejściu. W odpowiedzi Wiktor pokiwał głowa i ruszył za nim w stronę drugiego sanitariusza. W trójkę udali się na bok, gdzie ranny mógł usiąść na jednej ze skrzyń.
-Zobaczmy, jak to wygląda. –odezwał się nieznajomy medyk, przystępując do obserwacji. W tym samy czasie Igor napełniał strzykawkę jakimś preparatem, co trochę przestraszyło mężczyznę.
-Będziecie mnie kłuć? –zapytał drgającym głosem. Wiktor jak każdy miał złe wspomnienia ze strzykawką

37




jeszcze z dzieciństwa.
-Gwarantuje ci, że będzie mniej bolało, niż strzał w ramię. –odparł skoncentrowany na ustawieniu dawki, sanitariusz. Tuż po tym siedzący dodał:
-Wielkie mi pociesznie.
-No musimy coś z tym zrobić. –wtrącił się obserwujący ranę medyk, po czym odsunął się na bok. Wtedy też do mężczyzny zbliżył się Igor i bez zbędnej zwłoki przystąpił do wkłucia się w rękę znajomego. Ten zacisnął zęby i wykręcił się lekko bólu. Po tym sanitariusz kazał mu wstać i w trójkę udali się do innego pokoju.
*
Tuż po opuszczeniu szpitala Adam wrócił do oddziału. Na dole czekali już na niego z niecierpliwością towarzyszę. Pierwszy rzucił się do niego żołnierz o imieniu Tytus.
-Co tak długo? Ile można przynosić jedna skrzynię? –zagadnął rozgoryczony. Następnie odezwał się jeszcze bardziej zdenerwowany Dag:
-Gdzie w ogóle zgubiłeś amunicję i kolegę?
Zalany pytaniami mężczyzna próbował odpowiedzieć, lecz właściwie nikt go nie słuchał. Szybko powstała niepotrzebna kłótnia, którą musiał przerwać Karo.
-Cisza! –krzyknął sierżant, po czym zapytał bardzo spokojnym, tudzież zaniepokojonym

38




głosem. –Co się stało?
-Już mieliśmy skrzynię, ale Wiktor zapomniał chyba o swoim postrzelonym barku. Uniósł ją tylko na chwilę, a potem upuścił na ziemię. Odstawiłem go do szpitala i tam zostawiłem, by czekał na swoją kolej. –Adam wytłumaczył po kolei całą sytuację. Dowódca uważnie wysłuchał go. Potem zastanawiał się krótki moment i znów się odezwał:
-Dobrze, że zaniosłeś go do sanitariusza, a nie targałeś go tutaj, żeby zapytać co robić. Wiesz czy to coś poważnego?
-Poprosiłem znajomego medyka, by spojrzał na ranę. Powiedział, że na razie Wiktor jest wyłączony z walki. Kiedy się tego dowiedziałem ruszyłem tutaj. –podwładny odrzekł pospiesznie, a następnie dodał. –I tak straciliśmy już dużo czasu, a sprzęt sam się nie przyniesie. Tak więc przyszedłem po kogoś do pomocy z ta skrzynią.
-Słusznie. –odparł oficer, po czym wyznaczył podwładnemu dwóch żołnierzy do pomocy. W trójkę ruszyli biegiem na górę. Adam obawiał się, że ktoś zabrał już wyznaczoną im skrzynie, ale na szczęście ta wciąż stała w miejscu, w którym ją położyli.
Podczas znoszenia amunicji z powrotem na dół

39




mężczyzna zostawił na chwile swoich towarzyszy i udał się do szpitala. Na pierwszy rzut oka nic się tam nie zmieniło. Dalej tłum zmęczonych oraz okaleczonych żołnierzy czekał w niekończącej się kolejce. Dopiero po chwili udało mu się spostrzec, że nie ma już jego kolegi. Najpierw wystraszył się. Niewykluczone było, iż przyjaciel skończył w worku. Potem jednak pojawił się Igor. Znajomy sanitariusz wyjaśnił Adamowi całą sytuację, dzięki czemu ten mógł się uspokoić. Poprosił jeszcze medyka, by zajął się nim w najbliższym czasie, a następnie zwrócił się w kierunku wyjścia. Po drodze ostatni raz spojrzał w stronę filaru, przy którym stał Wiktor. Zainteresował go tam dziwny przedmiot, leżący na ziemi. Był biały, przez co mocno kontrastował z brudną podłogą. Mężczyzna podszedł do kolumny. Z bliska wyraźniej było widać, że jest to kartka, a raczej zbiór kartek. Adam od razu zrozumiał co to jest. Podniósł kawałek papieru, po czym schował go do kieszeni, uważnie pilnując by znalazł się głęboko w jej środku.

40




Wyrazy: Znaki: