Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Rozmowa z telewizoremikonka kopiowania

Autor: Sylwiana twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Kowalski postanowił się odchamić. Jego noworocznym postanowieniem było przeczytanie zaległych pozycji kanonu literatury światowej oraz słuchanie muzyki klasycznej. Jednak już pierwszego dnia słuchania radio z muzyką klasyczną był zmęczony. Jego uszy nie nawykły do takich dźwięków, a melodie drażniły go. Usprawiedliwiając się szybko zmodyfikował swój wybór. Wyszukał radio puszczające muzykę filmową. Ta stacja zdecydowanie bardziej przypadła mu do gustu i przy niej pozostał.

     Kilka dni po Sylwestrze udał się do pobliskiej biblioteki, którą niegdyś omijał szerokim łukiem. Nie istniała dla niego. Wcześniej liczył się tylko sklep spożywczy, salon automatów z grami i boisko sportowe, na którym siedząc obserwował chłopców grających w piłkę nożną. Przekroczywszy próg biblioteki skierował swe kroki do działu literatury rosyjskiej. Wybrał czterotomowe wydanie „Wojny i Pokoju” Tołstoja. Dawniej nie miał ochoty na tak grube lektury, ale że temat był zawsze na czasie, to postanowił zacząć od niego. Wrócił do domu, włączył radio kuchenne, a potem przeniósł się do dużego pokoju. Usiadł wygodnie na kanapie i próbował

1




czytać. Jednak zadanie to kłóciło się z jego przyzwyczajeniami, tak dziwnie było czytać książkę po wieloletniej przerwie.

     Marian Kowalski dawno temu przekroczył czterdziestkę. Mieszkał sam w małym mieszkaniu. Żona zostawiła go i odeszła zabierając ze sobą dzieci. Wróciła do domu rodzinnego w odległym mieście, a dorosłe już dzieci studiowały na różnych uczelniach. Spotykał je na uroczystościach rodzinnych, w czasie świąt, ferii i przy innych okazjach. Nie wiedział o nich zbyt wiele, bo nigdy mu się nie zwierzały. Odkąd zniknęły z jego życia stały się prawie obce i niespecjalnie za nimi tęsknił. Jednak im był starszy, tym bardziej stawał się melancholijny. Postanowił coś zmienić w swojej monotonnej egzystencji, wypełnić czymś pustkę i nadać życiu sens.

     Z kuchni dobiegały dźwięki muzyki. Mężczyzna odłożył tom pierwszy i poszedł coś przekąsić. Był piątek wieczór. Nazajutrz nie musiał wstawać wcześnie rano, aby pracować przy taśmie w fabryce żarówek. Nieśpiesznie zjadł kolację, zrobił duży kubek kawy i wrócił do pokoju. Coś się zmieniło podczas jego nieobecności, ale nie mógł odgadnąć co

2




dokładnie. Stojący w kącie fikus wydawał się jakiś większy. Ziemia była poruszona, a małe jej okruszki rozsypane na podłodze wokół olbrzymiej donicy. Ponownie zawędrował do kuchni, wziął szufelkę ze szczotką i pozamiatał ubrudzoną posadzkę.

     Tym razem postanowił nie rozglądać się już dookoła, tylko czytać książkę i popijać kawę. Z początku szło mu opornie, bolały go oczy, które co chwila musiał przecierać. Po kilku jednak stronach lektura wciągnęła go i zapomniał o otaczającym świecie. Dopiero senność zmusiła go do udania się na spoczynek.

     *****
Odkąd Marian zaczął słuchać muzyki filmowej w domu zrobiło się przytulniej, spokojniej i wyczuwalnie cieplej. Jakby słońce mocniej grzało za oknem, a przecież był mroźny styczeń. Kwiaty na oknach rosły szybciej, a szczególnie olbrzymi fikus w pokoju z telewizorem. Jego liście stały się szerokie i rozłożyste, jakby tworzyły dach nad czyimś domem. Ziemia zawsze była spulchniona i porozsypywana wokół donicy. W takiej przyjemnej atmosferze miło było spędzać czas i dobrze się czytało. Natasza i książę Andrzej igrali w głowie Kowalskiego, a on czekał z

3




utęsknieniem na ponowne spotkania z nimi. Prosto z pracy pędził do domu, aby spotykać swoich przyjaciół. Losy Pierra oraz samego Napoleona stały się jego codziennymi zmartwieniami.

     Któregoś wieczora siedząc na kanapie i czytając książkę kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Z kuchni dochodziło brzmienie muzyki, spojrzał w tę stronę i wrócił do lektury. Nagle podniósł głowę i zauważył, że coś przygląda mu się z naprzeciwka. Była to wielka, różowa dżdżownica stojąca przed nim, z głową na wysokości jego własnej głowy. W swojej postawie trochę przypominała kobrę, ale na tym podobieństwa się kończyły. W pierwszym odruchu wstrząsnęło nim obrzydzenie. Małe dżdżownice, których pełno było na ulicach po deszczu, były okropne. Ale ta była najohydniejsza ze wszystkich.

     - Fuj! Coś ty za jedna? – spytał z odrazą – Skąd się tu wzięłaś?
- Mieszkam tutaj – odpowiedziała i dodała smutniej – Nie jesteś zbyt przyjacielski.
- Gdzie dokładnie? Co tutaj robisz?
- Nie mogę powiedzieć. To moja tajemnica.
- Wcale mnie to nie interesuje, tak tylko spytałem. Przeszkadzasz mi. Znikaj stąd!
- Czemu jesteś dla mnie taki

4




niedobry? Co ja ci zrobiłam?
- Daj mi spokój! Chcę wreszcie poczytać książkę.

     Wrócił do przerwanej lektury. Odbywał się właśnie pierwszy bal Nataszy, która to drżąc cała z emocji rozglądała się na boki. W jej kierunku szedł pięknie odziany książę Andrzej z zamiarem poproszenia jej do tańca. Frapujący to był fragment lektury, który zmącił swym pojawieniem się wielki robak. Stał przed nim wciąż i wpatrywał się w niego pytającymi oczyma.

     - Czego ode mnie chcesz? – zapytał wrogo Marian.
- Ja tylko chciałam usiąść obok ciebie na sofie i wygodnie wsłuchiwać się w tę piękną muzykę. Odkąd jej słuchasz stało się tutaj tak nastrojowo, że nie mam ochoty ukrywać się. Opuszczam moją kryjówkę i pełzam sobie wokół.
- Rób co chcesz. Ale już mi nie przeszkadzaj.
- Dobrze. Będę cicho jak trusia.
Dżdżownica wpełzła na wersalkę obok mężczyzny i siedziała w skupieniu. Zaczytany Marian tak był zaintrygowany losami bohaterów, że nie zastanawiał się dłużej skąd wzięło się tutaj to dziwne stworzenie. Nie zwracał na nią uwagi.

     *****
Mijały tygodnie. Kowalski przywykł już do obecności różowej dżdżownicy w

5




swoim domu. Nikomu o niej nie wspominał i tak nikt by nie uwierzył, ani tym bardziej w jej znajomość ludzkiej mowy. Któregoś wieczora przerwał czytanie, aby obejrzeć wiadomości.

     - Wow! Co to jest? – zachwyciła się dżdżownica.
- Jak to co? Telewizor – poinformował ją mężczyzna.
- Nigdy nie widziałam telewizora.
- To siedź i patrz. A w ogóle to jak masz na imię?
- Jestem Matylda.
- Ja Marian. Znamy się już tak długo i wypada, abyśmy zwracali się do siebie po imieniu.

     Dżdżownica obserwowała co działo się na ekranie telewizora. Jakieś grupy ludzi stłoczonych, brudnych i popychanych przez policję maszerowały powoli.
- Dlaczego oni są tacy smutni? Dokąd ich prowadzą? – spytała Matylda.
- To imigranci z Syrii. Uciekają ze swojego kraju, bo nie chcą tam umrzeć.
- A co złego zrobili, że muszą uciekać?
- Nic. W ich kraju panuje reżim, ucinają głowy nawet niewinnym. Jeśli chcą przeżyć muszą opuścić swój kraj i szukać schronienia za granicą. Porzucają swoje domy, cały swój dobytek i podróżują do Europy.
- Dobrze im tam jest? - spytała zatroskana dżdżownica.
- Niestety nie. Napotykają wrogość ludzi, którzy

6




nie chcą ich przygarnąć, ani zapewnić im godziwych warunków życia. Koczują na dworcach kolejowych. Są zsyłani do specjalnych obozów. Wielu z nich umiera w drodze do kraju docelowego, którym są Niemcy, Austria lub Wielka Brytania. Toną w morzu, giną stłoczeni w ciężarówkach. To już jest, jak widzisz, światowy problem.
- Widzę… A co się z nimi stanie?
- Mam nadzieję, że nie odeślą ich do Syrii, bo tam czeka ich pewna śmierć. Europa stoi przed poważnym problem. Napływ imigrantów rośnie w zastraszającym tempie.

     Matylda zbliżyła się do telewizora i oglądała zapłakane twarze kobiet i dzieci. Patrzyła na bezradne twarze mężczyzn o skórze ciemniejszej niż jej towarzysza. Na ich tymczasowe „domy” wcale do domów niepodobne. Była wrażliwa i strasznie poruszył ją problem uchodźców. Wiadomości skończyły się, Marian wyłączył program i wrócił do czytania. Dżdżownica wpełzła na kanapę i siedziała ze zwieszoną głową. Małe łapki, które pojawiały się u niej gdy była szczęśliwa, znikły.

*****
- Czy możesz mi włączyć telewizor? - poprosiła Matylda, gdy Marian nazajutrz wrócił z pracy – Chcę dowiedzieć

7




się czegoś o uchodźcach.
- Dobrze. Tu jest pilot. Wciśnij ten zielony przycisk i z automatu ustawi ci się program pierwszy. Jak będziesz chciała zmienić kanał, to wybierz inną cyfrę. Rozumiesz?
- Tak, rozumiem – opowiedziała rezolutnie dżdżownica.

     Wychodząc do innego pokoju z „Wojną i Pokojem” pod pachą Marian zobaczył tylko, że spełzła na podłogę, stanęła bardzo blisko ekranu i wpatruje się w ludzi. Gdy po dłuższym czasie wrócił, to zauważył, że przełączyła na CNN i ogląda wiadomości w języku angielskim.

     - Ty znasz angielski?! – spytał zaskoczony.
- Oczywiście. Niemiecki i hiszpański również – spokojnie wyjawiała swoje ukryte zdolności Matylda – Rozumiem także rosyjski i francuski.
- Muszę przyznać, że niezwykła z ciebie dżdżownica!
- Nie przeszkadzaj mi teraz, proszę. Słucham informacji globalnych. Jakie to wszystko interesujące i jednocześnie bardzo smutne. Tyle zła dzieje się na świecie.
- Tak, Matyldo. Nie mogę, niestety, zaprzeczyć.

     Dżdżownica ciągle okupowała telewizor. Po powrocie z pracy Marian zastawał ją z nosem i łapkami przywartymi do ekranu. Czasem coś mówiła. Zostawiał ją

8




samą i wychodził do drugiego pokoju, aby w skupieniu czytać książkę. Natasza dała się oszukać podstępnemu Kuraginowi, jej przyjaciel Pierre uratował ją przed zgubą, ale niestety utraciła swoją pierwszą miłość. „Wojna i Pokój” zakończyła się jednak szczęśliwie dla głównych bohaterów. Marian poczuł ulgę, że z powodzeniem przebrnął przez tak grubą, wielotomową księgę. Idąc spać słyszał, że telewizor jeszcze gra, a Matylda z kimś rozmawia. „Pewnie mówi sama do siebie” - pomyślał i natychmiast zapadł w sen.

     *****
- Co ty robisz?! – Marian spytał któregoś dnia dżdżownicę.
- Nie widzisz?! Rozmawiam z telewizorem! – odpowiedziała, jakby było to oczywiste dla każdego.
- Jak to rozmawiasz?!
- No, gdy chcę zabrać głos i zadać dręczące mnie pytanie, to dotykam łapkami ekranu i mówię co mam do powiedzenia.
- I co dalej?
- Ci ludzie w telewizorze mnie słyszą. Są bardzo zaskoczeni, bo nie wiedzą skąd dochodzi głos. Kto zadaje im pytanie? Żebyś widział miny tych zakłamanych polityków, którzy mają przygotowane gotowe odpowiedzi na znane im wcześniej pytania. Są tak przerażeni, że pocą się ze

9




strachu. Gubią się w zeznaniach. Dukają jakieś półsłówka jak dzieci w żłobku. Szokują widzów swoim zachowaniem, gdy cała prawda o nich wychodzi na jaw.
- Po co to robisz?
- Chcę poznać odpowiedzi na nurtujące mnie dylematy. Chcę dowiedzieć się, czy ktoś z tych wielkich mówców ma zamiar coś wreszcie zrobić dla imigrantów z Syrii i z innych krajów. Czy tylko mydlą im oczy i grają na zwłokę. Mam zamiar dopaść też kiedyś samego Putina, tego szczwanego lisa, i znienacka zaskoczyć go lawiną pytań.
- Czy od dawna już tak rozmawiasz z telewizorem?
- Nie wiem, chyba tak. Jak tylko pokazałeś mi działanie pilota, to radzę sobie sama. Lubię patrzeć, jak spanikowani rozmówcy nie wiedzą kto zadaje im trudne pytania. Zerkają przerażeni na dziennikarza, który także rozgląda się sam zaciekawiony odpowiedzią. Czasem jakaś ważna szycha udaje, że mdleje lub, że źle się czuje. Program kończy się przed czasem i muszę zmieniać kanał. Wszystko to ekscytuje mnie niesamowicie.
- A wiesz droga Matyldo, że to kosztuje? Ciekaw jestem jaki rachunek zapłacę za energię?
- Nie bądź małostkowy Marianie. Chyba losy świata są ważniejsze niż

10




te kilka złotych, które będziesz musiał zapłacił za prąd.
- No, może częściowo masz rację – skapitulował mężczyzna.

     Jednak z miesiąca na miesiąc koszty energii rosły. Jakby telewizor był włączony całą dobę. Marian był mocno poirytowany nałogiem Matyldy.

     - Czy mogłabyś ograniczyć swoje rozmowy z telewizorem?! – spytał ją któregoś popołudnia – Płacę coraz wyższe rachunki.
- Ależ Marianie. Nie teraz. Zobacz co się dzieje! Strzelają już do nich, do bezbronnych ludzi!
- Nie mogę powiedzieć, że nic mnie to nie obchodzi. Obchodzi mnie, ale czy mogłabyś ograniczyć się do dwóch godzin dziennie? No może trzech?
- Nie mogę. Jestem przerażona tym co się dzieje…

     Marian poszedł do drugiego pokoju. Przyniósł z biblioteki nową pozycję. „Ojca Goriot” Balzaka, którą pani bibliotekarka szczególnie zachwalała. Próbował czytać, jednak grający telewizor działał mu na nerwy. Musiał coś z tym zrobić. Tak dalej być nie mogło. Chyba będzie trzeba chować pilota, albo wychodząc do pracy wyłączać prąd. Na noc też, koniecznie. Zdecydował, że od jutra wprowadzi rygorystyczne zasady korzystania z telewizora.

11




Zrobi Matyldzie przymusową przerwę, aby trochę ochłonęła. Słuchanie muzyki filmowej będzie musiało jej wystarczyć. Ostatnimi czasy zbytnio się upolityczniła.
Kowalski ubrał się, ale wychodząc na spacer zajrzał jeszcze do dżdżownicy.

     - Matyldo! – zawołał.
- Słucham Marianie. Tylko krótko, bo rozmawiam z Putinem.
- Od jutra nie będziesz już mogła rozmawiać z telewizorem! – poinformował ją surowo.
- Jak to?!
- Mówiłem ci, że koszty energii bardzo wzrosły. Nie stać mnie na to. Kilka razy prosiłem, żebyś ograniczyła korzystanie z telewizora. Nie posłuchałaś.
- Proszę, Marianie! Proszę! Teraz będę już oglądać mniej. Obiecuję! – błagała dżdżownica.
- Za późno. Podjąłem już decyzję. Przegięłaś, po prostu przegięłaś.
- I nigdy już nie będę mogła rozmawiać z telewizorem?
- Na razie moja decyzja jest nieodwołalna. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.

     Matylda została sama. Taki cios spotkał ją ze strony jedynego przyjaciela. Popatrzyła na telewizor. To miał być koniec? Jak ona będzie mogła istnieć bez tych emocjonujących rozmów z politykami? Spojrzała na Putina, który tymczasem ocierał chusteczką

12




krople potu z czoła i skroni. Bezpośrednie pytania od nie wiadomo kogo wyprowadziły go z równowagi. Myślał, że to koniec oblężenia i sztucznie przyklejony uśmiech ponownie wykwitł na jego ustach.

     - O nie mój drogi panie! – rzekła do siebie jadowicie dżdżownica – Z tobą jeszcze nie skończyłam! To mój ostatni wieczór i teraz dopiero sobie poużywam.

     Rozeźlona i zbuntowana na jawną niesprawiedliwość, która w jej mniemaniu ją spotkała, przystąpiła do szturmu. Kolejne pytanie uderzyło w Putina. Uśmiech natychmiast znikł, a w jego oczach pojawiła się trwoga.

     *****
Marian szedł przed siebie. Nie miał żadnego konkretnego celu. Po jakimś czasie znalazł się w dużym centrum handlowym. Udał się do sklepu Dom i Ogród. Przypomniał sobie, że chciał kupić worek ziemi do fikusa. Domyślił się, że różowa dżdżownica mieszka w wielkiej donicy i dlatego ziemia ciągle jest porozsypywana dookoła. Polubił Matyldę - melomankę i aktywistkę, która za pomocą telewizora uczestniczyła w dziejach świata.

     W pobliżu niego atrakcyjna kobieta w średnim wieku oglądała kwiaty. Obserwował ją i zastanawiał się, jaki wybierze. Krążyła

13




między roślinami, aż w końcu wróciła do największego fikusa w sklepie.

     - Niech pani nie kupuje tego kwiatka! – prawie krzyknął – To bardzo niebezpieczna i kosztowna roślina!
- Co też pan opowiada?! – fuknęła nieznajoma – Nie widzi pan, że jest przeceniony?!
- Kiedyś wspomni pani moje słowa… – dodał uśmiechając się porozumiewawczo Marian – Ostrzegałem panią.
- Co za dziwny facet… – rzuciła pod nosem zdumiona kobieta i odjechała wózkiem, z załadowanym nań fikusem, w kierunku kasy.

14




Wyrazy: Znaki: