Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 9
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Sześć dni ikonka kopiowania

Autor: Kemilk twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Dzień drugi

     – Marysiu musimy porozmawiać. – Ksiądz Łukasz chwycił dziewczynę na rękę i zmusił ją do pozostania w miejscu.

     – Ale co ksiądz chce ode mnie? Nie chodzę już do szkoły, a dzieci nie mam – odpowiedziała, zaskoczona zachowaniem księdza.

     Już od pewnego czasu zauważyła, iż zachowanie duchownego zmieniło się. Kiedyś zawsze uśmiechnięty, uczynny, a teraz. Kazania pełne pretensji, piętnowanie nieobecności, nawoływanie do nawrócenia. Również zewnętrznie przeobraził się. Jak była nastolatką, pamiętała jego wieczny uśmiech, luźne sportowe ubrania i sylwetkę biegacza. A teraz stał się okrągły jak balonik wiecznie ubrany w sutannę. Nic nie zostało z jego dawnej radości życia. Dzisiaj przeszedł samego siebie. Zaczepił ją na ulicy i wyglądało na to, iż nie ma ochoty na odpuszczenie rozmowy.

     – Marysiu posłuchaj uważnie. Ten twój nowy chłopak nie jest dla ciebie.

     – Co nie dla mnie, a niby dla kogo? – krzyknęła. – Janek jest najlepszy na świecie.

     Ksiądz patrzył na Marysię, a przed oczami wciąż miał dziewczynkę z piegami oraz pięknymi długimi blond warkoczami. Ona wciąż była taka

1




niewinna. Musiała go wysłuchać!

     – Marysiu, dziecko kochane. Posłuchaj mnie i daj sobie spokój z Jankiem. Jest tyle innych fajnych chłopaków, ty zaś wyrosłaś na piękną kobietę. Możesz mieć tysiące lepszych od niego. Zrób to dla siebie i go zostaw. Masz tyle czasu przed sobą. Zastanów się. – niemal krzyknął.

     Maria patrzyła na niego pięknymi zielonymi oczami i nie wiedziała, jak ma się zachować. Najchętniej powiedziałaby "spadaj" i poszła dalej. Ale to był jej proboszcz. Każdej niedzieli pojawiała się wraz z rodzicami na mszy i nie mogła po prostu go spławić. Zwyczajnie nie mogła.

     – Proszę księdza, ja nie mam czasu. Obiecałam mamie, że zrobię zakupy. Naprawdę mi przykro. Muszę iść. – Skłamała i czym prędzej uciekła.

     – Marysiu przyjdź do kościoła, to porozmawiamy. Pamiętaj dla ciebie zawsze znajdę czas – zawołał za szybko oddalającą się dziewczyną.

Ona udając, iż nie słyszy nawoływania księdza, szybkim krokiem poszła do domu.

     Dzień trzeci

     Maria stała przed lustrem i zastanawiała się, czy wygląda wystarczająco dobrze. Miała na sobie czerwoną sukienkę podkreślającą jej

2




kształtne piersi. O takim ubraniu mówi się, iż więcej odsłania, niż zasłania. Wciąż wspominała namiętny pocałunek Janka i to uczucie niepewności oraz pożądania. Wstydziła się nieznanych wcześniej doznań, ale jednocześnie ich pragnęła. Myśli wciąż uciekały do pierwszego prawdziwego pocałunku i czuła żal, iż nic więcej się nie stało.

     Sukienka miała zachęcić Janka do bardziej śmiałych kroków. A ona pierwszy raz w życiu była przygotowana na oddanie się mężczyźnie. Odsłonięte ramiona oraz nogi miały ułatwić fizyczny kontakt między nią a chłopakiem. Malowała usta i przyglądała się swojemu odbiciu. Wargi pokryte czerwoną szminką wydały się większe niż w rzeczywistości i o to chodziło. Chciała go uwieść i miała nadzieję, że się jej nie oprze.

     Dzwonek wyrwał ją ze świata marzeń. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a w nich stał wielki bukiet czerwonych róż.

     – Witam cię piękna. – Zza kwiatów wyłoniła się głowa Janka, na której gościł łobuzerski uśmiech. – To jak, idziemy na kawę?

     Patrzył tymi swoimi czarnymi jak węgiel oczami, niemal ją pożerając. Najchętniej zostałby z nią w

3




domu. Wiedział jednak, że nie może się śpieszyć. Mieli czas.

     Maria nie mogła oderwać wzroku od chłopaka. Wysoki, czarny szatyn, ubrany w dżinsy i adidasy. Wyglądał nieziemsko! A ten jego uśmiech. Zniewoliłby dosłownie każdą. A on wybrał właśnie ją.

     – Cześć. Możemy iść – powiedziała, z trudem powstrzymując drżenie głosu.

     – A kwiaty bierzemy ze sobą? – zaśmiał się i puścił oczko.

     – Tak oczywiście. – Marysia delikatnie się zarumieniła. – Już je biorę.
Janek klęknął przed nią, wyciągnął bukiet róż i powiedział.

     – Dla mojej królewny.

     Dziewczyna zaśmiała się i wzięła róże. Chwilę później wychodzili, trzymając się za ręce. Mimo iż w czasie spaceru zamieniła z chłopakiem zaledwie kilka słów, nie czuła się niezręcznie, a czas nie dłużył się. Chciałaby wciąż trzymać go za rękę i patrzyć na niego. A później dotykać. Miała nadzieję na coś więcej. Chciała, by na kawie się nie skończyło. By przyjął jej zaproszenie do domu. A najlepiej by wyszło naturalnie i odprowadził ją do mieszkania, nie wychodząc już z niego. Tymczasem doszli do kawiarni i usiedli przy stoliku.

     –

4




To jakiej kawy się napijesz? – Janek uśmiechnął się do Marysi, oczekując na odpowiedź.

– Marysiu mówiłem, byś się z nim nie zadawała.

     Zaskoczona Marysia odwróciła się w kierunku głosu. Znikąd pojawił się duchowny i nie zamierzał odejść. Co gorsza ponownie wtrącał się w nie swoje sprawy. Co on sobie myśli!

     – To moja sprawa z kim się spotykam. Niech ksiądz da mi spokój! – krzyknęła i wybiegła z kawiarni.

     Tak pięknie zapowiadający się wieczór został zniszczony przez tego durnego klechę. Jak on mógł?! Marysia uciekła pozostawiając zarówno chłopaka, jak i księdza. Magia dnia ulotniła się, pozostawiając szarą rzeczywistość.

     Ksiądz zaś podszedł do Janka i szepnął mu coś do ucha. A on tylko zaśmiał się i odszedł. W kawiarni zamiast pary zakochanych pozostał jedynie zmęczony życiem duchowny. Przysiadł przy zwolnionym przez młodych stoliku i rozmyślał. Czy jest wstanie dotrzeć do Marysi?

     Dzień czwarty

     Maria stała przed lustrem i zastanawiała się, czy wygląda wystarczająco dobrze. Wczorajszy dzień nie skończył się najlepiej. Bała się, czy nie zniechęci to Janka do dalszych spotkań.

5




Jego sms-y świadczyły o tym, iż wciąż chce z nią być. Ale czy na pewno? Przyglądała się w lustrze i naprawdę była zadowolona. Prezentowała się rewelacyjnie w czarnej sukience kupionej po pracy. Już nie była nastolatką, ale kobietą znającą swoją wartość. Zawsze krytyczna względem siebie, dzisiaj była zachwycona. A jeżeli ona jest zachwycona, to nikt nie będzie wstanie się jej oprzeć. Nawet Janek. Przede wszystkim on.

     Dzwonek wyrwał ją ze świata marzeń. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a w nich stał wielki bukiet czerwonych róż. Powtórka dnia wczorajszego, który tym razem miał się zakończyć inaczej.

     – Witam cię piękna. – Zza kwiatów wyłoniła się głowa Janka, na której gościł szczery uśmiech. – To jak, nie idziemy na kawę?

     – Nie, zapraszam do siebie – zaśmiała się i zarumieniła.

     Wzięła bukiet od Janka i włożyła go do wazonu. Dzisiaj chciała, aby to był jej pierwszy raz.

     – Dziękuję za piękne kwiaty. A za nie należy się pocałunek. – Podeszła do niego i zaczęła go namiętnie całować.

     On oddawał pocałunki, a jego ręce błądziły po jej ciele. Najpierw nieśmiało dotykał jej rąk,

6




szyi, uszu, by chwilę później poprzez materiał dotykać piersi. Nie miała stanika, a to oznaczało, iż naprawdę go pragnie i nic nie będzie w stanie ich powstrzymać.

     Delikatnie zsunął czarną sukienkę i zaczął pieścić nabrzmiałe piersi. Ona zaś zdjęła koszulkę chłopaka i operowała przy pasku. Czas zatrzymał się, a oni tańczyli w ekstazie, delektując się cielesnością. Marysia chłonęła doznania, jakich nie poznała nigdy wcześniej. Utrata dziewictwa była magią, której się nie spodziewała. Była na nim i kołysała się rytmicznie, patrząc w jego czarne oczy. Czuła zniewalającą moc seksu, który więził ją w rozkoszy i nie chciał uwolnić. Topiła się w uczuciach, które płonęły żywym ogniem. Unosiła się i opadała, patrząc na ukochanego. Cielesność odkrywała tajemnice szczęścia i magię dotyku. Ekstaza była jej drugą twarzą, piękną i niebezpieczną. Gdyby tak można było bez końca.

     Mimowolnie podniosła wzrok na okno i nagle wszystko się skończyło. Szok i niedowierzanie, a przede wszystkim wściekłość. Za oknem stał proboszcz i patrzył na nią. Dziewczynę zmroziło. Chwyciła pościel i zakryła się nią.

7






     –Niech ksiądz zostawi mnie w spokoju! – krzyknęła, wciąż patrząc w kierunku okna.

     Zaskoczony Janek również spojrzał w okno i zobaczył klechę. Krzyczącego. Gdyby nie był tak rozpalony, zaśmiałby się.

     – Zostaw ją w spokoju! Zboczeniec! – wołał duchowny, a jego twarz wykrzywiała się z nienawiści.

     – Wezwę policję! – odkrzyknął Janek i wykręcił numer sto dwanaście.

     Ksiądz ochłonął i szybko oddalił się. Nie chciał mieć do czynienia z policją. Oni wszystko by zepsuli, a tak wciąż miał szansę.

     Czar dnia minął bezpowrotnie, a romantyzm pozostał niewyraźnym wspomnieniem. Teraz czekała ich rozmowa z policją.

     Dzień piąty

     Maria stała przed lustrem i zauważyła zmianę w wyglądzie. Wydawało się jej, że promieniuje czymś nieuchwytnym, dodającym kobiecości. Podobała jej się ta przemiana. Wczorajszy dzień nie skończył się najlepiej, ale i tak był najlepszy na świecie. Zrobiła to po raz pierwszy i było wspaniale. Nie sprawdziły się krakania koleżanek, że pierwszy raz boli i nie jest tak dobrze, jak być powinno. Mówiły, że trzeba to przeżyć i tyle. A jej pierwszy raz był najwspanialszy na

8




świecie, mimo interwencji księdza. Niestety ten fanatyk chodzi za nią dzień w dzień. Pocieszało ją to, że zgłosili sprawę na policję i mogła mieć nadzieję, że prześladowania się skończą. Dzisiaj ponownie ubrała czerwoną sukienkę, wiedząc iż w towarzystwie Janka długo jej nie ponosi.

     Dzwonek do drzwi wyrwał ją ze świata marzeń. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a w nich stał wielki bukiet czerwonych róż. Powtórka dwóch poprzednich dni.

     – Witam cię piękna. – Zza kwiatów wyłoniła się głowa Janka, na której gościł szczery uśmiech. – To jak, zabieram cię do hotelu?

     To właśnie było to, o czym marzyła. Wyrwać się z mieszkania i kochać się z Jankiem do utraty tchu. Tym razem podróż dłużyła się niemiłosiernie. Wydawało jej się, że taksówkarz specjalnie jedzie wolno, a światła złośliwie zmieniały się na czerwone. Światła i czerwień, kolejne światła i znowu czerwone. Zachowywały się, tak jakby chciały powstrzymać czekającą ją rozkosz. Zatrzymać coś, czego zatrzymać się nie da. Trzymała dłoń ukochanego i tuliła się do niego, a chciała wiele więcej! Jej ciało drżało i nie mogło

9




doczekać się spełnienia

     W końcu taksówka zatrzymała się, a oni szybko z niej wysiedli i szybkim krokiem poszli do hotelu. A tam czekał inny świat. Ona jednak nie widziała niczego poza Jankiem. Niedostępne dla niej luksusy nie robiły żadnego wrażenia. Skórzane meble, obecny wszędzie marmur i nieskazitelna czystość nie obchodziły ją. Chwyciła jedynie kartę do pokoju i już byli w windzie. Sami! Bez cholernego księdza!

     Rzuciła się na Janka, a on chłonął jej pragnienie i delektował się jej zachłannością. Gdy drzwi windy otwarły się, nie mieli na sobie już połowy ubrań. Biegli do pokoju, by zaspokoić pierwsze pożądanie. Kochali się jak szaleli, namiętnie i zachłannie. Nie panowała nad sobą, a Janek przyjmował to z nieukrywaną rozkoszą. Miał w objęciach namiętną i zachłanną kochankę, a on uwielbiał kobiety.

     Marysia była w innym świecie. Świecie magii i doznań cielesnych, które poznała tak późno. Zbyt późno. Dzisiaj nadganiała zaległości, tak jakby świat miał się dla niej zakończyć jeszcze dzisiaj. Kochała jak szalona i tak była zaspakajana. Bezustannie słyszała, jak jest piękna, seksowna i kochana.

10




Chłonęła słowa jak afrodyzjak i chciała jeszcze więcej.

     I tak magia trwała cały dzień i noc. Nic nie zakłóciło szczęścia Marysi.

     Dzień szósty

     Wschód słońca uczciła orgazmem wyrywającym ją ze świata materialnego. Słońce płonęło, a ona wraz z nim. Zmęczenie zmieniało jej postrzeganie świata. Czuła się jak szaman zanurzony w mistycznym kulcie ciała. Było cudownie.

     A później zmęczona leżała na łóżku przytulona do swojego mężczyzny. Niech trwa chwila! Niestety Janek wyswobodził się z jej ramion i wstał.

     – Kochanie, na chwilę muszę wyjść. Szykuj się na małą niespodziankę.

     Pożegnalny pocałunek, przedłużył wyjście Janka o godzinę i wymagał ponownego ubrania się. W końcu wyszedł z pokoju i udał się do sklepu z akcesoriami seksualnymi. Potrzebne mu były kajdanki, a tam z pewnością je dostanie. I tak też było. Wyszedł ze sklepu i czym prędzej ruszył w drogę powrotną. W restauracji zamówił szampana wraz z dwoma kieliszkami i udał się do Marysi.
Już był na swoim piętrze, gdy nagle usłyszał głos duchownego.

     – Poczekaj Janie. Musimy porozmawiać.

     – Tego się po księdzu nie

11




spodziewałem. Śledzisz nas? – Udając oburzenie, podniósł głos i wpatrywał się w niego. – Niech ksiądz chwilę poczeka, pokażę zdjęcia. – Położył szampana wraz z kieliszkami na podłodze i sięgnął do kieszeni.

     – Ty podła świnio! – Duchowny nie umiał powstrzymać emocji. – Zostaw ją.

     – Bo jak nie, to co? – Zrobił dwa kroki do przodu. – Co się stanie?

     – Czy ty nie boisz się Boga? Zostaw ją, proszę! – krzyknął proboszcz.

     Marysia słysząc podniesione głosy, wyjrzała z pokoju i zobaczyła ukochanego kłócącego się z duchownym. W tym czasie Janek udając strach, cofnął się o dwa kroki, a ksiądz ruszył, wyciągając ręce przed siebie.

     I stało się. Chłopak nieszczęśliwie potknął się o butelkę, utracił kontrolę nad ciałem i poleciał do tyłu, uderzając głową o marmurową barierkę. To był jego ostatni kontakt z luksusem. Czaszka uderzając w kamienną barierę, roztrzaskała się, a z głowy trysnęła krew.

     – Nie! – Z ust Marysi wypłynął niekontrolowany krzyk.
Podbiegła do Janka i zaczęła go tulić. Patrzyła w jego oczy, które były równie martwe, jak otaczający go zewsząd marmur.

     –

12




Morderca. Zboczeniec! – krzyczała i płakała.

     – Ja chciałem ci tylko pomóc. Marysiu, chciałem pomóc. – Oszołomiony ksiądz bronił się przed atakiem. – Ja chciałem pomóc – powiedział cichutko.

     – Zabiłeś mojego ukochanego! Widziałam, jak go pchnęłaś! Zabiłeś moje życie! – krzyczała i łkała. – Zabiłeś mnie!

     – Ja chciałem tylko pomóc – wyszeptał – Nie zabiłem go.

     – Zabiłeś, zabiłeś!

     Krótka namiętna miłość zakończyła się zbyt szybko. Życie Marysi zostało zmienione raz na zawsze. A mogło być zupełnie inaczej.

     Dzień pierwszy

     – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. – zaczął standardową formułę Janek. – Zgrzeszyłem myślą, mową uczynkiem. Bardzo zgrzeszyłem.

     – Mów chłopcze – odpowiedział ksiądz, znużony codzienną monotonią.

     – Pożądam dziewczynę z księdza parafii. Chcę posiąść Marysię Banek.

     – Synu z żądzą można walczyć. Na wszystko przyjdzie czas – odpowiedział, dziwiąc się iż z takimi sprawami przychodzi do niego młody chłopak. Nie znał go i to było jeszcze bardziej zaskakujące.

     – Dzisiaj ją pierwszy raz pocałowałem, proszę księdza.

13




Jutro zaś zaproszę na kawę.

     – To nie jest nic złego synu. Dobrze że ci się podoba i że zachowujesz się jak dżentelmen.

     – Trzeciego dnia przyjmę jej zaproszenie do mieszkania i zaczniemy się dotykać. Ale jeszcze tego nie zrobimy.

     – Synu nie trzeba się tak śpieszyć. Odpuść sobie. – Duchowny myślał, iż ma przed sobą zwykłego nastolatka i zdoła go przekonać do swoich racji. – Bóg na nas patrzy.

     Janek puścił słowa mimo uszu i kontynuował.

     – Czwartego dnia nie skończy się na pieszczotach. Marysia straci dziewictwo, a ja będę ją tulił do siebie, by poczuła, że ją kocham.

     – Synu zastanów się...

     – Niech ksiądz nie przerywa. Przyszedłem wyznać moje grzechy i po to tu jestem. Już kiedyś zabiłem dziewczynę.

     – Ale ...

     – Mówiłem, nie przerywaj. – Barwa głosu chłopaka zmieniła się nie do poznania. Była zimna jak stal. – Przyszedł czas na nią. Będą ją tulił do siebie, by poczuła miłość do mordercy. Tego dnia nie będziemy się już kochać.

     Janek wpatrywał się w bladą twarz księdza wyglądającą zza krat. To było wspaniałe, jak mógł mówić o swoich myślach i czynach bez żadnych

14




konsekwencji. To było jak balansowanie na cienkiej linie, zawieszonej nad przepaścią.

     – Piątego dnia będziemy się kochać do utraty tchu. Będziemy budzić się tylko po to, by znowu się kochać. Szóstego dnia zaczniemy tak samo. Później zaś dla zabawy zawiążę jej wstążkę na oczy, by chwilę później przykuć jej ręce do łóżka. Następnie odsłonię jej oczy i ostatni raz będę ją pieprzyć. A później zarżnę ją. Jak świnię zarżnę –zaśmiał się cicho. – A ksiądz będzie miał ją na sumieniu. Będziemy wspólnikami.

     Chłopak poszedł, a duchowny wciąż słyszał jego ostatnie słowa. I ten śmiech wypełniający kościół.

15




Wyrazy: Znaki: