Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 238
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Przemiana:Szkoła Heronimalsikonka kopiowania

Autor: Dawid Fox twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Wprowadzenie
Minęły wakacje a Dawid z Noor i Cody'm poszli do szkoły heronimals.
Dawid z Noor i Cody'm zaczęli chodzić do jednej klasy i spotkali wielu wyjątkowych heronimals.
Spodziewali się ich spotkać , ale ich różnorodność ich zadziwiła. Dawid zastanawiał się jak silnych heronimals spotkają oraz postanowił nie pokazywać od razu kim jest oraz jak silny jest.

     Rozdział 1
Siedziałem w gabinecie dyrektora, miałem go odwiedzić, gdy tylko przyjdę do szkoły.
— Witaj Dawid — powiedział dyrektor, wchodząc do gabinetu.
— Dzień dobry — powiedziałem.
— Domyślasz się pewnie, dlaczego powstała ta szkoła — powiedział dyrektor.
— Żeby móc uczyć heronimals kontrolować swoje zdolności i chronić ich przed ODST — powiedziałem.
— Dokładnie — powiedział mężczyzna.
— Dlatego właśnie ciebie do niej zaprosiłem — powiedział mężczyzna — ponieważ jesteś heronimal.
— Domyślam się, że wie Pan, jak silny jestem — powiedziałem.
— Bardzo dobrze wiem — powiedział dyrektor — i dlatego ciebie znaleźliśmy, jesteś silny, jesteś unikalny, powiedz trochę o tym.
— Moim duchowym zwierzęciem jest lis, a sam jestem

1




pewnego rodzaju mutacją i mam ogony kitsune — powiedziałem — i to nie jednego, jestem prawdopodobnie ich połączeniem.
— Interesujące, będziesz pierwszym kitsune w naszej szkole — powiedział dyrektor — kiedy odkryłeś swoje zdolności?
— Dość dawno — powiedziałem — zostałem porwany przez ODST i uratowany przez innych heronimals, odkryłem wtedy swoje zdolności. A potem wszystko się potoczyło, odkryłem, że nie jestem zwykłym heronimal, odkryłem swoje ogony, a jakiś czas później dwa razy uratowałem świat, raz przed ponownym rządzeniem przez uwolnionego tyrana a drugi przed zniszczeniem świata przez przyrodę i jej anomalie z powodu chciwości pewnych heronimals.
— Na szczęście ci się udało — powiedział dyrektor.
— Chce Pan jeszcze o coś zapytać? — zapytałem.
— Już o nic — powiedział mężczyzna — ale chciałbym jeszcze ci o czymś powiedzieć, każdy uczeń tutaj ma jakiś swój symbol np. Wisiorek lub medalion. Jest on pewnego rodzaju wizytówką.
— Domyślam się, że mogę go sobie samemu stworzyć — powiedziałem.
— Powinieneś — powiedział mężczyzna.
Zmaterializowałem sobie w dłoni medalion, był na

2




nim lis z dziewięcioma ogonami a pod nim napis "Nie ważne jak silny się stajesz, jeśli pozostajesz taki sam" a na odwrocie głowa lisa i napis "Nawet jeśli się zmieniasz to otoczenie pozostaje takie samo".
— Taki może być? — zapytałem, pokazując medalion.
— Tak, oczywiście — powiedział mężczyzna — szczerze mówiąc jest jednym, z lepiej wyglądających medalionów, osób, które dopiero dołączyły.
— W takim razie pójdę do klasy — powiedziałem — do widzenia.
— Zaprowadzę cię — powiedział dyrektor.
— Prosiłbym, żeby Pan nie mówił, jak silny jestem — powiedziałem — wystarczy, że powie Pan, że moje duchowe zwierzę to lis i jestem doświadczony.
— Dobrze — powiedział mężczyzna, po czym wyszliśmy z gabinetu.
— Jeszcze jedno — powiedział dyrektor i podał mi klucze — to klucze do twojego mieszkania, wszyscy uczniowie mają mieszkania w okolicy szkoły, do czasu aż skończą naukę, rodzeństwa mają wspólne mieszkania.
— Dziękuję — powiedziałem i wziąłem klucze.
Po chwili doszliśmy do klasy i do niej weszliśmy. W klasie była lekcja organizacyjna, wszyscy wstali, gdy dyrektor wszedł

3




do klasy, wszedłem za nim.
W klasie zobaczyłem kilkunastu uczniów, a przynajmniej tak się domyśliłem, niektórzy mieli ogony a inni futro, kilku było w swoich zwierzęcych formach.
— Dzień dobry Panie dyrektorze — powiedzieli uczniowie.
— To jest Dawid — powiedział dyrektor — siedziałby tu już wcześniej z wami, ale poprosiłem go, by najpierw przyszedł do mnie. Jest doświadczony a jego duchowe zwierzę to lis.
— Usiądź Dawid — powiedział nauczyciel, a ja poszedłem gdzieś usiąść, udało mi się znaleźć miejsce przy Noor i Cody'm.
— Ta szkoła powstała by nauczyć was korzystać z waszych zdolności jeszcze lepiej — powiedział dyrektor — oraz ochronić was przed ODST która chce się nas pozbyć.
— Zaatakowali już kiedyś tę szkołę? — zapytał jeden z uczniów.
— Nie raz — powiedział dyrektor — ale już tego nie powtórzą.
— Dlaczego? — zapytał inny uczeń.
— Szkoła jest chroniona przez specjalne pole — powiedział dyrektor — które uniemożliwia zobaczenie jej oraz wejście tutaj osobom, które o niej nie wiedzą albo są z ODST.
— Jeszcze jakieś pytania? — zapytał dyrektor.
— Już żadne —

4




powiedział uczeń.
— A więc życzę udanego roku szkolnego — powiedział dyrektor, po czym wyszedł z klasy.
Nauczyciel zaczął sprawdzać obecność, zauważyłem, że zamiast nazwisk nauczyciel używa duchowych zwierząt.
— Dawid Fox — nauczyciel przeczytał moje imię i angielską nazwę duchowego zwierzęcia, nie różniło się bardzo od mojego imienia i nazwiska.
— Jestem — powiedziałem.
— Noor i Cody Poisonous Wolves — przeczytał nauczyciel, zdziwiła mnie ta dokładność, dokładnie był podany rozdział ich duchowego zwierzęcia.
— Obecni — powiedział Cody i Noor.
Nauczyciel kontynuował sprawdzanie obecności, gdy skończył, opowiedział jeszcze trochę o szkole.
— Na dzisiaj to tyle — powiedział nauczyciel — Miłego dnia.
Wyszliśmy z ławek, a następnie z klasy.
— Zorganizujmy mały turniej i sprawdźmy, kto jest najsilniejszy — powiedział jeden z chłopaków, reszta się zgodziła, postanowiłem też wziąć w tym udział.
Turniej został zorganizowany w parku niedaleko szkoły, walki zostały zorganizowane przy pomocy metody eliminacji.
Pierwsze kilka walk było w miarę wyrównanych, aż do ćwierć finału. W pierwszej walce

5




poradziłem sobie w dość szybko, przeciwnik nie uderzał zbyt celnie, a ja to wykorzystałem, w ćwierćfinale wygrać było trochę trudniej. Patrzyłem na walki przeciwników, jeden z nich pokonywał innych dość szybko, żadne uderzenia nic mu nie robiły, a on sam przyjmował je na siebie.
Nadszedł czas na półfinał, poradziłem sobie, z przeciwnikiem dość szybko unikając jego ataków. Ostatnia walka miała zostać rozegrana między mną a chłopakiem, który przyjmował na siebie wszystkie ciosy.
— To ostatnia walka — powiedziałem — niezależnie od jej wyniku jeden z nas będzie na podium.
— Jesteś silny, ale ja to wygram — powiedział mój przeciwnik — uderzaj.
— Przyjmujesz na siebie wszystkie ciosy — powiedziałem do niego, używając telepatii — kumulujesz energie uderzenia i ją oddajesz. Sprytny sposób na wygraną, ale ja cię nie uderzę.
— Skąd to wiesz? — zapytał zdziwiony chłopak i zadał cios.
— Zauważyłem to — powiedziałem i uniknąłem ciosu, dotknąłem pleców chłopaka, po czym lekko pnąłem go przy pomocy podmuchu powietrza, chłopak został odrzucony kilka metrów do tyłu.
— Wygrałem — powiedziałem — ale

6




nie zgadzam się, że ktoś jest najsilniejszy, czasem przegrana jest przypadkowa.
— Prawda — powiedział jedne z uczniów — wszyscy są równi.
Po nim coraz więcej osób zaczęło się z tym zgadzać.
— Ten turniej był niepotrzebny — powiedział jeden z uczniów.
— Chociaż był w pewnym sensie pomocny — powiedziałem — pokazał, nad czym warto popracować.
— W sumie prawda — powiedział inny uczeń — Do zobaczenia jutro.
Uczniowie zaczęli się rozchodzić, ja również postanowiłem pójść do swojego mieszkania.
Wszedłem do swojego mieszkania, było to normalne mieszkanie, ale czegoś mi tutaj brakowało, czułem się trochę samotny. Postanowiłem mieć jakieś zwierzaka, zmaterializowałem sobie lisa, ubrałem mu obroże i zacząłem się z nim bawić.
— Widzę, że stworzyłeś sobie lisa do towarzystwa — usłyszałem głos Noor.
— Poczułem się trochę samotny, lis zostanie tutaj, będzie mi towarzyszył — powiedziałem — a co u was?
— U nas dobrze — powiedziała Noor — dobrze ci poszło w turnieju.
— Szkoda, że nie walczyliście — powiedziałem.
— Postanowiliśmy odpocząć, na walki będzie jeszcze czas — powiedziała

7




Noor.
— W sumie racja — powiedziałem — ja wziąłem udział, by zobaczyć, jak silni są.
— Ładny medalion — powiedziała Noor.
— Dziękuję, twój również — powiedziałem patrząc na medalion Noor, był to wilk w okręgu z napisem „Trudno zabić się własną trucizną z powodu odporności, którą się na nią wykształciło".
— Dziękuję — powiedziała Noor — do zobaczenia jutro.
— Do zobaczenia — powiedziałem, po czym Noor wyszła z mieszkania, zamknąłem drzwi i poszedłem do sypialni, lis położył się na kołdrze obok mnie.

     Rozdział 2
Pierwsze dni szkoły minęły dobrze, mimo że wszyscy po turnieju zaczęli uważać, że wszyscy są równi to niektórzy, nadal nazywali mnie najsilniejszym z nich, powtarzałem im że wszyscy są równi, a oni przepraszali i przestawali mnie tak nazywać.
Nadszedł czas pierwszego treningu naszych zdolności.
Wyszliśmy na zewnątrz szkoły, nauczyciel zaprowadził nas na specjalne pole przeznaczone do treningu.
— Na początek biegi w zwierzęcej formie — powiedział nauczyciel — Idźcie na start i się zmieńcie.
Poszliśmy na start i się zmieniliśmy, ja w lisa, Noor i Cody w wilki a

8




większość uczniów zmieniła się w psy, było kilka wyjątków między innymi inne psowate albo ptaki.
— Start! — powiedział nauczyciel, a my ruszyliśmy, Noor, Cody i ja wysunęliśmy się na prowadzenie, mój trening nie poszedł na marne. Nie patrzyłem za siebie, ale słyszałem dyszenia innych. Dobiegliśmy do mety.
— Jako pierwsi dobiegli Dawid, Noor i Cody — powiedział mężczyzna i poczekał, aż reszta dobiegnie do mety.
— Teraz tor przeszkód w zwierzęcej formie — powiedział nauczyciel, po czym poszliśmy za nim.
Doszliśmy do toru przeszkód.
— Tor będziecie pokonywać pojedynczo, a ja będę mierzył czas — powiedział nauczyciel i wyciągnął stoper — Dawid pierwszy.
Stanąłem na starcie, popatrzyłem na przeszkody i wystartowałem. Przeskoczyłem przez pierwsze przeszkody i skierowałem się w stronę kolejnej, była to kładka, przez którą trzeba było przejść w taki sposób, by nie spaść z niej, przeszedłem po niej dość szybko, opłacało się trenować przedtem. Kolejną przeszkodą była praktycznie pozioma ściana z kilkoma drewnianymi elementami oraz kilkoma wypukłymi.
— Tutaj mogę mieć problem — pomyślałem, po czym

9




zacząłem się wspinać, wbijają pazury w drewniane elementy i idąc w górę.
Wspiąłem się na samą górę i zobaczyłem ostatnią „przeszkodę", basen.
— Będę musiał być mokry — pomyślałem, po czym skoczyłem do basenu, zacząłem płynąć w stronę końca toru. Wyszedłem z basenu i zacząłem biec w stronę mety, gdy do niej dobiegłem wysuszyłem się.
— Udało ci się — powiedział mężczyzna — 5 minut, szczerze mówiąc, pobiłeś rekord pierwszej klasy o kilka minut.
— Noor na start — powiedział nauczyciel a Noor stanęła na starcie.
— Start! — powiedział nauczyciel a Noor pobiegła, wiedziałem, że poradzi sobie nawet szybko, znałem ją i Cody'ego odkąd odkryli swoje zdolności, trenowałem ich.
Noor przybiegła po chwili.
— 6 minut — powiedział nauczyciel — bardzo dobry wynik.
— Dziękuję — powiedziała Noor i przyszła obok mnie.
— Dobrze ci poszło — szepnąłem do niej.
— Dzięki — szepnęła do mnie.
— Cody na start — powiedział nauczyciel, a Cody poszedł na start.
— Ruszaj — powiedział mężczyzna, a Cody wystartował.
Przybiegł po chwili.
— 6 minut — powiedział nauczyciel — bardzo

10




dobry wynik, tyle samo co twoja siostra.
— Jak na razie ta trójka ma najlepszy czas — powiedział nauczyciel — ale zobaczymy, może ktoś będzie miał lepszy.
— Następny na start — powiedział nauczyciel, a następny uczeń poszedł na start.
Po jakimś czasie wszyscy skończyli tor, większość osób osiągnęło wyniku około 10 lub 11 minut, jedne z lepszych osób nawet 8 minut, jeden uczeń był bliski wyniku 7 minut, ale spadł ze ściany i musiał ją powtarzać.
— Na dzisiaj to tyle — powiedział nauczyciel — wszystkim poszło dobrze, do zobaczenia jutro.
— Do widzenia — odpowiedzieli uczniowie, po czym się rozeszliśmy.
— Muszę pójść jeszcze do dyrektora — powiedziałem do Noor i Cody'ego.
— Dobrze — powiedział Cody — do zobaczenia później.
Poszedłem do gabinetu dyrektora, przed wejściem zmieniłem się w swoją ludzką formę.
— Dzień dobry — powiedziałem do dyrektora.
— Dzień dobry Dawid — powiedział do mnie dyrektor — co cię do mnie sprowadza?
— Dziś będzie pełnia — powiedziałem.
— Nie musisz się martwić o innych — powiedział dyrektor — wszyscy zamykają się od środka a drzwi i okna są

11




wzmocnione, przez co trudno jest je zniszczyć, wszyscy są bezpieczni.
— Mam taką nadzieję — powiedziałem — Do widzenia.
— Do widzenia — powiedział nauczyciel, a ja wyszedłem z gabinetu.
Poszedłem w stronę swojego mieszkania, po drodze wstąpiłem do mieszkania Noor i Cody'ego, rozmawialiśmy chwilę, pogratulowałem im wyniku, powiedzieli, że to dzięki mi, bo pomagałem im ćwiczyć ich zdolności, powiedziałem im również, żeby uważali, bo dziś pełnia. Gdy skończyliśmy rozmawiać, poszedłem do swojego mieszkania i zamknąłem drzwi od środka.
Przywitałem się z moim lisem i położyłem się spać, położył się obok mnie, zasnąłem.
Zacząłem mieć sny spowodowane pełnią, kilka koszmarów goniłem w nich zwierzynę, gdy ją łapałem okazywała się człowiekiem, w jednym był to Cody, w drugim Noor a w innym to była moja mama, bałem się, że coś im zrobię, na szczęście po jakimś czasie koszmary się skończyły i zaczęły różne sny. Głównie związane z życiem lisa albo kitsune. Po jakimś czasie i one się skończyły.

     Rozdział 3
Obudziłem się i wstałem z łóżka, lis zeskoczył na ziemię, przywitałem się z nim.

12




Poszedłem zjeść śniadanie, podczas śniadania dałem trochę jedzenia lisowi. Gdy skończyłem jeść, wyszedłem z mieszkania i wypuściłem lisa, dzięki jego zdolności iluzji, którą ma i tym, że jest inteligentny i ma po części wolną wolę, nie bałem się, że coś mu się stanie.
Poszedłem do mieszkania Noor i Cody'ego. Zapukałem, po chwili drzwi otworzył mi Cody.
— Cześć Dawid — powiedział lekko zaspany.
— Cześć, jak tam po pełni? — zapytałem.
— Kontrolowaliśmy się — powiedział Cody — więc wszystko dobrze.
— Cieszę się — powiedziałem — chodźmy na lekcje.
— Noor chodź — zawołał Cody Noor.
Noor przyszła do nas a my poszliśmy w stronę szkoły.
Przechodząc obok jednego z mieszkań poczułem chłód.
— Idźcie beze mnie, później do was dojdę — powiedziałem do Cody'ego i Noor.
— Dobrze — powiedział Cody i razem z Noor poszliśmy do szkoły.
Podszedłem do drzwi mieszkania, z którego czułem chłód i zapukałem.
Nikt mi nie otworzył, zapukałem jeszcze raz. Po chwili czekania postanowiłem spróbować wejść do tego mieszkania, lekko popnąlem drzwi a one otworzyły się z łatwością.
Gdy wszedłem do

13




środka, zobaczyłem dużo lodu w niektórych miejscach, kilka rzeczy było przewróconych, a w niektórych miejscach znajdowały się kawałki ziemi i popiół. Poszedłem, zobaczyć co się stało, chociaż miałem pewne podejrzenia. Wszedłem do drugiego pokoju, na ziemi leżały trzy dziewczyny, jedna miała szare włosy, druga niebieskie a trzecia brązowe.
Wyczułem, że ktoś chce mnie zaatakować, złapałem jego pięść, była w ogniu, zgasiłem go.
— To twoje rodzeństwo? — zapytałem, patrząc na napastnika, był to nastolatek z pomarańczowymi włosami, młodszy ode mnie, były na nim rany prawdopodobnie spowodowane walką.
— Tak — powiedział nastolatek.
— Możesz powiedzieć co się stało? — zapytałem.
— Nie wiem, nie pamiętam, co się działo w nocy — powiedział nastolatek.
— Mogła to spowodować pełnia — powiedziałem — na niektórych tak działa.
— Obudzisz je? — zapytałem — za niedługo zaczynają się lekcje.
— Spróbuję — powiedział nastolatek i poszedł do jednej z jego sióstr, próbował ją obudzić. Siostra nie reagowała a po chwili odepnęła brata podmuchem powietrza.
— Ja spróbuję — powiedziałem i

14




poszedłem do niej, próbowałem ją obudzić, gdy próbowała mnie odepnąc podmuchem wiatru stałem w miejscu i nadal ją próbowałem obudzić, po chwili się obudziła.
— Co się stało? — zapytała zdezorientowana.
— Później wszystko wytłumaczę — powiedziałem — teraz obudź swoje siostry.
— Dobrze — powiedziała nastolatka i zaczęła budzić swoje siostry.
— Chodźcie na lekcje — powiedziałem — wszystko opowiem po drodze.
Poszliśmy w stronę szkoły, po drodze opowiedziałem im o wpływie pełni, a oni opowiedzieli mi o sobie, powiedzieli, że nazywają się Infern, Eza, Lucia i Aria i że są nowymi uczniami, skądś ich kojarzyłem, ale nie wiedziałem skąd.
Gdy doszliśmy do szkoły, rozdzieliśmy się, a ja poszedłem do klasy.
W klasie usiadłem na swoim miejscu, a po chwili przyszedł nauczyciel.
— Dzisiaj dołączyli do was nowi uczniowie, nazywają się Infern, Eza, Lucia i Aria the Elements — powiedział nauczyciel, po czym do klasy weszli Infern, Eza, Lucia i Aria — usiądźcie gdzieś.
Rodzeństwo usiedli niedaleko nas, a nauczyciel zaczął prowadzić lekcje, zaczął mówić o pełni, wszyscy słuchali uważnie. Gdy lekcje się

15




skończyły, wyszliśmy z klasy, usłyszałem kłótnie, poszedłem w stronę, z której ją słyszałem.
— Co się dzieje? — zapytałem, podchodząc do kłócących się uczniów, jeden był widocznie młodszy od drugiego.
— Kłócimy się, nie widać? — powiedział jeden z kłócących się uczniów, wyglądał na starszego niż ja, był prawdopodobnie z innej klasy.
— Widać — powiedziałem — dlatego się zastanawiam, dlaczego się kłócicie.
— Nie twoja sprawa — powiedział uczeń — to sprawa między nami.
— Udam, że tego nie słyszałem — powiedziałem — a ty go zostawisz w spokoju.
— Jak nas nie zostawisz, to też oberwiesz — powiedział uczeń.
— Chcesz zawalczyć? — zapytałem.
— Dobra — powiedział uczeń i odszedł od młodszego ucznia — za chwilę przed szkołą.
— Przyjmuje wyzwanie — powiedziałem, po czym poszedłem powiedzieć Noor i Cody'ego by poszli, że mną, rodzeństwo też poszło za nami. Po chwili stałem przed szkołą i czekałem na przeciwnika.
— Jeden na jednego — powiedział uczeń, kiedy przyszedł.
— Inaczej to sobie nie wyobrażam, no, chyba że ty weźmiesz kogoś do pomocy, by szansę były równe

16




— powiedziałem.
— Zapłacisz za to — powiedział przeciwnik wkurzony, po czym poszedł do mnie, zadał cios, uniknąłem go i popnąłem go lekko.
Sytuacja powtórzyła się kilka razy.
— Trudno przechytrzyć lisa — powiedziałem, łapiąc rękę przeciwnika — ale ja nie jestem zwykłym lisem.
Powaliłem przeciwnika.
— Wygrałem — powiedziałem.
— Oszukiwałeś — powiedział mój przeciwnik.
— Nie oszukiwałem — powiedziałem — gdybym użył swoich zdolności, to pokonałbym cię w kilka sekund.
— A teraz zostaw innych — powiedziałem, odchodząc — w przeciwnym razie znowu zawalczymy.
— Pokonałeś go z łatwością — powiedział Infern.
— Dużo walczyłem — powiedziałem — trudno mnie pokonać.
Obróciłem się i złapałem nóż.
— Udam, że tego nie zrobiłeś — powiedziałem, po czym złamałem nóż na pół i po części stopiłem — chociaż dobry rzut.
Poszliśmy razem z Noor, Cody'm i rodzeństwem się przejść, po drodze rozmawialiśmy na różne tematy.

     Rozdział 4
Dzisiaj mieliśmy mieć lekcje sprawdzające nasze umiejętności w walce. Nauczyciel zabrał nas na zewnątrz szkoły, na specjalne pole.
— Dzisiaj

17




zaprezentujecie swoje zdolności — powiedział nauczyciel — będziecie walczyć, że mną.
— Wszyscy razem czy osobno? — zapytał ktoś.
— Razem — powiedział nauczyciel — osobno byście mnie nie pokonali.
— A mógłbym spróbować? — zapytałem — mam dość spore doświadczenie w walce, walczyłem z wieloma heronimals na różne sposoby.
— Oczywiście — powiedział nauczyciel — możesz być ciekawym przeciwnikiem.
— Ustalcie jakiś plan i zacznijcie — powiedział nauczyciel i stanął w okręgu na środku pola.
— Pokonamy go bez problemu — powiedział jeden z uczniów na stronie.
— Na waszym miejscu nie lekceważyłbym go — powiedziałem — domyślam się, że potrafi sobie poradzić z kilkoma przeciwnikami, obstawiam, że potrafi kontrolować tłum.
— Może masz rację — powiedział jeden z uczniów — masz jakiś pomysł jak go pokonać.
— Wyślijcie kogoś i zobaczcie, jak walczy i zaplanujcie kontrę na jego ataki — powiedziałem.
— Dobry pomysł — powiedział ktoś — kto się zgłasza?
— Ja mogę — powiedział jeden z uczniów.
— Idź — powiedział przewodniczący grupy. Uczeń poszedł w stronę nauczyciela.

18




Jesteśmy gotowi — powiedział przewodniczący do nauczyciela.
Nauczyciel popatrzył na ucznia i wykonał skok w jego stronę, po czym uczeń został powalony na ziemię, było to tak szybkie, że zanim ktokolwiek się zorientował było już po walce, niektórzy odskoczyli z przerażenia i zszokowania, przeciwnik nauczyciela został pokonany w mniej niż sekundę.
— Macie problem — powiedziałem — nauczyciel w ułamku sekundy potrafi powalić, obstawiam niezwykłą szybkość nawet jak na heronimals.
— Musi być przecież sposób by go pokonać — powiedział przewodniczący grupy.
— Trzeba go spowolnić albo reagować równie szybko — powiedziałem — atak z zaskoczenia mógłby się udać, ale wątpię, zareaguje równie szybko.
— Mogę spróbować go spowolnić — powiedział jeden z uczniów.
— Ja też — powiedział inny uczeń.
— Idźcie, zobaczmy czy się uda — powiedział przewodniczący.
Uczniowie poszli w stronę nauczyciela, po czym spróbowali go spowolnić, udało się po części, ale nauczyciel i tak powalił uczniów.
— Istnieje szansa, że teraz uda się wam go pokonać — powiedziałem.
— Możemy spróbować — powiedział

19




przewodniczący i razem z resztą poszli w stronę nauczyciela, kilku próbowało go spowolnić, a reszta atakowała. Chwilę walczyli, ale w końcu nauczyciel ich pokonał.
— Teraz moja kolej — powiedziałem i poszedłem w stronę nauczyciela. Zamknąłem oczy i skupiłem się na instynkcie. Nauczyciel zaatakował mnie w ułamku sekundy, zablokowałem jego uderzenie, nauczyciel powtórzył atak, zrobiłem to samo, walczyliśmy tak przez dłuższą chwilę. Postanowiłem wykorzystać lukę w obronie nauczyciela, uderzyłem w jego ramię w momencie, gdy zadał cios, a następnie lekko kopnąłem jego bok, nauczyciel został zdezorientowany, po czym go powaliłem.
— Gratuluję — powiedział nauczyciel — pokonałeś mnie.
— To było świetne! — powiedział ktoś z grupy.
— Umiem się dostosować do większości przeciwników i rodzajów ataków oraz wykorzystać słabości przeciwnika — powiedziałem.
— Poćwiczcie teraz między sobą — powiedziałem nauczyciel, po czym wziął mnie na stronę.
— Bardzo dobrze ci poszło — powiedział — Jak tego dokonałeś? Jesteś jedną z niewielu osób, które mnie pokonały.
— Wykorzystałem instynkt, zdałem się na

20




niego — powiedziałem — w pewnym sensie walczył za mnie.
— Sprytne — powiedział nauczyciel — co wiadomo, jesteś przecież lisem, spryt to twoje drugie imię.
— Jestem bardzo sprytny — powiedziałem — ale mimo to zdarzało mi się czasem przegrać, a nawet byłem bliski śmierci.
— Każdy czasem przegrywa — powiedział nauczyciel.
— Zauważyłem, że potrafisz bardzo dobrze planować i kierować innymi, jesteś urodzonym przywódcą — powiedział nauczyciel — gdyby nie ty pokonałbym resztę w kilka chwil, nawet by się nie zorientowali.
— Nauczyłem się tego walcząc z różnymi heronimals, lepiej nie lekceważyć przeciwnika — powiedziałem — ponieważ może być silniejszy, niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka.
— To prawda — powiedział nauczyciel — idź zobaczyć jak reszta sobie radzi, wątpię, żeby ktokolwiek chciał z tobą walczyć.
— I tak nie wiedzą co potrafię — powiedziałem cicho, po czym poszedłem do reszty.
Zorganizowali podobny turniej jak po początku roku, tym razem z korzystaniem ze zdolności. Noor i Cody byli na prowadzeniu, obezwładniali innych przy pomocy jadu na pazurach, który powodował u przeciwnika

21




paraliż, pokonali większość przeciwników, reszta się poddała, widząc co potrafią. Zajęli pierwsze miejsce, na drugim byli Infern i Aria a na trzecim Eza i Lucia. Rodzeństwo żywiołów postanowiło nie walczyć z Noor i Cody'm zajmując tym samym drugie i trzecie miejsce.
Patrząc na nich, przypomniałem sobie, skąd ich kojarzyłem, spotkałem ich w poprzedniej linii czasu, walczyłem z nimi. Postanowiłem jednak im o tym nie mówić, nie wiedzieli o tym, więc mogliby pomyśleć, że kłamie. Spotkałem ich wtedy tylko raz, więc nic o nich nie wiedziałem, postanowiłem więc nic z tym nie robić i traktować ich jak przyjaciół i nie zwracać uwagi na to, co się działo w poprzedniej linii czasu. Gdy walki się skończyły razem z Noor i Cody'm oraz rodzeństwem żywiołów poszliśmy się przejść.

     Rozdział 5
Minęło kilka dni od naszego turnieju treningowego, dyrektor postanowił zorganizować nam wycieczkę do jego znajomego, u którego mamy jeszcze potrenować.
Doszliśmy do dość dużego domu, za którym znajdowało się kilka budynków, dom znajdował się w lesie, więc był dość daleko od miasta i ukryty, w okolicy nie było żadnych domów ani ulic

22




więc jedyną drogą było dojście na piechotę.
Na spotkanie nam wyszedł Henry.
— Cześć Henry — powiedział dyrektor, witając się z Henrym, wyglądał inaczej niż podczas naszego poprzedniego spotkania, zapuścił brodę — przyprowadziłem klasę na trening. Zajmij się nimi.
— Dobrze — powiedział Henry — Idźcie za mną.
— Henry się wami zajmie — powiedział dyrektor — ja pójdę załatwić pewną sprawę.
Poszliśmy za Henrym.
— W każdym budynku znajduje się inna sceneria — powiedział Henry.
— Po co w ogóle się tak uczymy? — zapytał ktoś.
— Nie wiadomo co przyniesie przyszłość, być może heronimals się kiedyś ujawnią — powiedział Henry — A i tak powinniście być przygotowani na różne ewentualności. ODST nadal działa więc musicie być przygotowani na walkę z nim.
— Dobrze — powiedział uczeń, który przedtem zapytał, po czym doszliśmy do pierwszego z budynków.
— W tym budynku jest scenariusz pożaru, przydatne są zdolności pirokinezy i hydrokinezy — powiedział Henry i otworzył drzwi — chętni niech wejdą do środka.
Infern i Eza weszli do środka.
— Gdy wszystkich oprowadzę, to zobaczę, jak

23




sobie radzicie — powiedział Henry, po czym zamknął drzwi, poszliśmy dalej.
Po chwili wszyscy znaleźli miejsce dla siebie, ja postanowiłem porozmawiać z Henrym.
— Teraz możemy porozmawiać — powiedziałem do Henry'ego.
— Co się z tobą przedtem działo? — zapytał Henry — ja zająłem się trenowaniem i nauką heronimals a ty?
— Trochę się wydarzyło — powiedziałem — znasz mnie, pomagałem innym heronimals. Oraz powstrzymałem dwóch złych heronimals przed spowodowaniem dość dużych zmian na ziemi, zmian na gorsze. Pierwszy raz przed zawładnięciem przez przebudzonego tytana a drugi anomalii pogodowych, które mogłyby zniszczyć ludzką cywilizację.
— Czuć było — powiedział Henry — bardzo dobrze, wybuch mocy, który powstał był jednym z największych z historii.
— Żeby go powstrzymać, musiałem użyć mocy swoich ogonów — powiedziałem — to była trudna walka.
— Walczyłeś przeciwko mocy wszystkich Olimpów — powiedział Henry — ale wygrałeś, na szczęście. Gdyby nie ty świat by się zmienił.
— Chodźmy zobaczyć, jak sobie radzą — powiedziałem.
Poszliśmy w stronę jednego z budynków.
— Domyślam się, że

24




szkoliłeś ich — powiedział Henry, patrząc na Cody'ego i Noor.
— Nie będę zaprzeczać — powiedziałem — dzięki temu są jednymi z najlepszych.
— Domyślam się, że jesteś najlepszy — powiedział Henry — dziesiątki walk nauczyły cię walczyć i radzić sobie w większości sytuacji.
— To prawda — powiedziałem — nauczyło mnie to wielu rzeczy, ale wiesz, że heronimals się zmieniają i nie można przewidzieć wszystkich możliwości.
— Prawda — powiedział Henry — mutacje i adaptacje są nieprzewidywalne.
— Sam jestem tego przykładem — powiedziałem — niby zwykły lis a mam ogony kitsune.
— Chyba możemy im już przerwać — powiedział Henry — trenują już chwilę.
— Chyba im już wystarczy — powiedziałem — zawołaj wszystkich na zbiórkę, ja już tam pójdę i będę na nich czekać.
— Dobrze — powiedział Henry i poszedł zawołać resztę, poszedłem na miejsce zbiórki.
Po chwili wszyscy się zebrali i czekaliśmy na dyrektora.
Nagle usłyszałem dźwięk kroków, prawdopodobnie dwójkę mężczyzn i kobietę. Usłyszałem również dźwięk kilkudziesięciu osób za nimi.
— Schowajcie się gdzieś, nie wiemy, kto

25




idzie — powiedział Henry.
— Dobrze — powiedziała większość osób i poszła się chować.
— Ja zostaje — powiedziałem.
— My zostajemy z Dawidem — powiedziała Noor razem z Cody'm.
— My również — powiedziało rodzeństwo żywiołów.
— Najpierw zobaczmy z kim do czynienia, nie chce was niepotrzebnie narażać — powiedział Henry — zmieńcie się w swoje zwierzęce formy i chodźcie cicho za mną.
Zmieniliśmy się w swoje zwierzęce formy i poszliśmy za Henrym.
Po chwili zobaczyliśmy dwójkę mężczyzn i kobietę w kapturach. Za nimi szli jacyś ludzie, wyglądali jak ludzie, ale nie zachowywali się tak, szli równo, jak maszyny.
— Wiemy, że tu jesteś Lisi demonie — powiedział jeden z mężczyzn, znałem skąd jego głos — pokaż się.
— Chcą mnie — powiedziałem cicho do Henry'ego.
—Idź, ale nie ryzykuj bez potrzeby — powiedział Henry.
Poszedłem w stronę mężczyzn.
— Czego chcecie? — zapytałem, zmieniając się w swoją ludzką formę.
— Zabić ciebie — powiedziała kobieta, po czym cała trójka zdjęła kaptury, ukazały mi się znajome twarze, twarze Kronosa, Drakuli i Morgany. Za nimi stało kilku

26




mężczyzn.
— Nie zabijecie mnie — powiedziałem — nawet we trójkę.
— Przekonamy cię, byś się poddał — powiedział Drakula, wychodząc przed szereg — siłą.
— Dawid... — usłyszałem głos Noor za mną, obróciłem się i zobaczyłem kilku mężczyzn przy Noor i reszcie.
— Jeśli się poddasz, oni przeżyją — powiedział Drakula.
— Sprytne posunięcie — powiedziałem — ale nie wiecie o jednym.
Wykonałem ruch ręką a Cody i Noor wystrzelili kwas na jednego z mężczyzn, kwas przeżarł skórę twarzy i odsłonił metal, mężczyzna był maszyną. Noor i Cody'm zobaczyli to, po obezwładnili maszyny.
— Myślisz, że to wszystko? — powiedział Drakula — każdy z nich ma zamontowany ładunek wybuchowy, który mogę, uaktywnić przyciskając przycisk.
— Już nie — powiedziałem, po czym wystrzeliłem błyskawicą w maszyny, przepaliłem je — uległy uszkodzeniu i nie działają.
— Nie są jedynymi — powiedział Drakula — stworzyłem ich dziesiątki.
— Pokonam wszystkich — powiedziałem — a na końcu was.
— Tym razem nie pokonasz nas tak łatwo — powiedział Drakula — zadbałem o to.
— Ale nie zadbałeś o jedną rzecz

27




— powiedziałem, podchodząc powoli do nich — nie wiesz, czego się nauczyłem tutaj.
Po tych słowach wykonałem kilka szybkich uderzeń, Morgana odrzuciła mnie, gdy miałem ją uderzyć.
— Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie Morgana? — powiedziałem — później zmieniłem cię w smoka i rzuciłem pewnego rodzaju klątwę. Nie pozbędziesz się jej nigdy.
— Będziesz się zmieniać w smoka — powiedziałem i wykonałem ruch ręką — podczas pełni.
— Co ty robisz? — zapytała, wściekła Morgana upadając na czworaka.
— Zmniejszam waszą grupę o jedną trzecią — powiedziałem, a Morgana zaczęła się zmieniać w smoka.
— Została jeszcze wasza dwójka — powiedziałem, podchodząc do Drakuli i Kronosa. Kronos dobył swojego sierpu, jednym ruchem mu go odebrałem. Wykonałem cięcie i obezwładniłem Kronosa poprzez uniemożliwienie mu ruszania kończynami, przyłożyłem sierp do szyi Drakuli.
— Wystarczy jedno cięcie, byś się wykrwawił — powiedziałem do niego.
— Pokonałem waszą trójkę w mniej niż minute — powiedziałem, biorąc sierp od szyi Drakuli, wykonałem cięcie i unieruchomiłem nogi Drakuli, padł na ziemię. Poszedłem w

28




stronę Noor, Cody'ego i reszty.
— Ακόμα κι αν νικήσεις τον εχθρό, μην γυρίσεις πίσω σε αυτό. — powiedział Kronos po grecku, znaczyło to mniej więcej „Nawet jeśli pokonasz wroga to nie odwracaj się do niego tyłem".
— Δεν γυρίζω — odpowiedziałem mu po grecku, to co powiedziałem znaczyło mniej więcej „Nie odwracam się" — zostawiam was byście ochłoneli.
Po tych słowach rzuciłem sierp, wbił się w ziemię przed Kronosem.
— Jeszcze się spotkamy — powiedział Drakula po razem z resztą znikli w rozbłysku światła.
— Poradziłeś sobie sam — powiedział Henry, patrząc na mnie.
— Nie planowali mnie zabić — powiedziałem — chcieli raczej namówić mnie, bym dał się ugryźć.
— Co to było? — zapytał dyrektor, podchodząc do nas.
— Zaraz wam wszystko opowiem — powiedziałem i zacząłem opowiadać o Drakuli i reszcie.
— Te maszyny wyglądają ciekawie — powiedział dyrektor, oglądając maszyny — są androidami.
— Są po części biologiczne — powiedziałem, przyglądając się im z bliska — to wręcz chore, żeby tworzyć takie maszyny.
— ODST nie

29




kieruje się kwestiami moralnymi — powiedział Henry — i nigdy nie kierowali się.
— Musimy się przygotować na następny atak — powiedział dyrektor.
— Który nastąpi prędzej czy później — powiedziałem — podczas następnego ataku lepiej się przegotują.
— Dlatego też chcę wam coś pokazać — powiedział dyrektor — trzymałem to w tajemnicy, ale teraz może nam się to bardzo przydać, Idźcie za mną.
Poszliśmy za dyrektorem, zaprowadził nas do podziemnego pomieszczenia, dookoła znajdowały się jakieś płyny.
— Znajdujące się tutaj się płyny zwiększające zdolności heronimals — powiedział dyrektor — większość jest jeszcze nieukończona, ale kilka daje efekty. Jednak są efekty uboczne, dlatego użyć ich w większych ilościach możemy tylko w ostateczności.
— Rozumiem — powiedziałem.
— My chyba na razie ich nie potrzebujemy — powiedziała Noor, po czym lekko się cofnęła.
— Mam nadzieję, że nie będziemy musieli ich używać — powiedział dyrektor — niektóre są nieprzewidywalne.
— Wracajmy już do szkoły — powiedział dyrektor, po czym wyszedł z pomieszczenia, poszliśmy za nim.
Po zgromadzeniu się

30




wszystkich wróciliśmy do szkoły.

     Rozdział 6
Po ataku zaczęliśmy trenować, dyrektor zaczął opracowywać sposoby treningu, dzięki któremu reszta mogła lepiej trenować, dzięki czemu reszta szkoły mogła trenować efektywniej. Ja również trenowałem, po to, by być przygotowanym na wszelki wypadek.
Dyrektor na wszelki wypadek zaplanował obronę szkoły oraz sprowadził kilku bardziej doświadczonych heronimals, podałem mu kilka propozycji, między innymi Stasia, Nero i Alexa.
Dyrektor postanowił rozdzielić nam zadania w przypadku obrony szkoły.
Kilka osób zaproponowało zorganizować turniej. Dyrektor się zgodził, ale powiedział, że zorganizuje po to, byśmy zobaczyli, jak sobie radzimy w walce po treningu.
Losowaliśmy, kto z kim walczył. Postanowiłem też wziąć udział, jako trening.
Pierwszą walkę miałem stoczyć z chłopakiem, z którym walczyłem w finale naszego poprzedniego turnieju.
Wyszliśmy na pole przypominające małą arenę, dookoła stała reszta uczniów oraz nauczyciele. Mieliśmy sporo miejsca na walkę.
— Domyślam się, że ćwiczyłeś — powiedziałem do niego.
— Ćwiczyłem, żeby ciebie kiedyś pokonać, a przynajmniej

31




nie dać się tak szybko pokonać — powiedział chłopak.
— Zaczynajmy — powiedział chłopak i uderzył się w dłoń, podbiegł do mnie, zadał cios. Odepnął mnie, zatrzymałem się.
— Dobrze ci idzie — powiedziałem — ale ja też ćwiczyłem.
Zamknąłem oczy i zmieniłem się w lisa, przemknąłem obok chłopaka i zmieniłem się z powrotem w człowieka i dotknąłem szyi chłopaka, zamroziłem go całego z wyjątkiem głowy.
— Wygrałem — powiedziałem, odchodząc od niego.
— To nieuczciwe — powiedział chłopak.
— Na wojnie wszystko jest dozwolone — powiedziałem — niestety. Nie wszyscy heronimals są uczciwi. To, co teraz zrobiłem było uczciwe. Jeśli chcesz, to mogę ci zaproponować, że jeśli mnie uderzysz, gdy będę stał do ciebie tyłem z zamkniętymi oczami.
— Zgoda — powiedział chłopak, a ja uderzyłem lód skoncentrowanym uderzeniem, stanąłem plecami do chłopaka i zamknąłem oczy.
Gdy chłopak zaatakował, zrobiłem szybki krok do przodu, po czym się obróciłem i złapałem jego dłoń, obezwładniłem go, nadal mając zamknięte oczy.
— Możesz pokonać przeciwnika, nawet jeśli ma przewagę — powiedziałem do niego

32




— jeśli sam nie popełnisz błędu.
— Imponujące — powiedział dyrektor — niech zacznie się kolejna walka.
Następna walka była podwójna, Noor i Cody walczyli z dwójką innych uczniów, walka była dość krótka, Cody i Noor szybko sobie poradzili z przeciwnikami.
Po kilku walkach przyszedł czas na półfinał, miałem walczyć z rodzeństwem żywiołów.
— Was jest czwórka — powiedziałem, stając na arenie — jeśli macie inny plan niż przedtem to macie szansę, by wygrać.
— Zaczynajmy — powiedział Infern.
Czekałem i patrzyłem czy zaatakują inaczej niż podczas poprzednich walk, zaatakowali tak jak przedtem, Infern podbiegł w moją stronę, Eza, Lucia i Aria próbowały mnie zatrzymać w miejscu, uniknąłem ataku Inferna i go obezwładniłem. Poszedłem w stronę jego rodzeństwa, unikając ich ataków.
Nagle silny podmuch wyrzucił mnie w górę. Zostałem wyrzucony w powietrze, postanowiłem po raz pierwszy spróbować innej przemiany, miałem na to kilka sekund, skupiłem się i zmaterializowałem sobie skrzydła, wylądowałem na ziemi. Moje ogniste skrzydła się schowały, obezwładniłem siostry Inferna, unikając ich ataków.
— Walka

33




zakończona — powiedział dyrektor — gratulacje za przemianę i pojawienie skrzydeł.
— Miałem nadzieję, że się uda — powiedziałem — to pierwsza taka moja przemiana. Najwidoczniej mam talent.
Drugi półfinał został wygrany przez Noor i Cody'ego.
— Remis — powiedziałem, wchodząc na arenę, nie chciałem z nimi walczyć.
— Remis — powiedzieli Noor i Cody.
— Zgoda, remis — powiedział dyrektor — nie ma pierwszego miejsca.
— Przybywam w pokoju, przysyła mnie ODST — usłyszeliśmy nagle głos.
— Czego chcą? — zapytałem, odwracając się w stronę głosu, stał tam mężczyzna ubrany w codzienne ubranie.
— Proponują ultimatum — powiedział mężczyzna — poddacie się, a wszyscy przeżyją. A jeśli nie to zginiecie.
— Przekaż im że się nie poddamy — powiedziałem, podchodząc do mężczyzny, gdy byłem blisko przyłożyłem mu lodowy nóż do szyi — pokonamy każdego z nich.
— Gdyby nie to, że masz powiedzieć ODST, że się nie poddamy, to ktoś mógłby ci coś zrobić — powiedziałem, chowając nóż — na tę chwilę jesteś posłańcem, więc nic ci nie zrobię, odejdź.
Mężczyzna odszedł bez słowa.
— Chcą nas

34




zastraszyć — powiedziałem — ale im się nie uda, widzieliście, co potraficie, pokonamy ich.
— Pokonamy — zaczęli wiwatować.
— Musimy odpocząć, jeśli chcemy zwyciężyć — powiedział dyrektor — Idźcie do swoich mieszkań.
Uczniowie zaczęli się rozchodzić.
— Do widzenia — powiedziałem do dyrektora i razem z Noor i Cody'm poszliśmy do swoich mieszkań.
Pożegnałem się z Noor i Cody'm, po czym poszedłem do swojego mieszkania.
Wszedłem do mieszkania i przywitałem się z moim lisem.
Poszedłem się położyć, postanowiłem szybciej zaatakować ODST i następnego dnia znaleźć Drakule, Morgane i Kronosa oraz ODST.
Położyłem się w łóżku, a lis położył się obok mnie.

     Rozdział 7
Postanowiłem dowiedzieć się co planuje ODST i ich powstrzymać. Powiedziałem Noor, Cody'ego i dyrektorowi, że wrócę później.
Zgodzili się, a ja poszedłem poszukać czegoś, co może mnie doprowadzić do ODST, postanowiłem najpierw spróbować wyczuć zapach tego mężczyzny, który został przysłany. Jego zapach był jeszcze dobrze wyczuwalny, postanowiłem pójść jego tropem. Po jakimś czasie trop zaprowadził mnie do lasu, zmieniłem się w lisa i

35




zacząłem iść powoli i cicho za zapachem. Po chwili doszedłem do niedużego budynku częściowo znajdujące się w ziemi, drzwi były lekko uchylone, wszedłem do środka.
W środku znajdowały się zdjęcia różnych gatunków zwierząt, ale zwierzęta na nich różniły się od innych przedstawicieli swojego gatunku.
— Hej lisie — usłyszałem głos. Obróciłem się w stronę głosu, zobaczyłem starszego mężczyznę.
— Pewnie jesteś głodny — powiedział mężczyzna i kucnął, wyjął kawałek szynki i przybliżył do mnie, zjadłem go. Mężczyzna wziął mnie za zwykłego lisa.
Nagle usłyszałem strzał, do budynku wszedł mężczyzna z bronią.
— Wyskakuj z pieniędzy staruszku — powiedział mężczyzna, celując bronią w starszego mężczyznę.
— Nie mam pieniędzy — powiedział starszy mężczyzna.
— Na pewno coś znajdziesz — powiedział mężczyzna i poszedł do starszego mężczyzny, przyłożył mu broń do klatki piersiowej — przecież na pewno chcesz żyć.
— Zostaw go — powiedziałem i skoczyłem na mężczyznę, siła uderzenia odrzuciła go na ścianę.
— Jak...? — powiedział mężczyzna, wstając z ziemi.
Zmieniłem się w

36




człowieka.
— Zostaw tego mężczyznę w spokoju — powiedziałem, patrząc na mężczyznę.
— Zastrzelę cię za to — powiedział mężczyzna i wycelował we mnie.
— Miałeś jeden pocisk — powiedziałem, podchodząc do mężczyzny — zużyłeś go przedtem. Teraz ta broń jest bezużyteczna.
— Zabije cię — powiedział mężczyzna i rzucił się na mnie, w ciągu kilku sekund poradziłem sobie z nim. Wziąłem go i wyrzuciłem z budynku, gdy mężczyzna przekroczył próg, zaczęła się jego zmiana, zaczął się zmieniać w jelenia, jego dłonie i nogi zaczęły się zmieniać w kopyta a on sam zmniejszać, po chwili był jeleniem i uciekł w las.
— Kim jesteś? — zapytał mnie starszy mężczyzna.
— Jestem Dawid — powiedziałem — więcej nie mogę powiedzieć, gdyby Pan wiedział więcej, mógłby Pan być w niebezpieczeństwie.
— Nie widział Pan w okolicy jakiegoś dziwnego mężczyzny lub ludzi? — zapytałem.
— Jakiś czas temu jacyś mężczyźni poprosili o dostęp do mojej piwnicy — powiedział mężczyzna — pozwoliłem im, sam tam nie chodzę, a piwnica może się komuś przydać.
— Mógłby Pan mnie tam zaprowadzić? — zapytał

37




mężczyznę.
— Tak, oczywiście — powiedział mężczyzna i poszedł w głąb budynku, poszedłem za nim.
Po chwili doszliśmy do solidnych drzwi.
— To tutaj — powiedział mężczyzna i otworzył drzwi.
— Pójdę sam — powiedziałem — będzie najbezpieczniej, pan niech tutaj poczeka.
Wszedłem przez drzwi, od razu wyczułem zauważy ODST, wszedłem w głąb piwnicy, po chwili zobaczyłem członków ODST. Ukryłem się i zacząłem słuchać ich.
— Jesteś pewny, że to zadziała? — zapytał jeden z nich.
— Powinno — powiedział inny — inaczej nie mamy szans z nimi.
Spojrzałem na nich, jeden z mężczyzn robił coś przy jakimś urządzeniu.
Postanowiłem podejść do nich i przyjrzeć się urządzeniu. Ukryłem swoją obecność przed nimi i podszedłem po cichu do urządzenia.
— Jak to ma działać? — zapytał jeden z członków ODST.
— Nie wiem — powiedział mężczyzna — ODST kazało nam to tylko zbudować. Nic nie mówili, jak ma działać.
— Ja wam pokaże, jak ma działać — powiedziałem i się pokazałem, wziąłem urządzenie, przypominało tablet z uchwytem na ramię, przyłożyłem urządzenie do ramienia, a urządzenie się

38




owinęło wokół mojego ramienia. Mężczyźni rzucili się na mnie, by odebrać urządzenie, zostali odrzuceni przez urządzenie.
— Ciekawe urządzenie — powiedziałem — broni swojego posiadacza.
— Ciekawe czy to obroni — powiedział jeden z mężczyzn i rzucił granat w moją stronę.
— Nie grzeszycie inteligencją — powiedziałem i zamroziłem granat, uniemożliwiając jego wybuch — jednakże jestem łaskawy i was nie zabije.
— Ale ja cię zabije — powiedział jeden z mężczyzn i wziął karabin, zaczął strzelać, zatrzymałem pociski przede mną, nakierowałem wszystkie na broń znajdującą się w pomieszczeniu i ją zniszczyłem.
— Jesteście bezbronni, zdani na moją łaskę — powiedziałem i zrobiłem pewnego rodzaju zasłonę dymną i zacząłem obezwładniać zdezorientowanych mężczyzn. Gdy skończyłem, zmodyfikowałem trochę pamięć mężczyzn i miejsce zdarzenia. Przed wyjściem z pomieszczenia wziąłem plany urządzenia i wyszedłem z pomieszczenia, poszedłem w stronę wyjścia z budynku.
Wyszedłem z piwnicy i zobaczyłem mężczyznę, który zaproponował nam ultimatum trzymającego broń przy głowie starszego mężczyzny.

39




Urządzenie za życie — powiedział mężczyzna.
— Dobrze — powiedziałem i zdjąłem urządzenie, rzuciłem urządzenie mężczyźnie. Urządzenie poraziło mężczyznę prądem, przez co upuścił pistolet.
— Urządzenie naładowało się, kiedy je nosiłem — powiedziałem — taki efekt uboczny.
— Zapłacisz za to! — powiedział mężczyzna — Drakula cię zabije.
— Próbował wiele razy — powiedziałem — nigdy mu się nie udało, ja sam też go nie zabiłem, nie zabijam i nie będę zabijał.
— Kiedyś przegrasz i zginiesz — powiedział mężczyzna.
— Przegrywałem wiele razy, przeciwnik zawsze robił to samo, podchodziłby mnie dobić, to był jego błąd — powiedziałem.
— Przekaż Drakuli — powiedziałem i zniszczyłem urządzenie — żeby wysłali chociaż raz kogoś na tyle doświadczonego, by mnie zabić.
— Nie lekceważ burzy, zanim się zacznie — powiedział mężczyzna, po czym wyszedł z budynku.
— Kto to był? — zapytał starszy mężczyzna.
— Nie mogę Panu powiedzieć — powiedziałem — musi Pan się stąd jak najszybciej wyprowadzić, zanim coś Panu zrobią.
— Dobrze — powiedział starszy mężczyzna — mam

40




córkę w mieście, pojadę do niej.
— To najlepsze wyjście — powiedziałem — ja muszę już iść, mam nadzieję, że szybko spotka, że Pan z córką.
Wyszedłem z budynku i poszedłem do szkoły, gdy do niej doszedłem, poszedłem do gabinetu Dyrektora i opowiedziałem o tym, co widziałem, przekazałem plany urządzenia. Dyrektor powiedział, żebym odpoczął, poszedłem do swojego pokoju i położyłem się spać, lis przyszedł chwilę potem i położył się obok mnie.

     Rozdział 8
Gdy dyrektor zapoznał się z planami urządzenia, kazał mi przyjść do jego gabinetu.
— To urządzenie ma potencjał — powiedział dyrektor — ale ODST źle chciało je wykorzystać. Wystarczą małe modyfikacje, by wykorzystać jego potencjał.
— W jaki sposób? — zapytałem.
— To urządzenie manipuluje polem wokół posiadacza — powiedział dyrektor — po modyfikacji można by go używać jako broni. Zależności od budowy różnie.
— Mogłoby, by się to przydać — powiedziałem — zwłaszcza tym którzy mają zdolności oparte na walce.
— Jest jeden problem — powiedział dyrektor — możemy nie zdążyć, zbudować tylu broni i nauczyć uczniów z nich

41




korzystać.
— Postaram się spowolnić jakoś ODST — powiedziałem — ale kiedyś zaatakują.
— Będziemy przygotowani — powiedział dyrektor.
— Skupcie się na budowie broni i nauczcie uczniów korzystać z nich — powiedziałem.
— Ja idę poszukać ODST — powiedziałem, wychodząc z gabinetu.
— Powodzenia — powiedział do mnie dyrektor, gdy wychodziłem.
Postanowiłem spróbować poszukać ODST w lasach niedaleko miasta, znając ich, mogli tam być.
Szedłem lasem jako lis, gdy nagle poczułem charakterystyczny zapach członków ODST. Poszedłem w tamtą stronę. Po chwili dostrzegłem małą klapę w podłodze, zmieniłem się w człowieka i ją otworzyłem, zrobiłem małą zasłonę dymną i wszedłem do środka, w środku obezwładniłem kilku członków ODST.
Poszedłem korytarzem w głąb podziemnego budynku, gdy dym opadł, zobaczyło mnie kilku mężczyzn, obezwładniłem ich i poszedłem dalej. W końcu doszedłem do prawdopodobnie głównego pomieszczenia, w środku znajdowały się komputery, podszedłem do jednego z nich i go włączyłem, zobaczyłem informacje o jakimś człowieku z miasta, najbardziej zainteresowało mnie, że było napisane

42




„uśpiony heronimals", postanowiłem rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, czy nie ma tu jeszcze czegoś, co może się przydać, przechodząc obok kolejnych komputerach, widziałem różnych ludzi, mężczyzn, kobiety i dzieci. Nagle zobaczyłem siebie, przeczytałem informacje o sobie:
Imię i nazwisko: Dawid Fox
Duchowe zwierzę: anomalia lis z ogonami kitsune, maksymalna ilość mimo młodego wieku.
Zdolności: Wszystkie zdolności nie są znane, podejrzewa się, że potrafi nauczyć się wszystkiego.
Sposób walki: walka bezpośrednia zawsze przegrywana, jedyny sposób na wygraną to przechytrzenie go.
Słabości: Brak albo nieznane.
Sposób walki: Brak określonego, używa sprytu.
— Bardzo ciekawe — pomyślałem.
— Muszę to wszystko zdobyć i usunąć stąd — pomyślałem — nam to się bardzo przyda a ODST straci źródło informacji.
Zacząłem wysyłać informacje na inny komputer, po czym usuwać informacje z komputerów. Po jakimś czasie skończyłem i poszedłem w stronę wyjścia z budynku.
Wyszedłem z budynku i poszedłem do szkoły powiedzieć o moim odkryciu.
— Bardzo dobra informacja — powiedział dyrektor — ODST jest teraz praktycznie

43




ślepy, szukając heronimals.
— To prawda — powiedziałem — na szczęście.
— A my możemy znaleźć większą ilość heronimals których nauczymy korzystać ze zdolności — powiedział dyrektor — to najlepsza opcja.
— To prawda — powiedziałem — Chce jeszcze coś zrobić, później wrócę.
Postanowiłem zobaczyć co u Armena, stworzyłem portal i przeniosłem się do jego akademii.
Akademia się trochę rozbudowała, odkąd ją widziałem ostatni raz.
— Cześć Dawid — przywitał mnie Armen.
— Cześć Armen — powiedziałem do niego.
— Dawno się nie widzieliśmy — powiedział Armen.
— To prawda — powiedziałem — jak widzę, akademia się trochę rozbudowała.
— Tak, odrobinę — powiedział Armen — a co tam u ciebie Dawid?
— U mnie dobrze, jak na razie ODST niczego złego jeszcze nie zrobiło i jest spokój — powiedziałem — chodzę do szkoły heronimals, Drakula i reszta wysłała ultimatum, że mamy się poddać, przygotowujemy się na tę walkę.
— Dużo się wydarzyło — powiedziałem.
— A w przyszłości wydarzy się jeszcze więcej — dodałem cicho.
— Chcesz, żebym cię oprowadził i pokazał, co jest nowego? —

44




zapytał Armen.
— Tak — powiedziałem, po czym poszedłem razem z Armenem.
Po jakimś czasie skończyliśmy chodzenie, większość rzeczy się nie zmieniła.
— Muszę już iść — powiedziałem — Cześć.
— Cześć — odpowiedział mi Armen, gdy przechodziłem przez portal.
Poszedłem do gabinetu dyrektora.
— Mam dobrą wiadomość — powiedział dyrektor — są pierwsze prototypy broni.
— Domyślam się, że jutro zaczniemy trening — powiedziałem.
— Gdyby nie to, że wszyscy są już zmęczeni, to można by zacząć dziś — powiedział dyrektor.
— Ćwiczą w dzień w dzień — powiedziałem — niech teraz odpoczną.
— Dobrze — powiedział dyrektor — jako dyrektor nauczyłem się rządzić ludźmi, ale czasem zadania, które im daję są za trudne.
— Zdarza się — powiedziałem — Do zobaczenia jutro.
— Do jutra — powiedział dyrektor do mnie, gdy wychodziłem z gabinetu.
Poszedłem do swojego pokoju, położyłem się do łóżka, lis położył się obok mnie i po chwili zasnąłem.

     Rozdział 9
Dyrektor zwołał osoby ze zdolnościami związanymi z walką. Ja również poszedłem, chciałem zobaczyć, jak wyglądają prototypy.

45




Dzisiaj nauczycie się korzystać z nowych broni — powiedział dyrektor, po czym pokazał prototypy kilku broni między innymi miecze, rękawice i młoty.
— Kto chce pierwszy się spróbować? — zapytał dyrektor.
— Może ja — powiedział jeden z uczniów.
— Wybierz sobie broń, którą będzie ci się dobrze walczyło — powiedział dyrektor, pokazując na stół.
Chłopak wziął młot.
— Trochę ciężki, ale dobrze się go trzyma — powiedział uczeń, trzymając młot, młot był długości jego ręki i miał pokrętło na sobie — ktoś chce się zmierzyć?
— Ja mogę — powiedział dobrze mi znany chłopak, z którym walczyłem w finale pierwszego turnieju, po czym wziął rękawice ze stołu i ustawił się przed uczniem.
— Radzę wam uważać — powiedziałem, domyślając się wyniku.
Uczeń uderzył młotem chłopaka, chłopak zatrzymał uderzenie, łapiąc młot w dłonie, wytworzyła się mała uderzeniowa.
— Mocne — powiedział uczeń — pasuje do mnie.
— Co robi to pokrętło? — zapytał uczeń, patrząc na pokrętło na młocie.
— Ustawia moc młota — powiedział dyrektor — ten młot to prototyp, więc nie radzę mocno

46




modyfikować tej wartości.
— Tak w ogóle, jak działają te bronie? — zapytał uczeń — bo wątpię, że są zwykle.
— Zależności od tego, która — powiedział dyrektor — za chwilę zaprezentuje.
— Przygotowałem po to kilka manekinów — powiedział dyrektor — odłóżcie na stół, zaprezentuje wam ich działanie.
— Dobrze — powiedział uczeń i chłopak, po czym odłożyli, bronię na stół.
— Młot pomnaża siłę, z którą uderzy — powiedział dyrektor do chłopaka — a rękawice ją wchłaniają, obie bronię, mają podobne działanie jak twoje zdolności.
— Natomiast na przykład łuk — powiedział dyrektor, biorąc łuk i go napinając — potrafi strzelić w odległe cele, a same strzały mogą odrzucić cel do tyłu. Można go nawet nazwać łukiem snajperskim.
Dyrektor wystrzelił strzałę z łuku, strzała szybko osiągnęła dużą prędkość i trafiła manekina, po kilku sekundach manekin został odrzucony do tyłu.
Dyrektor pokazał jeszcze działanie kilku broni.
— To jak na razie prototypy — powiedział dyrektor — nie są to ich pełne możliwości. A ich działanie czasem zależy od tego, kto ich używa.
— Dawid

47




zaprezentuj — powiedział dyrektor, podając mi łuk.
Nie wiedziałem jak wykorzystać zdolności i pokazać jak może działać, więc wyobraziłem sobie lodową strzałę, wystrzeliłem strzałę. Strzała trafiła manekina i go momentalnie zamroziła. Odłożyłem łuk. Te bronię od początku, zainteresowały uczniów, co mnie ucieszyło, niektórzy sami z siebie nie umieją walczyć, a dzięki tym broniom mogli normalnie walczyć.
— Te bronię, są dla was — powiedział dyrektor do reszty — po jednej dla każdego. Wybierzcie taką, jaka do was pasuje.
Uczniowie zaczęli, wybierać sobie bronię.
— Jeśli chcecie, zorganizujcie sparing — powiedział dyrektor — ale nie przesadzajcie.
— Dobrze — powiedzieli uczniowie i dobrali się w pary, zaczęli sparing.
Patrzyłem, jak walczą, używając broni, każdy używając innej broni, używał innej taktyki, używając łuków, próbowali, odsunąć się od przeciwnika i trafić w jego broń, by go rozbroić. Używając rękawic, blokowali uderzenia i próbowali wyrwać broń z ręki przeciwnika. Używając młotów, próbowali odrzucić broń przeciwnika z jego ręki, natomiast używający mieczy blokowali ataki i

48




atakowali broń przeciwnika, by go rozbroić.
Po jakimś czasie sparingi się skończyły.
— Wystarczy na dziś — powiedział dyrektor — odpocznijcie na dziś.
— Dobrze — powiedzieli uczniowie i rozeszli się.
— Dobrze walczą — powiedziałem.
— To prawda — powiedział dyrektor — a te bronię, uzupełniają ich słabości.
— Dodatkowo widać, że trenują, by stać się silniejszymi — powiedziałem.
— Do widzenia — powiedziałem do dyrektora — pójdę zobaczyć do Cody'ego i Noor.
— Do widzenia — powiedział do mnie dyrektor.
Poszedłem w stronę mieszkania Noor i Cody'ego.
Zapukałem do drzwi mieszkania Noor i Cody'ego.
— Cześć Dawid — przywitał mnie Cody otwierać drzwi.
— Co tam u was? — zapytałem — przepraszam, że rzadko was teraz odwiedzam, muszę się zajmować różnymi rzeczami.
— Nie przepraszaj, wiemy, że masz dużo pracy — powiedział Noor, gdy mnie usłyszała.
— U nas dobrze — powiedział Cody — trenujemy.
— To dobrze — powiedziałem — ja również trenuje, chce być przygotowanym na każdą ewentualność. Nie wiadomo co wymyśli Drakula.
— Jest niezwykle silny — powiedziałem — ale ma

49




ograniczenia, tak jak każdy, wchłania zdolności innych heronimals przez picie krwi.
— Kiedy go ostatnio spotkałem miał już kilka zdolności — powiedziałem — a od tego spotkania minęło trochę czasu. Dlatego trenuje, bo nie wiem, co teraz potrafi.
— Ja trenuje, by poradzić sobie w walce — powiedział Cody — i pomóc ci walczyć.
— Ja też — powiedziała Noor.
— I wam za to dziękuję — powiedziałem.
— Do zobaczenia jutro — powiedziałem do Noor i Cody'ego — Dobranoc.
— Dobranoc — powiedzieli do mnie Noor i Cody, gdy wychodziłem z mieszkania.
Poszedłem w stronę swojego mieszkania.
Wszedłem do mieszkania, zobaczyłem siedzącego mojego lisa, prawdopodobnie czekał na mnie.
— Drakula i reszta za niedługo mogą zaatakować, są już w miarę przygotowani — powiedział do mnie lis — lepiej zaatakujcie pierwsi.
— Skąd o tym wiesz? — zapytałem, lekko zdziwiło mnie, że lis umie mówić, ale mogłem się tego spodziewać, rozwinął się.
— Śledziłem ich — powiedział lis — od jakiegoś czasu, uzbroili się. Mają roboty, które się adaptują, które oczywiście mają ograniczenia.
— Jutro omówię z dyrektorem plan ataku

50




— powiedziałem — Dobranoc.
— Najlepiej sam to zrobię, najlepiej wiem, co potrafią — powiedział lis, po czym poszedł w stronę wyjścia — Do zobaczenia jutro.
— Do zobaczenia — powiedziałem do niego, przypominał mi mnie, nie bez powodu mówi się „Jaki właściciel taki pies".
Poszedłem się położyć, zastanawiałem się, co zaplanują lis i dyrektor a po chwili zasnąłem.

     Rozdział 10
Poszedłem zobaczyć jaki plan mają dyrektor i lis.
Wszedłem do gabinetu dyrektora i zobaczyłem lisa pokazującego na mapie jakieś miejsce.
— Są w tym miejscu — powiedział lis, robiąc okręg na mapie — moglibyśmy ich otoczyć.
— Mówiłeś, że są dobrze uzbrojeni — powiedział dyrektor.
— Ataku z tyłu się nie spodziewają — powiedział lis — zaskoczymy ich i pokonamy.
— Jesteś pewny, że nam się uda? — zapytałem.
— Jeśli będziemy przygotowani to tak — powiedział lis — mimo że są dobrze uzbrojeni, to nie wykorzystają uzbrojenia, kiedy ich zaskoczymy.
— Kiedy planujecie zaatakować? — zapytałem.
— Za chwilę zaczniemy przygotowania, za godzinę lub dwie będziemy gotowi — powiedział lis.
— Idź powiedzieć o tym

51




Noor i Cody'emu — powiedział dyrektor — ja poinformuję resztę.
— Dobrze — powiedziałem, po czym wyszedłem z gabinetu — do zobaczenia później.
— Do zobaczenia — powiedział dyrektor.
Po chwili doszedłem do mieszkania Noor i Cody'ego.
— Cześć Dawid — powitała się, że mną Noor otwierając drzwi.
— Cześć Noor — powiedziałem — mam dla ciebie i Cody'ego wiadomość. — Jaką? — zapytał Cody, słysząc mnie.
— Wiemy, gdzie jest Drakula i reszta — powiedziałem.
— To dobrze — powiedział Cody — kiedy ich zaatakujemy?
— Za kilka godzin — powiedziałem — przygotujcie się. To będzie trudna misja.
— Dobrze — powiedział Cody.
— Do zobaczenia później — powiedziałem i poszedłem do rodzeństwa żywiołów.
Zapukałem do drzwi, otworzył mi Infern.
— Cześć Dawid — powiedział, widząc mnie.
— Cześć Infern — powiedziałem, wchodząc do środka.
— Cześć Dawid — powiedziały do mnie siostry Inferna, widząc mnie.
— Mam dla was wiadomość — powiedziałem — wiemy, gdzie są Drakula i reszta, planujemy ich zaatakować.
— Uda się nam? — zapytała Eza.
— Tak — powiedziałem — przecież wszyscy

52




trenowali. Dodatkowo zaatakujemy z zaskoczenia. Powinno się nam pokonać ich.
— Zaatakujemy za kilka godzin — powiedziałem.
— Mogę cię Dawid o coś zapytać? — zapytał mnie Infern, biorąc mnie na stronę.
— Boję się, że zrobię coś złego — powiedział Infern — podczas ataku.
— Pomogę ci — powiedziałem, po czym zmaterializowałem coś w rodzaju obroży.
— Powinno pomóc — powiedziałem, podając obroże — może i będzie wyglądać dziwnie, ale będzie działać w twoich obu formach, ludzkiej i wilczej. Pozwoli ci kontrolować lepiej swoje zdolności.
— Dziękuję — powiedział Infern, biorąc ode mnie obroże.
— Do zobaczenia później — powiedziałem do Inferna i jego sióstr.
— Do zobaczenia — odpowiedziało mi rodzeństwo, a ja wyszedłem z mieszkania.
Poszedłem z powrotem do gabinetu, w gabinecie był tylko lis.
— Lisie? — zapytałem — od dawna ich obserwowałeś?
— Wystarczająco długo by ich poznać — powiedział lis — oraz poznać ich słabości.
— Jakie mają uzbrojenie? — zapytałem.
— Adaptujące się roboty, broń energetyczną — powiedział lis — ale ich najlepszym uzbrojeniem są ich zdolności, a

53




szczególnie Drakuli i Kronosa.
— Chodźmy, za chwilę będziemy szli — powiedział lis i wyszedł z gabinetu, poszedłem za nim.
Doszliśmy do miejsca zbiórki, jeden z nauczycieli stworzył portal, przez który przechodzili uczniowie.
Przeszliśmy przez portal, pojawiliśmy się w niedużym lesie, prawdopodobnie niedaleko miejsca wskazanego na mapie przez lisa.
— Teraz cicho — powiedział lis — zaprowadzę was na tyły i wtedy zaatakujecie ich.
— Dobrze — szepnąłem i razem z Noor, Cody'm i rodzeństwem żywiołów poszliśmy za lisem.
Po chwili doszliśmy na tyły obozu, znajdowały się tam różne skrzynki oraz pojazdy i roboty.
— Reszta jest już ustawiona na miejscach — powiedział lis — możemy atakować.
— Każdy niech zajmie się częścią robotów — powiedział lis — a ty Dawid zajmij się Drakulą i resztą.
Lis wykonał znak, a reszta zaatakowała, również zaatakowałem.
Pierwszy android rzucił się na mnie, uderzyłem go, ale android uniknął uderzenia, wykorzystałem jednak sytuację i złapałem go, uderzając go kolanem, na końcu oderwałem jego źródło zasilania. Z drugim androidem było trudniej, nie działało na nie ani

54




zamrożenie, ani spalenie z powodu powłoki, jaką miał, postanowiłem czegoś spróbować, skupiłem się a zza pleców androida wyrosły kamienne kolce, które go przebiły. Ostatni android, z którym miałem walczyć był najsilniejszy z wszystkich, był jak chodzący czołg. Postanowiłem jednak czegoś spróbować, powaliłem go na ziemię, kolce wbiły się w niego, użyłem lodu i ognia jeszcze, po czym uderzyłem, android został zniszczony.
— Imponujące — usłyszałem głos, znałem ten głos, to był głos Drakuli — na pewno nie chcesz do nas dołączyć? — Nie dołączę do was — powiedziałem i złapałem rękę Kronosa, który chciał mnie zajść od tyłu — nigdy.
Uderzyłem zdezorientowanego Kronosa tak, że polecał na drzewo.
— Znam was — powiedziałem, przywołując ogony — i pokonam.
— Ja również nie próżnowałem — powiedział Drakula.
Drakula skoczył na mnie, odrzuciłem go, złapałem sierp, którym rzucił Kronos.
—Złapałem — powiedziałem, po czym rzuciłem sierpem w nogę Kronosa.
Poczułem coś, zareagowałem momentalnie i uniknąłem uderzenia Morgany. Zmaterializowałem miecz i zacząłem uderzać jej miecz z jednej i

55




drugiej strony, na końcu silnym uderzeniem ją rozbroiłem.
— Wiesz skąd mamy tyle uzbrojenia i kto to wszystko finansuje? — zapytał Drakula — państwo, prezydent o nas wie i pozwala działać.
— Interesujące — powiedziałem obezwładniając Morgane uderzeniem w głowę i skoczyłem w stronę Drakuli. Drakula zatrzymał miecz ręką.
— Stałem się silniejszy — powiedział, a ja uniknąłem kuli ognia, rzucił ją jeden ze złych heronimals, był ubrany w coś w rodzaju kombinezonu.
— Wszyscy heronimals tutaj oprócz nas wykorzystują technologie, by lepiej wykorzystać swoje zdolności — powiedział Drakula — nazwałem ich technonimals.
Wykorzystałem moment nie uwagi Drakuli i przyłożyłem mu miecz do szyi.
— Poddaj się — powiedziałem, jedną ręką trzymając miecz, a drugą zatrzymując kule ognia.
— Nie teraz — powiedział Drakula, po czym zniknął w chmurze dymu.
— Do zobaczenia w przyszłości — powiedział, gdy brał Kronosa i Morgane — jeszcze raz.
— Udało się? — zapytał dyrektor obezwładniając technonimals.
— Uciekli — powiedziałem — ale dowiedziałem się pewnej rzeczy, którą muszę potwierdzić.
— Do

56




zobaczenia później — powiedziałem, po czym stworzyłem portal i przez niego przeszedłem.
Pojawiłem się w pokoju prezydenta, jakoś udało mi się trafić.
— Dzień dobry — powiedziałem, patrząc na prezydenta.
— Kim jesteś? — zapytał prezydent, przybliżając dłoń do przycisku alarmu.
— Nie radzę — powiedziałem i wysunąłem pazury. Prezydent zmienił zdanie.
— Jestem lisi demon — powiedziałem — przychodzę z zapytaniem, czy wie Pan o planowanym zamachu na Pana.
— Jakim zamachu? — zapytał prezydent.
— Heronimal imieniem Drakula jak mi wiadomo, planował Pana zabić — powiedziałem — od zawsze był inny od reszty.
— Tak jak ja — powiedziałem, przywołując ogony.
— Słyszałem, że pozwolił Pan im polować na niewinnych heronimals — powiedziałem — pod nazwą ODST.
— Pozwoliłem — powiedział prezydent — ale nie wiedziałem, kim są.
— Nie chce Pana karać — powiedziałem — tylko prosić o przysługę. Niech Pan pozwoli nam stworzyć organizacje, by chronić niewinnych heronimals, największym złem dla nas jest ODST, które zabija niewinnych heronimals.
— Zgadzam się — powiedział już spokojnie

57




prezydent.
— Nie radzę — powiedziałem do ochroniarzy w drzwiach — nic nie chce zrobić prezydentowi.
Ochroniarze strzelili, a ja uniknąłem kul.
— Będziemy w kontakcie — powiedziałem do prezydenta, po czym stworzyłem portal, przez który przeszedłem — do zobaczenia.
— I co Dawid? — zapytał dyrektor, gdy mnie zobaczył.
— Załatwiłem, że możemy stworzyć przeciwną organizację do ODST — powiedziałem — organizacje do ochrony heronimals.
— W szkole wam wszystko wytłumaczę — powiedziałem.
— Dobrze — powiedział Dyrektor, po czym wszyscy poszliśmy w stronę najbliższego portalu.

     Epilog
Jakiś czas po ataku na ODST stworzyliśmy przeciwną organizację oraz znaleźliśmy siedzibę. Wielu heronimals do nas dołączyło, przypomniało mi to nasze plany podczas wojny.
Podzieliliśmy wszystko na różne działy i zaczęliśmy planować różne rzeczy.
Do organizacji jak tylko powstała dołączyli Noor, Cody i Staś. Rodzeństwo żywiołów od czasu do czasu łączyli te prace ze szkołą, więc mieli mało czasu, ja miałem podobnie, ale sobie radziłem.
Rozpoczął się nowy rozdział w naszym życiu.

     Koniec książki szóstej

58




Wyrazy: Znaki: