Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wampir w Zakonieikonka kopiowania

Autor: Zczarny twarz męska

grafika opisu

rozwiń




- Zostanę wyklęty! To przecież niedorzeczne! Czemu ja?! Czemu mnie się to przydarzyło ?! – Starszy zakonnik, cały zlany potem doczołgał się do drzwi swojego pokoju. Z wielkim trudem i strachem w oczach złapał za metalową zasuwę. Kilkanaście metrów dalej słychać było czyjś szyderczy i lekceważący śmiech.

     - Jakim cudem! Przecież Ja… - Czuł wielkie zmęczenie rozlewające się po kościach. Gdy ciężkie drzwi od komnaty otworzyły się, nie miał już siły wejść do środka. Jego oczy powoli traciły na ostrości. Przewrócił się na bok, oddech zaczął być coraz cięższy. Czuł jak jego ciało oblewają fale zimna i gorąca. Krew buzowała, serce waliło jak dzwon. Resztkami sił chwycił za święty symbol Młota Sigmara.

     - Widzisz ojczulku, nie możesz zostać przeorem. Nie w tym życiu… - Głos był silny, dostojny i donośny. Odbijał się echem w korytarzu jak kroki nadchodzącej Śmierci. Długie palce delikatnie muskały zimne ściany opactwa. Był wysokim i dobrze zbudowanym mężczyzną. Czarne jak noc włosy opadały na ramiona. Oczy, jak tafla zamarzniętego jeziora, wpatrywały się beznamiętnie w spektakl

1




przeistoczenia.

     Podszedł bliżej, przykucnął koło walczącego mnicha. Spojrzał się na niego jak dziecko na zabawkę. Ten rzucał się w konwulsjach i mamrotał teksty świętej księgi mówiące o obronie przed chaosem.

     Tak, dla niego to był spektakl, kolejny zresztą.

     - Czemu się bronisz? Przecież dobrze wiesz, że nie masz już żadnych szans. Pomyśl! Dlaczego Twoi bracia, mimo, że słyszą jak walczysz o życie, nie wychodzą na ratunek. Przestań… .- Nieznajomy uśmiechnął się, ukazując białe jak szczyty gór, kły. Mówił z rozbawieniem w głosie. Cieszył się na myśl, że zadaje mu ból nie tylko fizyczny, ale też psychiczny. Niszczy jego wszelkie bariery. Moralność rozsypuje się w jego rękach jak zamek z piasku, a odwaga tego mężczyzny gnie się i łamie jak wysuszony patyk.

     Patrzył się na zakonnika i zastanawiał się, co też ten człowiek zrobi gdy obudzi się jako dziecko nocy. Ten eksperyment zaczął naprawdę go interesować. Tak gorliwy zakonnik jak ten mężczyzna, zostanie postawiony przed faktem dokonanym. Zostanie tym, z czym miał walczyć. Zostanie wyklęty i prześladowany przez własnych ludzi. A tak dużo chciał

2




osiągnąć i tak bardzo wierzył w dobroć Sigmara.

     -Jaa… się nie … poddam.- Syczał przez zęby zakonnik, trzymając kurczowo święty symbol. Z jego oczu zaczęła wypływać powoli krew. Dusza zaś była rozrywana na strzępy, a serce przeszywane było złem i skażeniem. Wiedział, że ta walka nie ma sensu. Ale zanim się przeistoczy, musi wiedzieć kto stoi za tym syfem i kłamstwem.

     Gniew. Pierwszy raz w życiu czuł tak wielki gniew.

     - Nie walcz. Nie ma sensu. Poddaj się temu uczuciu. Dołącz do nas. Już czas.- Zakonnik resztkami sił spojrzał się na mężczyznę i zapytał.

     -Powiedz… dlaczego?-

     -Dlaczego i dlaczego. Ciągle Wy śmiertelnicy pytacie się mnie, kurwa dlaczego?! – Wstał i lekceważącym krokiem obszedł dookoła wierzgającego się na kamiennej posadzce zakonnika. Po chwili przystaną i zbliżył swoją nienaturalnie białą twarz do zakrwawionych oczu ofiary i powiedział.

     - Widzisz. Dowiedzieliśmy się, że chcesz jako przyszły przeor stworzyć spis ludności naszego małego miasteczka i zorganizować polowanie na wampiry. To już nie spodobało się mojemu mistrzowi. A tym bardziej fakt, że chciałeś zaprosić do opactwa Łowce

3




Wampirów… – Nieznajomy przeskoczył nad prychającym krwią zakonnikiem i kontynuował.

     -Pewnie ciekawi Cię też kim jest mój mistrz? Nigdy byś w to nie uwierzył. Zresztą, co ja Ci będę mówił!? Jutro o północy sam go poznasz, czy tego chcesz czy nie. Swoją drogą, długo się trzymasz BRACIE.-Zaśmiał się szyderczo i oparł o zimną ścianę korytarza. Musiał przyznać, zakonnik miał cholernie mocną siłę woli i wielką wiarę. Normalny chłop nie ma szans na dokończenie przemiany, tak aby odrodził się już jako wampir. Oni nie mają wystarczająco silnego ducha, który jest potrzebny aby ofiara się przeistoczyła. Mieszczanin to już inna sprawa. Mają już wiedzę i ich dusza jest ukształtowana przez zwyczajne ludzkie pragnienia i rządzę. Chłop dużo nie chce, bo i po co. A co człowieka pcha do przodu?. Właśnie pragnienie życia i bycia nieśmiertelnym pomaga w przeistoczeniu. Ale Ci też przeważnie nie przeżywają przemiany. Sprawa komplikuje się u ludzi szlacheckiego pochodzenia. Tutaj przeżywalność jest dosyć spora, dlatego wampiry rzadko delektują się ich krwią. Najzwyczajniej w świecie nie chcą przez przypadek zrobić sobie

4




konkurencji. Ale zakonnicy to już coś innego.

     Wampir spojrzał się na już bladego, ale ciągle walczącego mężczyznę. Ten człowiek ma tak potężnego ducha i tak wielką wiarę, że zdołał od razu po ugryzieniu dojść do swojej komnaty i jeszcze jest w stanie dużej sprawności umysłowej.

     Nagle zakonnik zaczęła się śmiać, plując krwią i śliną która zbierała mu się pod językiem.

     - Z czego się śmiejesz zakonniku? Nie wystarcza Ci, że już niedługo staniesz się tym z czym miałeś walczyć? Nie dość Ciebie upokorzyłem?- Wampir spojrzał się na przedśmiertne grymasy mężczyzny. Wampiryzm właśnie przejął władze nad sercem i umysłem tego człowieka, lecz jego dłoń zanim opadła na podłogę wskazała na jego komnatę. Zakonnik obudzi się wampirem za kilka godzin, zależnie od zaawansowania przemiany organów wewnętrznych i hartu ducha. Ale tym razem coś było nie tak.

     Pan Nocy nie czekał długo, wszedł szybko do komnaty i zaczął gorączkowo ją przeszukiwać. Coś mu się nie podobało. Pluł sobie w brodę, że nie czytał jego myśli. Zresztą nie mógł. W czasie przemiany mózg ofiary działa na tak niewyobrażalnych obrotach,

5




że żaden wampir nie jest w stanie z niego czegokolwiek wyczytać.

     -Bracie. Co żeś uczynił! Czemu czuję że zrobiłeś coś tak głupiego że… -Nagle skamieniał. Na ciężkim dębowym biurku leżał pamiętnik brata Ozyfa. Czuł że chroniony jest prostą modlitwą, zaklęciem kapłańskim. Nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia. Otworzył go. Chwilę później straszliwe światło oślepiło go na kilka może kilkanaście sekund. Gdy doszedł do siebie, w jego umyśle zaczęło kiełkować niezrozumiałe uczucie strachu i paniki.
Po chwili jego wzrok znów odzyskał sprawność. Jego palce przewertowały dziennik, otwierając go na przedostatniej stronie. Zaczął czytać.

     " Czuje, że Sigmar chce abym to Ja został przeorem. Od pewnego czasu mam wizje. Wizję ciemności która połyka mnie całego. Wizję w której walczę o życie. Nie wiem, jak kończy się ta potyczka ze złem. Ale czuję że muszę coś zrobić. Za kilka dni My bracia Świętego Młota będziemy wybierać nowego przywódcę duchowego. Nie wiem skąd, może to moja pycha... ale czuje że wybiorą mnie. Prócz tego uczucia jest jeszcze coś. Zło wisi nad naszym zakonem. Nie mówiłem

6




tego nikomu, ale sądzę że nasz aktualny przeor coś ukrywa..."

     Wampir nie mógł uwierzyć w to co czyta. Czy naprawdę ten człowiek, który teraz za kilka godzin przemieni się w wampira wiedział o tym wszystkim? Domyślał się jak to się zakończy? Czy ta nędzna pchła o tak wielkim duchu i wierze, przygotowała się na to spotkanie.

     Z przestrachu spojrzał się za siebie na korytarz. Ciało zakonnika nadal leżało na swoim miejscu. Pan Nocy przeskoczył kilka wpisów dalej.

     "To już pojutrze, a mimo to sny o wszechogarniającej ciemności nie przestają mnie nękać. Powiem nawet więcej. Nasilają się przedstawiając mi obrazy, widoki których żaden człowiek nie chciałby widzieć. Czuje że mam misję do spełnienia, czuję też że Pan Młota chce coś ode mnie. Chce abym uczynił prawdziwy dom z tego siedliska zakonników którzy nie są za Panem Młota. Tak, czuje to. W powietrzu wisi zaraz, coś lub ktoś ją rozprzestrzenia. To nie jest prawdziwy zakon. Szkoda tylko, że zajęło mi to tyle lat aby się o tym dowiedzieć. Ale już niebawem, już niebawem Pan Młota da mi siłę aby sprostać temu zadaniu."

     Wampir nie mógł uwierzyć w to

7




co czytał. Ten człeczyna wiedział o wszystkim. Ten żenujący i prostacki pył i proch, wiedział o planach i zamiarach jego mistrza. Zaczął czytać ostatni wpis

     "Jutro mnie wybiorą, więc ja przygotuje się na to już dzisiaj. Dlatego kilka godzin wcześniej wysłałem gońca do Świętego Oficjum Sigmara, z prośbą o przysłanie łowcy wampirów. Tak, nasz wiecznie myślący i tak bardzo podobno schorowany mistrz opactwa jest wampirem. Czuęe to. Powiem nawet więcej, jestem tego pewien. Dlatego muszę jak najszybciej zacząć działać .Bo skoro zdołałem dowiedzieć się o ich tajemnicy, to zapewne Oni zdołają dowiedzieć się o mnie . Jeżeli tak, to pewnie uderzą pierwsi. Na pewno to zrobią. Lecz nie wiedzą o tym, że za mną stoi mądrość Sigmara. A co do snów, już wiem jakie mają znaczenie…

     Nagle Pan Nocy usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się aby zobaczyć brata Ozyfa. Stał w drzwiach i uśmiechał się blado. Był słaby, bardzo słaby. Jednak coś było w nim innego. To nie był zwykły kolejny wampir. Ten człowiek nie zaznawał katuszy jak każdy inny który staje się dzieckiem nocy. Ten zakonnik też nie pałał pychą

8




nieśmiertelności. On nadal wierzył.

     - Jak...jakim cudem? Przecież kiedy On przybędzie zabije i Ciebie! Co żeś dobrego uczynił, głupcze!- Krzyknął wciekły wampir z drwiącym uśmiechem.

     - Wiara we mnie zwycięży stos, a Ciebie skurwielu czeka długa droga na sam dół… .-

9




Wyrazy: Znaki: