Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 99
Dzisiaj w pracowni: 3
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Hotel Nostradamus- zbiór opowiadań cz.1 (Zwierzaczek i Prolog)ikonka kopiowania

Autor: Jakub Zamojski twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Prolog

     Była godzina blisko północy. Lekko otyły mężczyzna w granatowym mundurze ochroniarza przesuwał światłem latarki po ścianach, na których nic nie wisiało. W zasadzie większość obiektu wyglądała na opuszczoną. W mroku spowijającym korytarze dało się usłyszeć powolne tykanie zegara. Tik-tak tik-tak. Ochroniarza bawiło to, że na ścianach nie wisiało nic oprócz okrągłego zegara, napędzanego na cienkie bateryjki. Mężczyzna był zmęczony. Ten dzień był dla niego wyjątkowo ciężki. Samochód musiał zostać oddany do naprawy, a jego żona prawie go nakryła na zdradzie, gdy na jego telefon przyszła dwuznaczna wiadomość. Czas wydawał się spowalniać. Powieki zaczęły opadać mężczyźnie, zasłaniając mu oczy. W pustym obiekcie nie posiadał własnego kątu gdzie, jak każdy stróż prawa mógłby odpocząć. Nogi mu się ugięły. Przykucnął przy żółtej ścianie w jasnopomarańczowe wzory przypominające trójwymiarowe sześciany. Zgasił latarkę, na telefonie tak jak zawsze nie było zasięgu. A wszystko przez motto mówiące o tym, że ochroniarz ma być skupiony na pracy, a nie na graniu w gry mobilne. Ustawił budzik na

1




drugą nad ranem i oparł swoją głowę na drobnym pudle, które miało w sobie kilka okrągłych dziur. Ciche dźwięki ruszających się wskazówek tworzyły cudną kołysankę, ale mimo to wydawały się straszne. W pustym pomieszczeniu dało się zobaczyć tylko biegnące z sufitu jasnozielone światło, które oznacza wyjście ewakuacyjne w razie pożaru. Ochroniarz położył nabitą berettę z magazynkiem na czternaście naboi po swojej prawej stronie. Zasnął. 

     Wybiła północ, potem pierwsza i w końcu druga. Budzik zadzwonił. Strażnik niemal natychmiastowo otworzył oczy, mrucząc pod nosem niezrozumiałe ciągi wyrazów. Korytarz był wciąż pusty. Jednak strażnik miał dalej dziwne wrażenie, że coś się zmieniło. Błądził myślami, zastanawiając się nad zmianami w jego otoczeniu. Chwycił berettę i podniósł się z podłogi. Bolesne ukłucie w czterdziestoletnim krzyżu przypomniało mu, że nie ma już osiemnastu lat. W jego życiu wszystko wyglądało na monotonne. Jego ciche myślenie przerwał dzwonek telefonu stacjonarnego na końcu korytarza. To była pierwsza taka sytuacja, kiedy strażnik na służbie usłyszał dzwonek drobnego, brudnego

2




telefonu przypiętego do kabla. Naturalne było, iż strażnik się zdziwił nieoczekiwanym połączeniem. Poszedł powolnym krokiem naprzód, tuż do drobnego plastikowego telefonu. Podniósł słuchawkę. Ostry dźwięk, przypominający chuchnięcie prosto w mikrofon przeszył bębenki nocnego stróża. Mężczyzna trzasnął słuchawką o bazę. 

     - Pieprzone małe gówniarze, żarty telefoniczne sobie robią znowu! - krzyknął. Promień światła załączonej latarki padł na kabel, który wyglądał na przegryziony przez szczura. Światło w pokoju błysnęło, ujawniając jasne, puste korytarze. Strażnika przeszły ciarki, tak mocno, że aż upuścił latarkę na podłogę. Przez interkom rozległ się zimny metaliczny głos, przypominający 

     drapanie po tablicy pazurami. Mimo to głos wydawał się uradowany i entuzjastyczny. 

     -,, Jesteś naszym nowym zwycięskim klientem. Zagraj z nami w prostą grę, aby zdobyć cudne nagrody. Jak śmierć, śmierć i śmierć.,, - Nagranie te zdawało się przeskakiwać w miejscu rysy płyty winylowej, czego smutnym zbiegiem okoliczności było dane mrożący krew w żyłach słowo. Czy tak było? Płyta zwalniała, tworząc

3




wysoki głos na przemian z niskim, mówiący; śmierć, śmierć, śmierć, śmierć, śmieeeerććć. Telefon był wyposażony w wyświetlacz analogowy wraz z zegarem, na którym godzina zmieniła się na 77:34. Obraz na zegarze obrócił się, ukazując prosty napis, skonstruowany z czterech cyfr, Hell. Piekło. Prawdopodobnie nieistniejące miejsce wymyślone przez duchownych, aby pilnować i kontrolować wiernych. Stróż był ateistą, nie wierzył w moce nadprzyrodzone; wampiry, wilkołaki, duchy wszystko to wymyślone, aby straszyć dzieci. Uważał się za inteligenta. Światło zamigotało, następnie gasnąc. Strażnik parsknął śmiechem. 

     - Nie ze mną takie numery. – Przeszedł korytarzem mijając metalowe drzwi, drzwi, które zawsze były zamknięte łańcuchem. Jednak teraz sprawa wyglądała inaczej, drzwi były lekko uchylone. Chwycił berettę w dwie ręce i przyłożył ją sobie do skroni, tak jak to robią postacie w filmach akcji, kiedy szykują się do mocno zakrapianej krwią strzelaniny. Zawsze marzył, aby w jego życiu wydarzyła się jakaś przygoda. Posunął nogą po posadzce, otwierając metalowe drzwi. Prowadziły do piwnicy. Było chłodno. Z

4




pomieszczenia dobiegał słodki smród, przypominający zapach przegrzanej chłodni. W środku panowała mgła. Ochroniarz zszedł po schodach. 

     ***

     Policjanci uderzyli w drzwi magazynu. Pistolety mieli uniesione do poziomu oczu. Drzwi się nie otwierały. Generał Jack Brinson, który dowodził akcją, wydał prosty ruch ręką nakazujący obejść magazyn dookoła szukając innego wejścia, a następnie kolejny ruch nakazujący ustawienie radiowozów w sposób, aby każdy gliniarz miał osłonę na wypadek strzelaniny. Po kwadransie grupa policjantów mająca obejść magazyn nadała komunikat, że w pobliżu nie ma innych wejść. Jack nakazał przynieść taran i wyważyć drzwi do magazynu. Policjanci postąpili zgodnie z zaleceniem. Grupa sześciu mundurowych ustawiła się przy drzwiach. Trzymając taran, zadali jedno uderzenie, potem następne, kolejne i następne. Walenie przypominało kroki. Drzwi wytrzymywały uderzenia wręcz nienaturalnie. Były zamknięte na łańcuch, który nie dawał się zerwać. Jeden policjant podskoczył wbiegając na okno. Drzwi się otwarły, a funkcjonariusz wpadł do środka, raniąc nogi o szkło. Grupa policjantów rozdzieliła się

5




na kilka korytarzy. Na pistoletach znajdowały się latarki pozwalające na rozświetlenie mrocznych korytarzy. Na korytarzach rozległ się krzyk. 

     -Jest! – Wszyscy mundurowi pobiegli w stronę miejsca, z którego dochodziło wezwanie. Policjanci stanęli w miejscu niczym zamieniona w słup żona Lota. Z takim widokiem mierzyli się pierwszy raz. Mężczyzna w zakrwawionym mundurze ochroniarza trzymał nóż, odcinał sobie organy niemal z chirurgiczną precyzją. Wzrok miał utkwiony w podłodze, nawet nie zwrócił uwagi na tłok, który się wokół niego zrobił. Mężczyzna był blady, prawdę mówiąc od kilku godzin powinien już być martwy. Krew wokół niego tworzyła duże jezioro, ale była już sucha. Jeden z mundurowych podniósł pistolet i krzyknął- Rzuć nóż! -Ochroniarz dalej grzebał nożem w żołądku. Policjant pociągnął za spust. Pocisk wyleciał z komory, przebijając rękę stróża. Nóż upadł na ziemię wraz z dłonią. Ciało ochroniarza stało się bezwładne, a następnie zsunęło się na ziemię. Jack odwrócił się od trupa, a następnie wykonał jeden telefon, że trzeba zabrać zwłoki. Nie było nawet potrzeby wzywania koronera.

6




Wyszedł z magazynu i odezwał się do jednego z policjantów. 

     -Zanotuje to w raporcie jako samobójstwo.

     Zwierzaczek

     25 lat po sytuacji z prologu. 

     Padał deszcz. Był czwartkowy poranek. Dwudziestopięcioletni, wysportowany mężczyzna ubrany w garnitur z Hugo Bossa zbliżał się do nowo otwartego hotelu przy ulicy Herlinga. Pochodził z bogatej rodziny przez co kupno nowego garnituru z markowej firmy nie było dla niego problemem. Chciał wywrzeć dobre wrażenie na właścicielu hotelu. Był przygotowany do rozmowy kwalifikacyjnej. Dawniej w miejscu hotelu stał magazyn, w którym ochroniarz popełnił samobójstwo, jednak po tym incydencie magazyn został opuszczony, właściciel zaginął, a o miejscu powstała legenda miejska, która odstraszała turystów z całej Wielkiej Brytanii i jej okolic. Pewien czas później magazyn został wyburzony, a na jego miejscu zaczęto budowę hotelu mającego poprawić wizerunek tego małego miasta. Dzisiaj był pierwszy dzień, w którym można było złożyć papiery do pracy. Młodzieniec miał na imię Max. Miał pełnić funkcję stróża nocnego. Ukończywszy szkołę mającą na celu przygotować go do

7




działań militarnych, lekarz zauważył u niego astmę, chorobę, która dyskryminowała go z pracy w wojsku, a nawet w policji. Jedyne miejsce, gdzie mógł nosić broń, była to praca w ochronie jakiegoś obiektu. Mijał drobny antykwariat. Był jeszcze zamknięty. Właściciel widząc idącego w ulewie mężczyznę, zasunął roletę sklepu, nijako skrywają przed 

     nim zawartość antykwariatu. Było około godziny szóstej. Maximilian doszedł do hotelu, a następnie popchnął drzwi automatyczne wprawiając je w ruch. Przeszedł przez drzwi, po czym stanął przed nimi. Wziął głęboki wdech i ruszył przed siebie w stronę recepcji. Wnętrze hotelu wyglądało na bogate. Purpurowe ściany pokryte aksamitną tkaniną, wraz ze złotymi obszyciami wydawały się błyszczeć w świetle rzucanym przez szklane żyrandole wiszące przy suficie. Podłoga była usłana czerwonym dywanem prowadzącym tuż do biurka recepcjonistki. 

     -Witamy w hotelu Nostradamus, w czym mogę pomóc? - Zapytała miłym głosem czarnowłosa niska kobieta. 

     -Byłem umówiony na spotkanie w sprawie pracy. - Odezwał się przystojny mężczyzna. Kobieta się uśmiechnęła. 

     -Jak się pan

8




nazywa? – Spytała się. 

     

     -Maximilian Brown- odpowiedział. 

     -Proszę w takim razie podążać za mną. Parasol może pan położyć tutaj.- Wskazała na metalowy pojemnik i skierowała się ku pokojowi z mahoniowymi drzwiami i złotym napisem- “Właściciel”. 

     -Zapraszam- powiedziała kobieta, otwierając przed nim drzwi. W bordowym fotelu siedział starszy człowiek w czarnym garniturze. Miał siwe włosy i pełno zmarszczek na twarzy. Nogi miał założone na siebie. W ręce trzymał szklany kieliszek wypełniony Bourbonem. Wskazał ręką na fotel przed jego biurkiem. Max usiadł przed mężczyzną, a następnie podał mu teczkę z CV. Mężczyzna chwycił ją, mimo że cały czas był cicho, przeczytał kilka stron, gdy Max się odezwał. 

     -Wie pan, moja astma nie wpłynie na pracę dla pana...- Starzec spojrzał mu w oczy. Wzrok miał zimny, ale kiwnął głową twierdząco i znów spojrzał w tekst. Siedzieli w całkowitej ciszy. Było tak cicho, że było słychać kroki recepcjonistki oraz ruch kserokopiarki, która drukowała jakieś papiery. Po długiej chwili ciszy i przeczytaniu kilku stron CV, dokumentów oraz dokumentacji medycznych starszy

9




mężczyzna się uśmiechnął i podał kościstą rękę Maxowi.-Witamy w firmie- powiedział ciepłym tonem głosu, niemalże matczynym i troskliwym. 

     -Teraz tylko chwila papierkowej roboty i możemy rozpocząć współpracę. - Powiedział. -Teraz trzeba to tylko uczcić. Max... Nie pogniewasz się, jak będę ci mówił po imieniu? -zapytał właściciel hotelu. 

     -Nie, oczywiście. – W takim razie chcesz się czegoś napić? Whisky, Bourbon, Hennessy a może czysta szkocka? -Zapytał się starszy mężczyzna.

     -Raczej... Podziękuję. 

     -Dobrze w takim razie nie nalegam. 

     -Był to jakiś test? – zadał pytanie Max. 

     -Nie, oczywiście, że nie. 

     -No to może wybiorę Hennessy- uśmiechnął się Max. 

     -Dobry wybór, napij się z bliskimi, nie będziesz przecież świętował z szefem- zaśmiał się, wręczając butelkę Hennessy. 

     -Dziękuję- powiedział Max, zabierając butelkę i zmierzając w stronę drzwi. 

     -Ah, tak Max prawie bym zapomniał, możesz podpisać ten dokument? 

     -Tak, jeszcze raz dziękuję.

     ***

     Kiedy Max wychodził z biura, trzymając w lewej ręce butelkę Hennessy, było po godzinie dwunastej. Pokój

10




właściciela był ciemny i nie miał okien, więc Max nie wiedział o zmianie pogody. Już miał wyjść z budynku, kiedy zatrzymała go recepcjonistka. 

     -Nie zapomniał pan czegoś? – zapytała, mając uśmiech na twarzy. 

     -Ah, tak, faktycznie. Parasol- przypomniał sobie Max. W tej chwili doznał pustki, jedyne co pamiętał to czas przed wejściem do pokoju, ciepłego mężczyznę oraz to, że dostał tę pracę. Jego myśli przypominały kartkę ze 

     szkicem postaci, na której pozostały resztki ołówka, którego nie dało się zetrzeć gumką. 

     -Pan Gabriel prosi, żeby przyszedł pan tutaj jutro o godzinie dziesiątej, aby zwiedzić obiekt i dostać potrzebne akcesoria. – oznajmiła kobieta. 

     -Ja nazywam się Alice. Jeżeli miałbyś jakieś pytania, zadzwoń, to jest mój prywatny numer. – mrugnęła prawym okiem, podsuwając mu wizytówkę. Max wyszedł z hotelu i spojrzał na drzwi, czuł spokój. Poszedł ciasnym chodnikiem w stronę domu. Słońce grzało, ciężko było uwierzyć, że z rana było tak ciemno i ponuro. Wstąpił do Starbucksa, gdzie zamówił karmelową latte, miał z nią dobre wspomnienia. Właśnie tę kawę pił podczas

11




pierwszej randki ze świętej pamięci Betty. Zaczął wspominać chwile z nią spędzone, nie robił tego przez łzy jak z początku. Teraz myślał o niej jak o pięknym wspomnieniu. Czymś niezwykłym co się wydarzyło w jego życiu. Nie zawsze tak było- przez półtora roku po wypadku niemalże codziennie upijał się aż do nieprzytomności. Płakał całe noce, przypominając sobie, jak pięknie spędzali czas. Oglądał filmy na płytach, gdy wychodzili do parku, gdy bawili się w liściach. Tyle wspomnień się z nią wiązało, a teraz ją stracił. Pewnego dnia wypił za dużo. Jego największym szczęściem było to, że nie domknął drzwi, inaczej zwiedzałby już krainę zmarłych, płynąc Styksem. Jeden z jego przyjaciół przyszedł sprawdzić, czy ten znowu nie zadbał o higienę czy może coś się zmieniło. Max leżał na podłodze i doznawał padaczki poalkoholowej. Reakcja jego przyjaciela była natychmiastowa. Szybki telefon na pogotowie ratunkowe, zabezpieczenie, żeby nic mu się nie stało, i pobyt przy nim w szpitalu. Wszystko wydawało się proste, bo przyjaciół poznaje się w biedzie, czuł się zobowiązany, aby przy nim pozostać. Max po wyjściu

12




ze szpitala zapisał się na terapię odwykową oraz zadbał o regularne wizyty u psychologa. Teraz trzymał w ręku torbę, w której znajdowała się litrowa butelka Hennessy. Prawdopodobnie to będzie kolejna pełna butelka, którą pozostawi w swoim drobnym barku. 

     -Max Brown- rozległo się zawołanie zza lady. Mężczyzna został wyrwany ze swojego drobnego snu o miłości, z pięknych chwil, które przeżywał. Podszedł do lady, chwycił papierowy kubek, uśmiechnął się i wyszedł z kawiarni. Dzwoneczki na drzwiach mówiły o tym, że Max opuścił przytulną, oszkloną kawiarenkę, z którą wiązało się tyle wspomnień. 

     Max podążał chodnikiem, zbliżając się do swojego mieszkania, jeden pokój z kuchnią. Mieszkał w bloku zbudowanym prawdopodobnie w okresie między pierwszą a drugą wojną światową. Budynek był dobrze zachowany i stale konserwowany przez Society for the Protection of Ancient Building, choć tak naprawdę nikt nie wiedział czemu. Nie pochodził z Baroku, a z okresu międzywojennego. Otworzył drzwi, a następnie ściągnął płaszcz. W mieszkaniu było czysto. Meble były w modernistycznym stylu. Łączyły kolor ciemnego drewna

13




wraz z czarnymi obramowaniami i płytami. Drzwi regałów były oszklone i oświetlone ledowym światłem. 

     W pokoju było ciemno, a rolety zasłaniały okna. Max chwycił telefon komórkowy i wybrał numer do Betty, aby pochwalić się otrzymaniem pracy. W pewnym momencie znowu uświadomił sobie, że jej nie ma. Minęły dwa lata od jej śmierci, a on dalej chciał do niej dzwonić. Większość czasu wspominał ją dobrze, tak jak kazał mu psycholog, przez to nie czuł takiego bólu po stracie, ale tym razem odczuwał gorycz, zabolało go to, że już do niej nigdy nie zadzwoni, łza zakręciła mu się w oku. Podszedł do barku, wyciągnął nowy nabytek, w postaci likieru Hennessy i zalał jedną szklankę niemalże do pełna. Coś ukłuło go w łydkę, sięgnął do kieszeni i wyciągnął wizytówkę otrzymaną od recepcjonistki. Siedział blisko pięciu minut, obracając kawałek twardego papieru i jednocześnie lustrując szklankę alkoholu, zdecydował się wpisać numer do telefonu, ale nie zadzwonił. Chwycił szklankę, a jej zawartość powoli wlał z powrotem do butelki. Zaczęła go boleć głowa. Od dzieciństwa miał migreny powodujące pulsujące bóle w

14




okolicach kręgosłupa i pod czaszką. Podszedł do komody z lekami i wyciągnął listek drobnych białych tabletek. Wziął jedną oraz popił ją wodą z kranu. Położył się na poduszce i zasnął. Akurat wybiła północ. Max przebudził się, wymrukując niezrozumiale słowa. Przebudził go schematyczny dźwięk uderzenia kropli o syfon. Pamiętał, że zakręcił wodę przed snem, docisnął kurek do samego końca. Wstał z kanapy, wsunął kapcie na nogi, podniósł latarkę, a następnie podszedł do kranu, spojrzał w górę, w lustro. Za nim stała kobieca postać w białej piżamie. Oczy miała podkrążone a twarz bladą. Max odskoczył ze strachu, widząc przerażający obraz w lustrze. Telefon upadł na ziemię. W momencie, gdy Max mrugnął, postać znikła. Chwycił miskę kranową dwoma rękami i się na niej oparł. Wzrok skierował na podłogę, gdzie dostrzegł swój telefon. Na ekranie było pęknięcie idące od głośniczka umiejscowionego w górnej części telefonu, aż po przycisk startu u samego dołu. Pęknięcie błyskało kolorami wylanego ekranu, cicho oznajmiają właścicielowi o tym, że już czas na wymianę telefonu. Chwila dyskomfortu

15




świadczyła o tym, iż Max miał zwidy, być może śnił na jawie. Kobieta z przetrąconym karkiem, która pojawiła się w lustrze, przypominała Betty. On tak za nią tęsknił. Zsunął się na podłogę i zakrył głowę ramionami. To była druga rocznica. Płakał przez spory okres czasu. Wstał i poszedł się na nowo położyć. 

     ***

     Budzik zaczął nucić melodię Happy Pharrella Williamsa- melodia znaczyła rozpoczęcie pierwszego dnia pracy w hotelu. Max wstał z kanapy, a następnie poszedł do łazienki szybko się ogarnąć. Wziął szybki prysznic, nie zapominając o tym, aby pośpiewać swoje ulubione hity The Beatles. Przeczesał włosy grzebieniem i wysuszył włosy. Ubrał sportową białą koszulę oraz granatowe jeansy, które były czyste i schludne. Na sportową koszulę ubrał marynarkę slim, która ułożyła się na jego umięśnionym ciele. Obejrzał się w lustrze, brakowało mu tylko jednego szczegółu. Okulary 

     przeciwsłoneczne- element tak znany z amerykańskich filmów akcji. Max uśmiechnął się do swojego lustrzanego odbicia i opuścił swój lokal. Wyszedł na ulicę, a następnie wszedł do Starbucksa i zamówił ten sam napój co

16




ostatnio. Zauważywszy, iż zostało mu niewiele czasu , by zdążył do pracy, zawołał taksówkę. Podjechał pod niego czarny wóz z tabliczką u góry świadczącą o tym, że jego szansa na spóźnienie maleje. Spojrzał przez szybę i zauważył ciemnowłosą kobietę podobną do jego nocnego koszmaru. Przestraszył się jej i odskoczył do tyłu, upadając na kość ogonową i polewając się kawą. Przetarł oczy. Mężczyzna siedzący na miejscu kierowcy przeleciwszy go zażenowanym wzrokiem przycisnął gaz i odjechał. Max wstał i wytrzepał tył spodni z pyłu, który pozostał na nim. Kobieta z pobliskiej kwiaciarni zaoferowała mu chusteczkę, którą starł z siebie nadmiar kawy. Max spojrzał na zegarek, i zdał sobie sprawę, że musi zacząć biec, jeżeli chce zdążyć na swój pierwszy dzień w pracy. Zaczął biec, ludzie patrzyli na niego z prześmiewczym wzrokiem. W momencie, kiedy dotarł już pod hotel, wybiła godzina dziesiąta. Wszedł do budynku. 

     -Cóż za niespodziewana punktualność. Myślałem, że się spóźnisz.- przywitał go Gabriel. 

     -Bardzo pana przepraszam. Miałem ciężką noc.- odpowiedział Max. 

     -Czyli mój drobny

17




prezent się przydał- zaśmiał się właściciel.- Chodź za mną, pokażę ci hotel.

     

     Przemierzając bogate korytarze, Maximilian poznawał kolejne zakątki hotelu. Wstąpili do sali balowej o wysokości dwóch pięter. Posiadała ona balkony skierowane do środka. Pokój był wystrojony w liczne krzesła i stoliki. W rogu stała mała zabudowa, gdzie pewnie można było w wieczornych godzinach zamówić napoje alkoholowe tak jak i te bezalkoholowe. Pokój posiadał liczne złote wstawki. a progi zrobione były z marmuru- chociażby tak Maxowi się wydawało. Przechodząc z pokoju do pokoju, poznawał ciekawostki o tym jak hotel powstawał, ile kosztuje, a nawet dowiedział się o akcji policji, która wydarzyła się w tym miejscu ćwierć wieku temu. 

     W pewnym momencie przechodząc z przykładowego pokoju od gości wyposażonego w wygodne łóżko, dębową szafę i czterdziestocalowy telewizor do ogromnej jadalni usłyszeli płacz dziecka dobiegający z pierwszego piętra. 

     -Spokojnie, to tylko nasi pierwsi goście, nie ma co się martwić- uspokoił go Gabriel.- Nic ci tu nie grozi. 

     Podróż po hotelu zakończyła się po południu. Właściciel hotelu

18




wskazał na miejsce na jadalni, a następnie tam usiedli. 

     -Phil! Przygotuj zestaw obiadowy dla naszego nowego ochroniarza.- Zawołał Gabriel. 

     -Mamy tutaj system A'la carte. Jednak dla pracowników nasz kucharz Phil przygotowuje zawsze osobne zestawy obiadowe. Jest to dla was dużym ułatwieniem, nie musicie opuszczać zakładu pracy, w celu zjedzenia posiłku. Na zewnątrz kryje się dużo więcej niebezpieczeństw niż tutaj- oznajmił właściciel. 

     -Bardzo cenię sobie tę pracę, postaram się ją wykonywać, jak najlepiej potrafię. -odparł Max 

     Kelner zbliżał się do stołu z tacą, zakrytą srebrną pokrywą z kryształową rączką u góry. Srebro nie miało rys i połyskiwało. Po podniesieniu pokrywy oczom ukazywały się dwa dorodne, krwiste steki, ułożone na zielonych liściach kapusty. W pewnych miejscach tacy znajdowały się także ozdobne pomidorki pocięte na kształt tulipanów. Widoczne było, iż hotel jest przygotowany pod przyjęcie dużej ilości gości. Być może to on napędzi gospodarkę małego miasta Redberry. Miasta skrywającego wiele sekretów. 

     -Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianinem- zaśmiał się właściciel,

19




gdy kelner nakładał mu stek na talerz. 

     -Nie, oczywiście, że nie.- odpowiedział Max. 

     -Dobrze to w takim razie możesz od poniedziałku zacząć? 

     *** 

     Sobotni poranek był zimny. Ludzie spacerowali pomimo deszczu. Ulice były zalane, a woda spływała do ścieków. Legendy miejskie bardzo często opierały się na tych 

     ciemnych korytarzach biegnących w głębi miasta. Niektóre wspominały, że jest to miejsce narodzin demonicznego psychopaty, zwanego Kubą Rozpruwaczem, inni twierdzą, że jest to miejsce, gdzie miały się schować kruki z London Tower, gdy przyjdzie czas upadku imperium Brytyjskiego. Było to powodem, dla którego nikt nie zbliżał się w tamte miejsca. Istnieje stwierdzenie że legendy mają w sobie ziarnko prawdy, i nawet na to ziarnko prawdy nikt nie chce ryzykować schodząc w głębiny miasteczka. Jednak nikt nie spodziewałby się iż jest to największy labirynt tuneli prowadzących wprost do hotelu Nostradamus. Miasto tego dnia chowało się za licznymi chmurami chroniąc się przed ciepłymi promieniami słonecznymi. Na peron właśnie przyjechał pociąg ze stacji, której dworzec, dawno temu, spowity w pożarze

20




pochłonął wiele istnień. Z tej samej stacji, o której krążyły legenda o płaczącej dziewczynce. Tej stacji, gdzie młody chłopiec wsiadł do pociągu, prowadzącego go do sławy wielkiego czarodzieja. Londyn był pięknym miastem. Jednak tego dnia nieco mniej zatłoczonym niż zwykle. Wiele ludzi przyjechało do hotelu Nostradamus na uroczyste otwarcie. Ogromny pięciopiętrowy budynek roił się od bogatych arystokratów z gorącymi sztucznymi uśmiechami na twarzach. Na sali grała poważna muzyka. Prawdopodobnie utwory pochodziły z repertuaru jakiegoś słynnego pianisty pokroju Beethovena. Gabriel poruszał się po Sali rozmawiając z wieloma ludźmi o ich opiniach o tematyce jego hotelu. Prawdopodobnie nie usłyszał wtedy żadnej złej opinii, ponieważ znał ukrytą 

     naturę człowieka. Wiedział jak go zwieść i wiedział co zrobić, aby ludzie go kochali. Do osób z wyższym wykształceniem używał zwrotów niemalże z poziomu doktoranckiego, a zaś do osób młodszych, świeżej krwi biznesu używał prostych zwrotów, które czasami nawet nawiązywały do popkultury, hazardu a nawet czasami zdarzało mu się użyć przykładu jakiejś historycznej

21




postaci zwanej przez młodzież bohaterem. W ciągu kilku godzin podbił serca inwestorów: zarówno tych młodszych jak i tych starszych. Coś było w naturze Gabriela co wszystkich do niego przyciągało. Ludzie ci chwalili wszystko, od personelu, po samą muzykę i przekąski. Wielu z arystokratów wynajęło także pokoje zajmując sporą część hotelu. 

     W niemalże tym samym czasie Max biegł po deptaku który był także zatłoczony sporą ilością bogaczy. Miał ubraną pomarańczową koszulkę, firmy nazwanej na imię bogini zwycięstwa. Był także wyposażony w dresowe spodnie i trampki. Na prawej ręce była widoczna opaska w której znajdował się nowy telefon Maxa. Na urządzeniu była włączona aplikacja Spotify, a na niej grały ulubione utwory ochroniarza. W szczególności słuchał Beatelsów. Gdy przebiegał koło kolejnej alei usłyszał biegnącą za nim drobną postać. 

     -Miałeś zadzwonić- odezwała się kobieta. Max w tym momencie spowolnił tempo swego biegu i odezwał się do kobiety, którą niemalże od razu skojarzył z czarnowłosą recepcjonistką z hotelu. 

     -Wybacz telefon mi się potrzaskał, wczoraj kupowałem nowy i jeszcze nie

22




zdążyłem skopiować kontaktów. – odpowiedział Max 

     -Nie ma sprawy. Może w następny weekend zadzwonisz aby się gdzieś wybrać- zaśmiała się kobieta. Na pierwszy rzut oka można było zobaczyć iż próbowała flirtować z przystojnym mężczyzną, który w tym momencie zwiększył tempo biegu, tracąc kobietę z pola widzenia. Przecież pewne było że nie skoczy w zdradliwy wir miłości, który złamie mu serce przy pierwszej możliwej okazji. Dokładnie tak jak to było ostatnio. W tak krótkim czasie miłość przemienia się w smutek, smutek w złość, a złość w tęsknotę. Najboleśniejsza było to że kiedy Betty nie żyła, on nawet nie mógł jej dotknąć, nie mógł jej nic powiedzieć, a nawet go wtedy przy niej nie było. Jedna myśl jak trucizna. 

     Czy jeżeli by tam był, to czy mógłby ją powstrzymać? Czy mógł zapobiec nieszczęsnemu wydarzeniu, które zmieniło jego życie niemalże natychmiastowo? 

     Nie znał odpowiedzi na te pytania, choć były proste. Max postanowił zakończyć ćwiczenia zaplanowane na ten dzień i wrócił do domu. Będąc w kamienicy wyciągnął klucz, wsadził go w zamek i otworzył drzwi. Drzwi

23




zaskrzypiały i otworzyły się. Max chwycił nowy telefon i podłączył go pod ładowarkę. Przebrał się w luźne ciuchy i położył się na kanapie. Skierował pilot w stronę dekodera, po czym włączył go. Max w spokoju przeglądał co leci w telewizji, mijał kanał z popularnym 

     talent show gdzie Simon Cowell obrzucał właśnie wyzwiskami wulgarnego komika, na kolejnym kanale leciała powtórka filmu ,,Gwiezdne Wojny”. W końcu trafił na coś ciekawego. Właśnie się zaczynał kolejny odcinek Poirota, serialu na podstawie serii książek Agathy Christie. Podczas pierwszej przerwy reklamowej powieki opadły mu na oczy a on zasnął. 

     *** 

     Hotel wyglądał na cichy, mimo imprezy, która miała miejsce dwa dni wcześniej. Ludzie, którzy zameldowali się dobę wcześniej, opuścili już pokoje, ci którzy jednak zostali siedzieli w swoich pokojach, wypełniając dokumenty, należące do ich firm. Miasto znowu wiło się w pustkach, choć było nieco bardziej żywe niż przed otwarciem hotelu. Max podążał długim holem w stronę małego pokoju, w którym stał stary komputer połączony z obiektowym systemem kamer. Był to ciemny pokój, w którym

24




światło rzucały tylko monitory. Ochroniarz usiadł w wygodnym fotelu z czarnej skóry. Spojrzał na spis kamer i zaczął się przełączać z jednej na drugą. Na szóstej kamerze zauważył, że obraz jest rozmyty oraz kolor się zatracił. Uznawszy to za winę kamery, która mogła być źle ustawiona. Otworzył drzwi i poszedł na pierwsze piętro. W pustym korytarzu usłyszał śmiech dziecka. Uznał to za normalną rzecz w hotelach. Szedł 

     dalej w stronę kamery której dotknęła awaria. Kiedy miał skręcić w lewo zauważył dziewczynkę ubraną w dżinsową spódniczkę z szelkami. Była ona odwrócona do niego tyłem. Wyciągnął rękę w jej stronę, i położył ją jej na ramieniu. 

     -Zgubiłaś się? Gdzie masz rodziców?- Zapytał się łagodnie. Dziewczynka odwróciła się w jego stronę. Max od razu zauważył że coś jest z nie tak. Dziewczynka mogła mieć dziesięć lat. Trzymała lalkę z tkaniny za rękę (jak zazwyczaj robią dziewczynki kiedy udają ,że twór bez charakteru zrobiony z kilku szmatek i białych zwitków cienkich nici jest ich przyjacielem), ale to nie to było w niej dziwne. Twarz nie miała ust. Oczy nie mrugały były

25




wpatrzone w strażnika. Strażnik zastygł w bezruchu. Na miejscu w którym powinny znajdować się usta zaczęła się robić rana. Krew spływała na podbródek dziewczynki, gdy dziura powiększyła się, ukazując czarne zęby tkwiące w pobliźnionych dziąsłach. Strażnik już miał zacząć biec, gdy dziewczynka zadała pytanie bulgocząc krwią z ust. 

     -Pobawisz się ze mną? – W tym momencie krew znajdująca się na jakiejś tkance opadła na ziemię brudząc czerwony dywan. Za paznokciami dziewczynki był bród. Strażnik zaczął uciekać. Dziewczynka przypominająca stwora wydała z siebie gardłowy okrzyk przypominający przejechanie drewnianą pałeczką po nierównej desce do krojenia. Dźwięk był głośny. Bestia wdała się w pościg, biegnąc po ścianach. Światła w całym ośrodku zaczęły migać. Strażnik biegnąc mijał pokoje. Drzwi na całym 

     piętrze się otwarły, a z nich zaczęły wychodzić klony demonicznej dziewczynki przepychając się nawzajem i krzycząc zawołanie o chwilę zabawy. Każda kopia bestyjki od razu po wyjściu z pokoju zaczynała biec w stronę Maxa. Klony przypominały falę wody przepływającej przez korytarze

26




hotelu. Bestie były niepowstrzymane. W końcu fala zapędziła bezbronnego ochroniarz w ślepą uliczkę. Dziewczynki naciskały na niego jednocześnie gryząc i szarpiąc jego ciało. Odrywały kawałki jego skóry od kości jeden, za drugim, pozostawiając szkielet bez duszy. W tym momencie ucztę dla dziewczynek przerwał głośny dźwięk budzika. Max nagle podniósł się z kanapy zdając sobie sprawę z tego, że był to zwykły sen. Wstał  i wziął prysznic. Ubierając się w granatowy zestaw ubrań który dostał od hotelu zauważył na nim czerwoną plamę przy rozszarpanej dziurze. Max był zaskoczony. Było to miejsce gdzie w śnie ugryzła go zdeformowana dziewczynka. Odrzucił ten surrealistyczny pomysł że sny wiążą się z światem realnym. Było to wbrew jakimkolwiek fizycznym prawom. Na szybko zaszył drobne rozszarpane miejsce granatową nicią po czym ruszył do hotelu. Był wczesny ranek, kolor nieba jeszcze miał lekki odcień różu na horyzoncie. Widok był piękny, niemalże przyćmiewający. Gabriel przywitał go przyjaznym uśmiechem gdy ten wszedł na teren obiektu. Max poszedł w ciemne miejsce z monitorami. Stamtąd miał możliwość

27




obserwowania obiektu. Pierwsze co zrobił spojrzał na kamerę szóstą, która tym razem także była zepsuta, dokładnie jak w jego śnie. Chwycił broń, co ciekawe był to ten sam model, który posiadał strażnik dawniej stojącego tu magazynu. Tym razem poinformował właściciela obiektu o awarii. 

     -W takim razie napraw ją, w twoim CV przeczytałem że interesowałeś się elektroniką.- Powiedział Gabriel. 

     -Jeżeli nie będziesz potrafił tego naprawić, to każdy sektor posiada własną skrzynkę obsługi hotelu, gdzie są narzędzia i telefon do recepcji.- Właściciel dokończył wypowiedź. 

     Max wsadził berettę w skórzany pokrowiec na broń, po czym wyruszył do miejsca, gdzie kamera była zepsuta. Był bardzo zmieszany. Uczucia w nim walczyły ze sobą nawzajem, raz przeważał strach a drugi raz niedowierzanie. Gdy doszedł na miejsce nie było tam upiornej dziewczynki. Ochroniarz odetchnął z ulgą, ale mimo to nie podobało mu się to miejsce. Podszedł do skrzynki obsługi hotelu. Były to czerwone metalowe drzwiczki zamykane na klucz. Otworzył ją, a następnie wyciągnął skrzynkę z narzędziami. Odczepił kamerę trzymającą się na

28




magnetycznej łapce. Zauważył, że śrubka dociskająca jeden kabel była poluzowana. Dokręcił ją. W tym momencie usłyszał dzwonek telefonu. Podszedł do niego sięgając po słuchawkę. 

     -999. W czym mogę pomóc? - Odezwał się głos ze słuchawki 

     -Ona leży na ziemi! Pomocy! - odezwał się drugi głos 

     -Co się stało? - odezwała się pierwsza osoba. 

     

     -Betty leży na ziemi, nie rusza się, proszę przyślijcie karetkę! - Wtedy Max zrozumiał co to jest za rozmowa. Wydarzyła się dwa lata temu. Chciał odłożyć słuchawkę i uciec, ale stał w miejscu, znieruchomiał. W sercu czuł ostry kłujący ból. Nie był on spowodowany zawałem, ale wspomnieniami tego dnia, gdy Betty umarła. 

     - Proszę sprawdzić, czy ona oddycha. – Nakazał głos. 

     -Nie, ani ustami, ani nosem- Powiedział drugi głos. 

     Pisk zagłuszył resztę połączenia. Max stał nieruchomo tuż przy telefonie stacjonarnym i patrzył przed siebie nie dowierzając w to co się właśnie wydarzyło. Było to to samo połączenie, które wykonał dwa lata temu. Połączenie, które zniszczyło go od środka. Pamiętał ostatnie zdanie, które wypowiedziała kobieta z

29




dyspozytorni. Nie była to formułka, która mówiła o tym, że ambulans jest w drodze. Było to pytanie. Dlaczego pan dzisiaj wrócił później? 

     Max podążył do pokoju, w którym się znajdowały monitory ukazujące widok z kamer. Tym razem kamera numer sześć była w pełni sprawna. Ochroniarz wyciągnął z kieszeni telefon. Wszedł na przeglądarkę internetową Google po czym wyszukał proste hasło. Powikłania wydarzeń powodujących duży stres. Wszedł w pierwszy lepszy link po czym zaczął czytać zawartość strony o chorobach. Zauważył, że jego zachowanie najbardziej pasuje do PTSD. Ze strony dowiedział się też tego, że 

     najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tą chorobą jest rozmowa z psychoterapeutą lub psychologiem. Znalazł najbliższego psychologa a następnie umówił u niego wizytę. Termin wizyty został wyznaczony na następny dzień po pracy. Max zalał sobie kawę i poszedł do stołówki na obiad. Usiadł do rogu do stolika, gdzie było tylko jedno miejsce. Siedząc przy stole zauważył, że z drugiego końca na wpół pustej sali obserwowała go recepcjonistka. Był pewien, że jej się podoba, ale obawiał się tego, że

30




miłość do niej doprowadzi do zapomnienia pięknych chwil które spędził z Betty. Resztę tego dnia spędził przed konsolą sterującą systemem monitoringu. 

     *** 

     Mężczyzna o siwych włosach siedział w wygodnym nowoczesnym drewnianym fotelu ze skórzanymi obiciami. Na nosie miał okulary, które dodawały mu wyglądu doktora. Był ubrany w biały kitel, do którego była przyczepiona plakietka z napisem Dr. Kurt Braun- psycholog 

     -Następny! – krzyknął mężczyzna dając do zrozumienia pielęgniarce, że może wprowadzić do pokoju nowego pacjenta. Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Max, następnie usiadł w fotelu na przeciwko psychologa. 

     -Witam, co pana do mnie sprowadza? – Z powagą zapytał się mężczyzna siedzący w fotelu. 

     

     -Od ostatniego czasu mam halucynacje, koszmary i zwidy.- odparł Max 

     -Pozwolisz, że spytam od kiedy to się dzieje? 

     -Już dwa lata, wtedy zmarła moja dziewczyna. W zasadzie już wtedy narzeczona.- wspomniał Max, obcierające z policzka łzę 

     -Domyślam się że nie chcesz o niej mówić. Widzę że sprawia ci to ból. Ale musisz zwalczyć to uczucie. Z początku na pewno będzie to trudne,

31




ale tylko to może ci pomóc. Opowiedz mi o niej, kim była, jakie były wasze relacje i o czym myślisz kiedy coś ci się z nią skojarzy. - Powiedział Lekarz 

     -Nazywała się Betty, bardzo ją ceniłem. Zawsze kiedy było mi ciężko była ze mną. Znałem ją od początku studiów. Czasami nawet czułem że na nią nie zasługuję. Były momenty że zastanawialiśmy się nad tym czy założyć rodzinę. Mamy też- nagle przerwał, kolejna łza spłynęła mu po twarzy, spadając na jego spodnie. 

     – Mieliśmy też cięższe chwile, czasami się kłóciliśmy, ale zawsze kończyło się to śmiechem. Często przesiadywaliśmy całe noce oglądając razem seriale na Netflixie, była we mnie wtedy wtulona, a jej ciemne włosy opadały mi na klatkę piersiową. Mieliśmy też tradycję, żeby zawsze w weekend wyjeżdżać gdzieś nad jezioro, lub w góry, rozkładaliśmy wtedy koc i robiliśmy piknik. Właśnie podczas jednego z takich pikników kupiłem jej pierścionek, srebrny z małym przezroczystym kryształkiem w lekko pozłacanym serduszku. Być może gdybym wtedy przy niej był, to być może wtedy by jeszcze żyła. - Złamane serce dawało o sobie znać łzy

32




napływały mu do oczu coraz mocniej, próbował trzymać nerwy na wodzy. Psycholog wtedy chwycił pudełko chusteczek i podsunął mu pod rękę. Mimo że spotykał się z trudnymi przypadkami w pracy, teraz widział człowieka który tonie w bólu. Wiedział że ciągnąc dalej ten temat będzie widział płacz przystojnego młodego chłopaka. 

     -Dobrze, może zmieńmy temat skupmy się na tobie, jak sądzisz co ciebie z nią łączyło dlaczego do siebie pasowaliście?- Zapytał psycholog. 

     -Sam nie wiem, oboje kochaliśmy stare filmy, mieliśmy jakby tradycje-Uśmiechnął się. -Tolerowała mnie takim jakim byłem, nie wymagała ode mnie żebym udawał kogoś kim nigdy nie byłem. Mimo że zginęła dwa lata temu dalej o niej myślę i za nią tęsknię.- kontynuował.

     -Dobra powiedzmy sobie prawdę, człowieku widzę w tobie tylko smutek, weź się w garść. To właśnie tego potrzebujesz. Strata kogoś bliskiego nie może spowodować choroby. Każdego to spotyka w jakimś czasie. Najlepiej pamiętaj te chwile, zatrzymaj sobie je w jakiejś umysłowej szufladce, a potem znajdź kogoś jak ona. Przy okazji zapiszę ci leki uspokajające na wypadek kolejnych… hmm...

33




halucynacji. Tak jak mówię znajdź sobie jakąś dziewczynę.-Powiedział psycholog. 

     

     -Właśnie tego się boję. Nie potrafię sobie wyobrazić utracenia tych wspomnień, to jest najlepsze co wydarzyło się w moim życiu. -wyjaśnił Max 

     -Nic ci tego nie odbierze- Zakończył rozmowę psycholog. 

     Max wstał z miejsca a następnie podszedł do drzwi, odwrócił się i spojrzał na lekarza. Kiwnął głową. 

     -Tak zrobię, dziękuję-Powiedział i wyszedł z białego pokoju z drewnianymi wykończeniami. Podszedł do lady gdzie stała pielęgniarka w białym fartuchu. Wnętrze budynku wyglądało posępnie. Szare ściany przypominały Maxowi że jest w otwartej dla ludzi z zewnątrz, części szpitala chorób psychicznych. Z pierwszego piętra dobiegał głos mrocznie śmiejących się pacjentów uwięzionych w ciasnych izolatkach, gdzie nie mieli kontaktu z innymi. Obszar dla osób chorych był miejscem tak upiornym że gdyby osoba zdrowa, ale niesłusznie skazana tam trafiła to prawdopodobnie w ciągu miesiąca popełniłaby samobójstwo. Zasady tam panujące można by było podciągnąć pod pogwałcenie praw człowieka. Maxa obiegły ciarki na myśl o tym

34




co się działo piętro wyżej. Wyszedł z obiektu po czym spojrzał w stronę nieba, chmurzyło się. Mężczyzna zauważył, że pierwsze krople ulewy opadają na ziemię. Max nie chciał wracać do swojej samotni, tym razem chciał się rozerwać. W tym tygodniu odbywały się krajowe mistrzostwa w piłce nożnej. Max nie przepadał za tym sportem ale nie wyobrażał sobie kolejnej nocy spędzonej samotnie. W barach na pewno odtwarzają powtórki meczu, a jeżeli mu się poszczęści to może trafi na transmisję na żywo meczu. W tym momencie nastąpiło oberwanie chmury. Krople przecinały powietrze i uderzały o kostki brukowe. Max wszedł do pobliskiego baru, usiadł przy ladzie. Kobieta z krótkimi blond włosami przysunęła się do niego. 

     -Co podać?- spytała się po cichu. W tle leciała faktycznie powtórka meczu. 

     -Jedno mojito, bezalkoholowe.- Skierował wzrok na ekran telewizora. Właśnie grały dwie przeciwne drużyny z pobliskich miast. 

     -Cholera ile mam jeszcze czekać na to piwo?! -rozległ się krzyk z końca baru. Wydarł się wysoki, łysy mężczyzna. 

     -Pana już nie obsługuje, proszę wyjść albo ochrona pana wyprowadzi! -Odparła

35




kobieta, Max brał łyka słodko- kwaśnego napoju z mięty. W tym momencie człowiek z końca baru wstał, wyglądał na stereotypowego gangstera w czarnej koszulce bez rękawów. Podszedł do blondwłosej kobiety zadając cios z otwartej dłoni. Max to widząc od razu uderzył w mięsień między ramieniem a przedramieniem, wylewając przy tym swoje mojito. Ręka zgięła się, a pięść zacisnęła. Łysy facet którego masa mięśniowa została w większości wygenerowana przez sterydy zaśmiał się z dumą, a następnie wymierzył prawy sierpowy w mniejszego od siebie człowieka. Max widząc zbliżające się uderzenie złączył ręce tak, że utworzyły kąt ostry i zatrzymały go. Następnie lewą ręką uderzył w 

     nadgarstek wyginając rękę do tyłu. Drewniany przytulny bar zmienił się w pole bitwy. Grupa ludzi nagrywała zdarzenie, a kobieta za parą szybko wybrała numer na policję. Osiłek popchnął Maxa a następnie rzucił go na drewniany stół łamiąc go. Max przez chwilę stracił czucie w rękach, ale kiedy mu wróciło uderzył olbrzyma pierw w krtań, blokując mu drogę oddechu, potem w nos, powodując ostre krwawienie, a następnie z obu stron w

36




uszy, demonstrując łysemu, że równowaga utrzymywana przez błonnik to podstawa wygranej. Gdy olbrzym zaczął się chwiać do lokalu weszła policja. Max otarł z wargi krew, nie wiedział do końca czyja ona była. Funkcjonariusze obezwładnili niemal natychmiast obu mężczyzn, nie interesując się tym kto zaczął. 

     -Pożałujesz suko- powiedział siłacz. 

     -Jeszcze cię dorwę i zobaczymy kto jest prawdziwym zwycięzcą, psy cię nie uratują- syknął przez zęby osiłek. Mundurowi zapakowali obu mężczyzn do radiowozów. 

     *** 

     Ochroniarz siedział w ciemnym pokoju oświetlanym przez ledową lampę na posterunku policji. Obie jego ręce były skute kajdanami. Do pokoju wszedł detektyw mający zająć się tą sprawą. Otwarcie drzwi rzuciło światło na skrytą w mroku twarz Maxa. 

     -Z zeznań świadków wynika, że to nie ty zacząłeś. - Powiedział. 

     

     -Chcę adwokata. – Rzekł Max. 

     -Adwokat nie jest ci już potrzebny. Nie miałeś prawa do wykonania telefonu, nawet do członków rodziny, a już bogaty znajomy opłaca kaucję i wyciągnął ciebie z sali przesłuchań. Masz Anioła Stróża..- oznajmił detektyw. Max bardzo szybko

37




zaczął się zastanawiać kim jest ów bogaty znajomy. Mimo to poczuł ulgę, wynikającą z zakończenia dwugodzinnej odsiadki. Gdy wychodził z pokoju podziękował detektywowi za pomyślny rozwój sprawy a ten się uśmiechnął. Podszedł do drobnego okienka, gdzie wręczono mu zarekwirowane przedmioty. Opuścił posterunek policji. Na zewnątrz stał Gabriel oraz ciemnowłosa recepcjonistka, miał poddenerwowaną minę. 

     -W końcu jesteś, co to miało być?!- zapytał się rozgniewanym tonem. 

     -Ten mężczyzna z którym się biłem, uderzył kobietę. – odpowiedział Max 

     -Szybko się potrafisz wkręcić w kłopoty, ale mimo to czuję się jakbym trafił szóstkę w lotka.- stwierdził stary mężczyzna. 

     -Dlaczego? 

     - Filmik pokazuje twoje zdolności, powaliłeś tego człowieka w kilka minut, mimo że był od ciebie wyższy, większy i silniejszy. Sądzę że nikt nie spróbuje zrobić coś złego w moim hotelu. -Dokończył Gabriel. 

     -No szkoliłem się w szkole militarnej, ale przez moją chorobę nie mogłem pełnić służby w wojsku ani w policji. Ale ciekawi mnie dlaczego opłacił pan moje zwolnienie. – odparł Max 

     -Nikt nie chronił

38




mojego hotelu, a to dla mnie teraz jest najważniejsze. -Gabriel nie powiedział mu jednak całej prawdy. Właściciel hotelu, mimo że był przyjazny, spokojny i miły to był też tajemniczy. Nigdy nie powiedział skąd pochodzi, dlaczego otworzył hotel ani nawet skąd ma takie bogactwo. Ta noc była dla Maxa ciężka, dlatego Gabriel dał mu następny dzień wolny. Sama sytuacja była niezręczna i nierealna. Nie dość, że właściciel hotelu opłacił jego wyjście z więzienia, to jeszcze dał mu wolne. Max poszedł do domu, ale kiedy tam dotarł był już nowy dzień. Czas wydawał się szybko mijać, a ubiegły dzień przypominał w jego głowie mgłę, nie wierzył w to co się wydarzyło. Gdy mężczyzna położył się do łóżka szybko zasnął. Ta noc była idealna dla kolejnego zatruwającego myśli koszmaru. Tym razem Max znajdował się w długim korytarzu, ponownie w hotelu Nostradamus. Miejsce to staje się częstym gościem umysłu, który przekracza próg spokojnego miejsca, które skrywa w sobie mroczne tajemnice. Max tym razem stał w korytarzu, którego końca nie było widać. Po obu stronach rozmieszczone były drzwi w symetrycznie sposób, równo trzy

39




metry pomiędzy drzwiami. Ochroniarz ponownie miał założony granatowy strój i podążał przed siebie. W pokoju, obok którego przechodził usłyszał wołanie na pomoc. 

     Dobiegało ono zza drzwi obitych czerwonym materiałem. Max zrobił kilka kroków w stronę wejścia do pokoju, chwycił za klamkę. Drzwi otworzyły się ukazując ciemny pokój z surowymi ścianami. W tym momencie usłyszał kobiecy głos ponownie. Pokój był przegrodzony szafkami na trzy części. Max mijał pierwszą szafkę, potem kolejną, szedł powolnym krokiem, wyglądał na zahipnotyzowanego. W tym momencie ujrzał kobietę w białej sukni, wisiała na linie- takiej jaką mają żeglarze. Nogi jej się trzęsły, najprawdopodobniej w tym momencie lina zaciskając się, łamała kark biednej kobiecie mając za chwilę się udusić. Sam koszmar nie byłby tak okrutnie przerażający, gdyby nie to, że tuż przy zwisającej kobiecie można było ujrzeć ludzką postać, z twarzą nieboszczyka. Ponownie w jego śnie był ten sam drobny urywek, kobieta z przetrąconym karkiem. Twarz nieboszczyka uśmiechała się, a z ust wypływał trupi jad, w takiej ilości, że mógłby zapełnić drobny słoik

40




po kawiorze. Wzrok kobiety był zamglony, zdawał się nie zwracać uwagi na wiszące jak żyrandol ciało kobiety. W szarych oczach dało się zauważyć szaleństwo oraz coś znajomego. 

     -Znowu pozwoliłeś kolejnej osobie umrzeć, nie byłeś wystarczająco szybki- powiedział upiór 

     -To nie tak, to nie moja wina- zaczął się wypierać Max, do oczu napływały mu łzy. Zapewne sam nie wierzył w wypowiadane przez siebie słowa. 

     

     -Pierwszy Betty, osoba, którą kochałeś, teraz nieznajoma kobieta. Ilu ludziom pozwolisz jeszcze zginąć nim uświadomisz sobie, że jesteś zarazą. -Powiedział nieboszczyk. 

     -Proszę zostawcie mnie, nie chciałem, to nie moja wina. Proszę...-Błagał ochroniarz, następnie upadł na kolana jednak wzrok miał uniesiony na ciało kobiety w uścisku liny spętlonej węzłem samobójczym. Max otworzył oczy. Patrzył na biały sufit. Właśnie wybiło południe. Z oczu wylewały mu się łzy. Nie potrafił się ruszyć. Leżąc szukał granicy między światem z jego koszmaru a realizmem. Nie potrafił jej znaleźć. Ta drobna linia oddziela nasze najskrytsze pragnienia, myśli I strachy od świata w którym żyjemy. Ale u niego

41




linia ta zaczynała się tracić. 

     *** 

     Gabriel siedział w ciemnym pomieszczeniu naprzeciwko biurka. Dostęp światła do salonu ograniczały brązowe rolety wiszące na oknie. Na drewnianym stole leżały porozrzucane papiery podpisane nazwiskami nowych pracowników. Starszy mężczyzna spędzał całe dnie w swoim gabinecie przesłuchując kandydatów na różnorakie stanowiska. Wiedział, że trud, który w to wkłada odpłaci mu się bardzo szybko. Z tyłu kartki Maxa szkicował z niezwykłą dokładnością ciało zwisającej na sznurze. Nie był to przypadek, starszy osobnik od lat uczył się jak wpływać na myśli, plany, a nawet 

     bezpośrednie poczynania osób, które spotykał. Był to główny powód jego fortuny, a także dobrej opinii w bogatych sferach społecznych. Wiedział co ma do kogo mówić, aby osiągnąć swoje cele. Ta cudna zdolność, którą w sobie wyrobił była tak naprawdę klątwą. Gdy był nastolatkiem, nocą wymknął się z przyjaciółmi na opuszczony cmentarz. W świetle księżyca, wraz ze znajomymi postanowili wywołać demona. Każdy z nich zrobił sobie nacięcie na dłoni i przelali krew na ołtarz mający chronić przed

42




siłami nieczystymi. Tego dnia przeżył jako jedyny. Ciał jego przyjaciół nie znaleziono, a on obudził się, ze swoją nową zdolnością. Od tamtego czasu utrzymywał kontakty z nowymi ludźmi, którzy potem w niezwykłych okolicznościach tracili życie. Teraz po wybudowaniu hotelu nie musiał samemu szukać ofiar, one same do niego przychodziły. 

     *** 

     Max siedział w ciemnym pokoju i patrzył na monitory. W pokoju panował zaduch, wywołany brakiem okien. Do pokoju weszła recepcjonistka. 

     -Przedwczoraj byłam w knajpce, to ja zadzwoniłam po Gabriela. -powiedziała kobieta. 

     -Taa, dzięki. W zasadzie miałem ciągle za mało czasu, żeby do ciebie zadzwonić- parsknął śmiechem a dziewczyna się uśmiechnęła.

     

     -Mam nadzieję, że dzisiaj będziesz miał więcej czasu- Mrugnęła okiem, dokładnie tak jak za pierwszym razem. Alice chwyciła za klamkę mając na celu wyjście z pokoju. 

     -Czekaj. Za chwilę mam przerwę, może chcesz się gdzieś wybrać? -Alice zatrzymała się spojrzała kątem oka w tył. 

     -Starbucks? -Max spojrzał na biurko, już chciał odmówić, zaproponować inną kawiarnie, coś niezwiązanego z Betty, ale

43




przypomniał sobie słowa psychologa. 

     -Może być.- Zgodził się. Alice uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Była godzina trzynasta, akurat był moment kiedy Max miał czas na przerwę. Przy recepcji stała dziewczyna I czekała na ochroniarza. Kiwnęła głową dając znak pozwalający na wyjście. Było słoneczne popołudnie. Ludzie spacerowali po ulicach i dźwigając zakupy, w większości były to bezrobotne kobiety, ale zdarzało się zobaczyć wagarującą młodzież, robotników  także mających przerwę w pracy, oraz kilka rodzin spacerujący po mieście pchając wózki dziecięce. Max i Alice właśnie wchodzili do kawiarni której logo pokazywało dwuogonową syrenę. Z racji że była to godzina gdzie wiele osób miało przerwę w pracy kawiarnia była przepełniona ludźmi. Ochroniarz i recepcjonistką pobliskiego hotelu czekali blisko pięć minut nim dotarli do lady, przy której zamówienie odebrała kobieta. Max postanowił się urwać od swojego zwyczaju i zamówił mrożoną waniliową macchiato ale o 

     dziwo Alice zamówiła karmelową latte. Max uśmiechnął się wyobrażając sobie że koło niego stoi Betty, zauważył też jedną

44




uspokajającą go rzecz. Dziewczyna w swoim wyglądzie miała cechy przypominające jego zmarłą miłość. Niebieskie oczy, mały idealny nosek, wklęsłe usta. Cechy te łudząco przypominały Betty. Znowu zagubił się w myślach. 

     -Ostatnio czytałam twoje CV, współczuję straty... – spojrzała na niego ze smutną miną. 

     -Jasne, dzięki- spróbował uciąć rozmowę Max. 

     -Mogę się zapytać... jak to się wydarzyło? -zapytała 

     -Wolę o tym nie mówić. Widzę że wiesz o mnie wszystko, może teraz opowiesz mi coś o sobie? -wymusił uśmiech Max 

     -No cóż. Nic szczególnego. Urodziłam się w mieście, wychowałam bez ojca, potem szkoła studia, i oto jestem. – odpowiedziała. 

     -Czy on...? – zapytał się w odniesieniu do jej ojca 

     -Nie, nie. Po prostu jak miałam sześć lat, on uczył w szkole średniej matematyki. Była wtedy jedna uczennica, której się spodobał. Robili ,,to” kilka razy po lekcjach, wtedy ona wpadła na pomysł żeby zdobyć wyższą ocenę. Nagrała filmik ich stosunku i groziła, że jeżeli nie podźwignie jej oceny, to ona wyśle te filmiki do żony i pokaże dyrekcji. Oczywiście zrobił to co ona mu

45




kazała, ale i tak wysłała ten filmik mojej mamie i dyrektorowi. Wtedy został wyrzucony dyscyplinarnie ze szkoły. Moja matka też się na niego zdenerwowała, ale sprawa ucichła. Po kilku miesiącach ta dziewczyna przyszła do domu i powiedziała że jest w ciąży. Moja mama wyrzuciła go wtedy z domu. Od tamtego czasu go nie widziałam. Wtedy byłam zła na mamę, ale potem zrozumiałam, że to wszystko była jego wina. - opowiedziała dziewczyna 

     -Bardzo ci współczuję. – Wtedy Max postanowił, że umówi się z nią jeszcze raz. Nie z powodu litości spowodowanej opowieścią. Czuł coś czego tak dawno mu brakowało. Drobny zaczątek miłości do dziewczyny. 

     -Ej Max, czas się kończy. Musimy iść do hotelu, za chwilę koniec przerwy.- Wyszli z kawiarni, i poszli w stronę miejsca pracy. Kiedy weszli na obszar hotelu, od razu przywitał ich Gabriel. 

     -Dobra wiadomość, dzisiaj wydarzyło się coś niesamowitego. Miałem bardzo dużo połączeń od biur podróży, głównie europejskich. Od czwartku za tydzień, będziemy mieli przeszło trzystu gości. Poza tym mamy nowych pracowników. Nowy ogrodnik, pomocnik kucharza, zespół sprzątający oraz kilku

46




innych.- Pochwalił się właściciel. Max oraz Alice wrócili do pracy. 

     *** 

     -Alice, chcesz się wybrać po pracy do tej nowej restauracji?-Zapytał się Max stojąc przy biurku recepcjonistki. 

     -Jasne, czemu nie.-Odpowiedziała. Rozmowę przerwała para chcąca zarezerwować pokój na tydzień. Alice wręczyła im kluczyk a oni odeszli schodkami w górę. 

     -Trzysta osób to mało jak na tak duży obiekt. Osobiście spotykam mało gości. - powiedział ochroniarz. 

     -Ja akurat mam sporo pracy, rezerwacje na następny tydzień wyglądają ciekawie. Czterysta osób, a poza tym ponad sto osób zostanie z tego tygodnia. -Powiedziała. 

     -Gabriel musi być wniebowzięty-zażartował Max. -Dobra, ja idę trochę poinwigilować gości w moim pokoju. - Powiedział i odszedł z recepcji. Usiadł w fotelu znajdującym się w jego pokoju. Nie minęło nawet pół godziny nim ciszę w jego pokoju przeszył dzwonek telefonu stacjonarnego. 

     -Musisz podejść, ktoś robi awanturę. -Powiedziała przez telefon Alice. Max wstał otworzył drzwi i pobiegł do recepcji. Mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat właśnie rzucił stojak z pocztówkami na podłogę,

47




jednocześnie krzycząc i przeklinając pracownicy hotelu i goście trzymali od niego bezpieczną odległość, tak aby nikogo nie skrzywdził. Ochroniarz wyciągnął przed siebie ręce w podobny sposób jak Owen Grandy w Jurassic World do trzech otaczających go 

     velociraptorów, chcąc uspokoić oponenta. Niestety ten nie reagował. 

     -Gdzie moje dziecko, zabrali mi dziecko! - Krzyczał jednocześnie szlochając. Max przysunął się do niego chwycił jego lewą rękę i wykręcił ją do tyłu. Następnie kopnął miejsce pomiędzy mięsień płaszczkowaty a brzuchaty łydki powalając człowieka na ziemię. Trzymał jego rękę wykręcając ją, jednocześnie sprawiając przeciwnikowi ból . Ten nie miał możliwości na żaden manewr ani ruch. 

     -Alice dzwoń na policję. Niech przyjadą jak najszybciej.- powiedział Max. Przytrzymywał mężczyznę kolanem przy ziemi. Grupka glin zaaresztowała agresywnego człowieka i zaprowadziła go do radiowozu. 

     -Dobrze proszę mi opisać co się tutaj stało. - zadecydował jeden mundurowy. 

     -Max, wracaj do pokoju obserwuj obiekt. Ja z nim porozmawiam- powiedział Gabriel. Reszta dnia ochroniarza potoczyła się

48




spokojnie, prawie tak jak każdy dzień. Skończyło się na kilku spacerach po hotelu, oraz spotkaniu kilku gości. Wieczór jednak zapowiadał się wyjątkowo. Mieli pójść razem z Alice do pobliskiej, nowo otwartej, luksusowej restauracji. Max po pracy udał się do swojego domu. Szybko wziął prysznic, wytarł się ręcznikiem i wysuszył włosy. Następnie użył dezodorantu. Z racji że pochodził z bogatej rodziny, posiadał pieniądze, a co za tym idzie markowe ciuchy. Podszedł do szafy i wybrał nowy garnitur z Gucci. 

     Wypastował swoje buty i zabrał ciemny parasol. Wcześniej przeczytał w prognozie pogody, że ma padać. Wyszedł z mieszkania i poszedł do restauracji. Był to lokal z francuskim jedzeniem, a w mediach krążyły pogłoski że jeżeli ktoś chce się napić najlepszych win to właśnie tam trzeba się udać. Restauracja była nowoczesna, w środku, przy stołach siedziały grupy ludzi. Wszedł do jasno wystrojonego hotelu. Na ścianach wisiały kolorowe zdjęcia francuzów trzymających bagietki, wieży Eiffla oraz Luwru kontrastujące z białymi ścianami. Czekał w strefie gdzie oczekiwano na przydzielenie stolika. Przyszedł do niego kelner w

49




białej koszuli i czarnej kamizelce. 

     -Bonjour. Dla ilu osób stolik? -zapytał się mężczyzna ze stereotypowym francuskim wąsikiem. 

     -Dla dwóch poproszę.- powiedział. Spojrzał na zegarek wskazujący, że Alice się spóźnia. W tym momencie zauważył że trzynaście minut temu otrzymał SMS-a o treści: ,, Max musimy się spotkać jak najszybciej, dzieje się coś dziwnego.” Do lokalu weszła dziewczyna. Dosiadła się do jego stolika. 

     -Hej, w końcu jesteś. Chciałaś mi coś powiedzieć?- Jego pytanie przerwało połączenie przychodzące na jego telefon. Rozłączył się nie sprawdzając nawet kto dzwonił. Następnie wyciszył telefon. 

     -Tak, znaczy nie...- Alice zachowywała się dziwnie, jej wygląd się zmienił, teraz bardziej przypominała Betty, Max tego w ogóle nie zauważył. 

     

     -W takim razie, ja chcę ci coś powiedzieć. Ostatnio dużo o tym myślałem, rozmawiałem z psychologiem i czytałem. Muszę zacząć w życiu nowy rozdział. Ona wyskoczyła przez okno, kazała mi iść po leki do sklepu, a kiedy wracałem... Leżała na ziemi, kark miała wygięty w nienaturalny sposób, lekarze mówili że było to na wypadek skoku na

50




głowę. W jej krwi znaleźli aprazolam, a u mnie w domu poukrywane tabletki z xanaxem, była narkomanką. Wtedy się załamałem.- Do stołu podszedł kelner. 

     -Co podać?-zapytał przerywając poważną rozmowę 

     -Co chcesz Alice?- zadał pytanie Max 

     -Jeden Quiche Lorraine z czerwonym winem.- odpowiedziała 

     -Dla mnie jeden omlet z fromage i woda mineralna, gazująca, a dla niej to co powiedziała.-Uśmiechnął się Max. Gdy kelner odszedł, on kontynuował. 

     -Zacząłem pić, miałem problemy z rodziną. Zrobiłem sobie roczną przerwę od szkoły i dopiero w zeszłym roku skończyłem.- Przysunęła się do niego i położyła na jego rękach swoją dłoń. Siedzieli chwilę cicho. Potem Max chcąc przerwać niezręczny moment i rzucił temat hotelu. 

     -Dlaczego wybrałaś pracę w hotelu?-Zapytał. 

     -Lubię to miasto, im więcej osób do niego przyjedzie tym bardziej zaczniemy się rozwijać. Mieszkam tu od dzieciństwa, nie opuściłabym tego miejsca za nic. Poza 

     tym Gabriel płaci bardzo dużo jak na zawód recepcjonistki.-Powiedziała. *** 

     Para wyszła z lokalu. Max i Alice uważali ten wieczór za udany. Było po dziesiątej. 

51






     -Słuchaj Max, jest już późno, chyba zostawiłam jedną rzecz w hotelu, możemy tam podejść? Boję się sama chodzić po mieście.-Zapytała. 

     -Jasne -Odpowiedział. Księżyc był w pełni, rzucał jasne światło na ulicę i chodniki, które o tej porze były już puste. Para spacerowała w stronę hotelu. Księżyc rzucał przyjemną poświatę na twarz dziewczyny. 

     - Kocham cię- powiedział. Ona się uśmiechnęła, słowa które można usłyszeć tak często sprawiły jej przyjemność. Byli już w pobliżu hotelu. Alice weszła do środka, a Max spojrzał na telefon. Miał dwadzieścia nieodebranych połączeń, a wiadomość od operatora mówiła że skrzynka głosowa jest pełna. Mężczyzna wybrał numer, z którego miał nieodebrane połączenia. Głos po drugiej stronie należał do Gabriela. 

     - Halo, Max? Proszę przyjdź szybko do hotelu, był wypadek. Będę czekał w sali balowej.- powiedział zaniepokojony głos. Ochroniarz był blisko hotelu dlatego szybko tam pobiegł. W bogato ozdobionej sali panowała pustka, mimo że w hotelu byli goście, sala nie była włączona do użytku. Właściciel hotelu czekał już na 

     niego. Miał

52




podkrążone oczy, ukrywały się one za maską łez. Siedział przy stole pijąc wódkę z małego kieliszka. Zapach właściciela hotelu wskazywał, że nie był to jego pierwszy kieliszek. 

     -Co się stało? - Zapytał Max, zbliżając się do Gabriela. 

     -Miałem telefon od policji. Alice nie żyje, zginęła w wypadku samochodowym. -Odpowiedział Gabriel. 

     -O której godzinie to było? - zapytał się zaniepokojony Max. W jego głowie toczyła się bitwa, przecież przed chwilą był z nią na randce. 

     -Po dwudziestej policja ją zidentyfikowała. Od razu do ciebie zadzwoniłem, widziałem, że coś jest między wami. Nie ma wątpliwości, to na pewno ona- odpowiedział. Max odskoczył od stołu 

     -Skoro Alice nie żyje, to z kim ja byłem? - zadał pytanie Max. Do sali wbiegła osoba przypominająca Alice. Gabriel przetarł oczy. 

     -Zwierzaczek- wyszeptał. Dziewczyna upadła na ziemię rzucając się na wszystkie strony. Wyglądała jakby opętał ją demon. Max sam nie wiedział kogo teraz bardziej ona przypominała, czy Betty czy Alice. Z jej ust zaczęła się wylewać ciemno bordowa krew, a twarz zmieniała swój kolor na blady. W pewnym momencie

53




drgawki ustały, a postać wydała ryk przypominający rozpaczliwe błaganie o pomoc. Jej ciało zaczęło się wyginać w nienaturalne wzory. Jęki postaci przerywały dźwięki pękających kości. Kobieta leżała na plecach po czym próbowała się 

     podnieść na ramionach. Ręce chrupnęły a ramiona wykrzywiły się w drugą stronę. Głowa obróciła się dewastując kark. Jęki ucichły postać stała na rękach i nogach mając brzuch u gry a plecy pod sobą, sylwetką przypominała pająka. Oczy spoglądały spokojnie na ochroniarza, który ze strachem w oczach patrzył na przerażające zjawisko. Oczy kobiety zalały się stęchłą krwią zmieniając kolor na czarny. W ciemnych gałkach ocznych było kilka białych kropek. Mężczyzna patrzył na nią nie potrafiąc zrobić żadnego ruchu. 

     -Bierz go- powiedział Gabriel. Bestia rzuciła się na Maxa. 

     -Pozwalasz umierać osobom, które cię kochały, żałosne! - powiedziała demoniczna istota. Otwierając usta i wgryzając się w ciało ochroniarza. Tym razem nie był to sen. Max jęknął z bólu. Bestia szarpnęła głową odrywając dziesięciocentymetrowy kawałek mięsa od ciała. Tym razem reakcją na

54




ból był głośny krzyk. Max odepchnął od siebie, istotę, która zaczęła uciekać. Wspięła się po ścianie, chowając się w mroku. Max znalazł nóż, leżący przy stole. Wymierzył go w stronę Gabriela. 

     -Czym ty kurde jesteś? -zapytał. 

     -Kryję się pod wieloma nazwami. Jednak nikt nie używa mego prawdziwego imienia- powiedział właściciel hotelu. Krew sączyła się z rany, prawdopodobnie Max miał uszkodzoną tętnice. Wykrwawi się szybko, wiedział to. Bestia rzuciła się z balkonu ponownie na mężczyznę, jednak tym razem miał broń. Wbił nóż prosto w skroń bestii. Był pewien, że uśmierci to istotę nieznanego pochodzenia, jednak ta wciąż się szarpała. Z palców wyrosły jej pazury które ona wbiła w podłogę posuwają ochroniarza w stronę dużego okna na drugim. Bestia nagle doznała przypływu sił. Przegryzła przedramię Maxa i wbiegła w okno wyrzucając przez nie osłabionego mężczyznę. W drodze ku twardej posadzie z kamieni postać wgryzła się w krtań człowieka. Ich batalię przerwało uderzenie o chodnik przed hotelem. Mężczyzna leżał bezwładnie na cegiełkach na podłodze. Nie ruszał się. Na jego twarzy był

55




uśmiech, mógł w ostatnich chwilach życia myśleć o tym, że to koniec jego cierpień, że już nie musi się zmagać z bólem utraty kogoś bliskiego. Być może myślał o tym, że teraz jak już umrze, zobaczy jeszcze raz Betty, dołączy do niej. Nie musiał już walczyć z butelką wina. Leżał na podłodze, był martwy. Nie było go już w miejscu, w którym powinien być. Jego dusza należała już do kogo innego. 

     *** 

     Jack Brinson, policjant na emeryturze czytał raport z samobójstwa Maxa Browna, pracującego dla hotelu Nostradamus jako ochroniarz. Ponoć na jego ciele znajdowały się ugryzienia osobnika, notatka mówiła o tym, że jego rany mogły być spowodowane uderzeniem o ziemię. Tego samego dnia zmarła kobieta w wypadku samochodowym. Zeznania świadków mówiły, że jechała z mężczyzną, jednak w samochodzie znaleziono odciski palców tylko denata: Alice Green. Obie śmierci były niejasne. Szczególnie Jacka zainteresowała śmierć Maxa. Jeden, ze świadków mówił, że widział walkę z czymś, kiedy denat: Max Brown spadł na ziemię. Nie były to jego pierwsze sprawy, bez podejrzanych, bez śladów, z ranami szarpanymi, kłutymi i

56




kąsanymi. Pierwsza taka sytuacja, do której był powołany miała miejsce 25 lat wcześniej. Wziął łyk wódki czystej. Po czym odłożył raport na górę żółtych teczek wyniesionych z archiwum. Ponownie zasnął na fotelu bujanym. 
CDN

57




Wyrazy: Znaki: