Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 103
Dzisiaj w pracowni: 2
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Ostatni wagonikonka kopiowania

Autor: Monika Mara twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Dobiegliśmy do torów o kilka sekund za późno. Byśmy ich dogonili, gdyby tuż przed nosem nie pojawił się pędzący pociąg. Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy się zatrzymać i poczekać. Wreszcie ostatni wagon przeleciał z hukiem. Wybiegliśmy na tory. Obróciłem się dookoła kilka razy rozglądając się. Słońce mocno świeciło i musiałem zasłaniać oczy żeby cokolwiek widzieć. Tory szły jak strzała prosto ze wschodu na zachód, albo jak kto woli z zachodu na wschód. Od strony południowej ciągnęły się pola rzepaku czekające na zbiory. Od strony północnej, kilka metrów od torów wyrosła ciemna ściana lasu. W miejscu w którym ostatni raz widziałem portal została tylko krecha wypalonej trawy. Podeszłem do niej i kucnąłem. Przejechałem po niej palcami. Zimna.
- Niech to! - uderzyłem pięścią ziemię jakby to ona zawiniła.
- Przykro mi, Paweł. -Tomasz bezszelestnie podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu. Nie lubiłem tego. - Tym razem się nie udało.
- Ale to właśnie tym razem miało się udać! Gdyby nie ten pieprzony pociąg … - wziąłem z ziemi pierwszy z brzegu kamień, poderwałem się i rzuciłem w stronę w

1




którą odjechał, jakby jeszcze miał szansę do niego dotrzeć. Nawet gdybym teraz go trafił i zdołał wykoleić, nic by to nie zmieniło. Gotard ze swoją drużyną przeszli na drugą stronę. A razem z nimi Michał.
Jego drużyna liczył pięć osób. Jestem ja. Jest Tomasz, zawsze opanowany, nawet kiedy jego ostatnia dziewczyna koniecznie chciała wyprowadzić go z równowagi. Tadek, zawsze pierwszy, nie ważne czy chodziło o imprezę czy o wejście do zaminowanego budynku. I pierwszy spotkał się ze śmiercią. Gotard dopadł go podczas przechodzenia przez portal. Zamknął go w idealnym momencie. Jedna połowa Tadka przeszła, druga została po tej stronie. W tym momencie, gdyby Krzysiek mógł, to sam gołymi rękami wyciągnął by Gotarda z zaświatów zabijając go nieskończoną ilość razy. Nie miał takiej mocy. Nie miał jej nawet na tyle, żeby zabić go jeden jedyny raz stając nim oko w oko w jaskini sowiej. Nie wiem czy zabiła go żądza zemsty czy nienawiść. W sumie to tak naprawdę nie ma znaczenia. W chwili śmierci nic nie ma znaczenia. Oprócz oczywiście tego, że nie żyjesz. No i Michał. Jego dorwał żywego. Nasz mózg, znający się jak mało

2




kto na naszej technologii i poznający nowinki Obcych. Obcy, tak właśnie ich nazywaliśmy. W kombinezonach czarnych jak najgłębsza noc, od czubka głowy do stóp. Zdawało się, jakby pochłaniali z najbliższej okolicy całe światło. Z dziwnym dźwiękiem wydobywającym się z okolicy głowy. Nikt nie wiedział skąd są. Co chcieli? Tego co wszyscy, niezależnie od tego skąd pochodzą. Władzy.
- Sprawdź, gdzie teraz będzie otwarta strefa! - zapytałem Tomka. Całkiem przypadkiem staliśmy się posiadaczami urządzenia pokazującego, w której strefie możliwe jest otworzenie portalu. Nie udało im się osiągnąć takiej techniki, żeby pojawiać się dokładnie w danym miejscu w którym chcą. Na szczęście dla nas. Dzięki temu możemy być w pobliżu i spróbować chociaż trochę pokrzyżować im plany.
- Dwudziesta druga. Możemy iść do “Gargulca”. Dają tam dobre hamburgery, a zjadłbym coś.
- No to jedźmy. Samochód, jak słyszałem, już na nas czeka.
U “Gargulca” nie było za dużo ludzi. Jedna para siedziała przy barze zajadając jakieś kawałki mięsa z frytkami. Koło talerzy stały kufle wypełnione złotym płynem. Nie pamiętał kiedy

3




ostatni raz pił piwo. Lub jakikolwiek alkohol. Od ponad pół roku, od kiedy pojawili się Obcy, był w pełnej gotowości. Usiedli przy stoliku pod ścianą. Stąd był dobry widok na całą salę, na wejście i częściowo na ulicę, przez duże okno. Nigdy nie było można zostawić odkrytych pleców. Nawet podczas odpoczynku. A może zwłaszcza podczas odpoczynku. Przy stoliku z lewej strony brodaty mężczyzną siedział z nosem w smartfonie i lewą ręką co chwila sięgał po frytki. Zamówiłem hamburgera z podwójną porcją wołowiny, Tomek dużą pizzę. Ciągle się zastanawiam jak on może pochłaniać tyle jedzenia i być tak chudy. Do picia oboje zamówiliśmy po piwie bezalkoholowym.
- Jak myślisz? - zapytał kiedy kelner przyniósł zamówienie - Po co zabrali ze sobą Michała?
Też się nad tym zastanawiałem.
- Nie wiem. Może myślą, że w ten sposób damy im spokój? - zatopiłem zęby w olbrzymiej bułce ociekającej tłuszczem.
- Nie chce mi się w to wierzyć. Powinni zdawać sobie sprawę z tego, że to nic nie zmieni. - wziął łyka piwa. - stawka jest za wysoka.
Miał rację. Jak prawie zawsze. Para przy barze skończyła już swój posiłek i

4




wyszła.
- Jak myślisz? - tym razem to ja zadałem pytanie - Mamy jakieś szanse żeby go wyciągnąć?
- Nie mam pojęcia. - oparł się. Rękami obracał kufel i przyglądał się na kręcący się w środku płyn. - Jak ktoś już wylądował po drugiej stronie, to wracał albo martwy, albo w ogóle. A poza tym. - spojrzał na mnie. - Nie mamy jak się tam dostać.
Tak, to był problem. Wiedzieliśmy w którym sektorze może otworzyć się portal ale sami tego nie potrafiliśmy. Mogliśmy tylko czekać aż oni to zrobią.
Tomek wyciągnął z kieszeni kurtki urządzenie portalowe i spojrzał na ekran.
- Dziwne. - nie spuszczał z niego wzroku. - Dostałem sygnał dźwiękowy ale na ekranie nie ma nic.
- Jak to?
- Jeżeli otworzyli przejście to dosłownie na parę sekund. Coś nowego.
Prawie bezszelestnie otworzyły się drzwi. Kątem oka zobaczyłem wchodzącego mężczyznę. Kierował się prosto w stronę naszego stolika. Spojrzałem na niego. Średniego wzrostu, średniej budowy, ciemne oczy, ciemne włosy. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Oprócz jego czarnego stroju. W tej pochłaniającej czerni chodzą tylko Oni. W chwili kiedy to do mnie dotarło

5




chciałem się zerwać, jednak Tomek chwycił moje przedramię i zostałem na miejscu. Czyżby Oni wyglądali tak samo jak my? Czy to człowiek, który przeszedł na ich stronę lub został zmuszony by do nich dołączyć? Przybysz podszedł do nas z delikatnym uśmiechem za który mogłem bez zastanowienia wystrzelić w niego cały magazynek. Usiadł na krześle naprzeciwko mnie. Chwilę milczał, po czym powiedział zwykłym głosem:
- W końcu spotykamy się twarzą w twarz. - nie odpowiedziałem. Czekałem na to co ma do powiedzenia zanim rozkwaszę mu nos. - Mimo że kilka razy pokrzyżowałeś mi plany pomyślałem, że ten jeden, jedyny raz dam ci szansę.
“Kim on do diabła jest?” pomyślałem. Chyba odczytał to niezadane pytanie z mojej twarzy, bo odparł z tym swoim pieprzonym uśmiechem:
- Przepraszam was bardzo. Powinienem najpierw się przedstawić. Jestem Gotard.
Jakby mi strzelił w twarz. Zaczęło się we mnie gotować. Nie musiałem patrzeć na Tomka, żeby wiedzieć jak i on zareaguje na tą informację. Zanim para ze mnie wybuchnęła, odparłem cicho i spokojnie:
- Już nie żyjesz. - przechylił delikatnie głowę na lewą stronę.
- Nie chcesz się

6




dowiedzieć co z członkiem twojej ekipy?
- Co zrobiliście z Michałem?
- Jeszcze nic. Reszta zależy od ciebie.
- Skąd mam pewność, że nic mu nie jest? - Gotard sięgnął ręką pod pazuchę, w tym momencie Tomek błyskawicznym ruchem wyciągnął laserowy pistolet i lufa zatrzymała się kilka centymetrów od głowy obcego. Ten nic sobie z tego nie robiąc, wyciągnął tablet.
- Możesz to odłożyć. - dopiero teraz spojrzał na mojego kompana. - Zapewniam cię, że pozwoliłem na to ten jeden jedyny raz.
- W porządku, Tom. - powiedziałem. Bez słowa usiadł i schował broń. Gotard podał mi tablet. Wziąłem go. Na ekranie zobaczyłem Michała. Siedział ze spuszczoną głową na krześle z wysokim oparciem. Ręce miał przymocowane stalowymi obręczami do podłokietników.
- Skąd mam wiedzieć, że to nie jest stare nagranie? - chciałem oddać sprzęt ale powstrzymał mnie ruchem dłoni. Z kieszeni spodni wyciągnął smartfona. Tym razem Tomek nie zareagował. Wiedziałem, że jakby tylko poczuł najmniejsze zagrożenie zareagowałby, nie zważając na groźby Gotarda.
Gotard wybrał numer. Chwilę czekał na odpowiedź po drugiej stronie linii.
- Zafunduj

7




coś naszemu nowemu gościowi.
Na ekranie pojawił się ruch. Więzień podniósł głowę do góry. Ze skroni i ust płynęła mu krew. Prawe oko spuchło. Zbliżyła się do niego postać w tej piekielnej czerni i uderzyła go w twarz pięścią. Głowa poleciała do tyłu i zatrzymała się na oparciu.
- Wystarczy. - powiedziałem. Godfryd rzucił coś do telefonu i czarna postać zniknęła z ekranu. Został tylko Michał. Odwróciłem wzrok od ekranu.
- Sprawa wygląda tak. Oddam ci twojego kompana żywego i prawie nienaruszonego za tydzień. Pod jednym warunkiem. - nie spuszczał ze mnie wzroku. - Ty, razem z resztką swojej drużyny znikniecie na tydzień. Zostawisz sprzęt i nie będziesz się pojawiał w żadnej aktywnej strefie w tym czasie.
- Coś jeszcze? - zapytałem kiedy wydawało mi się, że skończy swój wywód.
- Nie, tylko tyle.
- Tylko tyle. - powtórzyłem. Naszła mnie myśl, że się mnie boi. On. Obcy. To nie miało sensu. Chyba, że wcale nie był obcym, a tylko człowiekiem. Tak jak ja czy Tomek. A jeżeli tak jest to jego i jemu podobnych można zabić tak samo łatwo jak nas. Tylko skąd mają taką technologię?
- Zastanów się. - wstał.

8




Podniosłem tablet z Michałem na ekranie, żeby mu go oddać. Podniósł rękę i przecząco pokiwał głową. - Zostaw to sobie. Będziesz wiedział co się z nim dzieje niezależnie od tego jaką podejmiesz decyzję. - Odwrócił się i już miał odejść kiedy rzuciłem do niego jedno krótkie pytanie.
- Dlaczego? - nie odwracając się odpowiedział:
- Jesteś jedynym godnym mnie przeciwnikiem. Szkoda by było gdybyś tak po prostu zginął. - wyszedł bezszelestnie zamykając drzwi.
Siedziałem wpatrując się w wejście. Musiałem poukładać sobie wszystkie informacje. Zwłaszcza te najbardziej nieprawdopodobne, które pięściami dobijały się do mojej głowy, żebym je wpuścił i je wysłuchał.
- Czegoś tu nie rozumiem. - usłyszałem Tomasza. Chciał coś jeszcze powiedzieć ale powstrzymałem go ruchem ręki i pokazałem na tablet. Musieliśmy coś z nim zrobić. Wątpię, żeby nasi obcy zrezygnowali z takiej okazji i nie uruchomili na nim kamerki z mikrofonem i GPSa. Sam bym tak zrobił. Poprosiłem rudego kelnera o rachunek. Zostawiłem mu stówę i nie odzywając się wyszliśmy w oślepiające słońce.

9




Wyrazy: Znaki: