Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 38
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Złe miejsceikonka kopiowania

Autor: Katarzyna B twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




To wszystko mnie przytłacza. Choroba. Śmierć. Nieudany związek. Brak wyjścia...
Bzdura.
Jestem po prostu zwyczajnym tchórzem. 
Brzydalem.
Chodzącą żenadą.
Będę się dusić we własnym sosie, robić dobrą minę do złej gry, udawać kogoś, kim nie jestem. I nic z tym nie zrobię.
Nic.
Bo zwyczajny ze mnie tchórz. 
Jestem beznadziejna.
I powinnam wreszcie przestać sobie wmawiać, że jest inaczej...

     Nagle poczułam mrowienie na karku. Obróciłam głowę do tyłu, na ułamek sekundy napotykając spojrzenie niebieskich oczu, zanim poczułam, że powietrze ulatuje mi z płuc. Spojrzałam ze złością na pchajacego się na mnie faceta, niezrażonego wcale tym, że w tramwaju nie ma już miejsca. Zirytowana, ściągnęłam plecak i przepchnęłam się wgłąb pojazdu, bo oczywiście nikt inny nie ruszy dupy spod drzwi. W tym jednym przypadku mój niski wzrost i drobna postura były błogosławieństwem. Mogłam się bez problemu wcisnąć w drobne szpary i przejścia. I nie zajmowałam dużo miejsca.

     Stanęłam przytulona do poręczy w części przegubowej i wróciłam spojrzeniem do telefonu. Choć tak naprawdę moje myśli błądziły wokół innego tematu.

1




No dobra, wcale nie uważałam, że jestem beznadziejna. Po prostu jak inaczej wytłumaczyć tkwienie w niesatysfakcjonującym związku, pracy bez perspektyw... I znów to natarczywe mrowienie! Skonsternowana zerknęłam w bok. Szybka lustracja. Szatyn, krótkie włosy, nieco wyższy ode mnie. Szczupły. No ładny. I gapi się na mnie. Po chuj się gapi? Mam faceta. Niech spada. Zresztą zaraz i tak wysiadam. Chuj z nim.

     Minęliśmy kolejny przystanek, a ja dalej czułam na sobie ten wzrok. Pojebało go? Ani ja ładna ani fajna. Zebrałam się w sobie i posłałam facetowi miażdżące spojrzenie. Lekko zmrużone oczy, zaciśnięte usta, stanowczy wzrok, uniesiona głowa. Zmusiłam się, żeby patrzeć mu prosto w oczy, co nie było łatwe. Zawsze mnie to peszyło. Tym razem chciałam speszyć jego. Niech się tak nie gapi. Jednak bezskutecznie, to nie ten typ... Skapitulowałam i pierwsza odwróciłam wzrok. Jednak wcześniej pokręciłam głową ze zdegustowaną miną, mającą mu jasno zakomunikować: "kretyn z ciebie, ale wcale mnie to nie rusza". Facet nie zareagował w żaden sposób, stał tylko, trzymając się uchwytu nad głową i patrzył na mnie z lekkim

2




uśmiechem. Jakbym go bawiła. Dupek. Włożyłam plecak na ramię i przepchnęłam się na kolejnym przystanku do wyjścia. Kij z tym palantem, poczekam i pojadę następnym tramwajem. Tych kilka minut mnie nie zbawi.

     Stanęłam pod wiatą i już po kilku sekundach uświadomiłam sobie swój błąd. Wysiadłam w dziwnym miejscu. Za sobą, po drugiej stronie ulicy, miałam jakąś kiepską namiastkę łąki i krzaków, zaś na wprost długi pawilon, na który składało się kilka sklepów zabitych dechami, w tym żabka. Również zamknięta. Z kolei dalej widziałam zarys kolejnych drzew i świecący pustką parking. I ani żywej duszy. Serio? Patrzyłam za oddalającym się tramwajem. Stukot kół stopniowo cichł w oddali. No cóż... Sprawdziłam na rozkładzie kolejny kurs i zdrętwiałam. 30 minut?!

     No tak, jak zwykle nie pomyślałam, że jak pora późna, to i tramwaje rzadziej jeżdżą...

     Westchnęłam z rezygnacją. No nic, zachciało mi się być impulsywną, to mam. Będę teraz stać w zapadających ciemnościach na totalnym zadupiu i czekać, aż łaskawie zjawi się karoca po księżniczkę.

     Spojrzałam na zegarek. Dochodziła dziewiętnasta. Fajnie. Zaraz

3




faktycznie będzie ciemno. Uroki nadchodzącej jesieni...

     I wtedy znowu to poczułam.

     Rozejrzałam się i w następnej sekundzie serce zaczęło walić mi w piersiach jak oszalałe. Bum. Bum. Bum. Ta skórzana kurtka. To chyba jakiś żart! Wysiadł za mną? Przeszły mnie ciarki na wspomnienie jego oczu. Co, Kaśko, teraz już nie jesteś taka buńczuczna?

     Zacisnęłam zęby, spięłam się i wymacałam w kieszeni kurtki telefon. Kurwa, kurwa, kurwa. Nie podoba mi się to. Cholera jasna! Czemu nie kupiłam tego gazu pieprzowego, gdy jeszcze miałam okazję? Nie wierzę, że wpakowałam się w taką sytuację! Totalne zadupie, ciemno i nikogo w pobliżu. Ja pierdole, niech to będzie tylko moja wybujała wyobraźnia...

     Jednak podświadomie czułam, że to nie może być zbieg okoliczności. Co to za facet? Starałam się nie okazywać paniki i stać spokojnie, ale w środku cała się trzęsłam ze zdenerwowania, aż mnie rozbolał żołądek.

     Rób coś, kurwa!

     Udając, że jego obecność nie robi na mnie żadnego wrażenia, wróciłam do rozkładu jazdy, tym samym oddalając się od niego. Spojrzałam na tablicę. Następnie, jak gdyby nigdy nic, wyciągnęłam z

4




kieszeni telefon. Dwadzieścia osiem minut. Czemu tu tak pusto? Nawet jednej cholerne osoby! Wszyscy nagle wymarli czy co? Czułam na sobie spojrzenie faceta. Zmusiłam się do spokojnego oddechu. Dobra, nie panikuj. Zaraz ktoś nadejdzie. A może nie? Weszłam szybko w listę kontaktów i już miałam wcisnąć zieloną słuchawkę, gdy usłyszałam tuż za plecami:

     - Nie boisz się być sama na takim odludziu?

     Facet miał niski, lekko zachrypnięty głos i śmierdział papierosami. Z bliska wydawał się starszy i już nie tak przystojny. Mógł mieć około czterdziestki. Jego kwadratową szczękę pokrywał jednodniowy zarost.

     - A powinnam? - Ucieszyłam się, że mój głos brzmi tak spokojnie. W duszy modliłam się cały czas, żeby ten tramwaj przyjechał. Albo cokolwiek, nawet jakiś spóźniony! Ile jeszcze? Dwadzieścia sześć, siedem minut? Kurwa mać! Czemu nie ma tu żadnych ludzi?! I samochodów?! Niczego!

     Czułam, że włosy na karku stają mi dęba, a na policzki wypływa rumieniec. Miałam nadzieję, że tego nie widzi, było już dość ciemno.

     Nie okazywać strachu, nie okazywać strachu...

     - Taka ładna dziewczyna nie powinna przebywać w takich

5




miejscach. Sama. - Jego głos wydał mi się nagle oślizgły i nieprzyjemny.

     Zmusiłam się do hardego spojrzenia, mówiąc:

     - Czekam na chłopaka. - Kiepskie, lecz to było pierwsze, co mi przyszło do głowy. Niestety, widziałam też, że mi nie uwierzył. Naprawdę zaczynałam się denerwować, a to mi w niczym nie pomoże. W niczym.

     I nagle usłyszałam dobiegający z mojego telefonu głos. W którymś momencie musiałam wcisnąć zieloną słuchawkę! - Przepraszam, powinnam... - Pisnęłam, gdy szarpnął mnie za rękę. Telefon spadł z trzaskiem na chodnik. Nie wahałam się już ani chwili i otworzyłam usta do krzyku: - Ratun...! - W ułamku sekundy wielka dłoń zakryła mi usta. Szarpnęłam się, próbując odepchnąć od siebie faceta, i w tym momencie mój nadgarstek przeszyła błyskawica bólu. Pieprzone rzs!!!

     - Wpadłem ci w oko, co? - wycharczał mi do ucha, wykręcając moje ręce do tyłu i przyciskając plecami do wiaty. Przycisnął mnie do niej całą długością ciała, a ja strasznie nie chciałam czuć tego, co właśnie wciskało mi się w brzuch. Serce dudniło mi już na całego, mózg eksplodował z niepokoju. Poczułam niesamowite gorąco,

6




choć wciąż starałam się tłumić panikę i myśleć racjonalnie. Zaraz ktoś się zjawi. Musi! Mimowolnie skrzywiłam się, gdy dotarła do mnie intensywna woń perfum. Ja pierdolę. Nie wiedziałam, co gorsze - palący ból w spuchniętych dłoniach, czy przyprawiająca o mdłości mieszanina tytoniu i taniej wody kolońskiej. Obstawiałam trzecią opcję. Której wolałabym jednak uniknąć...

     Działaj, do cholery!

     Biorąc go z zaskoczenia, wykręciłam się, robiąc nagły zamach i trafiając faceta kolanem prosto między nogi. Jęknął, poluźniając uchwyt. Wyrwałam ręce, nie zważając na palący ból w ramionach i osunęłam po ścianie wiaty, wyswabadzając spod ciężaru napastnika. Uciekać! Uciekać! Uciekać...

     Poczułam szarpnięcie na ramieniu i uświadomiłam sobie, że kutas złapał mój plecak. Kurwa mać! Wyswobodziłam ręce, porzucając zbędny balast. Okręciłam się w miejscu i potknęłam o wystającą płytę chodnikową. Ledwo złapałam równowagę i rzuciłam do ucieczki wzdłuż torów. W oddali majaczył jakiś budynek. Ludzie. Muszą tan być jacyś ludzie! Łzy paliły mnie w gardle, ale nie pora na to. Nie teraz! Nagle poczułam

7




uderzenie. Rzucił czymś we mnie. Noga zaplątała się w coś miękkiego. Plecak! Tym razem grzmotnęłam z całej siły o asfalt. Ręce przeszył rwący ból, czułam, że obtarłam kolana. W płucach paliło żywym ogniem. Słyszałam za sobą wściekłe powarkiwania i ciężki oddech. No rusz się, kurwa! Niestety ciało działało wolniej niż głowa. Ledwo udało mi się obrócić na plecy, facet rzucił się na mnie i przygniótł do chodnika.

     Czemu tu nikogo nie ma?! Z trudem powstrzymałam łzy i wrzasnęłam:

     - Ratu...

     - Stul pysk! - warknął mężczyzna, waląc mnie pięścią w policzek. Głowa odskoczyła mi do tyłu, uderzając o asfalt. Poczułam palący ból, dosłownie mnie zamroczyło. I krew. Krew w buzi. O Boże. W następnej chwili zostałam postawiona do pionu i pchnięta z całej siły do przodu. Łzy spływały mi po policzkach, to było silniejsze ode mnie. Walcz, kurwa! Zaparłam się nogami, skręciłam ciało pod nienaturalnym kątem, lecz on był szybszy i silniejszy. Chwycił mnie za włosy i szarpnął z całej siły, przyciągając do siebie. Znów wrzasnęłam, lecz i tym razem poczułam na ustach wielką, twardą dłoń. Mężczyzna

8




podniósł mnie jak piórko i zaczął nieść w stronę pawilonów. Kurwa, nie!!!

     - Mmmmpf! - Próbowałam krzyczeć i kopać go, ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Gdzie są ludzie!!!

     - Jebana szmata - powiedział wściekły, dociskając mnie mocniej do siebie i boleśnie wykręcając mi ręce. - Prowokowałaś mnie przez cały czas w tym jebanym tramwaju, gapiłaś się na mnie cała napalona, prężąc cycki, a teraz chcesz spierdalać? Chyba cię pojebało...

     Ja pierdole, co on gada! To jakiś psychol! Kurwa, nic nie zrobiłam, wręcz przeciwnie! Zaczęłam szarpać się jeszcze mocniej. Boże święty, ile on ma siły! Bolało mnie całe ciało, z trudem łapałam oddech. Jezus Maria, to tak stracę dziewictwo? Mimowolnie parsknęłam śmiechem.

     - Bawi cię to?! - warknął, rzucając mną o ścianę. Nogi nie chciały mnie trzymać, osunęłam się bezwładnie na beton. Za pawilonem było jeszcze więcej krzaków, trawy i jakaś pijacka melina. Wszędzie walały się puste butelki, wszystko nikło w zapadającym mroku. Nie było mi już do śmiechu, ani trochę. Piekł mnie policzek. - Masz rację, zaraz się zabawimy. - Doskoczył do mnie i ponownie zatkał

9




usta, zanim udało mi się nabrać wystarczająco powietrza, by znowu krzyknąć. Nie mogłam oddychać. Drugą ręką szarpnął moją bluzkę, rozrywając ją. Natychmiast odzyskałam siły. Zaczęłam dziko wierzgać nogami, kopiąc go po łydkach i brzuchu. O dziwo udało mi się go odepchnąć, ale nie, on po prostu obrócił mnie na brzuch i docisnął z powrotem do betonu. Chciałam się odczołgać, ale złapał moją kostkę, przyciągnął z powrotem i przywarł do mnie całym ciałem. Powietrze uciekło mi z płuc, łzy przesłaniały widok. Nadgarstki rwały z bólu, mimo to zaparłam się, próbując go z siebie zrzucić. Rany boskie, błagam...! Pisnęłam i wtedy poczułam jak wkłada mi coś w usta. Zaczęłam się dławić, poczułam jak żółć podchodzi mi do gardła. Nie, nie, nie, nie, nie.... Drugą ręką chwycił moje ręce i wsunął je pode mnie, przygważdżając do ziemi jeszcze mocniej, więżąc mnie. Próbowałam wypchnąć szmatę językiem, ale bezskutecznie. Kręciłam głową, ramionami, próbując się uwolnić spod jego ciężaru. Wiłam się wściekle, chociaż byłam jednym wielkim bólem. Ciało ogarniała coraz większa słabość.

10




Przestałam czuć na pośladkach jego twardego penisa, usłyszałam za to sprzączkę rozpinanego paska i dźwięk rozsuwanego zamka. Następnie jednym ruchem zsunął mi getry razem z matkami. Jezu Chryste!

     - Mmmppf! - próbowałam znowu krzyknąć, zaciskając pośladki. Teraz już nic nie hamowało łez, które spływały mi z oczu. To koniec. Zrobi to. Zgwałci mnie. Bez gumki... Boże, nie! Rozwarłam szeroko usta i stał się cud - szmata się poluzowała. Wypchnęłam ją językiem, dławiąc się, zaczęłam szarpać rękami, uwalniając je spod siebie.

     - Ratunku! - wycharczałam, zanim po raz kolejny zatkał mi buzię ręką. Chwyciłam go za nadgarstek, pociągnęłam i wgryzłam w grubą skórę.

     - Ah! Ty suko! - Chwycił mnie za włosy i walnął moją głową o beton. Ból był niewyobrażalny. Chyba zaraz zemdleje... Niestety nie. Znowu zatkał mi usta. Zamroczona, czułam, że zaczyna wpychać we mnie swojego penisa i nie mogłam już zrobić nic.

     - Mmmmpf! - Boże, co za ból! O Chryste, zaraz chyba umrę! Boże, błagam! Musi ktoś tu być! Rany boskie...! - Mmmmmm! - łkałam spazmatycznie.

     - Naprawdę ułatwiłaś mi zadanie tą wysiadką - sapnął mi do

11




ucha, wchodząc we mnie raz za razem. Jęczał, dociskał się do mnie, sapał. - Chciałaś tego, ty mała dziwko. Sama tego chciałaś! - powtarzał w kółko. Wsunął pode mnie wolną rękę i zaczął boleśnie wykręcać sutek.

     To koniec. Przestałam walczyć, wyłączyłam się. Łzy spływały mi spod zaciśniętych powiek. Paznokcie drapały bezradnie beton, goły brzuch obcierał o twardą nawierzchnię. Skupiłam się na jękach i sapaniu, byle nie czuć tego wściekłego tarcia... wewnątrz mnie... Zebrało mi się na wymioty. Nie, nie, błagam... Kręciłam głową na boki, wszystko byle nie czuć tego bólu. Najgorszego na świecie. Chyba mnie rozerwał na pół. Zacisnęłam oczy, łkając i modląc się, żeby jak najszybciej skończył...

     *

     Po wszystkim podniósł się, włożył spodnie i z niknął. Byłam zbyt otępiała, żeby się ruszyć. Po chwili jednak wrócił. Zobaczyłam przed sobą zabrudzone adidasy. Kucnął i szarpnięciem za włosy uniósł moją głowę do góry. Podetknął mi pod nos mój dowód osobisty i telefon.

     - Nie waż się tego komukolwiek zgłaszać, Katarzyno - wycedził z wyraźną groźbą w głosie. - Jak widzisz, mam twoje

12




dane. Znam cię. I znajdę, jeśli narobisz mi kłopotów.

     Na odchodne rzucił mi plecakiem w twarz. Zostałam sama.

     *

     Nie wiem jak długo tak leżałam. Wokół panowały ciemności. Kilkaset metrów dalej paliła się latarnia. Widziałam jej słaby blask. Nie mogłam tak leżeć w nieskończoność. Chociaż moją pierwszą myślą było, aby zniknąć, zostać tak na zawsze. Nie myśleć. Nie czuć.

     Nie mogłam.

     Co niewiarygodne - przez cały ten czas nie pojawił się tu nikt. Nawet menele zrobiły sobie wolne. Akurat dziś.

     Jakiś czas temu spróbowałam się poruszyć, lecz przeszywający ból w podbrzuszu skutecznie mi to uniemożliwił. Paliła mnie cała twarz, czułam, że mam spuchnięte oko, nic przez nie nie widziałam. Podniosłam drżącą dłoń do czoła. Dotknęłam czegoś miękkiego, mokrego. Bałam się sprawdzać dalej.

     W końcu zebrałam siły i uniosłam się do klęku podpartego. Kręciło mi się w głowie, czułam mdłości. Krocze paliło żywym ogniem, piekło jakby ktoś wyłożył je papierem ściernym. Gorzej. Oddychałam płytko, próbując zapanować nad mdłościami i bólem. Uklękłam, zgięta wpół, zaciskając z całej siły

13




zęby, a dłonie na podbrzuszu. Całe były sztywne z bólu. Niemal na oślep zgarnęłam prawą ręką do plecaka dokumenty i telefon. Odczekałam kolejnych kilka minut i zmusiłam do wstania. Natychmiast upadłam.

     - Kurwa, ja pierdole...

     Ciałem wstrząsnęły torsje. Nie wytrzymałam - zwróciłam wszystko, co zalegało mi w żołądku. Trwało to kolejnych kilka minut. Przez kolejne leżałam, trzęsąc się jak galareta. Z bólu, zimna, wyczerpania. Jednocześnie wiedziałam, że muszę się stąd ruszyć.

     Ponownie spróbowałam wstać. Bezskutecznie. Ból między nogami był koszmarny, rwący, byłam cała mokra. Mimo to podjęłam kolejną próbę. Nogi mi drżały i chyba tylko niesamowita siła woli nie pozwoliła mi opaść z powrotem do parteru. Łzy bólu spływały mi po policzkach.

     Nie pamiętam, jakim cudem dotarłam na przystanek. Akurat zatrzymał się tam jakiś nocny tramwaj.

     Zaniepokojony motorniczy wyszedł na mój widok z kabiny.

     - Karetki. Potrzebuję karetki... - To były ostatnie słowa, zanim zemdlałam.

     *

     W karetce odzyskałam na chwilę świadomość. Zaraz pochylił się nade mną młody ratownik, pytał o coś. Nie bardzo rozumiałam.

14






     - Halo, słyszy mnie pani? Ktoś panią napadł...

     - Staam zwacona.. - wydukałam przez suche na wiór gardło.

     - Co pani powiedziała?

     - Zostałam zgwałcona - powtórzyłam wyraźniej, z trudem hamując łzy, gdy w pełni dotarł do mnie sens tych słów. Ratownik wciągnął gwałtownie powietrze i zaczął wołać coś do kolegi. Zaczęły mi drżeć usta. Jedyne, w czym zawiniłam, to wysiadka w złym miejscu. Gdybym pojechała dalej... Gdybym nie była tak impulsywna... Gdyby nie ból rąk... Gdyby... Chwyciłam się za głowę, oddychając spazmatycznie. Powróciło echo jego jęków.

     - Będę rzygać...

     *

     48 godzin później

     Noga podrygiwała mi nerwowo, nie potrafiłam nad tym zapanować. Siedziałam skulona na łóżku szpitalnym, mama przycupnęła na krzesełku obok. Nie chciałam na razie widzieć nikogo innego.

     Gotowałam się z wściekłości.

     - Zgłoszę to - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Z nerwów dostałam szczękościsku. Wcześniej zostałam naszprycowana środkami przeciwbólowymi i... innymi. Chociaż wciąż czułam pieczenie między nogami. A w głowie coraz większą wściekłość i determinację. Kurwa, nie popuszczę mu. -

15




Kazałam zawiadomić policję. Jeśli ten sukinsyn myślał, że uda mu się mnie nastraszyć, to źle trafił....

     - Ależ córeczko... powinnaś teraz odpocząć...

     - Muszę to zrobić teraz, zanim wszystko zapomnę - przerwałam jej, wplątując rękę we włosy. Gdyby nie silne środki uspokajające, chyba bym się poryczała. - Zanim wyprę wszystko z głowy. Teraz. Na świeżo. Jego twarz, ubiór... - Już wcześniej zapisałam na kartce numer i godzinę jazdy tramwaju, którym wcześniej jechałam. Modliłam się, żeby mieli go na monitoringu. - Nie zrobiłam nic złego - powtarzałam jak mantrę. - Nic, czego bym nie zrobiła, nie usprawiedliwia tego, co zrobił on... - Nie pozwalałam sobie na wstyd, chociaż w głowie wciąż tłukły mi się kontrargumenty: brzydko się na niego popatrzyłaś, mogłaś nie wysiadać, sprowokowałaś go... Bzdura. Co za bzdura. To nie moja wina, że facet ma wypaczony mózg. Trzeba go złapać i zamknąć w pierdlu. Ochronić inne dziewczyny...

     W tym momencie drzwi do sali otworzyły się i zajrzała pielęgniarka.

     - Przyszła policja.

     Było ich dwoje. Ucieszyłam się, że jednym z nich jest kobieta. Pewnie ona mnie spisze...

16




Przeniosłam spojrzenie na drugiego glinę i zdębiałam. Od razu rozpoznałam tę twarz. Wpatrywałam się w nią z rosnącym niedowierzaniem i przerażeniem. Intensywnie. Dlatego nie umknął mi błysk wściekłości w jego oczach, gdy i on mnie rozpoznał. Dzięki temu miałam już pewność.

     Moim gwałcicielem jest... glina?

17




Wyrazy: Znaki: