Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 71
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Podróżikonka kopiowania

Autor: SpaceNinja twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Od zawsze uważałam siebie za odważną i niezłomną. Tak samo sądzili ci, którymi się otaczałam. Od zawsze uważałam, że gdy komuś się coś stanie to będę pierwszą osobą, która ruszy do pomocy, że zachowam zimną krew i nie odwrócę oczu. Od zawsze uważałam, że podczas jakiego kryzysu to ja będę wiedzieć co robić. Od zawsze uważałam, że umiem szybko przystosować się do każdej sytuacji.

     Jednak czy tak jest naprawdę? Czy to co o sobie myślę jest realne? Czy moje wyobrażenia, są nierealistycznym wytworem mojej wyobraźni? Jeszcze do niedawna nie miało to dużego znaczenia. Nie było mi to potrzebne do dawnego życia. Teraz jednak ma to znaczenie. Już zawsze będzie je miało. Aż do samego końca.

     Normalne życie jakie znałam przepadło na zawsze. Niedługo odejdzie ono w zapomnienie. Teraz nie mam już domu. Nie wiem, czy kto go jeszcze ma... Nikt nie jest teraz bezpieczny. Wygoda nie ma znaczenia, liczy się tylko przetrwanie. Najmłodsze pokolenia nie będzie pamiętać bezpieczeństwa i wygody z jakimi się dotychczas żyło. Jeśli dzieci przeżyją będą miały inne życie. O wiele mroczniejsze i trudniejsze. Ale czy będzie im się

1




aż tak trudno przystosować? Zostaną wychowane w nowym świecie. Nie będą tęsknić za dawnym życiem. Nie w taki sposób jak dorośli. Nie w taki sposób jak ja.

     Już raz nie udało mi się kogoś uratować. Nie jestem tak odważna, jak w moich wyobrażeniach. Moje decyzje nie okazały się wystarczająco dobre. A niechęć porażki wszystko pogarszała. Do tego strach: pot na czole, przyspieszone bicie serca i mętlik w głowie Nie umiałam przystosować się do tego wystarczająco szybko. Czasami wmawiam sobie, że to wiele wymagań, jak na młodą osobę. Ale czy na pewno? Może mogłam się do tego lepiej przygotować? Może zdołałabym zrobić wtedy więcej...

     Na razie próbuję pogodzić się z cierpieniem. Nie jest to takie łatwe, jak mi się kiedyś wydawało. Czasami chcę się po prostu poddać. Chcę się pozbyć emocji i pozostać obojętna na wszelką krzywdę. Czy tak nie byłoby prościej? Czy tak nie byłoby lepiej? Jednak to nie jest też tak łatwe... Pewnie dzięki temu się jeszcze trzymam. Pocieszając się wmawiam sobie, że jeśli moje emocje nie chcą mnie opucić musi być tego jakiś powód... Może coś dobrego gdzieś na mnie czeka. Może

2




niedługo uda mi się tam dotrzeć. Może uda mi się zaakceptować cierpienie nie wyzbywając się emocji.

     Staram się cieszyć najmniejszymi rzeczami. Moje oczy są już spuchnięte od płaczu. Brakuje mi już łez. Jestem zmęczona smutkiem. Czekam na następną fazę. Czuje jak się zbliża. Niedługo nie będzie śladu po smutku. Pojawi się czysta nienawiść i złość. Cieszę się z tego, niedługo wszystko się skończy. Ale czy na pewno? Czy po złości nie nadejdzie znowu smutek, a po smutku znowu złość? Czy to się kiedyś skończy? Czy wystarczy mi na to sił? Czy uda mi się samej przez to przejść?

     Jestem sama. Od jakiego czasu. Jest to dla mnie wyjątkowo łatwe, a za razem trudne. Brakuje mi moich bliskich. Ale jest to dobre rozwiązanie. Nikogo nie skrzywdzę. Nikogo nie zawiodę. Nikt przeze mnie nie ucierpi. Izolacja jest bezpieczna, ale także toksyczna.

     Czasami marzę o osobie, która będzie mi bardzo bliska, bliższa niż ktokolwiek inny. Będziemy się rozumieć. Będziemy się wspierać. Będziemy sobie wzajemnie bezgranicznie ufać. Ale czy po śmierci takiej osoby nie wrócę znowu do tego samego stanu w jakim teraz jestem? Czy nie zamknę

3




się w sobie? Czy nadal będę tą samą osobą? Czy nadal w ogóle będę?

4




Wyrazy: Znaki: