Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 22
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Dom opiekiikonka kopiowania

Autor: ble ble twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




- Śpicie na warcie! - wrzasnął wzburzony kapitan.
Ochroniarze zerwali się na równe nogi, jedno z krzeseł chybotając odbiło się o kuloodporne szkło z którego zbudowane były ściany budki strażniczej. Ubrani w granatowe mundury ochroniarze przez sekundę stali zdezorientowani. Jednak szybko dotarło do nich co się dzieje. Młodszy z nich, o nieco przydługich włosach, pochylił głowę zawstydzony. Speszony schował swoje muskularne ręce za plecami. Jednakże starszy, doświadczony westchnął teatralnie i spojrzał na przełożonego z góry. Mimo iż był tylko pracownikiem, jego postawa i mina zdawały się sygnalizować pozycje siły, pomocny w tym był jego wysoki wzrost.
- Jest środek dnia, kamery na pewno zauważyłby czarnoksiężnika zanim przyplątałby się do naszego stanowiska - powiedział spokojnie doświadczony strażnik.
Przełożony skrzywił się z niesmakiem, aż jego wiszące policzki przecięły głębokie bruzdy. Następnie przystąpił do ataku:
- Traktuj swoją pracę poważnie! Wiesz ile mamy staruszków w placówce? Prawie dwieście! Ich dusze to smaczne kąski dla takiego czarnoksiężnika… - pod światło widać było jak rzadkie są

1




jego włosy. Maskował proces łysienia za pomocą tapirowania i lakieru.
Wyższy ze strażników uśmiechnął się z rozbawieniem, ale nie roześmiał, półprzezroczysta fryzura kapitana trochę już mu spowszechniała. Spojrzał na młodego, ale ten nic nie zauważył. Cały czas stał z pochyloną głową. Przełożony przerwał swoją wypowiedź, gdy tylko zobaczył uśmiech ochroniarza.
- Co to za mina?! - obruszył się kapitan. - Myślisz, że wolno ci się tak zachowywać, bo pracujesz tu od pięciu lat?- kontynuował kierownik.
- Przepraszam - odchrząknął wysoki. Po czym dodał - żyjemy w cywilizowanym kraju. Od dwudziestu lat nie było w tym rejonie żadnego czarnoksiężnika, ani znaczącego nekromanty.
Drugi z ochroniarzy nagle przejął inicjatywę, zasłonił weterana swoim muskularnym ciałem i panicznie gestykulując powiedział:
- Panie kapitanie, wybacz nam, więcej się nie powtórzy.
- Wydaje się wam, że jesteście tu tylko dla ozdoby, dla propagandy. Otóż nie! Jesteście tu by pracować - powiedział kapitan, wygrażając pięścią.
Młodszy ochroniarz energicznie pokiwał głową, starszy przytaknął nieznacznie, ale jego ręce były skrzyżowane

2




na piersi.
Przełożony na odchodne posłał im wrogie spojrzenie po czym odwrócił się plecami i ruszył w stronę starego pałacu, w którym mieścił się dom opieki. Budka była postawiona przy wyłożonej kamieniami drodze, około pięćdziesiąt metrów od głównego wejścia.
Boki jednopiętrowego budynku wykończono fantazyjnymi wieżyczkami w których znajdowały się klatki schodowe. W jednej z wież trwał remont, jej okna straszyły fragmentami rozbitych szyb, które lśniły w słońcu. Kapitan podszedł do głównego wejścia, które było zadaszone uroczym wykuszem podpartym na czterech kolumnach. Ostrożnie omijał dziury po brakujących częściach marmurowych płyt. Większość nadal była na miejscu, więc dyrektor wciąż się łudził, że kiedyś znajdą się pieniądze by wyłożyć posadzkę “czymś podobnym”. Placówka jakieś sto lat temu była elegancka i wytworna, służyła wtedy jako rodowa rezydencja. Później był tu hotel, ale okolica nie była popularna wśród turystów. Gdy interes zbankrutował, właściciel sprzedał budynek. Dom opieki jednakże też nie było stać na odnowienie pałacu. Dużo pieniędzy wydawano na ochrone.

3




Wydawało się to rozsądne, bo bogaci klienci omijali z daleka, placówki w których ochroniarzy brakowało. Pałac prezentował się na fotografiach na tyle dobrze, że dyrektor nawet skusił kilku bardzo zajętych biznesmenów by oddali mu babcie pod opiekę.
- Przyznam szczerze, że kapitan ma tym razem racje, bo oboje zasnęliśmy - powiedział starszy z dwu strażników, jego wzrok utkwiony był w plecach przełożonego, który znikał za ciężkimi drewnianymi drzwiami. - Aczkolwiek nie raz spałem na warcie i nigdy wcześniej mnie nie przyłapał.
Młodszy przytaknął półświadomie, właśnie nerwowo sprawdzał baterie w paralizatorze. Gdyby go zapytać po co to robi, za pewne zdałby sobie sprawę, jak jest to bezsensowne. Przez całą swą żywotność te urządzenia były używane tylko by sprawdzić czy wciąż działają.
Gdy przełożony się oddalił weteran próbował namówić kolegę na partyjkę kart, jednakże nowicjusz był szczerze przestraszony kontrolą i odmówił. Zmartwiło to doświadczonego ochroniarza. Przy kartach łatwiej byłoby utrzymać senność na wodzy, ale jego argumenty nie trafiły do kolegi. Po godzinie zobaczyli na drodze dwie

4




sylwetki. Młodszy ze strażników wyjął krótkofalówkę:
- Kamery? Rozpoznajecie tą dwójkę? Odbiór.
- Nie, jacyś nowi. Odbiór - odparł rozleniwiony głos z głośniczka.
- Daję wam trzy sekundy aby poinformować kapitana. Over - wtrącił się starszy z ochroniarzy.
Odpowiedź nadeszła trzy sekundy później, w formie natychmiastowej mobilizacji wszystkich jednostek. Oznaczało to, że strażnicy rozstawieni dookoła domu opieki stali w gotowości do obrony. Niektórzy leniwie powtarzali w myślach trening jak złapać czarodzieja. Reszta pokazowo rozglądała się za zbliżającym się niebezpieczeństwem.
Gdy postacie się zbliżyły można było ocenić, że rzeczywiście wyglądały groźnie, ale raczej nie na magów. Idący z przodu barczysty mężczyzna nosił błyszczącą czarną kurtkę, źle mu patrzyło z oczu. Za nim szła dziewczyna o długich włosach związanych w ciasny kucyk. Seksowne skórzane spodnie podkreślały jej wysportowaną sylwetkę.
Kapitan marszcząc brwi gapił się w obraz kamery, który wyświetlał się na jego biurowym komputerze.
- Nie wyglądają na klientów - głowił się. - Ale gdyby mieli wrogie zamiary, to raczej by się

5




bardziej spieszyli.
Gdy nieznajomi w końcu dotarli do stróżówki, bez pytania wyjęli swoje dokumenty do sprawdzenia. Ochroniarze zeskanowali je, a kapitan analizował je, czekając na wyniki wyszukiwania w bazie policyjnej. Nawet na zdjęciach do dowodu wyglądali groźnie. Mężczyzna miał ostre rysy twarzy i kolczyki w kształcie kolców. Kobieta z fotografii patrzyła na niego podejrzliwie, szyje miała owiniętą kolią z łańcuchów. Skrzywił się i odsunął od monitora w wygodny, miękki fotel. Aplikacja w końcu wypluła wyniki. Nic. Nie byli na żadnym liście gończym, nie mieli kartoteki. Ochroniarze nie mieli żadnego prawa by ich zatrzymać. Kapitan zamknął oczy i zaklął.
Obaj ochroniarze badawczo przyglądali się przybyszom, siląc się na pokazową groźną postawę. Jednakże nieznajomych zdawało się to bawić. Uśmiechając się z politowaniem odebrali swoje dokumenty. Zrobili krok do przodu, po czym mężczyzna przystanął i pochylił się do starszego z ochroniarzy:
- Powinniście się lepiej przygotować - szepnął.
Kobieta odwróciła się gwałtownie, przy okazji pokazowo przerzucając zebrane w kucyk włosy na ramię. Spojrzała na niego,

6




uniosła brwi.
- Grozisz mi? - skrzywił się z niedowierzaniem strażnik.
- Nie - odparł niedbale barczysty mężczyzna i ruszył dalej.
Wysoki ochroniarz zmarszczył brwi. Po chwili przeniósł wzrok z oddalających się nieznajomych na młodego współpracownika:
- Słyszałeś co on powiedział? - zapytał wciąż nieco skołowany.
- Nie bardzo, co takiego powiedział? - zaniepokoił się młodszy.
- Może to była osobista nagana? - głowił się wysoki.
- Powiesz mi? - zapytał cicho nowicjusz, nieświadomie napinając w oczekiwaniu mięśnia.
Niestety zamyślony ochroniarz nie usłyszał go. Przez chwile stali regulaminowo rozglądając się, ale starszy wciąż był gdzieś daleko myślami. Nagle wyciągnął z kieszeni komórkę.
- Co…? Ty naprawdę nie szanujesz swojej pracy - prychnął zaskoczony nowicjusz.
- Niepokoi mnie ten gość co tu dzisiaj wszedł. Jakiś dziwny i jeszcze te groźby… - powiedział po czym podniósł głowę i spojrzał młodemu w oczy. - To się nazywa w myśl prawa, a nie w literę. Czy jakoś tak… W każdym razie nigdzie nie pisze, że powinienem to zrobić, ale powinienem - powiedział z niepokojem, patrząc z powrotem na ekran

7




komórki. - Chyba nie dokładnie zapamiętałem jego imię - westchnął ciężko, patrząc na wyniki wyszukiwania.
Po następnych pięciu minutach jednak odszukał tajemniczego mężczyznę. Spodziewał się wcześniej, że zwyczajowo pierwszy na liście wyszukiwania będzie profil w mediach społecznościowych. Był zaskoczony, gdy pierwsze trzy wyniki okazały się artykułami z gazet. Zaklął. Podniósł wzrok na młodego.
- Nasi dzisiejsi goście to łowcy nagród! - powiedział bacznie obserwując reakcję kolegi.
- Żartujesz sobie - stwierdził z niepewnością młody.
Wysoki wysunął w jego stronę dłoń z komórką, a umięśniona ręka młodego szybko przechwyciła urządzenie.
- Rzeczywiście, ale co on tutaj robi? - powiedział zaskoczony.
- A bo ja mam wiedzieć - odparł doświadczony ochroniarz, delikatnie wzruszając ramionami. - Nigdy wcześniej nie było tu żadnego łowcy nagród.
- Artykuł mówi, że gość jest całkiem sławny. Popatrz to jego zdjęcie, to na pewno ten sam gość, prawda?
- Zgłaszam to kapitanowi - zdecydował wysoki.
Artykuł opowiadał o tym jak wspomniany łowca złapał przywódcę rozbitej organizacji terrorystycznej. Młody

8




bardzo zagłębiał się w lekturę, podczas gdy starszy poinformował kapitana o sytuacji. Okazało się jednak, że przełożony sam już sprawdził nowych gości.
- Podejrzewam, że chce przesłuchać kogoś z naszych ochroniarzy lub pielęgniarek. Odbiór - powiedział kapitan.
- Pozwolisz mi to zbadać? Dorzuć młodemu jakiegoś żółtodzioba… Odbiór.
Nowicjusz skrzywił się słysząc, że ma zostać porzucony.
- Nie - odparł szorstko przełożony. - Wydeleguje do tego Gabriela i Stefana. Lepiej się nadają - przełożony rozłączył się bez zwyczajowego “over”.
Wysłużony ochroniarz skrzywił się i wymawiał pod nosem parę przekleństw.
- Janek… Dlaczego zdecydowałeś się zostać ochroniarzem tutaj? - przerwał mu młody.
Przez chwilę gapił się na nowicjusza zaskoczony pytaniem, po czym uśmiechnął się.
- Kolega mi powiedział, że znajdę tu żonę i wiesz co? Miał rację. Rok temu ożeniłem się z jedną z pielęgniarek. A ty, co tu robisz młody?
- Płacą tyle co w klubie, a nie ma żadnego niebezpieczeństwa - wzruszył ramionami nowicjusz.
- Przyglądałeś się już pielęgniarkom?
- Cały czas. Kiedy tylko się da.
- Dziś właśnie nam

9




zwinięto okazję sprzed nosa.
Co prawda ćwierć personelu medycznego stanowili mężczyźni, ale kobiety były naturalnie bardziej zainteresowane wysportowanymi ochroniarzami. Chodźby ze względu na to obchód po budynku był tym typem warty o który grało się z kolegami w kości. Niestety to zadanie powierzono komu innemu.
- Hej Patryk, chcesz wiedzieć co dalej z tymi łowcami? - zapytał starszy ze strażników.
- Nie możemy zejść… - nowicjusza aż przeszedł zimny dreszcz.
- Nie, no oczywiście - przerwał mu Janek. - Przecież wystarczy, że włączymy odpowiednie pasmo i będziemy wszystko słyszeć.
- Ok… - powiedział Patryk nadal nieco zakłopotany, było to wbrew regulaminowi.
Janek przejrzał go, miał już odbiornik w dłoni. Nacisnął przycisk, a z głośnika popłynął głos zaniepokojonego Gabriela:
- Na razie nasz gość chodzi po ośrodku i zagląda do pokojów. Jeśli szuka jakiegoś staruszka, to nikt z nich nie mógłby być świadkiem w sprawie młodszej niż dziesięć lat. Obstawiałbym nawet dwadzieścia. Odbiór.
- Sugerujesz, że chodzi o jakąś sprawę z czarownikiem? Odbiór - powiedział z niezadowoleniem kapitan.
- Hmm… Po

10




dwudziestu latach nadal byłoby za czarownika wysoka nagroda...
- Nic nam nie grozi - wtrącił się Stefan. - Nasz łowca ma taki rzadki talent magiczny. Wyczuwa ludzkie zamiary jak zapach. Gdyby ktoś miał nas zaatakować, chyba nas by ostrzegł, co?
- Taka sytuacja zagrażałaby też jego świadkowi. Odbiór - przytaknął Gabriel.
Janek pobladł i zaklął. Po tym co usłyszał nie mógł dalej spokojnie słuchać toczącej się rozmowy. Przez chwilę wstrzymał oddech, a potem z niepokojem w głosie poinformował kolegę:
- On mi powiedział wtedy, że powinniśmy być lepiej przygotowani.
- Co? Czyli nas ostrzegał! - złapał się za głowę nowicjusz o imieniu Patryk.
- Ten łowca to jakiś buc! - wściekł się starszy ze strażników. - Z takim ostrzeżeniem to powinien iść wprost do kapitana. - Zaklął, po czym dodał. - Nie znoszę ludzi, którzy wygrali życie dzięki talentowi magicznemu.
Chętnie obaj rozgadaliby się na ten temat, ale sytuacja prawdopodobnie wymagała pośpiechu. Poczekali tylko na koniec rozmowy między kapitanem, a grupą zwiadowczą. Janek nacisnął guzik połączenia i uśmiechnął się z wyższością.
- Hej kapitanie, właśnie

11




przeczytałem, że ten nasz łowca jest wyjątkowy. Odbiór.
- Mówiłem wam byście się tym nie zajmowali, sam się dowiedziałem już o jego zdolnościach. Over - warknął kapitan.
- Podejrzewam, jednak chciałem dodać, że nasz łowca powiedział coś przy wejściu. Myślałem, że mi grozi, ale w świetle nowych informacji, wygląda to na ostrzeżenie. Bartek Majewski, zwany Czułym Pogromcą powiedział, że powinniśmy się lepiej przygotować, Odbiór.
- Co? Nie mógł przyjść do mnie to powiedzieć? Odbiór - odparł z niedowierzaniem kapitan.
- Wiesz jak to z celebrytami, szkoda ich cennego czasu, na maluczkich. Odbiór.
- Wyślę Gabriela i Stefana. Odbiór.
- Może jednak, mnie? Odbiór.
- Nie. Over.

     Niektórzy żartowali, że spostrzegawczość Gabriela, to wynik jego dużych oczu. Trudno orzec czy ma to jakiś wpływ, ale na pewno, to on pierwszy zauważył błyszcząca czarną kurtkę. Nie patrząc na Stefana klepnął go w ramię, by ten poszedł za nim, po czym ruszył szybkim krokiem w stronę łowcy. Potrącił blokujące drogę pielęgniarki, które zdawały się plotkować na temat romansów w placówce. Stefan był szczuplejszy i łatwiej było mu w

12




pośpiechu wymanewrować między kobietami. Nawet zdawkowo je przeprosił. Uwaga Gabriela była skupiony na celu. Dogonił go.
- Panie Bartku? - zaczepił łowce wielkooki ochroniarz.
Łowca z niezadowoleniem obrócił się w odwrotną stronę. Jednakże zwróciła na nich uwagę jego seksowna towarzyszka. Posyłała Gabrielowi nienawistne spojrzenie okraszone słowami:
- O co chodzi? I zwracaj się do szefa per Czuły Pogromca.
Gabriel spojrzał na nią z politowaniem, po czym zwrócił się ponownie do łowcy.
- Przepraszam, że przeszkadzam Czułemu Pogromcy w pracy - powiedział ochroniarz. - Chciałem zapytać o słowa, które rzucił pan...
Łowca z niedowierzaniem pokręcił głową, wyszedł z pokoju. Jego dziewczyna poszła za nim, dogoniła go w trzech krokach, potem ledwo widocznym gestem zachęciła ochroniarzy by za nimi podążyli. Poszli do męskiej łazienki. Ochroniarze rzucili pytające spojrzenia na dziewczynę, a ona odpowiedziała im rozbawionym prychnięciem. Jednakże zawstydzona schowała twarz za dłonią. Oparła się plecami o ścianę, lekko wypinając biodra opięte przez czarne skórzane spodnie. Łowca tymczasem otworzył wszystkie drzwi kabin, by

13




upewnić się, że są sami. Stanął naprzeciw ochroniarzy i spojrzał na nich wyzywająco. Jego kolczaste kolczyki dodawały jego twarzy groźnego wyrazu.
- W waszym ośrodku, lub w jego pobliżu znajduje się ktoś kto planuje dokonać masowego mordu. Zalecam ostrożność, prawdopodobnie jesteście pod obserwacją.
- Co… co? - Stefan myślał, że zaraz dostanie zawału serca.
Wyglądał nieco zabawnie, szczupły skulony obok umięśnionego Gabriela, który wyprostował się jak struna. Ich granatowe mundury były takie same, ale reakcje zgoła odmienne.
- Czy to może być fałszywy alarm? - zapytał zimno większy z ochroniarzy.
Łowca skarcił go spojrzeniem.
- Ja to mam pecha - jęknął Stefan.
- To by było na tyle - powiedział łowca ręką odpychając kulącego się strażnika, by przejść.
Kobieta poderwała się i podążyła za nim.
- Miesiąc temu odrzuciłem świetną ofertę pracy, by zostać w tej oazie spokoju, a teraz nagle wszystko się sypie - zaklął krzywiąc się Stefan. - Co my zrobimy?
- Pewnie będziemy walczyć - odparł Gabriel.
- Trzeba zaglądnąć do procedur - dodał szczupły biorąc głęboki oddech, po czym powoli ruszył w kierunku

14




drzwi.
Jego towarzysz podążył za nim, jednak gdy spojrzeć w jego wielkie oczy widać było, że myślami jest gdzie indziej.
Gabriel i Stefan postanowili, że złożą raport kapitanowi osobiście. W gabinecie jak zazwyczaj było nieco ciemno. Oświetlony był jedynie poprzez szklane pustaki, które oddzielały go od służbowego mieszkania kapitana. Najbliższa wioska znajdowała się godzinę wyboistej drogi stąd, dlatego całe drugie piętro zapełnione było przez kawalerki dla pracowników.
Kapitan był nieco zaskoczony, może nawet oburzony, gdy weszli bez pytania. Gdy informowali go o sytuacji, jego emocje płynnie przeszły w strach.
- Część naszych chłopców pracuje przy remoncie - powiedział namyślając się kapitan. Jego obwisłe policzki straciły resztki rumieńca, do tego nerwowo mrugał powiekami. - Trzeba będzie ich stamtąd odwołać.
- Dyrektorowi się to nie spodoba - pokręcił głową Gabriel, swoje wielki oczy skierował gdzieś w bok. Gdyby ich przełożony zaczął się trząść ze strachu, to wolał o tym nie wiedzieć.
Stefan pokiwał głową zakłopotany. Wyglądał jakby był daleko myślami, ale tak naprawdę był bardzo skupiony.
- Nie

15




mamy wyboru. Dyrektor musi zrozumieć moją decyzje. Zresztą… od początku mówiłem mu, że... nie jesteśmy od tego - odrzekł wymijająco kapitan. - Skoro jestesmy pod obserwacją, to mobilizacje musimy przeprowadzić w skrytości.
- Jaki jest plan?
Przełożony milczał.
- Nie ma gotowego planu na takie wypadki, w tym właśnie problem - wyręczył kapitana Stefan. - Mam racje? Czy możemy na szybko zbudować jakiś na podstawie zalecanych procedur?
Kapitan westchnął ciężko:
- Zawsze was wszystkich ganie, ale tak naprawdę sam się nigdy nie spodziewałam ataku - żachnął się przełożony, uderzając pięścią w czoło. - Chciałem tylko by mnie poważnie traktowano. W świetle tych zdarzeń wyglądam całkiem niepoważnie.
Jednakże obaj ochroniarze udawali, że nie słyszą i nie widzą załamanego kapitana.
- Trzeba przygotować plan - przypomniał mu Gabriel, nadal nie patrząc na niego.
Kapitan przytaknął przeczesując palcami sztywne od lakieru włosy:
- Jestem tutaj bo kiedyś się na tym znałem - powiedział uspokajająco. - A tak wogóle to nic nie słyszeliście. Żadnego mojego gadania do siebie. Pourywam wam języki jeśli coś komuś powiecie.
- Tak

16




kapitanie - odpowiedzieli obaj ochroniarze, ale nie równocześnie. Stefan obawiał się, czy kapitan sobie poradzi.
- Poczekajcie na zewnątrz.
Po wyjściu Stefan oparł się o drzwi i przyłożył do nich ucho. Gabriel uniósł brwi, zniesmaczony zachowaniem kolegi.
- Słychać nerwowe stukanie w klawiaturę - szepnął z niezadowoleniem ciekawski ochroniarz. - Kapitan szuka porady w internecie.
Gabriel pokręcił głową:
- Ta placówka to bagno nieudaczników - po chwili dodał. - Pewnie dlatego czarownik wybrał nas na swój cel.
- To oraz położenie placówki… i remont - uzupełnił Stefan.
Jego kolega pokiwał głową.
- Jestesmy osłabieni, skoro część naszych pracuje przy remoncie. Poza tym jesteśmy w lesie, w górach. Zanim policja, albo wojsko przyjdzie nam z pomocą, czarownik nas pozabija, a ze staruszków wyssie dusze.
Stefan skrzywił się. Przez dłuższą chwilę milczeli.
- Pamiętaj, że mamy pociski paraliżujące i kajdanki z dwimerytu - pocieszył go Gabriel. - Raczej… nie wszyscy przeżyją, ale jak się postarasz to będzie to bardzo ładnie wyglądać w CV - pocieszająco poklepał kolegę po łopatce. - Będziemy bohaterami - powiedział gdzieś

17




w pustkę, jednocześnie kuląc się nieco. - Nie myśl, że mnie się podoba ta sytuacja - dodał ciszej.
Stefan nic nie odparł. Jego kolega jednak po chwili myślenia, znów się odezwał:
- Sprawdzałeś może kiedyś, czy kajdanki są z prawdziwego dwimerytu?
- Nie sprawdziłem - odparł drugi ochroniarz.
Stali jeszcze jakiś czas pod drzwiami, aż otworzyły się i kapitan zawołał ich do środka.
- Wyśle was byście “flirtowali” z pielęgniarkami. One przekażą rozkazy do pozostałych strażników. Hasło, które potwierdzi, że otrzymali rozkazy. Powiem im przez krótkofalówkę, że ponoć są kłopoty przy remoncie. Mają odpowiedzieć, że oni się tam nie wybierają, bo to nie ich sprawa.
- Mądre. Nawet jeśli ktoś to usłyszy, to będzie po prostu myślał, że ochroniarze w końcu zaczęli protestować - pochwalił decyzje Gabriel. Z ulgą przymknął swoje wielkie oczy, jego tętno nieco się uspokoiło. Dobrze było mieć plan
- Tak, praca przy remoncie jest całkiem ciężka, mimo to nikt nie śmiał się sprzeciwić, gdy go tam wysłałem. Myślę też, że nikt nie sprzeciwiłby się sam z siebie, bo wszyscy się boją dyrektora. Gdy ktoś nie

18




dostanie wiadomości od pielęgniarki, to pójdzie na remont. Tam dowie się, że mają udawać, że pracują. Wy osobiście pójdziecie na remontowaną część i powiecie chłopakom o sytuacji. Muszą być wypoczęci i gotowi, gdyby nadszedł atak. Po drodze zaczepicie osiem pielęgniarek i przekażcie im te liściki - powiedział kapitan wyciągając z drukarki stronę. Następnie wyjął nożyczki i przeciął kartkę na osiem części. - Pamiętajcie, że to ma wyglądać naturalnie, jakbyscie z nimi flirtowali.
- Jestem żonaty - zaprotestował cicho Gabriel.
Kapitan przewiercił go wzrokiem, a ochroniarz kiwnął głową, na znak że podporządkowuje się rozkazom.

     Drzwi do pokoju kapitana znów się otworzyły, spodziewał się zobaczyć dyrektora lub jakiś skołowanych ochroniarzy. Podniósł głowę znad papierów i napotkał groźny wzrok łowców. Na korytarzu było tylko trochę jaśniej niż w gabinecie, więc światło dochodzące zza ich pleców nie oślepiło kapitana. Goście nie czekając na zaproszenie weszli do środka, kobieta niedbałym gestem zamknęła drzwi. Potem stanęła z boku, w cieniu, zacieśniła swój kucyk. W tym samym czasie Pogromca

19




podszedł do biurka kapitana i pochylił się w jego stronę, przyjmując pozycje jakby chciał go zastraszyć. Od jego błyszczącej czarnej kurtki odbiło się światło nablatowej lampki i lekko oślepiło kapitana.
- Szukam tej staruszki - powiedział łowca pokazując zdjęcie na komórce. - Ponoć jest u was pod fałszywym nazwiskiem.
- Fałszywym nazwiskiem? - powiedział kapitan, wciąż zaskoczony ich wizytą.
- Personel medyczny mówi, że jej nie rozpoznaje...
- Wyraźnie próbują coś ukryć - szepnęła dziewczyna.
- Kochanie, jeśli ktoś przeprowadza się z miasta na prowincję w poszukiwaniu pracy, to na pewno ma coś do ukrycia - zbył ją Czuły Pogromca.
Kapitan obserwując kłócących się uśmiechnął się z politowaniem, ale przerwał im. Nie miał na to czasu.
- Dlaczego oczekujesz, że ja rozpoznam waszą pacjentkę?
- Przyszedłem, bo dyrektora nie ma w pokoju. Zresztą nie mam nazwiska tej staruszki. Wypytywałam na początku pacjentów, ale nie chcą współpracować - powiedział tuszując prawdę. Pacjenci mówili mu, że zdjęcie jest za małe, a ich wzrok zbyt słaby. - Pielęgniarki mnie zbywają, mówiąc że są zbyt zajęte. Jak już ktoś

20




spojrzy na zdjęcie to mówią, że jej nie znają. Spójrz na to zdjęcie lepiej. Jest zrobione tu! W waszym ośrodku.
- Och… Nie wiem jak ci pomóc - wzruszył ramionami kapitan. - Poza tym mam dużo na głowie teraz. Jak sam już wiesz, ktoś chce nas zaatakować. Może będziesz miał szansę później.
Łowca zaklął siarczyście.
- Nie zamierzam tu zostawać na tą waszą masakrę! Zabieram stąd staruszkę i się zmywam - wycofał się i chciał trzasnąć drzwiami, ale jego kobieta szła za nim.
Ledwo zdążył złapać drzwi, które nieomal ją uderzyły. Patrzył na nią zmieszany, ona rzuciła mu spojrzenie pełne wyrzutów. Potrzymał je by przeszła, a potem uśmiechnął się do kapitana i mimo wszystko trzasnął drzwiami.
Przez godzinę Pogromca i jego kobieta kręcili się po budynku, znów wypytując ludzi o staruszkę ze zdjęcia. Jednak personel placówki reagował na ich prośby irytacją. Wszyscy skupiali się na zbliżającym się ataku, dodatkowo większość z nich słyszało już to pytanie. W pewnym momencie łowca zmęczony usiadł obok automatu z kawą.
- Policja się spóźnia. Czarodziej też - powiedział, obserwując jak jego kobieta

21




podchodzi do maszyny.
Wybrała espresso, wrzuciła monety. Pochyliła się seksownie wypinając pośladki.
- Może się przestraszył? - zapytała, podnosząc klapę, by obserwować jak napój wlewa się do kubka.
- Nie… - powiedział Pogromca, ale po chwili dodał ciszej. - Nie wiem.
Jego towarzyszka wyjęła z automatu gotową kawę, a on odruchowo wyciągnął rękę i chwycił papierowy kubeczek.
- Czarodziej wciąż tu jest. Wciąż czuje tą przytłaczającą, zimną chęć mordu. Wisi na każdej osobie z tego ośrodka. Jest tak silna, że zagłusza... trochę zagłusza wszystkie inne zapachy.
- Próbowałeś wyśledzić pierwotne źródło zapachu? Na pewno opłacałoby się złapać czarnoksiężnika - powiedziała niepewnie. Nie zdecydowałą się uśiąść obok niego, oparła się o maszynę. Gdy zgięła nogę, a jej skórzane spodnie zatrzeszczały.
- Hmm? - obruszył się łowca. - Wybacz, ale obawiam się, że nie mamy do tego kompetencji.
Mimo iż był niżej potrafił rzucić jej mocne, karcące spojrzenie. Patrząc tak na nią wypił kolejny duży łyk gorącej kawy.
- To co robimy? - westchnęła ciężko.
- Staruszki na razie nie znajdziemy. Obeszliśmy

22




wszystkie pokoje. Nikt nie chce z nami rozmawiać.
- Może nie żyje, może ją przenieśli - powiedziała z rezygnacją kobieta.
- Nawet jeśli nie żyje, to nadal chciałbym się dowiedzieć kto ją tu umieścił. Zdjęcie jest zrobione rok temu. Musi być tu ktoś kto ją pamięta. Że akurat teraz musi jakiś czarnoksiężnik się tu wplątać.
- Jesteś pewien… że czarnoksiężnik? - zapytała nieśmiało.
- A kto inny mógłby chcieć ich wszystkich zamordować? Czuje intensywną, zimną chęć mordu. Zimną, wykalkulowaną chęć mordu. - potem odetchnął ciężko. - Wiem, że atak czarnoksiężnika nie zdarzył się już od dawna. Nie w tej części świata. Żeby uciec zanim przyjadą jednostki specjalne, musiałby umieć się teleportować. Teleportacja to tylko legenda - pokręcił głową. - Jedyne logiczne wytłumaczenie to skrajnie nieostrożny czarnoksiężnik.
- Więc atak mu się nie opłaca, tak? Może ktoś całkiem zwykły po prostu planuje zemstę?
- Za co miałby się mścić?! Wyobrażasz sobie osobę, która zabija ponad setkę niedołężnych starców, bo pielęgniarka zapomniała podać lekarstwa jego babci? - drwił Pogromca. - Rozumiem zemścić

23




się na pielęgniarce, ok. Jednakże piętno ciąży na wszystkich w ośrodku. Ktoś chce ich wszystkich zabić. Wszystkich.
- Czyli mamy niepospolitego pecha - przytaknęła.
- Może sprawdźmy twoją teorię, o tym, że coś ukrywają - odparł niechętnie. - Nie mamy nic innego do roboty.
Wstał i poszedł w kierunku recepcji. Kobieta została z tyłu, skrzyżowała ręce na piersi, uniosła brew.
- Och naprawdę nic? A co z ucieczką przed czarownikiem? - szepnęła do siebie z zadowoleniem.
Potem delikatnie kołysząc biodra, jak modelka na wybiegu, dumnym krokiem, dogoniła łowce. Gdy zrównali się, spojrzał na nią kątem oka.
- Nie mam pojęcia co mogłoby się zdarzyć w domu opieki by pchnąć kogoś do planowania takiej zbrodni - rzucił szyderczym tonem. - Musimy to jednak zrobić szybko. Jeśli to rzeczywiście czarnoksiężnik to nie chciałbym być tu podczas ataku.
Kobieta uśmiechnęła się w odpowiedzi i kiwnęła głową.

     - Mamy jeszcze coś do zrobienia? - zapytał Stefan nieco skołowany. - Wykonaliśmy wszystkie polecenia kapitana, a czarownika nadal nie ma.
- Myślę, że trzeba sprawdzić, czy dyrektor zadzwonił na policje. Jeśli zrobiłby to o

24




czasie, to niebiescy już by tu byli - odparł Gabriel z niepokojem.
- Chyba nie jest aż tak głupi co? Wiem, że ma sporo rzeczy do ukrycia, ale…
- Założysz się?
- Nie.
Postawny ochroniarz w odpowiedzi wyjął nadajnik z kieszeni i wcisnął guzik.
- Kapitanie, czy upewniłeś się, że dyrektor zadzwonił na policje. Odbiór.
- Mówił mi, że zadzwonił. Odbiór.
- Czy możemy być tego pewni? Odbiór.
Przez chwilę kapitan milczał.
- Chcesz dzwonić teraz by zaptyać czy dyrektor dzwonił? Odbiór.
- Dokładnie. Odbiór.
- Jeśli coś takiego zrobisz, to na własną odpowiedzialność. Over.
Zapadła cisza. Mężczyźni przez chwilę myśleli, po prostu gapiąc się w przestrzeń. Potem Stefan wyskoczył z pomysłem.
- Tylko Janek jest na tyle głupi by to zrobić - zawyrokował.
- W zasadzie… - odparł Gabriel.
Szybka wymiana zdań z kapitanem, pozwoliła im uzyskać pozwolenie na opuszczenie stanowiska. Pięć minut później byli w progu stróżówki.
- Cześć Janek… pamiętasz komunikat od dyrektora? - zapytał Stefan.
- Ten który zburzył całą tajność naszych przygotowań? - warknął Janek.
- “Nie martwcie się policją, już dzwoniłem. Skupcie się

25




na wyznaczonych zadaniach” - zacytował nowicjusz, który wynurzył się zza starszego ochroniarza.
- Dokładnie to - odparł Stefan.
- Nie dzwoniłeś na policję, prawda? - uzupełnił Gabriel.
- Nie. Czemu pytasz?
- Dyrektor nas prosił by upewnić się, że nikt nie zadzwoni - odparł Stefan. - Wiesz głupio by to wyglądało.
Janek skrzywił się zaskoczony. Wielkooki ochroniarz gestem głowy zachęcił kompana by się oddalić. Gdy byli w połowie kamiennej ścieżki prowadzącej do budynku, Stefan dyskretnie obejrzał się za siebie. Janek trzymał w ręce komórkę, a młody coś paplał z przejęciem.
- Ten nowicjusz też go nie powstrzyma - powiedział Gabriel. - Nie zna dyrektora jeszcze tak dobrze jak pozostali.
Jakieś pięć minut później kapitan odebrał rozmowę od Janka i usłyszał stek przekleństw. Dyrektor nie zadzwonił. Policja o wszystkim dowiedziała się od niesubordynowanego ochroniarza. Powiedzieli, że będą na miejscu za półtorej godziny, maks dwie.

     W recepcji powiodło im się połowicznie. Nie zostali przyłapani, ale też niewiele znaleźli. Dokumentacja okazała się przepastna nie mając wskazówki, gdzie szukać musieli zdać się na

26




szczęście. Szczęście zaś im nie dopisało.
Następnym punktem było odwiedzenie kapitana, by może spróbować przeglądnąć jego dokumentację. Po drodze jednak zaglądnęli do remontowanej klatki schodowej, zniesmaczyło ich iż remontem częściowo zajmują się ochroniarze. W gabinecie kapitana Pogromca próbował go zagadać, by jego dziewczyna przeszukała szuflady, może nawet komputer. Niestety kapitan mimo iż rozgorączkowany, zauważył, że kobieta pcha ręce gdzie nie powinna. Wyrzucił ich za drzwi, grożąc im policją.
Na koniec jeszcze raz podeszli pod drzwi gabinetu dyrektora. Wciąż były zamknięte, nikt nie odpowiadał na walenie w drzwi. Wściekły Pogromca spróbował je nawet wyważyć, mimo iż widział nakierowaną na niego kamerę. Idąc w kierunku windy spotkali na korytarzu młodego ochroniarza, który udzielił im szybkiej reprymendy.
Z rezygnacją wrócili na parter, pod automat z kawą. Usiedli na ławce, oboje mieli dość podły nastrój.
- Może znaleźlibyśmy coś gdyby udało nam się włamać do gabinetu dyrektora? - zastanawiał się łowca, nie patrząc na towarzyszkę. - Powinienem sobie poradzić z tym zamkiem.
- Raczej nam na to

27




nie pozwolą - dodała cicho kobieta.
- Dyrektor jest zdecydowanie podejrzany, nigdzie go nie ma - dodał Pogromca. - Aczkolwiek to może nie być powiązane z naszą staruszką. Musiałby mieć powiązania z mafią, by to miało sens.
- To miałoby sens - pokiwała głową kobieta.
- Dowiedział się o nas i spakował ją do bagażnika? - zachichotał Pogromca. - Nie mogę obalić twojej teorii, ale wydaje się raczej słaba. Dlaczego dyrektor domu opieki miałby mieć powiązania z mafią. Szczególnie na takim zadupiu?
- No to zostaje jeszcze ten dziwny remont.
- Remont klatki schodowej? Byliśmy w bliźniaczej wieży, nic tam ciekawego nie było. Aczkolwiek zmuszanie ochroniarzy do pracy na budowie świadczy o kłopotach finansowych.
Kobieta przytaknęła.
- Co jest kolejnym argumentem za tym, że dyrektor nie jest powiązany z mafią - podkreślił, rzucając jej karcące spojrzenie.
- Hmmm… czy musi być powiązany z mafią by ją zabrać, gdy ktoś ją szuka? - zapytała niepewnie.
- No dobra, może ktoś mu groził. Aczkolwiek skoro wszyscy negują istnienie babci, to wszyscy wiedzą z jakiej rodziny się ona wywodzi. Wyobrażasz sobie coś takiego?
- Chyba nie. Mafia

28




obawiałaby się, że ktoś puści plotkę. Babuszka przed Alzheimerem była głową operacji.
- Wyobrażasz sobie co by się stało gdyby wpadła policji w ręce? - uśmiechnął się złośliwie Pogromca. - Mafia nie może sobie pozwolić na taką wpadkę.

     - Przeszukaliśmy cały budynek, dyrektora nigdzie nie ma. Mamy wyważyć drzwi do Jego gabinetu? Odbiór - powiedział Gabriel trzymając urządzenie przy ustach.
Ochroniarz opierał się o drzwi pokoju, mrużąc swoje duże oczy w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Chyba powinniśmy zostawić to policji. Over - usłyszał głos kapitana.
Rozluźnił się, ale spoglądnął na stojące niedaleko postacie. W korytarzu było ciemno, ale nie musiał dobrze widzieć ich twarzy. Chodzili za nim i Stefanem już od pięciu minut.
- Jeszcze jedna sprawa, stoi koło mnie Czuły Pogromca i Krwawa Weronika. Obiecali pomóc jeśli damy im jakąkolwiek informacje na temat staruszki. Odbiór.
- Chyba nie ma sensu już nic ukrywać - zawyrokował kapitan. - Rozpoznajesz może tą ich staruszkę? Odbiór.
Pogromca niemal podskoczył z ekscytacji, jego kobieta zacisnęła pięść w geście zwycięstwa. Stefan odsunął się od nich, ale

29




patrzył na dwójkę łowców z zadowoleniem.
- Tak. Odbiór - odpowiedział Gabriel.
- Twój plan ze szperaniem co ukrywają nie wypalił - przypomniał kobiecie łowca.
Syknęła wściekle i skuliła się jak zbity pies.
- To zajmij się tym. Over - powiedział w tym czasie kapitan.
Gabriel włożył nadajnik do kieszeni. Łowcy patrzyli na niego z wyczekiwaniem. Stefan też, był ciekaw jak jego kumpel poradzi sobie z brzydką prawdą, którą miał przekazać.
- Ten remont… To nie jest wcale normalny remont - powiedział z wahaniem Gabriel.
- Znaczy? - zapytał zbity z tropu łowca. - Jak to się ma do mojej staruszki?
- Nie wiem nawet od czego zacząć - westchnął ciężko ochroniarz.
- Od początku? - warknął Pogromca krzyżując ręce na piersi.
- Ochroniarze dużo kosztują, więc ośrodek zaczął przyjmować więcej pacjentów niż może pomieścić. Upchaliśmy ich do piwnic.
- Do piwnic? - oburzył się łowca.
- Nie jestem pewien na jakiej zasadzie przydzielano pokoje, ale jedna trzecia pacjentów jest w piwnicy - dodał patrząc w bok.
- Rozumiem.
- Sęk w tym, że do piwnicy prowadzi tylko jedna klatka schodowa. To nie są piwnice użytkowe. Zanim

30




zorganizowano tu dom opieki, był tu hotel. W piwnicy dojrzewały wina. Nie ma okien.
- Jak długo trwa ta sytuacja? - zapytał łowca blednąc.
- Jakieś dwa lata.
- Od dwóch lat tam siedzą? - obruszył się zdezorientowany Pogromca.
- Dwa lata temu zaczęto przenosić pacjentów do piwnic. Klatka w wieży zawaliła się trzy dni temu.
- Trzy dni?!
- Jedzenia i leków mają tam więcej niż my, wszystkie magazyny są w piwnicy - wtrącił się Stefan. Potem dodał zmartwionym tonem - Jednakże podczas katastrofy doszło do uszkodzeń w instalacji. Musieliśmy wyłączyć im internet i pierwszą linię prądu. Na szczęście ktoś kiedyś namówił dyrektora by zrobić zapasowe podłączenie prądu w piwnicy, więc prąd mają z drugiego kabla. Niestety nadal nie mamy z nimi kontaktu, jak powiedziałem internetu brak, a komórki nie mają zasięgu. Dyrektor próbował wszystko zatuszować, uratować tych ludzi na własną rękę. Wysłał do prac budowlanych ochroniarzy i jakąś małą przekupioną firmę budowlaną, by nadzorowali.
- Co zrobiliście przez te ostatnie trzy dni?
- Z tego co wiem zabezpieczono miejsce katastrofy i częściowo odgruzowano klatkę schodową. Nadal

31




jeszcze potrzebują co najmniej jeden dzień pracy, by dało się zacząć wyciągać stamtąd pacjentów. Niestety jak wiesz, ochroniarze przerwali dzisiaj odgruzowywanie.
- I moja staruszka tam jest, w piwnicy.
- Dokładnie - odparł Gabriel kiwając głową.
- Nikt jej nigdy nie odwiedzał - dodał smutno Stefan.
- Chcę to zobaczyć - powiedział stanowczo łowca. - Próbowałem już wcześniej wejść do remontowanej wieży, ale ochroniarze stanęli nam na drodze.
- Trochę nas zaskoczyło, że ochroniarze tam są - dodała cicho kobieta. - Mogliśmy się domyślić, że coś tu śmierdzi.
- Czy musicie teraz tam iść? - zapytał niechętnie Gabriel.
- A masz coś innego do roboty niż nas zaprowadzić? - odparł agresywnie łowca. - Stoicie w gotowości od dwóch godzin, jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat teraz zaatakuje czarownik?
Gabriel westchnął ciężko. Spojrzał na Stefana, a ten wzruszył ramionami:
- Skoro mogliśmy przez pół godziny chodzić i szukać dyrektora. Jaka to różnica, że wrócimy na stanowisko dziesięć minut później.
- Ok - przytaknął jego kompan.
Gdy przerabiano ten budynek z hotelu na dom opieki na tyłach dobudowano szyb z

32




windą, to do niego się skierowali. W środku lekko śmierdziało moczem. Zjechali na parter. Podążyli ciemnym korytarzem do remontowanej wieży. Robotnicy i ochroniarze byli zaskoczeni, ale wpuścili łowce, skoro Gabriel i Stefan poręczyli, że kapitan się zgodził. Dodatkowo przekonało ich gdy dowiedzieli się, że dyrektor uciekł.
Łowca zmarszczył brwi gdy weszli do środka, potem szybkim krokiem zbliżył się do gruzowiska. Gabriel złapał go nim zdążył stanąć na blokach zawalonego stropu:
- Zwariowałeś?!
- Zapach! Muszę się upewnić! - krzyknął Pogromca.
- Puść go. Nic mu się nie stanie - obiecała Weronika.
Ochroniarz rozluźnił uścisk. Wszyscy z niepokojem obserwowali jak łowca z ostrożnością przechodzi w dół gruzowiska. W końcu się zatrzymał i usiadł na jednym ze stabilniej osadzonych brył.
- Znalazłem źródło - powiedział zimno. - Nie ma żadnego czarownika.
Zawtórowały mu okrzyki zaskoczenia i ulgi.
- Tam za gruzami jest jakieś czterdzieści osób, które obmyślają jak was wszystkich zabić.

33




Wyrazy: Znaki: