Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Zielona małpaikonka kopiowania

Autor: Sylwiana twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




- Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? – spytał mężczyzna.
- Ależ jest, oczywiście. Może pan zostać tutaj – odpowiedział spokojnie strażnik.
- Nie chcę tutaj pracować. Mam dość tego piekielnego gorąca i tej katorżniczej pracy – zaczął narzekać Edward – Bolą mnie plecy od tego nieustannego rąbania skały i wrzucania kamieni do rzeki płynącej magmy. Nie chcę robić tego w nieskończoność!
- Sam pan sobie na to zasłużył. Nie pamięta już pan dlaczego pana tutaj zesłano?
- Pamiętam niestety, a może stety.
- No może bez tych stety. Jeszcze nie czuje pan skruchy? Za tyle skakania z kwiatka na kwiatek, tak wiele porzuconych i cierpiących panien, matek i mężatek? Zmieniał je pan często i porzucał raniąc okrutnie. Egoista wstrętny!
- Nie! Niech pan nie odchodzi! Zgadzam się na wszystko co zaproponuje sędzia, byle tylko móc stąd odejść.
- No zobaczymy. Jeszcze nie zna pan wszystkich warunków umowy. Proszę iść ze mną.

     *****
Brudny, spocony i ubrany w śmierdzący kombinezon pracownik piekielnej kopalni ruszył w ślad za strażnikiem. Szli długim, ciemnym i gorącym podziemnym korytarzem. Jedynie łuna czerwonego

1




światła bijąca od płynącej magmy oświetlała ich drogę. Wszystko było lepsze niż machanie tym przeklętym kilofem, nawet dziesięciokilometrowy marsz wydawał się fraszką. Dotarli wreszcie na salę sądową i stanęli przed obliczem sędziego.
- Usiądź proszę, Edwardzie – powiedział przyjaźnie sędzia.
- Czy ja pana skądś znam? Zna pan moje imię – odrzekł kopacz sadowiąc się na fotelu.
- Wiem o tobie wszystko, znam dokładnie każdy szczegół twojego życia na ziemi i tutaj w kopalni – kontynuował sędzia – Dlatego mam propozycję, która może ciebie zaciekawić.
- Cały zamieniam się w słuch.
- Najpierw przedstawię warunki kontraktu. Potem będzie czas na zadawanie pytań.
- Dobrze. Proszę mówić.
- Nigdy już nie będziesz człowiekiem. Opuścisz piekło i zostaniesz małpą. Zieloną małpą.
- Przecież nie ma zielonych małp!
- Miałeś milczeć, do czasu aż skończę!
- No dobrze – niechętnie zgodził się Edward.
- Zatem wrócisz na ziemię jako zielona małpa. Będziesz wiódł życie skacząc z drzewa na drzewo. Nie możesz schodzić na ląd. Nawet spać musisz wysoko, przywiązany liną do drzewa, aby nie spaść. Jeśli

2




dotkniesz ziemi choćby przez chwilę, natychmiast tutaj wrócisz i to już na zawsze.
Na razie brzmi fajnie – pomyślał Edward – Będę zaliczał na drzewach panienki, no małpy, kiedy tylko zechcę. Lepsza małpa, niż żadna.
- Edwardzie. Nawet o tym nie myśl – sędzia czytał w myślach podrywacza – Najpierw musisz spełnić wszystkie warunki kontraktu. Dopiero na koniec spotka cię zasłużona nagroda – twoja wolność. Zielona małpa nie ma organów płciowych, aby nic jej nie rozpraszało i skupiała się wyłącznie na zadaniach.
- A co to za praca? – spytał trochę rozczarowany Edward.
- Bycie donosicielem to twoja jedyna szansa. Jako zielona małpa będziesz niewidzialny dla człowieka. Zachowasz ludzką mowę, ale poznasz też języki wszystkich zwierząt. Będziesz tajnym agentem w dżungli Amazońskiej. Codziennie rano i wieczorem będziesz zdawał mi raporty z tego, co dzieje się w lesie.
- Co mam raportować? - zagadnął niespokojnie mężczyzna.
- Będziesz obserwować stan zagrożonej nadmierną wycinką lasów Amazonii. Chcę natychmiast wiedzieć o każdym nielegalnym wyrębie, o karczowaniu lasów pod uprawę roślin, czy na pastwiska

3




dla bydła. Interesuje mnie każde drzewo. Pamiętaj, że to nasza, twoja i moja przyszłość. Wyłącznie tubylcy, to znaczy Indianie mają prawo ścinać drzewa, ale oni robią to rzadko i w niewielkich ilościach, zatem tego mi nie przekazuj. Czekam na donosy o prywatnych firmach, wielkich koncernach i biednych chłopach, którzy żyją ze sprzedaży wycinanych drzew. Tych trzeba zatrzymać w ich katastrofalnej dla środowiska działalności.
- W jaki sposób mam się z panem komunikować?
- Dostaniesz metalowy spodek. Kiedy tylko wciśniesz zielony guzik – o ten tutaj, zobacz – i przystawisz go do dowolnego drzewa, to błyskawicznie połączysz się ze mną. Proszę o regularne meldunki rano i wieczorem, w nagłych sytuacjach również. Dla ciebie zawsze jestem dostępny.
- Czyli mam służyć całemu światu i chronić Amazonię przed nieodwracalną degradacją?
- Dokładnie. A my już mamy swoje sposoby jak pozbyć się tych bezmyślnych karczowników. Jeden twój donos, a następnego dnia przestępca jest złapany.
- Jesteście bardzo skuteczni!
- Lata praktyki. Potrzeba czyni mistrza. Mamy swoich agentów na całym świecie. Jednak to zagrożona coraz bardziej

4




Amazonia spędza nam sen z powiek.
- Czy będą tam inne zielone małpy? – spytał z ciekawością Edward.
- A tu cię mam bratku – zaśmiał się życzliwie sędzia - Zobaczysz na miejscu.
- Wspominał pan o jakiejś nagrodzie – przypomniał sędziemu kopacz.
- Tak. Po roku nienagannej pracy staniesz się brązową małpą i będziesz mógł schodzić na ląd, czyli zwyczajnie żyć.
- Jak można normalnie żyć bez... no wie pan?
- Dla ciebie to wciąż najważniejsze. Jeśli będziesz rzetelnie przykładał się do pracy i pojawią się jej znaczące efekty, to jako premia pojawią ci się organy płciowe. Na jaką płeć się decydujesz?
- Też pytanie! Na męską oczywiście! Jestem mężczyzną! – a po chwili wykrzyczał podekscytowanym głosem - Hurra! Będę miał znowu kobiety, no małpy, ale kobiety!
- Czy masz jeszcze jakieś pytania? Jeśli nie, to podpisz proszę kontrakt.
Edward zamaszyście złożył swój podpis na dole umowy, którą sędzia natychmiast schował do sejfu. Leżał tam cały stos innych kontraktów.
- Kiedy zaczynam? – spytał ochoczo ex podrywacz.
- Widzę, że podoba ci się nowa praca. A obiecana nagroda chyba najbardziej –

5




uśmiechnął się wyrozumiale sędzia – Teraz strażnik zaprowadzi cię do twojego pokoju. Umyj się dokładnie i zmyj piekielny brud. Masz być czysty, rozumiesz? Potem ubierz się w zieloną piżamę. Spakuj plecak, nie zapomnij o linach i metalowym spodku do kontaktowania się. Plecak załóż koniecznie na plecy, pamiętaj! Rano obudzisz się już w Amazonii, jako zielona małpa.

     *****
Edward otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Siedział na grubym konarze wysokiego drzewa. Wszędzie dookoła było zielono, on sam też był zielony. Zamiast skóry miał futro i był małpą.

     - Jak tu pięknie. Pięknieeeeeeeee... – krzyknął zachwycony.
Dżungla to kwintesencja życia, pełna gama kolorów, kakofonia dźwięków oraz odgłosów zwierząt i ptaków. Zachwycony, że może oddychać świeżym powietrzem i patrzeć na niebieskie niebo zaczął skakać z gałęzi na gałąź. Robił to jak prawdziwa małpa, przeistoczenie przyszło mu bardzo łatwo.
Gdy już nasycił oczy pełnym życia cudem natury przysiadł na gałęzi i przypomniał sobie, po co go tutaj zesłano. Żeby móc w pełni cieszyć się wolnością musiał wypełnić postanowienia kontraktu.
- Zatem

6




do roboty. Tylko od czego mam zacząć? – powiedział do siebie Edward – Muszę się najpierw napić.
Zeskoczył po gałęziach ku płynącej rzece. Pamiętał o przestrodze, żeby nie schodzić na stały ląd. Zawisł na gałęzi zwisającej tuż nad wodą i napił się prosto z rzeki. Woda nie była przezroczysta, tylko pełna niesionego wartkim nurtem mułu. Ugasiwszy pragnienie wskoczył na wyższy konar i spoglądał na rzekę. Coś go zaciekawiło. Przyjrzał się dokładniej i zobaczył małe dziwne stworzenia. Wszystkie takie same, trochę podobne do ptaka, a trochę do małpy. Niektóre z nich wspinały się po gałęziach, a inne świetnie pływały w rzece. Zdenerwowana matka pisklaków stała na lądzie i nawoływała, aby wróciły.
- Wracajcie do mnie szybko! – powtarzała zachrypniętym skrzekiem – W wodzie czyha na was niebezpieczeństwo. Wiecie, że was nie uratuję, bo nie umiem pływać! Wy tam wyżej, też złaźcie z drzewa, nie potrafię wspinać się jak wy dzieci.
Edward słuchał jak urzeczony. Rozumiał mowę ptaków. To był ptak, dziwny trochę, ale był pierwszym stworzeniem poznanym w Amazonii.
- Jak się nazywasz? – zapytała grzecznie

7




małpa.
- Mam na imię Hoacyn – odpowiedział ptak - A te tutaj, niesforne małe, to moje dzieci.
- Jesteście bardzo ładni. Już was polubiłem.
- A ty dlaczego jesteś zielony? Nie ma zielonych małp!
- Taki już jestem. Mam na imię Edward.
Tak zaczęła się przyjaźń Edwarda z Hoacynem. Małpa wypytała ptaka czy może coś widział, albo słyszał o wyrębie drzew przez białych ludzi. Ptak przytaknął smutno głową, że wszyscy o tym mówią w dżungli. Zwierzęta są zrozpaczone, czują się bezradne patrząc jak ich dom kurczy się z roku na rok. Jaka przyszłość czeka je wszystkie?
- Jestem tutaj, żeby wam pomóc – małpa uspokajała Hoacyna - Dlatego mam prośbę, abyś poinformował każde napotkane zwierzę, by miało oczy i uszy szeroko otwarte. Niech natychmiast doniesie mi o nielegalnym wyrębie, gdziekolwiek ma to miejsce, na terenie całej puszczy. A teraz skaczę już na obchód. Muszę działać.
Misja rozpoczęła się z impetem. W niedługim czasie Edward stworzył siatkę kontaktów z każdym rodzajem zwierząt. Pijąc wodę nad rzeką rozmawiał z rybami i słuchał ich skarg. Notował w myślach to, co widziały. Potem skrupulatnie

8




przekazywał pozyskane informacje swemu zwierzchnikowi – sędziemu. Piranie były dlań niebezpieczne. Kajmany jeszcze bardziej, musiał więc na nie uważać. Słuchał ich z bezpiecznej odległości, aby klapiąc paszczą, nie chwyciły też jego. Najbardziej lubił delfiny. Skakały wysoko nad wodę i opowiadały mu co i gdzie widziały.
Przysłuchiwał się też małym zwierzętom, których las był pełen. Mrówkom, komarom, nietoperzom i obrzydliwym pająkom, od których trzymał się daleka. Od dziecka miał do nich awersję, tutaj jednak były przydatne dla jego misji. Kolorowe żaby i inne płazy zasypywały go świeżymi wiadomościami. Nie lubił węży i z nimi najrzadziej się spotykał, najzwyczajniej w świecie bał się ich jak ognia. Mały grzechotnik był postrachem, ale już olbrzymia anakonda była paraliżującym potworem. Cały pocił się ze strachu widząc ją nawet z daleka. Była jednak jednym z informatorów i nie mógł jej unikać.
Drapieżne jaguary były źródłem najcenniejszych informacji. W poszukiwaniu pokarmu przemieszczały się po całej Amazonii, wiele widziały i słyszały. Od wieków ludzie stanowili dla nich zagrożenie, dlatego

9




teraz, mając taką możliwość chętnie korzystały z możliwości odwetu. Małpy były składnikiem pożywienia tych olbrzymich ssaków, Edward miał się więc na baczności w bezpośrednich kontaktach z nimi. Przybierał dumny wyraz pyska i nie dawał po sobie poznać lęku. Słuchał i patrzył, a jaguary opowiadały karczownicze nowinki.
Minął miesiąc. Podczas wieczornej rozmowy z sędzią Edward usłyszał pochwałę:
- Edwardzie. Jestem pełen podziwu dla efektów twojej pracy – zaczął sędzia – Tyle donosów. Tyle wyłapanych nielegalnych wycinaczy lasów. Jak ty to robisz?
- Mam swoje sposoby – dodała z nieukrywaną dumą małpa.
- Szkoda, że nie masz telewizora. O naszej akcji mówią nawet w wiadomościach. No oczywiście bez szczegółów, bo nie wiedzą, kto za tym stoi. Przestępcy, wielkie firmy muszą płacić wysoki okup, żeby nie trafić do więzienia. Ich pieniądze rozdzielane są wśród biednych chłopów, aby ci z kolei zostawili dżunglę w spokoju. Taką mamy politykę.
- Cieszę się, że jest pan ze mnie zadowolony.
- Bardzo. Doskonała robota. Oby tak dalej – Edward usłyszał ciągły sygnał w telefonie, to sędzia rozłączył

10




się.
Podbudowana tymi pochwałami zielona małpa sprawnie i wydajnie kontynuowała swoją pracę. Zaczęła nawet sama zagłębiać się w nowe rejony puszczy. Skakała po wierzchołkach drzew wzdłuż rozległej Amazonki i jej dopływów. Bliski kontakt z wodą był niezbędny do życia, choć jednocześnie stwarzał niebezpieczeństwo częstszych kontaktów z jaguarami. One również lubiły sąsiedztwo rzeki.

     *****

     Pewnego wieczora po zdaniu raportu Edward zauważył, że na klawiaturze swojego „telefonu” ma jakiś nowy, czerwony guzik. Wcisnął go i nagle coś zatrzeszczało w aparacie, a po chwili odezwał się damski głos:
- Halo? Słucham? Kto mówi? – odezwała się ponętnie kobieta.
- Halo. Jestem Edward. A pani?
- Mam na imię Luiza – powiedziała kocim głosem kobieta wyciągając głoskę „i”.
- Przyjemny wieczór, prawda? – zaczął swoją sprawdzoną gadkę Edward. Wieczorna pora dawno zapomnianej rozrywki – rozmowa z kobietą.
- O tak, bardzo. Kim pan właściwie jest? I jak pan mnie znalazł?
- Przypadek, a może tak miało być kotku – przymilał się podrywacz – Wybrałem ciebie jedyną spośród tysiąca innych.
- Ale bajerant z

11




ciebie. Nie widziałam tu żadnych innych poza mną.
- Czyli jesteś stworzona właśnie dla mnie.
- Tak, oczywiście. Może jeszcze kiedyś zdzwonimy się. Na razie muszę kończyć. Zasypiam. Dobranoc Edwardzie.
- Dobranoc Luizo.
Zielona małpa długo siedziała na gałęzi otulona odgłosami nocnej dżungli i zastanawiała się kim właściwie była ta kobieta. Ex podrywacz dawno nie myślał o kobietach, ani w kopalni, ani tutaj w puszczy, skoncentrowany wyłącznie na swojej misji naprawiania świata. A teraz ten damski głos, taki pociągający i seksowny zaburzył jego wewnętrzny spokój. Edward nie mógł zasnąć, była pełnia księżyca i bardzo silna jasność rozpostarła się nad lasem.
- Taka piękna noc, a ja siedzę tu sam jak palec – gadał do siebie roztkliwiony krótką rozmową z obcą panią – Muszę wytrzymać do końca kontraktu, a potem zajmę się swoimi sprawami sercowymi i kobietami. Tylko jak? Bez...
Edward pomacał się po miejscu, gdzie powinny być jądra i penis. Nic tam nie było, pusta zarośnięta futrem płaszczyzna, żadnego nawet maleńkiego wybrzuszenia. Potrzebne do załatwiania się organy miał pod ogonem. W końcu zmorzył go

12




sen.
Rankiem samiec małpy zabrał się ostro do pracy, to było teraz najważniejsze. Skakanie po dżungli, rozmowy ze zwierzętami i codzienne składanie raportów. Tak mijały tygodnie, całe miesiące. Jedynie spotkania z przyjacielem Hoacynem dawały mu radość, mógł szczerze wyznać co go trapi, jak tęskni za normlanym życiem, że chciałby wreszcie zejść na ziemię i związać się z kobietą, z samicą małpy.
- Wiesz, niedawno widziałem inną zieloną małpę. Po drugiej stronie rzeki. Piła wodę w podobny sposób jak ty – poinformował go Hoacyn.
- Co ty powiesz? Naprawdę? – Edward aż podskoczył na gałęzi.
- Serio, przecież ja nigdy nie kłamię.
- Jak wyglądała? Opowiadaj!
- No była dokładnie taka jak ty, tylko może trochę mniejsza, drobniejszej budowy ciała.
- Kiedy ją widziałeś?
- Kilka dni temu.
- Muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej – powiedziała ze zdeterminowaniem małpa – I to w tej chwili. Do zobaczenia Hoacynie.
- Do zobaczenia – odrzekł ptak.
Edward wskoczył po gałęziach wysoko na drzewo. Przyłożył spodek do kory, nacisnął zielony guzik i wnet usłyszał głos swojego zwierzchnika.
- Słucham ciebie

13




Edwardzie. Co się stało? Dzwonisz o nietypowej porze.
- Proszę pana, mam kilka pytań.
- Zauważyłem, że ostatnio byłeś przygnębiony. Znam twoje myśli. Chodzi o tę kobietę, którą słyszałeś w telefonie tamtej odległej nocy?
- Tak. Kim była Luiza? Jak ją znalazłem?
- Po kolei. Wszystko po kolei – zaczął spokojnie sędzia – Luiza to druga zielona małpa, którą zesłałem do Amazonii, aby wspierała ciebie w pracy. Robi dokładnie to co ty. Jest donosicielką.
- A jak się wtedy do niej dodzwoniłem?
- Masz już na spodku drugi guzik, czerwony. To dodatkowy bonus dla najlepszych agentów, którzy mają już za sobą półroczną służbę. Wcześniej był tylko zielony, a teraz są dwa. Jeśli naciśniesz czerwony, to wtedy połączysz się z nią.
- Czy ona wie kim jestem? Z kim rozmawiała przez „telefon”?
- Jeszcze nie zna szczegółów. Ale dziś się o nich dowie. Macie przecież razem współpracować, dla dobra sprawy oczywiście – sędzia zaśmiał się słysząc co dzieje się w głowie małpy.
- Mam jeszcze pytanie. Na jaką ona zdecydowała się płeć? Czy może mi pan powiedzieć?
- Luiza stanie się kobietą. Oczywiście dopiero wtedy,

14




kiedy jej kontrakt zakończy się.
Zielona małpa rozpromieniła się ze szczęścia. Wreszcie jakieś dobre wieści.
- Edwardzie. Mam dla ciebie niespodziankę. Za twoją wspaniałą pracę postanowiłem dać ci dodatkowy prezent. Męskie narządy płciowe pojawią się u ciebie znacznie wcześniej niż oczekiwałeś. Zanim jeszcze zejdziesz na ziemię. Tylko pamiętaj, nie możesz z nich korzystać przed wygaśnięciem kontraktu.
- Dziękuję sędzio. Jestem zaszczycony tym wyróżnieniem i przeszczęśliwy.
Zielona małpa skakała jak szalona z radości. Aż do granic Wenezueli, Kolumbii, Boliwii i Peru. Zwierzęta zauważyły zmianę jaka zaszła w Edwardzie. Stał się jeszcze bardziej otwarty i komunikatywny. Znikła dawna rezerwa wobec niektórych gatunków zwierząt. Zauważyły to zdziwione kajmany, jaguary i anakondy.

     *****
Zielona małpa codziennie przeprowadzała dokładną inspekcję pewnej części swojego ciała. Aż któregoś ranka spostrzegła, że ma już wszystko czego potrzebuje mężczyzna, aby być szczęśliwym. Natychmiast zadzwoniła do Luizy.
- Cześć Luizo. Co słychać? – powitał ją przymilnie Edward.
- Cześć Edwardzie. Wyspałam się i

15




jestem gotowa do pracy.
- Może niedługo nie będziesz już spała sama... – dodał zagadkowo samiec.
- Na razie skupiam się wyłącznie na pracy. Po zejściu na ziemię poszukam sobie towarzystwa do spania.
- Ależ Luizo. Nie bądź okrutna! Nie pomyślałaś o mnie? Ja o tobie myślę cały czas!
- Ja także, o co ci chodzi? Jesteś moim partnerem w terenie, bardzo dobrze i owocnie razem nam się współpracuje, czyż nie?
- Tak, właśnie. Gdzie teraz jesteś? Chciałbym ci coś pokazać!
- Niedaleko. Możemy spotkać się nad rzeką.
Pierwszy zjawił się Edward, Luiza przybiegła wkrótce. Spojrzała na kolegę. Stał przed nią wyprostowany i dumnie prężył pierś do przodu. Jedną łapą trzymał się gałęzi, a drugą wskazywał nowość na swoim małpim ciele. Zielony penis.
- Zobacz Luizo. Jestem już prawdziwym mężczyzną. Niczego mi nie brakuje – chełpił się podrywacz.
- Widzę. Cieszę się, że jesteś zadowolony.
- Jestem bardzo szczęśliwy i nie mogę doczekać się końca kontraktu. Wiesz dlaczego? – samiec zaczął ulubiony temat.
- Domyślam się, ale na razie nie chcę o tym rozmawiać. Lepiej skupmy się na pracy!
- A właściwie to

16




dlaczego jesteś tutaj? Nigdy ciebie nie pytałem, a ty nie mówiłaś?
- Nie pytałeś, to nie mówiłam. Jestem tajemniczą kobietą, jakbyś jeszcze tego nie zauważył.
- Zauważyłem Luizo. Tajemniczą i bardzo ponętną... – napalił się znowu samiec.
- Przestań Edwardzie! Jesteśmy w pracy! Zapomniałeś?! A wracając do twojego pytania, jestem tutaj, bo często skakałam.
- Lubiłaś zmieniać facetów? To mamy wiele wspólnego! – Luiza podobała mu się coraz bardziej. Kręciła go niesamowicie. Trudno było mu powstrzymać się przed wypróbowaniem swojego nowego organu.
- Nie! – chłodno ucięła temat samica - Okradałam sklepy, banki, bogatych ludzi, kradłam samochody. Robiłam skoki, regularne złodziejskie skoki. Z tego żyłam, a potem dostałam nową szansę i znalazłam się tutaj.
- Też trafiłaś do piekła? A co tam robią kobiety?
- Nie pytaj. Lepiej żebyś nie wiedział, ja też nie chcę już tego pamiętać.
Edward i Luiza napili się wody z rzeki i ruszyli do pracy, każde w swoją stronę.

     *****

     Minęło kilka miesięcy intensywnej pracy Edwarda i Luizy. Współpraca układała się znakomicie i przynosiła widoczne efekty. Obie małpy

17




zaprzyjaźniły się i ich znajomość wykraczała daleko poza tematy służbowe. Spotykali się czasem w ciągu dnia, a wieczorami prowadzili długie, „telefoniczne” rozmowy.
Męska zielona małpa nie tęskniła już za szybkim powrotem na ląd, ani nie liczyła dni do zakończenia kontraktu. Była szczęśliwa, że poznała Luizę. Któregoś wieczora zdając sędziemu codzienny raport usłyszała zaskoczona:
- Edwardzie! Spisałeś się znakomicie! Byłeś świetnym donosicielem! W tej chwili nie trwa żadna nielegalna wycinka lasów. Wszyscy karczownicy są wyłapani, a biedni chłopi zaspokojeni finansowo na wiele przyszłych pokoleń. Amazonia ma szansę odrodzić się i wrócić do pierwotnego stanu. Będzie to trwało pięćdziesiąt lat, albo i dłużej. Są to zielone płuca całej planety Ziemi i musimy o nie dbać. Dziękuję bardzo za twoją pracę.
- Cieszę się, że spełniłem pokładane we mnie nadzieje.
- Mamy już następcę na twoje stanowisko. Chciałbym, żeby był równie skuteczny jak ty.
- A ja? Co ze mną?
- Tej nocy staniesz się brązową małpą i możesz zejść na ląd kiedy tylko zechcesz. Będziesz już mógł korzystać z wolności bez

18




żadnych ograniczeń.
- A Luiza?
- Co Luiza? – sędzia nie zrozumiał o co dokładnie Edward pyta.
- Czy ona na pewno chce zostać kobietą?
- Tak zadeklarowała podpisując swoją umowę. Pytałeś już o to wcześniej.
- Uff, jak dobrze – odetchnęła z ulgą zielona małpa.

     *****
Nazajutrz Edward zszedł na ląd i od razu spotkał się z Hoacynem. Opowiedział mu o swoim uczuciu do Luizy. Ptak słuchał cierpliwie kiwając głową. W trakcie rozmowy plecak z linami pofrunął do rzeki.
Także Luiza niebawem zjawiła się na lądzie. Jako piękna, dorodna samica małpy, z dużymi piersiami i zgrabnym tyłeczkiem. Zachwycony Edward wpatrywał się w obiekt swoich marzeń. Wreszcie jego pragnienie mogło się spełnić. Postanowił, że będzie ją zdobywał, aż zasłuży na jej względy i uczucie. Jego przyjaciel Hoacyn, który wiele w życiu widział i wiedział, odradzał mu bliższą z nią znajomość.
Zakochany ex podrywacz stał się monogamistą w działaniu i w myśleniu. Interesowała go tylko jedna kobieta. Pewnego wieczora zdecydował się wreszcie wyznać jej swoje uczucia i żwawo, z kiścią bananów w łapie, poskakał do jej kryjówki. Hoacyn uprzedzał

19




go:
- Nie idź tam! Lepiej, żebyś tego nie widział!
- Czego mam nie widzieć? – spytał buńczucznie Edward.
- Po prostu mi zaufaj.
Edward machnął łapą i poszedł. Odsłonił zwoje gęstych lian i aż cofnął się z obrzydzenia. Luiza uprawiała seks z inną małpą, z samicą małpy. Była lesbijką. Nie spodziewał się tego. Odwrócił się na pięcie i szybkimi skokami wrócił do przyjaciela. Spędził z nim czas miłosnej żałoby i smutek godzenia się z losem.

20




Wyrazy: Znaki: