Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 146
Dzisiaj w pracowni: 4
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Nagłe zdarzenieikonka kopiowania

Autor: Paula twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Przerażający krzyk w oddali.
- Szybko, szybciej są już niedaleko. Zaraz tu będą – ciężki oddech.
Za plecami majaczą ciemne sylwetki, warczą i szczerzą zęby.
- Szybciej biegnijcie szybciej – rozlega się błagalny krzyk kobiety - nie możemy się zatrzymać.
Nie ma do dokąd uciec, znowu to samo miejsce. Nogi nie mają już siły by biec.
- Nie możemy się zatrzymać!!
Sapanie za plecami i ten warkot jest coraz bliżej, dalej, dalej do drzwi, byle na zewnątrz, byle by wyjść z tego labiryntu i znowu przerażający krzyk kolejnej kobiety. Jest światło, ktoś woła, ale głos jakby zza szkła, taki słaby, ale powoli przebija się coraz mocniej. Znowu wołanie tym razem wyraźniej, kolejny krzyk. Nogi drętwe i słabe ale muszą biec, byle do przodu byle jak najdalej. Znowu wołanie, męski głos przywołuje.
– Diana! Tu jestem.
Jedno spojrzenie za ramię, bardzo nierozsądne – kałuża krwi i czarny cień. Są tak blisko, tak blisko...


     Niemy krzyk rozdziera przebudzony nagle umysł, a ciężki oddech faluje klatka piersiową w półmroku pokoju, rozświetlonym światłem księżyca.
– To sen, to był tylko zły sen – westchnęła.

     

1




********

     Z tablicy sypała się kreda, a w powietrzu unosiły się białe drobinki, które osiadały z wolna kolejna warstwą na mankiecie marynarki starego profesora, któremu choć trzęsła się ręką to wytrwale i ze skupieniem rysował kolejną rycinę. W tle migające slajdy kolejnej niezbędnej porcji wiedzy, którą studenci starannie notowali, gdyż zdawali sobie doskonale z sprawy, że każde nie zapisane słowo, może ich słono kosztować na zbliżającym się egzaminie.
W sali cisza i pełne skupienie, nikt nie chciał podpaść, ani nikt nie chciał stać samotnie na środku i konfrontować swojej wiedzy z wykładowcą, który choć lekko głuchawy, zawsze dosłyszał niewłaściwą odpowiedź. Szum pośpiesznie zapisywanych informacji, wzmagał niepewność bo jeśli tylko, któryś ze studentów choć na chwilę sprawił wrażenie, zbyt pewnego swojego położenia, narażał się na nagłe zweryfikowanie swojej uwagi co do przekazywanej treści. Młoda pani magister, to kolejny ofiara wielkiego pana profesora, która dostąpiła zaszczytu asystowania podczas zajęć. Przewijała drżącymi rękami kolejne slajdy,

2




stojąc na baczność przy biurku mentora. Mimo iż, szara eminencja proponował spoczynek na jego własnym fotelu, brunetka nie zdecydowała się na takie ryzyko i uparcie warowała przy laptopie, jakby ktoś miał go ukraść. Tak właśnie mijał kolejny wykład z neurologii.

     - Nienawidzę neurologii – wyrecytowała szeptem blond studentka.

     - Żebyś tak ładnie wyrecytowała definicje udaru mózgu – odpowiedziała też blondynka ale chuda jak wybiegowa modelka.

     Towarzyszka uśmiechnęła się pod smukłym nosem i odpowiedziała.

     - Na szczęście egzamin jest pisemny.

     - Ale poprawka już ustnie – dodała chudzinka, która przy swojej wysportowanej koleżance wyglądała raczej, bardziej jak chuda i bardzo niedożywiona modelka.

     - Sugerujesz, że wyląduje u Kwoka na drugim terminie? Ładnie mi życzysz – prychnęła wydymając kształtne usta.

     Towarzyszka mrugnęła tylko okiem spod szkiełka okularów uśmiechając się. W międzyczasie zestresowana asystentka doszła do slajdu z wielkim napisem „EGZAMIN”. Na ten widok, każdy student wziął głęboki wdech, a pan profesor z dzikim uśmiechem zapytał.

     - Czy ktoś ma jakieś pytania do dotychczasowego

3




materiału?

     Cisza, nikt nie miał zamiaru o nic pytać, nawet jeśli faktycznie miał jakieś pytanie.

     - Świetnie! – zawołał z niespodziewanym błyskiem w mętnym szarawym spojrzeniu – skoro wszystko jasne to ja wam zadam kilka pytań.

     I w tym momencie każdy student chciał się zapaść pod ziemię, albo chociaż schować się pod ławką, kiedy profesor ruszył przez środek sali z mikrofonem.
Studenci zesztywnieli, wyprostowali kręgosłupy i ściągnęli łopatki, siląc się na idealną prostą sylwetkę. Licząc, że to w jakiś sposób zniechęci napastnika do zadawania pytań.
Niestety, pomaszerował na koniec sali gdyż taki miał zwyczaj. Im dalej delikwent usiadł, tym większą miał szansę na niespodziewane odpytanie. Kroczył powoli koszącym ruchem lewej nogi. Kiedy był już pod ścianą było pewne, że zaraz rozpocznie się rzeź niewiniątek. Profesor stanął pośrodku lekko przygarbiony, rozglądał się na boki uśmiechając się w zadumie.

     - Drugi rząd, pan od okna – zawołał w końcu i podał mikrofon – jak nazywa się VII nerw czaszkowy?

     - Twarzowy ... – odpowiedział student drżącym głosem.

     - Dobrze – potwierdził

4




profesor i posunął się dalej. Zbliżył się do drugiego rzędu podsuwając mikrofon małej blondynce - jaki jest najdłuższy nerw czaszkowy?

     - Yyyy najdłuższy nerw to ... – zawahała się – przedsionkowo…. Yy nie błędny, nerw błędny.

     - Dobrze – odparł Kwok – to były proste pytania, teraz coś trudniejszego - sapnął i wyrównał zwisły kącik ust.

     Wśród studentów rosło napięcie, słychać było cichy szelest przewracanych notatek, gdy szara eminencja ruszyła dalej w trasę.

     - Jak nazywa się porażenie czterokończynowe? – wyszeptała ta chuda do koleżanki.

     - Tetraplegia – odpowiedziała długowłosa blondynka – Ala, przecież to proste!

     - Wiem, wiem. Upewniam się … A porażenie nerwu pośrodkowego do ręka małpia tak?

     - Tak – odpowiedziała szybkim szeptem - I ty mnie straszysz drugim terminem?

     - Ciii , idzie tu – uciszyła koleżankę i obie wyprostowały się jak struny by przypadkiem nie podpaść złą postawą. W końcu to przyszłe fizjoterapeutki.

     I w tym momencie profesor podszedł do ich rzędu. Stanął prostując się na tyle, na ile osłabłe mięśni mu pozwoliły, zlustrował ofiary i wciąż z tym samym

5




ciepłym mimo zamiarów uśmiechem, podał mikrofon kolejnemu uczniowi.

     - Splot ramienny, proszę mi go scharakteryzować.

     - Twór powstały z gałązek przednich brzusznych nerwów rdzeniowych biegnących od rdzenia kręgowego– odpowiedział łysiejący młodziak.

     - A gdzie jest jego początek – dopytał profesor.

     - Zaczyna się na poziomie C5 do Th1 – odpowiedział pewnie student nawet nie odwracając głowy.

     - Jaki jest przebieg tego nerwu? – ciągnął dalej spokojnie ale nieustępliwie profesor Kwok.

     - Hymn … - zebrał myśli chłopak- przez trójkąt szyi, jamę pachową do ramienia – dodał uczeń po chwili namysłu, wciąż zachowując zimna krew.

     Stary profesor nie poddawał się i pytał dalej.

     - Nazwa łacińska splotu ramiennego?!

     I tu niestety skończyła się dobra passa młodzieńca. Student wystawił oczy i pokiwał tylko bezradnie głową.

     - Plexus brachialis! – zawołał wykładowca- tego nie umiesz, douczyć się! – skarcił i bez większej przerwy zadał kolejne pytanie - Definicja udaru mózgu – podsunął mikrofon Ali, która z nerwów chyba schudła jeszcze bardziej, a bliskość mikrofonu pozwoliła usłyszeć jej

6




przyspieszony oddech.

     - Zespół objawów klinicznych związanych … - zaczęła niepewnie - z nagłym wystąpieniem ogniskowego lub ... – zacięła się, gorączkowo szukając w głowie kolejnego pasującego słowa.

     Niestety zanim przypomniała sobie kolejną cześć, profesor przerwał jej.

     - Nie umie! Douczyć się tego! Koleżanka po prawej – i podsunął mikrofon towarzyszce, która chowała się naiwnie za ścianą długich włosów - definicja udaru mózgu, jeszcze raz!

     - Zespół objawów klinicznych związanych z nagłym wystąpieniem ogniskowego lub uogólnionego zaburzenia czynności mózgu powstały w wyniku zaburzenia krążenia mózgowego i utrzymujący się ponad 24 godziny- wyrecytowała na jednym wdechu.

     - Dobrze! – zawołał Kwok i poklepał studentkę po ramieniu nadspodziewanie silnie i mocno - widać, że się uczysz.

     Dziewczyna, aż podskoczyła w ławce zaskoczona krzepą starego profesora, który lekko utykając skierował się na początek sali, kończąc tym samym horror studentów.

     - Brawo Diana! – pogratulowała Ala – może jednak ominie cię ten drugi termin.

     Diana uśmiechnęła się krzywo, westchnęła ciężko mówiąc.

     -

7




Nienawidzę neurologii.

     

     
Po zakończonych zajęciach studenci leniwie wyszli z sali. Główny hol szybko opustoszał gdyż, były to jedne z ostatnich zajęć jakie zaplanowano na uczelni. Mimo późnej godziny słońce mocno świeciło, zalewając korytarz lekko pomarańczową łuną. Chcąc skorzystać z ostatnich promieni słonecznych, na ławce pod oknem rozsiadła się Diana wyciągając długie nogi pod stolikiem. Zaraz koło niej usiadła Ala, która od wyjścia z sali wykładowej nie odrywała oczu od telefonu. Podsuwała do góry tylko co jakiś czas lekko zaokrąglone okulary, które spadały z jej krótkiego chudego nosa. Diana siedziała na wprost oszklonych drzwi wejściowych, przez które wpadało światło wprost na jej pociągłe słowiańskie rysy twarzy. Mrużyła szafirowe oczy próbując walczyć z wdzierającymi się iskrami słońca między jej powieki. W końcu się poddała. Odgarnęła mleczne włosy za lekko odstające uszu, ziewnęła szeroko i podpierając rękami głowę skierowała swoje leniwe spojrzenie na Alę.

     - Masz dzisiaj jeszcze jakieś ćwiczenia? - zapytała.

     - Niee na dziś już koniec - odpowiedziała

8




klepiąc coś w telefonie, trenując tym samym żylaste ścięgna paliczków.

     - To na co tu jeszcze czekamy? - zmarszczyła gęste ciemne brwi Diana.

     - Na Patrycje i Natalie.

     - A gdzie one są? – zapytała Diana ziewając ponownie.

     - Poszły coś załatwić w sekretariacie - odpowiedziała zerkając z pomiędzy krótkich kosmyków na koleżankę - a ty już taka zmęczona?

     - Nie wyspałam się – odpowiedziała zatykając sobie usta by ukryć ponowną chęć dotlenienia mózgu – takie głupoty mi się ostatnio śnią …- ułożyła głowę na stole i dodała - dzwoń po dziewczyny, szkoda czasu.

     - Jakie głupoty? - zapytała nie odrywając wzroku od telefonu.

     - Głupie, głupoty – burknęła Diana leżąc dalej twarzą na długich fortepianowych dłoniach - dzwoń po dziewczyny!

     Ala nie skomentowała. Klepała nadal palcami po klawiaturze telefonu. Po chwili drzemki Diana podniosła powoli głowę, zsunęła się lekko pod stół, oparła głowę o parapet i sennym oczami obserwowała jak studenci i wykładowcy co jakiś czas przechodzili przez korytarz. By się zbytnio nie zmęczyć nie ruszając za wiele oczami, omiatała, znudzonym spojrzeniem hol uczelni,

9




który był centralną częścią budynku. Na środku cicho szumiała fontanna opleciona kiczowatym sztucznym bluszczem. Po bokach usytuowane były schody po których apatycznie wlekły się niedobitki ostatnich zajęć. Korytarz był bardzo widny, doświetlony dużymi oknami oraz wielką szklaną kopułą, która rozpościerała się dumnie zwracając za każdym razem na siebie uwagę , gdy tylko ktoś nowy przekroczył progi uczelni. Duża przestrzeń podzielona była filarami, na których przymocowane były lustra, w których odbijały się w pośpiechu twarze zatroskanych o urodę studentek.
Jednak w końcu zabrakło Dianie obiektów do obserwacji i już miała zapaść w kolejną drzemkę, lecz jej uwagę przykuł pewien student. Wysoki, dobrze zbudowany brunet, powoli spacerował dystyngowanym krokiem wyraźnie z czegoś zadowolony.

     - O rany … - westchnęła Diana – to ta menda.

     Ala zerknęła tylko na chłopaka i patrząc znowu w ekran telefonu skwitowała

     .-Ariel na uczelni ..trzeba to zapisać w kalendarzu.

     - Jak ja gościa nie cierpię – warknęła Diana. Skrzyżowała ręce na piersiach mierząc kolegę swoim zawziętym spojrzeniem – kto w ogóle daje

10




facetowi na imię Ariel? Ktoś w rodzinie naoglądał się małej syrenki, czy sponsoruje go proszek do prania!

     - A kto daje kobietom na imię Diana? –
zaśmiała się Ala spotykając wyrzut w oczach przyjaciółki.

     - Ja przynajmniej mam jednoznacznie żeńskie imię - zaanonsowała palcem w górze.

     - A widzisz - zaczęła rezolutne Ala- kiedy będzie chciał być postępowy, nie będzie musiał zmieniać imienia w dowodzie, kiedy nagle stwierdzi, że już nie chęć być tym Arielem, a tą Ariel - skończyła z przekąsem.

     - No nie wiem czy można nazwać mężczyznę postępowym, kiedy zechce mieć jedynie dziesięć palców z jedenastu - stwierdziła asymetrycznie marszcząc brwi - to się nazywa raczej kalectwo.

     Ala zaśmiała się mimowolnie.

     - No dobra czym ci znowu podpadł? - dobrnęła w końcu do sedna wypowiedzi.

     - Łatwiej byłoby mi powiedzieć czym mi nie podpadł - stwierdziła dosadnie.

     Koleżanka czując, że szykuje się dłuższa opowieść odłożyła na chwilę telefon i wyczekującym spojrzeniem zachęciła Dianę do wynurzeń.

      - No proszę przyklad z dzisiaj. Siódma rano pierwsza pomoc z tą wiedźmą, która samym spojrzeniem zabija i

11




tego kolokwium. Zabieramy się za odpowiedzi i nagle doktorka pyta czy może sobie zapalić. Cała klasa kiwa głową że tak! Ale oczywiście Ariel wielki idealista, tym swoim zblazowanymi mdłymi oczkami z wielką łaską - zaznaczyła to zgrzytając zębami - odpowiada - skoro pani musi... - i tu aż Diana ręce uniosła w górę ze zgrozy - tym jednym zdaniem podpisał na nas wyrok śmierci! Bo profesorka rzuciła fajkami o stół, fuknęła wściekle i chodziła między ławkami skreślając wszystko co jej nie pasowało. A jej nie pasuje wszystko - dodała posępnie.

      - Wow - zdumiała się szczerze Ala - on chyba nie ma życia u was w grupie.

     - Jeszcze ma … - odparła Diana – ale jeszcze jeden taki numer, a wyleci przez okno - zagroziła pięścią w powietrzu.

     Ala zaśmiała się.

     - Czyli w najbliższym czasie mamy spodziewać się trupa pod szkołą?

      - Tak – odpowiedziała – jutro zacznę kopać mu dołek pod rabatkami - wskazała palcem krzaki pod oknem - czasem mam wrażenie, że ma głowę tylko po to by mu do środka nie padało - zakończyła cierpko swoją tyradę.

     Ala wróciła do telefonu i chichotała trzęsąc się cała słuchając nowych

12




rewelacji o szkolnym bożyszczu, które na nieszczęście Diany i samego zainteresowanego umieszono w jednej grupie. Przez co dwa dosyć zawzięte charaktery ciągle się ze sobą ścierały, tworząc nieraz bardzo ciekawe historie. Diana szczerze nie cierpiała takich leserów jak Ariel, który miał więcej szczęścia niż rozumu, a jego nieprzeciętna uroda dodatkowo ją z jakiegoś powodu drażniła. Ala zerknęła znowu na telefon, a potem zarzuciła torbę na ramię i powiedziała.

     - Chodź, dziewczyny czekają na nas już przy samochodzie.

     - No w końcu! Ileż można czekać - i pobiegła za koleżanką.

     Na zewnątrz powitały je ciepłe promienie zachodzącego słońca, a po drugiej stronie na parkingu machała do nich wysoka długowłosa czerwono-rudą dziewczyna, która zlewała się niemal z kolorem nieba. Kiedy podeszły bliżej zauważyły szeroki uśmiech Patki zza tylnej szyby. Szamotała się z pasem i przydługą czarna grzywką, którą odgarniała w międzyczasie z twarzy.

     - Wsiadajcie podwieziemy was! – zawołała Natalia.

     - Jak to ? - zdziwiła się Diana - to ja po to tyle na was czekałam, żeby wam teraz tylko pochamać? Miałyśmy iść na

13




piwo.

      - Przecież umówiliśmy się na dwudziestą - przypomniała Ala.

     - To chyba to do mnie nie dotarło - westchnęła Diana.

     - To co wsiadasz czy nie? - zaproponowała ponownie Natalia szykując się do kierowania.

     - Nie dzięki – pokręciła głową – w takiej sytuacji to skoczę jeszcze na małe zakupy.

     - Jak tam chcesz – odpowiedziała Natalia – będziemy czekać pod parasolkami!

      – Zajmijcie jakieś dobre miejsce.

     Natalia gestem ręki jakby chciała ustrzelić Dianę zapewniła o najwyższej klasie opcji.
Ala wsiadła do samochodu, a Natalia przekręciła kluczyk odpalając małego, ale żwawego fiacika. Odjechały, zostawiając za sobą mały dymek z wydechu samochodu. Diana wygrzebała z torebki kolorowe awiatorki, przetarła je delikatnie skrawkiem koszulki i założyła za nos. Przez to świat stał się jeszcze bardziej kolorowy. Dołączyła do zestawu słuchawki i z muzyką w uszach ruszyła powoli przed siebie.
Kiedy doszła do głównej ulicy skręciła do najbliższego sklepu spożywczego. Tuż przed wejściem przywitał ją zapach świeżo upieczonych bułeczek i wtedy jej żołądek dał jej ostre przypomnienie, że nie

14




jadła dziś obiadu. Nie biorąc nawet koszyka pośpiesznie przeszła między regałami kierując się do działu z pieczywem. Wrzuciła do worka kilka pachnących i mięciutkich bułek i mały chlebek, a po drodze do kasy dołożyła kilka owoców. Stanęła w kolejce, kiwając się lekko w rytm muzyki. Długo nie musiała czekać, kasjerka już pakowała jej zakupy. Zabrała paragon i wychodząc ze świeżutką bułką w zębach, ktoś nagle przykuł jej uwagę. Dostrzegła pewnego mężczyznę, który stał w oddali jakby na kogoś czekał. I nagle to dziwne wrażenie, że już go kiedyś widziała. Poczuła jak włoski nastroszyły się jej na skórze.
Stanęła w drzwiach jak zahipnotyzowana wciąż patrząc na nieznajomego. Wodziła bezwiednie wzrokiem, za młodym blondynem, walcząc z pustką w głowie, która nijak nie chciała zdradzić żadnej informacji o postaci. Nie mogła oderwać oczu, od pociągłej twarzy, piękne zaznaczonej spiętymi z tyłu w połowie włosami. Brakowało jej tylko do całości jego oczu. Była pewna, że jak je zobaczy wszystko się złoży w jedną całość. Niestety, ktoś nagle potrącił ją wychodząc ze sklepu. Zaskoczona odskoczyła

15




na bok. Gdy ponownie zwróciła wzrok w kierunku tajemniczego mężczyzny jego już nie było. Znikną tak szybko jak się pojawił. Zniknęło także, tajemnicze połączenie, z którego zerwała się Diana jak mucha ze zbyt słabej sieci. Po chwili konsternacji ruszyła dalej, przegryzając bułeczkę, bo jej kiszki znowu się obudziły domagając się kolejnej porcji węglowodanów.

      Szybko dotarła na dworzec autobusowy. Kiedy idzie zamyślona i nieobecna jej wprawione w marszu nogi same nabierają rozpędu, bo głowa nie upomina , że nie trzeba tak szybko.
Ale tym razem dobrze się stało, gdyż ledwo
podeszła na swoją stację, a jej autobus już podjechał gotowy by zabrać pasażerów. Wskoczyła więc szybko do pojazdu. W środku nie było wiele osób. O tej porze można było wybierać spośród wielu wolnych miejsc. Diana standardowo zajęła miejsce przy oknie. Usiadła na wytartym szarawym fotelu i zapadła się lekko w oparciu. Zmęczona oparła głowę o szybę, słuchając dalej muzyki. Ruszyli, a przez otwarte okno wpadł powiew powietrza przynosząc ze sobą zapachy miasta.
Z letargu wybudził Dianę znajomy zapach. Nie wiedziała skąd zna tę woń, a

16




tym bardziej niezrozumiałe było czemu automatycznie skojarzyła się jej z nieznajomym, który ponownie zaprzątnął jej myśli. Lecz nie na długo. Zmęczony umysł brakiem snu i informacjami z całego dnia spowodował, że szybko porzuciła chęć myślenia nad czymkolwiek, poświęcający te chwile na drzemkę.

      Kiedy ponownie otworzyła oczy, była już prawie na miejscu. Więc apatycznie jeszcze wstała z siedzenia i ustawiła się przy drzwiach by dać znać kierowcy, że będzie wysiadać.
Wyszła z autobusu, a na zewnątrz przywitał ją
przyjemny powiew, o zapachu skoszonej trawy. W myślach podziękowała temu, kto tak późno zdecydował się wykosić trawniki. Pobudzona tym doznaniem ruszyła do domu.
Mieszkała w niewielkiej miejscowości, które kiedyś szczyciło się prawami miejskimi, choć teraz przypominało bardziej dużą wieś z ulicami. Ale nikt na to nie narzekał, zwłaszcza Diana, która cieszyła się z powrotu do ciszy ze zgiełku miasta.
Przeszła przez ulice skręcając w jeszcze bardziej spokojną część miasteczka. Coraz bliżej widać było duże pagórki porośnięte gęsto lasem, z rzadka poprzecinane polami. Rzadziej za to,

17




pojawiały się domy ustępując pola naturze , która konsekwentnie odbierała kolejne skrawki niezagospodarowanej ziemi. Kroczyła koło małej rzeczki lekko zarośniętą karłowatymi drzewkami. Z drugiej zaś strony drogi było dość strome wzniesienie pochłonięte przez pierzaste modrzewie. Tam gdzie igliwie nie zakwasiło ziemi, rosła wysoka na wpół ususzona trawa. Zawsze wydawało się Dianie, że gdyby tak tam wejść, to z pewnością można byłoby tam utknąć, gdyż właściciel działki od niepamiętnych czasów nie kosił tam trawy. Dlatego kłosy różnych ziół ścieliły się to na lewo, to na prawo. W zależności od pomysłu i siły wiatru. Powietrze tutaj było trochę bardziej rześkie, chłód bijący od strumyka dawał zawsze odrobinę ochłody. Niknące już promienie słońca przebijały pomiędzy konarami drzew. Czując zbliżającą się noc i pamiętając o spotkaniu z koleżankami przyspieszyła kroku.

      Jej dom stał na małym pagórku. Do murowanego z czerwonej cegły budynku prowadziła ścieżka po stromym wzniesieniu, na którą, ciężkimi nogami wspinała się Diana. Działkę okalały młode jodły, a przydomowa skarpa mieniła

18




się różnobarwnymi sezonowymi kwiatkami, które totalnie zdominowały cały ogródek. W dali rozciągał się las, a pod nim można było dostrzec trzy samotne leciwe drewniane domki, w których mieszkali ci starsi mieszkańcy, którym na rękę była taka odległość od sąsiadów. Wedle wiedzy Diany byli tymi ostatnimi, którzy powitali nowe technologie swojego czasu jakim był gaz czy nawet prąd.
Stanęła w końcu przed dębowymi drzwiami. Nacisnęła klamkę, ale okazało się że dom był zamknięty. Zdziwiła się nieco. Pogrzebała w torebce i wymacała pąk zimnych kluczy. Włożyła ten najdłuższy to złotawej dziurki i przekręciła zamek. Weszła do środka i jedyne co ja przywitało to chłòd bijący z zaciemnionego korytarza. Kiedy przeszła do kuchni zobaczyła małą karteczkę przyklejoną do lodówki, a na niej odręczny napis.
„Jestem w pracy. Odgrzej sobie obiad, wszystko jest w lodówce, mama „
Nawet się ucieszyła z takiego obrotu sprawy, gdyż mogła zjeść szybko obiad i bez zbędnych tłumaczeń biec na spotkanie. Więc jak pomyślała tak zrobiła.
Po zaległym posiłku przebrała się jeszcze w mniej formalny strój i pospiesznie

19




ruszyła na umówione miejsce.

      Zmierzchało, kiedy Diana szła przez rynek. Pierwsze lampy na ulicy już się świeciły, a ciepły letni wieczór zachęcał do wspólnych chwil więc w knajpach przybywało ludzi.
Dookoła słychać było rozmowy, śmiech, stukot szklanek i kufli. Kolejnym znakiem , że była coraz bliżej amatorów dobrej zabawy, był swąd papierosów i elektroniczny zapach owoców tych bardziej e- palących.
Z pośród tłumu próbowała wypatrzeć swoje koleżanki. Szła po brukowanej drodze między stolikami i parasolami, szukając znajomych twarzy. W końcu ujrzała chudą blondynkę machającą do niej ręką. Kiedy dotarła na miejsce jej koleżanki siedziały już wygodnie w wiklinowych fotelach, pod dużym ciemno zielonym baldachimem pilnie studiując menu.

     - Hej spóźnialska! – zawoła Patrycja.

      - Kwadrans studencki jeszcze nie minął – wytłumaczyła się Diana dosiadając się do reszty.

     - Masz szczęście – dodała Ala – bo piła byś karniaka.

     - Karniaka?! – zdziwiła się Diana – to miało być spotkanie przy piwie, a nie pijacki maraton!

     - No właśnie się tak zastanawiamy co będziemy zamawiać – powiedziała Ala

20




przeglądając menu – „wściekły pies „– mruczała pod nosem – może jakąś kolejkę drinków zamówimy?

      - Co Cię takie smaki naszły na jakieś eksperymenty? – zapytała Diana zaglądając Ali przez ramię do karty drinków.

     - Trzeba się wyluzować! – zawołała – jutro kolokwium z kardiologii, wyniki z ortopedii i już tuż tuż egzamin z neurologii.

     - Już ja cię znam - zaczęła Diana - u Ciebie wyluzowanie - zamachała w powietrzu cudzysłów - znaczy totalny zgon drugiego dnia.

     - Oj tam, raz czy dwa mi się zdarzyło … - mruknęła chowając wstyd za kartą dań.

      - Racja – przytaknęła Patrycja – jutro nie chce leczyć kaca.

      - Zamawiam piwo z sokiem - powiedziała Diana.

     - Ojjj przestańcie, nie będzie tak źle - namawiała Ala wyraźnie mająca ochotę poszaleć.

     - Nie! Mnie nie przekonasz – potrząsnęła czarną czupryną Patka.

     - Aleś ty się uparła na tę wódę! - podparła boki Diana - normalnie Cię nie poznaję - jak chuchniesz przed kolokwium, to od razu wylądujesz na poprawce! - skarciła zamykając menu tuż przed nosem Ali, tak że jej okulary zsunęły się jej, aż do brody.

     - No dobra, niech wam będzie -

21




zdezerterowała z żalem poprawiając szkiełka - a taką miałam ochotę na coś nowego.

     - To lecę zamawiać – wtrąciła Natalia – piwo z sokiem razy cztery tak?!

     - Tak - potwierdziła Diana- a dla Ali butelkę denaturatu! – dodała szczerzac zęby.

     Ala założyła tylko ręce próbując udawać focha.
Natalia wracając od baru niosła w rękach dużą miskę orzeszków, którą postawiła na szklanym blacie obok palącej się świeczki. Wszystkie w jednej chwili z ochotą rzuciły się na słoną przekąskę.
Po chwili kelnerka przyniosła im zamówienie rozstawiając na korkowych podstawkach, duże pękate kufle piwa z zatkniętymi kolorowymi słomkami. Zimne piwo oszraniało szkło tworząc powoli rosę na ściankach.
Bez zbędnej zwłoki każda z dziewczyn zabrała się za swój napój, ciesząc się słodko-gorzkim smakiem regionalnego piwa.
Piękna noc, wciąż wabiła kolejnych chętnych na wspólne chwilę z przyjaciołmi. Mimo gwaru dookoła było klimatycznie, dzięki rozwieszonym lampkom i palącym się świecom na stolikach gości, a finalną oprawę wieczoru uzupełniały gwiazdy i nieśmiało wychodzący z nowiu księżyc.
Dlatego tak dobrze mijał

22




czas przyjaciółkom, które popijając piwo na przemian zagadywały jedna drugą różnymi historiami z ostatnich dni. Choć z czasem, mimo wcześniej założonego planu, temat zszedł chwilowo na studia i jak to ciężko będzie przetrwać kolejną sesję, tak by cieszyć w pełni wakacjami.
Jednak na szczęście blondynek i brunetki, obecność rudzielca gwarantowało iż prędzej czy później zdominuje ona rozmowę, czyniąc z tego monolog o swoich wojażach pośród płci przeciwnej.
Mimo tego żywa atmosfera nie uchroniła Diany od senności, a alkohol w trunku też już robił swoje. Mocno starała się by nie zasnąć na siedząco. Powieki coraz słabiej opierały grawitacji i nawet przykładanie zimnego kufla do skroni nie pomagało. Więc chciała się skupić na kolejnej relacji Natalii, o świeżo poznanym chłopaku z ostatniej imprezy, ale nijak ją to nie interesowało co utrudniało sprawę. Zaczęła się rozglądać po okolicy z nadzieją, że dalszą perspektywa rozbudzi jej umysł. Ku jej zdziwieniu szybko znalazła punkt zahaczenia, gdyż ponownie zobaczyła tajemniczego mężczyznę. Siedział kilka stolików dalej popijać herbatę z filiżanki.

23




Ponownie zaczęła się zastanawiać skąd go zna … a może jej się tylko wydaje. Niestety, mężczyzna siedział tak, że mogła obserwować jedynie jego profil. Tak bardzo chciała zobaczyć jego oczy. Bo to właśnie zawsze najbardziej zapamiętywała u każdego człowieka. Rozmyślając tak nie spuszczała wzroku z nieznajomego. Nie uszło to uwadze Natalii, która od razu zorientowała się co tak absorbuje uwagę Diany.

     - Kto to tak buja w obłokach - zażartowała Natalia.

     Diana po chwili odwróciła nieprzytomnie głowę.

     - Co?

     - O czym tak myślisz - zapytała ponownie.

     - Yyy o niczym, zamyśliłam się - burknęła.

     Natalia uśmiechnęła się tylko pod nosem znacząco. A w jej piwnych oczach już błyszczał zuchwały pomysł.

     - Taak, już ja wiem czym się tak zamyśliłaś albo raczej kim.

     - Co? O czym ty mówisz - zdziwiły się koleżanki zgodnym chórem.

     Natalia kiwnęła tylko głową w stronę mężczyzny. Wszystkie trzy jednocześnie wychyliły się by zobaczyć co takiego ciekawego znajduje się parę metrów dalej, a potem pytającym spojrzeniem napiętnowały Dianę.

     - Ale o co wam chodzi? - zapytała niewinnie - nie znam gościa.

     - Ale

24




chciałbyś go poznać - stwierdziła z zadowoleniem Natalia.

     - Niee, znaczy tak ale nie w tym sensie! - poprawiła się od razu widząc płonące podniecenie w oczach Natalii - po prostu mam wrażenie, że go gdzieś widziałam. No wiecie jak to jest, kiedy coś wam kołacze w głowie, a nie wiecie co.

     - Nie wiemy, opowiedz nam jak to jest - podpuszczała Natalia, która najchętniej już swatała by swoją koleżankę z nieznajomym.

     Diana spojrzała na nią tylko z politowaniem nie mówiąc już nic.

     - Dziwnie wygląda - wtrąciła Patka mrużąc oczy, i machając gęstymi rzęsami by dostrzec jakieś szczegóły.

     - Według mnie jest niczego sobie - westchnęła Natalia gryząc uwodzicielsko słomkę.

      - To go sobie weź - mruknęła Diana przełykając kolejny łyk piwa.

     - Nie odbiorę ci twojego księcia - podstępnie zagadywała dalej Diane licząc, że w końcu coś z niej wyciągnie.

     Diana prychnęła ponownie zbywając Natalie i mimo woli znowu rzuciła spojrzeniem na młodego mężczyznę, który siedział samotnie przy małym stoliku nie mając pojęcia, że stał się właśnie obiektem zainteresowania.
Kiedy odwróciła wzrok ujrzała szeroki uśmiech Natalii,

25




która falowała brwiami znacząco. Tym razem niespodziewanie wywołało to rumieńce na jej twarzy, gdyż zdała sobie sprawę, że faktycznie nie może oderwać od niego oczu.

     - Mnie nie oszukasz - pogroziła palcem.

     Diana przewróciła tylko oczami i machnęła ręką. Widząc to Ala wtrąciła się by wyratować z opresji Dianę. Znała swoją przyjaciółkę i wiedziała, że jeszcze chwila, a Natalia dosłownie zaciągnie tu ów biedaka byle by postawić na swoim.

     - A tak z innej beczki - zaczęła - widziałyście te dziwne filmiki na internecie?

     - Jakie filmiki? - zaciekawiła się Patka.

     - Przepowiednie końca świata - pociągnęła temat Diana wyczuwając strategie Ali.

     - Jakie przepowiednie?! - zapytała ponownie Patrycja ale już zmniejszymy entuzjazmem.

     - Takie typowe zlepki katastroficznych scenek, grzmiący i tajemniczy głos grożący, że już lada moment wszyscy zginiemy - ironizowała dalej Diana.

     - Ale wiecie, że wrzucili to nawet w trakcie głównych wieczornych wiadomości - skomentowała rzeczowo Ala - ponoć ostra afera się zrobiła, bo jakby nie patrzeć to włamali się do państwowej telewizji.

     - Kto wie może w końcu im się sprawdzi ten

26




koniec świata - zarechotała Diana - do pięciu razy sztuka!

     - Weź nawet nie kracz! - jęknęła Patka wyraźnie przejęta kurcząc się w fotelu.

     - Chyba w to nie wierzysz? - zdziwiła się Diana.

     - Niee no co ty …- skłamała unikając spojrzenia.

     - Dajcie spokój- przerwała Natalia - są ciekawsze rzeczy do roboty. Lepiej zaprośmy do nas nowego chłopaka Diany - słysząc to, aż się zakrztusiła piwem. Chciała już protestować, lecz Natalia odwróciła się by pomachać w stronę mężczyzny - o nie ma go już! - zawiadomiła żalem.

     Diana odetchnęła z ulgą i natychmiast zrugała koleżankę.

     - Co ty robisz?!

     - Załatwiam Ci randkę - zachichotała Natalia.

     - Z obcym facetem?!

     - Oj tam poznacie się - dodała nadal rozglądając się czy przypadkiem nie ma go w pobliżu. I na nieszczęście Diany pojawił się ponownie tuż przy barze jednej z restauracji. Natalia od razu nawiązała z nim kontakt wzrokowy. Nieznajomy uśmiechnął się do niej życzliwie - No hej! - zawołała nieśmiało.

     Diana złapała ją za rękę i silnym pchnięciem przygwoździła do stołu. Poczuła jak jej policzki płoną ze wstydu, a zaraz potem w głowie zawirowało gdy

27




do nosa przyleciał zapach, który stał się jednoznacznym skojarzeniem z ów człowiekiem.

     - Nie wołaj go! - syknęła.

     Natalia za nic miała prośby koleżanki i jak zaczarowana uśmiechała się głupkowato. Mężczyzna wyszedł na zewnątrz, ukłonił się elegancko i spojrzał prosto na Dianę, której aż serce załomotało. Zrobiła krzywa minę do złej gry, a następnie wszystkie cztery odprowadziły nieznajomego wzrokiem do czasu, aż zniknął za rogiem budynku.

     - Pierwsze lody przełamane - cieszyła się jak dziecko Natalia klaskając w dłonie.

     Diana pukała tylko palcem w głowę pokazując dosadnie co myśli o wygłupach Natalii.

     - Ty jak coś wymyślisz - westchnęła najbardziej poszkodowana.

     Patka i Ala tylko się śmiały. Bo w końcu to nie im Natalia narobiła wstydu. Dlatego do końca wieczoru Diana skupiła się głównie na misce z orzeszkami dąsając się trochę na Natalie, ale bardziej z przekory niż ze złości. Mimo iż całe spotkanie można by było zaliczyć do śmiesznej anegdoty, Dianie coraz trudniej było opędzić się od wrażenia, że zna ów mężczyznę. Ten moment, kiedy na siebie patrzyli sprawił, że poczuła

28




niewytłumaczalną więź z nieznajomym. Zaczynało ją to niepokoić, bo czuła w głowie, jakby wspomnienia próbowały wyskrobać się na powierzchnię z ciężkiej amnezji. Choć odległość rozmyła siłę spojrzenia, to wiedziała, że jak zamknie oczy ujrzy jego, uproczywie wysyłające jej jakaś podprogową wiadomość. I do tego ten zapach, szału dostawała gdy już była prawie pewna jego źródła i wtedy nagle ślad się urywał. Dlatego do końca spotkania była trochę nieobecna, a właściwie to całkowicie wyłączyła się z czynnego udziału w spotkaniu. W końcu kiedy coraz bliżej było do następnego dnia postanowiły rozejść się do swoich domów.

     - Przejdą ci dąsy do jutra? - zapytała na odchodne Natalia.

     - Nie jestem zła - mruknęła Diana - ale daruj mi takie niezapowiedziane randki.

     - Oh no dobrze! - westchnęła ściskając przesadnie na pożegnanie swoje przyjaciółki.

     - Niech każda napiszę jak będzie już w domu - dodała jeszcze na koniec rozważnie Ala.

      Przytaknęły zgodnie i z wolna każda ruszyła w swoją stronę. Późna godzina poganiała Dianę, która kroczyła poboczem oświetlając sobie drogę latarką w telefonie. W

29




ciszy nocy słychać było jedynie chrzęst kamieni pod butami Diany. Nie była jakoś specjalnie strachliwa, ale nie lubiła tego efektu gdyż, w tym momencie każdy szmer było słychać dwa razy bardziej. Dlatego wedle sprawdzonej metody, nie rozglądała się po krzakach i okolicy tylko, ze spuszczoną głową skupiała się jedynie na tym, co miała tuż przed butami, by specjalnie nie nadwyrężać swojej wyobraźni. Szła myśląc głównie o tym, by w końcu ułożyć się wygodnie w łóżku. I robiła co mogła by incydent ze spotkania nie zdominował jej myśli, gdyż chciała się w końcu wyspać się bez głupich i niezrozumiałych koszmarów.
Więc by, umysł już mógł wejść w pierwszą fazę relaksu i zapomnienia, zaczęła liczyć kroki do domu.
Już była na bocznej drodze, która prowadziła ją wprost do jej domu, lecz nagle, do jej uszu dobiegł odgłos jakby drugich kroków. Zatrzymała się i nasłuchiwała przez chwilę. Nic nie usłyszała więc odwróciła się za siebie, by upewnić się że nikogo nie ma w pobliżu. Oczywiście nikogo nie dostrzegła więc nieco spokojniejsza ruszyła dalej, wznawiając liczenie. Nie uszła daleko, a znowu

30




było słychać jakby ktoś szedł tym razem boczną skarpa bo gęstej trawie wśród modrzewi. Wtedy już Diana poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach. Zbyt wyraźne to było, by mogła zrzucić to na zbłąkanego kota, czy inne małe zwierzę polujące nocą. Jeszcze raz się zatrzymała i nasłuchiwała, ale znowu cisza jak makiem zasiał. Wzięła głęboki wdech na uspokojenie - Tracę rozum – mruknęła sama do siebie. I bez zwlekania ruszyła dalej. Tym razem nieco szybciej, by mimo wszystko nie kusić losu, bądź kogoś kto mógł jednak za nią iść.
Na szczęście, ktoś z domowników pamiętał o niej i zostawił zapalone światło przed domem. Mocny blask zewnętrznej lampki, uprzyjemnił jej ostatnie parę metrów do domu. Gdyż kiedy weszła w snop światła czuła, że tej granicy już nie śmie przekroczyć żadna mara z gąszczu wzgórza.

     Z wielką ulgą przekroczyła próg domu. Kiedy stanęła weszła do środka, a z dużego pokoju bił blask niebieskiego światła od telewizora i głośne chrapanie taty. Miała już cichcem wymknąć się do swojego pokoju, ale tuż przed wejściem na klatkę schodową zatrzymała ją mama.

     -Gdzie byłaś do tej pory?

31




- zapytała.

     -Spotkałam się z dziewczynami – odpowiedziała szybko - byłyśmy na rynku.

      Nie zbylo to mamy, która przyglądając się wnikliwie zmarnowanej córce zapytała.

     - Wszystko w porządku?

     - Tak tak- odpowiedziała Diana z krzywym uśmiechem, który kompletnie nie dodał jej wiarygodność - ciężki dzień na uczelni.

     Mama była jak chodzący wykrywacz kłamstw. Choć sama Diana nie była świadoma jeszcze co ją dręczy, to ona już wiedziała, że coś jest nie tak. Ale już nie chciała zaczynać rozmowy o tak późnej porze, dlatego uśmiechem zwolniła Dianę z dalszych wyjaśnień.
Dlatego powoli powlokła się na górę. Weszła do ciemnego pokoju i włączyła mały kinkiet nad łóżkiem, który rozświetlił nieco róg pokoju. Rzuciła szybko i niedbale torbę na krzesło. Na biurku leżała otwarta paczka paluszków, więc wzięła odruchowo garść i wyszła na balkon. Potrzebowała jeszcze zaczerpnąć świeżego powietrza więc usiadła w swoim ulubionym wiklinowym fotelu. Spojrzała na rozgwieżdżone niebo, a potem w dal na rozciągający się w nieskończoność las. Zawsze ją to uspokajało. Widok zielonych szczytów drzew, które

32




rozlewały swą zieleń daleko, aż do momentu kiedy oczy nie mogły zobaczyć więcej.
Brakowało tylko świeżego zapachu kory i soków iglaków. Ale i bez tego w końcu poczuła, jak mija napięcie z całego dnia. Oparła głowę i wystawiła twarz na lekki powiew wiatru, który rozwiewał jej długie jasne włosy. Powieki robiły się coraz cięższe i cięższe, zasnęła. Niestety nie na długo. Chwila choć krótka zdawała się jej cała nocą, więc tym bardziej brutalnie odczuła nagłe wyrwanie ze snu. Do jej pokoju wpadł z impetem starszy brat i bezceremonialnie zawołał.

     - Diana!

     Zerwała się naglę. Jeszcze nie wiedziała za bardzo co się dzieje, a donośny krzyk znów zabrzmiał w jej uszach.

     - Diana! Gdzie ty jesteś – zawołał zniecierpliwiony.

     - Na balkonie – mruknęła zaspana.

     - Co ty tam robisz? - zdziwiony zaglądnął zza drzwi.

     - Jak to co ?! – warknęła – siedzę!

     - Tutaj ?! O tej godzinie? – dopytywał się głupkowato.

     - Tak mi się dobrze spało - jęczała zbierając z siebie pokruszone paluszki.

     - Nie masz już gdzie spać tylko na balkonie?

     - Adam czego ty chcesz?! – zapytała zniecierpliwiona przecierając oczy –

33




zmęczona jestem więc streszczaj się!

     - Przypominam, jutro zaraz po zajęciach masz wracać do domu. Bez szwendania się z koleżankami.

     - Bo co?

     - Jutro będziemy mieć gości.

     - Gości – dopytywała się – jakich gości?

     - Nie wiem, ktoś ważny – rzucił na koniec – pamiętaj jutro jak najszybciej w domu – dodał i wyszedł leniwie z pokoju na swoich długich patykowatych nogach otwierając specjalnie drzwi na oścież.
Nienawidziła, kiedy tak robił. Wyszła rozeźlona na korytarz i krzyknęła.

     - Hej! To nie obora! Zamykaj za sobą drzwi.

     Adma tylko machnął lekceważąco smukłą ręką i zniknął w pokoju.
Wściekła wróciła do siebie ostentacyjnie zamykając za sobą drzwi. Wtedy do jej uszu dobiegł dźwięk jej komórki. I właśnie przypomniała sobie, że miała zadzwonić do Ali. Wiedziała, że dostanie reprymendę.

     - Halo – odebrała jak gdyby nic – co tam?

     - No halo?! – zagrzmiała przyjaciółka – co miałaś zrobić, jak wrócisz do domu?

     - Wiem, przepraszam – tłumaczyła się – jak tylko weszłam do pokoju usiadłam na fotelu i zasnęłam.

     - Martwiłam się – ciągła nadal zdenerwowanym głosem Ala.

     - Daj spokój

34




– uspokajała Diana przegryzając paluszka znowu stojąc na balkonie – nic się nie stało.

     - Czyli po drodze nikogo nie spotkałaś?

     - A kogo miałabym spotkać? - zdziwiła się szczerze choć zaraz potem przemknął jej tajemniczy mężczyzna przez głowę.

     - No nie wiem ...tak tylko pytam.

     - A ty zamiast spać to pewnie leżysz i gapisz się w telefon - zmieniła szybko temat by przypadkiem i Ali nie przyszło to samo skojarzenie.

     - Nie wszyscy mają takie spanie jak ty ... - westchnęła.

     - Niebieskie światło ekranu ci w tym nie pomoże.

     Usłyszała tylko zbywające sapnięcie w słuchawce i już chciała się pożegnać, lecz nagle pod lasem rozległ się skowyt psów. Jeden czworonogów nakręcał pozostałe. Było to na tyle głośne że usłyszała to Ala.

     - Co tam się dzieje ?- zapytała.

     - Nic takiego, ostatnio psy sąsiadów tak mają. Zobaczą jakiegoś zająca i zaczyna się raban na całą wieś – odpowiedziała lekceważąco. Ledwie skończyła to mówić, a w oddali pod lasem wyłoniła się sylwetka – aa czekaj, ktoś tam jest – poinformowała Alę.

     - O tej porze? – zdziwiła się – widzisz kto to?

      Diana wytężyła wzrok. I choć

35




było ciemno to dostrzegła majaczącą męską postać, która kroczyła powoli ścieżką.
Nagle psy umilkły jak na rozkaz i z lasu wybiegło wielkie białe zwierzę i dołączyło do mężczyzny. Tego stworzenia nie dało się przeoczyć, gdyż futro było tak lśniące jakby odbijało blask gwiazd i księżyca.

     - O rany! - zawołała Diana – jakie wielkie zwierzę!

     - Co, co widzisz ?! – dopytywała się Ala.

     - Jakiś facet wyszedł z lasu z ogromnym psem.

     - Kto o tej porze spaceruje po lesie z psem?! Znasz go?

     Diana aż się nachyliła opierając się o metalową balustradę, by przyjrzeć się lepiej postaci i ku jej zdziwieniu rozpoznała w nim tajemniczego nieznajomego.

     - Nie uwierzysz kto to …

     - Chyba już wiem - domyśliła się Ala - myślisz że mógł pójść za tobą?

     - Nie wydaje mi się, gdyby coś chciał ode mnie to dawno miał okazję żeby ze mną porozmawiać.

     - A może tu mieszka po prostu - racjonalizowała Ala.

     - W lesie? - skontrowała pomysł i ponownie próbowała rozgryźć to nachalne uczucie że go zna.

     Obserwowała jak z wolna schodził w dół po drodze prowadzącej do głównej jezdni. W końcu był niemal na równi z

36




domem Diany i nieoczekiwanie odwrócił się w jej stronę i od razu spotkali się wzrokiem. Odruchowo schowała się za futrynę, a jej włoski stanęły dęba i skórę zalała gęsią skórka.

     - Aj zauważył mnie - syknęła.

     Wychyliła się ponownie, by zobaczyć czy mężczyzna nadal stoi pod jej domem, lecz nikogo nie dostrzegła. Nie było już śladu po nieznajomym i po jego wielkim czworonożnym pupilu.

****************

Ciężkie oddech, słychać wielki wysiłek z każdym kolejnym oddechem. Serce wali jak młot, aż ściska z bólu w piersiach.
- Biegnij!!
Krzyk zza pleców donośnie przypominał.
-Nie zatrzymuj się!
Znowu na drodze stanęły wielkie schody, znowu to samo miejsce, przeraźliwy krzyk kobiety, krew w żyłach stanęła na chwile ze strachu.
– Szybciej! - ponaglał inny kobiecy głos - one są tuż za nami- piszczał przeraźliwie - Gdzie on jest ?! Gdzie jest ?!
Dobijała się panicznie myśl w głowie. Wołanie, tak nie wyraźnie, ale słychać go, woła mnie ... znowu niewyraźnie. Gdzie on jest!! Nie słyszę Cię!!
Pełno krwi, nie ma gdzie uciec, musimy uciec… Wołanie, tym razem

37




głośniej
– Diana tu jestem!
Jest, jest znalazł mnie … bieg, morderczy bieg, łzy leją się strumieniami.
– Tu jestem!
Znowu nawoływanie, już biegnę, już niedaleko.
– Tu jestem!
Jasne światło, a w tle mężczyzna, ciemność z tyłu i wściekłe cienie tuż zza plecami, jedno spojrzenie za siebie, krew i czarne oczy, już blisko.
– Diana nie oglądaj się za siebie! - Wołał głos. Ostatnie spojrzenie w tył, to był błąd ... czarne puste oczy są blisko, są blisko …


     Zerwała się, zalana potem i przerażona. Wielki księżyc na niebie rzucał swe białe światło na podłogę. Oddech ciężki jak po walce, ból z wysiłku aż piekł w klatce piersiowej.

     - To był tylko koszmar – powiedziała do siebie Diana – kolejny paskudny koszmar.

      *********

      Ranek zaczął się jak zwykle bardzo szybko. Był to w dodatku zaspany poranek, noc nie dała Dianie zbyt wiele wypoczynku. Planowała wstępnie, że przed wyjściem zdąży wziąć szybki prysznic, gdyż nocne koszmary wycisnęły z niej siódme poty, ale czas biegł nieubłaganie. Dlatego szybko ubrała się i zbiegła po schodach na

38




dół do kuchni. A tam już tylko mama jako ostatnia wychodziła z domu.

     - Adam mówił Ci, że dzisiaj mamy gości?! – zapytała w drzwiach.

     - Tak, tak mam być od razu w domu – odpowiedziała Diana, wyciągając pośpiesznie bułki z chlebaka.

     - Super! to do zobaczenia później – zawołała szybko.

     Diana nic nie odpowiedziała, uśmiechnęła się tylko na pożegnanie.
Wróciła do szybkiego śniadania. Nastawiła wodę na herbatę, rozłożyła ser i sałatę na bułkę. Łapczywie przełykając pierwszą kanapkę zabrała się za kolejną tym razem na drugie śniadanie. Wzięła nóż, przyłożyła do bułki i przejechała zamaszyście nożem.

     - Kuźwa! – syknęła rozcinając sobie rękę. Krew od razu napłynęła rozlewając się po dłoni - jeszcze tego mi brakowało! - pomyślała klnąc w myślach wszystkimi znanymi jej przekleństwami.
Dysząc ze złości pośpiesznie zaczęła grzebać w apteczce. Z braku czasu wzięła mały bandaż i kilkoma zamaszystymi ruchami owinęła dłoń. Nie przejmując się niedbałym opatrunkiem wybiegła pośpiesznie z domu przeżuwając ostatnie kęsy bułki.

      Na dworze snuły się nisko szare deszczowe chmury,

39




które z rzadka przepuszczały promienie słoneczne. Mimo wczesnej pory wydawać by się mogło, że dzień już się kończy. Było tak ciemno, jakby słońce zrobiło sobie urlop i wysłało za siebie jakieś marne zastępstwo, w postaci nikłych blasków, które na ziemi były jak leniwe mgliste fale. Powietrze było ciężkie, wilgotne i gęste zapowiadając wielką burzę, która malowała granatem na wschodzie horyzont, groźnie pomrukując. Drzewami targał wzmagający się wiatr i szarpał jasnymi kosmykami Diany, która w biegu uporczywie odgarniała je z twarzy. Była pochmurna jak pogoda i okropnie spóźniona. Biegła momentami by nadrobić stracony czas. W pośpiechu nie zarzuciła porządnie torebki na ramię, przez co jak na złość ciągle opadała w dół dodatkowo spowalniając ją. Już z oddali słyszała charkot zużytego mechanizmu autobusu. Więc napięła mięśnie, a jej atletyczne nogi przyspieszyły.
Na ostatnią chwilę zdążyła dobiec do przystanku. Zamachała ręką by kierowca przypadkiem jej nie pominął. Na jednej nodze wskoczyła do pojazdu. Nie zwracając uwagi w ogóle na pasażerów przeszła na koniec autobusu zajmując swoje

40




miejsce. Usiadła zdyszana powoli równając oddech.
Od rana towarzyszyła jej jedna myśl, że ciężko będzie przetrwać dzisiejszy dzień pełen testów i egzaminów. W żołądku ja ściskało na samą myśl o tym, że jak coś zawali to skończy się to z pewnością kampanią wrześniową. Więc aby tego uniknąć wyciągnęła notatki z torby i ze wszystkich sił próbowała wbić do głowy jak najwięcej informacji. Ciężko jej to szło gdyż kolejna nie przespana noc mocno nadwyrężyła jej koncentrację. Finał był taki, że gapiła się w kartkę kompletnie nie wiedząc co czytała. Z racji tego, że przyszedł czas na wysiadkę zakończyła poranną edukację.

     W drodze na uczelnię w myślach jeszcze próbowała odtworzyć choćby strzępki informacji z ostatnich zajęć z ortopedii na wypadek, gdyby wykładowca wpadł na pomysł szybkiej wejściówki. Jednak jej myśli szybko skierowały się w całkowicie inna stronę. Porywisty wiatr przywiał jej do głowy wraz tajemniczym zapachem równie tajemniczego mężczyznę. I to chyba jeszcze bardziej ją męczyło od groźby poprawek. Chciała z jednej strony dowiedzieć się kim on jest, a z drugiej czuła

41




podświadomie, że będzie miało to swoje konsekwencje. Na szczęście od uporczywych myśli wybawił ją fakt, że dotarła na miejsce, a tłum studentów zagłuszył na chwilę jej obawy.
Skierowała się w stronę sali, gdzie miały się odbyć zajęcia z podstaw ortopedii. Weszła na piętro, a tam jej grupa już czekała pod drzwiami. Podeszła do znajomych milcząca, nie chciało się jej z nikim rozmawiać. Więc nawet nie przywitała się z przyjaciółką. Ala mimo iż znowu gapiła się w telefon, dostrzegła kątem oka niewyraźna blond postać. Spojrzała na nią z niepokojem, chciała już coś do niej powiedzieć, lecz właśnie wtedy przyszedł pan doktor niosąc stertę kartek. Wpuścił studentów do sali i bez żadnej zwłoki rozpoczął zajęcia.
Diana mimo iż lubiła te ćwiczenia, to za żadne skarby nie mogła skupić się na treści zajęć. Najchętniej podparła by oczy zapałkami, bo tak bardzo zamykały się je oczy. Chciała położyć się na ławce i spać w najlepsze. Lecz zbyt mała liczebność grupy, od razu zdemaskowała by ją przed prowadzącym zajęcia. Więc kreśliła kółka po kartce udając, że sporządza notatki.
Ala obserwowała ją

42




z narastającym niepokojem, liczyła że może omawianie wyników z kolokwium trochę ją ożywi. Lecz ona siedziała nieruchomo ze spuszczoną głową bazgrząc coś po kartce. Po rozdaniu testów okazało się że, Diana dostała mocną piątkę. Ala chcąc skorzystać z okazji do rozmowy podsunęła jej kartkę mówiąc.

     - Dobrze ci poszło! - pogratulowała - a podobno nic się nie uczyłaś.
Diana spojrzała na przyjaciółkę nieruchomą twarzą, ziewnęła i sapnęła.

     - No fajnie - odwracając twarz w stronę okna biernie obserwując przechodniów.

     Ala westchnęła ciężko. Cały zapał i życiową siłę przejął chyba za Dianę pan doktor, wymachując testami że złości i rozpaczy, przez tragiczne odpowiedzi. Na koniec zajęć czytał na głos najgłupsze wybory klasowych orłów, które nawet jego finalnie rozbawiły. W końcu pierwszy etap dnia minął, lecz mimo że, dookoła było pełno rozentuzjonomowanych rówieśników, Diana wciąż snuła się apatycznie.

     Po krótkiej przerwie cały rok spotkał się na wykładach z kardiologii. Ala i Diana weszły do dużej sali wykładowej i zajęły swoje miejsce. W sali panował półmrok, gdyż pani profesor

43




zawsze na zajęcia przygotowywała rozciągłe prezentacje z mnóstwem rycin i zdjęć. Nie były to najciekawsze wykłady, więc niejeden student dosłownie rozkładał się na stoliku i spał w najlepsze. Szum rzutnika i nikłe światło zmagały senności. Tylko pani profesor swoim wysokim i piskliwym głosem drażniła uszy swoich studentów. Długie monologi i ciąg mało zrozumiałych terminów z kardiologii nie ułatwiały zrozumienia tematu. Kiedy w końcu zdołało się zlokalizować w wyobraźni lewy i prawy przedsionek , to już komory serca rozpływały się między piskliwymi zbyt wysoko zaczętymi tonami profesorki. Więc o małym i dużym obiegu krwi można było zapomnieć. Choć to był zaledwie początek rozpasłej teorii jaka została przygotowana dla uczniów.
Na kolejnych zajęciach nie tylko Diana miała problemy ze skupieniem. Ala także była zdekoncentrowana dziwnym zachowaniem koleżanki. Nie pamiętała by kiedyś się tak zachowywała. Miewała lepsze gorsze dni ale to było co najmniej dziwne. A jeśli już coś ją gryzło to zawsze mówiła o co chodzi. Dlatego nie czekając już dłużej spojrzała znacząco na Dianę, która starała się

44




ignorować swoją przyjaciółkę udając, że nie widzi jak na nią patrzy. Lecz spojrzenie Ali było nieustępliwe. W końcu Diana nie wytrzymała i zapytała.

     - O co Ci chodzi?

      - Coś się stało?

     - Nic się nie stało - odpowiedziała od niechcenia.

     - To czemu nic nie mówisz?

     - A co ma mówić ? - irytowała się Diana.

     - No nie wiem cokolwiek, chodzi o tego gościa z wczoraj - dopytywała się uparcie Ala.

     - Nieee.

     - To co jest grane?! I co z twoja ręka?

     Diana westchnęła ciężko widząc, że Ala jej nie odpuści. Przetarła twarz i zmęczonym głosem odpowiedziała.

     - Prawie nie spałam tej nocy, obudziłam się znowu zlana potem, bo kolejny raz śniły mi się jakieś pierdoły - zacięła się – jestem po prostu zmęczona.

     Ala od razu zmiękła, spojrzała tylko na pozawijaną rękę bandażem.

     - Zaspałam i chciałam szybko zrobić śniadanie - uprzedziła pytanie Diana- Jak kroiłam bułkę to przekroiłam sobie i rękę.

      Ala pokiwała głową mówiąc.

     - Po zajęciach opatrzę Ci tę rękę jak należy.

     - Przecież to nie wygląda aż tak źle, chociaż…– dodała patrząc na luźny, krzywo pozwijany brudny bandaż.

     Próbowała trochę to

45




poprawić i schować postrzępione krawędzie, a wtedy na wykład wpadła spóźniona Natalia. Otwierając drzwi wpuściła światło z holu do zaciemnionej Sali wykładowej. Oczywiście zwracając tym uwagę wszystkich w tym pani profesor, która zgromiła ją wzrokiem. Natalia jak to Natalia, nie przejmując się z tym zbytnio z burzą długich płomiennych loków i uśmiechem na twarzy bez chwili namysłu zaczęła przepychać się między studentami by usiąść koło swoich koleżanek. Po drodzę oczywiście ktoś dostał torbą w głowę, a innemu studentowi zrzuciła z ławki notatki. Kiedy znalazła się już koło Diany i Ali, rzuciła głośno torebkę na stolik. Zaczęła beztrosko wyciągać fruwające kartki, długopisy i inne rzeczy, ponownie skupiając na sobie uwagę pani profesor, której cierpliwość była na wykończeniu. Z racji tego że, Natalia bez żadnych przeprosin czy zakłopotania przerwała zajęcia w najciekawszym momencie, według oczywiście pani profesor, zniecierpliwiona zapytała.

     - Czy zajęła Pani już miejsce?

     Natalia spojrzała zaskoczona pytaniem po chwili namysłu odparła niewinnie.

     - Tak, tak ... przepraszam.

     Pani profesor

46




pokiwała tylko głową i nie doczekawszy się żadnej skruchy ze strony studentki zniesmaczona wznowiła wykład.
Natalia nie przejmując się tym kompletnie, odwróciła się cała w skowronkach do koleżanek. Od razu zauważyła zabandażowaną rękę Diany.

     - Co Ci się stało?!

     - Aa nic – burknęła Diana.

     - Jak to nic? – ciągła dalej Natalia – wyglądasz strasznie!

     - Oh… dzięki – oburzyła się – od razu poprawiłaś mi humor.

     - Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc.

     - Bo nie spałam całą noc …

     - Aaa pewnie rozmyślałaś o tym tajemniczym adoratorze - zachichotała.

     Diana przewróciła tylko oczami bo miała już dość dziecinnego zachowania Natali.

     - Na myśleniu się nie skończyło – wtrąciła Ala.

     Diana spojrzała zawiedzionym wzrokiem na przyjaciółkę, było już pewne, że będzie musiała dokładnie wszystko zrelacjonować Natalii, której ze zdumienia aż szczęka opadła.

     - Spotkałaś go?! – zawołała niemal na głos, zwracając ponownie na siebie uwagę wszystkich.

     Diana nie miała ochoty odpowiadać.

     - No powiedz ?! – dopytywała się wyraźnie podniecona Natalia.

     - I tak i nie ..

     - To jak w końcu było.

     -

47




Nijak- zdenerwowała się Diana - po za tym to wszystko twoja wina. Mogłaś do niego nie machać jak małpa w cyrku!

     Natalie ani trochę to nie zniechęciło dlatego zwróciła się do Ali.

      - Ty mi powiedz, co się wczoraj wydarzyło?

     Ala Spojrzała na Dianę, jakby chciała uzyskać rozgrzeszenie za to co zaraz powie.

     - No więc – zaczęła – nie spotkali się tak twarzą w twarz, pojawił się tylko na chwile pod lasem. Diana akurat była wtedy na balkonie i go zauważyła.

     - Śledził Cię?! – zawołała na całe gardło, przez co ponownie naraziła się pani profesor.

     Nauczycielka zastukała kostkami dłoni w stół, ironicznie i wybitnie piskliwie zapytała.

     - Drogie panie, czy ja Paniom nie przeszkadzam? - dziewczyny spojrzały zdezorientowane na nauczycielkę – co jest takie ważne, że cały czas przeszkadzacie mi w wykładzie!

     - Yyy nic takiego – odpowiedziała szybko Ala – przepraszamy.

     Stara profesorka zmierzyła je wzrokiem, wzieła trzy głębokie oddechy, założyła ostentacyjnie nogę za nogę i ponownie wróciła do monotonnego monologu o zastawce trójdzielnej. Lecz mimo upomnień i uwag ze strony wykładowcy Natalia długo nie usiedziała

48




w ciszy i ponownie podjęła temat tym razem szeptem.

     - Diana, musisz coś z tym zrobić.

     - Z czym? - zapytała udając, że nie wie o co chodzi.

     - Musisz dowiedzieć się kim jest.

     - Pff - machnęła ręką Diana.

     - Ala powiedz jej coś - naciskała Natalia.

     - Może ma rację?- poparła niepewnie pomysł.

     Diana spojrzała z politowaniem na swoją przyjaciółkę.

     - Nie chcę mi się nawet tego komentować.

     - W takim razie ja dowiem się kim on jest! - zadeklarowała Natalia.

     - Ale po co? - zdziwiła się Ala.

     - Bo mam przeczucie, że tak trzeba.

     - Powodzenia! - zadrwiła Diana - ale mnie w to nie mieszaj.

     Zakończyła dyskusję i choć sama miała podobne odczucia to wolała o tym nie mówić.
Ala i Natalia spojrzały tylko po sobie, a pani profesor widząc, jak Diana rozkłada się na ławce rzuciła kolejne upominające spojrzenie. Lecz w końcu zapadła cisza, więc profesorka zignorowała ostatecznie jej zachowanie. Więc zniesmaczona wznowiła przerwany wątek.

      Wykład trwał, coraz więcej znudzonych studentów przysypiało chowając się za plecami tych bardziej wytrwałych. Nieliczni próbowali nadążyć w notowaniem treści. A Ci bardziej sprytni

49




i odważni z ukrycia wysuwali aparaty telefonów i robili zdjęcia szybko przesuwającym się slajdom. Nawet Natalia zainteresowała się w końcu treścią zajęć. Ale w sumie to i tak dwie trzecie uczniów robiła wszystko tylko nie to, co miało cokolwiek wspólnego z kardiologią.
Jednak wykładowca tak bardzo wczuwał się w tematykę, że uchodziło im to na całkowicie na sucho. W pewnym momencie można było zaryzykować stwierdzenie , że sama pani profesor się swoim gadaniem znudziła. Gdyż ton jej głosu słab i stawał się coraz bardziej chrapliwy.
Jednak monotonia wykładu nie potrwała długo. Przerwało ją ciche chlipanie na końcu sali.
Początkowo nikt nie zwracał na to uwagi, ale kiedy płacz stawał się coraz głośniejszy i bardziej rozpaczliwy, wszystkie głowy zwróciły się w kierunku odgłosów. Drzemiącą Dianę znowu nawiedził koszmar. Ala widząc to dotknęła jej ramienia by ją obudzić. Lecz ona zerwała się nagle z przeraźliwym piskiem spadając z krzesła. Oszołomiona siedziała na podłodze próbując zrozumieć co się stało. Dotąd skonsternowani studenci wybuchnęli gromkim śmiechem. Przelało to czarę goryczy. Trzęsąca

50




się ze złości z furią w oczach pani profesor zagrzmiała z katedry.

     - Co wy sobie wyobrażacie! Co to za wrzaski?! – krzyczała. Dziewczyny zszokowane całą tą sytuacją nie wydusiła z siebie ani słowa.
Patrzyły tylko wielkimi oczami– koniec tego dobrego! Proszę opuścić zajęcia, natychmiast! - rzuciła na pożegnanie wskazując drzwi swoim kościstym palcem.

     Ala, Natalia i kompletnie oszołomiona Diana, nie czekając na kolejne upomnienie pośpiesznie opuściły zatłoczone pomieszczenie. Usiadły na pierwszej lepszej ławce, która znajdowała się w głównym holu uczelni. Diana siedziała pół przytomna po środku koleżanek ocierając łzy rękawem, trzęsąc się jak galaretka. Po chwili ciszy Ala zapytała.

     - Diana co to było? – ona tylko pokiwała głową wbijając oczy w posadzkę.

      Przez jej głowę w tym momencie przebiegało chyba z milion wariantów. Gonitwa myśli i tłum informacji omal nie pozbawił jej przytomności. Milczała tak przez chwilę, aż w końcu dostała olśnienia. Na początku się ucieszyła, że w końcu to wszystko zrozumiała ale zaraz potem uświadomiła sobie , że są w piekielnym niebezpieczeństwie.

     - Miałaś

51




rację - spojrzała energicznie na Natalię.

     - W czym?

     - Musimy odnaleźć tego mężczyznę.

     - Co ?! - zapytała Ala - o czym ty mówisz.. właśnie nas wyrzucili z zajęć..

     - To dzisiaj, to się wydarzy dzisiaj …- nakręcała się Diana.

     - Co takiego? – zapytała Natalia – o czym ty mówisz?!

     - Myślałam że mam tylko zwykłe koszmary, że to wina przemęczenia, ale to wszystko się wydarzy!!

     Dziewczyny patrzyły jak Diana wymachuje rękami i kompletnie nie mogły pojąć o czym ona opowiada. Miotała się od ściany do ściany i w końcu Ala postanowiła zareagować.

     - Uspokój się.

     - Musimy go odnaleźć - powtarzała Diana.

     - Poczekaj.. spokojnie nic się nie dzieje.

     - Nie! My nie możemy czekać! Nie ma czasu!

     - Ma jakiś atak histerii - stwierdziła Natalia - może trzeba zadzwonić po lekarza?!

     - Żadnego lekarza! - krzyczała dalej - musimy uciekać tu zaraz będzie istny koniec świata!

     Krzyki i wrzaski Diany zwróciły uwagę innych studentów i portiera, który już szedł w ich stronę by ustalić powód zamieszania.

     - Co się dzieje? - zapytał mężczyzna.

     - Nic nic - odpowiedziała Ala - koleżanka tylko trochę panikuje … egzaminy,

52




sesja wie pan o co chodzi.

     - Nie! to nieprawda - wyrywała się Diana- musi pan wszystkich ostrzec!
Portier patrzył na nią jak na opętaną.

     - Albo się uspokoi albo dzwonię po waszego opiekuna - zagroził dozorca.

     - Nie! Nie trzeba - uspokoiła Ala - zaraz się nią zajmiemy.

     I zaciągnęły Diane na schody. Górne piętro w tej chwili było puste więc tam usadowiły ją zaraz pod oknem na parapecie. Usiadła w końcu na chwilę ciężko dysząc. Ala patrzyła z coraz większym przerażeniem na przyjaciółkę.

     - Wdech nosem wydech ustami - mówiła lekko głaszcząc ją po plecach.

     - To nie poród - wtrąciła Natalia - ona wpadła w jakaś totalna panikę - spojrzała na rozszerzone źrenice Diany - o matko! Ona ma oczy jak pingpongi! Diana cośty brała.. jesteś naćpana?!

     - Nie jestem naćpana?!! - wrzasnęła co sił w płucach.

     Dziewczyny aż odskoczyły. Nie poznawały swojej koleżanki, która z zawsze wesołej i pełnej optymizmu, nagle zmieniła się w roztrzęsiona psychopatkę.
Diana załamała ręce. Spojrzała nieobecnym wzrokiem na Alę. Chciała jej jakoś to przekazać, wytłumaczyć ale nie wiedziała jak. W środku aż się jej kotłowało.

53




Czuła, że nie mają wiele czasu i że lada chwila wszystko się zmieni. Wzięła kilka głębszych wdechów i możliwie spokojnie jak tylko umiała powiedziała.

     - Słuchajcie, wiem że wygląda to źle, ale błagam was - westchnęła - błagam musicie mi uwierzyć.

     - Wytłumacz nam to jakoś- prosiła Ala.

     - Nie wiem jak to możliwe ale cały czas śniłam o tym samym. Myślałam, że to tylko tylko głupie koszmary, ale teraz już wiem, że to jest prawda , że to.. - urwała szukając w myślach kolejnych słów. Popatrzyła przez okno i jęknęła - o nie ..

      Ujrzała jak po niebie rozciągają się ogromne ciężkie chmury. Kolor obłoków przechodził od szarości przez bordo w granat kończąc się krwisto karmazynowymi odcieniami. Cumulonimbusy zasłaniały gęstymi pierzastymi kłębami cały nieboskłon, a w tle migały bezgłośnie błyskawice. Chmury były tak gęste, że ledwo trzymały się sklepienia. Wydawało się, że zaraz opadną i rozleją się po ziemi. Jeśli słońcu udało się przedrzeć przez gęsty dywan skondensowanej wody, to padało na ziemię brudnymi odcieniami łososiowego koloru. Kłęby niemal na oczach gnały pędzone wiatrem

54




, który targały grubymi konarami drzew, które gięły się pod jego naporem jak młode wierzby. Natalia z Alą też patrzyły z niepokojem na szalejącą pogodę.

     - Dobrze, że wzięłam parasol – szepnęła Natalia, przyklejając nos do szyby.

     - Tu nie pomoże parasol – skwitowała
ponuro Diana.

     Chciała znowu ponaglać swoje przyjaciółki, ale nieoczekiwanie jej nos dosłownie wyczuł wybawienie.
Przez główne drzwi wszedł tajemniczy mężczyzna, niosąc ze sobą zapach, który Diana już nie raz czuła kiedy spacerowała przez las, kiedy wracała nocą do domu, lub po prostu siedziała na balkonie. Zawsze tak jak niespodziewanie zapach się pojawiał tak szybko znikał. Był bardzo delikatny, ulotny lekko ziołowy. Był jak połączenie powietrza zimnego poranka z świeżo wypraną pościelą. Kierowana nosem pobiegła w kierunku schodów.

     - A ty gdzie się wybierasz?! – zapytała Ala.

     - To on!

     - Jaki on?! - sparafrazowała Natalia, lecz zaraz jak kiedy tylko jej pytanie wybrzmiało zrozumiała o kim mowa.

     Pośpiesznie razem z Alą popędziły za nią.
Chciały powstrzymać Diane, gdyż w tej sytuacji bały się co nowego może wymyślić. Jak wcześniej

55




Natalia chciała za wszelką cenę zapoznać się z nieznajomym tak teraz już nie była tego taka pewna.
Niestety nie zdążyły na czas dogonić Diany, która była zaledwie o parę kroków od celu.
Zniecierpliwiona krzyknęła w stronę mężczyzny.

     - Hej! Poczekaj.

     Nieznajomym od razu odwrócił się w jej stronę.
I wtedy znieruchomiała. Spojrzał na Dianę przenikając ją na wskroś swoimi błękitnymi oczami. Nawet nie drgnęła była jak zahipnotyzowana. Lecz mężczyzna nie tracąc czasu i bez żadnego tłumaczenia rzekł.

     - Dobrze, że cię szybko znalazlem. Musisz ze mną iść.

     Diana słysząc ten ciepły kojący głos, poczuła jakby spotkała starego przyjaciela, za którym bardzo tęskniła.

     - Kim jesteś? - zapytała niepewnie.

     - Wiesz, że nie ma czasu. Musimy iść - i złapał ją rękę.

     I Wtedy wtrąciły się jej koleżanki.

     - Ona nigdzie z tobą nie pójdzie - zawołała Ala - łapiąc za drugą rękę.

     - Zostaw ją! - bojowo dodała Natalia.

     - Nie rozumiecie - próbowała tłumaczyć Diana.

     Przyjaciółki były gotowe wręcz siła wyrwać Diane z opresji lecz całą sytuację natychmiast zmienił nagły ogłuszający grzmot, a zaraz potem na

56




ich głowy posypał się deszcz roztrzaskanej w drobny mak szklanej kopuły. Drobinki szkła rozsypały się po podłodze dźwięcząc niczym małe kryształowe dzwoneczki. Nim zdążyli zorientować się co się stało, niebo rozbłysło oślepiającym blaskiem. Niemal od razu huknął grzmot, który zatrząsnął ziemią, tak że ściany budynku zadrżały w posadach. Obecni przy tym inni studenci, z przerażenia milczeli i rozglądali się niezrozumiale. Diana spojrzała tylko na nieznajomego, a na jego łagodnych harmonijnych rysach dostrzegła ogromną troskę i strach. Chciała już coś powiedzieć, ale wtedy po korytarzu rozlał się przeraźliwy pisk kobiety. Echo spotęgowało dodatkowo paniczny krzyk. Diana poczuła, jak z głowy odpływa jej krew z przerażenia. Zaczęło się, dokładnie tak jak w jej śnie. Poczuła ogromną niemoc i zacisnęła mocno powieki by zaraz je otworzyć z nadzieją, że obudzi się po raz kolejny ze snu. Niestety kolejny krzyk wylał się komuś z gardła, a po nim niski chrapliwi jakby szept zwiastujący najgorsze. Już wiedziała , że to nie będzie kolejny koszmar. Poczuła jak dłoń mężczyzny powoli ciągnie ją do siebie.
Lecz

57




nagłe między nich wpadło coś strasznego rozrywając ich dłonie. Wielkie czarne cielsko warczące ochryple rzuciło się na nieznajomego. Powaliło go natychmiast na ziemię, przybliżając niebezpiecznie białe zębiska do jego gardła. Diana struchlała, patrzyła, jak stwór próbuje rozszarpać ów mężczyznę.

     - Diana uciekaj! – krzyknął odganiając stwora.

     Nie miała ochoty go tam zostawiać, chciała nawet mu pomóc, ale nie była to jedyna bestia. Kolejna zbliżała się do Ali. Wielkie jak lew na sterydach, pokryte czarną grubą łuskowatą skórą, z której przebijały gęsto kolczaste wypustki. Kolce pokrywały całe ciało jaszczura, aż po sam koniec długiego i grubego ogona, którym smagał co chwila tnąc ze świstem powietrze. I oczywiście wielki łeb z którego wyrastały bokami zaraz od żuchwy dwa silne rogi. Szło powoli zbliżając się do swojej ofiary i patrzyło nieustępliwie wielkimi czarnymi jak noc ślepiami. Oczami, które Diana widziała wiele razy w swoich snach. Jaszczur człapał ciągle w stronę Ali ślizgając się swoimi pazurami po płytkach. Ona stała nieruchoma z przerażenia łkając cicho. Diana rozpaczliwie próbowała

58




znaleźć sposób by pomóc przyjaciółce. Rozglądając się po korytarzu za czymś przydatnym spostrzegła gaśnicę. Natychmiast złapała ją w ręce. Odbezpieczyła i podbiegła do jaszczura, zalewając go spora ilością płynu gaśniczego. Zwierz zawył donośnie, a Ala i Diana korzystając z okazji natychmiast zaczęły uciekać co sił w nogach.

      I tak jak ostrzegała rozpętało się piekło. Do wnętrza szkoły wdzierały się kolejne bestie. Stary portier chciał je jakoś powstrzymać lecz nie miał z nimi najmniejszych szans. Ledwo zamknął drzwi, a dwa jaszczury przebiły się przez szybę rozdzierając go na strzępy.
Przerażeni studenci i nauczyciele na oślep biegali w przerażeniu taranując się nawzajem. Byli tacy którzy uciekali prosto na ulicę, inni zaś licząc na bezpieczne schronienie w murach uczelni wbiegali do środka wprost w szereg rzędów zębów i kłów.
Zewsząd słychać było krzyki, wrzaski i błaganie o pomoc. Aby tego było mało grzmoty ogłuszały, a błyskawice oślepiały swym nienaturalnie jaskrawym światłem. Chaos i zagłada nie do powstrzymania. Jak sam środek wojny gdzie wybuchały miny , wystrzeliwały armaty i

59




grzmiały działa.
Mimo wszystko Ala z Dianą na przekór przeznaczeniu próbowały oszukać śmierć i co sił przebierały nogami uciekając przed jedną z bestii.
Ala spojrzała za siebie i ujrzała, jak pędzi za nimi potwór.

     - Szybciej! – krzyczała – jest tuż za nami!

     Diana także odwróciła się i gdyby nie instynkt przetrwania umarłaby chyba ze strachu na widok ziejącej paszczy stwora. Biegły dalej w stronę sali gimnastycznej. Chciały uciec na zewnątrz, by jak najszybciej znaleźć się na otwartej przestrzeni, gdyż tu były jak sardynki w puszce zgniecione w tłumie innych przerażonych osób. Dobiegły do zakrętu zza którego niespodziewanie wybiegła grupka studentów, a zaraz za nimi bestia, która jednym susem doskoczyła do nich i przegryzła niemal na pół jednego z nieszczęśników. Zobaczyły tylko jak krew chlusnęła o ściany. Na ten widok nogi same ugięły się im w kolanach.
Ta chwila zawahania byłaby śmiertelnie kosztowna lecz zanim dwa jaszczury rzuciły się na dwie zbłąkane blondynki, jeden z piorunów walnął w ścianę i eksplozja rzuciła kawał ściany w dwie bestie miażdżąc w jeden chwili. Grzebiąc pod gruzami

60




resztę ciekających uczniów. W ciągu krótkiej chwili wydarzyło się tak dużo, że nie były wstanie nawet wydać najcichszego okrzyku. Ścięgna wciąż silnie napięte zaczęły drgać w izometrycznym napięciu. Aż w końcu szare komórki, przesłały obraz do oczu, które patrzyły na wylewająca się posokę spod betonu. I w końcu głową zrozumiała, że taki widok oznacza kłopoty. Ocudzone tragicznym widokiem schroniły się za maszyną do kawy, by dać odpocząć płucom, które ledwo nadążały nad dostarczaniem powietrza. Przyparły się do ściany, nie mogąc powstrzymać wciąż szalonego tętna.

     - Co to jest! - jęknęła Ala - Diana pokręciła
głową Diana - co się dzieje?! - zapiszczała jeszcze bardziej zrozpaczona.

     - Nie wiem! - zawołała w końcu i Diana.

- Ty nie wiesz?! - wyrzucała przyjaciółce- podobno coś przeczuwałaś ?!

     - Ja chciałam uciekać!

     - Ale gdzie?! Jak ?! - chrypiała szlochając - i zgubiliśmy Natalię w dodatku.

     - Wiem - zgodziła się bólem - nawet nie wiem którędy pobiegła.

     - Wyjście ewakuacyjne! - zawołała nagle Ala.

     Diana spojrzała na białe drzwi, które nieśmiało wyłaniały się w parę metrów

61




dalej.

     - Niby blisko, ale w tej sytuacji to cholernie daleko - jęknęła żałośnie Diana.

     - Nie ma na co czekać. Wyglądnij tylko czy jest bezpiecznie i wiejemy.

     Diana słysząc to potępięleczo poparzyła na Ale , że zrzuca na nią to najgorsze zadanie. Lecz nie mając czasu na przepychanki wychyliła się ostrożnie zza ściany maszyny i zerknęła czy nie ma tam jaszczura.

     - Czysto - szepnęła i pobiegły w kierunku wyjścia.

      Gdy dotarły do drzwi bez zastanowienia złapały za klamkę i wypadły na zewnątrz, ale tam wcale nie było lepiej. Po ulicy biegali spanikowani ludzie, którzy uciekali na oślep przed jaszczurami. Wyły syreny miasta nawołujące do ewakuacji. Gdzies w dali migały koguty policji. Budynek naprzeciwko trawił pożar wyrzucając z siebie czarny dym, a języki ognia wiły się wysoko sięgając niskiego nieba, które sprawiało wrażenie, że zgniecie zaraz wszystkich czarna płachta chmur. Powietrze było gęste i chropowate, dziwny wszechobecny pył wirował dookoła i wdzierał się w oczy, usta i nos. W dodatku śmierdziało spalonymi włosami i skórą, jak wtedy kiedy ktoś zapomniał zmyć samoopalacza.
- Co to jest ?! -

62




zmarszczyła brwi Diana otrzepując but z prochu.
I nagle odpowiedź przyszła prosto z nieba. Potężny odrzut, uderzył nimi o ścianę. Jeden z piorunów walną, tuż obok nich. Z duszącym bólem w piersiach od popiołu i mocy jakie im zaserwowano podniosły się z wolna, lecz to co zobaczyły ponownie zwaliło je z nóg. Gromy siarczyście sypały się na ziemię. Błyskawica za błyskawicą waliły w ludzi, a kto nie uciekł rozsypał się jak dmuchawiec na wietrze. Tam gdzie nie było człowieka, wypalało ogromną dziurę, topiąc kamienie i asfalt. Wyglądało to, jakby mityczny Perun, rzucał piorunami spomiędzy gęstych kłębów chmur. Przerażone tym widokiem tak szybko jak wybiegły z uczelni tak szybko schroniły się z powrotem do środka. Niemal na czworakach sapiąc padły pod oknem.

     - Nadal chcesz uciekać na zewnątrz?!

     - Niee - pokręciła szybko głową Diana- to był jednak zły pomysł - dodała trąc przypaloną na łokciu skórę.

     - Nie damy rady - załamała ręce Ala - umrzemy tu!

     - Damy radę! - uspokajał Diana.

     - Jak?! Widziałaś co dzieje się na zewnątrz! Ludzie dosłownie wyparowali w powietrzu!!

     - Wiem widziałam! - zaskamlała

63




ciągnąć bezlitośnie cebulki mlecznych włosów, walcząc z rozdzierającą rozpaczą i beznadzieją - Ale mamy tu czekać? Na co?! A co z Natalia i Patką … Musimy chociaż spróbować je odszukać - dodała już nieco silniejsza.

     Ala spojrzała zrezygnowanym wzrokiem ale z nadzieją w głosie.

     - Myślisz że jeszcze żyją?

     - Oby…- westchnęła ciężko Diana.

     Choć nie miały kompletnie pojęcia co dalej robić to nie było im dane dłużej się zastanawiać. Złudnie bezpieczne schronienie spowodowało, że zbyt długo zabawiały w jednym miejscu i niestety ponownie namierzył je kolejny jaszczur. Ledwie zdołały pozbierać się z posadzki, a już pędziła na nie ociekająca krwią bestią z piekła rodem.

     Rzuciły się ponownie do ucieczki. Mimo że, dawały z siebie co mogły to stwór i tak je doganiał. Czuły niemal chrapliwy dech bestii na swoich karkach. Na trzęsących się nogach dobiegły do sali gimnastycznej. Wpadły rozpędzone do środka zatrzaskując drzwi za sobą, licząc że ciężka brama zatrzyma bestie choć na chwilę. Lecz potwór nie dawał za wygraną. Po chwili usłyszały trzask wyłamywanych futryn. Ich jedynym najbliższym

64




schronieniem stał się wtedy schowek na piłki. Więc tam skierowały resztkę swoich sił. Wtedy jakby czas zwolnił, kiedy każda odliczała w myślach ostatnie kroki do lichej oazy bezpieczeństwa. Diana już wyciągała rękę do klamki, lecz jaszczur, odbił się na swych mięsistych łapach i skoczył za nimi w powietrzu. Na szczęście całym swym pędem grzmotnął o ścianę i na ułamek sekundy stracił orientację. Dziewczyny ledwie zdołały wbiec do środka, a stwór już zaczął walić rogatym łbem by ponownie wyrobić sobie przejście do swoich ofiar.
Tłukł jak taran, wściekle i rytmiczne, aż po kolejnym uderzeniu, przebił jednym rogiem część odrzwi i z ochrypłym rykiem wystawił zębiska, próbując dostać choć kawałek swojej zdobyczy. Ala prawie zemdlała. Diana wrzeszczała jakby by to miało odstraszyć bestie. Drzwi z sekundy na sekundę stawiały coraz słabszy opór, a futryny coraz słabiej trzymały się muru. Dziewczyny, ze łzami w oczach liczyły w myślach ostatnie minuty swojego życia. Lecz gdy wydawało się, że to będzie ich koniec, niespodziewanie po korytarzu rozległ się przeraźliwy skowyt. Bestia natychmiast zatrzymała

65




się i po chwili poczłapała w kierunku nie zindentyfikowanego odgłosu.
Zaskoczone tym przyjaciółki nieruchomo nasłuchiwały. Nie dosłyszały obecności stwora, który nie wiedzieć czemu nagle porzucił swój pewny łup. Podniosły się powoli i już chciały się wyściskać z radości, że żyją lecz, szalejąca burza wzniosła się na wyżyny mocy.
Najpierw rozlał się błysk, świsnęło jakby powietrze naładowało niewidzialne działo, i wtedy na ziemię huknął taki grom, jakby z ziemią zderzył się meteoryt. Fala uderzeniowa rozlała się szeroko zwalając z nóg Ale i Diane. Nieprzytomne padły pośrodku składziku zasypane piłkami i przygniecione regałami. Wszystko ucichło i całe szaleństwo uspokoiło się. Nikt już nie krzyczał i nie uciekał, natychmiast zapadła martwa cisza.

      Diana z wolna wracała do przytomności. W uszach jej piszczało, a głowa pękała z bólu. Zdezorientowana chciała się podnieść, lecz szybko zobaczyła, że leżą nad nimi zawalone na zakładkę półki. Nie mogła się ruszyć gdyż noga ugrzęzła jej pod jedną z szuflad. Dojrzała jak obok niej leży nieprzytomna Ala. Nie ruszała się, więc

66




próbowała nawiązać z nią kontakt.

     - Ala, żyjesz ? - lecz nie odpowiedziała - Ala słyszysz mnie ?!

     W końcu drgnęła nieznacznie. Była bardziej przygnieciona niż Diana, więc ruszyła tylko ręką skamląc cicho.

     - Żyje.

     Damian odetchnęła z ulgą.

     - Czy możesz się ruszyć jakoś?

     - Nie bardzo - odpowiedziała Ala próbując choć trochę się podnieść.

     - Nie dobrze - westchnęła Diana.

     Czuła jak napór regału dociska jej nogę. Zaczęła szukać czegoś czym by mogła choć trochę podważyć szafkę i uwolnić kończynę. Na szczęście tuż pod jej głową leżały stalowe oszczepy. Wzięła jeden i wsunęła pod regał. Resztkami sił oparła się całym swym ciężarem na metalowej żerdzi. Choć regał był duży udało się jej zrobić odrobinę luzu i wyciągnęła nogę. Pozwoli i z wyczuciem uniosła potem odrobinę szafkę by móc na dobre się oswobodzić. W końcu się wyprostowała i wtedy poczuła jak bolą ją wszystkie kości. Coś mokrego lało się jej po po szyji. Przyjechała palcami i namacalna stróżkę krwi. I wtedy już wiedziała, czemu tak boleśnie czuje bębenki i cały aparat słuchowy.

     - Ej! Wyciąg mnie w końcu -

67




ponagliła ją Ala.

     Więc szybko zabrała się za odgrzebywanie koleżanki. Tym razem było jej dużo ciężej, gdyż najpierw musiała odrzucić pokaźną kolekcję piłek do siatki, kosza i piłki ręcznej. A kiedy to już zrobiła, ponownie musiała się mierzyć z regałami, które na jej szczęście były aluminiowymi roboczymi regałami, otrzymane w spadku od jakiegoś pedanta garażowego. Po chwili przepychanek z meblami obie były już na nogach. Choć mocno poobijane to bardzo szczęśliwe. W końcu żyją, a to w tej chwili było nie lada wyczynem. Ze zdumieniem patrzyły na zawalony składzik, nie mogąc przypomnieć siebie ostatnich wydarzeń.

     • Co tu się stało?! - rozglądała się Ala - jak tu trafiliśmy - złapała się za głowę, a zaraz potem syknęła, gdy poczuła piekący ból z krwawiącej czaszki.

     -Uciekałyśmy- dedykowała Diana i kiedy zobaczyła strzaskane drzwi, od razu przypomniała sobie dalszą część - uciekałyśmy przed tym czymś…- i wskazała palcem otwór.

     Ala skrzywiła się i pobladła, bo też pamięć szybko wróciła razem z strasznymi obrazami.

     -Jak myślisz poszło sobie? - zapytała chudzina kuląc się by dojrzeć coś

68




przez poszarpane drzwi.

     -Nie mam zamiaru sprawdzać.

     - Musimy stąd wyjść - stwierdziła Ala - ale drzwiami na pewno nie damy radę - dodała patrząc na zabarykadowane szafami wejście

     Diana rozglądnęła się i kiwnęła głową w stronę okienka.

     - Powinniśmy się jakoś przecisnąć.

     Ala spojrzała na małe okno składziku z pewną dozą nieufności ale wiedziała ,że innego wyjścia nie mają. Więc nie myśląc wiele, Diana tym samym oszczepem wybiła kilkoma ruchami całą szybę. Strzepała okruchy szkła i jako pierwsza wspięła się na okno. Po chwili stękania i jęczenia wygramoliła się na zewnątrz. Zaraz za nią Ala i tak obie znalazły się na na tyłach uczelni, gdzie był duży parking.
Na dworze powiedzieć, że było lepiej to jak nic nie powiedzieć. Gdyż w tej chwili, jedyne co można było usłyszeć to szelest zerwanych liści, które wirowały jak małe trąby powietrzne. Ogołocone drzewa machały połamanymi ramionami, skrzypiąc czasem jakby się chciały pożalić matce naturze, że tak biednie wyglądają. Burza ucichła, zostawiając wciąż na niebie ciemną woalkę, która zalewała miasto ponura łuną.

     -Jak tu cicho - szepnęła

69




do siebie Ala niepewnie rozglądając się.
Diana wbiła oszczep w ziemię wyraźnie pogrążona w myślach.

     - I co teraz? – zapytała Ala licząc, że przyjaciółka ma jakieś rozwiązanie.

     - Nie mam pojęcia – odpowiedziała Diana patrząc w dal jakby wypatrując kogoś.

     Ala zaplotła ręce na piersiach kuląc się trochę przed porywistym wiatrem.

     - Nie możemy tu tak stać i czekać, aż nasz znowu coś napadnie.

     Diana milczała patrzyła tylko przed siebie ściskając oszczep w dłoni.

     - O czym myślisz?

     Diana w końcu spojrzała na Ale i odparła.

     - Nie spodoba Ci się to.

     - Co ty kombinujesz?

     - Chyba wiesz co …

     - Chcesz go odnaleźć.

     Diana pokiwała głową.

     - To nasza jedyną szansa.

     - Myślisz że o tym wszystkim wiedział?

     - Tak. Właśnie po to po mnie przyszedł - odparła pewnie Diana.

     - Skąd ty to wiesz? A no tak śniło Ci się - stwierdziła zaraz.

     - I co nie miałam racji ?! - zawołała Diana machnąwszy ręką na pobojowisko.

     - Przepraszam ..- westchnęła Ala - po prostu nadal w to wszystko nie mogę uwierzyć.

     - Ja też tego nie rozumiem, ale to jedyne co przychodzi mi do głowy.

     - Mam nadzieje, że wiesz co robisz – skwitowała

70




Ala.

     - Ja też - sapnęła Diana – ja też ...

     Koniec części pierwszej.

71




Wyrazy: Znaki: