Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Bez słów

Autor: Stella Aga twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Nie mówiłam… Nie mówiłam od szóstego roku życia, od tamtego wydarzenia. Chodziłam do zerówki, pewnego dnia był pożar. Do dzisiaj nie lubię sobie tego przypominać. Przeżyłam, ale nie wszyscy mieli takie szczęście. To straszne słyszeć krzyki swoich koleżanek i kolegów, gdy się wie, że nie można im pomóc. Nigdy nie wymażę z pamięci ewakuacji, osób, które się przewróciły i już nie wstały. Możliwe, iż sama przez przypadek kogoś przydeptałam. Nie wiem, miałam tylko kilka lat.

Ilu to już lekarzy próbowało mi pomóc. Mówili, że to szok, że minie. Kazali jak najwięcej ze mną rozmawiać, czytać mi, śpiewać, oglądać telewizję, ale nic nie pomagało. Gdy po dwóch latach leczenia naprawdę zapragnęłam wreszcie coś powiedzieć, nie byłam w stanie. Starałam się, i to jak, lecz nie mogłam. Później znowu zamknęłam się w sobie i przestałam próbować. Stworzyłam swój świat, niedostępny dla innych. Często siadałam w odludnych miejscach i zapominałam o tym, co działo się wokół mnie.
*
Obserwowałam jak roześmiani opuszczali budynek szkoły. Dziewczyny plotkowały, chłopacy się wygłupiali, jakaś para przytulała.

1




Też tak mogłam, też chodziłabym do liceum, śmiałabym się razem z nimi, gdybym tylko mówiła. Zakwalifikowano mnie do nauczania indywidualnego, bo tak jest łatwiej, nikt ze mnie nie kpi, nie patrzy dziwnie, mogę spokojnie pisać na kartce, gdy nauczyciel o coś pyta. Jednak brakuje mi po prostu normalnego życia, wiem, że tyle rzeczy mnie omija. Nie zatańczę na studniówce, nie pójdę na randkę, nie pojadę na szkolną wycieczkę, nic!

Wyszedł ze szkoły. Widziałam jego zamyśloną twarz, rozwiane włosy. Za chwilę podbiegł do niego jakiś kumpel, coś powiedział, przybił piątkę i skręcił w boczną uliczkę. Tymczasem on szedł właśnie w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej, chociaż wiedziałam, że to głupie. Nawet bardzo. Tylko, że z nudów cały czas żyłam marzeniami. Czasem wyobrażałam sobie, że jestem zwyczajną dziewczyną, zaś innym razem przebywałam w krainie baśni. Wymyśliłam sobie go w tych marzeniach, bo pasował do mojego wyimaginowanego świata. Nie miałam pojęcia jaki jest, ale często go obserwowałam.
- Hej, widzę cię tu już któryś raz. Szukasz kogoś? – Jego głos wyrwał mnie z rozmyślań. Byłam trochę w

2




szoku, nie wiedziałam, jak się zachować, bo nawet nie mogłam nic powiedzieć.
Potrząsnęłam przecząco głową.
- To może wyobraźmy sobie, że czekasz akurat na mnie – powiedział z uśmiechem wyrażającym pewność siebie.
Uśmiechnęłam się tylko nieśmiało.
- Kacper, a ty?

Tutaj właśnie zaczął się mój problem. Naprawdę tak bardzo chciałam cokolwiek powiedzieć. Próbowałam, ale nic z tego. Musiało to głupio wyglądać, bo zapytał:
- Co jest? Słabo ci? Źle się czujesz? – A kiedy znowu zaprzeczyłam, był już poirytowany. – Dlaczego ty się w ogóle nie odzywasz? No powiedz coś!
Kiedy nie otrzymał odpowiedzi, machnął tylko ręką i nerwowo się zaśmiał:
- Po co ja sobie głowę zawracam, skoro wyraźnie nie masz ochoty na rozmowę. Spadam.

I poszedł, a po moim policzku spłynęła łza. Próbowałam za nim krzyknąć, ale nic. Nic! Myślałam, że oszaleję, że za chwilę uderzę głową o ten mur, który wyznacza teren szkoły. Tak bardzo chciałam być normalna, nic więcej, po prostu normalna! Czy to tak dużo?!

Następnego dnia znowu tam poszłam. Sama nie wiem, po co. Miałam nadzieję, że nagle coś się zmieni, czy raczej

3




zwyczajnie byłam głupia? Oczywiście w końcu go zobaczyłam. Szedł z tym swoim kumplem, a mój widok chyba go wkurzył. Usłyszałam jak powiedział do kolegi: „to ona”.
- Ta laska, o której mi wczoraj opowiadałeś? – Zaśmiał się z pogardą. – Widać, że jakaś niemowa. Nolife! – krzyknął.
- Dobra, wyluzuj, nie nasza sprawa. Uspokój się. – Powstrzymał go Kacper, bo ten wyraźnie dopiero się rozkręcał.

Uciekłam z płaczem i obiecałam sobie, że już tam nie wrócę. Myślałam, że ludzie nie są aż tacy podli. Czemu ktoś ocenia mnie, nic o mnie nie wiedząc? Łatwo można kogoś zranić, ale nikt się nad tym nie zastanawia, dopóki to jego nie spotyka nieszczęście…
*

Kolejny raz mi odbiło. Nigdy nie byłam skora do zwierzeń, choć przecież mogłam pisać na kartkach to, co czuję. Wydawało mi się jednak, że to nie ma żadnego sensu, bo właściwie nie żyłam. Omijało mnie wszystko, ja tylko sobie byłam, gdzieś tam, w ciasnym pokoju i czasami miałam wrażenie, że niewiele się to różni od leżenia w grobie. Pomimo tego napisałam do niego list, w którym opowiedziałam całą moją historię. Oczywiście nie wspominałam o

4




tych głupich marzeniach, wymysłach, baśniach itp. Chciałam tylko, żeby wiedział. Ubzdurałam sobie, że może przynajmniej mnie zrozumie.

I tak oto kolejny raz czekałam przed tą paskudną już dla mnie szkołą. Widok tych wszystkich pełnych energii nastolatków doprowadzał do szału. Zazdrościłam im, bo ja nie miałam tego, co oni. Nie miałam prawdziwego życia. Nie potrzebowałam pieniędzy, szalonych imprez, czy innych tego typu rzeczy, ale pragnęłam mówić, pragnęłam, żeby ktoś przy mnie był, mieć choć jedną bratnią duszę.

Gdy bez słowa wręczyłam mu list, spojrzał na mnie trochę zdziwiony. Chciał coś powiedzieć, ale ja odwróciłam się i odeszłam. Wolałam nie widzieć jego reakcji na to, co napisałam. W razie czego zostawiłam mu adres e-mail, bo numer telefonu jego koledzy mogliby wykorzystać do głupich żartów. E-mail mogłam bez problemu zmienić, i tak nie był mi potrzebny.

Już za chwilę żałowałam tego, co zrobiłam. Czego ja oczekiwałam? Albo mnie wyśmieje i opowie tę historię swoim znajomym, albo zwyczajnie oleje i wyrzuci list do kosza, a jak nie, to będzie mi współczuł, a na co mi czyjeś współczucie?

5




Pragnęłam, żeby mnie normalnie traktowano, nie jak chorą, czy upośledzoną. Już wystarczały mi te indywidualne lekcje i ciągłe wizyty u psychologów.

Wieczorem z ciekawości sprawdziłam czy napisał. Czułam, że jestem naiwna, ale nic nie mogłam poradzić na to, iż wciąż miałam głupią nadzieję, że wreszcie coś się zmieni.
Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam wiadomość. Od niego.
„Cześć. Spotkajmy się jutro. Czekaj o 14.00 tam, gdzie zawsze”.
Tylko kilka słów, a cieszyłam się jak dziecko. Naprawdę. Przez chwilę wydawało mi się, że jestem zwyczajną dziewczyną, która nie może doczekać się randki. Doskonale wiedziałam, że to nie randka, ale wreszcie coś się działo. Nie tkwiłam w jednym miejscu, byłam o krok dalej niż dotychczas. Tylko tyle, lecz jednocześnie aż tyle.

Nazajutrz wzięłam ze sobą notes i długopis, ubrałam się ładniej niż dotychczas, rozpuściłam długie, kasztanowe włosy i wyszłam z domu. Nie musiałam nikomu się tłumaczyć z tych codziennych eskapad, bo rodzice wracali późno. Może nawet by się cieszyli, gdyby wiedzieli, że nie siedzę całymi dniami w pokoju?

Tym razem to on

6




czekał na mnie, z uśmiechem na ustach. Zastanawiałam się, co powie, dlaczego właściwie do mnie napisał. Moje serce jak zwykle zabiło nieco mocniej. Podobał mi się, zdawałam sobie z tego sprawę już od jakiegoś czasu, ale wydawało mi się, że ja nie miałabym prawa się zakochać, bo jestem felerna…
- Lekcje skończyły się dziesięć minut wcześniej. Zapraszam cię na kawę.
Napisałam: „Szczerze mówiąc wolałabym posiedzieć gdzieś w parku. Jest ciepło”. Nie chciałam iść do kawiarni, bo już widziałam spojrzenia ludzi na dziewczynę, która zamiast mówić, pisze na kartce.
- Nie ma sprawy, ale następnym razem pójdziemy na kawę.
Następnym razem? Miałam nadzieję, że się nie przesłyszałam.

To było najwspanialsze popołudnie w moim dotychczasowym życiu. Nie mogłam wręcz uwierzyć, że ktoś chce spędzić ze mną czas. Mówił, zadawał pytania, ja odpisywałam na kartce, ale nie przeszkadzało nam to. Obawiałam się jednak, że może tylko ze mnie kpi albo jest mu mnie żal. Napisałam: „Spotkałeś się ze mną z litości, z żalu, żeby nie było mi smutno?”.
- Nie. – Uśmiechnął się. – Intrygujesz mnie. Poza tym miło

7




się na ciebie patrzy.
Odwzajemniłam uśmiech i w tym momencie oboje wiedzieliśmy, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.
*

Widywaliśmy się bardzo często i tak dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Potrzebowałam jego obecności, słów. Tyle mi opowiadał o sobie, szkole, zainteresowaniach. Traktował mnie jak normalną dziewczynę, chociaż zdarzało się także, że rozmawialiśmy o moim problemie. Często prosił bym się nie poddawała, próbowała, ale ja nie potrafiłam.

Któregoś dnia zaprowadziłam go na moją ulubioną łąkę nad rzeką, gdzie zazwyczaj marzyłam i wyobrażałam sobie własny świat. Napisałam mu nawet trochę o tych snach, o tej wyimaginowanej rzeczywistości. Nie śmiał się, udawał, że go to interesuje.

Dwa dni później znowu tam poszliśmy. Właśnie zaczęły się wakacje, więc mieliśmy dużo czasu dla siebie. Jednak ostatnio byłam trochę zaniepokojona, bo spotykaliśmy się już od dwóch miesięcy i często mówił, że mu się podobam, że jestem dla niego ważna. Bałam się tych rozmów o uczuciach, bo chociaż je odwzajemniałam, to wiedziałam, że szczęście nie będzie długo trwało. Nie mogłam się

8




przełamać i zacząć mówić, obawiałam się, że tak już może zostać na zawsze. Wydawało mi się, że przez to jestem beznadziejna i nie nadaję się do związku. Wstydziłam się swojego problemu, a poza tym ubzdurałam sobie, iż on w końcu też będzie miał tego dość.

W pewnym momencie włączył na telefonie piosenkę: „Powiedz, powiedz czemu/Świat twój milczy cały blady od wzruszeń/Niczym słońce zaćmione przez księżyc/Czekające na chwile poruszeń?/Powiedz czemu pragniesz/Dojrzeć w oknach świata część odległą/Niczym drzewo więdnące bez skargi/Czekające na deszcze z nadzieją!/Wstań, powiedz nie jestem sam (…)”*
Napisałam: „Proszę, wyłącz to”.
- To nie miało cię urazić. Po prostu pragnę ci pomóc. Ty możesz mówić, tylko nie chcesz! – Zdenerwował się, ale wyłączył.
„Nie potrafię. Tak nagle zaczęło to Tobie przeszkadzać?”
- Wiesz, że nie o to chodzi, nie o mnie, tylko o ciebie. Ja cię akceptuję taką, jaka jesteś. Kocham cię! Ale wierzę, że ty jesteś w stanie mówić.
Zupełnie ignorując przedostatnie zdanie, napisałam: „Skończmy ten temat”.
- Dobrze. Mam jednak pewien pomysł. Zacznij pisać. O

9




tym wszystkim, o czym mi pisałaś. Jeśli nie chcesz spróbować mówić, to pisz! Uwolnij to, co tkwi w twoim sercu i wyobraźni. Te wszystkie baśnie, myśli, uczucia.
„Nie. Nie mogę mówić, więc nie będę pisać. Mam się teraz bawić w pisarkę?”.
- Jesteś bardzo uparta i dlatego wciąż milczysz! Wszystko zależy od ciebie, tylko od ciebie!
„Nie rozumiesz, że nie mogę?”.
- Nie. Właśnie już nie rozumiem! Nie chcesz niczego zmienić w swoim życiu. Napisanie czegoś byłoby wielką sprawą, ale ty wolisz się marnować. Kim ja dla ciebie jestem też nie wiem, bo mi nie powiedziałaś ani nawet nie napisałaś!

Zostawił mnie i poszedł. Wkurzyłam się, chociaż gdzieś w głębi duszy zdawałam sobie sprawę z tego, że ma rację. Nie chciałam jednak przyznać się do tego. Nie wiedziałam, co teraz z nami będzie.

Minęło kilka dni, a on nie dawał znaku życia. Pewnie czekał aż to ja do niego napiszę, ale nie zrobiłam tego. Nie tylko z gniewu, lecz też z powodu kompletnego mętliku w głowie. Nie miałam pojęcia co zrobić z tym swoim marnym życiem.
Dostałam od niego wiadomość, że wyjeżdża na wakacje, na dwa tygodnie. Nie napisał nic

10




więcej. Kompletnie nic.
*

Wpatrywałam się właśnie w ekran komputera. Napisałam. Napisałam własną powieść. Opisałam świat, który powstał w mojej wyobraźni, tchnęłam życie w bohaterów. Wiedziałam, że to po prostu baśniowa historyjka, ale gdy ją pisałam, czułam się szczęśliwa.
Nawet nie miałam czasu myśleć o problemach, o sobie. Liczyło się to, co właśnie powstawało. Oczywiście wieczorami przypominałam sobie o Kacprze. Zastanawiałam się, jak spędza wakacje, czy wszystko u niego w porządku, ale nie napisałam, choć kończył się już sierpień. Musiałam najpierw uporządkować swoje myśli, poza tym bałam się spotkania. Wiedziałam jednak, że tę powieść piszę nie tylko dla siebie, także dla niego.

Ostatniego dnia sierpnia wysłałam mu to, co napisałam. Oprócz załącznika e-mail był pusty, bo nie miałam pojęcia, co mogłabym mu powiedzieć. Pięć dni później odpisał:
„Przeczytałem i jestem pod wrażeniem. Powinnaś wysłać to do wydawnictwa. Przyznam się – lubię czytać książki. Wiem, nigdy Ci o tym nie mówiłem, bo chciałem mieć jakąś drobną tajemnicę, którą kiedyś odkryjesz. Wiesz co? Dobra

11




powieść to nie musi być genialne arcydzieło. Może być z pozoru prostą historią, ale Twoją, szczerą. Gdy przelewasz na kartki to, co czujesz, gdy wypływa to z Twojego serca, gdy łączy Cię nić porozumienia z bohaterami – wtedy właśnie tworzysz coś, co zasługuje na uwagę. Nie chodzi o to, aby zastanawiać się, co będzie najoryginalniejsze ani co spodoba się największej liczbie osób, co jest modne. Ważne, żeby ukryć tam cząstkę siebie. To ma wypełniać Twoje życie, ma dodawać Ci sił, uszczęśliwiać Cię, a kto wie, może przy okazji jeszcze kogoś? To historia o osobach, które kochają, błądzą i mają problemy, jak każdy z nas. Baśń, a jednocześnie rzeczywistość. Wiesz co jeszcze w niej jest? Nadzieja. Nadzieja, która przez tysiące lat uratowała już tyle osób”.

Byłam pod wrażeniem jego słów, ale odpisałam mu, że na wydanie jej nie ma szans, bo moi rodzice nie mają tyle pieniędzy, żeby nagle, na moje życzenie zapłacić wydawnictwu kilka tysięcy, a wiadomo, że żadne nie będzie chciało ryzykować i sfinansować mojej powieści. Takich osób jak ja jest bardzo dużo.
„Przynajmniej spróbuj”.

Co ciekawe, nie

12




pisał nic o tym, że chciałby się ze mną spotkać, że tęskni, że mu mnie brakuje. Podejrzewałam, iż zdał sobie sprawę z tego, kim jestem. Może poznał już inną dziewczynę, uświadomił sobie, że to nie to, że zauroczenie dawno mu przeszło. Cierpiałam,
i chociaż zastanawiałam się, czy czasem po prostu nie czeka na sygnał ode mnie, to jednak nie proponowałam spotkania. Pisaliśmy ze sobą od czasu do czasu, ale coraz mniej.
Czułam, że to taki powolny koniec.

Wrzesień minął szybko. Praktycznie nie wychodziłam z domu, znowu powróciłam do rozmyślań o sobie. Miałam wszystkiego dość. Czekałam jedynie na odpowiedzi z wydawnictw. Po cichu liczyłam na to, że komuś spodoba się moja powieść. Potem nadszedł październik i zaczęły się odpowiedzi. Niestety, wszystkie negatywne. Jedno wydawnictwo napisało, że aktualnie mają zbyt dużo planów i nie przyjmują kolejnych propozycji. Od innego otrzymałam wiadomość, że widzą w tej historii potencjał, ale konieczny byłby mój wkład pieniężny. Inne odpisało, że to, co im wysłałam kompletnie nie nadaje się do druku itd. Mój rozsądek podpowiadał, iż tak właśnie będzie.

13




Niepotrzebnie pomimo tego się łudziłam.

Któregoś dnia wyszłam na krótki spacer. Miałam przy sobie płytę z moją powieścią oraz jej wydruk, bo zastanawiałam się, czy nie wysłać tego do kolejnego wydawnictwa. Ostatecznie jednak zrezygnowałam. Gdy przechodziłam obok szpitala, zauważyłam, że na ławce siedzi zapłakana dziewczynka, może dziesięcioletnia. Podeszłam do niej i wręczyłam kartkę z pytaniem co się stało. Nie dociekała, dlaczego nie mówię, była za to bardzo skora do zwierzeń. Jej rodzice mieli się rozwieść, a na domiar złego właśnie okazało się, że mama ma raka. Została zabrana na oddział, zaś mała czeka tu na ojca.
- Za chwilę przyjdzie. A co to za kartki, które pani trzyma?
Napisałam, że to moja powieść, a ona od razy spytała, czy może przeczytać. Dałam jej ten egzemplarz, tak na pocieszenie. Mnie i tak już do niczego się nie przyda.
- Czy jak skończę, to mogę dać ją mamie? Ona bardzo lubi czytać.

Przytaknęłam, pogłaskałam ją po głowie i wróciłam do domu. Znowu myślałam o Kacprze… Potrzebowałam go, ale byłam pewna, że jego uczucia już dawno się zmieniły. Tchórz ze mnie.

Kilka dni

14




później zadzwonił mój telefon i nie byli to rodzice, ani nauczycielka, ani też Kacper. Nie znałam tego numeru, ale z ciekawości odebrałam, chociaż wiedziałam, że przecież słowem się nie odezwę.
- Dzień dobry. – Usłyszałam męski głos, który następnie wypowiedział jakieś imię i nazwisko. – Dała pani mojej córce wydruk swojej powieści. Na ostatniej stronie znalazłem dane. Ta historia jest, jest… tak wyjątkowa. Nie potrafię zebrać odpowiednich słów, takie wrażenie na mnie zrobiła. Moja córka była nią oczarowana, powiedziała mi i żonie, że musimy to przeczytać. Czy pani wie, co pani zrobiła? Kasia podobno wspomniała pani o naszych problemach. Wiem, że to może zabrzmi dziwnie, ale pani dokonała cudu. Jedną powieścią. Otworzyła ona nam oczy na nasze błędy. Żona chce walczyć z chorobą. Rak na szczęście nie jest złośliwy. Pani jest aniołem, a ja muszę ten cud uwiecznić. Chcę wydać tę powieść, bowiem tak się składa, że współpracuję z jednym z nowych wydawnictw i… - Nagle przerwał. – Czy pani mnie słyszy?
Byłam tak zaskoczona, wzruszona i sama nie wiem, jak to się stało, ale odezwałam się.
- Ja po

15




prostu nie mogę mówić – wydusiłam z siebie, a potem zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie nastąpiło.
- Przepraszam, pani jest na pewno w szoku. Wysłałem drogą elektroniczną wszelkie informacje. Proszę potem do mnie napisać. Do widzenia.
*

„Droga Julio,
Każdego dnia myślę o Tobie i wciąż mam nadzieję, że coś się zmieniło. Jak głupek czekam, aż będziesz chciała się spotkać, ale Ty niczego takiego nie proponujesz. Zawsze to ja zabiegałem o nasze spotkania, starałem się, raz nawet wyznałem, co czuję, lecz Ty mnie zignorowałaś. Naprawdę byłem dla Ciebie tylko kolegą? Czuję się jak frajer”.

W tym miejscu wiadomość się urwała. Kacper nie napisał już nic więcej, ale ja byłam szczęśliwa. Tyle mu chciałam powiedzieć, nareszcie powiedzieć!

Następnego dnia czekałam na niego przed szkołą. Gdy mnie zobaczył, bez słów wziął w ramiona i mocno przytulił. Wyjęłam kartkę, na razie chcąc ukryć radosną wieść i napisałam: „Niebawem moja książka zostanie wydana”.
- To wspaniale! Wiedziałem, że tak będzie. Masz wielki talent. Powiedz, czy książka ci nie pomogła, nie zmieniła czegoś?
„Tak, ale wiesz co

16




jest w tym wszystkim najważniejsze? Co zostało przelane na kartki tej powieści? Co dało jej początek?”.
Spojrzał na mnie pytająco.
- Miłość – wyszeptałam.

*„Powiedz” Ich Troje, 2001

17




Wyrazy: Znaki: